RODZINA

SKRADZIONY APARAT I DZIEŃ NAD JEZIOREM

Lipiec 20, 2014
110

To uczucie, kiedy robisz coś tak spektakularnie głupiego, że sama masz ochotę skopać sobie tyłek…
Sobota. Skoro świt wsiadam do pociągu. Dziś spotkam się z Agą w Warszawie. Jak zawsze będziemy jeść pyszne rzeczy, odwiedzać wyjątkowe miejsca, skrupulatnie wyszperane wcześniej przez Agnieszkę w sieci, i robić piękne zdjęcia. Caaaałą masę zdjęć!
No właśnie zdjęcia…
Wysiadam z pociągu, podziemiami dworca centralnego idę w kierunku jakiejś szybkiej i mocnej kawy na wynos. Aga będzie za jakieś pół godziny. Mam więc jeszcze chwilę. Jest 8 rano.Poranne słońce przepięknie wpada przez szklaną konstrukcję Złotych Tarasów. Pięknie… Muszę zrobić zdjęcie! Aparat. Sięgam do torebki. Nie ma. Szukam jeszcze raz. Nie ma. Nie ma mojego ukochanego aparatu. Przedłużenia mojej ręki. Przecież jeszcze w pociągu go miałam! Wprawdzie nie robiłam żadnych zdjęć, ale miałam go. Jestem tego pewna! W takim razie zostałam okradziona! Rozpacz…Czy ten dzień musiał się tak zacząć? Idę do ochrony, proszę o wgląd do monitoringu. Na kamerach jestem sama, nikt na mnie nie wpadł, nikt nie wyciągnął mi go z torebki, kiedy kupowałam kawę?  Hmhh dziwne…Z policją daję sobie spokój. Aparatu nie ma. Okradli mnie. Przez resztę dnia staram się nie psuć humoru sobie i Agnieszce.. Jemy pyszności na targu śniadaniowym. Pijemy sangrię w kafejce, której część wychodzi na chodnik i musimy zabierać wyciągnięte nogi ilekroć ktoś tamtędy przechodzi. Soczyste lato leniwie toczy się w sobotniej Warszawie, a ja nie mam aparatu…Trudno.
W podróży powrotnej myślę sobie jaka byłam naiwna, jak beznadziejnie rozkojarzona, jak łatwo dałam się oskubać. Kombinuję jak zorganizować kasę na nowy sprzęt, a w myślach przeklinam coraz bardziej siarczyście potencjalnych złodziei. Wracam do domu. Tomek pociesza. To tylko rzecz.
Ranek następnego dnia. Plan – jedziemy nad jezioro. Bez aparatu. Odpocząć.
Z kubkiem kawy idę przed dom, posprzątać samochód i wygonić skwar ze środka nagrzanego auta. Otwieram drzwi. Na tylnym siedzeniu leży aparat. Mój aparat.
Śmiało. Teraz możecie sobie wyobrażać moją minę i to jak się wtedy poczułam.
Cóż. Kurtyna w dół.
Obiecuję pstrykać moim Canonem nadal. Do czasu aż znowu „ktoś mi go nie ukradnie”, albo nie zrobię czegoś równie idiotycznego.

`8`` 1 2 3 4  6 7 10 11 12 13

Może Ci się również podobać

15 Komentarze

  • Odpowiedz aga Lipiec 20, 2014 at 6:33 pm

    ale osiołek… a ja już Ci współczułam tej straty, przeczytawszy na fejsbuku.

  • Odpowiedz Monika z Mroźniego Trójwymiaru Lipiec 20, 2014 at 6:43 pm

    Nawet nie wiesz jak się cieszę, że wróciłaś;)

  • Odpowiedz takeitizi.pl Lipiec 20, 2014 at 6:57 pm

    Kamień z serca, na takim aparacie może być tyle chwil, emocji, nie zgranych jeszcze na dysk! To nie ‚tylko’ rzecz, ale wiadomo, że są ważniejsze sprawy. A co do tego, że byłaś pewna, może masz za dużo na głowie, umysł przestymulowany działa schematami. To niebezpieczne, bo czasem w wyniku tego samego mechanizmu ktoś jest pewien, że odstawił dziecko do przedszkola, a nie zostawił w rozgrzanym samochodzie…

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 20, 2014 at 7:04 pm

      To, że dużo na głowie to na pewno, ale dziecko w aucie…?

