NASZ DOM Urządzanie

KWIATY DONICZKOWE W NASZYM DOMU – wybrałam te naprawdę łatwe w uprawie

Lipiec 6, 2016
IMG_1495

W naszym domu mieszkamy niespełna rok, a mnie udało się stworzyć zalążek dżungli, o której marzę. Mam na myśli kwiaty doniczkowe, które wbrew pozorom są łatwe w uprawie.
Kiedy się tutaj wprowadzaliśmy przywiozłam ze sobą tylko jednego kwiatka, pamiątkę po siostrze mojej babci, do którego mam ogromny sentyment. Cała reszta pojawiła się u nas w ciągu ostatnich miesięcy, a ja dałam im sporo miłości i trochę pracy, by wyglądały tak jak teraz.
Od początku wiedziałam, że będziemy mieć sporo zieleni w domu. Domu, który jest dosyć minimalistyczny pod względem wystroju, w którym nie ma zbyt wielu rzeczy. To było pewne, że zieleń żywych roślin będzie wyglądać na tle bieli zjawiskowo.
Rośliny sprawiają, że jest przytulnie i domowo. Mnie zachwycają każdego dnia. A fakt, że któraś z nich wypuszcza w podziękowaniu nowe pędy to dla mnie powód do radochy. Zawsze lubiłam „grzebać w ziemi”. Zawsze miałam w swoim pokoju jakąś zieleninę. Tym razem, kiedy osiadłam już na dłuższy czas, w swoim domu, mam prawdziwe pole do popisu. Ah i żebyś miała jasność – lubię rośliny łatwe w uprawie. Dziś chcę ci o nich napisać.

3

Skąd biorę swoje rośliny?

Mam w domu kilka naprawdę imponujących kwiatów. To dracena i szeflera, o których za chwilę napiszę ci więcej. Gdybym chciała kupić takie rośliny nowe, musiałabym zapłacić za nie kilkaset, a nawet tysiąc złotych. Moje pochodzą z serwisu olx. To prawdziwe bogactwo okazji. Ludzie hodują kwiatki kilka lat, do momentu, w którym nie mają ich gdzie trzymać i są zmuszeni do ich sprzedania. Wtedy wchodzę ja, ze swoim domem a la kościół i za 30 zł odkupuję 2,5 metrową szeflerę. Można? Można. Polecam ci szukać okazji, w swoim mieście – najwygodniej. Ja w ciągu miesiąca przytargałam kilkanaście kwiatów, za które łącznie zapłaciłam jakieś 200 zł. Lubię, gdy moje pomysły są realizowane natychmiastowo. Olx sprawdził się w tej sytuacji idealnie.
Kupiłam też kilka roślin w Ikei. Wychodzi na to, że są w dobrym stanie, z porządną bryłą korzeniową, bo wszystkie mi się „udały”, a po przesadzeniu rosną genialnie. Są też w dobrej cenie.
Skąd jeszcze brać kwiatki? Od znajomych, którzy chcą się ich pozbyć. Z sadzonek i zaszczepek. Z wyprzedaży albo dyskontów takich jak chociażby Biedronka czy Lidl. Parę razy udało mi się kupić tam kilka roślin takich jak pożądana teraz przez wszystkich, pinterestowa monstera. Choć trzeba uważać. Wydaje mi się, że są trochę przenawożone i po przyniesieniu do domu lubią marnieć. Nie jest to jednak regułą i za niewielkie pieniądze, które musisz za nie zapłacić, warto spróbować.

O czym musisz pamiętać decydując się na uprawę kwiatów doniczkowych w domu?

4

 

O tym, żeby za dużo o nich nie myśleć. Serio. Nie wkręcaj się, że nie masz do nich ręki, że kwiatki cię nie lubią i jesteś w stanie ususzyć nawet kaktusa. Jeśli zastosujesz się do kilku (naprawdę kilku!) podstawowych zasad pielęgnacji kwiatów i jeśli wybierzesz łatwe w uprawie gatunki – będziesz się cieszyć swoją domową dżunglą już za kilka tygodni.

Każdy kwiatek ma swoje wymagania i w przypadku mojej kolekcji roślin, są one bardzo do siebie zbliżone. Pozwala mi to na ogarnianie ich bez nadmiernego myślenia o nich.

