PODRÓŻE

10 RZECZY, KTÓRE ZASKOCZYŁY MNIE NA GWADELUPIE.

Luty 26, 2018

Gwadelupa zaskakuje! Zwłaszcza mnie, osobę, która pierwszy raz dotarła tak daleko, pierwszy raz doświadcza karaibskiego klimatu. Zaskakuje mnie tu wiele rzeczy, do niektórych się już przyzwyczaiłam, inne wciąż mnie wkurzają, jeszcze inne trochę przerażają, większością jestem oczarowana.

Oto moje top dziesięć zaskakujących rzeczy na Gwadelupie.

1. KOLORY!

Kolory na wyspie to było moja pierwsza, ogromna fascynacja. Do tej pory myślałam, że takie odcienie można uzyskać bawiąc się photoshopem albo filtrami na instagramie. A tutaj? Nie da się zrobić złego zdjęcia. Kolory „atakują” w każdym miejscu i o każdej porze. Począwszy od kolorów morza, nieba, kwiatów i owoców na straganach, a koncząc na kolorach typowej, kreolskiej kratce na sukienkach lokalnych kobiet i ceratce na moim tarasowym stole. Jest soczyście, jest jaskrawo, jest bardzo karaibsko.


2. WIELKOŚĆ WYSPY 

Szczerze powiedziawszy spodziewałam się, że Gwadelupa jest mniejsza. Że jest bardziej dzika, niedostępna. Że raczej nie będzie tutaj dużych centrum handlowych, autostrad i takiej no wiesz…cywilizacji! Moje przypuszczenia wynikały tylko z tego, że nie miałam o wyspie zbyt dużego pojęcia. W pierwszej chwili byłam nawet odrobinę zawiedziona tym, że jest tutaj wszystko, że wyspa jest tak rozwinięta. Nie tego się spodziewałam. Z lotniska ruszyliśmy do domku autostradą, stojąc w ogromnym korku, mijając wieżowce i ogromne sklepy. To było dla mnie dużym zaskoczeniem.

3. TYLKO JĘZYK FRANCUSKI

To, że Francuzi uważają, że język francuski jest językiem międzynarodowym to normalne, spoko. Francuzi (generalizując) mówią tylko po francusku i nawet jeśli ty nie rozumiesz ni cholery co do ciebie mówią, nic nie szkodzi – oni będą mówić dalej po francusku, tylko wolniej. Na pewno w końcu zrozumiesz. Ale to, że w miejscu tak turystycznym jak Gwadelupa, miejscu, które co roku odwiedza setki tysięcy ludzi, nikt nie mówi po angielsku – to już nie jest ani normalne, ani spoko. Byłam w bardziej „odludnych” miejscach gdzie ludzi znali podstawy tego języka. Moi rodzice, którzy nigdy angielskiego w szkole nie mieli, potrafią porozumieć się po angielsku. A tutaj? Nic, nada, zero.
Ja sobie radzę, mój francuski nie jest oszałamiający, ale się z Kreolami komunikuję. Gorzej z turystami z innych krajów, którzy wszelkimi sposobami, na migi kombinują, by się dogadać. Nie uświadczysz też informacji na ulotkach po angielsku. Z czego to wynika? Nie mam pojęcia. Może są leniwi? Może tak jak Francuzi uwierzyli, że francuski jest językiem międzynarodowym i każdy go na bank zna?

4. CENY!!!

Mówili, że będzie drogo, ale nie mówili, że aż tak. Gwadelupa jest cholernie droga i chcesz czy nie odbywasz tu niskobudżetowy urlop. To nie chodzi o to, że chcesz oszczędzać. Tu się inaczej nie da, bo pójdziesz z torbami. Gdy się dobrze zorganizujesz i użyjesz swojej polskiej, wrodzonej gospodarności, możesz zaoszczędzić na jedzeniu. Czy jednak o to chodzi podczas wakacjach? Gdy się wyjeżdża na urlop to chciałoby się odpocząć, pójść do restauracji, spróbować czegoś lokalnego, skorzystać z atrakcji, z wycieczek. Tutaj co chwilę łapiesz się za głowę patrząc na ceny. Przelicznik jest dosyć prosty 1 euro to 1 zł (w przybliżeniu). Zatem gdy idziesz do sklepu po dosłownie parę pierdół i zostawiasz przy kasie 50 euro, to tak jakbyś w Polsce wydał 50 zł. Dużo.
Wczoraj z ciekawości sprawdziłam ile kosztuje wycieczka łódką do położonej niedaleko wysepki Marie Galante. 95 euro za dorosłego, 75 euro za dziecko. Cała nasza rodzina to wydatek 340 euro – prawie 1500 zł za jednodniową wycieczkę!

