RODZINA

CO SŁYCHAĆ U NAS NA KARAIBACH?

Luty 16, 2018

Gdy otwieram laptopa i patrzę ile mam na dysku zdjęć z Karaibów to obiecuję sobie, że więcej ze sobą aparatu na spacery i wycieczki nie zabieram. Że nie zrobię już ani jednej fotki, bo mi życia nie starczy na ich oglądanie, posegregowanie tego w czeluściach mego komputera.
A potem sobie myślę, że no dobra, ostatecznie mogę zrobić jeszcze z 500, ale to już ostatecznie!
Wściekam się nieustannie na ten aparat mój poobijany, stary, ledwo „zipiący”, co to ostrości już łapać nie chce. Wściekam się, a później sobie myślę, że głupia jestem. Że to przecież nie o zdjęcia chodzi. Że nawet gdybym miała mieć ich kilka w telefonie, to Karaiby i nasz wspólny czas tutaj zostaną w moim sercu na zawsze.
Ale przyznasz, że ze zdjęciami jest lepiej. Pozwalają zapamiętać więcej szczegółów.
Wczoraj oglądaliśmy zdjęcia chłopców, gdy byli niemowlakami, gdy budowaliśmy dom. Zrobione przypadkowo, telefonem, złapane i nie pozowane momenty. To jest coś pięknego.

A co u nas słychać? W zasadzie to bez zmian. Może oprócz tego, że każde z nas naprawdę serio odlicza dni do powrotu do Polski. Marcin na pytanie co chce dostać na urodziny odpowiada, że rosół babci Gosi, a mnie wczoraj śniły się ogórki kiszone mojej teściowej 🙂 Także sama widzisz, że przyszedł moment krytyczny. Co chwil kilka słychać w naszym domku głębokie westchnięcie i hasło „Już mi się chce do domu…”. No cóż, nie przewidzieliśmy tego. Dzieje się tak dlatego, że nie mamy tutaj życia, które nazywamy normalnym. Mieszkamy w domku, w którym mi więcej rzeczy na co dzień przeszkadza, niż się podoba. Nie należymy do społeczności, chłopcy nie mają kolegów, szkoły, przedszkola. Tylko Tomek „wyrywa się” co jakiś czas do pracy, a ja pracuję w domu. W związku z tym naturalne jest, że mimo iż kochamy siebie nad życie, to mamy się też „po kokardkę”. Siebie i takiego stanu zawieszenia pomiędzy normalnością, a wakacjami. I nie ma co udawać, że jest inaczej. Kto tego nie doświadczy, ten do końca nie zrozumie i liczę się z tym.

Dobrą wiadomością jest to, że na Karaibach pogoda wciąż sprzyjająca, słońce wciąż świeci na bezchmurnym niebie, codziennie rano pada orzeźwiający deszcz i komarów jakby mniej. Dobre jest też to, że mamy już tę Gwadelupę tak obcykaną, że kiedy w Sainte Anne robi się ciasno od turystów, my zmykamy na naprawdę przepiękne, dzikie i puste plaże na drugiej stronie wyspy.

Dobre są wspólne śniadania na tarasie. Powolne, bo przecież nigdzie nam się nie spieszy.
I ta zastawa śniadaniowa z różnych słoików. Uśmiecham się pod nosem, gdy nakrywam rano do stołu. Prawda, że stylowo i hipstersko odrobinę?
I ogródek z bananami, którymi właściciel domku wciąż nas obdarowuje.
I iguana, która nas w tym ogródku odwiedza, i która co jakiś czas spada z wysokiej palmy kokosowej wprost do kanału z wodą. A może robi to specjalnie? Może to taka rozrywka dużych jaszczurek?
Ah! Kupiliśmy hamak! Dlaczego tak późno ja się pytam?




