INSPIRACJE MOIM ZDANIEM

MÓJ STYL

Maj 24, 2017
12 (Kopiowanie)

Mój styl. Często mnie o niego pytano, tutaj na blogu, a ja za każdym razem pytałam: „Ale jaki styl? Przecież ja nie mam żadnego stylu! W zasadzie mogę spokojnie uznać, że jestem szarą bawełnianą plamą” 🙂
Postanowiłam jednak, że wezmę pod lupę ten mój styl i trochę go przeanalizuję na potrzeby posta. W końcu przecież czuję się ze sobą dobrze za każdym razem, gdy wychodzę z domu. Coś zatem musi być na rzeczy. Czy jednak mój styl to rzeczywiście kwestia ubrań? Tego nie byłabym pewna.
Niestety nigdy nie byłam dobra w stylówkach, a używanie hasztagu #ootd (outfit of the day) na instagramie wciąż mnie peszy i trochę śmieszy. Zatem zamiast rzetelnego postu o ubraniach dostaniesz ode mnie kolejne psychologiczne rozważania. Inaczej nie umiem. Wyszło mi jednak, że idę w dobrym kierunku, bo według mnie styl zaczyna się w głowie, a konkretnie w akceptacji siebie.

14 (Kopiowanie)

Kiedy miałam dwadzieścia kilka lat uważałam, że brak odpowiednich, modnych ubrań na dyskotekę to moja osobista, wielka tragedia. Wówczas nigdy nie zastanawiałam się czy ja siebie lubię. Nie miałam na to czasu. Zbyt wiele traciłam go na myślenie o tym czy inni mnie lubią, co o mnie myślą, czy uważają, że jestem ładna i fajna. Oczywiste więc było to, że czułam się ze sobą dobrze tylko wtedy, kiedy miałam zrobiony sceniczny makijaż, blond wyprostowane włosy, wielkie kolczyki koła w uszach, strój jak z White Sensation (to taka techno impreza) oraz w huk niewygodne, ale ultra modne szpilki w formie klapek na obcasie (z czubem!), w których potrafiłam przetańczyć całą noc. Chciałam być piękna, chciałam się podobać. Byłam wyzywająca, nosiłam głębokie dekolty i push-up’y, lubiłam na sobie wzrok chłopaków. Mój strój krzyczał, a ja szukałam aprobaty.

10 (Kopiowanie)

Trwało to i trwało, dopóki nie zaszłam w ciążę i nie zostałam mamą. Wtedy to wkroczyłam w nowy wymiar. Wymiar wygodnej, dresowej tkaniny przemysłowej i mikroskopijnej ilości snu. Bardzo często było mi po prostu wszystko jedno. Ważyłam najwięcej w życiu. Przez 5 lat na zmianę chudłam i tyłam. Ubrania, które zakładałam znalazły się w mojej szafie w wyniku przypadkowych zakupów, które robiłam zawsze, żeby zmienić swoje życie lub po prostu poprawić swój nastrój. Sporo czasu zajęło mi odkrycie, że poprawa humoru w wyniku takich zakupów jest cholernie krótkotrwała, i że moje problemy nie mają nic wspólnego z szafą pełną nie pasujących do siebie, za dużych ubrań. Nic do siebie nie pasowało. Ja nie pasowałam do tych przypadkowych ubrań, one nie pasowały do mnie.

11 (Kopiowanie)

Świadomość przyszła trochę później. Świadomość siebie, swojego ciała, kobiecości, roli, jaką pełnię w życiu. To była cudowna kompilacja rozmów ze wspaniałym terapeutą, miłości mojego męża, macierzyństwa, które zostawiło na moim ciele piękne tatuaże i moich kolejnych urodzin.
Dziś lubię siebie tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Jednak najlepsze jest to, że wcale nie kupiłam sobie mnóstwa nowych ubrań i nie schudłam jakoś super. Wszystkie zmiany jakie we mnie zaszły zaczęły się w mojej głowie. Uważam, że to jedyna słuszna droga, by poczuć się ze sobą dobrze. Bez skrótów. Zaczęłam ze sobą rozmawiać, patrzeć na siebie jak na kobietę, która miała szczęście zostać matką, szczęście by móc posiadać zdrowe, proporcjonalne ciało, szczęście, by być kobiecą. Wówczas ubrania i zakupy zeszły na drugi plan, a ja pierwszy raz w życiu polubiłam wymyślanie sobie stylizacji.

