RODZINA

ON TAM. JA TU. WSZYSTKO JEST PO COŚ.

Wrzesień 17, 2014
9

Moment, kiedy On wraca z pracy w środku nocy.
Kiedy rano całusami i drapiącą brodą budzi dzieci. Totalnie zaskoczone jego obecnością.
Wciąż za małe, żeby zrozumieć, że Tata wraca za 5 dni, że 5 dni to 120 godzin.
Czasami według Michasia Tata wraca po prostu 13 lipca w listopadzie.

Jesteśmy w komplecie, a jednak coś nas uwiera.
Coś stresuje i sprawia, że pierwszy dzień po każdym jego powrocie przeznaczamy na (delikatnie rzecz ujmując) nerwową atmosferę.
Zderzają się nasze dwa światy.
Mój domowy. Jego na walizkach.
Każde potrzebuje chwili, żeby zrozumieć czego drugie potrzebuje. Czego oczekuje.
Każde chce to zrozumieć.
Nie zawsze jest to proste.
Ale zawsze w głowie pojawia się myśl, żeby zmienić to w cholerę.
Być razem codziennie. Zmienić pracę. Wyjechać tam całą rodziną.
Wciąż dylematy i to pytanie czy dobrze robimy?

I wreszcie On mówi „Chodź, usiądź, zrobię kawę”.
I pokazuje mi zdjęcia z porannego biegania po plaży gdzieś na północy Norwegii, widok z samolotu na aktywny wulkan na Islandii.
Mówi, że kocha mnie i kocha swoją pracę.
A ja kocham Go i kocham nasze życie.
Kocham wszystkie komunikatory i social media, które pozwalają nam wymieniać setki wiadomości dziennie, po 10 latach bycia razem.
Czy gdyby był w Polsce robilibyśmy podobnie?
Czy liczyłabym dni do jego powrotu?
Czy dalibyśmy razem przejść przez wszystkie kryzysy, które nas po drodze dopadły?
Czy umielibyśmy tak łapczywie łapać chwile i proste, codzienne przyjemności?
Czy tęskniłabym za nim tak jak 10 lat temu?

Wszystko jest po coś. Bez wyjątku.

Dopijamy kawę. Stres się ulotnił. Padły odpowiedzi na większość pytań.
Wychodzimy z domu łapać jesienne słońce, w tyle zostawiając morze błahych spraw, które nie powinny zaprzątać nam głowy, kiedy jesteśmy w komplecie.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 11 12 13 15

Dziś, tuż po tym jak odwiozłam Michała do przedszkola, zamiast prosto do domu – skręciłam do lasu, gdzie napisałam tego posta.
Tęskniąc.
Obliczyłam, że do Jego powrotu pozostały 62 godziny.

10 14

Może Ci się również podobać

24 Komentarze

  • Odpowiedz Nadine Wrzesień 17, 2014 at 8:50 am

    Basiu, znam z doświadczenia to „zderzenie dwóch światów po powrocie”. Mój każdy miesiąc dzieli się na dwie części – kiedy jestem sama i kiedy jestem z Nim. I zanim zdążymy się „do siebie przyzwyczaić” musi minąć kilka dni, a potem znowu kilka, żeby przyzwyczaić się do bycia samemu.

  • Odpowiedz Katinka Wrzesień 17, 2014 at 9:00 am

    ;-( Szkoda, że tak, ale być może właśnie dlatego potraficie tak bardzo docenić swoją obecność i cieszyć się każdą wspólną chwilą? 😉
    Takie bycie ze sobą 24/7 czasami może powodować spięcia, a każda pierdoła to powód do konkretnej kłótni. Ot, muchy w nosie i za dobrze w … 😛

  • Odpowiedz klaudyn Wrzesień 17, 2014 at 9:26 am

    Mówi się, że tęsknota rozpala na nowo ogień miłości. Co nie zmienia faktu, że po dłuższej rozłące z E. na początku ciężko nam się na nowo dostosować do bycia razem, dlatego znam ten ból 😉 pięknie to wszystko opisałaś Basiu.

