INSPIRACJE

GDZIE PRACOWAŁAM JAKO MAŁOLATA czyli #myfirst7jobs

Sierpień 18, 2016
myfirst7jobs

Oh jak mi się podoba szalenie ten pomysł! #myfirst7jobs.
Wiesz doskonale, że uwielbiam wracać do wspomnień. Jestem staroświecka, analogowa i piszę w notesie piórem. Dlaczego więc miałam nie pokusić się o wspomnienie swoich pierwszych siedmiu pierwszych miejsc pracy? 😀

Pisałam już o moim wymarzonym dzieciństwie.
Pisałam o tym jak poznałam mojego męża.
I o tym, co znalazałam w moich pamiętanikach też pisałam.

Czas na #myfirst7jobs czyli słów kilka o tym gdzie pracowałam jako małolata 🙂

Zacznę od tego, że nigdy nie musiałam pracować, kiedy byłam małolatą. Moi rodzice zawsze twierdzili, że jeszcze się w życiu narobię, co oczywiście nie było mądre, bo przedsiębiorczości musiałam się nauczyć dużo później, a właściwie to wciaż się jej uczę. Zawsze jednak me ręce do pracy się rwały, a wizja swojej gotówki przyprawiała mnie o przyjemne mrowienie w łydkach. Kombinowałam, byłam eko, a niekiedy glamour, o czym za chwilę się przekonasz.

1. BUTELKI. RECYCLING NA 100 %

Moja pamięć najdalej sięga podstawówki. Spędzałam wakacje z moją siostrą u babci na wsi i kombinowałyśmy jak tu zarobić na lody Bambino. Swoją całą energię i większość wolnego czasu w ciągu dnia (czyli cały boży dzień) spędzałyśmy na poszukiwaniu butelek, które to dzielnie zanosiłyśmy w wielkich siatach do jedynego we wsi sklepu. Oczywiście za każdą butelkę dostawało się kupę hajsu, a już najwięcej oczywiście za te po tanim winie. Możesz sobie wyobrazić minę mojej babci, nauczycielki, działaczki społecznej, słynnej na całą gminę i okolicę, kiedy doszła do niej wieść, że jej wnuczki, w warkoczach dobieranych, sukienkach błękitnych, miastowe (!) – dzień w dzień noszą do sklepu butelki po „prycie”. Nikt wtedy nie znał słowa „recycling”. Dramat w trzech aktach, ale co zarobiłyśmy to nasze. Do dziś jestem pewna, że to zapoczątkowało moją decyzję o studiowaniu ochrony środowiska i  dzięki temu jestem taka eko jak ta lala.

2. RENOWACJA ANTYKÓW.

Kiedy miałam 18 lat dostałam w prezencie bilet autokarowy do rodziny w Paryżu. Przygoda życia! Miesiąc w tym pięknym mieście. Nie mogło być lepiej. Kieszonkowe od rodziców skończyło mi się po 2 tygodniach. Wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o prowadzeniu budżetu. Moja ciocia wysłała mnie więc do swojej koleżanki pod miastem, gdzie miałam zająć się sprzątaniem jej mieszkania i zarobić parę groszy na bagietki. Do dziś nie wiem dlaczego, ale zamiast zagonić mnie do porządków, ta kobieta wręczyła mi patyczki do uszu, jakiś specjalny płyn i zamknęła na parę godzin w swoim atelier z komodą Ludwika jakiegośtam. Pamiętam, że miała pracownię w opuszczonej fabryce, wszędzie wisiały dzieła szalonego artysty, a muzyka klasyczna grała na cały regulator. Pamiętam, że zamawiała mi na obiad chińszczyznę i rozmawiała ze mną po francusku. Cudowne wspomnienia. W sam raz do CV 🙂

