JEDZENIE

CO DOBREGO? Botwinka, piwonie oraz Marcin idzie na wojnę z muchami.

Maj 30, 2016
20

Prawie czerwcowy poranek. Niedzielny. Najpiękniejszy jest początek dnia, kiedy wchodzę do naszego ogromnego salonu i zalewa mnie światło. To czas, kiedy jeszcze nic nie gra, nie stuka. Taki króciutki moment, kiedy machina dnia codziennego nie została jeszcze puszczona w ruch. Patrzę przez chwilę na widok za oknami, na zboże, które powoli przestaje być zielone, na niebo błękitne i tory, po których raz na jakiś czas przejedzie pociąg. Patrzę na moich synów w swoich ulubionych piżamkach, zafascynowanych muchami i ich anatomią. Odurza mnie zapach piwonii, które kupiłam wczoraj na ryneczku. Dziesięc razy pytałam pana, który pakował mi zielone kulki z liśćmi, czy one aby na pewno rozkwitną. Ano rozkwitły – dzisiaj w nocy i zalały wnętrze słodkim zapachem. Któż ich nie uwielbia? Kontempluję ten moment jeszcze przez kilka sekund, rozprostowuję kości po całej nocy, otwieram drzwi od tarasu na ościerz i wpuszczam do domu poranek. Rześki i pachnący. Prywatny koncert niezmordowanych ptaków w gratisie. O tej porze na zewnątrz można spotkać zwierzęta. I nie mówię tu tylko o psie sąsiada, który melduje się o stałej porze pod naszymi dzrwiami w oczekiwaniu na coś dobrego. Pod naszym domem spacerują sarny. Odwiedza nas czasem zając, który mieszka na polu obok. Zrobić mu zdjęcie to nie lada wyzwanie. Jest potwornie płochliwy.
Naciskam guzik start dosłownie i w przeności. Ten na ekspresie sprawia, że za chwilę napiję się ulubionej małej czarnej. Ten metaforyczny to lawina próśb i dźwięków. Kasza jaglana dla jednego Malucha, chałka z miodem dla drugiego, koktajl truskawkowy dla obydwu.  Herbatka czerwona dla jednego, a zielona dla drugiego. Prywatne bistro normalnie. Dlaczego ja nie otworzę knajpy?

Zaczynamy nowy dzień.

1
IMG_0068 2 3 5 6 7

89 10

Mam plan na tę niedzielę. Sprecyzowany. Myślałam o tym jak tylko zrobiłam zakupy na sobotnim ryneczku. Mój smak wczesnego lata. Wspomnienie z domu. Botwinka! Boże jak ja kocham tę zupę. Nie ma sobie równych.  Z tego pięknego, różowego bukietu za chwilę powstanie coś pysznego.

19 20

Do garnka wlewam zimną wodę. To tu powstanie baza zupy – bulion z młodych warzyw. Te, które kupuję na targu smakują, po prostu smakują. Tak bardzo różnią się od tych supermarketowych. Myję młode marchewki i pietruszki z nacią, małego selera z zieloną częścią, młodego pora i wrzucam je do garnka (nie obieram ich ze skórki). Do tego dwa listki laurowe i kilka ziarenek ziela angielskiego i sól. Wody wlewam tylko tyle, by przykryła warzywa. W ten sposób otrzymuję esencjonalny bulion. Gotuję powoli, by wydobyć smak. Gdy warzywa są miękkie wyjmuję je wszystkie oprócz marchewki (uwielbiam marchewkę w zupie). Do bulionu dorzucam pokrojoną w kostkę wiejską kiełbasę. Nie wiem czy tak gotowało się w Twoim domu, ale w moim botwinka była właśnie z kawałkami dobrej wiejskiej, aromatycznej kiełbasy. Gotuję ją w bulionie i w tym czasie trę na tarce, na grubych oczkach moje obrane buraki brudząc siebie i wszystko dookoła różowym wściekle sokiem. To będzie pyszne – wiem to! Najpierw do wywaru dorzucam starte buraki i gotuję jei, a na koniec dorzucam pokrojone drobno łodyżki i listki botwinki. Całość gotuję do miękkości, wyłączam ogień. Przestudzoną zupę doprawiam pieprzem i solą w razie potrzeby, oraz zabielam jogurtem. Oczywiście lepsza będzie z gęstą śmietaną, ale wiadomo kalorie to podstępne bestie. Zjadam ją z jajkiem ugotowanym na twardo i świeżym koperkiem. Jestem w niebie! Gdybym dodała do tej zupy drobny groch, to ugotowałabym barszcz jaki jada się u mojej babci. Babcia mieszka koło Tomaszowa Lubelskiego i tam nazywają go barszczem ukraińskim. Smakuje cudownie.

