MOIM ZDANIEM RODZINA

TRZEBA SIĘ PO PROSTU SPOTKAĆ

Styczeń 28, 2016
812596_10200698493403768_1780434178_o

„Basiu daj mi proszę jakieś rady dotczące związku” – to jest, jak Boga kocham, najczęściej mi zadawane pytanie odkąd prowadzę bloga. Nie przypominam sobie bym na jakieś odpowiedziała. Dlaczego? Bo po pierwsze związek jaki mam jest dla mnie normą, tzn. jako pełna ideałów chcę wierzyć w to, że wszystkie związki tak właśnie wyglądają i funkcjonują na takich samych zasadach. Po drugie ciężko mi uwierzyć w to, że jestem odpowiednią osobą do udzielania jakichkolwiek rad w tym temacie.
Pech chce, że gdybym mogła wybierać w sklepie na półce zawód mojego życia, byłabym (to oczywiste!) Judytą z „Nigdy w życiu”. Siedziałabym w swoim ogrodzie, w którym zawsze jest lato, z marchewkami w kubku, pokrojonymi w słupki, z laptopem i odpowiadałabym na niezliczone listy. Jak uprawiać kolendrę, jak doczyścić piekarnik po niedzielnej pieczeni, jak mówić, by dzieci nas słuchały, co zrobić, kiedy złapie cię kontroler w autobusie i wreszcie – jak mieć udany związek? Na każde z tych pytań odpowiadam z dziką przyjemnością, w moim ogrodzie, pod kwitnącą wisterią, co to ani jego, ani jej jeszcze nie ma. 
Zawsze mogę sobie to jednak wyobrazić i muszę Wam powiedzieć, że są dwa powody, dla których podjęłam decyzję, że jednak zacznę pisać o związkach i miłości. Po pierwsze jakieś 4 dni temu zakochałam się po raz 367, po drugie niestety, ale doskonale odnajduję się w roli Judyty.

Po 11 latach bycia razem odkryłam, że to co się dzieje między nami nie jest tylko dziełem przypadku, jak myślałam do tej pory. Okazało się, że jak się tak człowiek skupi i zacznie zastanawiać to wychodzi na to, że jest sporo zasad, którymi kierujemy się w życiu, tak, by codziennie lubić się bardziej lub chociaż tak samo 🙂 
Siedziałam i myślałam tygodniami. Robiłam notatki w evernote, w swoich niezliczonych notesach, rozmawiałam z Tomkiem, wciąż zadawałam mu pytania i …zrobiłam to. Napisałam pierwszy post na temat relacji damsko – męskich. W zasadzie to tylko naszych. 

Zacznijmy zatem od spotkania.

(to na zdjęciu jest tym, które opisuję poniżej 🙂 )
812596_10200698493403768_1780434178_o 
Uważam, że trzeba się spotkać. Po prostu. 
Spotkaliśmy się przypadkiem, w klubie, do którego nigdy wcześniej nie chodziliśmy, bo to nie nasze klimaty. On był pierwszy raz, ja również. Ani ja, ani on nie byliśmy wtedy romantykami wierzącymi w miłość od pierwszego wejrzenia. Ani on nie był w moim typie, ani ja tym bardziej w jego. Ja miałam za sobą jakieś 34 związki, które łącznie trwały pół roku, on był w ogóle przejazdem w Lublinie, bo tak właściwie to mieszka już w Stanach.  Było jednak coś, co sprawiło, że podeszłam do niego w momencie, kiedy zobaczyłam, że gapi się na mnie od jakiejś godziny. No cóż mogłabym napisać, że po prostu zemdlałam z pożądania, on był lubelskim Georgem Clooneyem, a ja Monicą Bellucci, i że wtedy postanowiliśmy, że będziemy kochać się, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Niestety. TO było cos innego, gdyż jeśli mnie pamięć nie myli, tego wieczoru takich Georgów w klubie było myljon. Powód, dla którego przegadaliśmy razem całą noc, dopóki nie wygoniła nas sprzątaczka był inny.  To była dokładnie ta sama częstotliwość, na której odbieraliśmy otaczający nas świat. To był właśnie mój brakujący puzel, który miał się już do mnie dopasować na resztę życia, nieważne, że wkurwia nie raz, i że rozwód nie dwa. Przylgnął do mnie on, przylgnęłam do niego ja. Jak brakujące 50 %. Symbioza. Zadziwia nas to niezmiennie szczerze powiedziawszy do dzisiaj, bo pierwsze „kocham” powiedzieliśmy sobie po 2 latach od naszego spotkania. Jak zatem wytłumaczyć to, że trwaliśmy przy sobie bez zbędnego wysiłku, wciąż jednak doskonale się bawiąc w swoim towarzystwie, z poczuciem, że z nikim innym nie będzie tak fajnie? Dlaczego wszystkich jego poprzedników wygoniłam gdzie pieprz rośnie jak tylko zaczynał przeszkadzać mi jakiś drobiazg? Dodam, że w Tomku do dzisiaj denerwuje mnie codziennie coś 🙂 Przeznaczenie moi drodzy! Odpowiednie ustawienie gwiazd na nieboskłonie, księżyc w pełni etcetera 🙂 Serio. Wierzę z całego swojego serca, że każdy na świecie ma swoją brakującą połówkę, i że gdy się ją spotyka, to wtedy stajesz się kompletnym sobą. Wtedy nie byłam taka mądra rzecz jasna. Dziś przemawia przeze mnie ekhm, ekhm doświadczenie!

