MOIM ZDANIEM RODZINA

KILKA DROBIAZGÓW, KTÓRE POMAGAJĄ MI BYĆ LEPSZĄ MAMĄ

Czerwiec 8, 2018

Zanim zacznę pamiętaj proszę, że nie piszę do Ciebie jako idealna mama. To oczywiste, że taką nie jestem i wcale taką być nie chcę! Nie ma dnia bym nie zastanawiała się nad tym jaka jestem dla moich dzieci, czy one są ze mną szczęśliwe (tak, tak nad tym też się zastanawiam) i czy oby na pewno nie mogłabym zrobić czegoś lepiej. Oczywiście nie myślę o tym nieustannie. Dużo więcej czasu zajmuje mi po prostu cieszenie się swoim życiem.
O moich dzieciach mogę śmiało rzec, że są już „odchowane”. Oczywiście nie oznacza to, że nie wymagają już w ogóle mojej opieki, ale rzeczywiście jest tak, że dużo więcej czasu spędzają beze mnie, w towarzystwie kolegów czy w szkole/przedszkolu. To taki fajny okres w życiu, kiedy ja czuję się wciąż jak nastolatka, a moje dzieci z dnia na dzień uczą się większej samodzielności. Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że robią mi kawę kiedy tylko chcę. No dumna jestem bardzo.

Bycie mamą to jest jednak największe wyzwanie mojego życia. Niezaprzeczalnie. Ale po tych kilku latach bycia nią zauważyłam, że jest w naszym domu kilka rzeczy, kilka drobiazgów, które sprawiają, że lepiej dogaduję się z moimi synkami, że mniej w naszym domu fochów, nerwów, kłótni, i że ja sama czuję, że robię całkiem dobrą robotę patrząc jak to wszystko wpływa na moje dzieciaki i całą naszą rodzinę.

I dlatego też pomyślałam, że wpadnę tu dzisiaj i trochę Ci o tych drobiazgach opowiem. Może są banałami. Może tak jak ja odkryjesz Amerykę. W każdym razie nie zaszkodzi byśmy tu sobie pogadały przy piąteczku i się wzajemnie wsparły. Macierzyństwo to nie bułka z masłem przecież.

DZIECI NIGDY NIE MAJĄ ZŁYCH INTENCJI. DZIECI NIE SĄ Z NATURY ZŁE.

W momencie, kiedy sobie to uświadomiłam stałam się 100 albo i 200 razy bardziej cierpliwa w mojej osobistej skali. Nie doszłam do tego sama, pomogły mi mądre książki. Dzieci nigdy nie mają złych intencji. Kiedy płaczą, rzucają się na ziemię, wrzeszczą i zachowują się tak, że masz ochotę wystrzelić je na najbliższą planetę – coś im wtedy doskwiera. Czegoś im brakuje, chcą Twojej uwagi, miłości i właśnie w ten, a nie inny sposób Ci o tej niezaspokojonej potrzebie komunikują. Bo często inaczej nie potrafią. Spojrzałam inaczej na moich synków właśnie wtedy, kiedy zachowują się jak małe trolle, kiedy kłócą się, czasem biją, kiedy fochują się tak, że głowa mała, kiedy płaczą bez powodu (jak się okazuje zawsze jest powód). To właśnie wtedy staram się na chwilę zatrzymać i odetchnąć. Bo wiem, że pewnie jest zmęczony, śpiący, głodny, może gryzie go metka od bluzy, może miał gorszy dzień w szkole, albo po prostu jest mu za gorąco? Może chciałby spędzić trochę czasu tylko z mamą albo tatą, może denerwuje go własny brat (przecież ma do tego prawo), może te parówki na śniadanie naprawdę mu śmierdzą i marzy, by właśnie dziś zjeść chałkę z miodem. A może żadna z powyższych rzeczy nie pasuje i on po prostu chce zwrócić na siebie moją uwagę tylko po to, żeby się przytulić.
Przytulenie działa cuda. Zastępuje tysiące słów. Daje Ci odpowiedź jak się zachować, kiedy kompletnie tego nie wiesz. Kiedy moje dziecko szaleje daję mu chwilę, potem pytam czy chce się przytulić i dopiero po jakimś czasie rozmawiamy. Pod warunkiem, że jest gotowe. Bo czasem ta gotowość przychodzi dopiero kolejnego dnia i to też jest normalne.
Dzieci są z natury dobre choć czasem ciężko w to uwierzyć. Bo o ile łatwo jest pojąć, że niemowlak płacze na cały blok, bo ma kolkę, o tyle trudniej jest przyjąć do wiadomości, że nastolatek słucha na cały dom heavy metalu i nie chce z Tobą rozmawiać być może dlatego, że czuje się samotny. Nie wiem jak to jest próbować przytulić zbuntowanego nastolatka, nie mam doświadczenia, ale wierzę, że nawet w takim nastoletnim wredolcu w środku jest wciąż dziecko. I tej wersji się będę trzymać.