A propos hamaku – mieści się w torebce, więc zabieramy go na przykład w takie miejsca jak to.
Palmy, szum morza, fale rozbijające się o brzeg, zimne piwo, książka – tak mniej więcej wyglądała moja sobota.
Marcin z kolei znalazł huśtawkę i stał się bohaterem pięknego zdjęcia, które zawiśnie na ścianie w jego pokoju.
Michał pływa! Oczywiście tylko wtedy, kiedy w końcu uda mi się go wyciągnąć na plażę, co wcale nie jest takie łatwe. Okazuje się, że we wszystkim trzeba mieć umiar i chyba przegięłam z ilością wycieczek 😀



Spacery też są dobre. Zwłaszcza te po 16, na dwie godziny przed zachodem słońca, kiedy świat skąpany jest w takim złotym świetle. Chodzimy sobie uliczkami obok naszego domu i co chwilę się zatrzymujemy. A to, żeby cyknąć fotkę domkowi, który wygląda jakby zaraz miał się rozsypać, ale okazuje się, że to bar jest dobrze prosperujący dla lokalnych rybaków. Albo, żeby podziwiać kozy, których tutaj jest mnóstwo. Albo, żeby odkryć, że morze wyrzuciło na brzeg jakieś dziwne kolczaste stworzenie, a my nie mamy pojęcia co to jest. Ja mówię, że rozdymka, a Michał, że to niemożliwe, bo rozdymki są mniejsze. Dyskusje trwają w nieskończoność.

Lubię, nieustannie lubię zatrzymywać się nad tymi wszystkimi drobiazgami.

Z Marcinem spotkaliśmy też prawdziwego żółwia! Uciekł szybko, nie zdążyliśmy zrobić mu zdjęcia.
Jak widzisz Karaiby, zwłaszcza dla moich dzieci, to nie tylko plaże, których mają powoli dosyć. Teraz atrakcją jest odkrywanie wszystkiego w okolicy. Począwszy od małych cielaczków, które skubią trawę pod naszą bramą, a kończąc na zbieraniu kapsli z chodnika. I fajnie tak zobaczyć ten świat ich oczami. Ile by człowiekowi ważnych rzeczy umknęło.
Na koniec ostatnia porcja zdjęć. Mam nadzieję, że poczujesz odrobinę klimat tego miejsca.

Do zobaczenia już niedługo!

Może Ci się również podobać

18 komentarzy

  • Odpowiedz Joanna Luty 16, 2018 at 11:37 am

    Basiu wierzę, że macie już po kokardę Karaibskiej plaży, ale uwierz mi, będziecie ten wyjazd wspominać do końca życia. Czekam aż wrócisz na do kraju i na Ig .

    • Odpowiedz Basia Luty 16, 2018 at 7:31 pm

      To jesteś kolejna odoba, która nie odtwarza instagrama Basi. Pytałam ja o to i stwierdziła, ze działa bez zarzutu, ale widać nie do końca.

      • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 16, 2018 at 7:41 pm

        Kurcze, dziewczyny bede musiala to sprawdzic, bo gdzie nie spojrze to u wszystkich działa :/

  • Odpowiedz Paulina G Lifestyle Luty 16, 2018 at 12:07 pm

    Gdy tak czytam Twojego bloga myślę sobie: historia i rodzinka jak z bajki <3
    Zapewniam, że będąc w Polsce zatęsknicie za bezustannie błękitnym niebem, gorącym słońcem, plażą i właśnie tym powolnym zawieszonym stylem życia 😉

  • Odpowiedz Monika Luty 16, 2018 at 12:43 pm

    Pięknie♥Zdjęcie z huśtawką mega, będzie piękna pamiątka:-)

  • Odpowiedz Ada Luty 16, 2018 at 4:20 pm

    Co kto lubi 😉
    Zgadzam się, plaże piękne, jedne z najpiękniejszych na świecie.
    Ja się wyłamię, bo nie podzielam zachwytu nad klimatem Karaibów: upał, komary i- podejrzewam za względu na klimat- pleśń atakująca budynki (a to coś, co przesłania mi wszystkie plusy 😉 ). Przypuszczam, że wszyscy patrzą na pobyt przez pryzmat wakacji w hotelu, a ja podziwiam Was, że znosicie wszystkie niewygody Waszego lokum- to, co napisałaś Basiu o łóżku, na którym nie da się spać- przez 5 miesięcy nie byłabym w stanie, serio, przeraziło mnie to.
    Swoją drogą, brawo za szczerość, bo większość nadrabiałyby miną i tylko się chwaliła 😉
    Nie dziwię się wcale tęsknocie za własnym, wygodnym domem.
    U nas jeszcze lekki mróz i leży trochę śniegu- kiedy pada, to z córką patrzymy na ulicę, jest bajecznie 🙂
    Ostatnio był słoneczny dzień, zrobiłam zdjęcie kwitnącej leszczyny- żółte wiszące „bazie” na tle intensywnie niebieskiego nieba, czekam na przedwiośnie i pierwsze kwiaty. Kocham naszą zmienność pór roku.
    Oby ten czas do powrotu jak najmniej się dłużył, wracajcie szczęśliwie.

