INSPIRACJE MOIM ZDANIEM Wyróżnione

21 DNIOWY, INTYMNY, ZAKUPOWY PORTRET BASI SZMYDT – inspirowany książką „Mniej” Marty Sapały

Styczeń 31, 2015
IMG_2159-Kopiowanie

Przeczytałam w swoim życiu naprawdę wiele rozwojowych książek. Te o minimalizmie, o upraszczaniu swojego życia, o nie kupowaniu należą na pewno do moich ulubionych.  Jednak z ich czytaniem jest jak z posługiwaniem się językiem obcym – nie używasz – zapominasz. Dlatego raz na jakiś czas potrzebuję intelektualno – moralizatorskiego kopa, żeby zrobić mojej głowie i duszy małego update’a.

Najpierw trafiłam na bloga Marty. Przeczytałam od deski do deski i zapragnęłam książki. Najpierw pojawiła się myśl „kupię”, nieco później już zainspirowana samym blogiem, ideą i opisem na tylnej okładce – myśl „pożyczę”. Książka trafiła do mnie sama, a właściwie dzięki uprzejmości Agaty, której bardzo dziękuję. Tak więc swój eksperyment inspirowany książką, rozpoczynam od jej bezgotówkowego pozyskania.
Umówmy się – dla mnie taka decyzja nie jest czymś ekstremalnym. Ci, którzy mnie czytają od dłuższego czasu wiedzą, że z oszczędzaniem jestem na ty, i że temat antykonsumpcjonizmu studiuję z taką samą przyjemnością jak kolejne odcinki ulubionego serialu. Mam za sobą etap minimalizmu, wyrzucania etc. Rzeczy jednak magicznie powracają, a ja po przeczytaniu intymnego, zakupowego portretu Polaków, chciałam spróbować swoich sił w jeszcze bardziej ekstremalnym niekupowaniu. Zapewne nie tak ekstremalnym jak bohaterowie książki, którzy postanowili przez rok kupować tylko, to co szalenie niezbędne. Niektórzy sami robili piwo, drudzy zbierali jadalne rośliny na warszawskich skwerach jeszcze inni myli włosy sodą oczyszczoną. Na takie ekstremum nie mam ani siły, ani ochoty. Niemniej jednak 21 dni bardzo głębokiego zastanawiania się nad tym co wkładam do koszyka przyniosło mi wiele korzyści. Wiecie, to jak pokonywanie kolejnego levelu w grze. Moim zdaniem to szalenie istotna umiejętność w czasach, w których świat dosłownie tonie w odmętach konsumpcjonizmu i agresywnego marketingu. Zanim zacznę powiem Wam czego tak naprawdę już nie kupuję i nie kupowałam przed rozpoczęciem eksperymentu. Nie kupuję gazet i bibelotów do domu. Przez rok nie kupowałam książek, teraz zdarza mi się to bardzo, bardzo sporadycznie. Zazwyczaj wypożyczam je z biblioteki, pożyczam od znajomych lub ściągam darmowe ebooki z sieci (nie dlatego, że nie lubię nowości, ale ze względu na postanowienie przeczytanie najpierw ślubnych prezentów, o czym pisałam wcześniej). Praktycznie wszystkie ubrania, również sporadycznie, kupuję w lumpeksach. Nie kupuję tony kosmetyków, uzupełniam zapasy szamponu, odżywki, farby, pasty do zębów, balsamu i kosmetyczki z tzw. kolorówką, w której od wielu lat króluje ten sam podstawowy zestaw. Zabawki czy książki dla dzieci zazwyczaj trafiają do nas w formie prezentu. Nie kupuję filmów na DVD, płyt z muzyką, gadżetów i biżuterii. Mój 21 dniowy eksperyment będzie więc tak naprawdę dotyczył głównie zakupów jedzeniowych.
Dodam jeszcze, że mam pełną świadomość, iż robienie sobie postanowienia o niekupowaniu, kiedy tak jak ja (przynajmniej w moim odczuciu) posiada się wszystko jest i łatwe i przyjemne. Gorzej, kiedy tak naprawdę nie masz wyboru i po prostu musisz przeżyć od pierwszego do pierwszego. Nie chodzi tu jednak o to, że chcę się kajać, za to jak mi dobrze, bo wszystko co mam zdobyłam ciężką pracą. Wydaje mi się jednak, że zarówno takie książki, jak i takie eksperymenty są potrzebne zupełnie innej grupie ludzi.