3. DISCO PARADISE

Niestety nie utrzymałam paryskiego klimatu w moich kolejnych miejscach pracy. Szczerze powiedziawszy potem było znacznie gorzej. Pod koniec liceum zostałam barmanką. Nie myśl jednak, że znalazłam zatrudnienie w jakiejś uroczej kawiarni na lubelskiej Starówce. Nie…
Swoje weekendy spędzałam w remizie strażackiej, w pewnej podlubelskiej wsi, która to w weekend zamieniała się w gorące miejsce zwane Disco Paradise, o czym krzyczał wielki napis na budynku, wykonany ręcznie, kolorowymi farbami. Jako logo – palma tropikalna. Jak paradise to paradise. Tak więc stałam za barem, polewałam piwo oraz wino marki wino w kieliszki. Jeśli poleciała moja ulubiona piosenka obsługa baru była wstrzymywana, a ja zamieniałam się w niekwestionowaną królową parkietu. To się nazywa brak stresujacej atmosfery w pracy! Mimo, że brzmi strasznie nie przypominam sobie bym potem bawiła się w życiu równie dobrze 😀

4. PIZZA

Był taki czas, że studiowałam dwa kierunki, miałam stypendium naukowe, chodziłam już z Tomkiem i pracowałam. Wychodziłam z domu o 7 wracałam o 23 i miałam się całkiem nieźle. Praca była beznadziejna. Poznałam wtedy od kuchni czym jest pizza z mrożonego, gotowego ciasta, czym są składniki najgorszego sortu, kupowane w makro, czym jest oszukiwanie klienta i ubieranie tego w piękne słowa. Nadgarstki mi mdlały od wkładania pizzy do pieca, ręce poparzone, ale miałam kasę na imprezy, a to wówczas było arcyważne! Zrezygnowałam, kiedy pizza spadła mi na podłogę, farszem do dołu, a mój szef kazał mi ją wziąć na kuchnię i „zreperować”, by sprzedać ją ponownie. Takie rzeczy tylko w supermarketach i fast foodach.
ps. dobrą pizzę nauczyłam się robić jakieś 10 lat później.

5. ZBIERANIE FASOLI W ANGLII

Jeśli ktoś mi czasami zarzuca, że nie wiem co to ciężka praca, najpierw przypominają mi się moje porody, potem macierzyństwo, a na koniec praca wAnglii, na farmie. Wyjeżdżałam co roku, na wakacje, przez całe studia. Dużo zarabiałam, mało przywoziłam, za to bawiłam się doskonale 🙂 Ale tylko w weekendy, bo od poniedziałku do soboty stawiałam się o 6 rano przy busie i wspólnie z kolegami i koleżankami z Bułgarii, Rumunii, Ukrainy, Litwy, Łotwy, Słowacji, Czech i Polski jechałam w pole. Ubrana w kalosze, dżinsy, koszulę w kratę, dwa warkocze i czapkę z daszkiem pchałam wózek z pustymi skrzynkami na nim (kto robi zakupy w Tesco może kojarzyć – takie zielone, plastikowe na dziale warzywnym). Zbierałam do worka przewiązanego w pasie, fasolę tyczną i zapełniałam nią równiutko skrzynki. Musiała być prościutka, zdrowa i ułożona jak kredki w piórniku. Ważona, wpisywana do zeszytu, składała się na moją tygodniówkę. To był czas! Nieważne czy słońce świeciło niemiłosiernie, czy też deszcz lał się po tyłku – trzeba było zarabiać. To była dla mnie potężna szkoła życia, cięzkiej pracy, gospodarności, a raczej jej braku i dorosłości.