Kwiatki trzeba podlewać. Zazwyczaj robię to obficie, 2 razy w tygodniu, w lecie i oszczędnie, raz w tygodniu, w zimie. Musisz wiedzieć, że rośliny w zimie lubią spowolnić swoje obroty i zapadają w tak zwany sen. Dobrze jest wtedy trochę je wysuszyć i zadbać o to, by nie stały przy grzejnikach. Nie wolno ci roślin przelewać. Prawie żadne tego nie lubią i prawie zawsze zasygnalizują ci to przesuszonymi końcami listków albo gnijącymi korzonkami (dla ułatwienia liście usychają, gdy korzenie gniją 😀 😀 ).  Nie wolno ci też ich przesuszać. Jeśli wyjeżdżasz na 10 dniowe wakacje – ok, rośliny przeżyją, ale jeśli zapomnisz o nich na miesiąc i dłużej, to nie dziw się, że twoje kwiatki stwierdzą, że nie masz do nich ręki. Dbaj o nie w prosty sposób, ale tego prostego już nie upraszczaj. Do tej największej draceny, która zobaczysz na zdjęciach wlewam podczas jednego podlewania 1,5 litrową butelkę wody.

Rośliny lubią dokarmianie. Przekonałam się o tym dopiero niedawno. Wcześniej nigdy nie stosowałam nawozów. Kiedy podlejesz latem swoje rośliny raz na tydzień – dwa tygodnie (zgodnie z zaleceniami na opakowaniu nawozu), wodą z rozcieńczonym nawozem do kwiatów doniczkowych, one odpłacą ci się bujniejszym wzrostem, większą ilością liści i w ogóle będa bardziej glamour. Kupuję najprostszy nawóz typu biohummus.

Rośliny trzeba co jakiś czas przesadzać. Zazwyczaj wtedy, kiedy doniczka jest już dla nich za ciasna. Kiedy doniczka jest za ciasna? Wtedy, kiedy bryła korzeniowa wyrasta poza jej granice. Możesz to dostrzec na jej spodzie, kiedy korzonki wydostają się przez dziurki drenażowe. Wtedy po prostu przesadź swojego kwiatka do większego pojemnika. Uważaj przy tym na jego korzenie i staraj się ich nie uszkodzić. Najlepiej jeśli zrobisz to na wiosnę lub ostatecznie latem. W zimie twoja roślina śpi. Lepiej jej nie ruszaj.

Dodatkowo: większość roślin lubi, kiedy co jakiś czas zrasza się jej liście. Te o dużych liściach lubią, gdy przemyjesz je od czasu do czasu z kurzu. Nie lubią ciagłego przestawiania, więc jeśli zauważysz, że w którejś części twojego mieszkania dana roślina zaczęła lepiej rosnąć, to zostaw ją tam z łaski swojej. Rośliny doniczkowe potrafią różne rzeczy komunikować. Służą im do tego liście, które albo usychają i opadają, albo na przykład żółkną. Warto czasami poczytać w internecie o danym gatunku i zweryfikować czy na pewno robisz wszystko, co dla niego najlepsze.

A teraz czas na moje kwiatki. Zacznę od salonu.

Zamiokulkas ziemiolistny (Zamioculcas zamifolia) Kupiłam go jako jedną, wielką roślinę bardzo przerastającą doniczkę. Ten kwiatek lubi, gdy jest mu ciasno, ale ja postanowiłam go podzielić. W krótkim czasie rozrósł się do 4 dużych kwiatów (2 z nich poszły dalej w świat). Ma bardzo ładne, ozdobne, mięsiste liście i jest banalnie łatwy w uprawie. Wytrzymuje długie okresy suszy, więc spokojnie możesz go zostawić w domu na czas urlopu. Moje zamionulkasy narazie stoją na parapecie, choć w przyszłości będą stanowić część większej kompozycji.  Rozmnażane przez podział rośliny. Podlewam go raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie z nawozem. Wycieram liście z kurzu i czasami zraszam.

