Co dobrego? JEDZENIE

CO DOBREGO? Tagliatelle warte grzechu i świeży szpinak.

Styczeń 6, 2016
1

Co dobrego by tu dzisiaj? W tej kuchni, co to uchwytów jeszcze nie ma i się człowiek musi namęczyć, by otworzyć jedną z miliona szuflad. Ale co dobrego? Dobra dzisiaj będzie wizyta gości i kawa, którą sobie zaraz zrobię też będzie dobra. Jak zawsze. Czarna i niewielka. W ulubionym, geometrycznym kubku. Też czarnym.
Dobra będzie muzyka, którą sobie zaraz puszczę. Mam ochotę na coś bardzo w rytmie slow. Świeczki też wydają się być dobre. Lubię te niewielkie, w szklanych pojemnikach. Lubię gdy się palą. Nie tylko wieczorem.

Lubię mieć posprzątaną kuchnię i pusty blat zanim zacznę gotować. Lubię gdy zaczyna się przedstawienie. Nad garnkami unosi się para, woda delikatnie bulgocze, a na mojej bluzce pojawiają się drobne pomidorowe kropeczki, bo wciąż nienawidzę fartuchów i kapci.

5

Goście będą za godzinę. Otwieram lodówkę. Co dobrego? Szpinak. Dużo szpinaku. Zazwyczaj za dużo. Zrobię tartę i coś jeszcze. Dziś leniwie na gotowym cieście francuskim, które włożę do nasmarowanej masłem formy. Potem podpiekę je chwilę, tak by nie było surowe. Świezy szpinak jest o niebo lepszy od tego mrożonego. Podduszę go na odrobinie wody, z kilkoma, przeciśniętymi przez praskę ząbkami czosnku. Lubię ten zapach. Lubię, kiedy szpinak zaczyna się kurczyć, a ja nie muszę robić właściwie nic oprócz sporadycznego mieszania.
W misce wymieszam 4 jajka, dodam odrobinę soli, gałki muszkatałowej i sporo świeżo mielonego czarnego pieprzu. Zdaje się, że mam kawałeczek dobrego cheddara. Zetrę go i dodam do mojej jajecznej masy. Dorzucę do niej uduszony szpinak i całość wyleję na spód z francuskiego ciasta. Do tego mnóstwo kosteczek fety, którą kocham absolutnie. Do piekarnika na nie wiem ile. Aż będzie dobre, i przyjemnie będzie pachnieć w całym domu.
I po co mi na wierzch była ta resztka ciasta? No cóz. Nie zawsze jedzenie musi być piękne, by było smaczne.

6 7 8 11

Są już goście! W samą porę. Zjedzą jeszcze ciepłą.
Co dobrego jeszcze? Wciąż mam mnóstwo szpinaku. Patrzę na Agę i pytam :”Czy pamiętasz ten pyszny makaron, który jadłyśmy w Czarciej Łapie w Lublinie sto lat temu? Kupiłam gorgonzolę i orzechy. Robimy!”.

9

Do dużego garnka wlewam wodę i solę ją. Ta ilość wrzątku będzie mi potrzebna do ugotowania tagliattele. Uwielbiam ten rodzaj makaronu. Bardziej niż spaghetti, bardziej niż penne. To tagliattele jest dla mnie najbardziej al dente. Choć fakt, że nie mieszczę się już w zasadzie w żadne spodnie mówi mi, że chyba będę musiała zakończyć romans z kluchami. Ale dziś ma być o tym, co dobre. Zatem wróćmy do tej gorgonzoli. Kupiłam niewielki kawałek (odkroiłam z niej skórkę) i rozpuściłam go na krem na patelni, łącząc ją z niewielką ilością słodkiej śmietanki. Albo nie, wleję więcej. Do tego spora garść pokrojonych orzechów włoskich, pokrojona drobno czerwona cebula, świeży szpinak i sporo pieprzu. Niech to się tak pyrczy na maleńkim ogniu i niech tak pachnie jak najdłużej. A gdy makaron będzie idealny, to wtedy dodam go do tego sosu prosto z garnka. Jamie Oliver mówił, że woda z gotowania makaronu idealnie „doprawia” sos.. Więc doprawiam – wodą z makaronu, miłością i swoim noworocznym spokojem. Wyszło obłędnie. To jest tak bardzo proste i tak bardzo komfortowe, jak te dresy, w których to przygotowałam i ta sofa, na której zaraz zasiądę i to ciepło miski z tymi kluchami. Tak bardzo miłe to jest.

1 10 17

Co dobrego jeszcze by tu dziś? Może dzieci nakarmimy? Co lubią najbardziej moje dzieci na obiad? Standardowo – pomidorówkę. Może być też ogórkowa, byleby miała pomidorowy kolor. Został słoik rosołu. Od mamusi z Lublina – cenniejszy niż złoto. Taki co to się go nastawia rano, miesza przed wyjściem do kościoła, i konsumuje blady zaraz po mszy. A potem się go je, dopóki się komuś pomidorówka nie zamarzy.
Dodaję dwie małe butelki domowego, maminego przecieru pomidorowego, puszkę zblendowanych pomidorów, łyżkę masła, trochę soli, trochę suszonej bazylii, pieprzu i sporo śmietanki 30 %. Jest kremowa i sycąca, a małe buzie mają pomarańczowe wąsy.

