INSPIRACJE

7 KSIĄŻEK, KTÓRE PRZECZYTAŁAM W WAKACJE

Wrzesień 7, 2016
1

Zaczytałam się w te wakacje. Sama sobie przybijam piątkę, nie dlatego, że mogę się poszczycić 7 przeczytami pozycjami , ale dlatego, że zrobiłam naprawdę wiele, by jednak na to czytanie znaleźć czas, co okazuje się wcale nie jest takie trudne.
Zawsze czytałam mnóstwo. Biblioteka była moim ulubionym miejscem, a emocji, które towarzyszyły mi kiedy wracałam do domu ze świeżo wypożyczonymi książkami nie da się porównać do żadnych innych. Dzisiaj choć dużo częściej kupuję książki, do biblioteki zaglądam równie chętnie, co kiedyś.

Jakiś czas temu zadałam sobie samej pytanie : Jak to jest u mnie z tym czytaniem? Czy dalej kojarzy mi się z przyjemnością? Czy naprawdę nie mogę znaleźć w ciągu dnia pół godziny na sam na sam z książką.
Stwierdziłąm, że prawda jest taka, że za czytaniem bardzo tęsknię, i że w ostatnich latach czytałam głównie poradniki. Stwierdziłam też, że nie mam już ochoty trwać w tym stanie i wracam do czytania. Wakacje i wakacyjne wyjazdy były do tego doskonałą okazją.
Zamiast jednak zabierać ze sobą stos książek, podeszłam do tematu na spokojnie. Jeden wyjazd – jedna książka. Obiecałam też sobie szlaban na poradniki i książki rozwojowe. Pół na pół. Połowa lekkich powieści i połowa książek, za którymi podobno ma iść jakaś zmiana życiowa.

Jak znalazłam czas na czytanie? Po pierwsze zrezygnowałam z telewizji, zwłaszcza wieczorem. Zamiast tego książka. To samo dotyczyło muzyki, jutuba i durnych filmików w sieci podsyłanych przez znajomych. Nie miałam pojęcia ile czasu mi na to idzie. Po drugie stworzyłam sobie atmosferę odpowiednią do czytania: dobre światło, miękkie poduchy i dzbanek herbaty. Podczas wakacji czytałam wieczorami w hotelu, albo na plaży, kiedy dzieciaki się bawiły. Mój mąż docenił zminimalizowanie mojej paplaniny i możliwość poczytania w spokoju na necie o tych wszystkich konfliktach zbrojnych, kradzieżach kamienic i masonerii. Ograniczyłam też drastycznie korzystanie ze smartfona. Uznałam, że czytanie z tego małego ekraniku to nie to samo co kolejne strony książki, osobista zakładka i zapach papieru. Na koniec – wybrałam ciekawe książki i sprawdzoną autorkę na zachętę.

Zatem jako pierwszą książkę polecam ci „Samotną gwiazdę” Paulliny Simons

1. SAMOTNA GWIAZDA Paullina Simons

8

Kiedyś już ci ją polecałam w ramach sobotniego plakatu. To najpiękniejsza książka, jaką przeczytałam podczas tegorocznych wakacji. Autorka jest mi znana („Jeździec miedziany”, „Tatiana i Aleksander”) i wiedziałąm, że się nie zawiodę kupując te kilkaset stron. „Samotna gwiazda” to opowieść o grupie amerykańskich nastolatków, którzy po zakończeniu szkoły chcą wyruszyć do Barcelony. Nie bardzo jednak mają fundusze. Z pomocą przychodzi babcia jednej z dziewczyn i oferuje, że „wyłoży kasę”, pod warunkiem, że młodzi najpierw pojadą na Łotwę, Litwę i do Polski. Niechętnie, ale zgadzają się i właśnie wtedy zaczynają swój przyspieszony kurs dorosłości.
Autorka opisuje wspaniale emocje, które im towarzyszą. Proces dorastania, a raczej rozdarcie pomiędzy byciem dzieckiem, a dorosłym. Ich fascynacje, kłótnie, zdrady, namiętnośći, pierwszy seks z dala od rodzinnego domu, wybory, których muszą dokonać. To wszystko czyta się z wypiekami na twarzy, bo każdy z nas doświadczył podobnych uczuć podczas dojrzewania – tak myślę.
Najważniejszym wątkiem był dla mnie oczywiście romans pomiędzy Chloe i Johnym – nieopanowany, nieplanowany, zaskakujący – no wypisz wymaluj moje pamiętniki sprzed parunastu lat 😀
Dzieciaki nigdy nie docierają do Barcelony, ale na zawsze zmieniają scenariusz swojego życia. Zakończenie absolutnie zaskakujące, ściskające za gardło. Oh Johnny! Marzy mi się ekranizacja tej powieści.