11 21 22 23

Co dobrego jeszcze? Dobrze jest spojrzeć na moje dzieci jak się bawią na tym placu budowy, bez ździebełka trawy najmniejszego, bo to przecież ciągle coś. Oni zdają się być tym niewzruszeni i ich zabawa trwa teraz w najlepsze. Wystarczy im odkręcić wodę w ogrodowym wężu i już się robią wodospady, kaniony i jeziora. A ile przy tym krzyku. Powiem Ci, że małe stópki oblepione piachem i biegające po domu, bo łopatka, bo piciu, bo siku i biała podłoga to nie jest duet idealny. To nawet nie jest duet jakikolwiek. Pogodziłam się z tym, żeby nie latać na szmacie cały dzień, pozwalam na sajgon w ciągu dnia i sprzątam raz – gdy Maluchy pójdą spać. Jest to jakaś metoda, dla mojego zdrowia psychicznego na pewno.
Moim dzieciom nie trzeba wiele. Wystarczy poklejony taśmą miecz świetlny i pokrywka od pojemnika na proszek do prania i można iść na wojnę z muchami.

14 15 16 17 18

A kiedy już się wyszaleją, zmoczą cali to wtedy czekam na nich z czymś dobrym. Na przykład z drożdżówkami z rabarbarem, co to im nawet zdjęcia nie zrobiłam porządnego, bo zniknęły w oka mgnieniu. Ciepłe, chrupiące, z kwaskowatym rabarbarem i maślaną kruszonką. Może to będzie ich kolejne wspomnienie?

12 13

Pięknie się tutaj żyje. Coraz piękniej. Powoli, tak jak lubię.
Życzę Ci jak najwięcej dobrych smaków tego lata. Wykorzystaj wszystko, co daje nam natura. Koniecznie idź na targ i przypomnij sobie jakiś smak z dzieciństwa, a potem napisz mi w komentarzu, co udało Ci się ugotować.

Uściski
Basia

Może Ci się również podobać

21 Komentarze

  • Odpowiedz Anka Maj 30, 2016 at 1:51 pm

    Bosko! Mnie ta wiosna, późna już, też porwała. Botwinka, na nią czekałam i w końcu zrobiłam chlodnik idealny! Truskawki jeszcze maja dość wysoką cenę ale z radością kupuje dla mojego 3latka,zanim sie pojawią nasze osobiste, bo jak widze z jakim apetytem je wcina to zastanawiam sie dlaczego twierdzilam ze to niejadek? Na sniadanie jaglanka z jablkiem i truskawkami, na obiad brokulowa przegryzana truskawkami, podwieczorek koktajl z truskawek a miedzy posilkami truskawki, truskawki i truskawki. Siada z miseczka i je. A jak sie skoncza to biegnie do miski wybiera kolejne i myje i znowu je 🙂 a moje serce sie raduje!

  • Odpowiedz Anka Maj 30, 2016 at 1:52 pm

    A i jeszcze jedno mialam napisac. U nas(podlasie) barszcz ukrainski to z fasola i kapusta 🙂 pychaaaaa. Uwielbiam, kocham i w ogole.

