Odkrywamy Świat PODRÓŻE

CHORWACJA: maleńka wieś Vlašići na końcu świata i owce, wszędzie owce!

Sierpień 2, 2016
1

Niedawno pisałam ci o tym jak wiejący potwornie wiatr bura zatrzymał nas na wyspie Pag i odciął od stałego lądu. Pisałam ci, że próbowaliśmy zachować spokój, zmienić nieco nastawienie, tak, by jednak ten urlop nie był taki najgorszy. Wyjeżdżając z małego, urokliwego niezwykle, miasteczka Pag udajemy się w stronę paskiego mostu, który jednak wciąż jest zamknięty. Wieczór się zbliża, a my nie mamy noclegu. Zawsze oczywiście pozostaje opcja spania w samochodzie (przetestowana kilka razy), albo powrót do Pagu i szukanie jakiegoś hotelu. Postanawiamy jednak, że chcemy zobaczyć więcej skoro już nas tu przywiało (dosłownie).

Przyjeżdżamy do maleńkiej wsi Vlašići i zaczynamy chodzić od domu do domu pytając o dwa łóżka. Wszystko zajęte! No tak! Jak mogliśmy myśleć, że na wyspie zostaliśmy tylko my. Przecież most jest zamknięty dla wszystkich turystów, którzy tu przyjechali, a jest szczyt sezonu.
Trochę zrezygnowani i zmęczeni coraz bardziej wiejącym wiatrem siadamy w lokalnej knajpce. W środku uśmiechnięta właścicielka za barem, z papierosem w ustach, pokaźnych rozmiarów kucharz śpiewający na całe gardło chorwackie szlagiery i dwóch lokalsów podobnych do siebie jak dwie krople wody (bliźniacy jednojajowi – jestem pewna). Na ścianach wiszą wyblakłe zdjęcia niegdyś gwiazd piłki. Są nawet korki, autografy i puchary. Właścicielka wysłuchawszy naszej historii zaczyna dzwonić po swoich koleżankach, a my dostajemy całkiem dobre (jak na Chorwację!), domowe wino.

18 19

Próbujemy dojrzeć choć odrobinę spokoju patrząc na morze. Coś, co w minimalnym stopniu zwiastowałoby poprawę pogody. Wychodzimy nawet na mały spacer na zewnątrz baru, ale wiatr prawie zdmuchuje nas z molo. I choć jest to niewątpliwie wielka przygoda doświadczyć czegoś podobnego w upalnej latem Chorwacji, to każde z nas nie może doczekać się już ładnej pogody, prysznica i czegoś dobrego do jedzenia.

8 7
22 20 35

Po godzinie właścicielka oznajmia nam, że jest jeden pokój we wsi za drobne 60 euro. Cena jak za zboże, ale zmęczenie wygrywa. Po drodze zaopatrujemy się w wino, w przypominającym szopę sklepie.

32

Dojeżdżamy do kwatery i zastajemy zalaną łzami właścicielkę. Burza zniszczyła cały jej piękny, warzywny ogród, który był słynny na całą wieś. Połamane łodygi czerwonych już pomidorów. Porwana folia na tunelach, w których gęsto od papryki. Wszystko zniszczone. Przykry widok. Musiało być tu pięknie przed burą.

9

Dostajemy klucze do mieszkania. Witajcie szalone lata 90 – te 🙂

33

Nasi chłopcy znajdują sobie kompana do zabawy – psa właścicielki – Arcziego. My wypijamy trochę wina (czy tylko nam chorwackie wino nie smakuje?) i zasypiamy jak dzieci.

10

Rano po raz kolejny pakujemy cały swój dobytek do pokrytego warstwą soli auta. To znaczy chłopaki pakują, a ja uciekam na 20 minutowy spacer po wsi. Zastanawiam się jak wygląda to miejsce, jeśli jest przepiękna pogoda. Jest tutaj spora, bardzo ładna plaża, krystalicznie czysta woda, ale jednocześnie bardzo mała liczba miejsc oferujących noclegi i sporo opuszczonych domów. Niektóre choć piękne, są w kompletnej ruinie. Wieś sprawia wrażenie uśpionej. Spaceruję i jak zwykle zachwycam się najbardziej roślinami. Mało kto mnie rozumie, ale ja wącham, zrywam, suszę, wkładam między strony książki i opisuję (czasami po łacinie również!) dziesiątki napotkanych po drodze roślin. Tomek nie może tego zrozumieć 🙂 Nie bez powodu za mną kilka lat studiów na ogrodnictwie. Podziwiam figi (jeszcze niedojrzałe), opuncje, przepiękne krzewy bugenwilii i zniszczone w ciągu jednej nocy rododendrony. Do tego żywopłoty z rozmarynu, a na skalniakach tymianek. Wyobrażasz sobie jak tam pachnie?