2. PIEŚŃ O PORANKU Paullina Simons

6

Niesiona na fali zachwytu nad książkami tej autorki – zakupiłam kolejną. Przeczytałam ją również bardzo szybko, również nie mogłam się oderwać, ale tym razem wielkich „ochów” i „achów” nie uświadczyłam. Książka wciągająca jak cholera, kontrowersyjna, ale to nie była przyjemna historia. I przyznaję – pewne elementy fabuły mi się w głowie nie mieszczą. Myślę, że jeśli jesteś matką, będziesz myślała podobnie. Ale od początku. Mamy Larissę, główną bohaterkę, lat 39, matkę 3 dzieci. Larissa zajmuje się prowadzeniem swojego pięknego domu, wychowywaniem dzieciaków i byciem żoną dla swojego przystojnego i doskonale zarabiającego męża. Jej życie, choć pełne obowiązków, wydaje się być wręcz doskonałe. Czytasz tę książkę i czekasz kiedy wydarzy się coś złego. I zdarza się oczywiście, choć o tym, że to zdarzenie było fatalnym w skutkach przekonasz się ciut później. Larissa pewnego dnia poznaje 20 lat młodszego Kaia, o egzotycznej urodzie. Potem jest już z górki. Rozpoczyna się płomienny, namiętny bez granic, zakazany romans składający się z poniedziałkowych spotkań. To właśnie w poniedziałki udaje się Larisie wyrwać z domu na kilka godzin. Czytasz i trochę się dziwisz, że tak łatwo ją poniosło, że zdradza swojego fajnego męża, ale myślisz sobie – życie, zdarza się przecież. Czekasz, kiedy powinie jej się noga, kiedy jej misterny plan runie, kiedy w końcu ktoś odkryje niczym nie wytłumaczoną, kilkugodzinną lukę w jej misternym planie dnia. Nie doczekasz się, bo pewnego dnia Larissa po prostu postanawia odejść z Kaiem. Bez pożegania, bez listu, bez jakiegokolwiek znaku życia. Po prostu zostawia dzieci i męża. Ot tak! A ty nie jesteś w stanie pojąć jak wielka to musiała być namiętność, skoro doprowadziłą ją do podjęcia takiej decyzji. Uwaga: jesteśmy w połowie książki. Ty wciąż czekasz na zwrot akcji i na to, żeby ta egoistka wróciła do dzieciaków, ale fabuła skręca na zupełnie inne tory i chwilami ociera się wręcz o fantastykę. Zakończenie książki niczym z „Ptaków ciernistych krzewów”, albo „Mody na sukces” i choć Simons pisze świetnie, to w przypadku tej książki muszę stwierdzić, że drugi raz bym jej nie przeczytała.