  • Odpowiedz Asia Maj 30, 2016 at 1:59 pm

    pięknie, cudownie, właśnie też tak chciałam, marzyłam, z budową ruszyłam, łąka, przyroda, sarny, zające, czaple… dzieci miały na działce polewać się ze szlaucha, chodzić wymazane błotem po uszy ale szczęśliwe…… okazało się niestety, że mamy na działce kleszcze (pewnie trzeba zacząć kosić i pryskać – mam przynajmniej taką nadzieję, że to wystarczy by się pozbyć cholerstwa z czasem) … i aż się boję tam wejść… jak tam żyć … jak puścić dzieci ??? 🙁 Czy macie / mieliście nie daj Boże ten sam problem ???) Mam nadzieję, że przeżywam pierwszy szok z tego powodu i jakoś nauczę się z tym żyć, a może jestem jeszcze przewrażliwiona, bo hormony po ciąży nie do końca się unormowały.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Maj 30, 2016 at 2:03 pm

      Asiu ja się kleszczy tak potwornie boję, nigdy jeszcze żadnego nie miałam, bo najpewniej bym zemdlała. Może jakiś środek kupcie i spryskajcie nim wszystko? choć kleszcza to i w mieście przecież można złapać 🙂 głowa do góry!

    • Odpowiedz Natalijka Czerwiec 1, 2016 at 7:25 pm

      My jeździmy z trójką dzieci w potwornie zakleszczone rejony i nigdy nic- pryskamy je tylko sprejem jak w krzakach buszują. najstarsza złapała kleszcza raz- w mieście na placu zabaw. więc spokojnie, zaopatrzeć się w specyfik odganiający i oglądać dzieci przy wieczornym myciu- im krócej kleszcz siedzi tym większa szansa że niczym nie grozi.

  • Odpowiedz Iri Sunshine Maj 30, 2016 at 5:40 pm

    Aż się rozmarzyłam:)

  • Odpowiedz Agnieszka Maj 30, 2016 at 6:45 pm

    Jak pięknie opisałaś ten z pozoru zwyczajny dzień… A kiedy popatrzyłam na zdjęcia chłopców, przypomniałam sobie swoje beztroskie wakacje na wsi. Coś wspaniałego, cudowne wspomnienia. Zupę z botwinki też kocham. A te sarny i zające za oknem… Marzenie!

  • Odpowiedz Ania Maj 30, 2016 at 6:50 pm

    U nas debiut z botwinką już był. Moja zawsze na żeberku, tylko z marchewką i kawałkiem podpalonej cebuli, żadnych innych warzyw się nie dodaje. Boska jest pewnie tak samo jak Twoja 😉 Ostatni długi weekend to przywieziony do Lublina bukiet jaśminu od babci (właśnie zaczął przedwcześnie kwitnąć, bo przeciez kojarzy się zawsze prawie z końcem roku szkolnego), siatka młodego koperku do zamrożenia, opędzlowana młoda kapusta mamy, pierwsze truskawki na jej przepysznym cieście i umorusany Trzylatek z bąblami od meszek i komarów (za to katar mu zniknął w końcu od biegania na boso! 😀 ). Obiecałam sobie, że część lata spędzonego w mieście też będę łapać jak się da – gotować botwinki i znosić polne kwiaty z trawników.