PO PROSTU MÓWIĘ PRZEPRASZAM

To był dla mnie jeden z większych przełomów w macierzyństwie. Dzień, w którym odkryłam, że ja też mogę, a nawet powinnam powiedzieć mojemu dziecku „przepraszam”. Dzień, w którym odkryłam jakie to „przepraszam” jest dla moich synów ważne i jak duże poczucie bezpieczeństwa im daje. A mnie przynosi ulgę.
Za co przepraszam? Za to, że krzyknęłam, choć wcale nie było powodu.
Za to, że nazwałam mojego synka dziwolągiem, tylko dlatego, że nie chciał jeść mojego obiadu.
Za to, że byłam nieznośna rano i szarpałam ich za bluzy, a przecież sama wstałam pół godziny za późno.
Mówię przepraszam. Po prostu.
Przepraszam wcale nie myślę o Tobie, że jesteś dziwolągiem, po prostu zdenerwowałam się, bo byłeś bardzo kapryśny podczas obiadu.
Przepraszam was za to, że byłam okropna rano, gdy się zbieraliśmy. Super dajecie radę, super, że jesteście samodzielni, to ja po prostu wstałam lewą nogą.
Przepraszam cię synku, że krzyczę, to nie twoja wina. Jestem zmęczona i boli mnie głowa dlatego tak się zachowuję.

Całe życie oczekujemy od naszych dzieci, że będą nas przepraszać, zapominając, że my to samo jesteśmy im winni.
To przecież również ludzie tylko mali.

ZMIANĘ ZACZYNAM OD SIEBIE

Łapię się na tym, że wymagam od moich dzieci, żeby oglądały mniej bajek, nie marudziły, nie jęczały, były zawsze uśmiechnięte, ciekawe świata i aktywne. Pocałuj ciocię, powiedz dzień dobry, wyprostuj się, posprzątaj po sobie.
Był taki moment kiedy zwracałam mojemu synowi uwagę, że nie odłożył na miejsce swoich zabawek, chwilę później zrobiłam mu wykład na temat zbyt częstego korzystania z tabletu, a na koniec zapytałam dlaczego inne dzieci wciąż jeżdżą na rowerze, a on woli leżeć z komiksem na kanapie. A potem spojrzałam na siebie i swoje otoczenie. W kuchni sajgon, a ja bawiłam się dobrze pijąc kawkę, leżąc na sofie i uskuteczniając konwersację na mesendzerze. Komedia albo dramat – co kto woli. Jak mogę wymagać od mojego dziecka różnych według mnie dobrych zachowań, skoro sama robię dokładnie to samo, tylko w dorosłym wydaniu?!
Zmianę zaczynam od siebie. Mało tego, rozmawiam z moimi dziećmi o tym, że chyba wszyscy zbyt często korzystamy z telefonów i może byśmy z tym wspólnie coś zrobili. Przyznaję się do błędu, pozwalam moim dzieciom na zwracanie mi uwagi. Mój starszy syn potrafi powiedzieć „mamo, nie patrz w telefon, tylko na mnie, kiedy do ciebie mówię”. I to jest dla mnie bardzo cenna uwaga, lekcja pokory, a nie powód, by tego mojego syna strofować. W końcu sama go tak wychowałam 🙂

TYLKO JE KOCHAM

Nigdy nie będę idealna, po drodze popełnię w tym moim byciu mamą tysiące błędów. Przede mną dużo wyzwań, konfliktów, pewnie problemów, których nie będę potrafiła rozwiązać – takie jest życie. Ale wiem już, że ideały nie istnieją. Wystarczy, że spojrzymy na swoich rodziców, do których często mamy o wszystko pretensje, ale przecież kochamy ich i przyjeżdżamy na te święta do domu. Oni tez zrobili wszystko najlepiej jak umieli.

