MOIM ZDANIEM

JAK STAŁAM SIĘ SILNĄ KOBIETĄ?

Czerwiec 18, 2018

Pozwól, że cofnę się o jakieś 10 lat. Tyle wystarczy, by zobaczyć dziewczynę, która jest głośna we wszystkim co robi. Mocny makijaż, długie imprezy, taniec do rana i szukanie aprobaty wśród spojrzeń innych mężczyzn. Szpila minimum 10 centymetrów, cienie najlepiej ciemnoszare, aż pod łuk brwiowy. Dekolt najlepiej głęboki. Śmiech taki by wszyscy słyszeli jak mnie coś bawi. Byłam widoczna, bardzo widoczna. W ten sposób chciałam ukryć moją zerową pewność siebie. Tak naprawdę gdy gasły światła ja na powrót stawałam się szarą myszką, która kompletnie nie ma na siebie pomysłu i w siebie nie wierzy. Bardzo chciałam wówczas, żeby wszyscy mnie lubili. Gdy ktoś mnie krytykował czułam się najgorszym człowiekiem na świecie. Gdy zrywała ze mną kolejna miłość życia mnie walił się świat, a moja budowana na wątpliwej jakości fundamencie pewność siebie rozbijała się o podłogę jak szklanka.
Byłam młoda powiesz. Hormony powiesz. Każda z nas tak miała powiesz.
Być może. Tylko, że mi to wszystko zostało. Może nie w tak jaskrawym wymiarze, jak wtedy, gdy miałam 20 lat, ale brak pewności siebie, szukanie aprobaty wśród innych i ciągłe zastanawianie się czy aby na pewno wszyscy są zadowoleni, czy oby na pewno ja jestem wystarczająco dobra, i czy na pewno czegoś nie mogłam zrobić lepiej – to zabrałam ze sobą.
I musisz uwierzyć mi na słowo, że ciężko mi było w tym dorosłym życiu jako mama, żona, córka funkcjonować z tym bagażem bez uszczerbku na zdrowiu.

Kiedy jednak popatrzę na siebie dzisiaj widzę kogoś zupełnie innego. Tak jakby tamta Basia była jakimś wymyślonym na prędko snem. Patrzę w lustro z uśmiechem na ustach, bo widzę po prostu szczęśliwą dziewczynę. Spokojną lub przebojową adekwatnie do sytuacji, z delikatnym makijażem, silną, pewną siebie, uśmiechniętą. Z tamtych czasów została mi tylko miłość do tańca aż do białego rana i głębokie dekolty 🙂

Co się zatem wydarzyło przez te kilka lat? Skąd wzięła się moja dojrzałość, pewność i wiara w siebie, akceptacja, spokój i siła?

Do podzielenia się moją historią zachęciła mnie marka DERMIKA, która jest partnerem raportu „W pogoni za marzeniami, sukcesem i spełnieniem. O kobiecej sile i pięknie”. W raporcie tym setki kobiet podzieliły się swoimi historiami o tym co im daje siłę w codziennym życiu. Wszystkie są bardzo inspirujące. Jestem zaszczycona, że mogę podzielić się również swoją opowieścią.
Zwłaszcza, że opowieść ta jest dla mnie bardzo osobista. Mam jednak ciągle w swojej pamięci dzień, w którym to jedna, szczególna kobieta sprawiła, że zrobiłam krok w kierunku całkowitej zmiany swojego życia. Być może okaże się, że moja historia zainspiruje Ciebie. Byłabym bardzo szczęśliwa!
Bo wierzę, że w każdej z nas tkwi niesamowita, niewiarygodna siła. Siła, która sprawia, że bycie kobietą jest tak wspaniałe. Nie wiem jak Ty, ale ja nigdy w życiu nie zamieniłabym się na miejsce z żadnym facetem 🙂

To nie była łatwa, ani przyjemna droga, ale gdybym mogła pokonałabym ją raz jeszcze.

TERAPIA

Jest tylko dla psychicznych.
Spoko, poradzę sobie sama.
Daj mi spokój, ja sama wiem co jest dla mnie najlepsze!
To tylko hormony, przejdzie mi.
Nie będę się uzewnętrzniać przed jakimś obcym człowiekiem!

