Wyróżnione

GRUBE DZIECI TO NASZA WINA – RODZICÓW IDIOTÓW.

Lipiec 19, 2017
8-1

Wspomnienia z Anglii

Kiedy byłam studentką podczas wakacji jeździłam zarobić trochę grosza do Anglii. Pamiętam, że byłam w szoku, że Anglicy są tak otyłym narodem, że tyle tam grubych dzieci. Pamiętam z jakim zainteresowaniem oglądałam dział z gotowym żarciem na półkach w sklepie. Wszystko można było po prostu kupić, podgrzać w mikrofali i mieć z bani późną obiadokolację. Pamiętam, że kiedy skończyły się zapasy przywiezione z Polski jedliśmy to wszyscy.
Zapieprzaliśmy w polu przy zbiorze warzyw po 12-13 godzin dziennie, a później odgrzewaliśmy sobie „pyszną” lasagne. Za każdym razem wracałam z Anglii spuchnięta o jakieś 8-10 kilo mimo ciężkiej, fizycznej, kilkumiesięcznej pracy. Pamiętam jak myślałam wówczas, że mam szczęście żyć w kraju, w którym w niedzielę je się rosół z wiejskiego kurczaka, a w poniedziałek pomidorową, że mamy tradycję i wspólnie siadamy do stołu. Nigdy nie przypuszczałabym, że tak szybko dogonimy Brytyjczyków. Nigdy.

Obrazek z placu zabaw

Mamy z chłopakami niedaleko park. Świetne miejsce, w którym oprócz zieleni jest masa atrakcji dla dzieci.
Budki z hamburgerami, frytkami, goframi i lodami oraz i przede wszystkim disco polo z głośników. Chodzimy tam czasem z rowerami. Zawsze spaceruję tam z poczuciem, że coś się w naszym kraju poszło nie tak. Nóż mi się w kieszeni otwiera, kiedy widzę, że co 3 dziecko w parku jest grube. Kiedy widzę koszulki z Elsą opięte na wielkich brzuchach i sporych piersiach u 10 letnich dziewczynek. Kiedy widzę grubych chłopców z krzywymi nóżkami z nosami w smartfonach. Spacerują ze swoimi rodzicami. Grubymi oczywiście. Ogarnia mnie przerażenie i pytam dlaczego krzywdzimy nasze dzieci?
Dwie dziewczynki stoją przede mną w kolejce po lody. 10 i 12 lat. Ta młodsza jest dużo grubsza od swojej grubej siostry. Proszą tatę o podwójne maxi lody z polewą i niby nic wielkiego, gdyby ich argumentem nie był fakt, że przecież zjadły „obiad” w Maczku. Tata z uśmiechem na ustach się zgadza. Rzeczywiście bardzo ładnie zjadły. Dziewczynki w koszulkach z frędzlami podskakującymi na ich obfitych brzuchach ze smakiem wbijają łyżeczki w swoje maxi porcje.

Bo widzisz to wcale nie chodzi o nas. My jesteśmy dorośli. Tu pójdziemy na grilla, tam na proseczko albo browarka. Mamy przecież całą masę starych znajomych, którzy ostatecznie poklepią nas po piwnych brzuchach i powiedzą półżartem, że chyba za dobrze nam się powodzi. My mamy swoje płyty z Chodakowską i swoje noworoczne postanowienia. My mamy swoje „ojtam ojtam”, terapeutę i coaching na jutubie. My już do czegoś doszliśmy, mieliśmy już swoje pierwsze miłości. To było gdzieś wtedy, gdy jedliśmy u babci na wsi czereśnie prosto z drzewa i jedliśmy jej najlepsze na świecie pierogi przy dużym drewnianym stole. My to jesteśmy nawet czasem świadomi, że jesteśmy tym, co jemy. A nawet jeśli nie jesteśmy, to zawsze możemy rzucić błyskotliwe „Facet nie pies, kości nie lubi”. Załóżmy, że to naprawdę nie chodzi o nas. Ale dlaczego do kurwy nędzy krzywdzimy nasze dzieci?
Dlaczego prawie 32 % 8 latków w Polsce ma nadwagę. 8 latków! 8 – latkowi powinny wystawać poobijane latem kolana. 8-latek nie powinien złazić z trzepaka i roweru! Ale na litość boską 8-latek jest za mały, by mieć balast w postaci nadwagi! Dlaczego co trzecie mijane przeze mnie dziecko jest grube? Dlaczego wszyscy mamy to w dupie? Dlaczego szukamy wymówek i chcemy mieć nasze dzieciaki z głowy?
Proszę nie mów mi, że to czasem choroba albo genetyka. Przecież wiem. Ale to wciąż kropla w morzu prawdziwego powodu, którym jest śmieciowe żarcie, którym tuczone są nasze dzieci.

Podano do stołu

Na śniadanie kolorowe płatki z mlekiem albo serek, który pod wieczkiem ma cukierki. Do szkoły paczka chipsów, żelki albo mleczna kanapka, który nie ma nic wspólnego ani z kanapką, ani tym bardziej z mlekiem, ale nazwa chwyciła za serce. Wszak jedno i drugie się całkiem miło kojarzy. Trochę z dzieciństwem. Na obiad może do „Maczka” albo „kup sobie coś w sklepiku”. Zupa w szkolnej stołówce? Intensywna w smaku, pełna glutaminianu z kostek rosołowych. Kupujemy to, co jest akurat w promo w dyskoncie, nie czytamy etykiet, nie mamy pojęcia jak szkodzi glutaminian monosodowy, który dodawany jest nawet do chleba. Nie wiemy, że aspartam powoduje raka mózgu i nerek. Nie mamy pojęcia, że syrop glukozowo – fruktozowy jest przyczyną otyłości na całym świecie, i że jest to największa choroba cywilizacyjna wszech czasów. Przecież to nas nie dotyczy. No jak? Przecież to w Ameryce, może w wiadomościach, a tak w ogóle to już weź skończ, bo na coś trzeba umrzeć. Najgorsze jest to, że my to pewnie tak szybko nie umrzemy. Umierać będą dzieciaki, którym w prezencie zaserwujemy miażdżycę i cukrzycę przed 20 rokiem życia, tylko dlatego, że jesteśmy ignorantami. Ojtam, ojtam.

Za naszych czasów się jadło chleb z cukrem i żyjemy

Za naszych czasów, kiedy na sklepowych półkach było tyle co kot napłakał, a nawet jeśli było to i tak nie było nas stać – jedliśmy jedzenie o oczywistym składzie. Jedliśmy obiady w domu, bo nie mieliśmy innego wyjścia za bardzo. Na stole była zupa i drugie. Wsuwaliśmy oranżadę w proszku i jedliśmy okrągłe gumy z RFN-u, ale za naszych czasów większość dzieciństwa spędzaliśmy zwisając głową w dół na trzepaku. Rozbijaliśmy się na rowerach i graliśmy w dwa ognie. Słodycze były tylko dodatkiem do domowego obiadu, do chleba, który po prostu był chlebem, a nie gliną barwioną karmelem, żeby wyglądał na bardziej zdrowy, bo ciemny chleb lepiej się kojarzy. Czy przyszło ci wówczas do głowy, że będziesz kupować chleb, który jest pieczony, potem mrożony, a potem z powrotem pieczony? To samo dotyczy wszystkich produktów począwszy od cukru, a kończąc na białym serze. O produktach instant nie wspomnę z grzeczności. Czy przyszło ci do głowy, że twoje dziecko nie będzie chciało wypić czystej wody, bo woda dla niego ma mieć smak? Na przykład truskawkowy. I nie mam tu na myśli pływających w szklance świeżych truskawek.
Nie mamy prawa porównywać tego gówna, które teraz jest w sklepie do jedzenia sprzed 20-30 lat.

Przecież on z tego wyrośnie. To taki wiek.

Daj mu Boże. Znam kilku, którym się to udało. Problem w tym, że uzdrowić trzeba zazwyczaj cały dom. Bo jeśli mama i tata wsuwają na kolację kubełek skrzydełek, popijają to wodą truskawkową i zagryzają bagietką czosnkową, taką na „5 minut do pieca”, to ciężko wymagać od dziecka, by rzucało się z apetytem na kubek marchewek pokrojonych w słupki albo miskę borówek.
Nie wyrosną, bo się nie ruszają. My mieliśmy szansę spalić gdzieś te pyzy ze skwarkami babci Stasi, bo wszystko, co najfajniejsze działo się na dworze i mogliśmy biegać ile wlezie. Nasze dzieci zawsze wybiorą laptopa albo smartfona. Zawsze. To tam są lajki, tam jest ich poczucie własnej wartości, tam są rówieśnicy, którzy w pewnym wieku są wyrocznią i dobrze o tym wiesz. Podwójne dno. Nie dość, że nie wyrośnie to jeszcze jako grubasa czekają go szykany i szydera od najbardziej złośliwych i bezwzględnych kolegów, którzy tylko czekają, by zrobić odpowiedniego mema.

Czy coś możemy zrobić?

Możemy. Wziąć odpowiedzialność i przestać szukać winy w innych. W szkolnych stołówkach, w złych czasach, w genach przodków i tak dalej. Możemy przestać używać idiotycznych argumentów typu „na coś trzeba umrzeć hłe hłe”. Możemy wziąć odpowiedzialność i przestać patrzeć na swoje grube dziecko przez różowe okulary. Ono nie jest pocieszne, nie jest słodką pyzą, nie jest pulchnym urwisem. Jest grube, a będzie kiedyś otyłe i chore.
Możemy wziąć odpowiedzialność za siebie, za rodzinę, za domowe menu, za listę zakupów. Możemy zmienić wszystko w każdej sekundzie. Małymi kroczkami. Powolutku. Wiem, że to możliwe, bo sama kiedyś wyrzuciłam do kosza wszystkie fixy i gotowce i zaczęłam czytać i się uczyć. Nie miałam pojęcia od czego zacząć. Dzień za dniem, metodą prób i błędów eliminowałam syf z kuchni.

Nie jestem mistrzem organicznego, eko gotowania. Dalej uważam, że tost z serem albo naleśniki z bitą śmietaną są człowiekowi niezbędne do przetrwania na tym świecie, ale względem moich dzieci mam czyste sumienie.
Śpię spokojnie, bo wiem, że daję im bazę, że wyślę ich w świat z poczuciem, że są tym, co jedzą.
Mamy kilka zasad i się ich trzymamy. To wspólne posiłki przy stole zamiast tych przed telewizorem.
To jedzenie słodyczy w weekendy i zastępowanie ich owocami w dni powszednie.
To frytki z fastfooda jedzone tylko wtedy, kiedy jedziemy w długą, kilkugodziną trasę autem.
To rytm dnia wyznaczany posiłkami.
To przekąski w formie orzechów albo owoców pokrojonych w kawałki.
To rozmowy o jedzeniu i mówienie im jak jest naprawdę.
Nie jestem ideałem i nie chcę nim być, ale dla mnie i dla moich dzieci obiad ma zupełnie inną formę niż frytki i hamburger jedzony z papierowej torby.
Będzie coraz gorzej. Technologia idzie do przodu. Będzie coraz więcej śmieciowego żarcia, coraz mniej czasu, coraz większy pęd po sukces. Ale my wciąż będziemy rodzicami, a dziecko nie pragnie niczego bardziej niż naszej bliskości. Jakkolwiek ciężko ci w to uwierzyć.
Zwykłym „zostaw już ten telefon” świata nie zawojujesz.
Musisz kochać i być konsekwentna.
Musisz wziąć odpowiedzialność.
Musisz wrócić do początku.
Musisz zacząć, po prostu zacząć i uwierzyć w to, że dasz radę.
Musisz chociaż spróbować.
Jesteś to winna swojemu dziecku.

edit: To nie jest post o chorych dzieciach z nadwagą, która jest następstwem tejże choroby.
To nie jest post o dzieciach leczonych sterydami.
To post o dzieciach karmionych śmieciowym jedzeniem. Na śniadanie, obiad i kolację.

 

1 (1)

Może Ci się również podobać

182 Komentarze

  • Odpowiedz Gosia Lipiec 19, 2017 at 8:09 pm

    Pracuję w cukierni, niedaleko jest szkoła podstawowa i przedszkole. Gdy jeszcze był rok szkolny,rodzice podjeżdżali autami razem z dziećmi po lekcjach i wchodzili na lody. Dzień w dzień! Były dzieci,które przychodziły na lody codziennie! Dodatkowo rodzice często w pośpiechu kupowali dzieciom pączki/drożdżówki ,dodając – dostaniesz loda,jak zjesz coś normalnego(w domyśle drożdżówkę). Gdy skończył się rok szkolny-zaczęło się. Babcie przychodzą rano z dzieckiem po pączka,potem na lody,a potem dzieciak sam albo z rodzicami znów przychodzi na lody.
    Co najgorsze- rodzice często mówią – dostaniesz loda,ale zjesz obiad? – tak!,ale chce 3 gałki!-, niee,1- – mamooo,nie zjem obiadu jak nie dostane loda! -. a co na to matka? – OK!- i kupuje 3 gałki.
    Rodzice i dziadkowie często sami wciskają dzieciom słodkie, pytają :no co chcesz,pączka,bułkę,ciasto to to to ” dziecko nic nie chce. Ale rodzic krzyczy,że coś musi zjeść!

  • Odpowiedz Agnieszka Lipiec 19, 2017 at 8:20 pm

    Tak! Dlatego podczas spacerów mam ochotę podbiec do otylej matki i zapytać dlaczego niszczy swojemu dziecku życie. Jednak jestem drobna i się boję 😉
    Basiu, tak! Trzeba bezwzględnie resocjalizowac takich rodziców, otyłość małych dzieci to patologia społeczna

    • Odpowiedz ja Lipiec 20, 2017 at 1:36 pm

      wiesz to chyba cale szczescie ze tego nie robisz.. jakby mi taka idiotka za przeproszeniem podeszla to chyba bym walnela w pysk. :/ zajmij się soba. najlepiej zrobisz

      • Odpowiedz aga Lipiec 20, 2017 at 3:13 pm

        ja tez bym kazala sie nie wtracac a i w tylek taka „madra”matke bym kopnela.

      • Odpowiedz Da Lipiec 22, 2017 at 7:37 am

        Kto się kanarkiem urodził, orłem nie umrze. Aczkolwiek patrząc na rozrastajace się gabaryty takich kanarków, to aspirują zawzięcie. Szkoda, że im mózgi przy okazji nie rosną. I jeszcze nie tylko siebie krzywdzą ale i swoje pisklęta. I najgorzej, ze uważają, że to ich sprawa. Smutne.

      • Odpowiedz Jola Lipiec 28, 2017 at 2:53 pm

        Ja dziecku nie dawałam słodyczy ,nie słodziłam , nie karmiłam bułeczkami -jadł zdrowo i był szczuplutki jednak w okresie dojrzewania zaczął przybierać na wadze podobnie jak jego tato w tym wieku -ja też z czasem przytyłam choć nie jadam śmieciowego jedzenia -najlepiej nie krytykować innych bo nie wiadomo dlaczego ktoś jest gruby a ktoś inny nie może przytyć choć je 2 razy więcej od tego grubego

        • Odpowiedz Jami Sierpień 15, 2017 at 10:17 am

          Ja i mój młodszy syn jemy dużo…. bardzo dużo i nie wszystko co jemy nadaje się do polecenia innym 😛 ciastka, tony żelków i lodyyyyyy a żeberka mi i Kubusiowi można policzyć bez najmniejszego wysiłku (łasuchujemy na strychu żeby naszym misom smaka nie robić 😉 sama potrafię bez zająknięcia zjeść pół kg paczkę krówek albo 1 kg pierniczków tak jak inni jedzą małą paczkę chipsów ). Natomiast mąż, najstarszy i najmłodszy syn to typowe misie. Obiady, śniadania i kolacje zaliczają się do tych zdrowych. 90% zielska najczęściej jeszcze z ogródka, razowe pieczywo z ziarnami itp itd mięsko pieczone lub gotowane na parze z bardzo symboliczna ilością soli (kupiłam 2 kg przez ostanie 9 lat z czego 1kg różowej himalajskiej i raz robiłam grzybki marynowane i ogórki XD) Najstarszy śmiga na rowerze, rolkach, chodzi na basen a na zajecia Judo chodzi na 2,5 h po czym idziemy jeszcze na godzinkę lub półtorej na rower a na koniec jeszcze 3km spacer z psem a on wygląda jak mały niedźwiedź. 7 lat 137 cm 44 kg. W Macu byliśmy z chłopcami raz żeby jak pójdą do przedszkola żeby wiedzieli co to takiego bo w dzisiejszych czasach kiedy nie wiesz co to M czy KFC jesteś jak kosmita. Syn dostał hamburgera patrzy na niego i się pyta gdzie reszta XD bo jak ja im robię „hamburgera” to kotlecik a ciężko znaleźć między surówkami frytki też im nie przypadły do gustu „mamusia robi lepsze” – selerowe z piekarnika ;). Niestety ale najstarszy nie będzie chudy bo jest masywnej budowy, dłonie ma już takie jak mój mąż , szerokie bary i duże nogi żeby wyglądał tak jak ja trzeba byłoby mu kości poprzycinać. Pilnuje żeby nie wyglądał jak mój małżonek ale misiowaty będzie zawsze jak mój tata, brat, wujkowie, szwagier z genami nie wygram 😉 ale czym innym jest masywna budowa a czym innym bycie grubym.

    • Odpowiedz Anna Lipiec 21, 2017 at 7:43 am

      Aga ja tez tak mam .To jest straszne -bo jesli wlasna matka nie umie zadbac o wlasne dzieci to ja juz nie wiem co ma sie wydarzyc by otworzyla oczy…A wystarczy poczytac…W dzisiejszym swiecie tyle sie mowi jak wazne jest zdrowe zywienie I jaka kluczowa role odgrywa w prawodlowym funkcjonowaniu organizmu .Drogie mamy zaloze sie ze wszystkie marzymy o szczesliwych dzieciach wiec zrobmy wszystko by one takie byly.Dlaczego maja byc wytykane przez rowiesnikow palcami ?Takie dzieci maja zanizona samocene I naprawde czuja sie przez to gorzej w srodowisku kolegow I kolezanek

      • Odpowiedz Agnieszka Lipiec 21, 2017 at 5:03 pm

        Anno.moj syn w wieku 3 lat bardzo zachorowal.Operacja.milion lekow(tez sterydowych),dwa lata nieprzespanych nocy,lez i walki o jego zycie.W nosie mialam czy bedzie chudy czy gruby.Chcialam zeby zyl.Moj syn przezyl i jest zdrowy.Schudl w ciagu pol roku po wyzdrowieniu.Nikt go nie odchudzal.Gdybys mnie z nim wtedy zobaczyla tez bys mi zarzucila zaniedbanieA ja sie pytam jakim prawem?w imie czego?
        czy uwazasz.ze powinnam pozwolic mu umrzec niz byc grubym?
        druga sprawa-jestem gruba.do tego dorosla i nie mam ochoty tego zmieniac.uwazasz ze nie mam prawa byc taka jak chce?

        • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 6:04 pm

          Masz prawo do wszystkiego.
          To nie jest post o chorych dzieciach, ale o dzieciach karmionych smieciowym jedzeniem.

          • Agnieszka Lipiec 21, 2017 at 6:56 pm

            Jedna z dziewczyn napisala,ze widzac otyla matke podeszla by do niej i spytala czemu niszczy swoje dziecko.Ta matka moglam byc ja.stad moje zapytanie do „lepszych”i „bardziej swiadnmych „matek.

