Basia bloguje CO U NAS? PODRÓŻE

MINIMALIZM W PODRÓŻY

Sierpień 12, 2016
_MG_4960

Urlop. Czekasz na niego z utęsknieniem, by potem, po powrocie, stwierdzić, że potrzebujesz odpocząć po wakacjach. Dziwne, ale zaskakująco prawdziwe. Podczas urlopu kłócimy się, wszystko nas denerwuje. Okazuje się, że mieliśmy zupełnie inne oczekiwania względem wyjazdu. Nagle zyskujemy czas, nie musimy się nigdzie spieszyć i wychodzą na światło dzienne wszystkie nieprzegadane sprawy, o których nie mieliśmy okazji porozmawiać, bo praca, bo spotkania, bo później… On chciał zwiedzać, ty chciałaś opalać się z książką przez kilka dni. Nie wypada się rozdzielić, przecież to wspólny, rodzinny urlop. Konflikt rodzi konflikt.  Do tego tona bagażu, frustracje z różnych niezaplanowanych, nie zawsze przyjemnych wydarzeń. Tłumy ludzi, kolejki w upale do ważnych bardzo zabytków, rozczarowujące pamiątki „made in china”. Witajcie wakacje!

Uciekam od tego. Uwalniam mój umysł od tych emocji najlepiej jak potrafię. Zanim jeszcze gdziekolwiek wyjadę przestawiam się na wakacyjny tryb. Taki, który pozwoli mi w 100 % wypocząć. Przestawiam się na minimalizm w podróży. Opowiem ci jak to robię.

CEL PODRÓŻY

_MG_4899 (Kopiowanie)

Inaczej myślę, kiedy przede mną wyjazd na wakacje z całą rodziną, inaczej, kiedy szykuję się na weekend z mężem w jakimś pięknym mieście. I kiedy już wiem gdzie i z kim jadę, to najpierw zastanawiam się na co ja mam tak właściwie ochotę, kiedy będę już na miejscu. Potem – co z tego będę mogła tak naprawdę zrealizować. I nauczona na błędach, staram się wymienić tylko kilka rzeczy. To tylko pozornie mało, bo na miejscu okazuje się, że czeka na mnie ogrom. Ogrom nowych doświadczeń, inspiracji, obrazów, smaków i dźwięków. Żeby jednak to wszystko zauważyć, najpierw trzeba zminimalizować swoje oczekiwania. Kiedy jechaliśmy do Chorwacji miałam ochotę spędzić noc w namiocie, ze swoimi dziećmi, opalić się i popływać w Adriatyku. Kiedy zupełnie niespodziewanie mój mąż zaprosił mnie na ultra krótki wypad do Rzymu pomyślałam, że cudownie byłoby zobaczyć Fontanę di Trevi, zjeść pyszną, włoską pizzę, popić ją prosecco, spędzić popołudnie przy kontuarze w jakimś barze serwującym doskonałe espresso i usiąść przez chwilę na placu przy kościele St. Maria w Trastevere, bo właśnie tam rozgrywały się romantyczne sceny książki, którą zabrałam ze sobą do samolotu. Przyznasz chyba, że nie są to zbyt duże i ambitne plany. Oczekuję niewiele, choć tak naprawdę pozwala mi to wiele odkryć. Wszystko co się wydarza oprócz tego, traktuję jako wartosć dodaną, coś co mnie zaskakuje. Łatwiej mi dostosowywać się do zmieniających się planów, do okoliczności, bo nie burzą one w żadnym stopniu moich nigdy nie ułożonych, misternych planów. Nie stoję w 2 godzinnej kolejce do Colloseum, w potwornym upale, w towarzystwie Azjatów, wiedząc, że mam tylko kilkanaście godzin na doświadczenie miasta. Nie. Wrócę tu zimą, a tymczasem poszukam Rzymu w talerzu pełnym pysznego makaronu, przygotowanego w knajpce z 200 letnią tradycją, w filiżance cappuccino i między starymi murami maleńkich uliczek. Serio, do głowy mi nie przyszło, żeby zwiedzać wszystkie z możliwych muzeum. Ale to ty sama musisz wiedzieć na co masz największą ochotę. Jeśli jesteś miłośniczką sztuki, to właśnie w muzeum, podczas zwiedzania znajdziesz największą przyjemność. Ważne, żeby nie starać się zrobić wszystkiego naraz, tak myślę.
Ostatnio uczę się też tego, żeby przed wyjazdem porozmawiać z resztą rodziny, z którą wybieram się na wakacje. Opowiedzieć sobie o naszych oczekiwaniach i jeśli są rozbieżne, dojść do kompromisu jeszcze przed wyjazdem. To naprawdę ułatwia wiele.