6. COFFEE HEAVEN

Pierwsza praca w Warszawie! Pamiętam jak przeprowadziłam się z całym swoim dobytkiem do stolicy, w pogoni za miłością do Tomka i po 2-3 dniach zatrudniłam się w kawiarni Coffee Heaven. Niby nic wielkiego, ale to właśnie tam nauczyłam się parzyć dobrą kawę, jak powinno smakować doskonałe espresso, jak zrobić piankę do cappuccino i jak jej uniknąć w latte. Po 2 tygodniach szkolenia dowiedziałam się jeszcze jednej, bardzo cennej rzeczy, a mianowicie tego jak powinna wyglądać jakościowa obsługa klienta. To była miła odmiana po moim szefie od pizzy czy disco paradise 🙂 Pamiętam, że jeździłam do pracy rowerem, przed 4 rano, bo CoffeeHeaven, w którym pracowałam mieściło się na lotnisku. Piękny czas. Do dziś kupując kawę w Coście (zmiana brandu), patrzę na ręce biednym baristom, oceniam ich obsługę i gryzę się w język, jeśli coś robią nie tak.

7. PANI SEKRETARKA

Im byłam starsza, tym było bardziej nudno. I tak ostatnia na dziś praca, którą wspominam jako jedną z pierwszych to praca na recepcji w pewnym wydawnictwie, w dziale marketingu. Zupełnie nowy i inny świat. Biała koszula, spódnica w kant i jedzenie kupowane u Pana Kanapki. Środek korpo ze wszystkimi smaczkami. Wiadomo wszystko co się w firmie dzieje musi się najpierw przewinąć przez recepcję i panią sekretarkę. Wszystkie sekrety i ploteczki, wszystkie rozmowy przy ekspresie do kawy. Pamiętasz serial Brzydula i bohaterkę Wiolę? No właśnie… Czmychnęłam stamtąd po jakiś 3 miesiącach i do dziś nie postawiłam nogi w żadnym korpo, choć nie wykluczam zmiany w tym zakresie. Po tej pracy zostało mi kilkoro przyjaciół o dziwo i to jedyny plus tej pozycji w cv.

IMG_9777

Jakie jest Twoje pierwszych 7 prac? Czy masz coś lepszego niż Disco Paradise? Przebij mnie 🙂

ps. Koniecznie zajrzyj do Tekstualnej i poczytaj o jej #myfirst7jobs

Może Ci się również podobać

16 Komentarze

  • Odpowiedz Michalina Sierpień 18, 2016 at 6:03 pm

    Basiu! Ty jesteś bardzo pracowita i odważna! Fajny post!

  • Odpowiedz Monika Mo Sierpień 18, 2016 at 7:19 pm

    Ja nie mam aż takich ekscentrycznych prac na koncie. Chyba zawsze miałam normalne, tzw. dumy rodziców i dumy w cv. Marzy mi się jednak zaliczenie np. pracy w jakimś hipsterskim barze albo wypożyczalni nart, albo coś takiego bardzo normalnego i przyziemnego 😉 Albo coś śmiesznego i strasznego, może sex shop? W sumie nic mnie nie ogranicza 🙂

  • Odpowiedz majta88 Sierpień 18, 2016 at 8:40 pm

    a ja właśnie pocę się nad kartką papieru i tłumaczę sobie, że moja praca w supermarkecie nic mi nie dała i nie da. Tylko mam straszliwego pietra przed jej rzuceniem i potrzebuję mega kopa w dupę, żeby coś z tym zrobić. Pomóż proszę…

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 18, 2016 at 8:59 pm

      W czym mam Ci pomóc? W rzuceniu? 🙂
      To najłatwiejszy moment. Nie wiem w jakiej jesteś sytuacji.