  • Odpowiedz chola Wrzesień 17, 2014 at 9:49 am

    Boziu jaki chudy mąż. Jaka ładna Basia. Jaka piękna rodzinka<3 Mój wzór!

  • Odpowiedz Agata Wrzesień 17, 2014 at 9:51 am

    Jakbym czytała o sobie 😉 Nie napiszę nic nowego ponad to, co powiedziały już poprzedniczki, u nas też po każdej rozłące następuje okres przejściowy, ale już wiem, że tak jest, nauczyłam się to akceptować i wiem, że napięta atmosfera po powrocie w miarę sprawnie oczyszcza się i potem można znów cieszyć się swoją obecnością, obchodziliśmy ostatnio 10 rocznicę ślubu 🙂 pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz monislawa Wrzesień 17, 2014 at 9:55 am

    Mój mąż codziennie wychodzi na 9 godz do pracy, a reszta dnia jest dla rodziny i nie umiemy rozstać się nawet w weekend:)Myślę, że jeśli ludzie się kochają to odnajdą się w każdej sytuacji, przyzwyczają się i zaakceptują.

  • Odpowiedz Ola Wrzesień 17, 2014 at 10:12 am

    Mogę chyba powiedzieć, że Cię Basiu rozumiem. Męża jeszcze nie mam, ale jesteśmy z moim chłopakiem już ponad pięć lat i na odległość. Widzimy się póki co co weekend i czasami jest ciężko. Bo tęskni się. Ale z drugiej strony ta tęsknota wychodzi nam też na dobre, bardziej się docenia, korzysta z tych chwil jak najbardziej 😉 Ale jak już zamieszkamy razem, będziemy małżeństwem (teraz też takie mam odczucia) nie chciałabym, żeby jedno z nas pracowało za granicą. Tego czasu (aż tak długiego) nikt nie zwróci… Ale czytając Ciebie, oglądając wasze zdjęcia szeroko się uśmiecham, bo bije od was szczęście i po cichu mam nadzieję, że kiedyś Cię spotkam nad tym naszym zalewem! 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 24, 2014 at 9:33 am

      Po co po cichu? 🙂 nie.lepiej się spotkać? 🙂

  • Odpowiedz Sylvie Wrzesień 17, 2014 at 11:23 am

    Skąd ja to znam? Wyjazd Męża w poniedziałki, powrót w piątki, najczęściej w nocy… Wspólny weekend a od poniedziałku oswajanie samotności. Pomimo tego, że mam Synka, że drugi Bejbik jest w drodze, że mam rodzinę i znajomych, na których mogę liczyć, to są takie tygodnie, w których tęsknota wbija się w każdy zakamarek mojego organizmu. Czasami nerwowa codzienność nie pozwala cieszyć się sobą w weekendy… To jest po coś, oczywiście, ale są chwile, w których to COŚ jest zamazane przez łzy.

    Ściskam Cię mocno 🙂 i pozdrawiam ciepło.

  • Odpowiedz Jagoda Wrzesień 17, 2014 at 11:25 am

    Aż oczy zaszły mi łzami. Podziwiam Was. Sami zmagamy się z różnymi przeciwnościami, mimo, iż mamy się na co dzień. I zawsze tłumaczę sobie, że wszystko jest po coś. Nic nie dzieje się bez przyczyny i widocznie teraz tak musi być. Nie znaczy to, że zawsze tak będzie. Bądźcie silni! 😉

  • Odpowiedz noomiy Wrzesień 17, 2014 at 3:24 pm

    Nawet nie wiesz jak dobrze wiem co czujesz…
    Ślicznie wyglądasz i super spódnica! 🙂

  • Odpowiedz Joanna G Wrzesień 17, 2014 at 7:33 pm

    Wszystko ma swoje plusy i minusy. Uważam, że akurat tęsknota choć trudna jest w życiu potrzebna. Tak dobitnie daje nam odczuć, że kogoś kochamy, kogoś nam brak. Trzymaj się dzielnie. Od napisania tego wpisu zostało już wiele godzin mniej.