PAKOWANIE

IMG_5526

Pisząc o minimalizmie w podróży, większość z nas myśli głównie o bagażu. I słusznie. Świadomość tego, że nie musisz dźwigać, że jesteś w stanie opuścić pokój hotelowy w 2 minuty (spakowana!), że wysiadasz z samolotu i nie musisz czekać na ogromną walizkę – jest po prostu wspaniała. Oczywiście, kiedy jedziesz na weekend bez dzieci, ba nawet na tydzień – takie wyzwanie nie powinno stanowić problemu. Sprawy się mają nieco inaczej, kiedy jadą z tobą maluchy, choć i w tym przypadku, my nie dźwigamy ze sobą nie wiadomo ile rzeczy. Możesz przeczytać o tym co zabraliśmy ze sobą na tydzień z dzieciakami w Chorwacji w tym poście.
Jak się pakuję? Mądrze. Najpierw planuję. Co na siebie założę, ile będę miała czasu przeznaczonego na zwiedzanie, ile sam na sam w hotelu. To determinuje to, co wkładam do mojej torebki. Tak torebki. Tej, którą widzisz na zdjęciu powyżej. To w niej zmieściłam wszystkie rzeczy na 3 dni w Rzymie (choć zaczynam się powoli rozglądać za małą, zgrabną, sztywną walizeczką, taką w sam raz pod samolotowy fotel).
Nigdy nie pakuję się w myśl „a co jeśli będzie mi się nudziło?”. Hello? Żyjemy w czasach, w których organizowane są warsztaty z nudy (lub uważności, jeśli chcesz użyć ładniejszego słowa). Nuda to towar deficytowy, a jeśli mam się już ostatecznie nudzić na jakimś pięknym placu, przy fontannie, na plaży – to ja poproszę, choćby cały miesiąc. Być może, masz tak jak ja, i jedną z twoich większych przyjmności podczas urlopu, jest gapienie się na ludzi 🙂 Mnie wystarczy filiżanka kawy, maleńki stolik i wyłączam się na 2 godziny. Chłonę miejsce.

Co zabieram ze sobą na krótkie, kilkudniowe wypady (choć jestem przekonana, że dałabym radę pociągnąć tak tydzień, albo dłużej; bez dzieci):

– torebka. Spora, taka, którą mogę nosić na ramieniu, do której pakuję wszystko
– dokumenty (paszport, prawko, karta), bez portfela, tak by zajmowały niewiele miejsca
– telefon + ładowarka (jedna na dwoje, mamy takie same telefony)
– aparat + ładowarka, bo zdjęcia są dla mnie bardzo ważne, a ich robienie sprawia mi ogrom przyjemności
– laptop, bo kiedy mam kilka godzin sam na sam w hotelu, to nadrabiam wtedy bloga, obrabiam zdjęcia. Jeśli bym nie blogowała to albo zabrałabym cienki i lekki tablet, albo nie zabierałabym niczego (są smartfony przecież!)
– małe słuchawki (muzykę mam w telefonie)
– książkę. Lubię papierowe. Zazwyczaj biorę jedną i ta wystarcza mi na cały wyjazd. Czytam praktycznie tylko w samolocie. Jeśli mam ochotę na więcej, zabieram Kindle’a. Tam mogę mieć setki książek, gdybym nagle odkryła, że to najprzyjemniejsza rzecz podczas wyjazdu.
– mała kosmetyczka z make-upem. Absolutne minimum. Podkład, korektor, puder w kamieniu, róż, coś do brwi, tusz i carmex.
– kosmetyki. Również absolutne minimum. Przez weekend zadowalam się tym, co znajdę w hotelu. Szampon, odżywka, żel do kąpieli są w hotelowej łazience. Zabieram antyperspirant, pastę, szczoteczkę, szczotkę do włosów i  olejek, który służy mi do demakijażu, jako balsam, na końcówki włosów, do masażu (a jakże!), jako krem do buzi. Poczytaj o olejowaniu buzi w sieci. Własnoręcznie skomponowana oliwka przelana do 100 ml buteleczki doskonale się sprawdzi podczas podróży. Rezygnuję z wszelkich pachnących mazideł, kremów do wszystkiego. Wszystko dla lekkiego bagażu. Jeśli jadę do przyjaciół, albo jeśli oni przyjeżdżają do nas, mamy umowę, że korzystamy z tego, co jest w łazience. To naturalne. Poza tym, pamiętaj, nawet jeśli czegoś ci zabraknie – kupisz na miejscu. Ja miałam tak z odżywką do włosów( ta hotelowa okazała się kiepska) i z plasterkami na odciski w Rzymie.  Nie myślę o tym, czego mi brakuje, ale o tym co mam i jaki mogę z tego zrobić użytek 🙂
– ubrania. Zabieram sukienki z cienkiego materiału (mam na myśli letni wyjazd), lniane spodnie i jedną bluzę. Do tego jedna para wygodnych butów, oczywiście bielizna i coś do spania. Jadąc z dzieciakami do Chorwacji 2 razy prałam im jakieś ubranka, a one wysychały na słońcu w ciągu 30 minut.
– okulary przeciwsłoneczne, ewentualnie przewodnik. Mapę kupuję na lotnisku.