  • Odpowiedz M. Sierpień 18, 2016 at 9:05 pm

    Pomijam opiekę nad dzieckiem sąsiadów gdy miałam lat 13/14, a ich najstarsza córka była moją najlepszą przyjaciółką. Sąsiadka zawsze powtarzała, że najmłodszego woli zostawić ze mną, bo w przeciwieństwie do córki, mnie darzyzaufaniem. Wtedy zarabialam juz swoje pierwsze popoważne pieniądze. Np 100 zl za noc, gdy oni wychodzili na imprezę. Co to były za pieniądze 20 lat temu??? 😀 a jeszcze wcześniej zbierałam makulaturę razem z kuzynką. Całe wakacje tagałam siaty z gazetami do skupu.
    Gdy miałam 16 lat zaczęłam zbierać na „prawko”. Pralam dywany i tapicerki samochodowe. Wyrobiony biceps miałam jeszcze wiele lat później. Ale na prawko (i nie tylko) zrobiłam. Zapłacilam tez za studniówkę i sukienkę na nią. I moje pierwsze szpilki rzecz jasna. A sukienkę miałam wystrzałową – szytą na miarę, bo ważyłam zaledwie 47 kg mając 168cm wzrostu. Ciężko było coś kupić.
    Po maturze jeszcze kilka miesięcy prałam dywany itd. Następnie załapałam się na pracę w biedrze. Kiedyś w największych biedrach były stoiska piekarniane, na których ktoś kroil chleb na życzenie klienta. To wlansie ja kroiłam. Przez tydzień. Przeklinam ten tydzień.
    Na szczęście zadzwonili z hotelu, że mają dla mnie pracę w hotelowej restauracji. Cudownie. Podoba mi sie to 🙂 Wspaniałe 3 lata! Studiowałam i pracowałam. Czasem nawet po 300h miesięcznie. Ale uwielbiałam to. Stamtąd wskoczylam na swoje pierwsze w życiu stanowisko przedstawiciela handlowego (zaproponowane mi gdy byłam kelnerką). Po niespełna roku przeszłam na firmy farmaceutycznej i zostałam przedsawiecielem medycznym. Miałam 23 lata. Moja pierwsza pensja bliska 4tys zl. Szał. Ale życie w korpo to jie życie. Trwalam tak 7 lat. Nigdy więcej. Tak zaczęłam pracę u siebie. Przekwalifikowałam się. Dziś sprawiam, że kobiety czują się piękne. Cudownie 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 18, 2016 at 9:41 pm

      Oh wow co za historie! Opowiedz mi o tym pięknie coś więcej 😉

      • Odpowiedz M. Sierpień 26, 2016 at 1:48 pm

        Na czym sów skupić, co Cię najbardziej interesuje? Bo jak zacznę, to mogę nie skończyć 😀

  • Odpowiedz Diana Sierpień 19, 2016 at 1:29 am

    Basiu jak ogarniałaś studiowanie dwóch kierunków i pracę – może jakiś post z poradami jak się zorganizować? Od października czeka mnie to samo (2 kierunki studiów: 2 letnie mgr dziennie + 5 letnie jednolite mgr zaocznie), w dodatku dostałam propozycję pracy w korpo na pełen etat i muszę to wszystko przemyśleć…

  • Odpowiedz Monika Sierpień 19, 2016 at 11:16 am

    Zarabianie na lody Bambino !! Przypomnialas mi moje dzieciństwo , my z rodzeństwem zarabialiśmy na nie zrywając truskawki na skup – płacili nam bardziej za dobre chęci niż efekty , ale jaka była satysfakcja gdy sie jechało rowerem do wiejskiego sklepu u babci po ulubione lody 🙂 ich smak pamiętam do dziś !!
    Poźniej były inne prace sezonowe – wakacyjne typu zrywanie wiśni , malin i rabarbaru
    Sklejalam kalendarze , segregatory . Później niezapomniana praca w ubezpieczeniach na słuchawce – masakra , do dziś mam uraz ale szanuje ludzi którzy tak pracują i zawsze życzę zeby znaleźli coś lepszego
    Jak mówią żadna praca nie hańbi 🙂
    Pozdrawiam

