INSPIRACJE Wyróżnione

MOJA METARMOFOZA – czyli słów kilka o tym jaką drogę pokonałam, aby czuć się ze sobą dobrze

Lipiec 31, 2014
10660360_10205101746642347_3107201273114834384_n

Ponad miesiąc temu zadeklarowałam się na Facebooku, że właśnie wykupiłam karnet i dam znać jakie są efekty.

Nadejszła wiekopomna chwila zatem.

Umówmy się. Nigdy nie byłam gruba. Jestem wysoka, więc kiedy przybierałam na wadze nawet 10 kilogramów, to rozchodziło się po ciele sprawiając, że byłam nieco większa niż ustawa przewiduje. Dzisiaj patrząc na zdjęcia sprzed 2-3-4 lat widzę jednak, że wcale nie było tak dobrze jak myślałam, ale o tym za chwilę.
Wydawać by się mogło, że największego spustoszenia w moim ciele dokonały dwie ciąże, ale przed urodzeniem dzieci też zdązyłam się zapuścić. Na głowie miałam niewiadomoco, szukając fryzury i koloru farby, bardzo często o tej farbie zapominając. Ze sportem miałam tyle wspólnego co z fizyką kwantową. Ograniczałam się do jazdy na rowerze jakieś 20 razy do roku.
W konsekwencji moja kondycja fizyczna była gorsza niż teraz, a miałam dwadzieścia kilka lat, moje ciało nie było w ogóle jędrne, a na pupie i udach z dnia na dzień odkładało się coraz więcej cellulitu. Na wielkie wyjścia, żeby się sobie podobać dosyć mocno się malowałam, a na co dzień wyglądałam jak szara mycha.pl.

DSC_0150-horz

Potem na świecie pojawił się Michaś. Bycie rodzicem było równie niespodziewane co męczące. Nasz pierwszy syn okazał się mieć w ofercie wszystkie te cechy niemowlaka, o których piszą i ostrzegają w poradnikach dla młodych rodziców. Nieustanne kolki, 2 lata nieprzespanych nocy, nasze wszystkie błędy wychowawcze jakie mogliśmy popełnić, histeria i brak rytmu dnia sprawiły, że wyglądałam jak zombie. Podkrążone nieustannie oczy, szara cera i waga na plusie. Nie miałam prawa jazdy,nie mogłam wyjść do ludzi, siedziałam z dzieckiem w domu, a swą frustrację i smutki zajadałam pysznościami w postaci domowych frytek, późnych kolacji i tony słodyczy. Humor pozostawał bez zmian, a dupa była coraz większa.

3 IMG_7797
IMG_7462
5

Na ostatnim zdjęciu, tym na którym trzymam tort możecie zobaczyć moją sławną oponkę. Rozmiar 42. Tak…ramiona i brzuch były moją zmorą. Krótko po zrobieniu tego zdjęcia znalazłam nową pracę. Pracę stresującą na tyle, że w bardzo krótkim okresie czasu schudłam jakieś 8 kilogramów. Byłam szczupła, ale moje ciało stało się galaretą. Zero mięśni. Naprawdę zero. Nigdy nie uprawiałam żadnego sportu. Na w-f przychodziłam ze zwolnieniem lekarskim. Stałam się typem skinny fat.
I kiedy tak schudłam, kiedy wydawało mi się to takie fajne zaszłam w ciążę z Marcinem. Kolejne zaskoczenie, jednak tym razem wiedzieliśmy, że nie popełnimy tych samych błędów. Ciąża była fajna, ja wyglądałam fajnie,a po narodzinach Marcina spotkała nas miła niespodzianka w postaci śpiącego dziecka i nas samych mega ogarniętych, wiedzących co to rytm dnia itp.
Kilogramów po drugiej ciąży było mniej, a ja postanowiłam szybko się ich pozbyć. Pisałam o tym w ostatnim poście.
Po wszystkich popełnionych błędach w domu Basia Szmydt przekroczyła dumnie próg siłowni. Pierwszy raz w życiu. Pierwszy raz w życiu ćwiczyłam na maszynach, na orbitreku. Dowiedziałam się co to martwy ciąg i plank. Z każdym dniem pokonywałam swoje granice, ale tak jak wspominałam nie mogłam wykorzystać tego karnetu i treningów w pełni. Na jakiś czas znowu odpuściłam. Rozmiar ubrań 40.