  • Odpowiedz takeitizi.pl Lipiec 20, 2014 at 7:31 pm

    Już wyjaśniam skąd porównanie, z tego artykułu:”Multitaskowosc to jakieś genialne uwarunkowanie i można by pomyśleć, że nic nam nie szkodzi a wręcz przeciwnie ułatwia wiele spraw. Co do zasady tak. Jeśli jednak wdziera się wszędzie i przekracza pewne granice to tracimy uważność. Przestajemy zwracać uwagę na zagrożenia (czerwone światło) szanse (innych ludzi) i teraźniejszość (najprzyjemniejszy stan skupienia, jaki mógł nam sie trafić).(…)Powodujemy wypadki popełniamy błędy w pracy, gubimy a raczej zostawiamy bezmyślnie telefony, torebki i samochody na parkingach w centrach handlowych. Zostawiamy dzieci w rozgrzanych samochodach. To właśnie skutek braku uważności. To nie głupota to naturalna obrona mózgu przed przegrzaniem.” http://freedomownia.pl/o-granicach-korzystania-z-okazji/

  • Odpowiedz Joanna G Lipiec 20, 2014 at 7:42 pm

    Ufff była by strata i to okropne uczucie, że ktoś ci zabrał coś twojego i cennego. Dobrze, że to tylko zapominalstwo 😛

  • Odpowiedz Aneta Lipiec 20, 2014 at 7:50 pm

    Ojej, ale historia :))) dobrze, że wszystko się pozytywnie skończyło, ale wyobrażam sobie co przeżywałaś… no i radość jak się okazało, że aparat leży sobie spokojnie w aucie 😀

  • Odpowiedz Ewa Lipiec 21, 2014 at 6:35 am

    Oj Baśka Baśka 🙂

  • Odpowiedz ewa Lipiec 21, 2014 at 8:10 am

    zdjęcia super! historia z aparatem na szczęście z happy-endem

  • Odpowiedz Paula Lipiec 21, 2014 at 9:18 am

    Najważniejsze, ze się znalazł 🙂

  • Odpowiedz Kasia Lipiec 22, 2014 at 7:19 am

    Odkąd przeczytałam twój post, uśmiech nie schodzi mi z twarzy! poprawiłaś mi humor :)Uwielbiam twój dystans i podejscie!

  • Odpowiedz Violianka Lipiec 22, 2014 at 3:37 pm

    Oj nie wiem co bym zrobiła jakbym „zgubiła” tak swój aparat… współczuję. Zdjęcia piękne!

  • Odpowiedz Agata Es. Lipiec 23, 2014 at 7:50 pm

    szkoda tylko tej Warszawy widzianej Twoimi oczami, bo akurat w tę sobotę była cudna 😉

  • Odpowiedz Basia Lipiec 24, 2014 at 9:04 pm

    Ja choć mam zwykłego nikona, który trochę mnie wkurza, ale jak go zapomnę to chyba jestem jeszcze bardziej wkurzona. Choć przyznam, że akurat trochę bym się z kradzieży ucieszyła, bo w końcu miałabym pretekst do kupienia lustrzanki:) Pozdrawiamy słonecznie!

  • Odpowiedz Marek Lipiec 28, 2014 at 9:47 am

    Wiem co to znaczy stracić aparat. Kiedyś sam zostałem okradziony z podobnego sprzętu plus doszło jeszcze kilkanaście obiektywów. Sprzętu nie odzyskałem, jako że był ubezpieczony to firma zwróciła mi około 3/4 wartości torby. Dobre to i to, chociaż i tak byłem stratny. Tydzień czasu byłem bez aparatu. Nie czułem się z tym podobnie jak ty za dobrze.

  • Napisz odpowiedź