Nie wierzę w to, że po ślubie, po 10 latach, po urodzeniu dzieci ktoś się zmieni na lepsze. Nigdy w to nie wierzyłam ani ja, ani Tomek. Nie wierzę również w związki, w których ludzie trwają z nadzieją, że kiedyś będzie lepiej. Według mnie nie będzie. Nie warto tkwić w czymś, co nie dodaje naszemu życiu kolorów. Kiedy kogoś spotykasz, tak jak ja spotkałam jego, to po prostu to wiesz, czujesz. Ostatnio spotkałam znajomą. Ma na imię Ania i ma 50 lat. Opowiedziała mi swoją historię. Wyszła za mąż za swojego męża, kiedy miała 20 lat. Wielka namiętność, ta sama częstotliwość, potem miłość i równie emocjonujące rozstanie. Rozwiedli się i rozstali na 20 lat. Ona związała się z kimś innym, on również. Po 20 latach spotkali się na chrzcinach swojej wspólnej wnuczki i…jak para nastolatków zamknęli się w łazience, z której wyszli z wypiekami na twarzy i z przekonaniem, że już się znowu nie wypuszczą. Powiedziała „Basiu, to jest miłość mojego życia, nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak on”. Pobrali się ponownie.

Trzeba się spotkać, a potem dbać o to, chuchać i dmuchać, choćby nie wiem co.

Dla mnie świadomość tego, że Tomek jest po prostu unikatem w moim życiu sprawia, że takie słowa jak „kompromis”, „przepraszam”, „masz rację” przychodzą mi z dużo większą łatwością. Ja po prostu jestem pewna, że nawet jeśli byśmy się rozwiedli, rozstali, cokolwiek, to wszystko inne byłoby fajne, ale bledsze.
Mój mąż sprawia, że nie muszę używać różu do policzków. 
Trzeba się spotkać. A kiedy już wiesz, że go spotkałaś i czujesz pod skórą, że to z nim chcesz oglądać filmy ze Stevenem Seagalem, to z nim stracisz dziewictwo, będziesz mieć dzieci, że to dla niego urwiesz się z większości zajęć na uczelni, a w poniedziałek weźmiesz L4 – to wtedy zaczyna się praca. I walka o to, żeby tego nie spieprzyć. I właściwie to całe swoje życie ustawiasz pod to uczucie właśnie. Bo w tym właściwie jest sens życia.

Puenta jest taka, że gotowej recepty nie ma. Na tym etapie proponuję rozumowi podziękować, a skumplować się z sercem, ewentualnie jeszcze z kilkoma innymi narządami. Brać, próbować i nie godzić się na półśrodki i bylejakość. A potem patrzeć co się stanie. Ten etap jest dosyć niepewny, tak sądzę, ale myślę, że warto zaryzykować. Ludzie zyskują po bliższym poznaniu 🙂

12573785_10207988679902092_6574964522495652715_n

Może Ci się również podobać

18 Komentarze

  • Odpowiedz Historynka Styczeń 28, 2016 at 9:21 am

    Gotowej recepty nie ma, a ja wam życzę szczęścia i dobrego życia.