2 4 IMG_0056 (Kopiowanie) IMG_9959 (Kopiowanie)

Nadszedł magiczny dzień trzydziestych urodzin. Ci, którzy czytają bloga wiedzą, że przeżywałam te urodziny i wszystko to co ma się po nich wydarzyć jak mrówka okres co najmniej. W każdym bądź razie stworzyłam wtedy swoją listę 30 marzeń, a jednym z nich było posiadanie ciała, o jakim zawsze marzyłam. Wiedziałam, że albo teraz, abo nigdy. Wymyśliłam sobie, że to mój ostatni dzwonek, żeby wyglądać najlepiej jak potrafię. Znalazłam inną siłownię, której warunki mi bardziej odpowiadały, i na którą było mnie stać i poznałam Rafała. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Podporządkowałam ćwiczeniom cały dzień. Musiałam pozmieniać priorytety. Przygotowywanie posiłków w domu zgodnie z dietą, odpowiednio długi sen, żeby można było schudnąć i zbudować mięśnie, czas na trening siłowy i godzinne bieganie, a wszystko to połączone z pracą i opieką nad 2 chłopców skurczyło moją dobę do minimum. Oberwało się również blogowi.

Pierwsze treningi z Rafałem były wbrew temu co się spodziewałam całkiem przyjemne. Nauka Piotrka (mojego poprzedniego trenera), nie poszła w las. Okazało się, że daję radę technicznie. Stopniowo zaczęliśmy zwiększać obciążenia. Tak naprawdę musiałam na początek schudnąć. Stąd dieta. O niej więcej napiszę w kolejnym poście, niemniej jednak głównymi jej założeniami było pilnowanie wagi białka, węglowodanów i tłuszczy, nie podjadanie między posiłkami, niskokaloryczność posiłków i praktycznie całkowita rezygnacja ze słodyczy czy innych grzeszków. To nie było dla mnie ciężkie. Lubię czysto jeść. Lubię czuć smak ryby cz brokuła bez żadnych przypraw. Już po tygodniu zaczęłam widzieć pierwsze efekty diety.
Jeśli chodzi o ćwiczenia to na początku nie widziałam żadnych rezultatów. Ramiona wciąż wisiały, triceps w anatomii mojego ciała nie istniał, uda wciąż były pełne, a brzuch wystający. Ciągle jednak słyszałam, żeby spać odpowiednio długo, nie stresować się, ładnie jeść i robić co trzeba. Więc robiłam. Ćwiczyłam 3 razy w tygodniu. Ćwiczyłam jednego dnia plecy i biceps, drugiego plecy i triceps (czy jakoś tak), a trzeciego nogi. Po każdym treningu siłowym biegałam na orbitreku lub bieżni. Czasami na zewnątrz, po okolicznych łąkach. Zaczynałam od 20 minut, ostatnio przebiegłam prawie 8 km w niecałą godzinę. Pozostałe dni zostawiałam sobie na regenerację. Ani razu nie odwołałam treningu, nawet kiedy miałam pierwszy dzień okresu. Czasami kiedy wydawało mi się, że prędzej padnę niż podniosę sztangę, to ćwiczenia dawały mi niezłego kopa, żeby przeżyć fajnie resztę dnia. Okazało się, że mam w sobie więcej siły niż przypuszczałam, że mogę i chcę więcej.
To uczucie kiedy calusieńka mokra po wysiłku biorę prysznic i jestem tak cudownie zmęczona jest nie do opisania!
Motywujące było również to, że ćwiczyliśmy razem z Tomkiem. Po powrocie z siłowni rozmawialiśmy długo o wszystkim co związane z ćwiczeniami. Nawzajem się nakręcaliśmy i wciąż nakręcamy. To jest fantastyczne.

No dobrze. Zatem co osiągnęłam po miesiącu ćwiczeń.
– Straciłam 3 kilogramy tłuszczu.
-Straciłam boczki, tzw muffin topy, czyli ten rodzaj ciałka, który wypływa ze zbyt obcisłych spodni.
-Mam szczuplejsze ramiona,
-duuuużo szczuplejsze nogi,
-Moje łydki stały się bardziej umięśnione i smukłe,
-Pupa dzięki Bogu nie straciła rozmiarów, ale poszła w górę,
-Buzia zeszczuplała,
-Mam lepszą kondycję i więcej siły,
– Mam lepszy humor i jestem mniej zestresowana
– Mam nową sukienkę w rozmiarze 36

No właśnie sukienka. Moja pierwsza w życiu 36. Okej być może firma miała zaniżoną numerację, bo wciąż noszę 38. Być może jest na mnie dobra tylko wtedy kiedy jestem na czczo, ale sam jej zakup i strzelenie sobie słit foci w lusterku sprawił, że zamiast zaliczać kolejny kryzys nabrałam wiatru w żagle i chcę więcej.