21 34 31 3 6 12

Wracam do chłopaków, żegnamy się z Panią Ludmiłą i sprawdzamy czy most jest już otwarty (niestety nie – nie przejedziecie-e). Wiatrzysko nie ustępuje, więc szukamy kolejnego miejsca do odwiedzenia. Po drodze mijamy niekwestionowanych bohaterów wyspy Pag – owce! Jest ich na tej niewielkiej wyspie kilkadziesiąt tysięcy,a z ich mleka wyrabia się słynny na całą Chorwację paski sir. I uwaga – tylko te owce dają taki ser. Wszystko za sprawą diety. Patrząc na krajobrazy wyspy zastanawiasz się pewnie co te owce jedzą, skoro widoki są jak na księżycu – goła ziemia. To tylko złudzenie, bo mnóstwo tu ziół, rosnących tuż przy ziemi maleńkich krzewinek – tymianku, rozmarynu i szałwii. Owce wcinają je cały dzień, a paski sir to mistrzostwo świata, o czym przekonamy się jeszcze podczas tego wyjazdu. Póki co cierpliwie czekamy aż szanowne panie z baranem na czele zechcą przejść na drugą stronę ulicy.

5 4

Skręcamy do miasteczka Povljana, w którym znajdujemy plac zabaw, ku uciesze naszych dzielnych podróżników.

14 15

Miasteczko nie zaskakuje nas niczym szczególnym. Może to kwestia pogody i braku ludzi, którzy w takich miejscach potrafią stworzyć klimat. Może już po prostu mamy odrobinę dosyć i chcielibyśmy zrzucić bluzy i powygrzewać kości. Mieszkańcy walczą z wiatrem, wszystko pozamykane. W piekarni kupujemy pączki i burek (tym razem z mięsem) i wszystko okazuje się być jedną wielką, kulinarną kpiną. Nawet na stacjach benzynowych lepiej karmią. Jeśli nasze dzieciaki rezygnują z czegoś słodkiego, to wiedz, że to naprawdę musi być niesmaczne. To było według mnie niezjadliwe. Chorwacjo! Kiedy w końcu poczęstujesz nas czymś pysznym?

25 16
24 23
26

W Povljanie idziemy jeszcze na spacer, zobaczyć tutejszą plażę. Na plaży, gdzieś między skałami znajdujemy czaszkę jakiegoś ptaka i serwujemy zaciekawionym dzieciakom lekcję anatomii.

30 27

Tuż obok plaży stoi maleńki, bardzo stary kościół. Wybudowany w 5-6 wieku n.e. Niestety jego bramy są zamknięte i nie możemy wejść do środka. Wracamy do samochodu. Povljana nie zatrzymuje nas na długo.

28 29 17

Znajdujemy wifi. Zgadnij jaką informację sprawdzamy jako pierwszą? Jest dopiero południe, a my dalej nie możemy wydostać się w wyspy. Nie bardzo wiemy czy śmiać się czy płakać. Postanawiamy, że zrobimy to pierwsze. Na naszej biwakowej butli z gazem zaparzamy sobie ulubioną, zabraną z Polski kawę, cieszymy się drzemką chłopaków i wybieramy kolejny cel naszej podróży. Tym razem palec na mapie wskazuje miasteczko na drugim końcu wyspy. Oddalone o 60 km od Povljany Lun, ale o tym co tam nas spotkało opowiem ci w kolejnym poście z Chorwacji.

Zobacz kogo spotkaliśmy po drodze? Czyż nie są fotogeniczne?

1

 

Hej! Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi i kliknij, w któryś z tych dwóch niebieskich guzików :).

Może Ci się również podobać

5 Komentarze

  • Odpowiedz eboum Sierpień 2, 2016 at 10:49 am

    Wasze wakacje w Chorwacji to prawdziwa lekcja przetrwania !
    Czekam na kolejne sprawozdanie, zastanawiajac sie jakie jeszcze perypetie mogly was spotkac!

  • Odpowiedz Agnieszka Sierpień 2, 2016 at 11:56 am

    Ciekawa jestem czy Chorwacja w końcu nakarmiła Was czymś dobrym, bo moje wspomnienia kulinarne z tego kraju nie są zbyt pozytywne 😉

  • Odpowiedz Iri Sunshine Sierpień 3, 2016 at 8:28 am

    Owce- modelki jak ta lala:)

  • Odpowiedz Bilib World Sierpień 3, 2016 at 1:07 pm

    Na Chorwacji byłam raz, ale zakochałam się w tamtejszym klimacie, architekturze i krajobrazach.

  • Odpowiedz e.liza Sierpień 3, 2016 at 6:28 pm

    kocham Pag. czekam na więcej 🙂 w Zubovici się zatrzymaliście? przejeżdżaliscie na pewno 🙂

  • Napisz odpowiedź