zamionculus zamionculus 1

Juka (Yucca elephantipes). Jeden z lepszych zakupów w Ikei. Juka przyjęła się u nas dobrze, wypuszcza nowe, jasnozielone listki, a w nagrodę dostała piękny pleciony koszyk, jako osłonkę. Podlewam ją 1-2 razy w tygodniu i utrzymuję stale lekko wilgotne podłoże. Juka polubiła nasz przewiewny salon i pełne słońce. W zimie ograniczam znacznie podlewanie (2 razy w miesiącu). Duża juka, taka jak nasz okaz wygląda świetnie w sporych pomieszczeniach, w towarzystwie niższych od siebie roślin ( na zdjęciu w towarzystwie nowego nabytku – draceny). Dodatkowo nasza juka wypożyczyła swoją doniczkę paprotce. Włożyłam kilka miesięcy temu jeden liść paprotki do ziemi, by sprawdzić czy się przyjmie i niedługo dziewczyny będa musiały się rozstać, bo paprotka ma już kilkanaście listków. Radość 🙂

yuka 1 yuka 2

Kliwia (clivia nobilis). Bardzo łatwa w uprawie roślina, która u nas kwitnie co roku. Szczerze powiedziawszy to jej uprawą zainteresowałam się niedawno. Wcześniej kliwia radziła sobie w naszym domu sama. Przypominałam sobie o niej raz na jakiś czas, ale zawsze była ze mną, bo to prezent od nieżyjącej już cioci. Pewnego dnia postanowiłam ją przesadzić i ze zdumieniem odkryłam, że w doniczce prawie w ogóle nie ma ziemi, a korzenie ciasno wypełnają ją całą. Po przesadzeniu do nowej, większej doniczki, kliwia podwoiła swój rozmiar w ciągu kilku miesięcy. Podlewam ją standardowo 1-2 razy w tygodniu, co jakiś czas woda z nawozem. Ma bardzo kruche korzenie, na co trzeba zwrócić uwagę podczas jej przesadzania. W zimie osczędniej ją podlewam, nie nawożę i dbam, by nie było jej za gorąco. Aktualnie wypuszcza pęd kwiatostanowy i za jakiś czas będzie miała łososiowe kwiatki. Potem kwiatostan odcinam i nie pozwalam dojrzeć owocom, żeby nie osłabiać rośliny. Przemywam z czułością jej piękne liście, które zbierają kurz.

_MG_1585 _MG_1575

Szeflera drzewkowata (Schefflera arboricola). Mam dwie szeflery drzewkowate. Jedna, ogromna, odkupiona od pewnego gimnazjalisty na olx, za całe 30 zł aktualnie stoi w salonie i trochę choruje, ale o tym za chwilę. Druga, mniejsza czuje się świetnie w łazience. Z młodszą szeflerą mogę zrobić pewną rzecz, a mianowicie mogę odłamywać jej stożki wzrostu, czyli wierzchołki pędów. To sprawi, że kwiatek będzie miał pokrój krzaczasty i nie będzie rósł jak ta druga, 2 metrowa w salonie. Duża szeflera ma długie i cienkie łodygi, wymagające podpory i czasem nie bardzo wiem, jak ją uformować w zgrabną roślinę. Musiałam ją jednak uratować z rąk młodzieży – sama rozumiesz. Szeflera lubi stale wilgotne podłoże, więc tutaj znowu – podlewam ją raz-dwa razy w tygodniu, obficie. Do tego nie cierpi kurzu, więc delikatnie przemywam jej co jakiś czas listki i zraszam ją. O tak zraszanie to coś, co szeflera uwielbia. Pamiętaj, że to w większości są rośliny, których naturalnym środowiskiem jest jakaś wilgotna dżungla 🙂 Jeśli szeflera ma pstrokate liście – dobrze jej będzie w pełnym słońcu. Jeśli ciemno zielone, postaw ją raczej w półcieniu. Moją dużą szeflerę zaatakowała jakaś cholera, chyba tarczniki. Prawdopodobnie przyjechały do mnie razem z kwiatkiem od wspomnianego gimnazjalisty. No cóż zdarza się. Teraz muszę wybrać się do sklepu ogrodniczego, kupić preparat na to cholerstwo i cierpliwie i skrupulatnie umyś jej każdy listek. Myślę, że wydobrzeje. Tak więc widzisz – zdarza się nawet najlepszym. Nie ma co się poddawać uprawiając kwiatki.