Kryzysy się zdarzają. To normalne. Pierwszy kryzys zdarzył mi się jakie 1,5 miesiąca po rozpoczęciu ćwiczeń. Nie miałam siły, nie widziałam efektów i marzyłam o wielkim torcie czekoladowym. To tzw. ściana 🙂 Trzeba wtedy po pierwsze wskoczyć na bieżnię i przemóc się. Po drugie pójść na ten tort czekoladowy i potraktować to jako dyspensę raz w tygodniu (więcej o niej napiszę w poście o jedzeniu), a po trzecie zrobić coś dla siebie.

Mam wobec siebie i swojego ciała dalsze plany. Nie spocznę póki nie zobaczę sześciopaka na brzuchu. Dlaczego miałoby mi się nie udać? 🙂 Wystarczyło zacząć. Być fair wobec siebie i tylko siebie i po prostu robić co trzeba bez zbędnego analizowania czyt. wymówek. Nie ma w tym głębszej logiki. Wciąż powtarzam sobie, że jestem hardkorowym koksu, że samo się nie zrobi i że (sorry) nie ma opierdalania się. Nie ma to innych słów. Wybaczcie. Poza tym trzeba pozwolić sobie na to by być początkującym. Nieważne czy startuje się z rozmiaru 52 czy z 42.

Tak więc nagrajcie sobie dobrą muzykę, włóżcie słuchawki na uszy, rozgrzejcie dobrze kostki i kolana i idźcie się przebiec. Lato potrwa jeszcze maksymalnie półtora miesiąca i uwierzcie mi, że kolejne miesiące nie będą pachnieć rozgrzanym asfaltem, świeżo skoszoną trawą i powietrzem po burzy. To właśnie teraz jest idealny moment, żeby zacząć.

ps. poniżej skutek uboczny ćwiczeń i osiągania celów. Miliony słitfoci w moim telefonie. Uwielbiam!
Uwielbiam, bo cieszę się, że jestem taka dzielna i sama siebie nagradzam. Bo wszystko czego dokonuję teraz ze swoim ciałem to prawie tylko moja zasługa. Prawie, bo bez mojego cudownego męża i fajnego trenera nie dałabym rady.

f

Pozdrawiam Was serdecznie. Nowa ja 🙂

cats

Może Ci się również podobać

51 Komentarze

  • Odpowiedz Anita Lipiec 31, 2014 at 6:32 pm

    Jesteś MISTRZ!!!

  • Odpowiedz blogodzinka Lipiec 31, 2014 at 6:36 pm

    Kocham Cie kobieto, jesteś niesamowita, odważna i piękna. I biorę z Ciebie przykład!!! Tak trzymaj Sexbombo:)

  • Odpowiedz Mia Lipiec 31, 2014 at 6:44 pm

    GratulacjeBasiu! Pięknie Ci!

  • Odpowiedz Mama Bumma Lipiec 31, 2014 at 6:50 pm

    W-O-W !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • Odpowiedz Sylvie Lipiec 31, 2014 at 6:53 pm

    Gratulacje!! !! !! 🙂

  • Odpowiedz Sylvie Lipiec 31, 2014 at 6:57 pm

    A! I jeszcze jedno, plan mam taki, w styczniu rodzę drugiego Bobasa i niedługo później biorę z Ciebie przykład 😀 Czas ogarnąć swoje ciało, rozprawić się z wymówkami i czuć się dobrze, ze sobą 🙂