5. ZŁE JEDZENIE

Myśląc Gwadelupa, Karaiby, wyobrażałam sobie przepyszną kuchnię. Świeże obiady jedzone po całym dniu na plaży, pyszne grillowane ryby i owoce morze, a na deser soczyste owoce rosnące tutaj w pełnym słońcu. Z całej tej mojej wizji zostały tylko owoce. I będzie to jedyna dobra rzecz, którą polecam na Gwadelupie. Nie wiem dlaczego oni gotują tak źle. Przecież mają idealne warunki do tego, by serwować zachwycające dania. Zamiast tego dostajesz smażone na starym, głębokim tłuszczu „niewiadomoco”. Górę ryżu i udko w jakimś cynamonie. Ja rozumiem, że to ich tradycja, ale żeby jeszcze oni się tej tradycji trzymali! Sprzedają kanapki w chlebie z kukurydzianej mąki, wypełnione pokrojoną parówką importowaną z Francji i startym produktem seropodobnym. Tego się nawet nie da jeść. Wszędzie mrożonki, francuskie produkty zamiast lokalnych. Po 3 miesiącach w końcu znalazłam miejsce,w którym rybacy sprzedawali świeżo złowione ryby po 12 euro za kg.
Kiedy podróżuję – jem, smakuję, zapamiętuję te smaki na całe życie. Stąd przywiozę smak cudownie słodkich ananasów, mango, kwaśnej marakuji czy liczi. Reszta to pomyłka.
Mam nadzieję, że kiedyś Gwadelupa się ocknie, że powstaną tutaj w końcu miejsca z dobrą, lokalną, świeżą kuchnią.

Przyznaj, że to menu sprawia, że myślisz sobie, że za chwilę zjesz coś super pysznego. Nic z tego. Na talerz wjeżdża udko, ryż, sałata bez dressingu i kulki z ciasta kukurydzianego.

Zastanawiam się dlaczego ci rybacy nie mogą stać na każdym rogu ulicy? Dlaczego tak trudno dowiedzieć się, gdzie sprzedają świeże ryby?
Dlaczego to wciąż jest tylko dla wtajemniczonych? Natomiast ogólnodostępna jest żywność paczkowana, mrożona, nafaszerowana chemią, made in France. Strasznie mnie to tutaj wkurza.

6. PRZEPIĘKNI LUDZIE

Szyja mnie boli od oglądania się za mieszkańcami Gwadelupy. Według mnie są piękni. Mam wrażenie, że co chwilę mijam na ulicy Rihannę 🙂 Kreolki są śliczne, mają czekoladową, gładką skórę, wymyślne, plecione fryzury, długie nogi, białe zęby – wyglądają jak z wybiegów. Starsze Kreolki zazwyczaj są lekko przy kości (francuskie, importowane jedzenie), ale dalej zachowują piękne rysy twarzy. Mężczyźni bywają zjawiskowi, ale nie tak jak kobiety. Są jednak przepięknie zbudowani. Już kilkunastoletni chłopcy mają taką muskulaturę, na którą faceci w Polsce muszą tyrać na siłowni. Taka genetyka. Najpiękniejsze są jednak gwadelupskie dzieci. Są jak najlepsze słodycze. Nie można oderwać od nich oczu.

7. POTWORNE KORKI

Po wylądowaniu i tuż po tym jak załadowaliśmy się do wynajmowanego auta, staliśmy w korku 1,5 h. A mieliśmy do pokonania jakieś 25 km. Na Guadzie są korki! I to niemałe. Owszem jest tu sporo samochodów, bez samochodu na wyspie nie da się funkcjonować, ale najlepsze jest to skąd się te korki biorą. Otóż mieszkańcom Gwadelupy generalnie się nie spieszy. Na drogach i w ich sercach panuje chillout. I choć na początku, doświadczona polskimi drogami i zasadami na nich panującymi, łapałam się za głowę na karaibski styl jazdy. Tak teraz bliżej mi do tego drugiego i aż boję się co to będzie gdy wsiądę za kółko mojej czarnej strzały w Polsce.
Na Gwadelupie gdy na przykład jakiś Manu przepuszczając na pasach człowieka, dostrzeże, że ten człowiek to przecież jego serdeczny kolega Jaques, to go wówczas zawoła i sobie utną na tych pasach 2 minutową pogawędkę. To nic, że 60 samochodów za nimi stoi i czeka. Może jakimś cudem ktoś trąbnie. Nawet jeśli, to bank jakiś turysta. Albo na przykład jeśli ktoś postanowi na chwilę zatrzymać się na awaryjnych na środku ulicy i wyskoczyć do sklepu – to też spoko, też należałoby kulturalnie bez trąbienia poczekać. Można sobie wtedy włączyć na cały regulator lokalne radio z jakimiś dzikimi dźwiękami i się nie stresować. Albo można też wysiąść i sobie kupić przy drodze świeżą wodę kokosową. Na Gwadelupie trąbimy tylko, by powiedzieć komuś dzień dobry. A że znają się tu wszyscy cała wyspa z uśmiechem na twarzy trąbi.