  • Odpowiedz Bożena Luty 16, 2018 at 7:59 pm

    Lubię Cię Basiu❤

  • Odpowiedz Karolina Luty 16, 2018 at 8:00 pm

    Rzeczywiście szczerze piszesz, i bardzo dobrze! Sytuację rozumiem – spędziłam z mężem poltora roku w Stanach, bez rodziny i znajomych, za to przez 8 miesiecy z niemowlakiem (a za oknem minus dwadzieścia) – cud że nie wpadłam w depresję. Choć chyba niewiele brakowało. Trzymam kciuki żeby Wam szybko zleciało (wspólny interes 😉 tez tęsknię za końcem marca i wiosną). Zdjęcia cudne!

  • Odpowiedz Ela - themomentsbyela.pl Luty 16, 2018 at 8:04 pm

    Piękne zdjęcia, wyglądają jakby były zrobione w raju. Trochę zazdroszczę wam tych wakacji, ale przypuszczam że ja nie wytrzymałabym więcej niż dwa miesiące. Dopóki nie spróbuję tego nie będę wiedziała. Fajnie poczuć klimat, poznać super miejsca których nie znajdziesz na wycieczce zorganizowanej. Najfajniejsze są powroty do domu, a jeszcze tak jak wy kiedy macie swój kawałek świata i cudowną rodzinę. Korzystajcie z pięknego słońca, beztroskich chwil i wracajcie szczęśliwi do domu.

  • Odpowiedz Ewa Luty 17, 2018 at 12:20 pm

    Cudownie. Ale tak sobie pomyślę, że jak już wrócicie, to na nowo zakochacie się w tym swoim domu. Choć nie dpkończony to najwspanialszy.

  • Odpowiedz Głodzik Luty 18, 2018 at 11:36 am

    Możesz pozbierać sadzonki sukulentow i posadzic je w domu. Zawsze tak robię na wakacjach 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 18, 2018 at 11:40 am

      zbieram, zbieram 🙂

  • Odpowiedz Ania Luty 18, 2018 at 7:25 pm

    Rozumiem Cię na serio. Z pewnością to piękna przygoda życia i każdy gdyby miał taką możliwość to by z niej skorzystal. Ale ja może jestem z innej planety i takie niby wakacje mnie by umeczyly. Poza tym na wakacjach jest się w luksusowym hotelu, wszystko podane pod nos itd, strasznie brakowałoby mi ludzi, przyjaciół, rodziny, pracy, z drugiej strony pół roku szybko minie.

  • Odpowiedz Anu Luty 18, 2018 at 9:57 pm

    Kiedy wracacie?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 18, 2018 at 10:02 pm

      pod koniec marca

  • Odpowiedz Konsorcjum Finansowe Luty 20, 2018 at 11:29 am

    Chyba pierwszy raz jakiś żółw zdołał „uciec szybko” 😛 Bardzo fajne zdjęcia, pozdrawiam!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 20, 2018 at 5:18 pm

      wskoczył do wody naprawdę szybko! 🙂

  • Odpowiedz PatLoyal Luty 25, 2018 at 10:39 am

    tęsknota za domem tkwi jak widać,w każdym z nas….pewnie byłoby u Was inaczej gdybyście wiedzieli, że to na zawsze,ze tam zostajecie,urządziłabys wtedy wszystko po swojemu i z czasem stałoby się Waszym kątem….a tak to zawieszenie…..Nie dziwię się więc tej tęsknocie…
    Ale bez względu na wszystko wpomnie zostaną…
    Pozdrawiam

  • Napisz odpowiedź