_MG_1584 IMG_1616

Grubosz Hobbit. Ja nazywam go uszami Shreka 🙂 Jest uroczy i mało wymagający, choć chyba postawię go w mniej słonecznym miejscu. Grubosza, tak samo jak inne sukulenty podlewam dopiero wtedy, gdy ziemia w doniczce totalnie wyschnie. Warto dać mu co jakiś czas nawóz do kaktusów i niewiele o nim myśleć. w końcu to kaktus. One są jak Garfield, potrzebują tylko świętego spokoju.

Gatunku drugiego kaktusa w tle nie znam, ale jest najmniej wymagającą rośliną w moim domu. Dostaje odrobinę wody raz na miesiąc i sobie po prostu stoi. Czego chcieć więcej? 🙂

IMG_1491 IMG_1495
IMG_1494

Teraz idziemy do kuchni. W kuchni swój dom znalazła najłatwiejsza w uprawie roślina, jaką znam. Nazywa się Epipremnum złociste (Epipremnym aureum) i według mnie jest nie do „zarżnięcia”. Pamiętam taki czas, kiedy byłam na studiach i moi koledzy w akademiku mieli tego kwiatka na parapecie. Robili z nim różne złe rzeczy, służył im na przykład jako popielniczka. Był podlewany tylko wtedy, kiedy ja przychodziłam, a mimo to za każdym razem odżywał i wypuszczał liście. Może dlatego, że oprócz tych właściwych, ma także korzenie powietrzne i jakoś sobie poradził. Epipremnum jest śliczne, ma piękne liście, które albo są pstrokate (jeśli postawisz je na jasnym stanowisku), albo ciemnozielone (jeśli stoi w półcieniu). Podlewam je tak jak resztę, nawóz analogicznie. Rośnie jak szalone, łatwo się rozmnaża, pnie się po podporach. Gdybyś się dobrze zakręciła jesteś w stanie stworzyć z tego kwiatka zieloną ścianę (moja babcia taka miała). A jeśli znudzi ci się taka ściana możesz pociąć kwiatka na dziesiątki kawałków z jednym liściem, włożyć do słoika z wodą, poczekać aż wypuści korzonki (a wypuści na 100 %) i posadzić je wszystkie w osobne doniczki. A potem jechać na giełdę w Broniszach i tym handlować 🙂
Zaprawdę powiadam ci – epipremnum się zawsze udaje.

epipremnum 1 epipremnum 2

A teraz mój ulubieniec. I tu znowu cie nie zaskoczę – w zasadzie uprawia się sama. Kupiłam ją jako malutką roślinkę w Ikei, jakoś w grudniu. Po przesadzeniu do doniczki zaczęła rosnąć jak szalona i niedługo czeka ją podział na conajmniej 3 mniejsze. To roślina okrywowa stąd tak szybki wzrost. Dodatkowo dostała dobry dom, porcę witamin w postaci nawozu co 2 tygodnie i proszę – takie cudo. Kosztowała jakies 13 zł, kupiłam ją w Ikei pod dziwną nazwą Himalaya mix. Ja obstawiam, że to jakaś odmiana okrywowej rośliny Helxine. Uwielbiam ją.

_MG_1476 _MG_1649 IMG_1484

Sansewieria gwinejska, zwana także wężownicą albo językiem teściowej (Sansevieria trifascata). Roślina, która nie bardzo cię potrzebuje przy swoim spokojnym wzroście. Podlej ją dopiero, kiedy wyschnie, daj od czasu do czasu nawóz dla kaktusów i kiedy nie mieści się w doniczkę – przesadź, tak jak i ja to zrobiłam. Podzieliłam jedną roślinę na 4. Spójrz! Jedna z nich wypuszcza właśnie nowy liść. Sansewieria jest bardzo ładna. Wygląda świetnie w koszykach z trawy. Swoją znalazam na olx, ostatnio widziałam takie w Biedronce za grosze.

sanswieria 1 sanswieria 5

Nawet w garażu rośnie sobie jeden maluch 🙂

sanswieria 4

Idziemy dalej. Czas na toaletę. W toalecie swoje miejsce znalazła roślina zwana Syngonium, albo mniej ładnie, po polsku Zroślichą.
Przywiozłam ją od rodziców. Nie wyglądała zbyt dobrze, w zasadzie nie rosła w ogóle, tylko zachowywała przez wiele lat swój stały rozmiar. Ostatnio postanowiłam poczytać o niej nieco i zabrać do spa. Przesadziłam ją do większej doniczki, do świeżutkiej, pełnej składników odżywczych ziemi. Podlałam nawozem organicznym i znalazłam miejsce, w którym doskonale się poczuła. Miejsce w którym jest nie za jasno, nie za ciemno, nie ma palącego słońca i tym miejscem okazała się toaleta 🙂 Roślina zaczęła pięknie rosnąć, wypuszcza wciąż nowe liście i niedługo trzeba jej będzie sprawić jakąś podporę, bo lubi się piąć.

