MÓJ DOM URZĄDZANIE

CZEGO NIE POTRZEBOWALIŚMY, BY WPROWADZIĆ SIĘ DO NOWEGO DOMU

Listopad 19, 2015
IMG_1178

IMG_9912

O tym jak dużymi minimalistami jesteśmy przekonaliśmy się dopiero, kiedy przeprowadziliśmy się do nowego domu. Mieliśmy naprawdę spore ciśnienie, by osiąść na naszym placu budowy na stałe. W związku z tym jak tylko pokryliśmy nasze podstawowe zapotrzebowanie, by przetrwać, rozpoczęliśmy nowy etap życia, już pod nowym adresem.

Dziś napiszę wam o tym, czego my nie potrzebowaliśmy, by zamieszkać.
Być może zdołam was przekonać i udowodnić wam, że wprowadzanie się do domu urządzonego pod klucz niekoniecznie i nie zawsze jest dobrym pomysłem.

Od samego początku wiedzieliśmy, że tak naprawdę potrzebujemy tylko podłogi, łóżek, wanny z bieżącą wodą i pralki. Cała reszta miała przyjść później. Powody były dwa. Pierwszym z nich był brak wolnych terminów u wykonawców. Drugim i tak jakby ważniejszym był brak kasy. Woleliśmy nazbierać odpowiednią ilosc gotówki, by móc dokładać kolejne cegiełki do naszego domu i cieszyć się tym podwójnie.

Wprowadziliśmy się zatem nie posiadając kuchni. Wiem, to może brzmieć niewiarygodnie, ale przez prawie trzy miesiące żyliśmy i mieliśmy się całkiem nieźle korzystając z kuchni, którą zbudowaliśmy z pozostałych po budowie …palet. Niestety nie była to kuchnia z palet, którą możecie oglądać na pintereście. Była piękna w swej brzydocie i w stu procentach handmade’owa 🙂
Do kompletu dołączyła czterdziestoletnia i całkiem sprawna lodówka Silesia, której w dalszym ciągu żal się pozbywać (będzie chłodziła piwo w garażu) oraz dwupalnikowa, elektryczna kuchenka w podobnym wieku, na której jeśli chcieliśmy zagotować wodę na kawę, nastawialismy budzik pół godziny wcześniej. Nie mogę zapomnieć o rosyjskim piekarniku, w którym na próżno szukać regulacji temperatury i termoobiegu, i w którym wszystko najlepiej wychodziło. Mogę wam zaręczyć, że do wszystkich tych dobrodziejstw przyzwyczailiśmy się bardzo szybko i normalnie w ten sposób funkcjonowaliśmy. Dziwiliśmy się zatroskanym spojrzeniom gości nas odwiedzających – dla nas to była normalka 🙂 Dziś ta kuchnia jest tylko wspomnieniem, porabanym na kawałki i czekającym na opał stosikiem drewna, ale powiesiliśmy sobie jej zdjęcie nad ekspresem do kawy. W ten sposób ta nowa, lśniąca i pachnąca kuchnia marzeń cieszy jeszcze bardziej.
Warto było czekać.

12165773_10208097742260365_1980091164_n

Z tego co pamiętam najbardziej brakowało nam ciepłej wody, bo i tej nie mieliśmy przez pierwsze dwa tygodnie mieszkania. Grzaliśmy wodę w wielkim garnku i braliśmy szybki prysznic z kubeczkiem w dłoni. Jak na biwaku. Ja, która najchętniej pół życia spędziłaby w wannie pełnej piany i gorącej wody odczuwałam brak ciepłej wody najbardziej. Wiedziałam jednak, że to chwilowe. Poza tym przez pierwsze tygodnie chodziliśmy jak na haju, przepełnieni radością i szcześciem, więc taki niuans jak zimna woda, w ogóle nas nie zajmował. Naczyń używaliśmy oszczędnie, a do ich mycia również grzaliśmy ciepłą wodę i myliśmy je w misce. Wystarczyło wyobrazić sobie, że jest jak kiedyś, u babci na wsi na przykład.

Skoro nie było ciepłej wody, to nie było również ogrzewania (ogrzewanie podłogowe). To rozwiązanie sprawdziło się, ponieważ przeprowadziliśmy się w trakcie ciepłej, wczesnej jesieni. Zimą nie polecam. Bez ogrzewania żyliśmy przez 2 tygodnie, więc tak na dobrą sprawę totalnie nie odczuliśmy żadnego dyskomfortu.