  • Odpowiedz Ada Lili Styczeń 28, 2016 at 9:25 am

    Przepiękny post 🙂

  • Odpowiedz Nadine Lu Styczeń 28, 2016 at 9:50 am

    Na patologii ciąży lezalysmy we cztery. Każda z nas miała jakąś historię o swoim związku a ze byłyśmy tam dobry tydzień to zdążyłysmy się tym wszystkim podzielić. Pani psycholog, lat 36, w drugim małżeństwie z młodszym (o dużo!) chłopakiem powiedziała mi coś takiego: „Może być źle i na pewno będzie źle – zawsze są jakieś pioruny w związku ale musisz mieć coś czego możesz się trzymać. I może to puste ale mnie trzyma to ze mój facet jest zabójczo przystojny. Musisz mieć coś, czego nie oddasz nikomu innemu.” Po tym zaczęłam szukać w swoim mężu takich rzeczy. Bo chociaż jest milion takich które mnie irytują to drugie tyle jest tych, których nie oddam żadnej innej.

  • Odpowiedz Basia Styczeń 28, 2016 at 10:06 am

    Potwierdzam w 100%. I ja z Wiktorem mamy dokładnie to samo. Życzę wam wszystkim takiej samej pięknej i prawdziwej miłości.

  • Odpowiedz ewa Styczeń 28, 2016 at 3:22 pm

    Ale świetny wpis! Uśmiałam się w tym fragmencie o Clooney’u i Bellucci.
    Zgadzam się z tym, co piszesz, że trzeba zaryzykować, poznać kogoś bliżej i odkryć coś więcej niż daje to pierwsze, czasamy mylne wrażenie. Teraz żyjemy szybko, podejmujemy decyzje szybciej niż klikamy lajka i tak też oceniamy bardzo często innych. Wejście w nowy związek to ryzyko i czasami wolimy go nie podejmować, będąć tzw singlem, ale w pewnym momencie jest z tym źle. Uważam, że nie jesteśmy stworzeni do bycia singlami, że na dłuższą metę to unieszczęsliwia. A związek w który inwestuje się pokłady miłości, cierpliwości i jakże ważnego szacunku będzie procentował z czasem: dziećmi, wspólnym dorobkiem materialnym i cudownymi wspomnieniami.
    PS Jestem pod wrażeniem twojej i męża metamorfozy – chodzi mi o wasz wygląd. Jaka korzystna zmiana „po latach”. To kolejny plus bycia razem- zmieniamy się na lepsze dla ukochanej osoby!

  • Odpowiedz Monika Styczeń 28, 2016 at 5:28 pm

    Mądre słowa, szczere przesłanie i piękni Wy 🙂
    Ps. Monika, lat 44, mama 19 letnich bliźniąt, wciąż czekająca na TEGO JEDYNEGO. Czas najwyższy wyjść do klubu jak widać 🙂 Do dobrego klubu rzecz jasna 🙂
    Basiu, pozdrawiam serdecznie!

  • Odpowiedz ana_01 Styczeń 28, 2016 at 11:05 pm

    W lutym minie 13 lat od kiedy jestem z moim małżonkiem.. pierwsze spotkanie i bach! strzeliło i końca nie widać:) postaram się być jutro dla niego milsza:P

    btw.. fota booomba!:) coloseum,hades?:)

    • Odpowiedz Basia Szmydt Styczeń 29, 2016 at 8:08 am

      medyk 🙂 gratulacje!

  • Odpowiedz Ola Styczeń 29, 2016 at 6:57 am

    I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie? Przecież gdyby nie TEN klub w Waszym przypadku, nie TEN pociąg, nie TEN mecz, kawiarnia, przejście dla pieszych, szpital, impreza itd, gdyby nie ten konkretny moment, nie było by tych związków. Przecież na to czy ludzie się poznają czy nie, nakłada się tyle czynników, że trudno uwierzyć że tak miało właśnie być. Czasem wystarczy że pojechałabym innym pociągiem, innym autobusem, weszła do innego sklepu, a nigdy nie dane byłoby mi poznać tego jedynego. Niestety smuci mnie fakt, że im jesteśmy starsi (a raczej starsze) tym mniej wierzymy w owe przeznaczenie. „Będzie albo nie będzie” słyszę coraz częściej od koleżanek które nadal są same. Bo im się ten ktoś po prostu nie chce napatoczyć i już. A wy, jesteście fajni. Coś jest takiego w Was że pasujecie do siebie. Czasem trzeba odpuścić i dać se siana. Mój ulubiony fragment z „Fridy” gdy miała kolejny kryzys w małżeństwie:
    – Tato, jaki jest przepis na szczęśliwe małżeństwo?
    – Krótka pamięć….
    po chwili zastanowienia:
    – Dlaczego poślubiłeś mamę?
    – Nie pamiętam 🙂