16 (Kopiowanie)

MINIMALIZM

Mój styl to minimalizm. W doborze ubrań, fasonów, kolorów, dodatków, w makijażu, w kolorach lakierów do paznokci, we fryzurach oraz w kontekście czasu, jaki poświęcam na myślenie o ubraniach i wyglądzie.  To właśnie w takich stylizacjach czuję się najlepiej. To one wyrażają mnie najlepiej, zwłaszcza, że bywam osobą dosyć ekspresyjną, głośną i gadatliwą. Strój mnie wyważa 🙂
Moje ukochane kolory to szary, czarny, biały, granatowy, bladoróżowy. Ostatnio więcej eksperymentuję na przykład z kolorowymi bluzkami. Wyleczyłam się jednak z kompulsywnych zakupów ładnych i modnych rzeczy, tylko dlatego, że są ładne i modne. Minimalizm to także bezpieczne rozwiązanie dla kogoś takiego jak ja, a umówmy się – ja nie jestem i nigdy nie będę znawcą mody. I szczerze powiedziawszy wcale nie chcę nim być!

17 (Kopiowanie)

TO TYLKO CIUCHY…

Od tego chyba należałoby zacząć. Ostatecznie to tylko ubrania. Kawałek tkaniny, czasem szmaty, którą ktoś, gdzieś, kiedyś musiał dla ciebie uszyć. Kiedy sobie to uświadamiam – ciężej jest mi danej rzeczy się pozbyć i bardziej doceniam to, co już posiadam.
Poza tym myślę, że mogę mieć na sobie najpiękniejsze ubranie świata, które nie zrobi żadnej roboty, jeśli w głowie będę mieć bałagan. Zatem najpierw dusza, potem ciało potraktowane z miłością do siebie samej, a na końcu ubrania. Na mnie witryny sklepowe nie robią większego wrażenia, jeśli wyobrażę sobie siebie w zwykłym, białym t-shircie i jeansach, na krawężniku w wymarzonym Nowym Jorku. Według moich osobistych kryteriów, wydawanie większości oszczędności na ubrania, kiedy do zrealizowania jest tyle marzeń, byłoby czystą głupotą.

UŻYWAM TEGO, CO MAM

Nie wpadam w szał w sklepie, staram się w ogóle nie wypowiadać zdania „Nie mam się w co ubrać”. Przecież mam! Ubrania wiszą w szafie. Jeśli przede mną ważne wydarzenie, na przykład komunia chrześnicy, najpierw robię przegląd tego, co mam. Ostatnio zamiast kupić cały nowy outfit, zdecydowałam się tylko na nową spódnicę, którą założę jeszcze dziesiątki razy, nie tylko na tę, jedną okazję. Resztę dodatków znalazłam w domu. Białą, jedwabną bluzkę (lumpeks), minimalistyczny naszyjnik, złotą kopertówkę i złote sandałki. Wyszło świetnie.
Mam swoje ulubione zestawy, które zawsze mi się sprawdzają. Dobieram do nich swój najpiękniejszy uśmiech i błysk w oku i idę w miasto albo w wieś 🙂

21 (Kopiowanie)

Stworzyłam sobie bazę, która w sezonie wiosna – lato wygląda mniej więcej tak:

– dobrze skrojone jeansy. Warunek konieczny:  ładnie podkreślona pupa i wąskie nogawki
– kilka koszuli. Koniecznie biała, błękitna, bladoróżowa, w delikatne paseczki, jeansowa. Bardzo lubię koszule
– kilka dobrej jakości t-shirtów, klasycznych, oversizowych, bokserek
-białe spodnie rurki
– lniane, granatowe, luźne spodnie
– kilka par krótkich spodenek, w ulubionych kolorach, lnianych lub bawełnianych
– ulubiony, szary dres oczywiście
– sweter (w mojej szafie jest ich sporo; cienkie i grubsze, zazwyczaj szare; większość z lumpka)
– czarny, klasyczny żakiet
– cienki, szary, bawełniany płaszcz (ulubieniec!)
– kilka bluzek z długim rękawem (białe, czarne, w granatowo – białe paski)
– spódnice i sukienki, które stanowią zupełnie odrębny rozdział. Lubię je bardzo. Klasyczne małe czarne, które zakładam na randkę. Dziewczęce, takie jak ta, którą miałam na sobie w Rzymie. Długie, minimalistyczne idealne na lato. Bawełniane, ołówkowe spódnice na letnią imprezę i koktajlowe sukienki, w których lubię potańczyć. Czarna, elegancka ze złotym zamkiem przez całą długość z tyłu, idealna na wieczór. Sukienki to zdecydowanie spora część mojej szafy. Lubię swoje nogi 🙂
– buty to ukochane szare reeboki, o które dbam od dwóch lat, mokasyny, klasyczne trampki, latem espadryle, czarne szpilki, granatowe koturny, letnie klapki i złote sandałki na szpilce z efektem wow.

6 (Kopiowanie)

To moja baza, która pozwala mi tworzyć różne stylizacje, choć te bywają ultra nudne i przewidywalne. Czarny t-shirt z długim rękawkiem i jeansy nie robią zbyt wiele hałasu, ale już odpowiednie dodatki potrafią nadać charakter.
Jakie dodatki?
– moje okulary, od lat mój znak rozpoznawczy. Wyraziste, w grubych oprawkach. Sprawiają, że inne dodatki bywają zbędne.
– bielizna. Choć wiem o niej tylko ja, to świadomość przepięknej bielizny pod zwykłym t-shirtem sprawia, że od razu jakoś tak bardziej prostuję plecy 🙂
– obrączka. Lubię, gdy jest jedyną ozdobą dłoni.
–  dwa pierścionki od Tomka, jeden z bursztynami, które nazbierał dla mnie na plaży w Sobieszewie, drugi zaręczynowy
– okulary przeciwsłoneczne. Ostatnio model ROMA od szwedzkiej marki Cheapo
– zegarek. Musi być duży, klasyczny, designerski, minimalistyczny, z charakterem. Wszystkie te cechy ma zegarek Make Equal od Cheapo. Lubię jego czarny cyferblat, złote wykończenia i pasek z granatowego jeansu. 100 % Basia Szmydt Style 🙂

1 (Kopiowanie) 15 (Kopiowanie)

Nie potrzebuję dużo, by czuć się świetnie. Nie muszę krzyczeć strojem. Mogę mieć na sobie najprostszą sukienkę i świetny zegarek, by czuć, że wyglądam i jestem ubrana dobrze. Po prostu.
Żeby jednak tak się stało musiałam zacząć od głowy, emocji i miłości do siebie samej. Nie ma drogi na skróty. Niestety.
Poza tym, ostatecznie to wciąż tylko ubrania.

Jeśli tak jak ja lubisz minimalizm, piękne i proste dodatki – odwiedź sklep Bazarca.pl
To właśnie tam znajdziesz zegarki i okulary szwedzkiej marki Cheapo, które ja noszę na codzień.
Marka Cheapo powstała z inspiracji skateboardem, muzyką, sztuką miejską. Jej twórcy wyznają zasadę, że dobry design i jakość nie muszą kosztować fortuny. Oprócz tego, że te przedmioty są piękne to kupując je wspierasz fundacje działające na rzecz równouprawnienia. Na ich stronie możemy przeczytać: „Jeśli nie akceptujesz ludzi o innej orientacji seksualnej, kolorze skóry, kobiet – zrób nam przysługę i nie kupuj naszych produktów”.

