Wyróżnione

MINIMALIZM – czy naprawdę chodzi tylko o rzeczy?

Sierpień 22, 2017
1

Moja historia z minimalizmem zaczęła się jakieś 7 lat temu. Mieszkaliśmy wówczas z małym bobasem w 2-pokojowym mieszkaniu z kuchnią i wciąż mieliśmy bałagan. Sprzątanie, bałagan, kłótnie, pretensje, bobas, zmęczenie, znowu sprzątanie i ponownie bałagan. Nie wiedziałam co robię źle. Przeszukiwałam internet, by znaleźć sposoby na zorganizowanie naszej przestrzeni, pomysły jak to wszystko ładnie posprzątać. W krótkim czasie od stron poświęconych perfekcyjnym paniom domu trafiłam na stronę o minimalizmie i przepadłam.
Przeczytałam jedyną dostępną wówczas w języku polskim książkę Leo Babuty „Przez minimalizm do szczęścia” i odkryłam sekret naszego bajzlu. Tak mi się przynajmniej wydawało. Rozpoczęłam walkę z rzeczami. Byłam jak w amoku. Wywalałam, oddawałam i sprzedawałam wszystko jak leci: ciuchy, w których nie chodziłam, naczynia, których nie używałam, książki, które mi się nie podobały, albo uznałam, że ich nie potrzebuję, „przydasie” i „pierdoły”. Mój amok trwał jakieś 2 tygodnie. Po tym czasie w domu zapanował nieskazitelny, minimalistyczny porządek, a stan naszego posiadania zmniejszył się o jakieś 70 %. Porządek ten utrzymał się przez jakieś pół roku. Dlaczego? Bo zabrałam się do niego od tak zwanej dupy strony.

Dziś nie chcę przed tobą odkrywać Ameryki. Blogów o minimalizmie jest w sieci setki, ja polecam ci jeden, mój ulubiony Simplicite.pl.
To tam znajdziesz temat minimalizmu potraktowany na sto różnych sposobów – zaczytasz się 🙂
W dzisiejszym wpisie chcę ci opowiedzieć o moim subiektywnym podejściu do minimalizmu, o tym, że dla mnie minimalizm to nie tylko przedmioty albo ich brak, ale filozofia życia.

5

CO TO JEST MINIMALIZM?

Według Fumio Sasaki, autora książki „Pożegnanie z nadmiarem”, minimalizm to ograniczenie się do posiadania wyłącznie niezbędnych rzeczy oraz pozbycie się nadmiaru przedmiotów, żeby skupić się na tych, które faktycznie są dla nas ważne.
Możesz też przeczytać opinie, że prawdziwy minimalista to ten, który posiada nie więcej niż 100 przedmiotów. Nie wiem jak ty, ale dla mnie troszeczkę zalatuje to fanatyzmem, a według mnie fanatyzm nie jest dobry w żadnej postaci.

Jak często zdarzyło ci się myśleć o przedmiotach domowego użytku? Z ilu z nich codziennie korzystasz? Czy zastanawiałaś się ile pracy, energii, zasobów trzeba zużyć, by daną rzecz wyprodukować? Czy myślisz o tym, kiedy wyrzucasz? Kiedy nie naprawiasz? Kiedy wciąż chcesz coś nowego? Minimalizm to odpowiedź na czasy pełne konsumpcjonizmu, bezmyślnego gromadzenia, braku szacunku do rzeczy, do planety, do pieniędzy i pracy.