Na pierwsze spotkanie idę chora. Tak naprawdę nie wiem na co konkretnie.
Na głowę, na duszę, na wszystko.
Jest końcówka listopada, a mnie boli każdy mięsień, mam zapalenie oskrzeli, gorączkę, biegunkę z nerwów, a od depresji dzieli mnie krok. Już dłużej nie dam rady próbować być doskonałą.
Przynajmniej tak twierdzi terapeuta, któremu przez najbliższe kilkanaście miesięcy opowiem o swoich największych demonach, strachu, złości, bólu i wszystkich emocjach, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Mój terapeuta.
Po pierwszym spotkaniu czuję się jak oswojone zwierzątko, które odważyło się na chwilę wyjść z klatki. Wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Wiem, że wrócę za kilka dni. Wiem, że on mi pomoże.

Lubię wracać do tego momentu, choć przecież był jednym z najtrudniejszym w moim życiu.
Lubię, bo ten moment uświadamia mi jak wielką pracę włożyłam w to, by być dzisiaj tym kim jestem.
Szczęśliwą, spełnioną kobietą.
Co dała mi terapia?
Rozłożyła mnie na atomy, bym mogła się poskładać na nowo. Już według mojej własnej, autorskiej instrukcji montażu.
Pozwoliła mi uzyskać do siebie, do swojej duszy dostęp. Świadomy. Dała mi taką umiejętność zadania sobie w każdej sekundzie, w każdej sytuacji i w towarzystwie każdej osoby pytania co ja na to, jak ja się z tym czuję.

Twój toksyczny przyjaciel próbuje wzbudzić w Tobie poczucie winy?
Co Ty na to?
Ktoś strzelił focha? Ktoś powiedział Ci, że jesteś piękna, a ktoś inny, że masz krzywy nos?
Co Ty na to?
Ktoś zwolnił Cię z pracy, ktoś inny zapytał dlaczego nie pójdziesz do „normalnej” pracy?
Co Ty na to Basiu?
Dlaczego piszę teraz o terapii? Bo terapia pozwoliła mi zaakceptować siebie.
A akceptacja samej siebie ze wszystkimi słabościami, wadami, ale również z uświadomieniem sobie, że jestem w czymś cholernie dobra – to był mój pierwszy krok w kierunku bycia szczęśliwą, silną i spełnioną kobietą. Od tego wszystko się zaczęło. To od samej siebie zaczęłam budować swoją pewność siebie, swój charakter i swoje relacje z ludźmi. Nie wydarzyłoby się w moim życiu tyle pięknych rzeczy, gdybym nie podjęła decyzji o pójściu na terapię – tego jestem pewna. Fakt, że to dźwignęłam, że zawalczyłam o siebie, że pokazałam, że mi na sobie samej zależy był początkiem najpiękniejszej przygody mojego życia. Przygody, w której to ja jestem główną bohaterką.
Każdego dnia sama sobie przybijam piątkę. Każdego dnia jestem dumna z tego jaką kobietą się stałam na przestrzeni tych kilku lat.

ODWAGA

Pojawiła się tuż po tym, kiedy wyszłam z ostatniej sesji u terapeuty. Wiesz, nie zamieniłam się nagle w dziewczynę w sukience w kwiaty, która kroczy Nowym Światem z rozwianym włosem jak w reklamie i oznajmia wszystkim, że teraz ma super moce. Te moce przyszły, ale nie krzyczały.
Odwaga pojawiała się stopniowo. Wiedziałam już jak ją z siebie wydobyć. Wiedziałam, że muszę sama przepracować to wszystko, co usłyszałam na kozetce u terapeuty. Wiedziałam, że cały proces wciąż trwa, i że najważniejszą robotę muszę jeszcze wykonać sama.
Okazało się, że miałam ku temu mnóstwo okazji. Wystarczyło zamiast ciągłego „nie” albo „nie wiem co pomyślą inni”, zacząć mówić „tak”. Po prostu.
To co na co dzień daje mi siłę to odwaga.
Odwaga by być tym kim chcę, by nie dopasowywać się do schematów i oczekiwań innych.
Odwaga by odmawiać, by mieć swoje zdanie, by wybierać ludzi, którymi chcę się otaczać, by rezygnować z toksycznych relacji, by przestać się wszystkim ze wszystkiego tłumaczyć, by podejmować decyzje totalnie inne niż oczekiwania świata, rodziny, czasem przyjaciół.
Odwaga, by móc powiedzieć dziękuję, proszę i przepraszam. By przyznać, że jest mi źle, albo że jestem super szczęśliwa.
Odwaga, by spakować swoją rodzinę na pół roku na Karaiby, by wybudować dom, który innym przypomina kościół, by kupić dywan, który nikomu się nie podoba, by zrezygnować z etatu i stworzyć sobie samej pracę marzeń.