    • Odpowiedz OtylaMatka Lipiec 21, 2017 at 6:00 pm

      A, przepraszam bardzo, to że matka jest otyła równa się automatycznie temu że je śmieciowe żarcie i tak samo karmi swoje dziecko? Jakby ktoś tak podszedł do mnie powiedział, to pewnie bym spaliła buraka, przeprosiła i wróciła do swojego życia w którym walczę z każdym kilogramem, Hashimoto i cukrzycą a zarówno moje dzieci jak i ja słodycze widujemy tylko w święta. Pomyśl może zanim coś napiszesz czy powiesz, bo bardzo łatwo jest ocenić kogoś po pozorach.

      • Odpowiedz dorota Lipiec 21, 2017 at 10:35 pm

        Chyba nie zrozumiałaś tego artykułu.To ja Ci przypomnę jeszcze raz : to jest post o dzieciach karmionych śmieciowym jedzeniem.Nie oburzaj się.Jeśli Ciebie i Twojego dziecka ten konkretny problem nie dotyczy ,nie bierz tych słów tak bardzo do siebie.Autorka ma wiele racji a głównym jej celem jest zwrócenie uwagi rodziców na kwestię żywienia dzieci,bo wielu z nich nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji karmienia dzieci niezdrową żywnością,więc tutaj mają okazję liznąć nieco wiedzy i przejrzeć na oczy. Ja takie teksty popieram,bo jeżeli ten artykuł dotrze choćby do garstki tych rodziców,którzy lekceważą zasady zdrowego odżywiania dzieci,będzie to wielkim sukcesem autorki.

        • Odpowiedz Ews Lipiec 23, 2017 at 5:18 am

          Tak, ale ktoś tu napisał, że jakby zobaczył otyłą matke/dziecko to by podszedł i zwrócił uwage… Za co? Zajmijcie się swoim życiem. Czy tak równie odważnie i chętnie zwracacie uwage i reagujecie, jak widzicie przemoc?

      • Odpowiedz Wojciech Polus Lipiec 24, 2017 at 8:28 am

        przeciez wyraźnie pisze na dole że nie jest to o post do grubych dzieci walczących z chorobami które maja wpływ na to jak wyglądaja, więc automatycznie tyczy to się równiez chorych np na Hashi rodziców. to nie atak do ludzie walczących tylko w pełni zdrowych ale leniwych a zarazem nie świadomych co robią

      • Odpowiedz Nieotyła Lipiec 25, 2017 at 9:15 am

        Mam Hashimoto, zaawansowaną niedoczynność tarczycy, PCOS i insulinooporność. Jestem szczupła, choć nie jest to proste, ale zdaję sobie sprawę z tego, że wszystkie te choroby stają się mniej groźne, lub całkiem znikają, jeśli utrzymuje się niską wagę.
        Dlatego widząc posty takie jak Pani – tłumaczące otyłość chorobami, zawsze pojawia mi się w głowie pytanie, co jest skutkiem, a co przyczyną?

    • Odpowiedz Ikab78 Lipiec 21, 2017 at 8:21 pm

      Tak jak piszesz, jesteś drobna . Może dlatego, że się taka urodziłaś, a nie dlatego , że tak strasznie nad sobą pracujesz.?

      • Odpowiedz szef Lipiec 21, 2017 at 9:21 pm

        Każdy drobny może utyć, każdy gruby może schudnąć. I całe to gadanie o genach to bzdury. Mój najlepszy kumpel z dawnych czasów – rodzice puszyści (delikatnie mówiąc), on też. Kiedy tylko się wyprowadził z domu, wziął się za siebie – dieta, codziennie basen, co drugi dzień siłownia. Jak po pół roku przyszedł zaprosić mnie na wesele to mało go nie poznałem. Ja odwrotnie – całe życie chuderlak – wyprowadziłem się, znalazłem pracę: 8 godzin przed kompem, alkohol, żarcie z maka. Efekt? 14 kilo więcej w rok. w moim przypadku to ponad 20% było.

        Co nie zmienia faktu, że nikomu nie powinno się wciskać na siłę i zabierać głosu w nie swoich sprawach. Ale gadanie, że „ktoś się taki urodził” to przesada. Jednym ciężej, drugim łatwiej – ale nigdy to nie jest niemożliwe.

        • Odpowiedz Pączuś Lipiec 22, 2017 at 4:56 pm

          Bzdurą jesteś ty. Oczywiście, każdy może być szczupły jeżeli chodzi codziennie na siłownię i żre trawę, ale nie każdy może taki być jedząc zdrowo i uprawiając sport 1-2 razy w tygodniu, czyli nie zajeżdżając się ale prowadząc zdrowy tryb życia. Metabolizm i waga w dzieciństwie mają olbrzymie znaczenie.

          • As Lipiec 22, 2017 at 10:04 pm

            Ale to nie znaczy ze mamy dzieci karmić śmieciowym jedzeniem P

          • Marta Wrzesień 15, 2017 at 9:57 am

            KAŻDY może być szczupły jedząc zdrowo i ruszając się 1-2 w tyg. ALE jeść zdrowo, a nadal za duże ilości nie pozwoli schudnąć. Nie mylmy pojęć. „Jeść zdrowo” nie znaczy automatycznie, że odpowiednio do swojego trybu życia. Bo koleś latający na siłkę może wsunąć 3000 kcal zdrowego jedzenia, a laska siedząca przed kompem już nie powinna. Bo co z tego, że zdrowe, jak za dużo?

  • Odpowiedz Ania Lipiec 19, 2017 at 8:21 pm

    Bardzo dziękuję Ci za ten post. Jesteśmy na wakacjach i kilka razy dziennie pada z mych ust od kilku dni do meza, że strasznie dużo otyłych dzieci w tym roku widzę.

  • Odpowiedz Ania Lipiec 20, 2017 at 12:14 am

    Basiu,od zawsze uwielbiam Twoje posty- ale ten jest super. Dobrze, że go napisałaś. Mam nadzieję, że kogoś, kogo powinno – to w jakiś sposób ruszy. Zgadzam się z tym w zupełności. To rodzice są winni… Wiadomo dlaczego- po prostu im sie nie chce. Nie chce im się. Mają ten temat głęboko w dupie. Nie chce im się tracić cennego czasu na tgz. domowe gotowanie. Czyste lenistwo. Ewentualnie kiedyś zrobią testy alergiczne swoim dzieciom, z których zapewne wyjdzie, że są uczulone na wszystko… co i tak nic nie zmieni. Żal mi tych wszystkich dzieciaków. Wszystko, to ten brak tego autentycznego czasu, który można dać drugiemu człowiekowi. Takie czasy. A bedzie niestety gorzej.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 8:41 pm

      brak czasu, brak wiedzy i brak chęci. Plus media, którym nie opłaca się promowanie zdrowia.

  • Odpowiedz Kasia Lipiec 20, 2017 at 3:31 am

    Nie wyrośnie… Otylemu dziecku rąbnie metabolizm i do końca życia będzie się zmagać z problemami zdrowotnymi.

  • Odpowiedz Ola Lipiec 20, 2017 at 4:57 am

    Mnie najbardziej wkurwiają te „watery” słodkie.
    I poją idioci dzieciaka cały dzień tym gównem, a później się dziwią, że nie chce im zasnąć albo że ma za dużo energii… No jakbym ja tyle cukru wciągałą regularnie, to może też bym miała.
    Albo „paluszki rybne” ani to paluszki ani rybne.
    Nie mam dzieci, ale od 10 lat jestem nianią, daję sobie prawo głosu.

  • Odpowiedz Lorka Lipiec 20, 2017 at 5:35 am

    najbardziej lubie tekst „wszystko jest dla ludzi” zwlaszcza gdy mowią go dziadkowie ( oczywiscie otyli ).. no jednak nie wszystko.. to ze nie zabija z miejsca nie znaczy ,ze jest.. temat rzeka

  • Odpowiedz Bogna Lipiec 20, 2017 at 6:52 am

    Dziękuję za ten tekst! Mój syn ma 4 lata i apetyt dorosłego mężczyzny na dosłownie WSZYSTKO. Moje życie to nieustanna walka- z samą sobą (słodycze pochowane, jedzone tylko jak maly śpi, dni spędzane na zastanawianiu się co dziecku zrobić na posiłek żeby nie było głodne a zarazem pozostało zdrowe bez nadwagi…), z rodziną („przeciez dziecko musi miec dzieciństwo! Jak nie będzie jadło słodyczy to nie urośnie!”), z sąsiadami, mamami innych dzieci na placu zabaw, a wreszcie z obcymi ludźmi… Przeczytałam tekst i znów wiem że warto! I że nie jestem wyrodną matką…

  • Odpowiedz Rudzia Lipiec 20, 2017 at 7:02 am

    A ja się wyłamię i nie zgodzę z Twoją opinią. Ja dorastałam w epoce kanapek z cukrem i ich nie cierpiałam. Wówczas też było wiele dzieci otyłych. Ja też zawsze wyglądałam zdrowo – w sensie normalna waga, byłam od zawsze aktywna fizycznie. I również chciałam, aby moje dzieci nie były otyłe. Niestety ja nie mogę sobie pozwolić na bycie w domu, bo pracuję 8-16 od pon do piątku, 40km od miejsca, gdzie mieszkam i niestety nie mam kontroli nad tym, co zjadają moje dzieci. Młodsza ma wyżywienie w przedszkolu, a starsza córa pomimo tego, iż dostaje do szkoły wodę mineralną i zdrową kanapkę, przyrządzoną przeze mnie, wybiera propozycje ze sklepiku. I tu oczywiście można powiedzieć, to nie dawaj kasy. Trochę to trudne, bo ona ma 11 lat i niestety trend w klasie jest taki, że każdy ma jakieś kieszonkowe i każdy na przerwie kupuje sobie coś extra w sklepiku. Ty możesz sobie pozwolić na kontrolę tego, co jedzą Twoje dzieci. Jesteś w domu, dzieci jeszcze nie uczęszczają do szkoły, zobaczymy jak to będzie później… Ja jestem osobą, której pierwszy urlop macierzyński trwał 16 tygodni, a drugo 6 m-cy, gdyż musiałam wrócić do pracy w korpie. Nie możesz oceniać rodziców, których dzieci są otyłe. Bo nie wiesz z czego może to wynikać. Ty masz swój idealny świat, ale wierz mi, że nie wszyscy mają tak cudownie. Moja starsza córka już jest po 3-miesięcznej diecie, bo niestety dziadkowie zajmowali się nią po szkole, no i niestety nie dali sobie wytłumaczyć, że Kubuś water, to nie jest zwykła woda… Ja jestem osobą bardzo aktywną i chciałabym, aby moje dzieci też jadły ze mną marchewki i piły zielone koktajle, ale jak przychodzi wiek buntu, to niestety nie jest to takie proste, jakby się chciało.

    • Odpowiedz cat Lipiec 20, 2017 at 10:04 am

      Rudzia, to co piszesz jest przerażające. Jakbyś tego nie opisała, to wiedz, ze otyłość dzieci to wina rodziców, ewentualnie w tandemie z dziadkami. Współczuję, bo pewnych złych zachowań nie da się wyplenić.

      • Odpowiedz Paulina Lipiec 20, 2017 at 11:05 am

        Niestety jedna rozsądna osoba w domu to za mało – rozsądni muszą być wszyscy zajmujący się dzieckiem… I dodatkowa rzecz to nauka od początku co jest zdrowe, co nie, co należy jeść a co tylko czasami. Jak dziecko ma 8 lat to już jest za późno, swoje nawyki żywieniowe ma i trudno je przełamać. Coraz głośniej mówi się o tzw. programowaniu żywieniowym od pierwszych miesięcy życia. I druga rzecz, ja jestem pediatrą – młodą więc jeszcze mi się chce 😉 rozmawiać z rodzicami tych wszystkich otyłych dzieci…. Oni nic nie wiedzą 🙁 nie wiedzą, że Danio to słodycz – dla nich to naprawdę zdrowy produkt, syropy malinowe – jesień/zima zatrzęsienie na stolikach w oddziale bo przecież takie zdrowe, napoje udające wodę – standard. Oni otwierają oczy z niedowierzaniem. I druga kategoria rodziców pt „moje dziecko jest niejadkiem, nic nie je” – a dziecko wyglada normalnie wazy ok i jak się tłumaczy, że jak takie 15 kg dziecko zje pączka/drożdżówkę, wypije Kubusia to ono zwyczajnie nie jest głodne i choćby naprawdę chciało mamie, tacie zrobić radość i zjeść obiad to jego mózg mowi „nie jemy”. i wtedy biadolenie, że nie je kolacji. Ech. Albo „nie zjesz śniadania, to zjedz chociaż danonka”…A potem się dziwią, że jak dziecko musiało być parę godzin na czczo do usg to z takim apetytem zjadło szpitalne śniadanie. Ale wniosków z tego nie wyciągają. Ja myślę, że jakaś poważna kampania społeczna by się przydała – wielu ludzi po prostu nie wie co jest zdrowe, mam wrażenie, że wydaje im się, że jak dadzą dzieciom to czego sami nie mieli to dają im szczęście. Plus brak umiejętności odmówienia dziecku rozwala mnie na łopatki.
        Ale się rozpisałam 🙂 Ale temat ważny, potrzebny i wymagający włożenia wysiłku. Pozdrawiam.

        • Odpowiedz DeBe Lipiec 20, 2017 at 4:26 pm

          Prawda jest taka, że świadomość żywieniowa w Polsce jest po prostu zerowa.
          Ludzie nie wiedzą co w produktach które kupują, znajdować się powinno, a co nie. I szczerze mają to gdzieś,bo jak jest smaczne to jest dobre. A producenci żywności robią z nas idiotów i dodają do produktów wszystko co najtańsze, a dopuszczone do spożycia, żeby tylko wyprzedzić konkurencję, żeby produkt był tani i dobrze się sprzedawał.
          Nauka o żywności i żywieniu powinna być powinna być podstawowym przedmiotem szkolnym, inaczej naszym krajem zawładną wszystkie możliwe choroby cywilizacyjne z nadwagą i otyłością na czele.

          • Lilo Lipiec 21, 2017 at 10:56 am

            Dokładnie, zawsze mnie dziwi, że w szkole podczas lekcji biologii w ogóle nie mówi się o takich rzeczach. Może warto byłoby poświęcić kilka godzin na naukę o wpływie diety na organizm ludzki.

          • INEZ Lipiec 21, 2017 at 11:31 am

            Owszem, przydałaby się poważna kampania społeczna. Ale to MOCNA i OSTRA. W dobie reklam, które zapewniają, że to super opcja na śniadanie, super zdrowa przekąska, pyszne, pełno białka (co tam, że też pełno tych niezdrowych E, lub syfów, których ja nawet nie umiem rozszyfrować- jakieś hieroglify)… Dodatkowo te zwolnienia z wf tak dla ‚picu’ bo się nie chce ćwiczyć, ktoś je wypiszę na chore kolano, które de facto jest zdrowe jak nie wiem. Dzieciak zamiast ćwiczyć, ruszać się, siedzi z pupskiem, oczy w „srajfona”, a lekcja wf’u mija. Potem do sklepiku po batona, chipsy. Akcja z usuwaniem niezdrowego jedzenia ze sklepików nie była zła, a to, że dzieciaki kupowały w sklepie obok, cóż, widocznie ktoś je (ich organizm) tak mocno od nich uzależnił, że trudem było wytrzymać te 7h zajęć szkolnych bez czegoś słodkiego. Ktoś musiałby się mega natrudzić, żeby poruszyć ludzki mózg. I to w sposób mocny, wręcz obrzydliwy.
            Proponuję w takiej kampanii przedstawić problem coraz młodszego wieku zapadalności (tak to można nazwać?) ludzi na zawały, miażdżyce, cukrzyce i inne takie choroby naszego wieku. Wyśmiewania się innych dzieci z ‚słodkiego grubaska’. A może widok dziecka w trumnie byłby szokiem dostatecznym? Ciężko stwierdzić. Mam 23 lata. Wychowałam się na różnościach- od pyz babci po słodycze ze sklepiku. Do dziś zmagam się z wahaniami wagi. I choćby w przyszłości moje dziecko mnie błagało o Mac’a, wolałabym, żeby dostało przysłowiowo w dupsko niż to jadało bo ‚inne dzieci jedzą’. Całe szczęście, że wchodzi teraz trend eko, zdrowego żywienia. Aczkolwiek obawiam się i problemu w drugą stronę. Że dzieci zaczną być niedożywione (białko, minerały). Oh, się rozpisałam.
            Pozdrawiam serdecznie twórczynię bloga. Oby i moje dzieciątko kiedyś udało mi się utrzymać w zdrowych, mądrych ryzach.

          • Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 8:45 pm

            Masz 100 % racji. Dziękuję za komentarz

        • Odpowiedz Mirek Lipiec 20, 2017 at 11:05 pm

          Przepraszam czy mogę spytać w jakim mieście jest Pani Pediatrą? Z góry dziękuję za odpowiedź. Jeśli nie wyraża Pani chęci odpowiedzi na forum, to proszę o wiadomość na adres: szpula33@wp.pl. Z góry bardzo dziękuje. Pozdrawiam.

        • Odpowiedz Emila Lipiec 21, 2017 at 10:26 pm

          Paulino, potrzebujemy też mądrych lekarzy pediatrów.Mam malutką córeczkę (22mc) która waży niewiele ponad 9kg.Ile razy usłyszałam od różnych lekarzy: „Prosze dokarmiać dziecko mm a nie tylko pierisą” , „Proszę napychac jak kaczkę”. I nie dawało nic tłumaczenie że jesteśmy z mężem drobni, że też byliśmy drobnymi niemowlętami a dziecko przybiera normalnie i rozwija sie wspaniale. WTF? Wpaja sie matkom od samego poczatku że dziecko musi mieć wałeczki i być tłuściutkie a „dobra matka” bierze to sobie do serca bo kocha swoje dziecko!

          • Theri Lipiec 22, 2017 at 12:44 pm

            Ja z kolei słyszałam od swojego pediatry ze mam odchudzić dziecko. Ja wielka 175 cm mąż 2m wzrostu, młoda urodziła się z waga 4550g 58cm, dziecko karmione 2,5 piersią z czego przez pierwszych 6 msc życia TYLKO na piersi, nie dopajane itd
            Później do picia tylko woda. Ważyła na pierwszym bilansie 6 msc około 9 kg, TYLKO na piersi.

            Z kolei pierwsza córka karmiona od urodzenia tylko butelka ważyła w wieku 2 lat 11 kg, moja druga córka karmiona tylko piersią przegoniła ja w wagowo w wieku 10 msc. Nie jest gruba, jest wysoka. W wieku 3 lat nosi ubrania na 116 cm, każde dziecko jest inne….indywidualne. Nie można oceniać nikogo po wyglądzie.

      • Odpowiedz Kala Lipiec 21, 2017 at 11:43 am

        Mam 3 synów. Każdy je tak samo, z każdym rozmawiam o jedzeniu. Jeden od urodzenia ma nadwagę – uwielbia owoce i warzywa, je chleb żytni, chude wędliny i serki, pije wodę. Je kurczaka, zupy warzywne, zamiast śmietany używamy jogurtu. Pierwszego chipsa zjadł na urodzinkach u kolegi w wieku prawie 5 lat. I do tej pory je je tylko u kogoś. 2 razy w tygodniu uczęszcza na treningi do uksu, lubi basen, nie lubi, ale jeździ z nami na wycieczki rowerowe. Gdzie Twoim zdaniem popełniamy błąd?? Gdzie leży moja wina?? Pozdrawiam

        • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 8:47 pm

          Nie mam pojęcia, nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące żywienia, psychologii żywienia i aspektów wychowawczych. Piszę o ogólnospołecznym problemie jakim jest karmienie dzieci samym śmieciowym jedzeniem.