Ode mnie dostajesz 10 % rabatu na zakupy w Bazarca.pl
Wystarczy, że podczas zakupów wpiszesz „styl” w miejsce kodu rabatowego.
Promocja jest ważna od dzisiaj do 6 czerwca 2017

13 (Kopiowanie)
22 (Kopiowanie)

Może Ci się również podobać

13 Komentarze

  • Odpowiedz marta Maj 24, 2017 at 5:58 pm

    Basiu a sandalki skad? przepiekne:)

    • Odpowiedz Basia Szmydt Maj 24, 2017 at 6:00 pm

      Tesco, F&F, kupione na wyprzedaży kilka lat temu 🙂

  • Odpowiedz mary Maj 24, 2017 at 6:47 pm

    Basiu, ale trafiłaś z tym kodem 😉 właśnie chcę sobie sprawić jakieś ładne i dobrze chroniące oczy okulary 🙂

  • Odpowiedz Ania Maj 24, 2017 at 7:04 pm

    Jeden z Twoich najlepszych postów. Ten porządek w głowie… Czuję to z każdym rokiem coraz bardziej 🙂

  • Odpowiedz Kasia Bonczek Maj 24, 2017 at 7:29 pm

    Pięknie. <3

  • Odpowiedz Agnieszka Maj 25, 2017 at 10:38 am

    Uwielbiam Cię Basiu 🙂 Wspaniała kobieta dojrzała <3

  • Odpowiedz Agata Maj 25, 2017 at 12:33 pm

    Fajnie, że im jesteśmy dojrzalsze, tym czujemy się ze sobą lepiej, mimo że wygląd temu zaprzecza 😉 Jak sobie przypomnę, ile czasu jako nastolatka myślałam o swoich defektach, to zaczyna boleć mnie głowa…

  • Odpowiedz takeitizi.pl Maj 25, 2017 at 2:13 pm

    Mam tak samo jak ty, ubrałaś w słowa to, co ostatnio chodziło mi po głowie, cieszę się, że nie tylko ja mam lans w poważaniu, bo mam inne priorytety: finansowe i związane z czasem.

  • Odpowiedz asia | amelushka Maj 26, 2017 at 10:04 pm

    Pięknie. A szary dres jest moim faworytem. Dzisiaj widziałam Cię w nim na żywo i wygląda super 😉

  • Odpowiedz Natalia Maj 28, 2017 at 8:07 am

    Mi wpadła w oko ta sukienka różowa, ale mam takie pytanie. Jakiej ona jest długości i jaki kupiłaś rozmiar dla siebie? Na jednym zdjęciu jest za kolano, a na innym kończy się w połowie łydki 🙂 jak Ty to robisz? 🙂

  • Odpowiedz Katinka Maj 29, 2017 at 10:27 am

    I TAKIE przemiany – LUBIĘ 🙂

  • Odpowiedz Kate Czerwiec 30, 2017 at 12:19 pm

    Bardzo fajnie napisane 🙂

  • Odpowiedz Maria Wrzesień 5, 2017 at 7:19 am

    Bardzo lubię taki stonowany, minimalistyczny, ponadczasowy styl. Sama się tak ubieram od jakiegoś czasu, dobrze się tak czuję. Nawet zaczęłam częściej zakładać spódnice i sukienki, a pomógł mi w tym ten artykuł: http://feef.pl/spodnice-z-zakietem-dla-kogo-i-na-jakie-okazje/ . Myślę, że najważniejsze jest to, by się ubierać, a nie przebierać. Nosić to, w czym dobrze się czujemy, a nie to, co aktualnie jest na czasie.

  • Odpowiedz na „asia | amelushkaAnuluj odpowiedź