8. RÓŻNORODNOŚĆ PRZYRODNICZA

Nie będziesz się tu nudzić. Gwadelupa tętni życiem. Przyroda zachwyca. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak różnorodna. Myśląc o Gwadelupie wyobrażałam sobie raczej rajskie plaże. Okazało się, że plaże owszem są, ale możesz przebierać i wybierać jaka ta plaża ma być. Może być z białym jak mąka piaskiem albo z piaskiem czarnym jak smoła, który w dodatku mieni się jak brokat. Możesz pójść do dżungli i wykąpać się w wodospadzie albo ponurkować z żółwiami. Możesz pojechać na któryś z końców wyspy i zachwycić się 30 metrowymi klifami, o które rozbijają się ogromne fale. Możesz pochodzić po linach między konarami wysokich drzew w ogrodzie zoologicznym albo spotkać wielkiego jaszczura na jednej z plaż lub w swoim ogródku. Wyspa zachwyca przyrodą, jej różnorodnością, krajobraz zmienia się co chwilę. To najpiękniejsze co ma do zaoferowania. Trzeba tylko wiedzieć gdzie jechać i co oglądać. Na blogu niedługo obszerny przewodnik po Gwadelupie.

9. VOODOO, NARKOTYKI CZYLI CIEMNA STRONA WYSPY

Gdy się dobrze przyjrzysz dostrzeżesz to, co niedostrzegalne, niekoniecznie legalne, fascynujące i trochę przerażające. Choć to niesprawdzone przeze mnie informacje, jestem pewna, że na wyspie oprócz chrześcijaństwa, panuje kult voodoo. W wielu miejscach spotykam symbole tej religii, która przecież ma źródło nie tak daleko stąd, bo na Haiti. Po naszej ulicy chodzi człowiek, cały w jakiś dziwnych czarnych szatach, z laską zwieńczoną małą czaszką jakiegoś stworzenia, udekorowaną piórami, dzwonkami i innymi cudami. Sąsiad nasz, mówimy mu „bonjour”.
Kiedy ostatnio mieszkańcy jednej wsi strajkowali przed wysiedleniem ich z tego miejsca, na moście powiesili transparenty i lalki voodoo. Do tego cała droga obstawiona była czerwonymi świecami.
Będąc ostatnio na cmentarzu, przy figurze Chrystusa leżały porozbijane jajka, otwarta butelka rumu, taki pędzelek do okadzania, świeczki, obrazki świętych. Fascynująca i totalnie dla mnie niedostępna wiedza.
Kiedy wracam wieczorem autem do domu, przy głównej drodze rozpoznaję stojące zawsze w tym miejscu prostytutki, tuż obok patrol policji robi przeszukanie samochodu dilerów. Narkotyki są wszechobecne. Nie trzeba za bardzo się wysilać, żeby dostrzec handlarzy. Są na plaży, w barach, stoją oparci o samochody przy głównych plażach.
Mimo tych rewelacji Gwadelupa jest zadziwiająco bezpiecznym miejscem, przyjaznym i w miarę spokojnym.

10. NO PHOTO PLEASE

Nie możesz wyjąć aparatu i po prostu zrobić zdjęcia straganom pełnym ananasów. Musisz najpierw je kupić. Jeśli kupisz, proszę bardzo rób sobie sesję. I o ile rozumiem mieszkańców, którzy z turystyki żyją, o tyle jeśli mieszkasz tu 5 miesięcy, prowadzisz bloga, to nie masz ochoty robić zakupów, za każdym razem, kiedy chcesz strzelić fotkę. Ja jakoś się tym przejmuję, choć przecież nie powinnam. Ale kiedy leci za tobą sprzedawca kokosów, bo ktoś mu doniósł, że zrobiłaś zdjęcie jego kokosom, i że masz wrócić i kupić, to się pukasz w głowę, a następnym razem robisz fotkę z ukrycia. Słabe to jest strasznie i bardzo mnie twórczo ogranicza. Serio, serio 🙂