Postanowiłam, że będę te moje dzieci po prostu kochać, być dla nich, a nie obok nich.
Słuchać ich, a nie tylko słyszeć gdzieś w oddali.
Postanowiłam, że codziennie będę je pytać jak się mają, jak im minął dzień, co dobrego i złego je dzisiaj spotkało, jak ma na imię aktualnie ich ulubiony kolega czy koleżanka, czy coś sprawiło im przykrość.
Postanowiłam, że codziennie przed snem powiem im, że są bardzo przystojni, i że jestem prawdziwą szczęściarą mieć takich przystojniaków za synów. Powiem też każdemu z osobna, że jest moim ulubionym synem na literę M.
Bo lubię ich reakcję, kiedy mówię im do ucha te wszystkie drobiazgi. Tę taką pewność siebie, która pojawia się w minutę i błysk w oku.
Lubię ten uśmiech na ich twarzach, kiedy wołam ich do siebie tylko po to, żeby im powiedzieć „Ajlowju do bólu” 🙂

NA KONIEC BANAŁ – SZCZĘŚLIWA MATKA = SZCZĘŚLIWE DZIECKO

Tego banału nie będę opatrywać zbyt długim komentarzem. Stosuję to odkąd moje dzieci, każde z osobna, skończyło jakieś pół roku. To wtedy przyszedł czas na pierwszą randkę poza domem, na założenie sukienki wolnej od plam z popołudniowej zupki, na przypomnienie sobie o tym, że jestem przede wszystkim kobietą.
Nic, absolutnie nic nie daje mi większego powera do bycia lepszą mamą, niż ta energia którą zdobywam, kiedy poświęcam czas sobie, swoim pasjom, potrzebom, emocjom, pracy. To trudna sztuka do opanowania, ale wystarczy zacząć.
Kiedy ja jestem szczęśliwa, spokojna, zrelaksowana, spełniona zawodowo, w dobrym, wypielęgnowanym związku, wtedy moje dzieci, ich zachowanie, ich poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości odzwierciedla to wszystko.
I koło się zamyka. I tak to właśnie działa.

W imieniu redakcji – Basia 🙂

ps. wiem, że będziesz mnie pytać o te mądre książki, które czytałam. Zacznij od moim zdaniem najlepszej – „Uważne rodzicielstwo” Susan Stiffelman. Doskonała zarówno jeśli jesteś mamą małego dziecka, jak i nastolatka. Genialna.

Może Ci się również podobać

11 komentarzy

  • Odpowiedz Marta Czerwiec 8, 2018 at 3:15 pm

    Napisałam długi komentarz, a potem go skasowałam, bo tak naprawdę chciałam Ci powiedzieć, że jesteś super 🙂

  • Odpowiedz Hania Czerwiec 8, 2018 at 5:02 pm

    Basiu powiem Ci, że nastolatek też potrzebuje przytulania. Także to się nie zmieni jak Twoi synowie podrosną. I to jest w tym wszystkim wspaniałe❤

  • Odpowiedz malagenia Czerwiec 8, 2018 at 5:05 pm

    amen❤
    też tak zrobię

  • Odpowiedz Karina Czerwiec 8, 2018 at 5:23 pm

    Właśnie wracamy z mężem z Toskanii z okazji 10 rocznicy ślubu. Zainspirowałam się tymi randkami z mężem A w domu czekają wytęsknione dzieci. Wracają szczęśliwi i wypoczeci rodzice do szęśliwych dzieci.

  • Odpowiedz Pan Poeta Czerwiec 9, 2018 at 10:30 am

    Wow! Z tym telefonem mnie rozbawiłaś, bo robię to samo – że niby… pracuję. To prawda, ale dziecko widzi mnie tylko z telefonem i myśli, że oglądam bajki, których ja mu zakazuję. Trzeba będzie się rozstać z ekranikiem. Superwpis!