        • Odpowiedz Ola Lipiec 26, 2017 at 3:49 pm

          Może lubi też słodycze i kupuje je sobie w szkole za pieniądze, które od Was dostaje. A może trzeba było zabrać go do endokrynologa? Przyczyny mogą być różne. Ja być może swój brak nadwagi zawdzięczam mamie i jej czujności. Byłam w przedszkolu, kiedy wykryto u mnie niedoczynność tarczycy, od razu wdrożono leczenie hormonem syntetycznym. Teraz mam 32 lata i rozpoznaną chorobę Hashimoto. Moja tarczyca od co najmniej 2 lat już zupełnie nie pracuje, jadę na lekach. A że mam jeszcze zapalenie stawów – nieobce mi też sterydy. Urodziłam troje dzieci, dwoje z nich było na hormonalnym podtrzymaniu. Mimo tego pozostaję szczupła. Dobry endo, ruch i rozsądna dieta to dla mnie podstawa.

        • Odpowiedz Joanna Lipiec 31, 2017 at 7:00 pm

          Nie każdy dobrze radzi sobie z dietą uznawaną za „zdrową”. Jeśli na to samo żywienie jedno dziecko reaguje inaczej niż pozostałe, zwłaszcza takie pełne prostych węgli jak chlebuś, serki i owoce, zrobiłabym badania pod kątem gospodarki węglowodanowej (cukier, insulina, plus inne hormony od których zależy metabolizm). Może się tam dziać coś niedobrego.
          Sama ignorowałam objawy – tycia mimo zdrowej diety – i teraz choruję.

    • Odpowiedz Lilo Lipiec 21, 2017 at 11:04 am

      Rudzia, to, co piszesz jest nie do końca spójne i dosyć przerażające. Rozumiem, że praca daleko od domu i wychowywanie dzieci są trudnym zadaniem, ale decydując się na dzieci trzeba wziąć to pod uwagę. I może warto porozmawiać z córką, że to, co robią „wszyscy” może niekoniecznie jest najwłaściwsze. I może ucięcie kieszonkowego jest lepszym wyjściem niż kolejne turnusy odchudzające?

    • Odpowiedz Agatka Lipiec 21, 2017 at 6:04 pm

      Same wymówki. ..

      • Odpowiedz Małgosia Lipiec 29, 2017 at 6:00 pm

        To samo zamierzałam napisać. O ile artykuł był bardzo ciekawy, to komentarze pod nim dają do myślenia. „Uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Tysiące wymówek, liczne usprawiedliwienia, święte oburzenie… Wybaczcie, ale prawda jest taka, że jeśli dziecko ma nadwagę, to znaczy, że coś jest nie tak. Ale zamiast zastanowić się, co możemy zrobić, żeby poprawić jakość życia naszych dzieci, wolimy krzyczeć głośno na wszystkich, którzy odważą się zauważyć, że coś jest nie halo. Smutne to bardzo.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 8:53 pm

      Bardzo długo myślałam nad Twoim komentarzem i sytuacją, którą opisałaś. Piszesz, że mam idealne życie i nie mam problemów – chciałabym, żeby takie było i pracuję nad tym każdego dnia z różnym skutkiem. Wychowanie dzieci to odpowiedzialność. Ogromna odpowiedzialność. To praca, cierpliwość i wyrzeczenia. To walka z dziadkami, to ustalanie priorytetów, to poczucie, że to Ty jesteś mamą i decydujesz o dziecku, a nie nikt inny. To rozmowa, rozmowa, rozmowa, aż brakuje śliny. Życzę Ci z całęgo serca tej siły.

  • Odpowiedz Kinga Lipiec 20, 2017 at 7:10 am

    Nic doda c nic ująć. Od kilku lat już obserwuję jak rodzice „żywią” swoje dzieci i załamuje mnie to :((. Mam nadzieję, że coraz więcej osób przejrzy wreszcie na oczy…

  • Odpowiedz Aminka Lipiec 20, 2017 at 7:10 am

    No ostro, dałaś czadu……mój już za duży na plac zabaw, zatem i spostrzeżeń mniej….a może u mnie jeszcze nie jest tak źle jak opisujesz……

  • Odpowiedz Małgorzata Lipiec 20, 2017 at 7:27 am

    Przyznaję, to mój problem. Mam trójkę dzieci. Dwoje szczupłuch (kościstych) i jedno (to „środkowe”) otyłe. Paradoksalnie – dieta córki, która ma problemy z wagą jest najmniej urozmaicona. Właścwie chciałaby na okrągło jeść to samo. Gdyby nie postawa dziadków, i (niestety) męża, moze byłoby mi łatwiej jakoś uporać się z tym problemem…. Babcia usmaży placki ziemniaczane, gdy mama jest w pracy. Mąż kupi colę i pizzę w Lidlu. Wyciągnie paczkę ciastek przed obiadem. Z babcią się dyskutować nie da. No nie da się i już. Mąż ma zrywy do zmiany trybu odżywiania, a potem wszystko wraca na utarte tory.
    Dodam, że kiedy po wielu prośbach i rozmowach ubłagam córkę, aby wzięła do ust łyżkę zupy kalafiorowej (którą wcina jej brat i siostra), ona autentycznie ma odruch wymiotny. Wyglada na to, że to ma jakieś głębsze źródło. Ale jakie?

    • Odpowiedz Weronika Lipiec 20, 2017 at 1:33 pm

      A czy pojawiają się u niej inne stereotypowe zachowania? Nie lubi zmian? W jakim jest wieku?

      • Odpowiedz Małgorzata Lipiec 20, 2017 at 9:22 pm

        10 lat. Jest raczej pogodna. Na tle rodzeństwa wyróżnia się większą potrzebą bliskości, przytulania, czułości. Czasami sama inicjuje rozmowy o „wałeczkach” i widzę że martwi się opiętą bluzeczką. Wiem że przynajmniej raz rówieśnicy dokuczali jej z tego powodu. Jak widzi, że się martwię, to żeby mnie udobruchać szybko prosi o jabłko (jeden z nielicznych owoców, jaki „lubi”) albo nachylając się do lodówki mówi niby to do siebie ale głośno mmmm ten keczup na w sobie tyyyyle pomidorów! W roku szkolnym sporo tańczy i chodzi kilka razy w tygodniu na basen, na piechotę wraca ze szkoły… ale te wakacje to porażka. Szklanka soku z rurką, kredki i blok, sluchawki i hustawka w ogrodzie.

        • Odpowiedz Kras Lipiec 21, 2017 at 10:25 pm

          Gosia, mój młodszy brat taki był. Tylko parę składników jadł. Nie dość że non stop na sterydach, bo astma, to jeszcze absolutnie nie lubił warzyw. Nie zapomnę jak kiedyś zabrałam go nad morze (jestem starsza od brata o prawie 12 lat) i zrobiłam kurczaka z porem i ryżem. Młody kurczaka z ryżem uwielbiał, ale por? Odmówił zjedzenia całej potrawy. Na kolacje mi na odgrzalam – nie zjadł. Dopiero jak dostał następnego dnia na śniadanie to się poddał. Na tych samych wakacjach nauczyłam obu braci jeść owsianke z owocami zamiast kolorowych płatków. Ale oczywiście , jak wracali do rodziców to powrót do starych nawyków. Dopiero jak młody miał jakieś 14 (?) lat i już dobrze gotowal ( gotuje od małego , bo mu nigdy nic nie smakuje a mama odmawia czasem robienia drugiego obiadu dla niego) to zaczął eksperymentować z innym jedzeniem. Schudl niesamowicie. Myślę, że to wszystko jest w głowie i tak, dużo zależy od dorosłych, ale dzieci też już swój rozum mają.

          • Małgorzata Lipiec 26, 2017 at 7:02 am

            Dziękuję za odpowiedź
            Przykład Twojego brata mnie podniósł na duchu. Gdy w domu nie ma słodyczy i kolorowych płatków, ale jest por i owsianka to w końcu dziecko zje pora i owsiankę. Spróbuję jeszcze raz (setny raz) porozmawiać z babcią (moją mamą) i mężem.

    • Odpowiedz mała Lipiec 22, 2017 at 1:15 pm

      Odruch wymiotny przy łyżce zupy z warzywami może być spowodowany tym, że jest wręcz święcie przekonana, że to jest niedobre, nie posmakuje jej i nie lubi tego. Przynajmniej ja tak miałam, kiedy byłam w jej wieku. To siedzi u niej w głowie.

    • Odpowiedz Pączuś Lipiec 22, 2017 at 5:02 pm

      Jak można karmić dziecko kalafiorem. Biedactwo 🙁 Daj mu brokuła albo szpinak, a nie kalafiora który wygląda jak wymioty, nieważne jak się go poda! Sam mam kalafiorową traumę 🙂

    • Odpowiedz rebelka Lipiec 24, 2017 at 8:45 am

      Źródło jest takie że całe życie nie miała tego w ustach i nie jest z tym smakiem zaprzyjaźniona, wręcz na tle pizzy i coli w jej kubkach smakowych kalafior sprawia wrażenie czegoś co trzeba zwymitować bo jest niejadalne/popsute/obrzydliwe/niezjadalne/trujące/nieznaneizłe.

  • Odpowiedz Olga Lipiec 20, 2017 at 7:28 am

    Bardzo fajny tekst. Nie mam grubych dzieci na szczęście, ale od kiedy mój syn poszedł do szkoły zaczęły się problemy z jedzeniem. Często słyszę od niego, że inne dzieci mają, a on nie. No i oczywiście szykuję mu do szkoły kanapkę, owoce, ale i tak często nie zjada. „Dokarmiają” go koledzy, którzy przynoszą słodkości i pieniądze do sklepiku. Oczywiście trzeba panować nad tym co się daje dzieciom do jedzenia, ale niestety moje, pomimo tego, że nie mają najgorszych wzorców jedzeniowych, i tak rzucają się na to co nie jest najzdrowsze. Czasem mi się wydaje, że w myśl zasady, że jak w domu nie zjedzą to przynajmniej poza domem jak mama nie widzi. Mój syn nie chce zapraszać kolegów do domu, bo wie, że jak on pójdzie do kogoś to będzie miał luz grania na XBoxie i do tego mnóstwo przekąsek…

  • Odpowiedz Su Lipiec 20, 2017 at 7:45 am

    Fajnie wszystko napisałaś. Szkoda tylko, że ten tekst przeczytają osoby, które nie maja tego problemu, raczej starają się zdrowo odżywiać, dbają o to, co jedzą ich dzieci.

    Natomiast te osoby, które powinny to przeczytać, nie trafią tu, one spędzają czas uprawiając warzywa 😉 na farmviliage (czy jakoś tak) na facebooku, lub dla sportu grają w kulki na telefonie 😉 A więc widzisz – hodują warzywa, „uprawiają sport” … zamiast czas poświęcić na zrobienie dziecku obiadu.

    Taka anegdota jeszcze, mieszkałam kilka lat w Irlandii (przytyłam mimo fizycznej pracy 15 kg.., z wyjściowej wagi 55 więc tragedii nie było a po powrocie zeszło „samo”, wystarczyło inne jedzenie, choć tam też gotowaliśmy, nie jedliśmy gotowców, może częściej na mieście niż w Polsce to robimy ale jednak przetworzone to wszystko było) . Pamiętam jak kolega irlandczyk dziwił się jak wyszedł temat jedzenia, dziwił się temu, że u nas w domu (jak się mieszkało jeszcze z rodzicami) matki gotowały. On – wtedy około 21 letni chłopak (10 lat temu to było) powiedział, że nie pamięta, żeby KIEDYKOLWIEK jego matka coś ugotowała w domu. To było nie do uwierzenia, byłam w szoku. Chłopak co prawda nie był akurat gruby ale był niezdrowo blady i „szczurowaty” w sensie żylasty taki…

    drugi obrazek, równie szokujący: babcia albo starsza matka z dzieckiem w wózku przemierza alejki Primarku (tam pracowałam) dziecko takie że gibie się siedząc w wózku – więc jeszcze pewnie nie siedziało.. ile mogło mieć 6 miesięcy? I ta „opiekunka” odkręca butle z cumlem i wlewa do niej sprita, a potem podaje dziecku :O :O :O

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 8:57 pm

      tekst ma ponad 300 udostępnień – może przeczytają 🙂

  • Odpowiedz Wiosna Lipiec 20, 2017 at 8:08 am

    Swietny post, dobrze, ze poruszasz ten temat. Otyle dzieci to otyli dorosli, w 80% przypadkow. Nadwaga to patologia, w Paryzu gdzie mieszkam, mozna poznac status socjalny rodzicow po tuszy dziecka – serio, wsrod klasy sredniej i wyzszej prawie nie ma grubych dzieci, najczesciej otyle sa te z biedniejszych rodzin, te wlasnie, co to dostaja kase na przekaski i widac je a to z lodem, a to z czipsami itd. Normaklnie dzieci maja prawo do slodkiego podwieczorku i tyle, nie ma przekasaek do podjadania caly dzien, a do picia woda, wlasnie, tak jak napisalas.Do tego sporo sportu, ograniczony czas przed ekranem-kazdym.
    Nie mozna przyzwyczajac niemowlaka do slodkiego i oczekiwac, ze jako kulkulatek bedzie lubil „bezsmakowa” wode. Dzieci trzeba edukowac, a nie hodowac, to odpowiedzialnosc za czyjes zycie, zdrowie i dobre nawyki.

  • Odpowiedz Kate Lipiec 20, 2017 at 8:10 am

    I to się nazywa konkretny post, bez owijania w bawełnę! Obawiam się jednak, ze przeczytają go głownie ludzie swiadomi, bo reszcie ( w domysle rodzicom otyłych dzieci ) jest wszystko jedno…

  • Odpowiedz Michał Lipiec 20, 2017 at 8:48 am

    Masz rację, że dzieci w polsce są coraz bardziej otyłe i jest to zdecydowanie wina ich wygodnych rodziców, którym nie chce się gotować normalnego jedzenia. Jedna tylko rzecz zwróciła moją uwagę: „Nie wiemy, że aspartan powoduje raka mózgu i nerek.” Bardzo odważne stwierdzenie, tymbardziej, że nauka twierdzi zupełnie co innego. W przeglądzie wszystkich badań aspartamu opublikowanym w pubmedzie pada stwierdzenie „The studies provide no evidence to support an association between aspartame and cancer in any tissue. The weight of existing evidence is that aspartame is safe at current levels of consumption as a nonnutritive sweetener.” Badania nie dostarczają żadnych dowodów na związek aspartamu z nowotworem w jakiejkolwiek tkance.
    Nie twierdzę, że aspartam jest zdrowy i dzieci powinny go przyjmować, bo może on mieć, tak jak każda inna substancja, inne negatywne skutki przy zbyt dużym spożyciu, ale twierdzenie, że powoduje raka, w świetle dzisiejszej nauki, nie jest prawdą.

    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed?Db=pubmed&Cmd=ShowDetailView&TermToSearch=17828671&ordinalpos=1&itool=EntrezSystem2.PEntrez.Pubmed.Pubmed_ResultsPanel.Pubmed_RVDocSum

    • Odpowiedz Magda Lipiec 20, 2017 at 11:06 am

      Hm.Z tekstem mozna sie zgodzic do pewnego stopnia.Problemy z nadwaga/zywienie/otylosc itp. to rzeczy ktorymi zajmuje sie zawodowo i chcialabym zaznaczyc,ze jednak musimy zwrocic uwage na psychologiczny aspekt wazystkiego.Niestety nie wszystko jest czarne albo biale.Wiele osob je zle,bo najzwyczajniej nie ma pojecia co to zdrowe zywienie-nikt ich tego nigdy nie nauczyl.W wielu domach /rodzinach/kulturach nadwaga nie jest postrzegana jako cos negatywnego,wrecz przeciwnie.Do tego dochodza wszystkie inne aspekty – nawyki/jedzenie emocjonalne. I jakkolwiek bycie otylym jest i bedzie niezdrowe,tak dla wiekszosci osob nie jest to kwestia ‚nie wiem,naucze sie ,zalatwione’.Moze w takim razie edukujmy te osoby? Rodzicow,dziadkow? Co da napisanie artykuly na blogu procz wylania wlasnej frustracji na dany temat?Moze warto wyjsc z inicjatywa?
      Poza tym uwazam,ze wykorzystywanie zdjec dzieci w artykule bez zgody rodzicow(moze sie myle?)jest nie na miejscu.Ja nie chcialabym znajdowac zdjec mojego dziecka w sieci.Nawet bez tych bez glowy.

      Pozdrawiam

      • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 20, 2017 at 12:19 pm

        bardzo mnie Twój komentarz poruszyl, no masz rację i pokazałaś mi zupełnie inna perspektywę. masz rację nie sztuka jest napisać emocjonalny wpis, trzeba wziąć odpowiedzialność i poprzeć to działaniem. dziękuję 😉

        • Odpowiedz Agata Lipiec 20, 2017 at 1:18 pm

          Mam w rodzinie zastępczej bardzo otyłego chłopca (9 lat, 152 cm, 75 kg). Jest w ciągłym ruchu, z roweru nie schodzi, przed komputerem czy telewizorem nie usiedzi. Przez pierwszych 5 lat życia dojadał w śmietnikach. Je kompulsywnie, długo byl na psychotropach. Ja też jestem otyła i przyczyną nie jest ani dieta ani brak ruchu. Wiem, że to marginalny przypadek. Ale bardzo się staramy z otyłością walczyć. Nic nie jest czarno białe.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 8:59 pm

      Oczywiście, że pada takie stwierdzenie, bo rozchodzi się o dużą kasę wśród koncernów. Nikt nie pamięta już o tym, że w latach 70 zakazano jego całkowitego stosowania. Wiesz, to nawet nie jest kwestia doszukiwania się badań i tego czy szkodzi czy nie. Moje dzieci też go zjadają w słodyczach. Tu chodzi o talerz ciepłej zupy codziennie na stole. Najzwyklejszej kartoflanki.