_MG_1545 IMG_1509

Obok niej stoi kwiatek, którego uwielbiam. Cały czas myślałam, że to trzykrotka. Ostatnio jednak wypuściła kwiatki przypominające mysie ogonki, a ja studiując swoje książki doszłam do wniosku, że żadna z niej trzykrotka tylko jakaś odmiana Peperomii, bo to właśnie ten gatunek ma tak charakterystyczne kwiaty. Tak więc przedstawiam ci piękną peperomię, która rośnie pięknie, ma identyczne wymagania jak poprzedniczki, jest łatwa w uprawie i tworzy wciąż nowe, zwisające gałązki z drobnymi listkami. Kupiona najprawdopodobniej w Ikei albo Tesco jako mała sadzonka.

_MG_1543

W pralni swoje tymczasowe mieszkanie znalazła Paprotka (Nephrolepis). Popularna roślina, ktrej chyba nie muszę ci przedstawiać. Paprotka z wszystkich dzisiaj wymienionych jest chyba najbardziej wymagająca, a ja wciąż ją obserwuję i zastanawiam się co dla niej będzie najlepsze. Do tej pory rośnie pięknie, wydała nawet na świat córkę (tę, która jest w doniczce z juką). Paprotka lubi, gdy często się ją zrasza i utrzymuje wilgotne podłoże. Moja ma niewielką ilość liści z brązowiejącymi końcami. Może to świadczyć o tym, że jest jej za sucho. Jest też wrażliwa na przenawożenie, dlatego w jej przypadku nawóz stosuję raz na miesiąc. Przesadzam ją wtedy, kiedy korzenie przerastają doniczkę. Warto ją wtedy przy okazji podzielić na dwie rośliny.

paprotka 1 paprotka 2

W łazience stoi szeflera i sansewieria, o których już dziś pisałam.

8

A na parapecie roślina, z którą mam problem, bo nie potrafię jej zakwalifikować. Dostałam ją od babci ze wsi i oczywiście zostanie ze mną tak długo jak to możliwe. Problem w tym, że nie wiem czy to aloes czy agawa, czy może jeszcze coś innego? Może ty wiesz? Jest równie mało wymagająca co grubosz i inne sukulenty. Podlewam ją, aż kompletnie wyschnie. Czyż te dwie nie wyglądają obok siebie cudownie?

sansiweria 3 _MG_1551

Na koniec Dracena (Dracena marginata), nasz największy okaz. Przyniosłam ją do domu sama, kupiłam oczywiście na olx. Początkowo nie czuła się u nas dobrze. Postawiona w salonie gubiła liście, a ja myślałam, że nic z tego nie będzie i niedługo będziemy musiały się pożegnać. Przeniosłam ją jednak do sypialni ze wschodnim światłem. Przesadziłam, wykąpałam, nakarmiłam i dracena odżyła. W podziękowaniu wypuściła nowe liście. Dogadałyśmy się. Okazało się, że dracena lubi rozproszone światło. Tak po prostu.

2 dracena 3

To już wszystkie rośliny, jakie mam. Powiedz czy tak jak ja jesteś ich fanką? Jeśli nie, to czy zachęciłam cię choć odrobinę do tego, by spróbować uprawiać choć jedną z nich? Koniecznie daj mi znać.

Uściski
Basia

 

Hej! Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi i kliknij, w któryś z tych dwóch niebieskich guzików :).

Może Ci się również podobać

37 Komentarze

  • Odpowiedz Angelina Lipiec 6, 2016 at 2:19 pm

    Zachęciłaś mni! I to jak!