To chyba wszystkie zaskakujące rzeczy, o których chciałam ci napisać. Do mojego powrotu zostało 3 tygodnie. Trochę przebieram nóżkami, bo tęsknię za domem, a trochę mi żal zostawiać tego słońca i tych plaż. Wiem na pewni, że póki tu jestem, to chcę napisać i pokazać jak najwięcej mojej Gwadelupy, bo po powrocie do Polski nie napiszę już o tym tak samo. Dlatego w najbliższym czasie spam karaibski. Mam nadzieję, że zrozumiesz 🙂

Może Ci się również podobać

14 komentarzy

  • Odpowiedz Edyta Luty 26, 2018 at 10:55 pm

    Hej, ale jak wrócisz to będzie już prawie kwiecień! Przyroda zacznie u nas budzić się do życie, będzie coraz cieplej i lepiej <3

  • Odpowiedz Karolina Luty 27, 2018 at 5:07 pm

    Ciekawe z tą kuchnią… a u nas takie morzy teraz że naprawdę Wam chwilowo zazdroszczę, jak do tej pory tę zimę tolerowałam tak od kilku dni mam już całkiem dość. Cieszcie się ostatnimi tygodniami!

  • Odpowiedz Ela - themomentsbyela.pl Luty 27, 2018 at 7:26 pm

    Pięknie wyglądasz na zdjęciach. Szczęśliwa, uśmiechnięta i opalona. Przyroda Gwadelupy jest piękna i do tego pogoda. Zdjęcia muszą być piękne. Taki kontrast do naszego -15 stopni, ale taką zimę lubię, mróz, śnieg.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 27, 2018 at 9:30 pm

      dziękuję 🙂

  • Odpowiedz Miriam Marzec 1, 2018 at 2:32 am

    Basiu, z całym szacunkiem ALE na Gwadelupie mieszkam ładnych paręnaście lat i mam możliwość weryfikacji Twoich informacji i niestety z nie wszystkim się zgadzam. Rozumiem Twój blog = Twoje spojrzenie ale opinia na temat tutejszej kuchni jest WIELCE krzywdząca. Kuchnia kreolska jest mieszkanka wielu kultur i jest fantastyczna ! ! !

    Naprawdę probowałaś tutejszej kuchni? Probowałaś ugotować coś lokalnego albo cokolwiek z piment?
    Coś mi się nie chce wierzyć, ze faktycznie probując plantana, iniama, kuszkusz, crystophine, fruit a pain, tutejszej dyni czy awokado napisałabyś to samo! Choc raz jadłaś accras, boudin, zwykle colombo, pasztet rybny, gratain, pois de bois, giraumoniade, ceviche, tartar, languste, dorade lub tazara, sauce chien czy sorbet kokosowy od Pani Koko?

    Jest MNÓSTWO dobrych i bardzo dobrych – lokalnych knajp i super restauracji. Wielkiego wysiłku nie trzeba wkładać w ich znalezienie – trzeba chcec 🙂

    Przepraszam ale zirytowało mnie twoje stwierdzenie i mnie poniosło – to tak jakby pojechać w Polsce do Dąbek i narzekać, że nad calym Baltykiem nie ma dobrych smażalni rybi i w ogole to cale polskie jedzenie jest kompletnie bez wyrazu. Jak można jeść same ziemniaki! Z całym szacunkiem – masz na co godzisz sie.

    ps ‚tutejsze’ lichi jest w większości z Madagaskaru, a sezon na tutejsze mango jest w lecie 🙂

    • Odpowiedz Miriam Marzec 1, 2018 at 3:23 am

      340 euro na Marie Galante – WTF?! Kurs POINTE-A-PITRE —> MARIE-GALANTE i powrót dla 4 osob to koszt ok 120e. Les Saintes ok 100e. Informacje dostepne ogólnie i w kazdym biurze turystycznym o internecie nie wspominając…

      • Odpowiedz Basia Szmydt Marzec 1, 2018 at 1:16 pm

        Masz rację -sugerowałam się informacją znalezioną w budce przy Pointe a Pitre. Nie wiem z czego wynikała cena tamtej wycieczki. Dzięki za informację, edytuję to w poście.
        Pozdrawiam