  • Odpowiedz Gosia Lipiec 20, 2017 at 8:55 am

    Bardzo potrzebny post. Może nie powinnam się wypowiadać bo nie mam dzieci ale sama od wielu lat zmagam się z nadprogramowymi kg. I zawsze to był problem. Zawsze w jakiejkolwiek grupie się znalazłam znalazła się osoba, która musiała mi zrobić przytyk. Kiedy w końcu wzięłam się jako osoba dorosła za swoją wagę okazało się, że muszę zmierzyć się z niedoczynnością tarczycy. Na szczęście zaparłam się na tyle, że waga ruszyła w dół. I tutaj przestawiłam siebie i partnera na zdrowsze odżywianie. Staramy się unikać produktów bardzo przetworzonych, słodkich gazowanych napojów, smażony potraw. I co? Da się. Trzeba się inaczej zorganizować ale wiem, że wszystko jest możliwe. Robię to ze względu na moje zdrowie i przyszłość w zdrowiu z moim narzeczonym.
    Niestety nie wszyscy podchodzą do odżywiania jako stylu życia. Już nie daję rady wysłuchiwać, że ‚byłam szczupła przed ciążami ale waga została po trzecim dziecku’. Nie mogę patrzeć na zapychanie buzi dzieciom na zakupach chipsami byle by się przymknęły. Nie chce mi się wierzyć jak ktoś kupuje dzieciom wodę truskawkową bo była w promocji i przecież 4 zgrzewki się nie zmarnują. Nie rozumiem wyjaśnień jak na noc są podawane dziecku Bake Rollsy bo zgłodniał a to tylko chleb przecież…

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:00 pm

      brawo <3

  • Odpowiedz Cyr4x Lipiec 20, 2017 at 9:21 am

    To nie do końca jest tak, że dzieci wolą laptop od przebywania na zewnątrz. Ja w wieku 6 lat już sam siedziałem na zewnątrz koło bloku, bez rodziców, tylko z kolegami i nawet rowerem. Dziś wypuszczenie tak dziecka samego, bez opieki, to zbrodnia i może nawet problemy z opieką społeczną. Poza tym za dużo rodziców trzyma dzieci pod kloszem, chucha i dmucha. Dziecko nie ma możliwości zrobić czegoś samemu, uczyć się na błędach.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 20, 2017 at 9:48 am

      zgadzam się w 100 %

  • Odpowiedz Agnieszka Lipiec 20, 2017 at 11:41 am

    Coś w tym jest, że w mieście jest trudniej, bo jest więcej pokus. Mieszkamy na wsi, wczoraj okazało się, że zabrakło makaronu, nie chciało mi się przebierać wywlekać samochodu i jechać do sklepu po makaron. Malakser zagniótł go, przesuszyłam ciasto, pokroiłam i za 40 minut jedliśmy rosół z własnym makaronem. Nie mamy na codzień lodziarni, cukierni, maków i innych udogodnień. Drożdżówki z jagodami zagniatam i dopiero za 3 h są gotowe. Trochę jest trudniej bo tak chcę, bo mam jeszcze w pamięci zupę mleczną z lanymi kluskami robioną przez mamę i kanapki z razowcem na śniadanie. Latem najczęściej chleb z pomidorem i nie dlatego, że wędliny nie było, u nas była, tylko latem nie było lepszego jedzenia jak chleb z masłem i pomidorem. Moje dzieci kochają chleb ze smalcem i cebulą a do tego ogórek małosolny i są szczupłe. Niestety na wszelkich wczasach, wyjazdach przejadamy się. Ostatnio byliśmy w Nałęczowie i jak pomyślałam o tym ile zjedliśmy z Januszem przez jedno popołudnie, doszłam do wniosku, że porcja kalorii, którą tam pochłonęłam, to w warunkach domowych dwa dni jedzenia. Myślę, że trudno będzie zmienić te nawyki, zwłaszcza, że wiele osób ma w głowie wieczne braki młodości i chce by ich dzieciom niczego nie brakowało, a widząc inne otyłe dzieci nie mają takich wyrzutów sumienia. Na moich zdjęciach ze szkoły nie ma otyłego dziecka, na zdjęciach jednego z moich synów tylko on i jedna koleżanka są szczupli, inni może nie otyli, ale z widoczną nadwagą.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:03 pm

      Agnieszka niestety, ale jesteś wyjątkiem. To właśnie na wsi i w maleńkich miasteczkach spotykam najwięcej otyłych dzieciaków.

      • Odpowiedz M Lipiec 23, 2017 at 2:56 pm

        Wyobrażam to sobie. Bo kupuje się na zapas, na dłuższy czas, a że schodzi szybciej niż powinno to już trudno.No i telewizja, komputer, internet smartfon na wsi są, ale basen już niekoniecznie.

        • Odpowiedz M Lipiec 23, 2017 at 3:09 pm

          No i sport na wsi często jest wydziwianiem. Jak pojechaliśmy do babci mojego męża pociągiem z rowerami, a potem do jej wsi dojechaliśmy jakieś 30 km rowerem, to babcia i jej wszystkie koleżanki przeżywały, zastanawiały się, po co, że mógł nas wujek odebrać samochodem, że jak ja dałam radę tyle kilometrów przejechać. Z wujkiem to jeszcze inna historia, pracuje umysłowo, dorabia trochę na wsi fizycznie, ale mało. Jak chodził biegać to się wszyscy w głowę stukali, po co tak bez celu jak jakiś pajac biegać.

  • Odpowiedz Kaśka Lipiec 20, 2017 at 12:00 pm

    Często jest tak,że rodzice czy dziadkowie składów nie czytają lub ich nie rozumieją i uznaja ze jak cos jest dla dzieci to musi być zdroqe i przebadane. Nic bardziej mylnego. Często serek dla dzieci ma dużo gorszy sklad niz nawet tańszy ale mniej znanej marki. Moim zdanien powinno być zakazane z produktach kierowabych do dzieci walenia całego tego świnstwa i umieszczania na nich postaci z vajek by dziecko je bardziej chciało. A woda”smakowa” to juz chwyt pobizej pasa takich chwytów powinni zakazać i nakładać gigabtyczne kary by producentom sie odwchcialo ich stosować.

  • Odpowiedz agata Lipiec 20, 2017 at 12:23 pm

    Córka znajomej chodzi do gimnazjum. Teraz to grube dzieci wyśmiewają się z chudych, nie odwrotnie. Młoda przychodzi po szkole i płacze do mamy, że koleżanki (które w wieku 13-14 lat wyglądają już mocno dorośle – spore piersi, okrągłe biodra) śmieją się z niej, że jest za chuda.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:04 pm

      Jestem tym przerażona 🙁

  • Odpowiedz Zaneta Lipiec 20, 2017 at 12:35 pm

    Tak apropo zdrowego żywienia dzieci polecam książkę dra J. Furhmana zdrowe dzieci naprawdę otwiera oczy na to jak wazne jest wartościowe jedzenie w kontekście zapobiegania wszelkim chorobom poczawszy od alergii skończywszy na nowotworach

  • Odpowiedz Agnieszka Lipiec 20, 2017 at 12:40 pm

    W jakieś święta ostatnio, w domu mojego teścia, jego żony i 8-letniego (tak, młodszego o 25 lat od swojego brata, mojego męża) syna. On nie lubi jeść, nie sprawia mu to przyjemności i tak jest od zawsze. Cały wieczór słyszał ciągle od matki „weź to”, „weź tamto”, „musisz to zjeść, bo nie odejdziesz od stołu”, „oddam ci telefon, jak zjesz trochę ziemniaków” – itd. Drugi dzieciak obecny na tej imprezie, w takim samym wieku, gruby jak mały wieprzek, ciągle sięgał po coś ze stołu. I to jak! Brał normalnie w łapę kotleta ze stołu i szedł się dalej bawić, po pół godziny wracał po kiełbasę, a w międzyczasie wdupiał żelki. Kiedy jego część rodzinki zbierała się do wyjścia, wszyscy gotowi, ubrani, pa i było miło, młody podszedł jeszcze do stołu i wziął sobie kawał mięcha na drogę. To ile ten dzieciak zjadł przez całą imprezę, byłoby dla mnie posiłkiem na trzy dni i nie przesadzam. To ile wmłucił kalorii mnie wystarczyłoby na trzy doby funkcjonowania.

  • Odpowiedz Bety Lipiec 20, 2017 at 3:28 pm

    Jestem wychowawca w przedszkolu, chyba wydrukuje ten tekst i rozdam rodzicom. Moich przedszkolakow.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:05 pm

      Specjalnie dla nich usunęłam kilka przekleństw 🙂

  • Odpowiedz Bety Lipiec 20, 2017 at 3:52 pm

    Jestem wychowawca w przedszkolu, chyba wydrukuje ten tekst i rozdam rodzicom. Moich przedszkolakow. Moze. Cos zrozumieja. Osobiscie
    Mam dwojke dzieci – nie choruja nigdy nie braly antybiotykow, pracuje, uprawiam warzywa i gotuje tak jak moja mama i babcia. Dzisiaj na obiad mloda kapustka, fasolka i ciasto porzeczkami i agrestem. Pozdrawiam trucicieli swoich dzieci : opamietajcie sie!

  • Odpowiedz Justyna Lipiec 20, 2017 at 4:30 pm

    nie wiem dokladnie jak wyglada problem w Polsce, ale wypisz wymaluj problem w Stanach. czipsy, cukierki, czekoladki, ‚zdrowe’ batony naladowane cukrem. tzw. zdrowe zarcie atakuje z kazdej strony. co jedno to lepsze. a najlepszym wyjsciem jest gotowanie w domu, restauracja od wielkiego dzwonu i zero podjadania, czyli tzw. snacks. zadne z moich dzieci problemu z waga nie maja – syn jest po prostu szczuply, Emma na polkoloni nie ma czasu na jedzenie, wieczorem nadrabia obiadem. ale caly dzien na camp jest w ruchu. tam zadne dziecko nosa w iPadzie nie ma… ale mam kolezanke, dziewczyne z ktora kiedys pracowalam. oboje z mezem sa otyli, dwoje dzieci, w tym dziewczynka – maja nadwage. duza nadwage. i kiedy widze ich zdjecia na FB i komentarze, jak super corka wyglada, to mam ochote krzyczec!!! robia z niej kaleke. juz jest szersza niz matka, a jest dopiero w 7 klasie… i jest faktycznie piekna. i gruba!

  • Odpowiedz Natalijka Lipiec 20, 2017 at 5:37 pm

    Mam podobne obserwacje, jako rodzic i jako nauczycielka. Moje dzieci są już w wieku szkolnym, ja pracuję ale mimo to mam kontrolę nad tym co dzieci jedza wbrew komentarzowi powyżej. Gotuję zdrowe obiady, daję zdrowe drugie śniadania, a przede wszystkim skutkuje tu solidny trening dzieci zanim wejdą w trudny wiek presji rówiesników. Jak w domu mają kładzione do głowy czym są czipsy, żelki i inne paskudztwa, a zamiast tego mają zawsze całą gamę pyszności, to nie kupują byle czego w sklepiku. No i jak za dawnych czasów spędzają mnóstwo czasu na dworze- mieszkam na osiedlu, tu wszystkie dzieci ganiają po placach, jeżdżą na rowerach i nie mam z tym problemu. Całą rodziną też w wolnych chwilach uprawiamy sport, jemy zdrowo i to naprawde procentuje. Natomiast zgodzę się, że w dużej mierze to brak informacji, brak wiedzy jest problemem i dobrze byłoby coś zrobić aby zwiększyć do niej dostęp.

  • Odpowiedz Justyna Lipiec 20, 2017 at 6:17 pm

    Nie uwierzycie, ale ja miałam problemy w szkole a nawet nasłano na mnie opiekę społeczną!!! Powód – głodzenie dziecka 😀 Faktem jest, że moje dziecko jest bardzo szczupłe ale wynika to z jego metabolizmu. Zawsze dbałam o odpowiednią dietę dziecka, walczyłam z dziadkami, ciociami i znajomymi i obcymi do czasu aż młody poszedł do szkoły. Był wyrzutkiem w klasie bo jako jedyny miał do jedzenia kanapki i wodę, nie miał tableta, psp, telefonu itp. Oczywiście , że jadł słodycze w szkole od kolegów i koleżanek. Na zebraniu wychowawczyni powiedziała, że niepokoi ją zachowanie mojego syna i zapytała czy my mu wogóle nie dajemy słodyczy? i że to nienormalne, dziecko musi jeść słodycze 🙂 Dajemy w rozsądnych ilościach jako podwieczorek a nie drugie śniadanie. Później zaczeła się awantura o to, że syn robi sobie sam kanapki do szkoły 8 lat!! i to jest zaniedbanie z mojej strony 😀 Czepiali się mnie i mojego syna o wszystko bo ja interweniowałam w różnych sprawach, czasami nawet u dyrektora. Efekt? Syn miał w szkole łatkę odmieńca, który ma nawiedzoną matkę. Tragedia to co się dzieję w polskich szkołach to jest masakra. Dzieci jedzą na śniadanie chipsy, co przerwę kupują w sklepikach słodkie bułki, lody itp do tego nie mają ruchu bo szkoła zaryglowana na przerwach nie wolno wyjść na boisko, o tym ,żeby wychowawca wyszedł z klasą nie ma mowy. Teraz mieszkam w Holandii i odetchnęłam z ulgą, w szkole jest zakaz przynoszenia słodyczy, chipsów itd, dzieci dostają w szkole wodę w bidonach, nie wolno przynosić tabletów, gier itp nie ma sklepików, dzieciaki na każdej przerwie grają w piłkę na boisku. Poza szkołą też jest inaczej na boiskach jest pełno dzieciaków, na rowerach, czasami grają na ulicach jak boisko jest zajęte i to wszystko bez żadnego nadzoru, w Polsce gdybym pozwoliła wyjść dziecku samemu na boisko, znów musiałabym się tłumaczyć przed mopsem.

  • Odpowiedz Ja Lipiec 20, 2017 at 6:47 pm

    Najgorsze jest ‚oj tam, oj tam’ z ust pediatry z ponad trzydziestoletnim stażem.
    Najgorsze jest, że ludzie Jej ufają i wierzą, a potem dają sobie jeszcze większe prawo do karmienia dzieci syfem.
    Ostatnio usłyszałam, że otręby powodują raka jelit…bo robią ranki w jelitach przez to, że mają dużo błonnika. A to wszystko z ust pediatry właśnie.
    Szok.

    • Odpowiedz Paulina Lipiec 20, 2017 at 8:03 pm

      Trzeba zmienić pediatrę 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:06 pm

      Pediatra, dziadkowie, ciotki, przyjaciółki – jest cały sztab ludzi, którzy wiedzą lepiej 🙁

  • Odpowiedz Vegeta Lipiec 20, 2017 at 7:09 pm

    Bardzo ciekawy blog, przypominający nam, zabieganym na co dzień ludziom o smutnej prawdzie na temat, sorry za słowo, ‚gó…na’, jakie codziennie spożywamy. Dokładnie tak właśnie jest i tak śmiało można nazwać te pseudoprodukty z marketu. Jemy gó…o. Po części winna tu jest Unia Europejska, która to gó…o promuje, narzucając limity na rolników. Dzięki tym limitom cena 200 g kosteczki prawdziwego masła przekracza już 6 zł, a ponoć ma być jeszcze drożej. Zwyczajnie brakuje masełka na rynku, bo rzucili się na nie np. Niemcy czy Amerykanie. Więc co ma zrobić przeciętny Polak, zarabiający również gó…o? Rozejrzy się po półce, gdzie obok prawdziwego masła ze śmietanki leży jakiś miks za 1,99 zł. I wybierze miks, wszak nawet łatwiej to rozsmarowywać niż twarde masło. Skład tego miksu z etykiety jest jeszcze ciekawszy i bogatszy. Podobnie z niby-kiełbasą i parówkami za 3,99 wypchanymi MOMem i konserwantami, chlebem z ciasta mrożonego przez rok i smakującym jak stare skarpetki, napojami o smaku szczochów doprawionych cukrem, mięsem na rosół maczanym w KMnO4, by uzyskać krwistą barwę oraz chowanym na sterydach, by krówka czy świnka szybciej rosła, warzywami i owocami pryskanymi najgorszym świństwem, byle by tylko były wielkie i błyszczące, jajkami z masą cholesterolu od „wesołej” kurki z niby „wolnego wybiegu” – w klatce pół metra na pół metra (bo producent wbił sobie zamiast „3”, dwójkę, by lepiej schodziły, wszak kto mu zabroni)… I tak można wymieniać. A potem na skórze pojawiają się jakieś dziwne narośla i wypryski, ludzie chorują na nowotwory, niemowlaki dostają atopowego zapalenia skóry i mają alergię na wszystko, a brzuchy Polaków i Polek coraz większe, bo sterydy, na których hodowano świnki i krówki, jakoś nie chciały się rozpaść nawet podczas smażenia na patelni. Widać to zwłaszcza teraz, latem, kobiety nawet już się z tymi wielkimi brzuchami nie kryją, tylko coraz bardziej je eksponują, wciskając się w leginsy i ciuchy rozmiaru XS. Dzieci w wieku przedszkolnym od sąsiadów wyglądają jak ten słynny ludzik Michelin reklamujący francuskie opony. Czyja to jest wina? Polaków, że mało zarabiają i kupują najtańsze badziewie? Koncernów, które chcą jak najbardziej zbić cenę i jednocześnie najwięcej zarobić, więc pakują do parówek i sera coraz gorsze świństwa? Unii Europejskiej i rządu, że promują jedzenie badziewia, zaś producentów zdrowej żywności obarczają coraz większymi podatkami, przez co dobre warzywa, jajka i mięso kosztują fortunę? W sumie to jeśli ktoś chce dziś dobrze i zdrowo zjeść, to albo musi posiadać furę pieniędzy, albo własne gospodarstwo z własnymi krowami, kurami, szklarnią, grządkami i młynem oraz piecem do chleba. Plus oczywiście całą masę wolnego czasu. Pozdrawiam.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:08 pm

      Zgadzam się z Tobą, serio. Jednak nie umiem i nie chcę żyć na codzień otaczając się 100 % organiczną żywnością, o którą z resztą i tak trudno. To nie o to chodzi. Chodzi o to, by wybierać mądrze. By wybierać mniejsze zło. Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Natasza Lipiec 20, 2017 at 7:57 pm

    ten rynsztokowy język mnie przeraża.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:10 pm

      To smutne, że akurat to Cię przeraża. Mnie przerażają druzgocące badania pokazujące, że otyłość u dzieci jest coraz większa. Przeraża mnie ignorancja. Przeraża mnie znieczulica. Przeraża mnie brak perspektyw na zdrowe życie u 120 kilogramowego 10 latka. To mnie przeraża.

  • Odpowiedz Sławka Lipiec 20, 2017 at 8:27 pm

    Noo Kochana pojechałaś grubo. Twojego bloga kocham miłością niezmienną, jednak pierwszy raz nie do końca się z Tobą zgadzam. Owszem trzeba zwracać uwagę na to, co się je, jednak nie można wrzucać wszyskich otyłych do jednego worka. I zgodzę się z wypowiedzią jednej dziewczyny powyżej.
    Ja sama dopóki nie pracowałam , wszystko sama ogarniałam, nad wszystkim miałam kontrolę. Jednak kiedy musiałam wrócić do pracy to się zmieniło. Pracuje po 12H na zmiany dzienne lub nocne. Grafik bez żadnego logicznego wytłumaczenia, plus taki, ze kiedy potrzebuję mam wolne. W ciągu miesiąca nierzadko przepracowuję 150% normy. Mam tylko jeden weekend w miesiącu wolny no i pracuję non-stop cały rok, czyli wszystkie święta, sylwestry, długie weekendy, majówki w pracy. Mąż pracuje po 8H, ale również na zmiany. Ciagle się mijamy. Nasza Mała ok.15 dni w m-cu nocuje u teściów, bo inaczej nie dalibyśmy rady. Kiedy już jesteśmy razem to serio jest Święto, ale wtedy oboje padamy na pysk i ostatnia rzeczą o której myślę to gotowanie. Wolnych chwil tylko dla siebie praktycznie nie mamy, bo z kim zostawić Małą, skoro i tak przez znaczną część czasu wykorzystujemy dziadków.
    Nie jesteśmy otyli, mieścimy się w górnych granicach siatki centylowej, jednak nasz jadłospis mocno ostatnio ucierpiał, ale powiedz mi kuźwa kiedy mam myśleć o zdrowym jedzeniu??? Pozdrawiam

    • Odpowiedz Aga Lipiec 22, 2017 at 4:46 pm

      Nie myśl, tylko kupuj zdrowe a nie zamawiaj pizzy!!! Od momentu napełniania koszyka w sklepie decydujesz co je Twoja rodzina. Warzywa i owoce praktycznie wystarczy umyć, polać oliwą, zrobić sałatkę i można jeść. Zupę warzywną nawet z mrożonki gotuje się 15 min z ryżem basmati i oliwą i to lepsze, niż jakieś fast foodowe gówno, na które i tak musisz czekać. Dla mnie takie myślenie i tłumaczenie jest po prostu słabe. Jest masa osób, które mają podobną sytuację. Nie trzeba spędzać godzin w kuchni, żeby zdrowo i smacznie jeść. To wysokoprzetworzone jedzenie jest czasochłonne w przygotowaniu a nie zdrowe i naturalne posiłki.