Jak się zapewne domyślasz moje wyrzucone w pocie czoła rzeczy wróciły do mnie ze zdwojoną siłą, a ja zaliczyłam klasyczny efekt jojo. Dlaczego? Bo ani przez sekundę nie zastanawiałam się dlaczego to robię, dlaczego dany przedmiot wyrzucam, dlaczego go nie potrzebuję. Zamiast tego bardzo szybko zapragnęłam wypełnić pustkę po wyrzuconych rzeczach nowymi, lepszymi i jak mi się wtedy wydawało, przemyślanymi i dobrymi jakościowo rzeczami. Oczywiście było to bzdurą. Tym sposobem mój dom zagracił się ponownie. Do czasu kolejnej przeprowadzki, a to jak wiadomo doskonała okazja do tego, by przejrzeć swój dobytek. Czy jednak naprawdę musiałam to robić?

3


CZY W MINIMALIZMIE RZECZYWIŚCIE CHODZI TYLKO O RZECZY?

Nie. Nie chodzi tylko o rzeczy. Wchodząc do mojego domu, w którym częściej nie sprzątam, niż sprzątam – ostatnim epitetem, jakim byś mnie nazwała, byłoby słowo „minimalistka”. A jednak za taką się uważam.

Minimalizm płynie ze środka. To poczucie, że rzeczy mnie nie definiują, że moje poczucie własnej wartości nie wynika z tego ile i co mam, ale z tego jaka jestem, co robię i co mam do powiedzenia. To umiejętność nie udawania nikogo, pozostania sobą, nawet jeśli aktualnie na nic cię nie stać. To brak chęci posiadania nowości, trendów i aktualizacji. To prawdziwe i szczere poczucie szczęścia z tego, co się już ma.

Kiedy jesteś w posiadaniu tej tajemnej wiedzy, obecność przedmiotów w twoim życiu staje się sprawą drugorzędną, a ich oddawanie, dzielenie się nimi, sprzedawanie czy wreszcie wyrzucanie i ich nie gromadzenie staje się proste i naturalne. Tak było w moim przypadku, kiedy po nieudanej próbie podeszłam do minimalizmu po raz kolejny.

2


KIEDY POZBYŁAM SIĘ CHĘCI POSIADANIA…

– poczułam, że żyję w prawdziwym luksusie, że mam więcej, niż mogłabym sobie zamarzyć.
– zwolniłam tempo urządzania domu, bez kart kredytowych, bez długów. Żyję za tyle, ile mam. Urządzam dom w takim tempie, na jakie mnie stać i czuję się z tym w porządku.
– niczego nikomu nie chcę i nie muszę udowadniać. Nie pozuję na kogoś innego, niż jestem za pomocą przedmiotów.
– mam czas. Na spotkania z przyjaciółmi, na mikrowyprawy, na książkę, na film, na randkę.
– jestem wolna. Mogę spakowac mały plecak i pojechać na weekend do Trójmiasta i w tym plecaku mieć wszystko, czego potrzebuję. Mogę zostawić dom przyjaciołom na pół roku i wyjechać za granicę. Wiem, że uda mi się spakować rodzinę w 3 walizki. Będziemy tam mieć siebie, mieszkanie i jedzenie. Nie potrzeba niczego więcej.
– nauczyłam się odpuszczać, pierwsza podawać rękę po kłótni, odcinać toksycznych ludzi i nie poświęcać im nawet sekundy, nie analizować wszystkiego nadmiernie. To właśnie rozumiem przez skupienie się na tym, co ważne.
– nauczyłam się jeść proste rzeczy, przypominam sobie proste smaki, takie jak ta zupa na przykład. Nie zapełniam lodówki zapasami. Robię ucztę przy ciepłym bochenku chleba i dobrym maśle, przy kruchym cieście ze śliwkami i makaronie z warzywami.
– ja się autentycznie cieszę z drobiazgów. Jak to mówi mój mąż „Memento mori, memory 5”.
– i jeszcze jedno zdanie, które przeczytałam w jednej z książek Dagmary Skalskiej – „nie czynię z życia dramatu”. Nie dramatyzuję, nie kłócę się w nieskończoność o pierdoły, nie śledzę non stop życia innych ludzi, wyłączam wciąż złe wiadomości w TV, nie rozdrapuję wciąż przeszłości i nie żyję nieustannie przyszłością. Minimalizm to „tu i teraz” – trudna, ale możliwa do nauczenia się sztuka.