3. „PIERWSZA KAWA O PORANKU” Diego Galdino

5

To dla mnie książka „na pamiątkę”. Kupiłam ją na kilka godzin przed wylotem do Rzymu, o którym wiedziałam niewiele. Pomyślałam, że przeczytanie lekkiej powieści z Rzymem w tle będzie dobrym pomysłem i nie myliłam się. Zacznę od tego, że czytając tę historię skupiłam się na tym, co w istocie stanowiło drugi plan czyli na wszelkich opisach dzielnicy Trastevere, Rzymu, Rzymian, ich zwyczajów, dialogów, charakterów i wreszcie kawy, której w tej książce jest aż nadto. Czytałam kolejne strony i nie mogłam się doczekać, kiedy wysiądę z samolotu i usłyszę język włoski. Oprócz cudownego Rzymu w książce jest oczywiście historia miłosna, która choć autor bardzo chciał, by była tajemnicza i intrygująca, w rzeczywistości była banalna, ale miła. 30 letni właściciel kawiarni, bardzo zarobiony, przystojny, młody Rzymianin Massimo, który nigdy się jeszcze nie zakochał, spotyka pewnego dnia przy fontannie piękną, nie mówiącą ani słowa po włosku Francuzkę Genevieve. Na początku się nie lubią, ale później jest nawet seks na dachu jednej z rzymskich kamienic 😀 Jako bonus – autor Diego Galdino jest baristą i prywatnie prowadzi bar w Rzymie. To lekka i przyjemna lektura, w sam raz na dwa wieczory. Najlepiej z biblioteki, choć ja z przyjemnością położę ją na swojej półce. Będzie mi przypominać Trastevere, na której jadłam najlepszy w życiu makaron.

4. „PIERWSZY KROK W CHMURACH” Marek Hłasko

3

Tę książkę wzięłam z bibliotecznej półki, ze względu na legendę, która urosła wokół nazwiska Hłaski. Słyszałam o jego listach miłosnych do Osieckiej, słyszałam, że był mistrzem słowa. I pewnie to wstyd jakiś, że dopiero teraz sięgnęłam po opowiadania Hłaski, ale musić mi wierzyć na słowo, że lektur szkolnych i prozy polskiej unikałam jak ognia. Mogę się tylko domyślać dlaczego jego słowa porywały tłumy zbuntowanych przeciwko systemowi, żyjących w szarej, powojennej Polsce młodych ludzi. Te czasy są mi tak dalekie, że mogę tylko, opierając się między innymi na słowach Hłaski, wyobrażać sobie ówczesną rzeczywistość. Przeczytałam te opowiadania z ogromną ciekawością. Ciekawością jakie będzie zakończenie i morał zawarty w każdym z nich, ale również z ciekawością samego Hłaski. Bo to, co mnie urzekło najbardziej w tych opowiadaniach to umiejętność, z jaką buduje on zdania, snuje opowieść, bawi się przymiotnikami i nakreśla taką ilość szczegółów, że nie jesteś w stanie nie wyobrazić sobie jak wyglądało tamto podwórko, w kamienicy gdzieś w Warszawie, gdzie przy otwartym oknie szewc klął na swojego pomocnika i pracował do późnej nocy, gdzie na balkonie ruda dziewczyna czekała na list od narzeczonego, a narzeczony ten stawiał kropkę w miejscu, w którym oddał pocałunek na kopercie, gdzie pachnie zupa pomidorowa na obiad… I nagle jesteś w tym świecie, dosyć smutnym jednak. Dla mnie – blogerki, która każdego dnia próbuje bawić się opowieścią, by porwać tłumy – cenna lekcja 🙂 Nie czytałam jeszcze kogoś takiego jak Hłasko.