      • Odpowiedz Sławka Lipiec 23, 2017 at 8:31 am

        Czy ja napisałam, ze zamawiam pizzę ??? NIE!!! Fastfoodow nienawidzę! Napisałam, że z powodu braku czasu straciłam kontrolę nad tym jak i kiedy jemy, co ma duży wpływ na jakość jedzenia! Czytanie bez zrozumienia i ocenianie innych to dopiero jest słabe! A pod hasłem zdrowa żywność rozumiem coś więcej jak zupa z mrożonek

      • Odpowiedz Figula Lipiec 28, 2017 at 3:35 pm

        Nie rozumiem tego wciskania pizzy do pulu niezdrowego jedzenia,bo co w niej takiego okropnego, jeśli nie spożywa się jej z dodatkiem kilograma sosu czosnkowego (który zrobiony w domu wcale niemusi być niezdrowy). Czesto robie sama pizze od podstaw. Ciasto to tylko mąka, woda drożdże i odrobina soli. Na górę daję sos z przecieru pomidorowego, papryke cebulę, pieczarki, brokuł, kukurydzę lub ananas, ser żółty (przeglądam składy) i jak mam to jakieś mięso, które w zasadzie rzadko spożywam (zwykle mielone, lub pierś z kurczaka, jednak lekko podsmażam w małej ilosci tłuszczu, bo za dużo wody puszczają). A później tylko pieczenie… co w tym takiego niezdrowego? No fakt, sera dużo lubię, ale bez przesady… No i ciasto z białej mąki, ale drożdżowe, więc są jakieś witaminy z grupy B, a cukry w dużym stopniu zmienione w alkohol z ich zasługą. Jest dużo warzyw. Większość poddana samemu pieczeniu, nie smażeniu… Moim zdaniem jeść nie umierać. Zresztą ciężko zrobić pizze mega niezdrową. Myślę, że jedynym problemem w pizzach z pizzeri są sosy z tłustego majonezu i z pewnością z dodatkiem cukru.

  • Odpowiedz Ania Lipiec 20, 2017 at 8:46 pm

    Gdy byłam mała mama codziennie ze sklepu przynosiła mi i rodzeństwu chipsy, słodkie jogurty albo batoniki. Codziennie. W weekendy piekła drożdżowe ciasto. Nie byłam gruba. Szybko rosłam i wszystkie kostki śmiało szło policzyć. W gimnazjum zaczęłam się zmieniać. Tu coś wystawało, tam coś… zaczęłam się wstydzić siebie. Skąd mogłam wiedzieć co się ze mną dzieje? Wyzywali mnie, że utyłam, że boczki, ale przecież jadłam tak samo! Dziś mam 25 lat, wielkie uda, boczki, oponki. Mam nadwagę, niby lekką. Jestem uzależniona od słodyczy. Potrafię nie jeść miesiąc czy dwa by rzucić sie na nie ze zdwojoną siłą i nie umiem inaczej! To zajmuje moje myśli, sny, wszystko. Mam 3 latkę. Z przykrych powodów mieszkamy same z dziadkami. Choć mówię, żeby jej nie czestowali słodyczami non stop i tak jej dają, w tajemnicy. To chore jak ci ludzie są zaprogramowani, nie ogarniam.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:12 pm

      Aniu walcz – to jest Twoje dziecko!

  • Odpowiedz Magda Lipiec 20, 2017 at 9:26 pm

    U mnie w domu tez jest ten problem. Mam 17 lat i dopiero niedawno zabralam się za siebie (schudlam juz 7kg). Ze mna od zawsze był problem z jedzeniem, zwłaszcza słodyczy. Potrafilam kupić sobie krówki i wpieprzyc je sama. Doszło nawet do tego, ze jadlam cukier puder, bo nic innego nie było (i nie, nic do mnie nie trafiało, uparta byłam i jestem). Ale teraz jak patrzę na 13-letniego brata, który je tylko kromki z serem (po 3-5 na jedno posiedzenie), mleko z płatkami i pomidorowa (po innym daniach ma odruchy wymiotne) to Az mi się słabo robi. Rodzice walczą, ale nic nie potrafią mu wbić do głowy
    P.S. nie jest otyły, ale za kilka lat będzie źle
    P.S. ale się rozpisalam 😀 to dlatego, ze nw co robić,a nie chce brata na straty spisać, bo spoko gość z niego xD

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:13 pm

      Magda powodzenia Dziewczyno <3

  • Odpowiedz daria Lipiec 20, 2017 at 9:53 pm

    Siostra mojego męża ma 5,5 letnią córkę. Mała waży 31kg. Jest gruba, nieusluchana, rozkapryszona. Mleczną kanapkę popija colą, którą polewa jej mamusia. Jak nie chce jeść obiadu, to słyszy „zjedz chociaż ciastko, bo będziesz głodna”. Mała bardzo mnie lubi i we wszystkim naśladuje. Raz piłam wodę ze szklanki, ona na to, że też chce pić i też mam jej dac wodę. Nalalam, zaczęła normalnie pić, nagle wchodzi tesciowa :”ojej, dziecko, a co ty czystą wodę pijesz?! Ojej, chodź, babcia da soczku, tu masz swoją truskawkowa wodę, a może chcesz kompocik??” i tę wodę jej zabrała.. Mój synek ma roczek i słodyczy ani sztucznych rzeczy nie dostaje, czego oczywiście teściowa i szwagierka nie są w stanie pojąć. Za każdym razem, gdy u nich jesteśmy, próbują mu wcisnąć a to serniczek, a to lubisia, a to kupne fryteczki. Szlag mnie trafia. Hitem była sytuacja, gdy synek jeszcze nie miał nawet roczku. Szwagierka: „chodź, ciocia da pączka” i zerka, jaka będzie moja reakcja. Udalam, że nie słyszę, po chwili znów to samo, więc mówię, że on nie je takich rzeczy. „Ale to są swojskie, naturalne pączki! Bardzo dobre!”. Aha, dla niemowlaka na pewno. Dodam, że już 14 miesiąc karmię piersią i oczywiście za każdym razem szwagierka musi komentować, że to za długo, kiedy mam zamiar odstawić, zostaw cyca, cycek be. Dla takich osób szkoda nerwów, ja już nawet nie wdaje się w dyskusje, bo do niej nic nie dociera, pasie ta swoja biedna córkę przy aprobacie teściowej, a to ja jestem tą dziwna i zła, bo dziecku nie daje słodkiego…

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:14 pm

      To jest obraz połowy naszego społeczeństwa. Nie daj się, to Twoje dziecko <3

  • Odpowiedz Marcia Lipiec 20, 2017 at 10:08 pm

    Zupełnie się z tym nie zgadzam…ale to tylko moja opinia…nie jemy „Maczka” ani „Kejefsi”…ja pół życia spędziłam na trzepaku i całe życie gruba. Moja walka trwa 43 lata…dzień w dzień walczę…nie ma dnia bez walki, ciężkiej walki…i nie jest to wina rodziców ani dziadków,wszyscy chudzi ja nie…to czyja to wina? Moje dzieci chude jak patyki do 6-go roku życia, po tym czasie jak mamusia…żeby być chudą, muszę być całe życie głodna…nie ma innej opcji, a mimo tego nie jestem chuda…ktoś kto nie był nigdy gruby, z całym szacunkiem, ale nie powinien się niestety wypowiadać na temat czyja wina…niczyja! Każdy je z innego powodu…ale to tylko moja opinia, opinia grubaski która co dzień walczy

    • Odpowiedz Basia Lipiec 21, 2017 at 6:23 am

      Marcia przecież tu ewidentnie chodzi o coś genetycznego. Warto się zbadać i znaleźć przyczynę zamiast ćwiczyć i głodzić się bez efektów.

    • Odpowiedz Aga Lipiec 22, 2017 at 4:35 pm

      To się przebadaj. Ja też myślałam, że będę musiała całe życie się głodzić. Okazało się, że mam Hashimoto, PCO , hiperinsulinizm. Zaczęłam drążyć.temat, leczyć się u dobrego endokrynologa a do tego dieta. Dużo.czytałam, dużo próbowałam i odżywiam się tak, że koszmar głodu i wiecznego myślenia o jedzeniu i liczenie kalorii się skończył. Można robić badania na nietolerancje pokarmowe, mnie nie było stać, więc odstawiłam gluten i nabiał. W.kolejnych latach okazało się, że szkodzi mi soja, kukurydza i ryż a także jaja. Od roku i 4 m-cy jestem na diecie 100% roślinnej wg dr Barnarda ( ale bezglutenowej) i wreszcie mam święty spokój a wyniki badań po raz pierwszy od roku są bez flag. Nie twierdzę, że to dobre dla każdego, ale trzeba szukać swojej drogi i przede wszystkim odstawić to, co najbardziej szkodzi- nabiał (mleko, masło, wszystko co zawiera serwatkę, mleko w proszku etc.) Kazeina jest rakotwórcza i to jest potwierdzony badaniami fakt a ludzie nadal jedzą nabiał i zmagają się z problemami skórnymi, hormonalnymi, otyłością, chorobami autoimmunologicznymi.

  • Odpowiedz Basia Lipiec 21, 2017 at 6:18 am

    Cześć Basiu, tu Basia 🙂
    Bardzo dobry tekst. Trzeba jeszcze dodać, że sport został wymyślony. Kiedyś ludzie go nie uprawiali. Nie było siłowni, aerobików itp. a otyłych tylu nie było. To jest to GMO, które jemy. Gdyby nie to, nie byłoby tylu nietolerancji pokarmowych, które często prowadzą do otyłości poprzez choroby autoimmunologiczne. Moje dziecko się nie rusza. Niestety ma autyzm i ciężko jest go zaktywizować, ale mimo to, jest szczupłe. Nie je sklepowych świństw. Owszem, są słodycze, ale domowe. Tak, jak za naszych czasów, na deser był kompot lub budyń.
    Otyłość dzieci nie jest zasługą jedynie rodziców. Często tymi dziećmi zajmują się dziadkowie. To oni uważają, że przekupienie pepsi nie zaszkodzi. Moja koleżanka walczy z otyłością. Wprowadziła dietę, ale musiała zabrać dzieci od dziadków, bo codziennie była pepsi. Nawet mój miał pomysł żeby jeść przed TV, bo dziadkowie tak robią. Trudno mu było zrozumieć, że tak nie wolno. Ostatnio w sklepie jak kupował sobie wodę, starsza pani ekspedientka była zdegustowana, że nie chciał oferowanej wody smakowej.
    Oboje moi rodzice mają cukrzycę i powinni być na diecie. Nie zamierzają. Do dziadków też trzeba apelować.

    • Odpowiedz Ewa Pewniak Lipiec 31, 2017 at 8:30 am

      Basiu, sport został „wymyślony”, bo przestaliśmy się ruszać, a coraz częściej przesiadujemy przed telewizorami i komputerami które „wymyślono”. Już starożytni i średniowieczni medycy zalecali aktywność sportową (dr Oczko). I nie chodzi o bieganie w maratonach, tylko o regularną umiarkowaną aktywność. Tyle dobroci, ile daje ruch (szczególnie na świeżym powietrzu) nie da nam żadne jedzenie i lekarstwo.

  • Odpowiedz Aleksandra Lipiec 21, 2017 at 7:41 am

    W pewnym sensie mogę sie zgodzić ale to nie jest tak ze 100% dzieci nie miało ruchu w dzieciństwie oraz obiadało sie w maku, Ja naprzykład od najmłodszych lat byłam nauczona zdrowego żywienia, codziennej aktywności fizycznej, moi rodzice są po AWFie więc sportu mi nie brakowało, regularne posiłki, zdrowe przekąski ale co i tak jestem gruba, wszystkie badania mam w porządku żadnej cukrzycy i innych chorób „grubych ludzi”.
    Więc nie.zgadzam sie że to wina moich rodziców ponieważ nie mogli mnie lepiej wychować- żywieniowo.

  • Odpowiedz Katinka Lipiec 21, 2017 at 8:06 am

    „Dalej uważam, że tost z serem albo naleśniki z bitą śmietaną są człowiekowi niezbędne do przetrwania na tym świecie” <3

    Mnie do szału doprowadza widok 2-latka w spacerówce, który wcina frytki i popija to Coca-Colą podtykaną w kubku przez Mamusię … O grubych dzieciach (których, TAK!: jest CORAZ WIĘCEJ!!!) nie wspomnę …

  • Odpowiedz natalia Lipiec 21, 2017 at 8:15 am

    Wspaniały teks, moje dziecko na szczęście ma dopiero 5 mc więc żadnych błędów żywieniowych jak na razie nie popełniłam ale sama jestem otyła ( złe nawyki żywieniowe) zresztą cała moja rodzina jest gruba. Od lat zmagam się z otyłością kliniczną 135 kg. Nie chce takiego życia dla mojego dziecka. Wiem że będzie mi bardzo ciężko bo mój partner je śmieciowe jedzenie i boję się że będzie pozwalał naszej córce na takie jedzenie 🙁 Od Teściowej słyszę że jak będzie starsza to będzie wszystko jadła, jak będzie chciała. Oczywiście zawsze jej mówię że dopóki mam wybór to chce zdrowo ją odżywiać. Dlatego jeszcze raz świetny tekst, mam nadzieje że nie którzy otworzą oczy 😉

  • Odpowiedz Sylwije Lipiec 21, 2017 at 8:31 am

    Rewelacyjny tekst pani Basiu. Doskonaly!

  • Odpowiedz Sylwije Lipiec 21, 2017 at 8:50 am

    Czytam komentarze i widzę postulaty, by nie obarczac winą rodzicow, bo nie wiedza, bo zapracowani, bo to wina koncernow, ktore pchaja na rynek trujace zarcie, albo wina gmo …. tymczasem wina leży jednak po stronie Rodzica, który mając dostęp do informacji, nie czyta etykiet, nie wie, czym jest syrop glukozowo fruktozowy etc. Wykluczając sytuacje zdrowotne, kiedy dziecko z powodu choroby jest grube, w pozostałych przypadkach grubość dziecka jest zawsze wina dorosłych: rodziców, dziadków. Tylko trudno z ta winą się zmierzyć. Dlatego winne jest „gmo” ale nie my.
    Jeśli chodzi o brak czasu na myślenie o zdrowym jedzeniu- w sensie ugotowania domowej zupy – jeśli nie dbamy o zdrowie naszych pociech i nas samych, bo nie mamy czasu, to nie dbamy o to co podstawowe do funkcjonowania. Bez zdrowia, nawet jak ma się zarobione z ciężkiej pracy jakieś tam pieniądze, to nie ma się nic. I każdy kto kiedykolwiek poważniej zachorował doskonale o tym wie. Chyba ważne są priorytety. Babcia źle karmi, Ty karm dobrze. Bądź zmiana. Działaj, myśl. Nie zrzucaj odpowiedzialności na wszystko do około.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:16 pm

      Doskonały komentarz – dziękuję!

  • Odpowiedz Wiola Lipiec 21, 2017 at 10:13 am

    Uważam ze tyczy sie to wszystkich dzieci.
    Mam córkę 8 letnia codziennie do szkoły dostaje bułkę lub chce z szynka żółtym serem, niegazowana wodę, chodzi na obiad na stołówkę szkolna chodź jeśli jest słodki jak placki czy naleśniki to nie je. Nie mam z nia problemów w domu zjada wszystko co zrobie na obiad czy to ryż, surówkę, mięsa wszystkie i owoce. Oczywiście dziecko nie bedzie lubiec wszystkiego ale to od nas zalezy jakie bedzie mieć nawyki. Nie choruje, nie karmiłam ja piersią etc. Natomiast dzieci mojej siostry rano nutella wieczorem nutella płatki cynamonowe przez cały dzien z mlekiem bez mleka etc i tablety a najmłodsza ma 4 lata jaki jest efekt cały czas chorują, sa aspołeczne bo żyjąc tylko w necie ale coz nie czarujmy sie większość rodziców tak robi zeby mieć chwile dla siebie..
    Sport mysle ze każde dziecko znajdzie cos dla siebie, czy taniec czy piłkę czy cos innego tylko trzeba pokazać i wspierać dzieci w tym co wybiorą.

  • Odpowiedz Monika Lipiec 21, 2017 at 10:46 am

    To i ja się wypowiem. Mam dwójkę dzieci. 10 latkę i 2.5 latka. Jedno i drugie karmilam długo piersią (ok 1.5 roku każde) , no bo to takie zdrowe i na piersi nie można „przekarmić” dziecka. Córka na samej piersi była słodkim grubaskiem, ale wszyscy mówili, że to zgubi, wybiega. Te 10 lat temu produkty typu danonki czy herbatki granulowane dla dzieci, były dla mnie jak sama nazawa mówiła” dla dzieci” i nawet nie zastanawiałam się ile to ma cukru itd. Skoro dla dzieci to musi być dobre. Takie było moje przekonanie. Teraz wiem w jakim byłam błędzie. Córka do dziś nie należy do szczupłych osób, ale nie jest otyła. Gdybym miała tyle wiedzy co dziś, to też zaczelabym jako pierszy jogurt dawać naturalny, a do picia wodę. Syn od tego zaczynał i co najważniejsze- to mu smakuje, bo nie zna danonkow czy kolorowych napojów. Zdaje sobie sprawę, że jak posmakuje Kubusia Wottera to zwykla woda może mu już nie smakować. Niestety ale to nasza wina, bo to my od początku karmimy nasze dzieci tymi śmieciami i one nie maja możliwości poznać czegoś zdrowego. Dzisiaj wszyscy już pijemy tylko wodę, owoce, warzywa i staramy się nie jeść słodyczy tych kupnych. Ale tak do końca też się nie da, bo córka obserwuje rówieśników, którzy po szkole idą do skepu po batona czy loda i co ona ma być gorsza? Byłam dumna, kiedy kupiła sobie batona musli, a nie np. Marsa czy snikersa jak wszyscy, bo wiedziała że jest zdrowszy. Dobry przykład trzeba dawać w domu i trzymać się tego, wtedy jest dużo łatwiej.

  • Odpowiedz Wiola Lipiec 21, 2017 at 10:52 am

    Basiu podejdź do mnie i powiedz mi w twarz ze jestem idiotką.
    Podejdź, gdy moje dziecko 20 minut po obiedzie płacze że jest głodne. Prawie co dziennie.
    Podejdź gdy mówię że nie dostanie teraz nic do jedzenia, bo kolejny posiłek jest za dwie godziny.
    Podejdź, gdy zabieram jej słodycze które od kogoś dostaje.
    Podejdź, gdy na rodzinnej imprezie wydzielam jej porcje w miarę zdrowego jedzenia a ona wodzi oczami za tym co jedzą szczupłe dzieci mądrych ( bo przecież nie idiotów) rodziców.
    Podejdź, gdy nocuje u nas jej chuda kuzynka która je 3 razy więcej niż moja córka i zawsze musz jej dać dokładkę a swojej odmówić.
    Podejdź gdy ją ważę, a jej waga rośnie a ja nocą płacze w poduszkę, ze moje dziecko będzie wytykane palcami bo jest grube tak samo jak ja.
    Podejdź i zobacz co mam w lodowce, a może pokieruj żeby jej nie karmić bo dietetycy rozkładają ręce. Zobacz jaką gehennę czasami przeżywam. Jak się z nią kłócę o to by nie jadła więcej. Posłuchaj gdy lekarz mówi ze został nam psycholog.
    Podejdź, gdy słucham podobnych komentarzy do Twojego matek które wszystkiego nie widzą ale czują się super specjalistkami.

    Badania jej zrobiłam wszystko jest Ok. Jest zdrowa i gruba. Jak ja. Niezależnie od diety ta grubość nie znika.