DZIEŃ 1
Łatwizna. Przeglądam lodówkę. Mamy co jeść. Na śniadanie naleśniki z dżemem truskawkowym od mojej mamy. Wyrzucam całego brokuła porośniętego szarym kożuszkiem. Słabo. Wyszłaby z tego całkiem fajna zupa krem. No cóż, ugotuję coś innego i zacznę bardziej planować posiłki. Po przedszkolu zamiast wstępować do codziennie odwiedzanego dyskontu, po prostu jadę prosto do domu. Dziś nie zaglądam do sklepu.

DZIEŃ 2
Myśli o tym, że potrzebuję czegoś kupić pojawiają się już dziś. Chodzi o wodę na siłownię. Zamiast butelki Żywca zabieram bidon przefiltrowanej kranówki z cytryną. W głowie dojrzewa myśl o porzuceniu płatnych, personalnych treningów, na rzecz tych darmowych z jutuba.

DZIEŃ 3
Kończy się mleko. Wizyta w sklepie. Stoję przy kasie tylko z tym mlekiem i czuję niesamowitą lekkość umysłu 😀 Wyjadamy zapasy. W zaciszu mojej kuchni zaczynają powstawać pierwsze kulinarne arcydzieła. Na przykład absolutnie przepyszne muffiny marchewkowe, które zastępują codzienną drożdżówkę dla Michała przedszkolaka. W szufladzie znajduję zapomnianą torebkę popcornu, który jeszcze ciepły i słony, w połączeniu z Gumisiami na jutubie stanowi idealny scenariusz na wieczór.

DZIEŃ 4
Kończą się pieluchy. 60 zł jak psu…Tetra? Mowy nie ma. Dada? Odparza. Pampersy to w naszym gospodarstwie rzecz absolutnie niezbędna. Dosyć śmiałym krokiem omijam rossmanowskie półki pełne pachnących poprawiaczy humoru, a stojąc przy kasie przypominam sobie,że kiedyś mój kolega obliczył ile kosztuje 2 letnie zaopatrzenie małego brzdąca w pampersy. Prawie 5 tysięcy. Przesrane 5 tysięcy.

DZIEŃ 5
Spędzam go w domu rodziców. Dziś postanowiłam, że to właśnie tutaj, na ostatnim piętrze urządzę swoje biuro. Zamiast żłobka wynegocjowałam 2 pełne 8 godzinne dni opieki nad Marcinem (Teściowo dziękuję!). Sama w tym czasie postanawiam dorobić. Każdy grosz się liczy. Niekupowanie, oszczędzanie, budowa, zarabianie – wszystkie te pojęcia są ze sobą kompatybilne jak jasna cholera.

DZIEŃ 6
W domu moich rodziców (pomijając już fakt chorobliwego, według mnie gromadzenia nadmiernej liczby przedmiotów) odkrywam, że posiadają oni zapasy żywności zdolne wykarmić 4 osobową rodzinę przez rok bez konieczności zaglądania do sklepu. Półki w piwnicy uginają się pod ciężarem przetworów, dżemów soków i nalewek. W lodówce zakwas na chleb, koguty i wiejskie kury na domowe rosoły. Suszone latem owoce i pomidory w oleju. Potężnych rozmiarów worek bułki startej przez babcię z dyskontowego, wyschniętego pieczywa. 100 % gospodarstwo produkcyjne niemalże w centrum miasta. Idzie wojna?

DZIEŃ 7
Wymyślam darmową rozrywkę na wieczór. O tej porze roku film wieczorem wydaje się najbardziej słuszną opcją. Korzystam z jednej z wielu skrupulatnie zbieranych przez tatę kolekcji DVD dołączanych do gazet lub rachunku na stacji benzynowej. Zbiera na wesołą emeryturę, na kiedyś tam. Kupić trzeba bo brakuje jednej do kolekcji, bo później może nie być. Korzystam i ja.