5. „LEKCJE MADAME CHIC” Jennifer L.Scott

2

Nie spodziewałam się zbyt wiele po książce napisanej przez Amerykankę, która odkryła zwyczaje panujące w Europie 🙂 A jednak zostałam mega miło zaskoczona. To jest naprawdę bardzo przyjemna i pomocna lektura, bo opowiada o prostocie życia, czyli w istocie o jego sensie 🙂 O celebracji codzienności, o minimalizmie, o klasie i szyku. I nawet jeśli współczesne Francuzki są dalekie od tych opisów, to znalazłam w tej książce wiele cech, które zauważyłam u paryskich kobiet podczas moich pobytów we Francji. Lekcje Madame Chic to opowieść o czerpaniu przyjemności z życia po prostu. O tym, że podjadanie nie jest tres chic, ale cowieczorne ucztowanie z rodziną i bycie głodnym, by później jeszcze bardziej docenić smak prostej kolacji – już tak. O tym, że posiadanie dresów z dziurą i brzydkiej bielizny jest niedopuszczalne, ale delikatny makijaż i prosta fryzura już tak. O tym, że można być mistrzynią szyku nie posiadając wiele. O prostych rytuałach takich jak śniadania przygotowywane odpowiednio wcześniej, tak by nie jeść byle czego. Bardzo mi ta książka podpasowała i czytałam ją z zadowoleniem, bo mimo, że nie zawsze jestem tres chic i prawdopodobnie nigdy nie będę, to jednak pod większością lekcji Madame mogłabym się podpisać i pokazać, że żyję podobnie. Książka idealna dla szukających własnego stylu. Nie tylko w stylu ubierania się. Polecam.

6. „MAGIA SPRZĄTANIA” Marie Kondo

4

Hmhhh trochę się uśmiałam czytając tę książkę. Trochę dlatego, że rzeczywistość z dwójką dzieci jest naprawdę inna niż pojedynczy kwiat lotosu w szklanym wazonie bez zacieków. Trochę też dlatego, że o ile składanie skarpetek jest naprawdę fajne, o tyle w życiu z pralką nastawianą dwa razy dziennie może nie wyjść. Byłam bardzo sceptycznie nastawiona do samej autorki i do jej „Magii sprzątania”, ale muszę przyznać, że kilka cennych lekcji z tej lektury z niej wyniosłam, a jedną nawet bardzo cenną i oczyszczającą wręcz. A mianowicie Marie Kondo podczas pisania o wyrzucaniu niepotrzebnych rzeczy poleciła, by danej rzeczy na głos podziękować „Dziękuję, że mi służyłaś, dziękuję za wywołanie pozytywnych emocji podczas kupowania, dziękuję, że poprawiłaś mi nastrój”. Na głos! Oczywiście najpierw popukałam się w głowę. Jednak, kiedy byłam sobie sama w domu i po raz kolejny przekładałam z miejsca na miejsce rzeczy, których chciałam się pozbyć, ale z różnych względów nie mogłam, zaczełam do nich gadać i stało się. Pomogło. Pozbyłam się tych, nad którymi siedziałam i zastanawiałam się całą wieczność. Więc owszem – mogę się śmiać, że to głupie, ale dla mnie okazało się zbawienne 😀 Marie mówi również mądrze o tym, że warto otaczać się tylko rzeczami, które wywołują w nas przyjemne uczucia i ja tu widzę sens i za to mam zamiar się zabrać niedługo. Wszak mieszkanie w inspirującym i przytulnym domu to jedna z większych życiowych przyjemności podobno. Przeczytaj „Magię sprzątania”, a gwarantuję ci, że zaczniesz sprzątać i nie skończysz, póki nie będziesz zadowolona 🙂

7. „SIŁA MAŁYCH CELÓW” Tom O’Neill

7

No cóż, pokusiłam się jednak o jedną, małą książkę rozwojową. Skusił mnie podtytuł 😀 Spektakularny sukces dzięki drobnym zmianom – kupił mnie. O co chodzi? a no o to, że jeśli czujesz się do niczego, jeśli masz poczucie, że różne sfery twojego życia nie działają jak należy, albo są ogólnie „na nic” – zastosuj zasadę 1%, czyli wprowadzaj maleńkie zmiany. To jak kropla, która drąży skałę. Taki przykład – miałam problem z porankami. Ogromny. Nie umiałam obudzić się razem z budzikiem, a jak już wstałam to z miną taką, że lepiej pozasłaniać lustra. Spóźniałam się, nie umiałam się rano zorganizować, nie jadłam śniadania i w konsekwencji cały dzień mi się rozjeżdżał. Stosując zasadę 1 % najpierw przez kilka dn obiecałam sobie wstawać razem z budzikiem, o 6 zamiast 7. Przez kilka dni. Potem przestałam korzystać rano ze smartfona. Kolejną rzeczą było robienie śniadania praktycznie od razu po przebudzeniu. Niby nic wielkiego, ale u nas przyniosło spektakularny efekt. Jesteśmy ogarnięci całą rodziną, najedzeni, a dzień jest lepszy. Nie rzuciłam się od razu na samobiczowanie się w postaci ultra zdrowych śniadań, porannego treningu i tak dalej. Po prostu zaczęłam wstawać wcześniej, a reszta sama się potoczyła.
Albo czytanie książek, jak w temacie. Zamiast wciąż zastanawiać się dlaczego nie czytam tak dużo jak bym chciała, postanowiłam na początek przeczytać 10 stron powieści codziennie. 10 stron powieści – cóż to jest? Prawie nic, a jednak sprawia, że czytam. W rzeczywistości więcej niż sobie założyłam. Książka, która zwalnia cię z poczucia obowiązku w byciu w ciągłym wyzwaniu, a która uczy cię samodyscypliny w łagodny sposób. Polecam.