    Podejdź i powiedz mi, że jestem idiotką czekam na to.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:20 pm

      Wiolu nie podejdę, bo post, który przeczytałaś jest adresowany do całego społeczeństwa, a nie do Ciebie. Nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania na temat żywienia, psychologii i innych aspektów wychowawczych. Zwracam uwagę (również tytułem wpisu) na ogólnokrajowy, ogólnoświatowy problem, jakim jest otyłość dzieci wynikająca z ignorancji rodziców, którym jest wszystko jedno. Tobie, jak wiesz nie jest wszystko jedno. Walcz.

    • Odpowiedz Aga Lipiec 22, 2017 at 4:17 pm

      Chyba jednak lekarze nie zbadali jej dobrze. Badałaś jej insulinę na czczo? Krzywą cukrową po obciążeniu glukozą łącznie z krzywą insulinową? Słyszałaś o dziewczynce, która miała uszkodzony ośrodek sytości i głodu ? Ja bym tego tak nie zostawiła, szukałabym przyczyny do upadłego. Jako dziecko był ze mną podobny problem, ale to były lata 80te i poziom medycyny dużo niższy. Nikt mnie nie badał. A gruba nie byłam, bo non stop ćwiczyłam, głodziłam się i tylko to mnie uratowało przed otyłością w dzieciństwie. Jako osoba dorosła i świadoma zaczęłam się badać prywatnie i znam przyczyny problemów teraz mam je pod kontrolą. Lekarze niestety to ignoranci. Nie rezygnuj, szukaj specjalisty i walcz o dziecko. Głodzić się przez całe życie po prostu się nie da.

    • Odpowiedz Ewa Pewniak Lipiec 23, 2017 at 8:14 pm

      Wiola, miałam łzy w oczach czytając Twój komentarz. Jeśli chcesz, to odszukaj mnie na fejsie i powołaj się na ten artykuł Basi.
      Bardzo chcę Ci pomóc. Nie poddawaj się.

  • Odpowiedz Dorota Lipiec 21, 2017 at 10:52 am

    Basiu czy cemzurujesz komentarze? Bo mój sie nie pojawił…

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 11:08 am

      nie, ale mógł trafić do spamu

  • Odpowiedz Monia Lipiec 21, 2017 at 11:52 am

    A mnie trochę zabolał ten post, bo owszem jest pisany wprost ale to „wprost” jest poniekąd chamskie i wulgarne. Tak jak Cię Baśka uwielbiam, tak tu mi wbilas cios w serce. Sama jestem otyła i to niestety cierpię na otyłość olbrzymia, mam niedoczynność tarczycy, problemy z przemiana materii, Hashimoto , nigdy się nie objadalam, mama słodkim nas nie faszerowala bo była nas 8, a możliwości finansowe zerowe. O córkę dbam, ma rok, zdrowo ja odżywiam, a mimo to jest duża waży 12 kg l, słodkiego nigdy nie jadła, piję tylko wodę więc sorry dziewczyny ale określenie że otyłym mama nie zależy na swoich dzieciach jest po prostu krzywdzące.

    • Odpowiedz Aga Lipiec 22, 2017 at 4:09 pm

      Hashimoto nie powoduje otyłości. Też mam tą chorobę i znam wiele chorych kobiet. Jestem szczupła i masa kobiet chorych jest również szczupła. Prawda jest taka, że po prostu źle się odżywiasz. Z ręką na sercu powiedz, że jesz naturalną, nieprzetworzoną żywność, nie jesz nabiału, glutenu, fast foodów, nie pijesz coli, soków ze sklepu itd. Nie wierzę, że prawidłowo leczona choroba i właściwa dieta nie pozwalają schudnąć. Ja do tego mam hiperinsulinizm ( powoduje nadmierny apetyt i sprzyja przybieraniu na wadze) i PCO i wg wielu kobiet powinnam być otyła. Bzdura. Za to leki typu antykoncepcja, sterydy powodują zatrzymanie wody, spowalniają metabolizm i wymagają apetyt, to jestem w stanie zrozumieć. Natomiast leczona niedoczynność tarczycy i właściwa dieta w Hashimoto nie utrudniają bycia szczupłą.

  • Odpowiedz Alicja Lipiec 21, 2017 at 2:35 pm

    Ja ze swojego doświadczenia wiem, że nie zawsze jest jakiś „powód” i „rozwiązanie”. I nie każde dziecko może się „nauczyć” jedzenia.
    Nie znoszę warzyw. Odkąd pamiętam powodują u mnie właśnie „odruch wymiotny”, pojawia się gęsia skórka, sam zapach gotujących się warzyw doprowadza mnie do torsji. Najciekawszy jest fakt, że jako maleńkie dziecko warzywa jadłam, problem pojawił się w okolicy przedszkola i nikt nie jest w stanie stwierdzić co go spowodowało. I na nic, że warzywa zawsze w domu były jedzone, cała rodzina jest „warzywo-żerna”. Próbowali mnie przekonywać, warzywa przemycać w jedzeniu które lubiłam, pokazywać różne produkty, bez skutku. Do pewnego wieku jadłam warzywa jak lekarstwo – jeden widelec marchewki, popić wodą, połknąć. Jest też sporo innych produktów których nie toleruję, ale z warzywami jest największy problem.
    Dopiero w późnym wieku nastoletnim zaczęłam zdawać sobie sprawę jaki to jest dla mnie problem. Od lat próbuję z tym walczyć, ale to droga przez mękę. Nie jestem osobą z nadwagą, ale muszę się bardzo pilnować z odżywianiem, prowadzić aktywny tryb życia, szukać zamienników w pożywieniu. I ciągle zmuszam się do próbowania ponownie i ponownie, z różnym skutkiem.
    I szczerze mówiąc, nie mam pojęcia gdzie mogłaby być tu wina moich rodziców. Czasami organizm decyduje za nas, mimo naszych chęci i starań.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 9:22 pm

      Alicja czy próbowałaś poszukać przyczyny tego problemu u psychologa? Odruch wymiotny na warzywa może mieć zupełnie inne podłoże.

      • Odpowiedz Alicja Lipiec 21, 2017 at 11:06 pm

        Zdaje się, że problem może mieć podłoże neurologiczne. Nie jestem specjalistą, jednak od dziecka miałam problemy z innymi „zmysłami”, nadwrażiwość na ból, dźwięki, możliwe, że tyczy się to także smaku i węchu. Przeszłam parę rundek po szpitalach, tradycyjni lekarze rozkładali ręce, twierdząc, że to na pewno psychosomatyczne. Potem terapie psychologiczne, również wspomagane lekkimi lekami wyciszającymi, bez większych skutków. W okresie dojrzewania, kiedy było najgorzej, pomagała medycyna alternatywna, szczególnie akupunktura.
        To co rzeczywiście zrobiło różnicę, to po prostu akceptacja tych wszystkich „niedogodności”, tego że jest się takim jakim się jest, ale to przyszło z wiekiem. Nie mam problemu z przyrządzaniem warzyw w kuchni, wolę jedynie wyjść jak gotuję brukselkę 😉 Część warzyw nadal jest „niejadalna”, część jest dla mnie trochę jak jedzenie piasku czy trawy, część po dobrym doprawieniu jestem w stanie normalnie spożyć. Jednak po prostu czasem jest mi smutno, bo najnormalniej w świecie chciałabym jeść wszystko co zdrowe i dobrze wpływające na figurę.
        Moje komentarze bardziej odnoszą się do mam, mających problem z niejadkami, niż do samego artykułu, z którym generalnie bardzo się zgadzam. Wiem ile trudu i stresu moją własną mame kosztowało moje „niejedzenie” i mimo najszczerszych chęci nie była w stanie tego zmienić. I doceniam to, jak bardzo się starała. I sądzę, drogie mamy, że Wasze dzieciaki prędzej czy później podziekują Wam za dobre nawyki, chowanie słodyczy, podtykanie owoców, kanapki do szkoły.

  • Odpowiedz Justyna Lipiec 21, 2017 at 2:44 pm

    Nie wiem Basiu, czy puscisz moj komentarz z poleceniem linku do bloga? http://qchenne-inspiracje.pl polecam szczegolnie dla tych, ktorzy maja problem z przemiana materii, Hashimoto, etc. blog jest dla mnie kopalnia wiedzy. moze ktos inny bedzie mogl skorzystac?

  • Odpowiedz Mama grubego i szczuplego dziecka Lipiec 21, 2017 at 2:51 pm

    Nie wszystkie dzieci sa otyle bo rodzice są nieodpowiedzialni. Jestem mama dwóch chłopców jedzą to samo jeden szczuplutki a drugi pulchny można powiedzieć gruby. Dlaczego? Bo mając obecnie 5 lat od 4 lat bierze sterydy na chorobę srodmiszowa płuc. Jakbyś do mnie podeszła i zwróciła mi u wagę ze źle odzywiam moje dziecko to bym już chyba po tym wszystkim co przeszłam w psychiatryku wylądowała. Nie ocenaj jak nie znasz ludzi.zgadzam się ze ludzie przesadzaja i oczywiście nie pochwalam obiadów w macu. Chodzimy tam sporadycznie może raz górą dwa w roku. Ogolnie fajny artykul moze dotrze do rodzicow ktorzy zle odzywiaja swoje dzieciaczki, ale
    wkurza mnie ze ktos ocenia a nie ma pojecia o zyciu drugiego czlowieka.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 21, 2017 at 3:15 pm

      post nie jest o chorych dzieciach biorących sterydy, ale o tych, które jedzą śmieci. Dużo zdrowia dla Twojego dziecka.

    • Odpowiedz Andzela Lipiec 23, 2017 at 7:07 pm

      Przepraszam, że wtrącę swoje 3 grosze. Nóż mi się otwiera jak ludzie nie czytają ze zrozumieniem. Przecież autorka wyraźnie napisała, że chodzi o dzieci źle odżywiane i zaniedbane ruchowo. Autorka musi poruszyć taki temat, żeby ludzie wreszcie otworzyli oczy naprawdę też widzę problem w otyłości i w tym co dzieci jedzą. Jeśli Pani robi wszystko co może proszę się nie przejmować bo to raczej nie o pani artykuł.

  • Odpowiedz Annai Norge Lipiec 21, 2017 at 5:19 pm

    Basiu, najlepszy Twój post. Dziękuję za niego!

  • Odpowiedz Karol Lipiec 21, 2017 at 5:58 pm

    Dla mnie niezapomniany widok to poranek w któryś piękny letni poniedziałek sprzed paru lat…
    Do osiedlowego kiosku dochodzi starsza pani, na oko ok 70-80 lat, dosyć zresztą żwawo biorąc pod uwagę, że była objuczona potężnym plecakiem.
    Za nią (to za grubo (sic!) powiedziane. z 4-5 metrów przynajmniej.) wlókł się chłopiec w trudnym do określenia wieku. W trudnym, bo teraz te dzieciaki są zwyczajnie duże. Zarówno w płaszczyźnie horyzontalnej jak i wertykalnej… W każdym bądź razie urodą przypominał krzyżówkę ludzika Michellin z Azjatą.

    Oczywiście puściłem starszą panią przodem w kolejce bo ja tylko bilet, a mam jeszcze nieco czasu.
    Pani starsza podchodząc do okienka poprosiła o sok „Kubuś” (bardzo gęsty i sycący… I słodki.) oraz batonika- coś w stylu Mars czy Snickers. Jak sama rzuciła „Żeby Kubuś (haha..) miał coś na przekąskę. W plecaku schowane były 3 spore lukrowane drożdżówki. Zaś sam wnuś- Kubuś, sapiąc jak miech kowalski oraz zlany potem ledwo wlókł się pod własnym ciężarem… „No ale przecież on musi jeść!”

    Smutne jest w tym wszystkim to, że babcia kupuje kochanemu wnuczkowi lody, smakołyki bo w ten sposób okazuje mu miłość nie rozumiejąc, że „więcej ciałka do kochania” nie odnosi się do dzieci w wieku wczesnoszkolnym…

  • Odpowiedz yenna Lipiec 21, 2017 at 6:19 pm

    Ogólnie świetny artykuł, podpisuję się obiema rękami. Jest tylko jedno ale: glutaminian sodu. To nie jest jakaś tam magiczna chemia prosto z fabryki. Glutaminian sodu występuje np. w posolonych pomidorach, w fermentowanych strączkach, mięsie. Dzięki jego „pyszności” pozwala zmniejszyć ilość sodu w potrawie, jeśli użyje się go zamiast zwykłej soli kuchennej. Ciężko powiedzieć skąd się wzięła na niego nagonka, może komuś nie spodobała się chemicznie brzmiąca nazwa? Serio, glutaminianu sodu nie ma się co bać. Ale dosmaczonej nim wysokoprzetworzonej żywności – owszem. Jednak dlatego, że jest wysokoprzetworzona, przez co zawiera niewiele składników odżywczych, a nie dlatego, że zawiera glutaminian sodu.

  • Odpowiedz ElaR Lipiec 21, 2017 at 7:44 pm

    Może to coś głębszego jak np. świadomość, że modelem to się nie będzie, i tak umrzesz być może za sekundę. Bądźmy szczerzy – wszelkiego rodzaju zdrowe nawyki opierają się na deficycie kalorycznym – można jeść słodkie – ale więcej ruchu musi być, aby wytworzył się deficyt, a przy okazji ruch rzeźbi ciało. Można również jeść smacznie i zdrowo, tzn. dodawać do dobrych rzeczy – zdrowe rzeczy – jednak bez deficytu kalorycznego to i tak nic nie da, dlatego tak ważny jest ruch.

  • Odpowiedz Rydzu Lipiec 21, 2017 at 9:59 pm

    U nas zmiany żywieniowe, a mianowicie rytm śniadanie, obiad i kolacja pojawiły się wraz ze zwiększoną aktywnością dzieci. Nie zawsze był to ich wybór ale udało mi się je zarazić „trzepakiem” razem z nimi uczęszczając na każde zajęcia. I co z tego, że mi nie wychodzi, ważne że pokazuję moim dzieciakom, że jest fajnie będąc aktywnym. To nie prawda, że dzieci zawsze wybiorą laptopa i życie wirtualne, moje wolą rower. Dzieci wybiorą to, co wybierają rodzice i tak samo jest z jedzeniem. Oczywiście mamy smaki i preferencje ale zdrowa droga jest szeroka i każdy może znaleźć dla niej swoją ścieżkę. Nie oceniam nikogo i nie mam takiego zamiaru. Jedno jest pewne, śpię spokojnie i każdego dnia oglądam piękne, zdrowe i uśmiechnięte dzieci, moje dzieci 😀

  • Odpowiedz Justa Lipiec 22, 2017 at 12:02 pm

    wiesz nie zawsze .. znam przypadek kiedy dziecko było nie tyle otyłe co opuchnięte po chemioterapii… szkoda, że ludzie i dzieci nie widziały różnicy i dzieciak był szkalowany… nie można generalizować !!!
    Zgodzę się, że często jest to zaniedbanie i to nie tylko problem w UK ale na całym świecie, ale zanim się zacznie „strzelać” warto poznać historię osoby/rodziny.
    Pozdrawiam

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 22, 2017 at 1:36 pm

      To nie jest post o chorych dzieciach. Po chemii, sterydach etc. Proszę czytaj do końca i ze zrozumieniem.

      • Odpowiedz Ews Lipiec 23, 2017 at 6:17 am

        Basiu, tak. Ale w komentarzach pojawiają się hasła właśnie takiego ‚strzelania’ do otyłych rodziców czy też rodziców otyłych dzieci w imię edukowania, otwierania oczu. Reagujmy i działajmy może najpierw każdy w ramach swojego ogródka 😉 Zajmijmy się sobą, swoimi dziećmi. Kto dał nam prawo do oceniania innych? I tak, jak wcześniej pisałam…czy równie szybko i ochoczo reagujemy, kiedy komuś dzieje się krzywda, jest przemoc?
        Jedna z dziewczyn napisała, że wszystko fajnie jest opanować, póki mama w domu, dziecko małe. A potem, jak już idzie do szkoły, pojawia się bunt to już nie tak fajnie i prosto. A wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej. I im bardziej rodzic czegoś zabrania, tym bardziej dziecko chce właśnie to.

  • Odpowiedz sister Lipiec 22, 2017 at 2:20 pm

    Mam młodszego 14-letniego brata, lubi grac w pilke dzien w dzien sporo czasu spedza na boisku grajac w pilke, duzo jezdzi rowerem, jest wysportowany. Jestem dietetykiem sportowym i jestem uczulona na tego typu smieciowe jedzenie. Czesto przyrzadzajac posilki sobie, przyrzadzam rowniez jemu by jadl cos zdrowego, w domu je to co ugotuje mama. Niestety mlodemu czasem wpadnie w rece cos slodkiego lub jakies chipsy, malo tego czesto pije cole lub inne slodkie napoje, nie mam pojecia jak go tego oduczyc..:( Z drugiej strony zas czesto prosi o zwykla wode mineralna, lub kiedy ja jem zdrowy posilek czy przekaske chetnie sie z nim dziele, kiedy ma ochote na to samo 😉 Motywuje go do zmiany nawykow zywieniowych jak tylko moge i wiem ze choc troche mi sie to udaje 🙂 pozdrawiam 😉

  • Odpowiedz Anka Lipiec 22, 2017 at 7:18 pm

    Ja urodziłam się z, wagą 3,550
    I co, przytyłam do 73kg tak po prostu??? Od dwóch tygodni jestem na prawdziwej „diecie”. W cudzislowie, ponieważ to nie jest głodówka a dostarczanie odpowiednich proporcji węglowodanów, tłuszczu i białka. W weekend pozwolę sobie na loda, bądź nadwyżkę mięsa z grilla. Może dlatego, że to początek i organizm domaga się wręcz – tego, co lubiłam jeść. Dziś jestem 2,9kg na minusie. I co zaobserwowałam po 2tyg???? Że na obiad, pomimo gotowania wszystkiego w domu- ŻARŁAM POTRÓJNĄ PORCJĘ!! Mój żołądek był rozepchany. Ile bym nie miała na talerzu, to wciągnęłam w siebie jak gdyby nigdy nic. Mój metabolizm był pospieszany herbatkami i tabletkami przeczyszcząjacymi, bo papieros i kawa- nie dawały już rady…. A teraz? Woda ng, posiłki w o ustalonych godzinach, a PRZEDE WSZYSTKIM- NIGDZIE SIĘ NIE SPIESZĘ. Skupiam się na przyjemności z jedzenia, ich smaków. I woda gazowana już nie smakuje tak super jak kiedyś. Nawet lód w wafelku nie sprawił mi przyjemności. W połowie go po prostu wrzuciłam! Jeszcze tylko nie mogę zmobilizować się do ćwiczeń. Ale na wszystko przyjdzie czas… A dzieci? Uczą się od nas, jak żyć w pośpiechu i na łatwiznę!!! Pozdrawiam, wszystkich Rodziców, co to twierdzą, że nogi w X są genetyczne, a wygląd? Przecież ja tak samo wyglądałam w jego wieku…. Żałosne te życie i do niczego nie prowadzi. A później 17latkowie odbierają sobie życie, bo nie są akceptowane w społeczeństwie… Fast Food to nie tylko frytki, burgery, kebab. To paczki słodyczy, cole, mirindy- w nagrodę, na przekupstwo, szantaż…..

  • Odpowiedz Zawistnik Lipiec 23, 2017 at 11:11 am

    I nikt nie wziął oczywiście pod uwagę że zdrowe jedzenie kosztuje miliony i większości na nie nie stać 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 23, 2017 at 11:58 am

      myślę, że głównie dlatego, że ten argument nie ma żadnego poparcia w rzeczywistości.