MIŁOŚĆ

Nie byłabym tym, kim jestem gdyby nie miłość. Mój mąż daje mi ogrom siły, przy nim czuję, że poradzę sobie ze wszystkim. To on wciąż powtarza mi, że jestem najpiękniejsza, najlepsza i że wspiera każdą moją decyzję. Trudno nie wyprostować pleców i nie podnieść brody do góry, kiedy ma się takie wsparcie. W tym związku moja kobiecość rozkwitła totalnie.

MACIERZYŃSTWO

To nie jest tak, że urodzenie dzieci sprawiło, że czuję się bardziej kobieco. Nic z tych rzeczy. Wciąż mam na moim ciele tatuaże w postaci rozstępów, ślady ciąż, niewyspania i zmęczenia. Ale to wszystko jest częścią mnie. Jestem moim dzieciom ogromnie wdzięczna, bo dzięki nim, dzięki tej ogromnej odpowiedzialności, którą czuję każdego dnia, kiedy patrzę na moich synów – wiem, że mogę absolutnie wszystko. Że nie ma takiej rzeczy, której bym nie zrobiła, byleby moim synom nie stała się krzywda. Wiem, że zmęczenie to pojęcie względne. Nikt nigdy nie potrzebował mnie tak bardzo, jak moje dzieci. To mnie ogromnie wzrusza i buduje. Codziennie wypełniam swoją misję, by stworzyć im ciepły dom z domowym obiadem na stole, z pachnącą piżamą wieczorem, z rytuałami i ze wszystkim tym, co właśnie kobieta może stworzyć. Bezpieczny dom, do którego chce się wracać. Bazę. Spełniam się w tej roli totalnie.

PIĘKNO

Nie mam już tych grafitowych cieni, a szpilki zakładam tylko na wyjątkowe okazje. Nie pamiętam, kiedy ostatnio mówiłam, że nie mam się w co ubrać, bo czuję się doskonale w białym t-shircie i jeansach. Noszę taką samą fryzurę od lat, a makijaż robię w 5 minut. Gdyby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że będę się w takim wydaniu czuła pięknie, wyśmiałabym go.
Dużo czasu minęło zanim uświadomiłam sobie, że moje piękno zaczyna się w głowie. Że to właśnie wtedy, gdy mam „posprzątane” w duszy – najładniej się uśmiecham. A gdy się uśmiecham śmieje się cała moja twarz.
Nigdy nie czułam się ze sobą lepiej niż teraz.

To moja historia o tym co daje mi siłę, co sprawia, że czuję się spełnioną kobietą. Wystarczająco dobrą, piękną, szczęśliwą, opiekuńczą, empatyczną, stanowczą i odważną.

Opowiedz swoją – Twoja kolej.

Na stronie www.kobiecahistoria.pl właśnie trwa konkurs. Do wygrania jest sesja zdjęciowa ze wspaniałą fotografką Lidią Popiel, która ma ukazać się na łamach magazynu „Twój Styl”.
Sesja zdjęciowa, a niej Ty – na pamiątkę tego jak wspaniałą kobietą jesteś dzisiaj

———————————————————————————————————————————–
Artykuł powstał we współpracy z marką Dermika w ramach akcji Kobieca Historia. Siła i Piękno.

Może Ci się również podobać

45 komentarzy

  • Odpowiedz Marta Czerwiec 18, 2018 at 4:21 pm

    Basiu piekna historia.Widac to golym okiem ze kwitniesz,czujesz sie ze soba wspaniale,jestes szczesliwa. Czy mozez zdradzic z jakiego nurtu terapeutycznego korzystalas?
    pozdrawiam.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 18, 2018 at 4:25 pm

      Terapia procesu <3

  • Odpowiedz Ania Czerwiec 18, 2018 at 4:27 pm

    Jesteś ogromnym wsparciem dla wielu kobiet :*

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:12 am

      <3 <3 <3

  • Odpowiedz Hania Czerwiec 18, 2018 at 5:15 pm

    Aż mi się nie chce wierzyć, że byłaś dziewczyną o takiej osobowości. Podziw

    • Odpowiedz Ania Czerwiec 18, 2018 at 9:16 pm

      A ja wierzę… wiele z nas ukrywa przed światem TĘ część siebie, którą potem odkrywamy na terapii….