  • Odpowiedz Daisy Lipiec 6, 2016 at 3:15 pm

    Aloes, na mur beton 🙂 To nie jest agawa. Jak znajdę konkretną nazwę który to, to napiszę 🙂

  • Odpowiedz Daisy Lipiec 6, 2016 at 3:20 pm

    Aloe squarrosa, najprawdopodobniej 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 7, 2016 at 11:25 am

      dzięki! 🙂

  • Odpowiedz emka Lipiec 6, 2016 at 5:33 pm

    Piękna kolekcja! 🙂 ja w przekonaniu o swoich morderczych zapedach rowniez wybralam gatunki malowymagajace. Wszystko bomba tylko uszy Shreka cos mi ostatnio sie marszcza mimo regularnego podlewania :/

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 6, 2016 at 6:05 pm

      Marszczą się, bo albo stoi w zbyt jasnym słońcu, albo mają za dużo wody. Albo i to i to 🙂

      • Odpowiedz emka Lipiec 7, 2016 at 6:38 am

        Dziękuję! Obstawiam słońce w takim razie. Już przestawiony, zobaczymy czy mu się poprawi 🙂

  • Odpowiedz salusiowo Lipiec 6, 2016 at 8:10 pm

    Dotrwalismy! Piękne kwiaty!!

  • Odpowiedz Izabela Lipiec 6, 2016 at 8:22 pm

    Ja miałam kiedyś w naszym mieszkaniu ponad 70 doniczek. Policzyłam je dopiero, gdy znajomy, który je podlewał podczas naszej nieobecności niby żartem, ale jednak, narzekał ile czasu mu schodziło na ich podlanie. 🙂 Wtedy pierwszy raz je przetrzebiłam. Ostatnio pozbyłam się wszystkich wielkich okazów, a koleżanka która o niczym nie wiedziała, po pierwszym przestąpieniu progu zdziwiła się, że jakoś tak u nas więcej przestrzeni się zrobiło. 😉 Uwielbiam rośliny w domu i pasjami znoszę je do mieszkania, ale od czasu do czasu robię czystkę, np. rozdaję, bo pewnie nic by poza nimi nie było u nas widać, nawet nas. 😉 Zamioculcasy u mnie kwitły. Czasami miały nawet po trzy kwiaty. Chociaż kwiaty nie były jakość szczególnie piękne, to za każdym razem napawały mnie dumą, po podobno to wcale nie jest takie częste. 🙂 Wydaje mi się, że takie roślinki jak Twoja Helxine rosną u mnie w donicach na tarasie 😕 Nie wiedziałam, że nadają się do mieszkań. Tego typu roślinki są moimi ulubieńcami, bo staram się teraz kupować mniejsze rośliny. Niestety ja zazwyczaj zapominam ich nazwy, ale generalnie lubię gatunki peperomii np. peperomia deppeana. 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 7, 2016 at 11:24 am

      oh wow 70 doniczek – jest co robić 🙂

  • Odpowiedz Marta Lipiec 6, 2016 at 8:36 pm

    Oj tak, ja zdecydowanie lubię mało wymagające kwiatki. A sansewierię wprost uwielbiam. Moja wypuszcza dużo młodych pędów, ale stare rozjechały się na boki i roślina nie ma pokroju kolumny, tylko raczej juki 🙂 Nie wiem, czy zrozumiale wytłumaczyłam 🙂 Napracowałaś się przy tym wpisie, chylę czoła 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 7, 2016 at 11:24 am

      zwiąż ją jakimś mało widocznym sznureczkiem na dole 🙂

  • Odpowiedz Ana Lipiec 6, 2016 at 9:21 pm

    a widzisz.. a ja mam Epipremnum złociste i nie wiedziałam jak to się nazywa:) dostałam piękny okaz i potwierdzam- rośnie sam:))) ja bym chętnie posiadała sporo kwiatów, tylko mam jedynie dwa parapety (i to jeszcze północne- ciemnica tam)- tam królują storczyki. Jak dzieciaki przestaną wyjadać ziemię z doniczek to się zastanowię nad okazami stojącymi na podłodze:)

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 7, 2016 at 11:22 am

      może kwietniki na ścianach albo takie fajne z ikei wiszące ze sznurka i drewnianych klocków powieszone pod sufitem ? 🙂