  • Odpowiedz dorota Czerwiec 10, 2018 at 10:11 am

    Świetny wpis – rozwijać trzeba się stale

  • Odpowiedz Dekolo Czerwiec 11, 2018 at 9:35 am

    Bardzo dobre rady – szczególnie ta z przepraszaniem. Wielu rodziców po prostu zapomina, że też mogą przeprosić

  • Odpowiedz Magda Czerwiec 12, 2018 at 7:57 am

    Jak zwykle trafione w punkt. Ja też mam takie dni gdy jestem na siebie zła, bo znowu krzyknęłam, tak właściwie bez powodu na tę moją wspaniałą 3-latkę. Wkurzam się, bo w tym moim nowym domu (jak z katalogu:)), jest ciągły bałagan i nie wygląda tak jak na Pintereście czy Instagramie. Ale po chwili pukam się w głowę i myślę:” masz wspaniałe, zdrowe dziecko. Wiesz, że mogło być inaczej. Doceń to.”. I staram się to robić.

  • Odpowiedz Aga Czerwiec 13, 2018 at 9:23 am

    Basiu,

    Jesteś niesamowitą kobietą!!! A ten tekst pokazuje, jak bardzo mądrą! Twoje artykuły to już niezły przewodnik po życiu, takim fajnym, mądrym życiu:) Pisz jak najczęściej o Twoich przemyśleniach na różne tematy, te poważne i te mniej poważne:) i przy okazji chciałam zapytać o post o Twojej terapii, który zapowiadałaś np. w artykule pt. Świat należy do odważnych marzycieli. ? Bardzo czekam na ten tekst:) pozdrawiam Cię serdecznie i ściskam. Aga

  • Odpowiedz Myszamysza Czerwiec 18, 2018 at 10:22 am

    🙂 Też tak robię 🙂 naczytałam się Jespera Juula, Self-Rega, naszego wspaniałego Korczaka, Hala Runkle (polecam!!!). Traktuję dzieci (obecnie 5 i 8) jak… LUDZI 😀 z szacunkiem, mówię proszę, przepraszam, dziękuję, zawsze Cię kocham, nawet jesli akurat Cie nie lubie bo robisz coś, co trudno mi zrozumiec albo nie moge sie z Toba dogadac – to i tak zawsze Cie kocham i bede kochac. Kocham Ciebie, kiedy kloce sie z tata bo mamy inne zdania na ten sam temat. To jest tylko nieporozumienie i nie wplywa na nasza milosc do nas i do Was.
    Natomiast robie jeszcze jedna rzecz: jesli spieramy sie z mezem przy dzieciach (doroslam do tego, wczesniej tlamsilam do czasu, az zasneli) – to uzywam logicznych argumentow, pytam o przyczyne-skutek, wspieram, nie zloszcze sie i na koniec doprowadzam do finalu = pogodzenia. Mimo roznicy zdan. Jesli dzieci doswiadczaja naszej klotni, to doswiadczaja rowniez jej dalszego ciagu – porozumienia, przytulenia. Tlumacze, ze tata sie zlosci bo cos mu sie w pracy nie udalo albo jest zly na mnie bo nie spelnilam obietnicy. Nasza samoswiadomosc emocjonalna w rodzinie wzrasta i dzieci w niej. Oboje potrafia powiedziec czesto cos podobnego, jak Twoj syn we wpisie „patrz mi w oczy, nie w telefon” – moj syn mowi” tato, model ojcostwa sprzed 30 lat sie zmienil, nie musisz nasladowac swojego taty”, a corka: „nie wolno sie tak zloscic na dzieci! (…) Nie mozesz mnie zmusic!”
    No i ma racje…
    Polecam Korczaka i Sef-Reg. Dla mnie to bylo jak objawienie!

  • Odpowiedz BINUSIA Czerwiec 21, 2018 at 6:39 am

    Świetny wpis…utozsamiam się z każdym zdaniem…dzieci to my:)

  • Napisz odpowiedź