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:14 am

      to nie kwestia wiary czy tez nie – tak po prostu było 🙂

  • Odpowiedz tekstualna Czerwiec 18, 2018 at 5:41 pm

    A ja moglam być tego świadkiem <3

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:15 am

      i świadkową 🙂 :*

  • Odpowiedz Ania Czerwiec 18, 2018 at 6:24 pm

    Basiu, pięknie napisane aż mi łzy pociekły (dzisiaj jestem bardzo płaczliwa).
    Po części jakbym czytała o sobie (oczywiście w tej części przed terapią). Mam nadzieję, że w końcu dojdę do takiego momentu gdzie będę mogła z zadowoleniem rzucić pracę na etacie 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:16 am

      Trzymam kciuki za kolejny etap i płacz ile wlezie – to dobre dla zdrowotności. Ja płaczę gdzieś tak raz na rok, a chciałabym częściej 🙂

  • Odpowiedz Angela Czerwiec 18, 2018 at 6:38 pm

    To chyba nie przypadek, że właśnie jutro idę po raz pierwszy do terapeuty. Chociaż od tygodnia czuję się ciut lepiej to chyba podjęłam słuszną decyzję i mimo obaw pojadę tam żeby ten tydzień wydłużył się w miesiące a potem lata. Chociaż narzucam sobie różne zadania i uśmiech na twarz to już od dawna nie jestem szczęśliwa, ba, nie mam motywacji do życia. Najwyższa pora to zmienić.
    Dziękuję za ten wpis

    • Odpowiedz Kasia Czerwiec 19, 2018 at 12:41 pm

      „wirtaulny kopniak na szczęście” – Idź! 🙂
      Obawy są normalne, ale efekty przyjdą i będą zaskakiwać 🙂
      Powodzenia!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:16 am

      Trzymam kciuki z całego serducha, mam nadzieję, że najlepsze dopiero przed Tobą <3

  • Odpowiedz Kama Czerwiec 18, 2018 at 6:56 pm

    Pięknie napisane Basiu pozdrawiam z Norwegii

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:17 am

      Uściski Kama <3

  • Odpowiedz kasia Czerwiec 18, 2018 at 7:15 pm

    Piękny wpis. Fajnie, że dzielisz się swoim procesem. Podroż do siebie prawdziwej to wyboista, ciężka czasem ale piękna podróż.
    Żadna inna nie daje takiego spełnienia. Życie w prawdzie bez iluzji , kiedy pościmy mechanizmy obronne i otworzymy się na głębokie czucie ma niesamowity smak(Choć nie zawsze słodki ) .

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:21 am

      to prawda – nie zawsze słodki, ale każdy z tych smaków jest cholernie potrzebny 🙂

  • Odpowiedz Justyna Czerwiec 18, 2018 at 7:39 pm

    Wspaniała historia Basiu.
    Ta siła, ten spokój i ta kobiecość przebijają się w każdym Twoim pocie. Inspirujesz.
    Trzymam kciuki.

    Tak z innej bajki – byłabym wdzięczna za stworzenie kiedyś postu o codziennych rytuałach z dziećmi w Waszym domu – o tym, co się sprawdza, o co dbacie najbardziej. Ja mam w domu Maluszka więc powoli przygotowuje się do działania 🙂

    Przesyłam dużo uśmiechu 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:21 am

      Justyna – postaram się, choć moi chłopcy to już nie maluszki i sami ustalają większość swoich rytuałów 🙂 Zastanwoię się 🙂

  • Odpowiedz Aga Czerwiec 18, 2018 at 7:49 pm

    Jakbym czytała o sobie i swoich demonach, może i dla mnie to już czas pójść po pomoc ? Dziękuję za ten wpis ..