Skoro jesteśmy przy temacie wody to muszę was poinformować, że nie mamy do tej pory kompletnej łazienki. Stwierdziliśmy, że wystarczy nam tylko wanna i wc. Szafka na wymiar, umywalka, lustro na całą ścianę i prysznic za 1400 zł poczeka na lepsze czasy. Jego miejsce narazie zajął ten za 80 i …myje! 🙂
Tak naprawdę żadne z pomieszczeń nie było w ogóle kompletne.
W pralni brakowało płytek, umywalki do prania ręcznego, blatu.
W garderobie półek, w dziecięcych pokojach mebli, w toalecie zlewu, w sypialni wszystkiego oprócz łóżka i tak dalej i tak dalej 🙂

IMG_1193-—-kopia

Kolejną istotną rzeczą, której nie było i nie ma do tej pory (za dwa dni montaż jupiii!) to drzwi wewnętrzne i parapety. O ile parapety są mało istotne, o tyle z powodu braku drzwi wewnętrznych, również tych w łazience i toalecie wynikło sporo śmiesznych sytuacji, zwłaszcza, kiedy mieli odwiedzić nas goście. Ci wpadający częściej zdążyli się już przyzwyczaić, że żeby skorzystać z toalety muszą zabrać ze sobą zgrabny, bialy parawanik.
Drzwi zamówiliśmy dopiero, kiedy uzbieraliśmy pieniądze, a na te trzeba czekać nawet 2 miesiące.
Na parterze brakuje wciąż listew przypodłogowych, które właśnie dzisiaj przyszły, i które jutro sami będziemy montować.

Piszę na parterze, bo piętro jest w ogóle nie ruszone! 🙂 Brakuje schodów, barierek, balustrad, podłóg, wyposażenia łazienki i tony innych rzeczy, które docelowo na piętrze mają się znaleźć. Zrobimy je jak tylko skarbonka znowu się zapełni 🙂 Narazie radzimy sobie z parterem i to całkiem nieźle.

Czego jeszcze nie musieliśmy mieć, by się wprowadzić ?

Nie zamontowaliśmy wszystkich świateł.
Nie zrobiliśmy schodów i tarasów przed domem i z tyłu domu. Wróć! Tomek zrobił taras z palet! 🙂 Nie mamy także podjazdu, ale mamy już górę żwirku, który zamierzamy rozplantować, by samochody nie zakopywały się w błocie.
A właśnie błoto! Nie mamy też ogrodu i ogrodzenia. Będzie trawa na wiosnę.

IMG_1178

Czy żyje nam się tu dobrze? Wyśmienicie. Każda wyczekana i wreszcie urządzona przestrzeń cieszy podwójnie i jest przemyślana. Z jednej strony musimy czekać, z drugiej strony daje nam to całkiem niezłe profity. Mamy czas na to, by zmienić decyzję, by kupić coś zupełnie odmiennego, niż pierwotnie zakładaliśmy, a wreszcie by wyobrazić to sobie na żywym organiźmie. Mieszkając i będąc na miejscu dostosowujemy wymagania do tego konkretnego domu. Wiemy co jest największym priorytetem, bez czego możemy się jeszcze trochę obyć, a co musimy kupić natychmiast. Tak było na przykład z suszarką do ubrań, której nie było w tym roku w planach.

Prawda jest taka, że człowiek naprawdę nie potrzebuje wiele, by funkcjonować w nowej przestrzeni. Wystarczy mieć gdzie się przespać, by było ciepło, wygodnie i powiedzmy czysto. Wystarczy mieć gdzie się umyć i ugotować ciepłą, prostą potrawę. Wystarczy móc zamknąć dom na klucz, by poczuć się bezpiecznie, mieć prąd i jakieś źródło światła. Wiem, że to może brzmieć dziwnie, ale gdybym miała cofnąć czas wprowadziłabym się w tym samym dniu. Dziś mój dom jest juz zupełnie innym obiektem, niż ten, o którym piszę wyżej, i choć przed nami ogrom pracy i wiele lat urządzania to są i będą to niezapomniane chwile, które mam wrażenie straciłyby cały smaczek gdyby wydarzyły się wszystkie hurtowo, w tym samym czasie.

Nie przegapcie innych wpisów z kategorii NASZ DOM.

Może Ci się również podobać

11 Komentarze

  • Odpowiedz Ewa Marzec 31, 2016 at 7:46 am

    Ogrodzenie jest i rodzina jest. Dwie podstawowe rzeczy, można mieszkać 😀

  • Odpowiedz Agata Wrzesień 14, 2016 at 5:51 pm

    Ze swojego ogródka, tudzież domku, mogę dodać, że właśnie mieszkamy na naszym placu budowy, czyli w starym drewnianym domu w trakcie remontu/zakładania podstawowych instalacji i jest OK, choć zimna woda w domu, to akurat przyjemność, którą mogłam cieszyć się dopiero po dwóch tygodniach, wcześniej mieliśmy wodę tylko w piwnicy, piwnicy w starym drewnianym domu ;). Niestety znalezienie porządnego fachowca, który w terminie wykona pracę jest bardzo trudnym zdaniem, w naszym przypadku był to główny powód mieszkania w polowych warunkach :).