    • Odpowiedz Andzela Lipiec 23, 2017 at 6:59 pm

      Bzdura i tyle. Lepiej zrobić samemu a nie ludzie posiłkują się głównie gotowcami. Wiadomo, że raz na ruski rok nikomu nic nie będzie. Ale kupowanie gotowców po pierwsze szkoda zdrowia a po drugie szkoda kasy wcale nie wychodzi taniej.

    • Odpowiedz Theri Lipiec 24, 2017 at 12:05 am

      Dziękuje że to napisałeś 🙂 nie oszukujmy się , dzieci biedne jedzą tylko makarony, placki ziemniaczane , pierogi itd… miałam takie dzieciństwo. Zawsze głodni (jedliśmy na zapas) zero słodyczy (teraz nadganiam) od kiedy pamietam byłam gruba… zdrowe jedzienie kosztuje fortunę. Nie każdego stać, szczególnie w zimie.

      • Odpowiedz Andżelika Lipiec 26, 2017 at 12:12 pm

        Pierwsze słyszę, żeby pierogi czy placki ziemniaczane jadły biedne dzieci 😉 Ludzie powielają jakieś mylne teorie. Moja koleżanka zawsze gada, że nie stać ją na jedzenie bo drogie. A jak widzę co kupuje cola do picia gotowce przecież taniej i zdrowiej zrobić samemu

    • Odpowiedz Ewa Pewniak Lipiec 31, 2017 at 8:45 am

      Zgadzam się z Basią S. – argument nie ma poparcia w rzeczywistości. Zapraszam do eksperymentu. Kupcie warzyw za 50zł i za 50 zł słodyczy. Porównajcie ilość i sposób najedzenia. 🙂
      Kupcie gotowy sos (w torebce) do sałatki i zróbcie samemu – policzcie koszty. Zobacz ile kosztuje „krem czekoladowy” do pieczywa i zrób samemu – ten własnoręczny wychodzi taniej (nawet z oleju kokosowego). Od wielu miesięcy robię w domu takie porównania właśnie po to, żeby ten argument obalić. 🙂
      Poza tym… Nawet jeśli pierogi wychodzą taniej niż pałka kurczaka z warzywami, to cena za takie żarcie jest dużo wyższa w przyszłości – lekarstwa do najtańszych nie należą. A o tym wielu zwolenników „taniego jedzenia” zapomina.

  • Odpowiedz Adiii Lipiec 23, 2017 at 11:30 am

    Pracuję w bardzo znanej kawiarni, sieciówka amerykańska, pewnie każdy się domyśli jaka. Są wakacje i cała chmara dzieciaków, również tych z nadwagą przylatuję wręcz codziennie po supersłodkie i słodzone napoje, a to frappe, a to inne też słodkie… Codziennie, każde z nich w portfelu po 50/100/200 zł i wydają na jedną kawę minimum 18/20 zł. To jest jeszcze bardziej chore, bo w przypadku wycieczek przychodzą całą grupą, a wychowawczynie mają to w dupie… i do tego jeszcze mają pretensje do nas oczywiście, nie do dzieci. Ludzie nauczcie te dzieciaki szanować pieniądze i siebie, bo jak tak będą za każdym razem codziennie wydawać miliardy złotówek na kilka mililitrów słodkiego napoju z pełną gamą E oraz miliardem dodatków to niedługo każe będzie grube…

    • Odpowiedz Anna Lipiec 23, 2017 at 8:06 pm

      Naprawdę? Ziemniaki z omastą, placki ziemniaczane, pyzy, makaron z sosem i chleb z pasztetem są tansze niz świeże warzywa (szczególnie poza sezonem), tofu czy drobiowa wędlina? Dlaczego, jak napisał ktoś powyzej, osoby z najbiedniejszych warstw są najgrubsze? Naprawdę stac ich na maka codziennie? Nie, własnie dlatego,że najbardziej tuczące potrawy, chocby domowe, są najtansze…
      Więc prosze nie pisać,że nie ma pokrycia w rzeczywistości, bo chyba nie miała pani do wykarmienia kilkuosobowej rodziny przy b. skromnym budzecie.

  • Odpowiedz Andzela Lipiec 23, 2017 at 7:10 pm

    Artykuł świetny, ale po przeczytaniu komentarzy pod nim widzę pomysł na kolejny artykuł. Ludzie zacznijcie czytać ze zrozumieniem.
    Pozdrawiam

  • Odpowiedz Ewa Pewniak Lipiec 23, 2017 at 8:28 pm

    Czytałam to tak, jakbym sama pisała. Zgadzam się z prawie każdym słowem i uważam, że ten tekst powinien być czytany na pierwszej wywiadówce każdego roku w podstawówce oraz przed przyjęciem dziecka do przedszkola.
    Sama miałam problemy z nadwagą i od kilku lat zmieniam wciąż nawyki żywieniowe swojej rodziny i uczę tego innych. Da się zrobić wszystko, trzeba tylko chcieć.

  • Odpowiedz mamaTwixow Lipiec 23, 2017 at 8:50 pm

    Wspaniały artykuł! oby dotarł do matek które robią dzieciom krzywdę takim jedzeniem.
    Ja osobiście spotkałam się z ogromnym oburzeniem matek na jednej z mamuskowych grup na facebooku jak napisałam że swoim dzieciom cukru nie daje. jedyny to ten z owoców. zero słodyczy. mają 10 miesięcy i nawet jogurt to tylko naturalny a nie wypełnione po brzegi cukrem „danonki” a do picia woda albo herbata owocowa bez cukru. I póki same nie sięgną po słodycze będę się tego trzymać. Po moim wpisie komentarzy nie było końca ze odbieram dzieciom dzieciństwo z takim podejściem. Kur… serio???? jak niby odbieram? Bo chce żeby miały zdrowe nawyki żywieniowe? Żeby nie były otyle? Żeby zajadaly się owocami i warzywami? No aż mną potrzepalo wtedy. osobiście dzieciństwo kojarzy mi się z truskawkami prosto z krzaka i jabłkami prosto z drzewa. Z owocowym koktajlem który mama robiła na deser albo drożdżowym ciastem ze śliwkami w niedzielę, z pysznymi domowymi obiadami a do nich kompotem albo zsiadlym mlekiem. Nie przypominam sobie żebym zazerala się slodyczami. Słodycze były rzadko i tylko po obiedzie a najwięcej tylko jak przyniósł święty Mikołaj i nawet wtedy nie można było zjeść wszystkiego od razu. Więc nie rozumiem zupełnie tego co te kobiety miały w głowie pisząc że dzieciom dzieciństwo odbieram bo nie daje i dawać słodyczy nie bede. Szok z niedowierzaniem!

  • Odpowiedz MIC Lipiec 24, 2017 at 8:48 am

    Ludzie w swojej masie są głupi (kierują się jedynie ceną) i wygodni liczy się to co tu i teraz – tak jest prościej i trudno to będzie zmienić.
    Ale państwo ma potężne narzędzia do kreowania polityki żywieniowej. Poprzez edukację i sterowanie cenami np stawki VATu – obniżamy na żywność nieprzetworzoną i podnosimy na tą chemiczno-cukrową. I już, a to ceną kierują się ludzie podczas zakupów. Przemysł spożywczy to potężne pieniądze producentów którzy tą „żywością” generują odroczone w czasie wydatki NFZ na leczenie trutych latami ludzi. Czemu ministerstwo pozwala na stosowanie syropu gluk-fruktozowego ? Skoro jest taki szkodliwy, wystarczy zakazać stosowania i po problemie . UE nie pozwala, albo nie da się ? OK podnosimy VAT na syrop, wprowadzamy akcyzę i co tam jeszcze żeby uczynić stosowanie syropu bardzo opłacalnym dla fiskusa i mało opłacalnym dla producenta. Papierosy i alkohol są obłożone akcyzą co w takim razie stoi na przeszkodzie obłożenia akcyzą wspomnianego syropu i jemu podobnych wynalazków przemysłu spożywczego o których wiadomo że są szkodliwe ?
    Dodatkowo można wprowadzić w przepisach definicję np. chleba, masła itp pisząc co dany produkt MOŻE zawierać jeśli ma być sprzedawany z etykietą na której producent pisze np. masło. Cała reszta MUSI mieć info wyrób masło-podobny.

  • Odpowiedz Justa Lipiec 24, 2017 at 9:32 am

    Witam wszystkie to proszę o pomysł 🙂 Jestem mamą prawie 2 latki i 4,5 latka dzieci muszą iść do swoich placówek ( żłobek, przedszkole) na ok 6:30 na miejscu co im dać do przegryzienia żeby nie były głodne do śniadania które jest między 8:30 a 9??? a nie chce ich budzić na o 5:30 żeby zjadły kaszkę …

  • Odpowiedz Monika Lipiec 24, 2017 at 11:30 am

    Moje dziecko ma 2 lata i nie jest szczupłe – ani ja ani jej ojciec nie jesteśmy otyli a właściwie jesteśmy szczupli. W domu dziecko je tylko zdrową żywność, nie je cukierków, żelków czy innych śmieciowych rzeczy ale kocha jeść. Jest to dla mnie prawdziwy koszmar, kiedy odmawiam jej dokładki, chodzę głodna by przy niej nie jeść bo wpada w histerię. Tak, każdego dnia muszę słuchać krzyków, tak jakbym jej nie karmiła, zawsze jest za mało – daję radę. Jednak moje dziecko chodzi do żłobka – i jak sądzicie, co tam się dzieje? Rozmawiałam z Paniami o tym żeby nie dawały jej dokładek, przynieśliśmy niskokaloryczne zdrowe przekąski, które się długo je, żeby ją czymś zająć jak jedzą inne dzieci bo ona je w tempie ekspresowym. Już są pierwsze efekty, ale wciąż nie jest kruszynką i długo nie będzie, Dodatkowo nawet lekarz mi mówi, że to wybiega i nie dostałam żadnego wsparcia. Nie jest łatwo dbać o wagę dziecka wszystko jedzącego w świecie gdzie się tym wszyscy zachwycają ” Jak ona pięknie je” ” O jak ładnie zjadłaś, chcesz jeszcze?” itd. Trochę zrozumienia, dystansu i mniej wymądrzania poproszę.

  • Odpowiedz eDoktorKa mama i lekarz Lipiec 24, 2017 at 7:10 pm

    Bardzo dziękuję za ten wpis, puszczam dalej

  • Odpowiedz Magda Lipiec 24, 2017 at 8:07 pm

    Mimo tych wszystkich za i przeciw, tłumaczeniu, że pewnie chorzy (a tekst przecież nie o nich!) albo robią wszystko a nie da się to ja tak w skrócie. Nie pamiętam by za moich czasu tyle dzieci z mojego otoczenia było otyłych co teraz wśród koleżanek, kolegów moich córek.

  • Odpowiedz BVIP Lipiec 25, 2017 at 10:57 am

    Cały post szczera prawda. Dzieciaki teraz w zdecydowanej większości wolą siedzieć przed ekranami monitorów niż wyjść na boisko, siłownię. O braku choćby lekkiej kontroli spożywanego jedzenia ze strony rodziców już nie wspomnę. Pochłaniają wysokoprzetworzone jedzenie niczym kombajny. Jedyna rzecz na wyrost to z tą szkodliwością aspartamu. Aby go przedawkować, trzeba naprawdę się postarać

  • Odpowiedz olga Lipiec 25, 2017 at 1:48 pm

    Hm, mnie ciekawi, gdzie Wy wszyscy widzicie te tabuny otyłych dzieci bo ja ( Warszawa) widuje je naprawdę rzadko. A dzieci mam dwoje i miejsca prodziecięce nie są mi obce. Do tego ja byłam grubiutkim dzieckiem ( babcina kuchnia na maśle, tonie cukru i śmietanie) z czego wyrosłam dopiero gdzies w okolicach liceum. Dziś rozmiar 36 – czyli okrąglejsza sylwetka nie jest przekleństwem na wieki wieków). Ale – u mnie w klasie w podstawówce były cztery osoby puszyste ( ze mną wliczając). U mojej córki w klasie ( 6 SP) są dwie ( słownie – dwie), z czego jedna to najlepsza przyjaciółka mojej córki i żal mi się robi, jak czytam takie artykuły, bo matkę dziewczynki znam bardzo dobrze i wiem, jak wiele wysiłku wkłada w zdrowe odzywanie i tryb życia córki. Szzczerze? Ja nie robie nawet połowy tego, co ona. Ale dwunastolatki same zaczynają już chadzać po sklepach i pizzerniach. .. Dalej, w przedszkolu u młodszej córki na całą grupę jest jednak otyła dziewczynka. na naszym osiedlu ( 6 budynków, wspólny plac zabaw, stałe towarzystko) – ani jednego grubego dziecka ( nie licząc maluchów w pieluchach, które dopiero zaczynają przygodę z chodzeniem). Na ulicach o wiele częściej widuje chudzielce niż otyłe dzieciaki. A zwracam uwagę na takie rzeczy, naprawdę. I nie twierdzę, że takich dzieci nie ma – są, oczywiście że tak, ale czy aby na pewno sytuacja jest aż tak zła?

    • Odpowiedz Andżelika Lipiec 26, 2017 at 12:17 pm

      Niestety w moim mieście 80 km od Warszawy otyłych dzieci jest masę. Statystyki także wskazują na problemy w porównaniu z innymi latami

    • Odpowiedz Renata Lipiec 26, 2017 at 9:37 pm

      Byc moze znam odpowiedz posrednio. Zdrowe odzywianie dzieci wynika z wyzszej swiadomosci i edukacji rodzicow, wiec statystycznie w duzym miescie wsrod wyksztalconych osob, jesli wsrod takich sie obracasz, bedzie ich malo w porownaniu do osob z malych miasteczek wsrod mniej swiadomych rodzicow. Mieszkam w Irlandii i podobnie reaguje ze zdziwieniem na statystki otylych dzieci w Irlandii, bo w klasie, wsrod kolegow i w szkole moich dzieci, grubsze (i na pewno nie grube) sa moze ze 2 osoby na 30. Dzieci sa szczuplutkie, wysportowana i bardzo swiadoma tego co zdrowe (a przynajmniej kolezanki i koledzy, ktorych zapraszamy do domu)., choc oczywiscie uwielbiaja slodycze, to po pierwsze nie maja do nich dostepu bez nadzoru, a po drugie mowia, ze chca grac w reprezentacji Irlandii, wiec musza jesc papryke zamiast zelkow 🙂 Ale jest to otoczenie tzw. klasy sredniej (akurat takie miasto i taki rodzaj szkoly). Sa dzielnice i srodowiska, gdzie jest zupelnie inaczej. Irlandczycy wg statystyk sa bardzo otylym narodem (tu w komentarzach tez sie to pojawilo), ale w mojej pracy, wsrod ludzi wyksztalconych, malo kto przynosi kanapke na lunch, o zadnych gotowych fastfoodach nie wspomne, bo kazdy raczej przynosi salatki, zupy, mieso z warzywami I jest bardzo malo otylych osob.

    • Odpowiedz Ewa Pewniak Lipiec 31, 2017 at 9:00 am

      Olga, ja (mimo swojego zawodu i wiarygodnych statystyk) też nie mogłam uwierzyć w te statystyki. We wrocławskiej szkole moich dzieciaków nie widziałam problemu otyłości (na 28 dzieci tylko dwoje z nadwagą). Dopóki na jakiejś majowej konferencji w Licheniu nie zobaczyłam, jak dzieci „wytoczyły się” z obiadu komunijnego. W tym roku nad polskim morzem z przerażeniem stwierdziłam, że ten problem dotyczy dzieci, młodzież, dorosłych i starszych – całe pokolenia i całe rodziny. Płakać mi się chce, gdy widzę OTYŁE dzieci, rodziców i babcię idących deptakiem i wcinających gofry z bitą śmietaną i masą słodkości.

  • Odpowiedz Ania Lx Lipiec 25, 2017 at 2:42 pm

    Przez kilka lat pracowalam jako wychowawca na koloniach. Dzieci przyjezdzaly czesto bez spodni dresowych do grania w pilke, ale walizka byla przepelniona slodyczami. Dziewczynki w wieku 7 lat ktore nie mogly chodzic na spacery bo im sie nozki obcieraly na udach z nadmiaru wagi, mega smutne, naprawde.
    Ja od lat walcze z nadwaga i zrobie wszystko zeby nauczyc swoje dzieci (jesli je kiedys bede miec) zdrowego, aktywnego trybu zycia, bo w wieku 30 lat odkrylam ze da sie jak sie chce :). Bardzo ciekawy post. Podpisuje sie rekami i stopami 😉

  • Odpowiedz Kobieta po 30 Lipiec 25, 2017 at 5:48 pm

    Jak ja się cieszę, że tu trafiłam i przeczytałam. Gratuluję!

  • Odpowiedz fiolka Lipiec 25, 2017 at 8:40 pm

    Napisano tu już chyba wszystko,ale jednak chciałabym coś dodać z punktu widzenia kiedyś grubego i chorego dziecka. Dodając jeszcze przykłady dwójki bliskich dzieciaków.

    W latach mojego dzieciństwa byłam otyła (jam dziecko słodkich lat 90) gdyby blogowanie i Internety były popularne moja matka byłaby jedną z tych, które tu w komentarzu pisałyby „Mam chore dziecko i dlatego jest grubsze – alergiczka, astmatyk. Toć płacze po nocach z bezsilności, taka już jest, je mało a tyje etc. I mój chrześniak to ogólnie mega poważnie chory i też grubszy. Jak śmiecie kobiety… każdy jest inny”.

    Jako dzieciak urodziłam się w terminie jako niespełna 3kilogramowy dzieciak – więc mnie karmiła matula piersią, dopajała modyfikowanym i jakoś szło. Podobno darłam się na dopajanie i trzeba było robić mleko. Niejadkiem nigdy nie byłam wręcz jadłam wszelkie warzywa, domowe zupki na cielęcinie, najlepsze owoce z działki dziadków,wiejskie mleko, domowe słodkości -rzadko kupne. Och i tyłam. Ale według moich rodziców czy dziadków jadłam mało, w przedszkolu podobno jak wróbel. A tyłam ponoć od leków na astmę. Prawda jest taka,że tyłam od za dużych porcji, które mi nakładano i stosunkowo małej ilości ruchu. Małe dziecko ma malutki żołądek. Jednakże żołądek może się rozciągnąć pięciokrotnie.
    Co ciekawe do 7 roku życia mieszkaliśmy z babcią i wtedy moja waga była w normie pomimo za dużych porcji i lekkiego bycia pączkiem. Gdy zaczęła się szkoła i mieszkanie tylko z zapracowanymi rodzicami- poleciałam.
    Bo bycie nawet w normie ale w górnej granicy nie pomaga w relacjach szkolnych. Nie pomaga czuć się dobrze. Lubić siebie. Podjadałam słodycze sklepikowe, wraz z wiekiem coraz więcej, często nie chciałam jeść w szkole więc „głodowałam” do powrotu do domu, po powrocie jadłam dużo i tak przez całe życie szkolne. i tyłam. Co ważniejsze -rodzice pracowali, zarobieni jak to rodzice – w wieku nastoletnim nie mieli kontroli, nie było ich ciągle obok, niby pytali, niby cośtam się interesowali, matka co rusz chciała mnie odchudzać czy zachęcać do ruchu czy rozmów czy diety,ale też co jakiś czas „odstępstwa” które były mi fundowane. Ja sama czułam że nie powinnam przyznawać się do ilości i jakości jedzenia kupowanego za kieszonkowe/ na kanapkę/wodę czy jakieś dodatkowe $ od rodziny. I tego nie robiłam. Rodzicielka myślała,że jem zdrowo, mało wręcz za mało. Nabawiłam się też po drodze jadłowstrętu i schudłam na trochę a potem tyłam, chudłam, tyłam. Kosmos jakiś i bardzo niezdrowa relacja z jedzeniem, z której długo wychodziłam. Cóż kluczem były porcje, brak ruchu i po latach mam wrażenie,że kiepska relacja z matką, za mało ciepła czy zrozumienia które bylo rekompensowane przez jedzenie i mi dawane i jedzone przeze mnie. Nie choroba, nie leki,a relacja z najbliższymi, brak zrozumienia, brak czasu, zaszufladkowanie jako grubasa etc. Rodzice. Te sterydy to pikuś i sprawca może i kilku kilku kilogramów i bycia w górnej granicy jak we wczesnym dzieciństwie,ale nie późniejszego nabierania kilogramów.