  • Odpowiedz Agnieszka | Level up! studio Lipiec 6, 2016 at 10:55 pm

    Basia, to aloes, na bank! Jak się poparzysz lub skaleczysz, odcinasz kawałek liścia, rozcinasz na pół, lekko zgniatasz i przykladasz miąższem na ranę. Ewentualnie zeskrobujesz miąższ nożem i nakladasz na kawałek gazy i wtedy na ranę. Taka medycyna ludowa 😀
    Zamiokulkas teraz przyszedł od mojej mamy, zobaczymy jak się przyjmie. U mnie jak głupia rośnie gwiazda betlejemska- nie ma czerwonych liści, ale jest już całkiem sporym drzewkiem 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 7, 2016 at 11:21 am

      no właśnie babcia mi kazała te aloesy hodować. Podobno mają mnie też odmłodzić o 10 lat 🙂

  • Odpowiedz Sylvia Lipiec 7, 2016 at 9:59 am

    O mamy wiele wspólnych okazów tylko, że na ich temat zupełnie nic nie wiedziałam do dzisiaj! Dzięki Basia:)

  • Odpowiedz eboum Lipiec 7, 2016 at 10:47 am

    Rzeczywiscie, doniczkowe kwiaty « ubieraja » dom. Moj jest ubrany w jednego jedynego kaktusa ! Zdecydowanie wole pracowac w ogrodzie choc tam zawsze jest cos do zrobienia I konca nie widac!
    Basiu, wiklinowe zakrywacze doniczek sa swietne. Musze poszukac podobnych na pchlich targach…

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 7, 2016 at 11:20 am

      ja też je bardzo lubię 🙂

  • Odpowiedz Katarzyna Nowak Lipiec 8, 2016 at 8:39 am

    Zdecydowanie wygrywa: Epipremnum !!! Spójrz jak pięknie wyglądają w klasycznej białej doniczce jak i w super nowoczesnej: puszce po herbacie! 😀
    Ja niedawno upolowałam (BIEDRA RULEZ!) bluszcz! Kiedyś hodowałam namiętnie, kiedy zrobił się już naprawdę długi i bujny, Tata uformował z drutu fajną konstrukcję dzięki czemu bluszcz zamienił się piękną kulę, która teraz (!!!) rządzi na pintereście! O ja niemądra- dlaczego, och dlaczego ja się jej pozbyłam?!?! Ale zaczynam hodowlę od nowa!
    PS. U mnie radę dają jeszcze piękne storczyki, które pomimo zaleceń, postawiłam na parapecie na pełnym słońcu, a one kwitną jak szalone! A nawet kwitną jak szalone przez CAŁY CZAS!

  • Odpowiedz Katarzyna Nowak Lipiec 8, 2016 at 8:40 am

    PS2. Najlepszy sposób na kwiaty? Podlewając mówię do nich i chwalę je za to, że są takie piękne i zdrowe a one odwdzięczają się i rosną pięknie dalej! 😛

  • Odpowiedz Ange76 Lipiec 8, 2016 at 10:01 am

    Mnie nie musisz zachęcać, bo ja wybrałam te same rośliny 🙂 Co prawda szeflerę załatwiły mi tarczniki (udało mi się zmobilizować tylko do jednego umycia jej wodą z szarym mydłem) oraz brak podlewania, ale cała reszta jakoś się trzyma. Nie do zdarcia są tez skrzydłokwiaty. Można kupić maleńkie sadzonki w IKEA a one potem rosną jak szalone. A sansewieria od roku chyba stoi w resztce ziemi w dzbanku i wciąż ma sie dobrze 🙂

  • Odpowiedz Ludwika Lipiec 9, 2016 at 7:13 am

    Grubosz Hobbit to mój absolutny faworyt! A tak na marginesie – zawsze podziwiałam ludzi, którzy prócz dzieci, domu, zwierząt itd, dbają jeszcze o kwiaty. To jakieś niezwykłe pokłady opiekuńczości! Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Ewa Lipiec 14, 2016 at 6:33 am

    Basiu to aloes! Mam dwa i jakoś na początku podsychały mi nie umiałam ich opanować. Ale zaprzyjaźniliśmy się i już widzę, że po przesadzeniu wyrastają młode aloesiki. Aloes uratował plecy mojego męża po poparzeniu słońcem. Bezcenny.