  • Odpowiedz Pantofelwpodrozy Sierpień 24, 2016 at 12:36 pm

    Uwielbiam czytać wpisy #myfirst7jobs Każdy ma inne wspomnienia 🙂

  • Odpowiedz Roksana Sierpień 26, 2016 at 11:56 am

    Nigdy nie wyjechałam za granicę do pracy.. Nie wiem dlaczego? 😀 Ale super kwiatki miałam w PL…
    1. Zaraz po maturach poszłam lać piwo do kufli. Praca od 9 do… ostatniego klienta. Czyli nawet do 2 w nocy. System dwa dni pracy, dwa wolnego. I co najgorsze w te moje dwa dni pracy akurat przypadały super imprezy a znajomi organizowali wypady na kajaki, piwko itd.
    2. Praca w „stolycy”. Zaraz po przyjeździe rzuciłam bagaż w kąt i z plikiem CV popędziłam do wszystkich galerii handlowych. Wylądowałam w dobrze znanym sklepie z zabawkami dla dzieci. Robiłam misie na zamówienie, z dyktafonem, kubraczkiem… W międzyczasie musiałam udawać, że coś robię nawet jeżeli sklep był pusty… Pierwsza pensja – 988 zł. Nie starczyło na nic…
    3. Opiekunka!!! Dwójka dzieci chowanych w szklanych bańkach. Absolutny zakaz kontaktu z kotem, psem na ulicy… Stałe pory spacerów i podawania zupek. Dla mnie ich rodzice byli wspaniałymi ludźmi (dali mi nawet bon na święta do IKEI!) ale ich model wychowania… No cóż, sama już jestem matką i nie lubię krytyki mojego rodzicielstwa.
    4. Call Center. Nabawiłam się depresji. Dzwonisz do ludzi z bazy klientów, nieodświeżanej od lat (ile razy ja dodzwoniłam się do kogoś kto już 4 lata nie żyje…) i wciskasz im mopy parowe, pościel… Gdy budzik dzwonił, zanosiłam się płaczem.
    5. Praca na umowie zlecenie na okres świątecznej w międzynarodowym koncernie kosmetycznym (na pewno go znacie). Zleceniówka, ale jak wspaniale płatna… Zniżki na kosmetyki, prezenty rzeczowe ot, tak. Marzenie.
    6. Kelnerka w Bistro. Cudowna lokalizacja zaraz przy Wiśle, zapieprz od 10 do 20. Pyszne żarełko za free (nie martwiłam się o lunch do pracy). Kasa również wspaniała. Było mi tam dobrze, ale umówmy się… To nie był szczyt ambicji…
    7. Wracam na pełny etat, na umowę o pracę do koncernu kosmetycznego. Praca w fatalnych godzinach, uśmiechanie się do ludzi nawet jeżeli masz ich ochotę rozszarpać. Realizacja planów sprzedażowych, organizacja eventów… Lubiłam tam przychodzić. Prezenty, gadżety, premie pieniężne… Dziś patrzę na tę firmę jak na miejsce gdzie Pana Boga za nogi się łapie. Było tam świetnie…

  • Odpowiedz Agata Sierpień 27, 2016 at 7:48 pm

    Przebiję Cię – łapałam TIRY na ulicy, czyli kierowałam ruchem drogowym na robotach 😉

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 27, 2016 at 10:54 pm

      Ok- masz to

  • Odpowiedz Róża Sierpień 27, 2016 at 10:25 pm

    Basiu jak Ty ogarniałaś studiowanie dwóch kierunków i jeszcze pracę?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 27, 2016 at 10:53 pm

      Uśmiechałam się ładnie do profesorów (nieobecności), część zajęć mi się pokrywały z pierwszym kierunkiem, wiec albo chodziłam tylko na kolokwia albo na egzaminy końcowe. Ale tak szczerze to ci powiem, że nie wiem

  • Odpowiedz zadbanazawodowo Wrzesień 1, 2016 at 7:17 am

    Masz rację wspomnienia potrafią być nawet inspirujące! kto za małalata nie praktykował zarobkowego ‚recyklingu’ ;)? Mój powrót do #myfirst7jobs zdecydowanie poprawił mi humor i przypomniał o mojej przedsiębiorczości 🙂 Zapraszam do siebie an #myfisrt7jobs

  • Napisz odpowiedź