    • Odpowiedz Basia Szmydt Marzec 1, 2018 at 11:19 pm

      Cześć 🙂

      Chciałam Ci tylko napisać, że dziękuję Ci za Twój komentarz – czytam go cały dzień 🙂
      Bo pomimo, że jest krytyczny, to jest przykładem mądrego, inspirującego i stymulującego do myślenia komentarza. W związku z tym stwierdziłam, że podejmę wyzwanie rzucone przez Ciebie. Całe popołudnie tłumaczę przepisy kreolskie, dziś poszłam na rynek by kupić przyprawy kreolskie i zaczynam gotowanie. W lodówce marynuje się kurczak colombo, jutro robię accras z krewetkami. Pomyślałam, że mam jeszcze 3 tygodnie, by odczarować kuchnię kreolską, która do tej pory potwornie mnie zawiodła. Rozmawiałam z moimi sąsiadami, z dziewczynami z Polski mieszkającymi na wyspie, zapisałam adresy polecanych knajpek i będę szukać dobrych smaków. I muszę powiedzieć, że to głównie dzięki Tobie i Twojemu komentarzowi, który uderzył w mój czuły punkt i sprawił, że ambicjonalnie podeszłam do tematu 🙂

      Moje spostrzeżenia na temat kuchni są takie, a nie inne głównie dlatego, że mieszkam w St Anne, a tutaj ciężko o coś dobrego do jedzenia. Plus dosyć ograniczony budżet na bywanie w knajpkach. Po pierwszych 5 wizytach w różnych foodtruckach, knajpkach poddałam się i przestałam szukać dobrego jedzenia. Pochylam więc nisko głowę z pokorą i melduję, że podjęłam walkę o odczarowanie kuchni na Gwadelupie.

      Jeśli się zachwycę – z przyjemnością napiszę sprostowanie posta

      Pozdrawiam Cię ciepło

  • Odpowiedz Miriam Marzec 2, 2018 at 2:13 am

    Zaskoczyłaś mnie – myślalam, że nie opublikujesz mojego komentarza. Przyznam, że z ciekawością czekam na rezultat wyzwania!

    ps Cap Creole odwiedź przy okazji snurowania i kup sobie les rillettes de merlain (zreszta w kazdym sklepie sa). Bokit i christophines farcies zrób i przepij ti’ punch lub szampanem (wszak na Gwadelupie pije sie wiecej szampana niż w z całej Francji). Pewnie mijasz Saint-Felix często – wiedziałaś, że jest tam sklep firmowy boudins? Nie jest to mistrzostwo świata ale być na Gwadzie i nie zjeść tutejszej kaszanki (zwykłej, z kraba i lambi) to jak pojechać do Włoch i opery nie widzieć 😉 Smakuj wiec Basiu!

  • Odpowiedz BLANCA Marzec 2, 2018 at 12:15 pm

    Miriam z całym szacunkiem Basia mieszka na wyspie kilka miesięcy, a ty paręnaście lat. Myślę, że gdy Ty przeprowadziłaś się na wyspę to też zajęło Ci trochę czasu odkrycie smaków, miejsc gdzie można zdobyć dobre jedzenie. Ja na Majorkę jeżdżę od szesnastu lat, mam tam całą rodzinę a i tak czasami natkniemy się na niezjadliwe owoce morza. A poza tym Basia napisała „dziesięć rzeczy które zaskoczyły MNIE na Gwadelupie”. Ilu turystów odwiedzających dane miejsce tyle opinii. Pozdrawiam z przepięknej, słonecznej, jeszcze nie zatłoczonej Majorki.

  • Odpowiedz Franczyza w Polsce Marzec 2, 2018 at 1:00 pm

    Z kolorami sto procent racji, nie da się zrobić złego zdjęcia, mając takie krajobrazy do dyspozycji 😛 Fajny wpis, pozdrawiam!

  • Odpowiedz Eboum Marzec 8, 2018 at 8:29 am

    Usmialam sie, jak przeczytalam, ze mowia po francusku, ale wolnej! Wiesz, moja mama, jak jestesmy w polsce, tez mowi do mojego meza (francuz) bardzo wolno po polsku z nadzieja, ze zrozumie!
    Goraco pozdrawiam!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Marzec 14, 2018 at 2:45 pm

      ja to uwielbiam, bawi mnie to niezmiennie za każdym razem 😀

  • Odpowiedz Monia Marzec 30, 2018 at 11:12 am

    Co do pięknych ludzi to zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Nie mogłam się napatrzeć. Co do korków to chyba miałam szczęście. Byłam przez cały sierpień i tylko raz natrafiłam na silniejszą jazdę. No ale to nie był środek sezonu. I zazdroszczę że mogłaś spędzić tam tyle czasu.

  • Napisz odpowiedź