To właśnie od tego według mnie należy rozpocząć swoją przygodę z minimalizmem. Kiedy poczujesz, że masz już wszystko, co tak naprawdę do życia niezbędne. Kiedy poczujesz wdzięczność za to, co już masz, wówczas możesz poczuć się wolnym i pewnym siebie człowiekiem. Taką mam nadzieję. Na samym końcu przychodzi ograniczanie stanu posiadania i brak chęci do kupowania nowego.
Poczujesz wtedy jak wraz z pozbywaniem się kolejnych warstw nadmiaru cię otaczającego, odgruzowujesz jednocześnie kolejne przestrzenie w sobie. Brzmi zbyt patetycznie? Spróbuj! Rozejrzyj się po swoim domu, uśmiechnij się do siebie zdrowej w lustrze, spójrz na swoje rozkrzyczane dzieci, odkryj smak swojej ciepłej kolacji, a potem to doceń. Po prostu.
Tak ja rozumiem minimalizm.

4

Może Ci się również podobać

15 Komentarze

  • Odpowiedz Dagmara Sierpień 22, 2017 at 8:14 pm

    Fajnie rozumiesz 🙂

  • Odpowiedz Ania Sierpień 22, 2017 at 8:28 pm

    Jeny, jakie śliczne te kwiaty na końcu.. Piękny post. Gratuluję świadomości i dojrzałości.

  • Odpowiedz ja Sierpień 23, 2017 at 6:12 am

    Również dokładnie tak samo odczuwam minimalizm. Musiałam do tego dojrzeć, przechodząc podobną drogę. Powiedz mi Basiu jak odczuwasz życie w duzym domu, jak to ma się do Twego odczuwania minimalizmu. Ps. Wiem ze minimalizm nie musi oznaczac niewielkie. Czy dzis budowalabys mniejszy dom. Czy taki jest w sam raz. A moze wiekszy?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 23, 2017 at 7:39 am

      zbudowalabym mniejszy 🙂

  • Odpowiedz Letty Sierpień 23, 2017 at 6:29 am

    Wartościowy post i taki lekki, przyjemny. Miłego dnia Wszystkim 🙂

  • Odpowiedz Gosia Sierpień 23, 2017 at 6:44 am

    Lubię Twoje wpisy. Czasami dodają mi otuchy, czasami dają kopa do działania, a innym razem utwierdzają, że ja też tak mogę. Dzięki wielkie!

  • Odpowiedz Kosmetolog Marta Majszyk Sierpień 23, 2017 at 8:03 am

    Bardzo przydatny wpis. Krótko ale treściwie, na temat.
    Rzeczy potrafią przytłoczyć ale negatywne emocje, toksyczni ludzie czy chęć bycia „lepszym ” na siłę także bardzo mocno ciągnie w dół.
    Bardzo lubię Twoje wpisy 😉