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:22 am

      Ja bym się nie zastanawiała Aga 🙂

  • Odpowiedz celina Czerwiec 18, 2018 at 8:47 pm

    Basiu, a jak w tym wszystkim odkryłaś „minimalizm”? On był w Twoim życiu i po prostu znalazłaś nazwę dla tego, jak funkcjonujesz, czy świadomie zaczęłaś go wprowadzać w Waszą codzienność? A może to Karaiby? Pytam, bo dla mnie jesteś kwintesencją nieopisanej kobiecości, autentyczności, siły i prostoty, czyli wszystkiego tego, co można odnaleźć właśnie dzięki minimalizmowi. Bardzo Ci dziękuję za ten post!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:25 am

      Był taki moment, kiedy minimalizm był jakimś kolejnym wyzwaniem, które sobie postawiłam, by czuć się lepszą. Później zdałam sobie sprawę, że nie ma to zbyt wiele wspólnego z tym co naprawdę czuję. Ten właściwy minimalizm, a raczej umiłowanie do prostych rzeczy, bo gdybyś weszłą do mojego domu zobaczyłabyś, że z minimalizmem już dawno nie ma nic wspólnego, przyszło później. Gdy zapanował spokój w głowie – pojawił się też spokój w relacjach z ludzmi, w dostrzeganiu prstych reczy na codzień itd.

  • Odpowiedz Myszamysza Czerwiec 18, 2018 at 8:52 pm

    Uwielbiam Kobiety, ktore daja swoja moc innym…
    Moja historia jest troche inna 😉 jako DDA, dorosle dziecko alkoholika, majac 15 lat – wpadlam w tornado samookaleczen, ryzykownych zachowan… Aniol Stroz nade mna czuwal, teraz to wiem. Poszlam na terapie do osrodka walki z uzaleznieniami – terapeuta po 4 spotkaniach powiedzial, ze nie jest w stanie mi pomoc. Szok. Inna terapeutka. Po jednym spotkaniu wiedzialam, ze to nie to. Wbilam do kliniki psychoterapii. Po lekach bylam strasznie otepiala. Wolam wyc i sie okaleczac. Zycie nie mialo sensu Bylam w rozsypce, rozpaczliwe wolanie o pomoc. 7 lat pozniej poznalam kolege, dobrego czlowieka. On jeden probowal mi pomoc. I udalo mu sie 🙂 20 lat pozniej jest dobrze, jest bardzo dobrze. Mam za soba duzo zla, dzieki ktoremu doceniam kazde dobro. Spokojnego meza 🙂 Dwojke cudownych dzieci. Przyjaciolki. Nie okaleczam sie.
    Ten kolega mial racje. Nie wierzylam mu, ze bede miec dzieci, ze bede matka. Mial racje. Dzieci mnie wyprostowaly 🙂
    Nie przestaje sie rozwijac. Chec dawac sile innym kobietom, tak, jak kolega uratowal mnie.
    Warto walczyc!!!!!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:26 am

      Jesteś najlepszym przykładem siły, która drzemie w kobiecie! Jestem z Ciebie dumna <3

  • Odpowiedz Kasia Czerwiec 19, 2018 at 6:47 am

    Basiu. Jesteś niesamowicie szczera, prawdziwa, serdeczna. Dlatego dobrze się czyta to, co piszesz. To nie jest lukrowane, to nie jest na pokaz. Dzięki temu ma taką siłę, podnoszącą ducha, a życzyłabym sobie, aby i inspirującą. Sobie bym życzyła, bo dla innych na pewno jest inspirujące, może i ja skorzystam? Jestem starsza od Ciebie, moje dzieci już prawie fruną, jeszcze trochę, ale bliskie mi to co piszesz, szłam tą drogą, teraz trochę zmiana kodu, rodzina się zmienia, gdy dzieci rosną, szukam go.
    W tym co piszesz czuje się siłę „z brzucha”. Życzliwość. Masz wiele, wypływa z Ciebie i działa, czuje się w tym prawdziwe dobre życzenie dla odbiorcy.
    Dziękuję. Niech Ci się dzieje wszystko co najlepsze, mąż kocha, dzieci napełniają sensem i niech będą zdrowe i szczęśliwe. Zawsze niech trwa siła w Tobie i z tym spotykaj życie.
    I dziel się, bo to Twój talent. A może i misja:)
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:27 am

      Kasiu dziękuję Ci za wspaniały komentarz. Dla mnie to najlepsza nagroda za blogowanie <3 <3 <3 i totalnie rozumiem to "z brzucha" :*