Dobre Michasiu?
Yhy
Dobre Marcinku?
Pyfne.
I dla Olusia też okazała się być tą ulubioną.

2 3

Co dobrego? Dobrze się czuje Aga mimo, że ciąża to przecież wcale nie najlepszy dla zdrowia czas. Dobrze się dzieci ze sobą bawiły, po sofach wyskakały za wszystkie czasy. Dobrze się czuję, gdy w moim domu pachnie jedzeniem, i gdy goście są najedzeni. Dobrze mi, gdy pozmywam po tym wszystkim i usiądę sobie z herbatą, gdy dzień się już kończy.
Nawet teraz mi dobrze, gdy dwa łobuzy oddychają obok mnie miarowo, a ja piszę sobie o jedzeniu. Rzeczy zwyczajnej wydawać by się mogło.

Co dobrego u Was?4 18

Hej! Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi i kliknij, w któryś z tych dwóch niebieskich guzików :).

Może Ci się również podobać

10 Komentarze

  • Odpowiedz Agnieszka | Level up! studio Styczeń 6, 2016 at 11:02 pm

    Jak Ty pięknie i smakowicie piszesz! Jest 12 w nocy, a ja mam przez Ciebie ochotę na makaron i tartę, i ten szpinak, którego nienawidzę, i może jeszcze pomidorówkę, a że zimowo, to z makaronem w choinki, i jeszcze dokładkę tego makaronu 🙂 Ja przez Ciebie to dom wybuduję, pracę rzucę i przytyję! To może już więcej nie pisz 🙂
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Styczeń 6, 2016 at 11:19 pm

      piękny komentarz 🙂

  • Odpowiedz Marta Styczeń 7, 2016 at 8:23 am

    Chce Cię odwiedzić ☺ Przywiozę jakieś ciasto.

  • Odpowiedz Monika Styczeń 7, 2016 at 9:29 am

    Basiu, do pomidorówki, którą robię identycznie jak Ty, dorzuć odrobinkę kaszy jaglanej (zamiast makarony, zamiast ryżu itp.) Nie pożałujesz 🙂 Na ok 2 litry zupy daję połowę kubka kaszy suchej. Wcale nie płuczę. Po prostu wsypuję i już (przed zaprawieniem śmietaną) :))
    Tagliatelle kocham miłością ogromną. Szpinak i sery śmierdziuszki również. Niestety jedno z moich 19 letnich bliźniąt nie toleruje ani jednego ani drugiego. Wiesz, zaryzykuję i poczynię. Ściśle według Twoich wskazówek. Niech pyrkocze, niech paruje, niech muzyka płynie, niech bluzeczka się zachlapie kropeczkami pomarańczowymi. Co tam.
    Tylko co wybrać… tarta czy kluchy…
    Bo że pomidorowa to wiadomo 🙂
    Ps. Ale najpierw wywiadówka u Młodej. To nic… będzie gotowanie porą obiadowo-kolacyjną 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Styczeń 7, 2016 at 9:38 am

      dodaję dodaję 🙂

  • Odpowiedz Sylvia Styczeń 8, 2016 at 12:04 pm

    Jak ja lubię szpinak:) Piękne jest to, że gotowanie daje Ci radość bo mnie codzienne mieszanie w garnkach raczej psuje nastrój:(

  • Odpowiedz Małgorzata Styczeń 11, 2016 at 12:14 pm

    Piszesz dokładnie tak jak lubię! Bez wag i bez-miar! I gotujesz tak jak lubię – najczęściej inspiracją potrawy jest jakiś drobiazg z lodówki. No i MAKARON! Dobrze tak sobie poczytać o cebulce, która staje się szklista, o czosnku, który w miarę ogrzewania napełnia kuchnię aromatem. O maśle, które szumi i o syczącym winie.

  • Odpowiedz stula Styczeń 11, 2016 at 4:54 pm

    Ale jestem głupia, bo czytając oczy mi zaszły mgłą i dalej już nic nie widziałam…
    Bo u mnie jest tak samo. Ktoś kiedyś mi powiedział, że mam takie nudne życie.
    A ja właśnie takie historie rodzinne UWIELBIAM!
    I nie zamieniłabym tego na żaden inne wyszukane opowieści 🙂

  • Odpowiedz Agnieszka Styczeń 12, 2016 at 9:10 am

    Aż mnie skręca, ale makaronu mogę jeść tylko troszkę, troszeczkę, bo później mam wielkie wzdęcie i ból brzucha… a jednak makaron to makaron <3

  • Odpowiedz Żonaelektryka.pl Styczeń 18, 2016 at 9:48 pm

    Czemu ja to teraz przaczytalam..teraz będzie mi się śnić szpinak i kluchy…jutro z samego rana do lidla tam teraz promocja na włoskie produkty więc kupię kluchy i będą jutro z gorgonzola..

  • Napisz odpowiedź