DZIEŃ 8
Na obiad quesadillas i pomidorowa bez wychodzenia do sklepu. Jestem boginią domowego ogniska. Z tej okazji serwuję sobie wieczorne SPA w postaci pilingu z kawy i oliwy.

DZIEŃ 9
Na allegro kończą się aukcje rzeczy, które wystawiłam. Szczęśłlwcy upolowali nowe szpilki za złotówkę i spódnicę Escady z 5 zł. No cóż. Zdrowa znoś. Cieszę się, że pozbywam się niechcianego. Oczyszczanie przestrzeni to coś, co mnie podnieca. Niewątpliwie.

DZIEŃ 10
Wydaję 80 zł na diagnozę o wrażliwości sensorycznej mojego dziecka, które głodne odebrałam z przedszkola i zapakowałam do auta w godzinach iście korkowych. Diagnoza w porządku. Oprócz diagnozy w pakiecie frytki za 6 zł zapewniające mi święty spokój, a Michałowi wzrost poziomu cukru w głodnych żyłach. Najedzony, już w drodze powrotnej przypomina sobie, że nie kupiłam mu zabawki za klepaki sumiennie odkładane przez niego do skarbonki. Obiecałam. JEdziemy zatem do sklepu, a w koszyku ląduje świecący karabin, puzzle, resorak i 3 pary skarpetek dla mnie. Potrzebowałam…

DZIEŃ 11
Kulinarnych kreacji ciąg dalszy. Rozmrażam, selekcjonuję, wymyślam, gotuję. Dziś lunch godny niejednej, stołecznej śniadaniowni. Czerstwy chleb zamieniam w pyszne panini, z domowym pesto, suszonymi (przez moją mamę a jakże) pomidorami, odnalezioną w lodówce kulką mozarelli i fetą. Niebo w gębie!

DZIEŃ 12
Dzieci chcą marchewkowych muffinów. Ależ proszę! Marchewek Ci u nas pod dostatkiem.
Kolejne dnie upływają bez wchodzenia do sklepu. Czuję się z tym świetnie.

DZIEŃ 13
Kiedyś podczas rzetelnemu przygotowywaniu domowego budżetu, założyłam że możemy wydawać 50 zł dziennie. Teraz, podczas eksperymentu wydaję tyle w tydzień. Oczywiście przy stałym dopływie dobrodziejstw ze spiżarki mojej mamy i zapasów we własnej kuchni. Co będzie jeśli zapasy się skończą?

DZIEŃ 14
Coraz chętniej przyjmuję prezenty. Słoiki z niedzielnym rosołem, jabłka, kolejne dżemy ? Ależ proszę! Wszystko się przyda. Wszystko zużyjemy. Zrobimy wiele, żeby nie kupować. W zamian odwdzięczamy się blachą murzynka i pięknymi laurkami.

DZIEŃ 15
Tankowanie. Jestem lżejsza o 300 zł. Samochód – rzecz niezbędna?Dla mnie tak. 2 dzieci, mieszkanie pod miastem, zima. To dla mnie wystarczająco mocne argumenty. A może jednak jestem wygodna? Do wygody się człowiek przecież najłatwiej przyzwyczaja. Obiecuję sobie, że wraz z nadejściem cieplejszych, wiosennych dni zminimalizuję eksploatację auta na rzecz komunikacji miejskiej.

DZIEŃ 16
Nie czekam do wiosny. Dziś postanawiam pozałatwiać wszystkie sprawy „na mieście” bez samochodu. Zakładam dodatkowy sweter, czapkę, szalik i rękawiczki. Z torebki wyjmuję cięższe rzeczy, a wkładam do niej kanapkę i dodatkową parę chusteczek. Jestem gotowa na dzień bez auta. Sama się śmieję z tego, jak głupio to brzmi. Spaceruję odkrywając, że wszędzie, gdzie chcę dziś dotrzeć mam blisko. 2-3-4 km – kondycja jak ta lala. Samochód choć z reguły niezbędny, zdaje się mi coś odbierać. Możliwość dostrzegania małych drobiazgów wkomponowanych w infrastrukturę miasta, które skutecznie stymulują mózg. Innymi słowy odbierają dostrzeganie wielu fantastycznych rzeczy dziejących się na ulicach, zwłaszcza dzieciom. Dupa mi przyrosła do samochodowego fotela. Smutne, ale prawdziwe.