    Piękny post 🙂

    • Odpowiedz Marta Maj 30, 2016 at 8:24 pm

      Polne kwiaty, dobre sobie… Mieszkam na wsi i zawsze, ale to zawsze na brzegach pól i łąkach rosły polne kwiaty. Pełno ich było: chabry, maki, margaretki i mnóstwo jeszcze innego zielska. Ostatnio wymyśliłam sobie, ze na potrzeby wpisu na blogu pojadę gdzieś na jakieś odludzie, dziecko puszczę w te chabry i piękne zdjęcia porobię… Hehe, akurat… Przez godzinę (dosłownie 1h) jeździłam na rowerze z językiem wywieszonym do samej ziemi i sapiąca jak parowóz w poszukiwaniu tych (za przeproszeniem) cholernych chabrów! No uwierzcie, nigdzie nie było polnych kwiatów! zjeździłam wszystkie pola i łąki w obrębie dwóch sąsiadujących ze sobą wiosek i nic! W końcu udało mi się ostatecznie jakąś jedną kępkę znaleźć, ale tych poszukiwań to chyba długo nie zapomnę 🙂 Także ten, polne kwiaty chyba faktycznie łatwiej dorwać w mieście niż na wsi 🙂 Pozdrawiam serdecznie, Marta

      • Odpowiedz Basia Szmydt Maj 30, 2016 at 8:47 pm

        A u mnie w okolicy ich całe mnóstwo rośnie. Dziś mijalam łąkę pełna maków i drugą, na której rosły najprawdziwsze rumianki

      • Odpowiedz Ange76 Maj 31, 2016 at 7:08 am

        Może za późno wyjechałaś – u nas sąsiad własnie tydzień temu skosił takie piękne chabry i firletki na siano dla krów 😉

  • Odpowiedz Ange76 Maj 31, 2016 at 7:11 am

    Basiu, ten Wasz plac zabaw – jaki on prawdziwy – jaki różny od wyniunianych łączek, dobranych z pieczołowitością stylowych zabawek, a chłopcy tacy szczęśliwi. Moje dzieci tez są najszczęśliwsze, gdy można się trochę ubłocić, a potem polać szlauchem.

  • Odpowiedz Pola - Odpoczywalnia Maj 31, 2016 at 9:36 am

    Piękne macie widoki za oknem. U nas też botwinka, i młode ziemniaki do niej.
    Uwielbiam patrzeć na ten botwinkowy bukiet, bordowo -zielony, fantastyczne są te soczyste kolory.
    Zresztą w ogóle uwielbiam już chodzić na targ o tej porze roku, gdy wszystko zaczyna pachnieć i smakować. I bukiety kwiatów pachnących, ostatnio był bez, teraz przekwita jaśmin, zaraz będą wspaniałe kule piwonii.

    Pozdrawiam!

  • Odpowiedz julia Maj 31, 2016 at 11:17 am

    Lubie Cię Basiu 🙂

  • Odpowiedz Magda Maj 31, 2016 at 5:03 pm

    Basia jakie zdjęcia piękne. Proszę powiedz jakim obiektywem robisz zdjęcia?
    Serdecznie Cię pozdrawiam!!!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Maj 31, 2016 at 6:12 pm

      Obiektyw canon 50 mm 1:1.4 bardzo Ci dziękuję

      • Odpowiedz Magda Czerwiec 1, 2016 at 4:26 am

        Dziękuję 🙂

  • Odpowiedz marucia Czerwiec 1, 2016 at 1:56 pm

    od zawsze wiadomo, że najlepsza zabawa w piachu i z wodą 🙂
    a mnie o tej porze najlepiej smakuje młody ziemniak z jajkiem smażonym i mizeria pychotka ! choć Twoja zupka też wygląda smakowicie.
    marucia

  • Odpowiedz Michalina Czerwiec 1, 2016 at 6:51 pm

    Takie to dobre co napisalas. Takie spokojne, domowe. Jak mi tego teraz potrzeba. Sobie poplacze. A co tam. Pa Baśka dobrego wieczoru.

  • Odpowiedz Iga Dietmap.pl Czerwiec 16, 2016 at 10:18 am

    wspaniałe zdjęcia! muszę w końcu zrobić tę zupę z botwinki bo zdecydowanie zachęca kolorem 😉

  • Odpowiedz neonbubu Czerwiec 16, 2016 at 12:59 pm

    pysznie, pieknie i free range

  • Napisz odpowiedź