To wszystko. Powiedz, czego więcej potrzeba do szczęścia, jeśli właśnie spacerujesz po najpiękniejszym mieście na świecie, albo leżysz na plaży z lazurową wodą? Czy naprawdę będziesz wtedy robić pełny makijaż? Czy będziesz zmieniać outfity kilka razy dziennie? Wiesz doskonale, że wygodne sandały, lniane spodenki i luźna koszulka to zestaw idealny.

BYCIE W PODRÓŻY. TU I TERAZ.

18-1

Opcje są zawsze dwie. Program wycieczki napięty jak struna. 3 stolice w jeden weekend, Rzym w jeden dzień, szlakiem wszystkich muzeum w 24 godziny. Możesz gonić, by sprostać wyzwaniu i na koniec poczuć satysfakcję (dla mnie wątpliwą). Możesz też po prostu poczuć miejsce, obserwować mieszkańców, zobaczyć jak miasto się budzi i jak zasypia. Zatrzymać się w miejscu, które cię urzekło bez konieczności ciągłego biegania za tym, co za rogiem. Możesz być ciekawa, otwarta na nowe doświadczenia, pozostając jednak spokojną. Przed podróżą do Rzymu, tuż przed lotem wskoczyłam do księgarni i kupiłam polecaną w sieci książkę z Rzymem w tle. Piękne romansidło, napisane przez włoskiego baristę, który do dzisiaj parzy gdzieś kawę w dzielnicy Trastevere. Siedziałam w samolocie i pochłaniałam kolejne strony książki. Czytałam opisy zachowań Włochow, ich gestykulację, jedyną w swoim rodzaju, czytałam o uliczkach na tym jednym placu, o kościele Św. Marii i fontannie, pod którą rozegrały się wyciskające łzy sceny mojej książki. A potem wysiadłam na lotnisku w Fumicino, poszłam do kawiarni i patrzyłam się jak zaczarowana na pijące espresso stewardesssy, na pilotów z cappuccino w ręku. Uwierz mi, że zamknęłam na chwilę oczy, by poczuć gwar i wsłuchać się w język włoski, a przecież wtedy jeszcze nie dotarłam do Rzymu. To była właśnie uważność i klimat, w który wprowadziłam się jeszcze będąc w samolocie. Bez logowania się ciągłego do wifi, bez scrollowania smartfona. Z jedną torebką. Gotowa na więcej. Jak się zapewne domyślasz, pierwszym miejscem, które zapragnęłam odwiedzić była dzielnica Trastevere. I wiesz co? Po prostu wsiedliśmy w pociąg i tam pojechaliśmy. Usiadłam przy fontannie na Piazza di Santa Maria, weszłam do kościoła, w którym ksiądz odprawiał mszę (po włosku), a na pamiątkę zabrałam rozkład nabożeństw. Włożyłam go do mojej książki oczywiście.

_MG_5496 IMG_5512
Bycie w podróży, tu i teraz, wymaga naszej pracy niewątpliwie. W dzisiejszych czasach dużo trudniej jest się po prostu wyłączyć, mniej chcieć, mniej oglądać, niż po prostu kontemplować moment. Wiem jednak, że to daje korzyść nieporównywalnie większą niż tysiące zdjęć na karcie aparatu i odhaczone zabytki. Trzeba wejść w tryb „mogę, ale nie muszę”. Ja przynajmniej tak to właśnie robię i gwarantuję ci, że mogłabym być w podróży przez okrągły rok.