DZIEŃ 17
Już nie notuję co kupiłam. Zaczynam być naprawdę świadoma tego co jest nam naprawdę niezbędne, i tego co zdaje się być czstą zachcianką. Wszystko przeliczam, wykorzystuję, odkładam na kiedyś. Mam więcej czasu. Nie wiem dlaczego…

DZIEŃ 18
Na moim koncie wciąż zadowalająca suma pieniędzy z poprzedniej wypłaty. Nie wydaję = oszczędzam.

DZIEŃ 19
Na przykład na wyjście z przyjaciółką z liceum, której nie widziałam od lat. Spotkanie pełne emocji i wzruszeń nie może odbyć się bez zimnej wódki. Ta klubowa zdaje się tego wieczoru smakować wyjątkowo dobrze. Tego wieczoru kursuję do bankomatu kilkakrotnie. Pizzę zamawiamy w ramach oszczędności na spółę, a brak kaca następnego dnia rekompensuje mi odrobinę złotówki zostawione przy barze.

DZIEŃ 20
W ulubionym papierniczym przyglądam się pięknie wyprodukowanym flamastrom Pentela. Brakuje sekundy, żeby wylądowały w moim koszyku. Nie mogłam jednak znaleźć sensownego argumentu mówiącego, że są mi naprawdę niezbędne i zastępuję je Bambino za piątkę. Życie to sztuka dokonywania wyboru. Niewątpliwie. Z drobnych oszczędności robi się górka. Przyjemna nadwyżka. Kiedy kontrolujesz swoje wydatki i nie pozwalasz „wyciekać klepakom” gdzie popadnie, z zadziwieniem odkrywasz, że po pół, po roku jesteś w stanie odłożyć niezłą sumkę. Kiedyś napisałam, że odkładając 2 zł dziennie jesteś w stanie odłożyć na bilet do Paryża w dwie strony. Namacalne dowody gospodarności.

DZIEŃ 21
Kończę eksperyment. Przynajmniej oficjalnie. Dziś dostaję bardzo dobrą wiadomość od męża. Lecimy do Dubaju. On służbowo, ja rekreacyjnie. Czy mogłam sobie wyobrazić lepsze miejsce na zwieńczenie bezzakupowego prawie miesiąca. Przede mną egzamin. Pokusy w postaci straganów, pamiątek, orientu i egzotyki, której kawałek zawsze chce przywieźć się ze sobą. Bilety takie tanie, podróż taka egzotyczna, czas taki bez dzieci. Grzechem byłoby nie skorzystać. Czyżby?

Niesamowite jest to, jak wygodny jest człowiek, kiedy nie musi martwić się o to, jak przetrwać kolejny dzień. Kiedy ma wystarczająco lub za dużo, do głowy nie przyjdzie mu, żeby naprawiać, pożyczać, wymieniać się lub kupować używane.
Kiedy nie masz, a możesz – KUPUJESZ.
Kiedy masz zły humor – KUPUJESZ.
Kiedy coś się zepsuło – wyrzucasz i KUPUJESZ.
Często bezmyślnie, bezrefleksyjnie, wciąż oddalając się od wielkich, niespełnionych marzeń, które niestety kosztują. CO stanie się, kiedy zminimalizujesz swoje potrzeby, kiedy uruchomisz swoje myślenie. Przejrzysz lodówkę, szafki. Naprawisz buty, zrobisz zabawkę, wymienisz się ciuchami?

Polecam Wam zarówno książkę, jak i czas bezzakupowy. Czas, który pozwoli nabrać pokory i dystansu. Czasem metodą jest omijanie szerokim łukiem galerii handlowych, czasem takie eksperymenty. Ważne, żeby mieć świadomość, że sami jesteśmy odpowiedzialni za kreowanie swojej rzeczywistości. Pieniądze są ważne. Pieniądze pozwalają nam godnie żyć, pozwalają cuć się bezpiecznym, spełniać marzenia, mieć bufor pozwalający na szukanie lepszej pracy. Nie trwońmy ich jeśli nie możemy. Życzę Wam sukcesów, jeśli zdecydujecie się na bezzakupowy eksperyment i przewrotnie pozdrawiam z samolotu lecącego do Dubaju.