Na dzisiaj tyle. Mam nadzieję, że zachęciłam cię do przeczytania choć jednej z tych pozycji. A może czytałaś którąś z tych opisanych przeze mnie. Masz podobne zdanie, czy różni się od mojego?
Jakie książki przeczytałaś w wakacje?

Uściski
Basia

Może Ci się również podobać

9 Komentarze

  • Odpowiedz Kasia Wrzesień 7, 2016 at 7:28 pm

    U mnie wakacje były czasem totalnego odmóżdżenia. Królowały lekkie lektury: Dziewczyna z pociągu, Wołanie kukułki, Jedwabnik, Żniwa zła.

  • Odpowiedz tekstualna Wrzesień 7, 2016 at 7:56 pm

    pozyczyyyysz? 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 7, 2016 at 8:11 pm

      „którom?”

  • Odpowiedz Diego Galdino Wrzesień 7, 2016 at 8:45 pm

    Grazie… 🙂

  • Odpowiedz Marta Wrzesień 8, 2016 at 6:03 am

    Basiu piszesz o „Ptakach ciernistych krzewow” z ironią? To fantastyczna powieść, dla mnie taka saga rodzinna i absolutnie nie warto zestawiać jej ( tu ekranizacji w postaci serialu) w jednym rzędzie z Modą na sukces. Serialu nie oglądałam, ale powieść warto przeczytać! Ja mam wyśrubowane oczekiwania co do literatury i zdecydowanie szerokim łukiem omijam romanse, tak mi się Ptaki zawsze kojarzyły, ale to zupełnie inna powieść. Warto przeczytac

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 8, 2016 at 6:31 am

      Piszę trochę z ironi, bk Ptaki ciernistych krzewów kojarzą mi się tylko z serialem, na którym moja mama i babcia wylały wiadro łez

  • Odpowiedz Monika Mo Wrzesień 20, 2016 at 6:33 pm

    Ja też dopiero od niedawna czytam Hłaskę, ale jestem urzeczona, choć dziś oddając dwie jego książki w bibliotece wymieniłam je na bardziej kobiecą literaturę 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 23, 2016 at 11:49 am

      rozumiem Cię 🙂

  • Odpowiedz Maja Olecka Wrzesień 27, 2016 at 7:41 am

    O ja też uwielbiam Hłaskę, ale w wakacje zdecydowałam się na coś zupełnie innego, czego nie obejmuje powyższe zestawienie. Otóż stwierdziłam, że sięgnę po coś, co wydawało mi się lekkie, łatwe i przyjemne i wybrałam Bejbi Hary Rosa. Już po przeczytaniu pierwszych kilku stron okazało się, że żadne z tych założeń nie zostało spełnione. Czytałam bowiem historię o 40-latku, szowiniście i generalnie bardzo nieprzyjemnym typie, który mając się za swoistego Casanowę, podbijał kolejne kobiece serca, nawet nie zadając sobie trudu, aby zapamiętać imiona kobiet, z którymi sypiał. Kojarzycie może taką książkę?

  • Napisz odpowiedź