ZDJĘCIA

IMG_5475

Na koniec zostawiłam temat zdjęć, bo jest dla mnie szczególny. Jeszcze do niedawna pstrykałam jak szalona. Tryb sportowy był moim ulubionym, bo zawsze z 15 ujęć, jedno może okazać się tym doskonałym. Zdjęcia robić kocham i tego nie zmienię, ale podczas tych wakacji postanowiłam radykalnie zmniejszyć czas, który poświęcam na pstrykanie. W Chorwacji poszło mi dostatecznie i na mojej karcie mogłam znaleźć ponad tysiąc fotek. Wyobrażasz sobie? Tysiąc zdjęć, które musiałabym włożyć chyba do 10 albumów (mimo, że już wtedy starałam się robić ich mniej). Po powrocie odkryłam, że to bez sensu, że nie mogę poświęcać tyle czasu na robienie zdjęć, przerabianie ich, odrzucanie tych złych. Że trwonię ten czas. Postanowiłam, że muszę patrzeć oczami, nie obiektywem. Eksperyment się udał, tak myślę. Z Rzymu przywiozłam około 60 zdjęć. Przyznaj, że czuć różnicę. Są piękne, tworzą moje wspomnienia, mimo, że mam je w mniejszej ilości. Zachęcam cię do tego gorąco. Dla mnie to było niesamowicie ważne doświadczenie i pozwoliło mi zauważyć wiele szczegółów, które jestem pewna, umknęłyby mi, gdybym chciała znaleźć najlepsze ujęcie i światło.

Minimalizm w podróży sprawia, że wyjazd nie stanowi dla mnie demotywującego wyzwania. Ogarniam się w  krótkim czasie i jestem gotowa do wyjścia. Nieważne czy przede mną wyjazd do Lublina, czy do Barcelony. Czy masz podobnie? Czy podróżujesz minimalistycznie, czy to dopiero przed tobą? Jestem ciekawa.

Uściski
Basia

Hej! Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi i kliknij, w któryś z tych dwóch niebieskich guzików :).

Może Ci się również podobać

18 Komentarze

  • Odpowiedz jola Sierpień 12, 2016 at 4:07 pm

    No jak ja lubię tego bloga i tę kobietę i tę wpisy….czytać Cię to przyjemność. Zdjęcia piękne!!!!!

  • Odpowiedz paula Sierpień 12, 2016 at 6:47 pm

    Mój ulubiony blog. Serio.
    Czytanie większości lubianych przeze mnie (kiedyś) blogów uważam dziś za marnowanie czasu. Wszędzie to samo wałkowane do znudzenia. A tu zawsze tak ciepło, życiowo, normalnie, pięknie…:)

    • Odpowiedz Ana Sierpień 12, 2016 at 9:07 pm

      Taaak! podpisuje się pod tym rękami i nogami:)

    • Odpowiedz lusi Sierpień 13, 2016 at 8:01 pm

      Ooo o tak! Zgadzam się całkowicie 🙂 W końcu dobry, normalny, dający do myślenia blog :))

  • Odpowiedz kajuchnowa Sierpień 13, 2016 at 10:45 am

    Kolejny bardzo inspirujący wpis Basiu. Napisz coś więcej proszę o olejowanie twarzy ;)))

  • Odpowiedz Mimama Sierpień 13, 2016 at 7:52 pm

    dopiero się tego uczę; kiedyś pakowałam wszystko, żeby mieć tylko wybór i paradoksalnie było to marnowanie czasu. Dopiero od niedawna uczę się coraz bardziej minimalizować, nie tylko w podróży, ale też w życiu. Temat zdjęć jest również u mnie na tapecie – jest ich zdecydowanie za dużo. Ostatnio myślałam nad tym, jak teraz wyglądają spotkania, imprezy, wyjazdy – większość czasu pochłania robienie zdjęć albo pozowanie do nich. Większości później nikt nie ogląda. Dlatego wzięłam się za swoje foldery, powyrzucałam masę kiepskich ujęć, jeszcze więcej zdjęć, których miałam po kilkanaście z tego samego miejsca i uff … ulżyło. Staram się teraz być bardziej uważna i rozsądnie cykać te fotki.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 13, 2016 at 10:24 pm

      Wow, gratuluję ogromu wykonanej pracy!

