Basia bloguje DZIECI

JESTEM RÓWNIEŻ MATKĄ.

Maj 26, 2016
IMG_0007

Wcale miałam tego posta nie pisać. To znaczy miałam! Z samego rana! W głowie go sobie ułożyłam, taki ciepły, matczyny, wiesz… Ale potem wraz z kolejnym 167576 fochem i krzykiem moich synów mi przeszło. No mo-men-tal-nie! I postanowiłam się obrazić tak jak i oni się na mnie fachowo obrażają. I gdyby nie ta laurka, którą w końcu dostałam, i gdyby nie te łzy wielkości złotówek spływające po polikach wraz ze szczerym „pseprasam” to bym nic nie napisała. A tu proszę – po raz kolejny jestem mocno zaskoczona. Tym razem faktem, iż jedna wymiętolona kartka z napisem „KOHAM MICHAŁ” i koślawym sercem potrafi załatwić sprawę, sprawić, że łzę otrę i nastąpi reset systemu. Hulaj dusza możecie się drzeć na nowo. Wszystko możecie w zamian za tę kartkę.
I tak się zastanawiam nad tym macierzyństwem, bo musisz wiedzieć, że nad tym czy jestem wystarczająco dobrą matką zastanawiam się nieprzerwanie od 6 lat. Bo macierzyństwo to taki totalny rollercoaster, to wzruszenia i duma, to miliony emocji, o których pojęcia nie miałam, dopóki oni nie pojawili się w moim życiu. Tak inne od wszystkich, które znałam do tej pory. To pokłady siły tak ogromne, że mam wrażenie, że mogę po prostu wszystko. Mogę nie spać kilkadziesiąt godzin, kiedy moje dziecko jest chore. Mogę nieść je na rękach przez całe miasto, kiedy uśnie, choć na siłowni hantelki ledwo 3 kilowe podniosę.
Moje macierzyństwo to dzień za dniem pełen przeciwieństw. Bo wiesz czasem mam chęć spakować się rano i polecieć zupełnie nie wiem gdzie, choć na pewno gdzieś, gdzie jest cicho, ciepło, i gdzie ktoś dla mnie gotuje i niczego ode mnie nie chce. Gdzieś na koniec świata powiedzmy. Czasem jednak mam ochotę, by tym światem było ich dwóch, świeżo po kąpieli, we flanelowych piżamkach, pod wywietrzoną kołdrą, ze stosem książek do przeczytania i z tą miną błogą, że tak im dobrze właśnie.
Czasami kroję kotlecika na równiusieńkie kawałki, tak by broń Boże żyłek żadnych nie było, bo przecież wiem jak ich nie lubią. Czasem jednak chowam się w łazience i zjadam tam ostatni kawałek czekolady, uznawszy wcześniej, że przecież i tak go na 3 kawałki nie mam jak podzielić.
Czasem po ciężkim weekendzie, takim bez ich taty w domu, stawiam się w poniedziałek w przedszkolu jako pierwsza i oddycham z ulgą jak tylko zamkną dzrwi do sali. Czasem jednak wyję jak bóbr po opuszczeniu sekretariatu podstawówki, do której właśnie zapisałam moje dziecko, co to je przecież dopiero rodziłam.
Czasami, kiedy zasną nalewam sobie wino i słucham piosenek, z którymi bliżej mi do typu bad girl niż do matki polki i zdarza mi się wtedy zapomnieć, że przecież jutro trzeba wstać do przedszkola. Czasami jednak wydaję ostatnie pieniądze na komiksy lego, z ludzikami, bo przecież wiem jak bardzo je lubią.
Czasami tańczę jak w 2011, w Cudzie nad Wisłą i wciąż zastanawiam się kiedy to powtórzę. No bo teraz to okoliczności jakby inne. Teraz tańczę w dresie, rozumiesz. Kiedyś w szmince czerwonej. Czasami myślę sobie, że wszystko oleję i niech sobie jedzą popcorn dzisiaj, ale słyszę „Mamo zrobisz „sarlotkę”?” i się zrywam jak szalona. I mówię że oczywiście i w mig zapominam o tym, żeby olać.
Czasami czytam do późnych godzin nocnych książki o tym jak wychowywać rodzeństwo na przykład. Czasem jednak patrzę w telewizor i widząc teledysk, w którym dziewczyna jedzie na wrotkach, z których leci różowy dym, myślę sobie „O, to o mnie!

I wiesz co? Dobrze mi w tym świecie pełnym skrajności i przeciwieństw. I myślę sobie, że wszystkie są potrzebne, słuszne i moje. I wcale się już nie miotam i nie buntuję. I czekam na kolejne dni matki. I na wszystko znalazłam miejsce w moim życiu. Samo przyszło. Wiesz dlaczego? Bo nie zapomniałam o sobie. Bo dziś świętuję Dzień Matki i jestem dumna z tego, że nią jestem, ale już jutro będę świętować dzień otwartego przedszkola i dzień randki z mężem, a za tydzień dzień blogera i dzień spotkania z cudownymi ludźmi, z którymi mam zamiar tańczyć boso i śmiać się do łez.

Wszystkiego najlepszego MATKO. Baw się dziś dobrze. Włącz sobie ulubioną muzykę, pobujaj się trochę w jej rytmie, uśmiechnij do siebie, wina się napij i nie siedź zbyt długo. Przecież musisz wstać nad ranem.

Na deser zdjęcia trzech urwisów. Możesz sobie wyobrazić ich dialog. Michał, Marcin i księżniczka Inulina.

anigif

Hej! Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi i kliknij, w któryś z tych dwóch niebieskich guzików :).

Może Ci się również podobać

4 Komentarze

  • Odpowiedz Milena Ch. Maj 26, 2016 at 7:59 pm

    Ile Ty mi dajesz siły Barbara. Nawet nie wiesz. Dziękuję.

  • Odpowiedz amelushka Maj 26, 2016 at 8:42 pm

    Piękny tekst Ja dopiero drugi rok świętuję swój dzień matki. U nas jeszcze nie ma fochów, nie ma laurek, ale są inne problemy i piękne chwile. Pomimo tego, że to niby tylko dwa lata, a dla mnie to aż. Również mam chwile, że mam dosyć, że mam ochotę uciec, ale za chwilę tęsknię i wiem, że nie zmieniłabym tego mojego macierzyństwa na nic innego.

  • Odpowiedz Iza Maj 26, 2016 at 8:51 pm

    U nas już był Dzień Matki, ale moi chłopcy też mnie dzisiaj wyściskali. A co tam, mogę dwa razy ten dzień świętować. Też mam takie koślawo wypisane wyznania miłości i potwierdzam, że jedna taka karteczka, jeden buziak i przytulenie – robią totalny reset, nawet jak próbuję się bronić. 🙂 Wszystkiego dobrego Basiu <3

  • Odpowiedz Ola Maj 27, 2016 at 7:07 am

    A ja wróciłam o 4 rano na wieś naszą piękną. Już widno było i mgła taka gęsta unosiła się nad polami…. Cudowny kontrast, zwłaszcza że jeszcze muzyka szumiała mi w głowie. O 9 pobudka 2 skaczących po mnie łobuzów krzyczących: „Mamo wstawaj !!! Szukaj prezentów” Wytańczona za wszystkie czasy, mogłam płynnie wejść w rolę mamy. Z lodami, ciastem drożdżowym i przytulańcami. Dobrze jest być mamą, ale dobrze jest też być samą ze sobą. Nawet pośrodku zatłoczonego parkietu. Ściskam i następnym razem Ci nie daruję ! :*

  • Napisz odpowiedź