    Pozdrawiam ciepło 🙂

  • Odpowiedz Diana Styczeń 31, 2016 at 12:23 am

    Basiu piszesz że nie byliście w swoim typie… Co miałaś na myśli? Chodzi Ci o wygląd? Bo jestem bardzo ciekawa.
    Jest mężczyzna w moim życiu do którego mnie ciągnie ale nie mamy wspólnego hobby przez co moja rodzina ciągle mnie prześladuje razem ze znajomymi żebym dała sobie spokój że znajdę sobie kogoś innego, lepszego z kim będę miała to wspólne „coś”.
    Ale kiedy on mimo że nie jest jakimś macho czy modelem to mnie się podoba, coś mnie do niego ciągnie… właśnie tego nie rozumiem. Nawet jeśli On jest taki inny i specyficzny, wrażliwy… Chyba inni mnie nie rozumieją :/

    • Odpowiedz Basia Szmydt Styczeń 31, 2016 at 7:29 am

      tak, nie byliśmy w swoim typie fizycznie. Trzymaj się swojego zdania i ró to, co Ci serducho podpowiada. To Twoje życie, a nie rodziców i znajomych. powodzenia 🙂

  • Odpowiedz Ola Styczeń 31, 2016 at 3:34 pm

    Pani Basiu,
    (Troche jeszcze ze mnie gowniara, dlatego zwracam sie per Pani 🙂 )
    dala mi Pani dużo do myślenia swoim postem. Mój chłopak jest ode mnie dwa lata młodszy. potrzebowaliśmy roku rozmów do rana, spotkań o północy chociaż na 10 minut zanim zrozumieliśmy, że to jest TO. Ostatnio trochę sie posprzeczalismy. Po przeczytaniu tego tekstu od razu zadzwoniłam do niego. Dziękuje Pani Basiu. Wszystkiego dobrego 🙂

  • Odpowiedz Paulina Styczeń 31, 2016 at 5:17 pm

    Cześć Basiu, uwielbiam czytać posty o miłości i zakochaniu. To taka metafizyka i odrobina bajki w tej szarej rzeczywistości 🙂 jestem na etapie szaleńczego zakochania (niezmiennie od dwóch lat) i czytania książki „Klub Szczęśliwych Żon” Fawn Weaver. Z pewnością każda z nas ma swoją receptę na piękną miłość. Moja brzmi: szacunek i dobra zabawa :-). Nie mogłabym być szczęśliwa w związku, w którym nawet podczas sporadycznych kłótni padają gorzkie, obraźliwe słowa. Nie mogłabym być również sobą w związku z kimś, z kim nie chciałabym się bawić, śmiać, wygłupiać z totalnym dystansem do wszystkiego 🙂 Życzę Wam dużo szczęścia, uśmiechu i wielu lat w miłości i zakochaniu 🙂

  • Odpowiedz głodzik Luty 7, 2016 at 7:57 am

    Skoro lubisz być Judytą, to napisz książkę! Ktoś musi zastąpić Musierowicz 🙂

  • Odpowiedz Bilib World Luty 24, 2016 at 4:56 pm

    Mądry i pozytywny wpis. My jesteśmy ze sobą dość krótko, od ponad roku mieszkamy razem i jak na razie „docieramy się” 😉 Każdy z nas ma swoje zwyczaje i zamieszkanie z kimś to spore wyzwanie. Mimo wszystko nie narzekam, bo wiem, że mogę liczyć na moją drugą połówkę.

  • Odpowiedz Kasia z Piątego Pokoju Luty 14, 2017 at 9:41 pm

    Ostatnie zdanie jest piękne i bardzo prawdziwe.
    Ja uważam, że nie ma czegoś takiego jak jeden jedyny przeznaczony nam partner, bo na świecie jest kilka miliardów mężczyzn i idę o zakład, że – po bliższym poznaniu właśnie – mogłabym stworzyć szczęśliwy związek z kilkoma milionami z nich. Bo ludzie są super, tylko właśnie trzeba się w nich wsłuchać i być otwartym.
    I harować w tym ogródku zwanym miłością.

  • Odpowiedz patjola Wrzesień 19, 2017 at 6:33 am

    To prawda, trzeba się spotkać ,tak po prostu:) W tym po prostu jest wszystko:)
    Pięknie piszesz Basiu i mówię tu o tym poście tylko ale w ogóle
    Serdecznie pozdrawiam

  • Odpowiedz Katlinka Wrzesień 20, 2017 at 5:55 am

    Basiu, zgadzam się z Tobą w 100%. Piękna z Was para tak poza tym.

  • Napisz odpowiedź