  • Odpowiedz Marta Sierpień 15, 2016 at 2:36 pm

    Cudownie…
    A jaka to powiesc?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 15, 2016 at 3:09 pm

      „Pierwsza kawa o poranku” 🙂

      • Odpowiedz Teresa Sierpień 21, 2016 at 6:17 pm

        Ja zawsze przed wyjazdem kupuje książkę z danym miejscem w tle. Najbardziej podobało mi się czytanie w Grecji, kiedy można odłożyć książkę i widzieć to o czym się czyta!;)

  • Odpowiedz Pola - Odpoczywalnia Sierpień 15, 2016 at 8:39 pm

    Zgadzam się bardzo z całym postem! Okazuje się, ze naszą wakacje sa tesz bardzo minimalistyczne.
    Zdecydowanie pt. Możemy a nie Musimy. Jeździmy z maluchami, w góry, śpimy pod namiotem. I bardzo razem jesteśmy po prostu, nie wyszukujący atrakcji, kontemplujemy sobie świat. Dzieciaki cudownie się dostosowują, czasem dami jesteśmy zaskoczeni; )

  • Odpowiedz Letty Sierpień 17, 2016 at 9:22 am

    Jak ja się cieszę, że Cię „znalazłam” Basiu. Normalni, fajni ludzie. Fajne życie, ludzkie problemy …
    Też mam nieśmiertelną torebkę na ramię w stonowaną panterkę co by to na zdjęciach wyglądała 🙂
    W zależności pakuję: ręcznik na plażę, olejek, tunikę na przebranie i książkę. Po mieście: sweterek jakby wiało, picie, aparat, chusteczki (mokre też) zakupione pamiątki, badziki, spożywkę zakupioną po drodze na wieczór (spokojnie wejdzie butelka wina).
    Jako, że mamą jestem dodatkowo miesić się pudełeczko z przekąskami dla małego, bluza roz. 86, 2 pieluszki i oczywiście mokre chusteczki 🙂 resztę można kupić, pożyczyć, zorganizować, wyczarować … Potrzebą matką wynalazków – mawiał mój tata.

  • Odpowiedz Monika Mo Sierpień 21, 2016 at 3:12 pm

    Jak można jechać na wakacje bez czerwonej szminki i palety do konturowania, no jak? 🙂 Nawet taka minimalistka jak ja nie wie .

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 21, 2016 at 3:32 pm

      Jak zaczynam kombinować z makijażem czuję, że coś poszło nie tak

  • Odpowiedz Asia Sierpień 25, 2016 at 7:54 am

    Zdecydowanie jestem za minimalistycznymi wakacjami. Nic nie muszę – to brzmi bardzo relaksująco! Ja dopiero się tego uczę, ale idzie mi co raz lepiej. Zaskoczyłaś mnie szczerze tym olejkiem, nie miałam pojęcia że jeden może nadać się praktycznie do wszystkiego. To jakaś specjalna mieszanka??

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 25, 2016 at 9:05 am

      Nie jestem blogerką kosmetyczną, aaaaale powiem Ci, że ja lubię sobie mieszać olejek migdałowy, olejek jojoba z oliwą z oliwek na przykład, kilkoma kropelkami olejku rycynowego i kokosowego. Musisz sobie poczytać o tym, bo nie wszystkie olejki są dobre dla każdej cery.

  • Odpowiedz Sylvia Wrzesień 26, 2016 at 10:20 am

    W podróże samolotem zabieram mały plecak tylko bagaż podręczny i torebkę, minimum ubrań, kosmetyków itp Aparat ale też już malutki. Ograniczyć ilość zdjęć muszę bo ostatni miałam prawie załamanie jak miałam przeglądać foldery i wybrać dobre zdjęcia. Nastawiam się na smakowanie chwil i choć uwielbiam muzea, zabytki to chce je chłonąc powoli najwyżej wrócę:)

  • Odpowiedz Jolanta Kwiecień 18, 2017 at 9:05 pm

    Kurczę, nie mogę się oderwać! Weszłam na Twojego bloga przypadkiem szukając fajnego przepisu na makaron i….przepadłam ! 🙂 A miałam jeszcze pozmywać, zrobić pranie i naszykować ubranie na jutro .Czytam i wciągam się coraz bardziej w Twój piękny i wcale nie taki prosty świat podziwiając jak cudnie radzisz sobie z tyloma sprawami dnia codziennego, znajdując czas dla męża, dzieci i siebie. Jestem starsza od Ciebie,pracuję , mam jednego nastoletniego syna i często nie ogarniam rzeczywistości , bo wciąż brakuje mi czasu. Oj chyba będę tu częstym gościem! Pozdrawiam serdecznie . Jola

  • Napisz odpowiedź