  • Odpowiedz Marta Sierpień 23, 2017 at 8:16 am

    Basiu, jesteś najlepsiejszą blogerką na świecie. Prawdziwą, szczerą i tak prosto motywującą.
    Po części, to dzięki Twoim wpisom „dojrzałam” jako kobieta, żona i pani domu 🙂
    Teraz wiem, co w życiu jest istotne. Doceniam to co mam i uczę się żyć prosto, bez szukania problemów tam gdzie ich nie ma.
    Zrozumiałam, że to ode mnie zależy, jak będą traktowali mnie inni.
    Wcześniej ciągle myślałam o tym, co ludzie pomyślą, że tego nie wypada i tamtego też nie powinnam.
    A teraz mówię sobie: „a co niech sobie mówią co chcą,” 😀 Jak trzeba, potrafię odpowiedzieć, tak aby ten drugi zrozumiał, że mam swoje zdanie i nie uda mu się, zjechać mnie z błotem.
    Mamy mnóstwo ludzi obok siebie, którzy potrafią wyciągnąć z człowieka całą energię, jak wampir krew. Grunt to umieć „wywąchać” takiego osobnika i usunąć ze stada.
    Poza tym wiem, że nie ma idealnego życia, rodzin, związków. To co widzę na instagramach i innych fejsbukach to tylko kulisy życia innych ludzi. Nie widzimy tego co naprawdę się dzieje, a naiwnie porównujemy naszą rzeczywistość z ich kulisami.
    Staje się kobietą, świadomą siebie, uczącą się doceniać drobne przyjemności typu wieczór z Mężem przy planszówce, czy wieczorna herbatka na balkonie.
    A Twój post o zmianie nawyków żywieniowych i kandydozie otworzył mi oczy. Ostatnia zima to ciągła choroba, ale i jednocześnie mnóstwo kłótni z domu, bo wiecznie czułam się rozdrażniona. Zrozumiałam, że coś jest nie tak. Od wczoraj rozpoczęłam dietę owocową-warzywną. Wierzę, że to krok do lepszego zdrowia i samopoczucia. Mimo, że jest ch… tzn kosmicznie ciężko. Mam świadomość, że jak nie teraz to już nigdy.
    Podsumowując:
    Dzięki Basiu! Za to jaka jesteś i jak wiele nas uczysz!

  • Odpowiedz truelovewoman.pl Sierpień 23, 2017 at 10:21 am

    Piękny tekst ! Również uważam, że minimalizm, tak samo jak piękno czy poczucie własnej wartości, są w nas samych. To nasze podejście do pewnych spraw, ludzi i generalnie życia 🙂

  • Odpowiedz Marta Sierpień 23, 2017 at 10:30 am

    Do tej pory myślałam, że mogę nazwać się minimalistką-w końcu nie gromadzę stosów rzeczy, potrafię pozbyć się przedmiotów, których uważam, że nie potrzebuję-a jednak, po przeczytaniu Twojego wpisu zdałam sobie sprawę, jaki jest problem mojego ciągłego poczucia, że mam za mało, że czegoś mi brakuje, że coś mnie omija. Ja po prostu chcę zbyt wiele i nie jestem minimalistką, jeżeli chodzi o filozofię życia. Nie cieszę się tym, co mam, a tym, co mnie omija, jest zwykła radość z codzienności. Dziękuję. <3

  • Odpowiedz Babcia Gawędziarka Sierpień 23, 2017 at 2:36 pm

    Spróbuję. Kupuję to. Muszę powiedzieć, że Twoje argumenty są mocne i że rzeczywiście chciałabym, by moje życie wyglądało tak jak o tym mówisz. I to prawda – przede wszystkim trzeba zrobić porządek w głowie, wcale nie w szafie. Zabieram się i do pierwszego, i do drugiego 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 23, 2017 at 3:46 pm

      powodzenia 🙂

  • Odpowiedz Sonia Sierpień 28, 2017 at 8:03 pm

    Uwielbiam Cię! Czytam od dawna, myślę tak samo. Mój dom niekoniecznie zawsze oto odzwierciedla, ale czuję się minimalistką dokładnie tak, jak opisałaś. Dziękuję, że piszesz!

  • Odpowiedz Aneta Sierpień 30, 2017 at 12:39 pm

    Bardzo wartościowy post. Pozdrawiam

  • Odpowiedz BEATA REDZIMSKA Wrzesień 12, 2017 at 12:44 pm

    Coraz bardziej dochodzi do mnie, że sekret mojego domowego bajzlu tez tkwi w mojej nieumiejętności rozstawania się z niepotrzebnymi już rzeczami, bo przecież one zawsze mogą się przydać. Dziękuję Basiu za tego moralnego kopa. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Napisz odpowiedź