  • Odpowiedz ania Czerwiec 19, 2018 at 6:54 am

    Basiu, jeszcze nie komentowałam Twoich wpisów, ale ten chcę. To jest bardzo osobiste, odważne, ale co najważniejsze niezwykle potrzebne by o tym mówić. Umieć poprosić o pomoc, przyznać że samemu się nie da rady. To nie wina otoczenia i tego, że nawalili bo nie potrafią pomóc, do wszystkiego musimy dojść same, w sobie, ze sobą. Siłę czerpać z siebie. Ja też chodziłam do terapeuty, pomogło. Pracę nad sobą wykonuję każdego dnia, jak każda z nas. Niech będzie tego więcej, mówienia otwarcie o tak ważnych sprawach. Pozdrawiam.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:28 am

      Dziękuję Ci zatem bardzo za ten pierwszy komentarz pod ważnym dla mnie rónież wpisie <3

  • Odpowiedz Ela - themomentsbyela.pl Czerwiec 19, 2018 at 7:02 am

    Nie wyobrażam sobie Ciebie w jaskrawym makijażu i wyzywających ubraniach. Odkąd trafiłam na Twój blog widzę jak pięknie i naturalnie wyglądasz i jakie masz zdrowe podejście do życia. Czytając dzisiejszy post trochę żałuję że nie trafiłam na mądrego psychoterapeutę. Do pewnych wnioskach doszłam sama, bo zwyczajnie wiele razy dostałam w tyłek tak że nie wytrzymałam i powiedziałam dość. Zmieniam swoje otoczenie, znajomych, ubrania, budujemy dom, chcemy podróżować i być szczęśliwymi. I w końcu mam poczucie że mi się uda.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:30 am

      Kolejna silna babka – brawo Ty <3 <3 <3

  • Odpowiedz General Fresh Czerwiec 19, 2018 at 9:11 am

    Naprawdę dobrze się czyta takie historie 🙂 Inspirują!

  • Odpowiedz agnieszka Czerwiec 19, 2018 at 11:34 am

    Terapia tak naprawdę potrzebna jest osobom, które mają jakieś zaburzenia lub fobie. Ty miałaś po prostu to, co większość kobiet ma przez wychowanie i stereotypy. Dziewczynka powinna być grzeczna, wrażliwa na potrzeby innych, wręcz spełniać funkcję służebną, czy też opiekuńczą. Do tego powinna być ładna, szczupła i być perfekcyjną gospodynią, matką oraz kochanką. Niestety faceci często wpychają nas głębiej w ten kanał. Jedyne wyjście, to przetrawić to w sobie, czasem musi być taki dół, żeby wyjść na prostą i wtedy człowiek naturalnie się uszczelnia. Nie zadowoli się wszystkich, zawsze ktoś będzie mądrzejszy, piękniejszy i młodszy od nas. Można być otwartym na ludzi, miłym, uczynnym, ale zawsze trzeba mieć tę sferę tylko dla siebie, tak zwana higiena osobista.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 19, 2018 at 11:59 am

      Terapia nie jest tylko dla ludzi, którzy mają zaburzenia lub fobie!

    • Odpowiedz Gosia Czerwiec 19, 2018 at 12:07 pm

      Hej Agnieszka no ale zaburzenia sa bardzo szerokim pojęciem i do tego worka można wrzucić wszytko….chociaż wydaje mi sie ze to trochę krzywdzące…..pójście na terapie do mądrego terapeuty jest bardzo rozsądne i odważne i godne podziwu ze jestesmy w stanie siebie ratować w każdym momencie w którym jest nam to potrzebne, niekoniecznie tylko wtedy kiedy juz wpadniemy w przepaść . Właśnie chodzi o to zeby nie myślec takimi kagoriami ze jak na terapii to juz człowiek zaburzony, no wariat po prostu. No właśnie nie i nie! Niektórzy sa w stanie sobie poradzić sami a niektórym pomaga terapia, nie stygmatyzujmy takich ludzi, oni właśnie sa super przez to ze szukają drogi wyjścia z dołka.

    • Odpowiedz Gosia Czerwiec 19, 2018 at 12:10 pm

      Ale fakt ze dużo kobiet sie niestety wpędza w taki kołowrotek perfekcjonizmu, warto sie zastanowić i przepracować powielane schematy a to właśnie świetnie sie da zrobić na terapii 🙂 tak tez byłam, tak bardzo pomogło, juz od lat nie chodzę ale uważam na swoją higienę psychiczna i jestem dla siebie dobra czego wszystkim życzę , dużo mocy dziewczyny!