Może Ci się również podobać

18 Komentarze

  • Odpowiedz Basia Styczeń 31, 2015 at 6:27 am

    Jak super się czyta takie rzeczy, które w naszym domu też są praktykowane. Czytam, czytam i z kolejnymi zdaniami coraz bardziej kiwam głową myśląc jakie to jest straszne być tak zahipnotyzowanym do kupowania, kupowania i kupowania. Nie mając tych pokus życie jest takie łatwe i bezproblemowe. Pamiętam jak dałaś mi kiedyś książkę o minimalizmie, którą przeczytałam w jeden dzień. Jednak dopiero po kilku latach zaczęło mi w głowie trybić, że czas coś zmienić. Wiele rzeczy zmieniliśmy w swoim życiu po wpływem książek, filmów i ludzi. Teraz można się cieszyć życiem 🙂

  • Odpowiedz Ewa Styczeń 31, 2015 at 7:04 am

    Fajnie, że Ci się udało i powodzenia w Dubaju.
    U mnie to nierealne. Nie mam od kogo dostać słoików, nie mogę wprosić się do nikogo na obiad. Wszystko co mamy, mamy ze sklepu. Nawet jak raz w miesiącu się zaopatrzymy w markecie w spożywkę to ona i tak się kończy. Nie kupię 10 kg marchewki czy kilku chlebów. Na zapas mam jednak ryż, mąki, cukier. To co się szybko psuje, owoce i warzywa na bieżąco. Udaje mi się nie kupować wszystkiego co mi się spodoba ale to raczej kwestia braku kasy. Jestem minimalistką bo nie lubię nadmiaru rzeczy, z łatwością się pozbywam ale kupować muszę to co konieczne.

  • Odpowiedz Ania Styczeń 31, 2015 at 8:20 am

    wstałam rano, po 9 h snu, niewyspana, leniwa, ledwie kaszkę dziecku zrobiłam, a sobie i mężowi kawę, po czym stwierdziłam, że dziś cały dzień leniuchuje, bo mi się nic nie chce. przeczytałam Twojego posta i kop w tyłek! idę wyrzucać ciuchy, uruchomić alledrogo, upiec dziecku tanie muffinki obiecywane od nowego roku. dzięki, moja motywacjo! baw się dobrze w Dubaju 🙂

  • Odpowiedz Justyna Styczeń 31, 2015 at 9:51 am

    Gratulację Basiu! Wspaniały post 🙂 A próbowałaś coś z Wymiennikiem zdziałać? 🙂

  • Odpowiedz Travelling Milady Styczeń 31, 2015 at 12:43 pm

    Rewelacyjny wpis, pogratulować zostaje. Ja także od pewnego czasu przeżywam zmianę w kwestii minimalizmu i odzyskiwania przestrzeni zagraconej przez zbędne przedmioty, jak i pieniędzy bezmyślnie topionych w zakupach „na zapas”. Już wielokrotnie odmówiłam sobie „niezbędnych” zakupów, bez których jakiś czas temu nie wyszłabym ze sklepu i za każdym razem czuję ,jak głębiej oddycham i jak wraca do mnie siła. Polecam każdemu. Pozdrawiam serdecznie i udanego wyjazdu.

  • Odpowiedz Monika Gabas Styczeń 31, 2015 at 2:25 pm

    Bardzo ciekawy eksperyment, świetnie czytało się relację 🙂

  • Odpowiedz olga Styczeń 31, 2015 at 6:34 pm

    Już od jakiegoś czasu, bardzo kontroluję, na co wydaję i czy na pewno muszę coś mieć. Pozbywanie się rzeczy, wykorzystywanie zapasów – czysta przyjemność, i ten głęboki oddech, uufff 🙂 A książkę „mniej” też czytam. Pożyczona 🙂