  • Odpowiedz Monika Wrzesień 26, 2016 at 1:33 pm

    Ten wpis jest moją nadzieją 🙂 dziękuję!
    Co jakiś czas czytam go sobie i myślę, czego MY nie będziemy potrzebowali, żeby wprowadzić się do NASZEGO nowego, pierwszego, samodzielnego DOMU 😀

  • Odpowiedz Zosia Listopad 15, 2016 at 10:33 pm

    Wprowadzilismy się do naszego domu kiedy po pierwszej wspólnie przespanej majowej nocy nikt nie chciał wracać do bloków. My nie mielismy nawet podłogi .. poza wylewką betonową. Kupilismy tymczasowy bojler zeby ta ciepla woda jednak była. Podłączylismy sami wc i wannę w jednym miejscu. Kuchnia nie była z palet bo była kupiona na promocji w ikei pol roku wczesniej i czekała na podłoge/płytki/wszystko inne. Złożylismy pare szafek, położylismy blat luzem. Zlewem kuchennym była umywalka typu „do przemycia rąk w WC” – mikro, jeden talerz się nie miescił. Kuchenka 20 letnia po rodzicach – stała jeszcze w czasie budowy zeby panowie budowlańcy mogli sobie przygrzać jedzenie. Tego dnia pojechalismy po agregat malarski i pomalowalismy ściany. Każdego kolejnego dnia kładliśmy parę metrów paneli w pokojach albo kleiliśmy płytki w kuchni 🙂 Spaliśmy na moich dziecięcych „rogówkach” o długości 1,75 a dzieci na łóżku polowym 🙂 I mimo ze dzis wszystko wygląda juz zupeełnie inaczej to wiem, ze wtedy kupiłabym dużo niepotrzebnych rzeczy gdybym mogła. gdybym mogła urządzilabym wszystko od razu, a pewnie po miesiącu chciała zmieniać. a tak – zade pokoj nieskonczony wiec zawsze jest się gdzie „wyżyć” jak nachodzi ochota na „wicie gniazda” czy „musze cos tu zmienic” 🙂

    Do wprowadzenia się potrzebowalismy tylko murów, miejsca do spania, prądu i wody 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 16, 2016 at 6:59 pm

      co za historia! 😀

      • Odpowiedz Joanna Listopad 16, 2017 at 11:32 am

        my wyslalismy dzieci na trzy tyg do Polski ,aby wprowadzic sie do domu tylko z lazienka, bez podlog, bez kuchni…
        spalismy w sypialni na materacu na betonie i jak ja jako pierwsza malowalismy i podloge kladlismy to z tym materacem do innego pokoju wedrowalismy…
        kuchnia przyszla,kupilismy tylko plyte i piekarnik,reszta na nastepny miesiac…
        najwazniejsze aby dziecia niespodzianke zrobic i ich pokoje przygotowac :),
        teraz po roku i 2 miesiacach mamy wciaz jeszcze do skonczenia,ale to nie wazne, malymi kroczkami do przodu 🙂
        pozdrawiam Joanna

  • Odpowiedz Basia Styczeń 3, 2017 at 7:16 pm

    Ja żeby przeprowadzić się na swoje nie potrzebowałam wiele. Najważniejsze było, że na swoim, a całą reszte zrobiło się po drodze

  • Odpowiedz Kasia ze Spokojny Dom Marzec 2, 2017 at 6:44 am

    My w 2009 roku w noc poślubną wprowadziliśmy się do naszego domu…tylko najpierw pojechałam do rodziców przebrać suknię ślubną bo ma surowej betonowej podłodze by się porwała. Tak tak drzwi też nie było. W toalecie był kibelek i wielką czarna szmata zamiast drzwi – wizyty gości wtedy były bezcenne a dokładniej ich reakcja. Kuchnia? Czajnik i stolik że skrzynki aby zrobić śniadanie. Sypialnia? Mój aktualny gabinet czyli 2.5x3m wyłożone jako jedyne panelami jako jedyne z. Jedyne wtedy pomieszczenie z karniszem panelem pomalowanymi na biało ścianami i materace dmuchanym. Ehh to były czasy.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Marzec 2, 2017 at 9:23 am

      Super wspomnienia. Ty w porównaniu do mnie jesteś niezłym hardkorem 🙂

  • Odpowiedz Ela S. Maj 9, 2017 at 9:51 am

    Cześć,
    Jestem nową czytelniczką Twojego bloga i na razie bardzo mi się podoba Twój styl. W Twoich tekstach odnajduję siebie sprzed paru ładnych lat, ponieważ jestem już panią po 50 i przeszłam wszystkie etapy życia w niewykończonym, wiecznie remontowanym mieszkaniu. Dopiero teraz kiedy dzieci wyprowadziły się i usamodzielniły, mogę dokończyć swoje marzenia. Jest mi lżej, przede wszystkim finansowo i etapami kończę remont mojego gniazdka. Robię to za uzbieraną gotówkę, a nie kredyt. Wystrzegam się jakiegokolwiek zadłużenia, ponieważ z tego powodu popadłam w spore kłopoty finansowe i dobre 10 lat kosztowało mnie wyjście z doła finansowego. Dlatego mam teraz alergię na wszelkiego rodzaju kredyty i wolę poczekać i zrealizować swoje marzenia za gotówkę.
    Basiu, trzymaj tak dalej, a z czasem wszystko się ziści czego pragniesz w nowym domu. Pozdrawiam Ela

  • Odpowiedz lali Październik 23, 2017 at 12:58 pm

    Lubie takie artykuły. Do rzeczy i treściwe.

  • Napisz odpowiedź