      • Odpowiedz agnieszka Czerwiec 23, 2018 at 10:14 pm

        Nie o to mi chodziło, że terapia jest dla wariatów. Ale są problemy, typu fobie, czy inne zaburzenia, z których bez fachowej pomocy się nie wyjdzie. Chodziło mi o to, że problemy w stylu jestem do niczego i brzydka i nieszczęśliwa, bo ktoś mi coś powiedział. można przetrawić w sobie i uszczelnić się na tego typu sprawy, stając się osobą silniejszą i pewną siebie, I piszę to z własnego doświadczenia. Terapia to jest wyciąganie kasy, jak ktoś ma za dużo, to proszę bardzo 🙂 Dla mnie terapią jest piękny wyjazd nad morze lub w góry.

  • Odpowiedz Kasia Czerwiec 19, 2018 at 12:25 pm

    Jestem w trakcie budowania tej siły. 10 miesięcy terapii za mną – sporo płaczu, zlości, ale i spokoju, ciągłego zaskawiania samej siebie, masa pracy i wyzwań. Sporo kilogramów cięzaru już zrzucone.
    Czekam, kiedy w końcu będę mogła świadomie wykrzyczeć „JESTEM SZCZĘŚLIWA I DOBZRE MI ZE SOBĄ!” 🙂
    Dzięki za ten tekst 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:32 am

      Powodzenia – trzymam kciuki z całego serducha <3

  • Odpowiedz Ania Pogoda Czerwiec 21, 2018 at 3:33 am

    Basia,
    czytałam Twojego bloga i płakałam. To było dawno temu. Czas mijał. Aż przyszedł lipiec 2017 i decyzja: teraz. Teraz albo nigdy. Oszaleję. Skoczę z okna. A przecież nie chcę umierać.
    Więc idę na terapię. Już dawno Ci chciałam napisać, że dziękuję, że byłaś inspiracją, że bla bla.
    Podczas terapii wyszły rzeczy tak straszne, że nawet komputer tego nie uniesie. Że gwałcił mnie brat. Miałam 8 lat, on był nastolatkiem. Doskonała rodzina, profesorscy rodzice, wakacje, wczasy, kolonie i narty. I nikt nie widział jak działo się zło. Nikt.
    Przeszłam długą drogę. Doszłam do ściany wariactwa, depresji. Pokonałam anoreksję, bulimię i prostytucję bez zapłaty. Lata samotności i krzyku, czy gdzieś jest kres.
    Dziś kocham, mam wspaniałego męża, który dopinguje mnie w maratonie życia jak ojciec siedmiolatka na pierwszym meczu w piłkę. Przez swoje rany, które wciąż liżę jestem zamknieta na macierzyństwo. Ale wiem, że i to się zmieni. Znalazłam przyjaciół, uczę się gotować. Ludzie do mnie lgną, bo jestem ludzka, żywa, własna. I wciąż zadaję sobie to najważniejsze pytanie: CoTy na to, Aniu?

    • Odpowiedz Justyna Czerwiec 25, 2018 at 6:02 am

      Aniu! woow, jesteś niesamowicie dzielna. Trzymam za Ciebie mocno kciuki.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 25, 2018 at 9:34 am

      Aniu ja teraz czytam Twój komentarz i mam łzy w oczach. Jesteś wspaniałą, silną kobietą i ogromną dla mnie inspiracją. Walcz o siebie każdego dnia. Pozdrawiam Cię najcieplej <3

  • Odpowiedz anka Czerwiec 26, 2018 at 6:33 am

    fantastyczna historia!! Boze, jak ja sie ciesze, ze zaczyna sie w Polsce mowic o terapii, tak… po prostu. otwarcie. mega szacun za ten wpis, praktycznie moja opowiesc. jestem Ci bardzo wdzieczna, ze zdecydowalas sie nia podzielic – ja nie jestem jeszcze na Twoim etapie, ale dajesz mi nadzieje na to, ze do niego dojde. dzieki <3

  • Odpowiedz Sylwia Grudzinska Lipiec 12, 2018 at 12:44 pm

    Fantastyczny tekst. Pozdrawiam

  • Napisz odpowiedź