  • Odpowiedz Monika Mo Styczeń 31, 2015 at 6:39 pm

    Fajnie, strasznie się cieszę, że opisałaś tutaj te 21 dni. Chętnie też spróbuję, może nie w tym momencie gdy jestem w szpagacie pomiędzy jednym krajem a drugim, ale wiosną na pewno! Najgorsze te kawy na mieście kuszące i te fajki! Ale kto nie spróbuje ten się nie przekona. M. powiedział mi niedawno, że on mógłby, a nawet chciałby, spróbować z rokiem bez kupowania. Więc zaczniemy od 3 tygodni, a jak będzie dobrze – to kto wie gdzie nas to zaprowadzi…

  • Odpowiedz M. Styczeń 31, 2015 at 9:43 pm

    Trzy gorsze od mola książkowego 🙂 Jeśli nas stać, wartościowe (podkreślmy) książki warto jednak kupować choćby dlatego, że bez naszych pieniędzy wydawcy – najczęściej mali i biedni (tak to już jest, kiedy nie wydaje się 50 twarzy Greya) – nie poradzą sobie finansowo i kolejnych pięknych książek z ich logiem nie zobaczymy. Zaleje nas za to fala Greyów i Crossów. Jestem wielką fanką minimalizmu, ale jak słyszę o tym, żeby całkowicie zrezygnować z kupowania książek, to ciary mnie przechodzą! Przecież to grozi katastrofą, tym, że niedługo nie będzie niczego fajnego do czytania! Kupujmy książki rozsądnie, ale KUPUJMY!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 8, 2015 at 8:37 pm

      Wybacz, że nie podlinkowałam w tekście do mojego wpisu, w którym piszę dlaczego narazie nie kupuję książek. Masz dużo racji w tym co piszesz i jestem jak najbardziej za. Moje postanowienie o niekupowaniu ksiazek wzielo sie głownie stad, ze na swoj slub zamiast kwiatów dostałam ok 80 nowych ksiazek. Przeczytałam tylko kilka, reszta, mimo swietnego tytułu, klasyki – leza. Postanowiłam, ze dopoki nie zaczne ch czytac, nie ma mowy o nowych. Kolejnym argumentem jest budowany dom, który pozera gros naszych wydatkow.

  • Odpowiedz Basia Luty 1, 2015 at 9:16 pm

    Super post. Ja od dłuższego czasu zbieram się z zamiarem odgruzowania mieszkania, szaf ze zbędnych rzeczy. Czytałam kiedyś Sztukę Prostoty, p kolejną tego typu książkę nie sięgam, bo nadmiar wiedzy też potrafi ciążyć:). Ale coś w tym jest, że jak się wpadnie w szał kupowania to ciężko wyjść z tego. Ja co prawda staram się kierować rozsądkiem i nie wydawać kasy na pierdoły, ale niestety czasem wychodząc tylko po mleko wracam z całą masą „bardzo” potrzebnych rzeczy. Mogłabym się bez nich obejść, ale czasem ciężko się oprzeć. Co do ciuchów to oczywiści nie mam w czym chodzić, a w szafie miejsca brak, ot taki częsty nasz babski paradoks. Oj muszę zacząć w końcu odgruzowywanie chałupy, tak przed wiosną:)

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 8, 2015 at 8:33 pm

      powodzenia zatem 🙂 masz rację, że nadmiar wiedzy też może ciążyć.

  • Odpowiedz ANETA Luty 2, 2015 at 1:46 pm

    witam,
    Basiu jesteś z Lublina prawda? czy to możliwe ,że widziałam Cię w sobotę w Niepołomicach?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 3, 2015 at 11:53 am

      Witaj 🙂 Jestem z Lublina, ale w sobotę nie było mnie w Polsce 🙂

  • Odpowiedz ANETA Luty 4, 2015 at 8:04 am

    upss… 🙁

  • Odpowiedz Patrycja Luty 16, 2015 at 5:52 am

    A ja zupełnie z innej beczki mam pytanie: gdzie diagnozowałaś Synka na wrażliwość sensoryczną, szukam czegoś rozsądnego w Lublinie. Super post, czekam na książkę „Mniej”, która lada moment do mnie dotrze:-) Pozdrawiam

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 16, 2015 at 7:16 am

      Integra. Na Czubach.

  • Odpowiedz Hafija Luty 23, 2015 at 7:54 pm

    No tego się nie spodziewałam. 🙂 Mega!

  • Napisz odpowiedź