  • Odpowiedz meago Lipiec 28, 2016 at 3:08 pm

    Ja dopiero zaczynam zazielenienie – mam kaktusowy ogródek, małą (jeszcze) dracenę, zamiokulkasa, bluszcz i jeszczę parę sukulentów. Jest tego coraz więcej, bo jak mam dni pt. „Bez pośpiechu na zakupach w Biedronce”, prawie zawsze przytargam coś zielonego. Nie chcę przesadzać za bardzo, dopóki się nie wyprowadzę do własnego mieszkania (patrzę w przyszłość jak miałabym to wszystko później przewozić), ale marzy mi się taki zielony kącik w domu np. do czytania – wiesz, jakaś duża juka, parę półek zazieleniałych od roślin i duży bean bag na podłodze. Powolutku, pomalutku realizuję więc ten plan 😀

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 28, 2016 at 4:04 pm

      super 🙂 powodzenia!

  • Odpowiedz Patrycja Sierpień 5, 2016 at 9:18 pm

    Basiu skąd doniczki do kaktusów? piękne

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 6, 2016 at 7:03 am

      Te są z mojego domu rodzinnego. Mają ze 25 lat 🙂

  • Odpowiedz Agnieszka Sierpień 9, 2016 at 7:23 pm

    Basiu, mam jeszcze pytanie techniczne – czy jak przynosisz roślinę ze sklepu i widzisz, ze ma ciasno (a zwykle mają), to przesadzasz ją do wiekszej doniczki czy zostawiasz w tej, w której ja kupiłaś? No i jak to jest z tymi doniczkami i osłonkami – przesadzasz kwiatek do doniczki i wkładasz do osłonki czy do osłonki od razu z jakimś żwirkiem na dnie?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 9, 2016 at 7:30 pm

      zwykle daję roślince tydzień na zaklimatyzowanie się. Przesadzam do świeżej ziemi przede wszystkim. Roślina (oprócz kaktusów) musi mieć dziuri w doniczce, żeby woda nie stała, dlatego najpierw doniczka )podobno najlepsze są te plastikowe), a dopiero później osłonka. Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Wisienka Wrzesień 5, 2016 at 8:45 am

    Niezla kolekcja przed dzieckiem tez tak mialam teraz nawet zamioculcas nie chce sie uchowac albo ma za sucho albo za mokro zazdroszcze uwielbiam kwiaty zielone doniczkowe wszystkie oprocz paproci i bluszczy pozdrawiam

  • Odpowiedz Darek Styczeń 5, 2017 at 1:51 pm

    Witam,ja tez sciagam do domu co sie da. A nie odstapila by pani sadzonki kliwi nobilis?781598837

  • Odpowiedz Celina Styczeń 19, 2017 at 9:11 am

    A jak dużo czasu Ci zajmuje zajmowanie się tymi roślinkami? Bo z tego co widzę, to wcale tak mało ich nie jest

  • Odpowiedz grey_gull Marzec 27, 2017 at 7:02 am

    Uwielbiam takie domy jak Twój – pęłno w nich życia. Nie tylko waszego ale i waszych roślin. Sama mam małego bzika na tym punkcie. Nawet moja przyszła teściowa wie, że najlepszym prezentem dla mnie są kwiaty:) Trzymam kciuki za dalszy rozwój – Twój i twoich roślin 🙂

  • Odpowiedz E Lipiec 22, 2017 at 11:42 am

    Dzień dobry,
    ostatnio zakupiłam identycznego kwiatka w Ikei – to nie Helxine to Pilea 🙂 mam nadzieję, że u mnie rozrośnie się równie pięknie.

    ps.
    bardzo przyjemnie się Panią czyta 🙂 dziękuję za inspirację!

  • Odpowiedz garden Lipiec 29, 2017 at 8:45 pm

    Pięknie, aż sama muszę trochę ożywić swoje mieszkanie, bo do tej pory miałam tylko jednego kaktusa, ale tak dalej nie może być. Jeszcze dodam kolorowe doniczki i mieszkanko będzie nie do poznania 🙂

  • Odpowiedz studentka zarządzania Sierpień 6, 2017 at 1:18 pm

    Super blog i świetne kwiatki, trafiłam do Ciebie przypadkiem, ale będę częstym gościem 🙂
    W wolnych chwilach zapraszam również do mnie. Na razie – kosmetycznie, ale w planach mam rozwój bloga 🙂

  • Napisz odpowiedź