  • Odpowiedz Al Wrzesień 17, 2014 at 7:57 pm

    Dokładnie wiem o czym mówisz. My w pierwszy dzień po rozłące nie możemy się zgrać.

  • Odpowiedz blogodzinka Wrzesień 17, 2014 at 8:37 pm

    A ja bym tak nie umiała. Nie umiałabym żyć na odległość i tłumaczyć dzieciom przy każdym rozstaniu, podziwiam…

  • Odpowiedz Przyneta Wrzesień 18, 2014 at 10:21 am

    Z jednej strony nie zazdroszczę, ale z drugiej… hmmmm… nie nudzicie się ze sobą dzięki takiej rozłące. Spotykacie się i macie o czym rozmawiać, korzystacie z każdej minuty jaka wam została do rozłąki. Dzięki temu takie związki są piękne. Jak widzicie się 16 godzin (pomijam 8 godzin pracy) na 24 to później opowiadacie sobie tylko co w pracy i zakrada się rutyna i nuda. A to już jest niebezpieczne dla związku.

  • Odpowiedz Kasia Wrzesień 18, 2014 at 1:39 pm

    Basiu ja myślę, że każdy ma swoją historię i sposób na życie. Wątpliwości czy zwątpienie czasem się pojawia ale wspaniałe jest to ile dobrego dostrzegasz i potrafisz się cieszyć z tego co macie. Podziwiam i przesyłam dużo pozytywnej energii!

  • Odpowiedz Pani_B Wrzesień 18, 2014 at 6:44 pm

    Poryczłąma się Pani Barbarko 😛 Dzięki:)

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 24, 2014 at 9:30 am

      Kurcze zastanawiam się nad dalszym.pisaniem bloga. Wszyscy płaczą 🙂

  • Odpowiedz Basia Wrzesień 19, 2014 at 7:42 pm

    Fajnie jest móc za sobą zatęsknić, zwłaszcza jak się jest w związku jakiś czas, jak ma się na głowie dom, dzieci i masę innych spraw, wtedy to się przydaje. Bo wiadomo nadmiar obowiązków powoduje spięcia, a spięcia to czasem kłótnie a co gorsza ciche dni. Choć na pewno czasem Tobie ciężko samej ze wszystkim, kiedy mąż daleko, ale takie chwile się przydają. A zmieniając temat to muszę się pochwalić, że trochę w wyniku Twoich wpisów zaczęłam biegać. Mobilizowałam się od dawna, ale Twoje wpisy dały mi kopa. Jak na razie mija trzeci tydzień. Dumna jestem strasznie z siebie:)

  • Odpowiedz Margolajf Wrzesień 22, 2014 at 8:05 pm

    Jak miło czuć miłość wielką miłość między wierszami tego posta i tęsknotę, ktora ją podsyca:)

  • Odpowiedz Kropka Styczeń 19, 2017 at 6:48 pm

    Ja wychowalam się w rodzinie, gdzie Tata pracowal (nadal pracuje) za granicą a Mama z dziecmi w Polsce. Ona na etacie, praca na zmiany, takze nocki. gdyby nie dziadkowie, nie dawałaby rady. Za każdym razem gdy on wracał, bylo napięcie, które po dniu czy dwóch minęły… Ale potem On znów musial wyjechać. Dzieci dorosły, On nie znalazł pracy w PL wiec pracuje tam do emerytury. Ona została sama w Polsce. Coraz trudniej jest im zyc razem. Najlepiej dogadują się jak sa na urlopie- wtedy nie ma codziennych spraw, do których każdy ma swoje własne podejscie… Jako dziecko z takiej rodziny sama nie podjęłabym decyzji związku na odległość. Mysle, ze moi rodzice nie spodziewali sie takiego rozwinięcia ich życia, nie planowali, ze taki stan będzie trwał przez cale ich małżeństwo. Ze ich dzieci będą częściej z ojcem rozmawiać przez telefon niż twarzą w twarz…
    Życzę Wam wytrwałości, zrozumienia do siebie i cierpliwości.

  • Napisz odpowiedź