    Mój kuzyn w dzieciństwie zachorował na raka. Operacje, chemie, leki. Faktycznie spuchł. Potem wychudł. I przytył,bo był karmiony też „zdrowo” czyli niby mało tłuszczu, mało smażonego,ale za dużo. Do tego jak sam stwierdził – nieświadome rekompensowanie mu lat choroby, uciecha,że dziecko po latach wymiotów, kroplówek, marudzenia przy talerzu i niepewności czy przezyje – je z apetytem, jakieś odstępstwa większe i mniejsze które były coraz częstsze- jednak zdaniem jego rodziców było to nadal zdrowe odżywianie z malutkimi wyjątkami. Mój kuzyn (20letni już) jednak stwierdził,że tych wyjątków to co drugi dzień albo i cześciej. Choroba sprawiła,że opuchł, przytył może na rok? A potem to już kwestia rodziców.

    I w końcu dziecko znajomych którym się czasami zajmuje- choroba tarczycy. Ośmiolatek, którego najbliżsi mają podejście,że ma jeść mniej,bo jest gruby. Ale już średnio podchodzą do zaleceń dietetycznych dla tarczycowców. Ograniczyli mu po prostu węglowodany tj. chleb, ziemniaki etc. i porcje. Ale chłopiec tyje, bo za mało je.
    Przez takie ograniczanie chłopiec wręcz jest niedożywiony. Przebąkiwał mi,że gdy ma okazje i gdzieś jest to najada się do syta, czasami dokupi coś w sklepiku szkolnym, poczęstuje się czy zjada coś u kolegów i nie mówi w domu, bo w domu to średnio ze zrozumieniem jego problemu. Obcięcie kalorii bez zmiany posilków, planu dietetycznego jest kiepskie dla niego – a w domu brak czasu, rodzeństwo chude i jedzące rzeczy których on nie może, jedzace do syta, rodzice pracujący, mało czasu itd. Chociaż chłopiec wie czym są kalorie, wpojono mu zasadę o tym,że 20 minut po posiłku do mózgu dociera,że jest najedzony, wie że nie powinien, że nie wolno to jednak je coraz więcej. Mechanizm tego „pulchnego” a potem „grubasa” już na niego działa. I tutaj to nie leki i choroba – to podejście do dziecka i jedzenie jakie dostaje. Odpowiedzialność rodzica.

  • Odpowiedz Magda Lipiec 25, 2017 at 10:22 pm

    Basiu jak zwykle super tekst. Ja taki etap czytania etykiet mam już za sobą tzn. czytam dalej, ale podstawowe produkty, które mam w swojej lodówce, mają skład prawie idealny i ich się trzymam. A jak mi coś nie „paso” (pasuje)jak mówi moja dwu-laka to nie kupuję.
    To co mogę robię sama (piekę chleb, robię makaron itd.), choć teraz trochę mi trudno, bo córka nie zawsze pozwoli siedzieć w kuchni:)

    A co do karmienia dzieci. Pamiętam jak wprowadzałam córce stałe pokarmy i wszyscy się dziwili (łącznie z pediatrą), że sama jej gotuję obiady. Że nie futruję jej pełną cukru kaszką, tylko gotuję zwykłą kaszę manna i mieszam z owocami.
    I teraz dalej się dziwią, bo nie daję jej słodyczy ( sporadycznie gorzka czekolada) no chyba, że jest w odwiedzinach u babci. To wtedy ma dyspensę:) Że nie je słodkich jogurtów, tylko naturalny. A na przekąski ma suszone owoce lub świeże i warzywa.
    Oczywiście tak jak piszesz, to też nie są produkty ekologiczne, bo nie dajmy się zwariować ( chociaż ostatnio nie dostałam moreli niesiarkowanych, i kupiłam zwykłe, bo córka uwielbia. To niestety leżą i trafią pewnie do keksa.)
    I mam nadzieję, że tak jej zostanie.
    Ale ważne jest też aby być w tym konsekwentnym. Bo znam taki przypadek, który na forum znajomych opowiada jak to wspaniale codziennie, ćwiczy ze wspomnianą tu Chodakowską i jak tego przypadku dzieci wspaniale się odżywiają. A jak z tym przypadkiem rozmawiasz, to się okazuje, że nie ćwiczy od trzech miesięcy, a dzieci właśnie na przekąskę zjadły Lubisia, a co druga zabawka jest z McDonalda. I to się nazywa, przepraszam z wyrażenie: „pierdolenie”
    Pozdrawiam Cię Basiu serdecznie i mam nadzieję, że to co napisałam ma sens, bo późno już;)

  • Odpowiedz Mama Space Lipiec 28, 2017 at 4:10 pm

    Świetny tekst, popieram w 100% tylko niestety w naszym społeczeństwie nadal dziwne jest to, że matka ogranicza dziecku słodycze, telewizję, a nie to, że dziecko je śmieci, które matka mu kupuje i ogląda godzinami bajki, aby matka miała święty spokój. Usłyszałam kiedyś, że w jedzeniu jest i tak tyle chemii, że nie da się jej uniknąć. To była odpowiedź na moje zdanie o tym, że nie daję moim dzieciom chipsów i śmieciowego jedzenia.

  • Odpowiedz Daria | Mistrzyni Codzienności Lipiec 29, 2017 at 7:07 am

    Tak bardzo masz rację!
    Nie zapomnę, gdy nad morzem (wyjazd z rodzicami) dostałam swoje pierwsze kieszonkowe. Zupełnie nie wiedziałam, jak gospodarować pieniędzmi – i czułam się taka dorosła i wolna! Poza sukienką dla Barbie kupiłam chyba z 3 batony Bounty. I je zjadłam. I nie pamiętam, żebym czymkolwiek wcześniej struła się tak mocno, jak tymi batonami. Kokosa nie tykałam przez lata!
    Jaka pointa mojej historii? Ano taka, że normalny mały organizm nie przyswoi takiej ilości cukru i syfu w jeden dzień, Zwyczajnie się rozchoruje. A teraz? Dzieciaki nauczone szitowego jedzenia od małego wciągają taką porcję słodyczy nosem – i proszę o dokładkę.
    Nie jest dobrze.

  • Odpowiedz Elżbieta Lipiec 31, 2017 at 8:18 am

    ŚWIĘTA RACJA !!!
    Baaardzo ciekawy blog, jestem pod wrażeniem Pani odwagi w wyrażeniu się o tym problemie 🙂
    To widać nawet po komentarzach pod blogiem.
    Proszę przyjąć moje GRATULACJE i nie spoczywać na laurach -proszę szukać następnych dobrych tematów.
    Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Magda Sierpień 1, 2017 at 3:31 pm

    Gratuluje wpisu! Przeczytałam z zaciekawieniem artykuł i komentarze. Mam nadzieje, ze da ludziom do myślenia. Na pewno warto zastanowić sie skąd u dziecka otyłość i szukać przyczyny, a potem rozwiązania problemu. Sama niedawno sie dowiedziałam co to insulinoodpormosc i nietolerancje pokarmowe. I to wcale nie od lekarza do którego poszłam z problemem tylko ze stron o zdrowiu, zdrowym stylu życia. Dbajmy o siebie!

  • Odpowiedz MichUK Sierpień 2, 2017 at 1:24 pm

    Piękny tekst, jak gruby człowiek w pełni sie z nim zgadzam. Plus jako człowiek z 15kg nadwagi mogę napisać co myślę i nie ogranicza mnie żadna poprawność. Nadwaga powstała w dzieciństwie, obecnie mam 32 lata, czyli 25-30 lat temu… Pełno błędów w mojej rodzinie się popełniło. Z jednej strony babcia gotowa dobre tradycyjne jedzenie, z drugiej dawała mi na colę, batony itp. Nikt w rodzinie nie był świadomy tego jakie to zło czycha w tych napojach, nutellach, marsach itp. Do tego płatki w polewie curkowej itp. A potem sie dziwiłem ze zawsze byłem śpiacy po dotarciu do szkoły. Dawki curku z rana jakie dostawałem z jedzeniem były kosmiczne. Chodziłem na karate, mimo nadwagi dawałem radę, nawet jakas forma była. Co czekało mnie w domu po treningu ? Frytki z keczupem. I tak o 21 jadłem frytki. Mama nie wiedziałą o zywieniu, o zdrowym zywieniu za wiele… Nie mam do niej żalu. Lecz uczciwie trzeba przyznac ze to rodziny wina jak grube dziecko.
    Ludzie mysla ze to co w sklepie jest dla ludzi… Ze tylko trzeba znac umiar. Ciezko okreslic co to znaczy umiar…
    Nadwaga trzyma sie u mnie do dzis. W UK jestem od 2 lat, po roku nagle mi szkoła waga o 5 kg. Stres czy cos, jedzeie ciagle podobne. Praca fizyczna a waga nie spada. Z drugiej strony przecieziony, zmeczony organizm jest w stresie a ten powoduje odkładanie… Metabolizm, hormony jak to zacznie zle pracowac to sie robi bardzo trudno. Dlatego wazne aby za młodu nie produkowac grubasów. Lecz tu potrzebna jest wiedza. A tej ludzie nie mają. I faszeruja swoje dzieci jak prosiaki. Wchodzi matka z dzieckiem do sklepu i dzieciak moze wziac co chce. Konczy sie na samym g żarciu.
    Powiedzmy tez otwarcie o firmach ktore serwsuja wiele g. zarcia dla naszych dzieci:
    Toruński Pacyfik i wszelkiej maści ich slodkie płatki, batoniki etc Oni nic zdrowego nie produkuja. A cukier uzywaja na potege…
    Kubuś itp soczki
    Nutella, Kinder etc…
    Mars, Snicers, Twix,
    Pepsi, Cola etc
    Lays, cipsy itp.
    Słodkie jogurty, serki etc czyli np. Danon, Bakoma.
    Slodka woda typu Zywiec Zdroj.
    Zelki Haribo ktore sa masakra w składzie.
    Oby ludzie byli bardziej świadomi. Fajnie jakby na opakowaniach były jakieś ostrzeżenia.

  • Odpowiedz Anek Sierpień 4, 2017 at 3:04 pm

    Gratuluję bardzo dobrego tekstu i podpisuję się pod nim obiema rękami!
    Ja również z przerażeniem patrzę na otyłe dzieci i otyłych, przygarbionych, pozbawionych ruchu nastolatków. Wina leży w nas wszystkich – rodzicach, nauczycielach, lekarzach pediatrach zachęcających mamy do dokarmiania dzieci mlekiem modyfikowanym zamiast wspierania w karmieniu piersią, instytutach medycznych które pozytywnie opiniują śmieciowe jedzenie dla dzieci, firmach produkujących żywność które z chciwości wmawiają nam że ciastka są najlepsze na śniadanie, ustawodawcy, który na to przyzwala, dyrektorach przedszkoli i szkół, którzy zgadzają na bylejaki catering czy też lokowanie sklepików ze słodyczami w swoich placówkach, dziadkach wpychającym dzieciom słodycze przy każdej okazji. Uważam, że ustawa ograniczająca niezdrowe jedzenie w przedszkolach czy szkołach była świetnym pomysłem. Niestety, nie wszędzie to działa tak, jak powinno. Moja mama, nauczyciel przedszkolny, nieraz opowiadała mi, że w jej placówce przyniosła mnóstwo pozytywnych zmian. Akurat jej przedszkole nie korzysta z cateringu zewnętrznego który trudno jest zweryfikować, ale ma własną kuchnię. Pod wpływem ograniczeń ustawowych, panie kucharki zaczęły gotować praktycznie bez soli i polepszaczy, stosować naturalne zioła i przyprawy. Jako przekąski dzieci dostają świeże owoce, surową kalarepkę pokrojoną w plasterki czy marchewkę w słupki. Kompoty są niesłodzone. W pierwszym roku tej zmiany dzieci często nie zjadały tych zdrowszych wersji potraw ale w drugim prawie wszystkie dzieci w jej grupie wcinały już kaszę gryczaną, owoce i warzywa, piły wodę i niesłodzone kompoty. Myślę, że jest to też wskazówka dla nas, rodziców czy opiekunów, żeby nie poddawać się i nie ustawać w wysiłkach, bo niektóre pozytywne zmiany przyjdą z czasem.
    Sama jestem mamą dwóch chłopaków w wieku 2 i 4 lat. Starszy syn nie jest typowym niejadkiem ale jest wybredny w jedzeniu, wiele potraw, produktów nie chce jeść, oczywiście nie dotyczy to słodkiego. Nie lubi warzyw (za wyjątkiem marchewki i buraczków, zje też trochę brokuła czy kalafiora), nie lubi jajek, zieleniny. Często muszę się wykazać bardzo dużą dozą cierpliwości, by zjadł obiad albo sprytu, by mu pewne zdrowe produkty przemycić w potrawach. Młodszy je chętnie, lubi różne rzeczy, dużo łatwiej jest mi zbilansować mu dietę. Ale, obserwując jego zapał do jedzenia, zastanawiam się czasem, czy za kilka lat nie przerodzi się to w problem z nadwagą… Mam nadzieję, że jedząc zdrowo w domu i zażywając ruchu, unikniemy tego, ale jakaś obawa jest…
    Ja Tobie Basiu, osobiście dziękuję za ten wpis, bo dał mi dużo do myślenia. Traktuję go jako osobisty motywator, by własną rodzinę i siebie żywić zdrowiej. Niby nie popełniam tu jakiś ogromnym błędów, bo praktycznie codziennie gotuję w domu, jemy o stałych porach, nie używam gotowców, ograniczam słodycze i cukier w potrawach, ale ciągle mam na tym polu wiele do zrobienia. Niby mam sporą wiedzę w temacie, ale sama nie uniknęłam wielu błędów. Przykład: bobofruty, gotowe kaszki dla niemowląt, dosładzane soki, biszkopty dla niemowląt słodzone syropem glukozowo-fruktozowym (z pozytywną opinią IMiD!), słodzone jogurty. Dlatego edukacji nigdy dość w tym temacie. Często sama czuję się zagubiona w ilości informacji na ten temat (nierzadko sprzecznych) i zniechęcona gdy próbuję w sporym markecie znaleźć jogurt naturalny bez mleka w proszku.
    Bardzo lubię czytać twoje przepisy na zdrowe wersje potraw, zawsze na nie czekam. Oprócz gotowych przepisów, jest to dla mnie duża inspiracja i motywacja – proszę o więcej i częściej!

  • Odpowiedz Ggggggggg Sierpień 6, 2017 at 11:49 am

    Głupi post. Za dużo jest o tym ze widzisz gdzieś otyłe dzieci i potepiasz ich rodziców. Nie wiedząc o nich nic. Ja ubolewam nad tym jakie przyszły czasy. Czytam etykiety, gotuje sama tak zdrowo jak tylko potrafię. Ale i tak mam obawy co do tego co kupiłam w sklepie. Jeśli mojemu dziecku dają w przedszkolu obiad zrobiony na kostkach, mają w składnikach dużo chemii, uważam to za mała zbrodnie.
    Ale może dzieci są i będą szczupłe tylko przez geny. Ja całe życie chciałam przytyć bez powodzenia a mąż też szczupelka. U nas wrodzone predyspozycje sprawiają że jedzenie nie jest nasza pasją. Jemy żeby żyć a nie żyjemy żeby jeść.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 6, 2017 at 8:12 pm

      tylko pogratulować.

  • Odpowiedz Jaglak Sierpień 16, 2017 at 12:47 pm

    tyje sie od fruktozy, czyli cukier, sacharoza dodawany do wszystkiego no i sól także zatrzymuje wodę.
    jedzienie ziemniaków czy ryżu już nie powoduje tycia, chińczycy są szczupli, bo chociaż ryż to głównie weglowodany, jest to zupełnie inny rodzaj, to jest skrobia, taka jak w ziemniakach i ona nie zamienia sie w fruktoze, a trawi dopiero w jelicie, także podstawą żywienia powinny być makaron, ryż, ziemniaki, kasze np. gryczana, chleb żytni

    • Odpowiedz Przelotem Sierpień 16, 2017 at 4:12 pm

      Ja uważam, że tyje się od problemów emocjonalnych. Świadczyć o tym może chociażby fakt, że ilość czasu spędzonego przed komputerem (z punktu widzenia odchudzania – bezczynnie) jest doskonałym predyktorem depresji. Także podczas rzucania palenia, kiedy ludzie są narażeni na większy stres związany z zrywaniem nałogu, zdecydowana większość ludzi przybiera na wadze. Biorąc pod uwagę, że dzieci ery internetu mają bez porównania bardziej stresujące dzieciństwo (presja znacznie większej grupy rówieśników), niż starsze pokolenia – nie dziwi, że w odpowiedzi na większy stres szukają uspokojenia w bardziej kalorycznych posiłkach (a być może wiecie, źe skuteczną metodą uspokajania stosowaną przez niektóre służby medyczne i nie tylko, jest podanie słodkiego napoju).

  • Odpowiedz Dżony Sierpień 16, 2017 at 1:52 pm

    Nie wiem gdzie mieszkasz ale u mnie w Polsce nic takiego nie występuje. Obserwuję dzieciaki i proporcje grubych do normalnych są takie jak 30 lat temu kiedy sam byłem gówniarzem.

  • Odpowiedz Ewa Sierpień 16, 2017 at 2:51 pm

    Glutaminian nie jest szkodliwy (a przynajmniej nie dla większości ludzi) i niepotrzebnie wymienia się go zawsze jednym tchem z konserwantami i substancjami słodzącymi. Co do reszty, niestety się zgadzam.

  • Odpowiedz Zuzanna Sierpień 22, 2017 at 9:12 pm

    Świetny tekst!

  • Odpowiedz Monika z Bebe Talent Wrzesień 3, 2017 at 5:53 pm

    Jeżeli sami przesiadujemy całymi dniami przed telewizorem czy komputerem, to nie oczekujmy, że dzieci staną są fanami aktywności na świeżym powietrzu. Ostatecznie przykład idzie z góry.

  • Odpowiedz Honorata Wrzesień 3, 2017 at 6:25 pm

    Wyrośnie – to najbardziej irytująca i debilna wymówka. Walczę jak lwica o dobre odżywianie dzieci, ale wystarczy, że zostaną z dziadkami którym nie idzie przepowiedzieć. „Wy jadłyście słodkie i jakie szczypiory jesteście” – matko! My mieliśmy więcej ruchu (aczkolwiek o ruch dzieci też staram się dbać), jedzenie ogólniej było zdrowsze i trzeba akceptować wybory i prośby rodziców. Jak grochem o ścianę – dlatego cieszę się, że wracają do p-la bo gdy ja szłam do pracy a mój trzylatek chciał na śniadanie makaron to babcia mu robiła (!). Chciał słodkie to dostawał – bo jak mu mogłaby odmówić. Na szczęście on jest chudziutki, ale córka na przykład, która brała często sterydy ze względu na zdrowie talii osy nie ma, a to nie sztuka rozepchać żołądek.

  • Napisz odpowiedź