  • Odpowiedz kamczi Lipiec 31, 2014 at 6:57 pm

    Jesteś extra, ja wciąż zbieram siły by się przemóc i ruszyć tyłek. Powiedz mi Basiu o jakich błędach wychowawczych mowa po urodzeniu Michała. Też mam pierwsze dziecko i zastanawiam się czy ja też je popełniam. Pozdrawiam!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Lipiec 31, 2014 at 7:00 pm

      brak rytmu dnia, spał kiedy chciał, bawił się kiedy chciał (np o 3 w nocy), bujany na rękach przez 1,5 roku, jadł kiedy chciał, głównie słodzoną kaszę. jednym słowem nie miał szczęścia do ogarniętych rodziców chłopak 🙂 na szczęście w porę się ogarnęliśmy i dziś jest zuch chłopak:)

      • Odpowiedz asia Lipiec 31, 2014 at 8:36 pm

        U nas było to samo – nie mieliśmy pojęcia, że dziecko musi mieć sztywny plan dnia, nawet podśmiewaliśmy się ze znajomych, że u nich wszystko jak w zegarku – drzemka o tej i o tej, kolacja o tej i o tej… i też nam dał popalić nasz urwis 😉 wyporostowaliśmy to też chyba po 1,5 roku

  • Odpowiedz Paulina Lipiec 31, 2014 at 7:37 pm

    Jesteś wielka! Nie wiem, jak ogarnęłaś to wszystko, ale pokazałaś, że każdy może 🙂 Dzięki za inspiracje. Zdjęcie Twoje i męża… Cudo!

  • Odpowiedz Kasia Walczak-Nowak Lipiec 31, 2014 at 7:38 pm

    OMG. Cu-do-wnie. Wyglądasz po prostu REWELACYJNIE. I te piękne włosy. jestem pod ogromnym wrażeniem. Gratuluję.

  • Odpowiedz Historynka Lipiec 31, 2014 at 8:00 pm

    Gratuluję wytrwałości.

  • Odpowiedz Lucy eS Lipiec 31, 2014 at 8:14 pm

    oszałamiasz

  • Odpowiedz Przewijka Lipiec 31, 2014 at 8:14 pm

    Basiu! Wspaniale! 🙂 Już się nie mogę doczekać, kiedy Cię oblukam pod koniec sierpnia 🙂 Może w końcu i ja się zmotywuję do powrotu w 36 😀

  • Odpowiedz Violianka Lipiec 31, 2014 at 8:22 pm

    Wyglądasz jak bogini! Ja też mam plan…

  • Odpowiedz Katjuszka Lipiec 31, 2014 at 8:23 pm

    Ale jestem z Ciebie dumna! I taka piękna jesteś! : )

  • Odpowiedz asia Lipiec 31, 2014 at 8:34 pm

    Uwielbiam Cię, Basiu 🙂 pięknie wyglądasz, a zdjęcie w samochodzie po prostu rewelacja! Też miałam taki plan, że do 30tki będę patrzeć z zadowoleniem w odbicie w lustrze, 30 była 2 tygodnie temu, a ja zamiast płaskiego brzucha strzeliłam sobie wyszczuplające gacie… właśnie tego mi zabrakło – poprzestawiania priorytetów, wzięcia się za to na maxa serio, bo tylko wtedy są efekty. Ale od jutra próbuję dalej 🙂

  • Odpowiedz Paulina - lenaikuba.pl Lipiec 31, 2014 at 10:06 pm

    Miszcz! Miszczyni właściwie, Basiu! Well done!
    PS. Chyba masz rację, że skoro słowo się rzecze… trudniej się z niego wycofać 🙂 Tak, to jest najlepszy moment, żeby zacząć!

  • Odpowiedz RedRose Sierpień 1, 2014 at 5:41 am

    Uważam, że dużo osiągnęłaś i masz rację we wszystkim potrzebna jest samodyscyplina. Gratuluję 🙂 i czekam na więcej słłitt foci:)

  • Odpowiedz Ewa Sierpień 1, 2014 at 6:08 am

    Gratuluję Ci ogromnie sukcesu! I trzymam kciuki za dalszy ciąg!

  • Odpowiedz Hally Sierpień 1, 2014 at 6:08 am

    Genialnie wyglądasz…widziałam już na Insta. Ja nigdy nie miałam problemów z wagą ale sport to dla mnie czarna magia…natomiast mój mąż chociaż młodszy wyglada na starszego właśnie przez to że ma duzy brzuch….ciezko mu się zmobilizować do ćwiczenień….może dla niego 30 tka też będzie jakimś przełomem. Dajesz nadzieję nie tylko kobietom.

  • Odpowiedz Alchemia Kobiecości Sierpień 1, 2014 at 6:27 am

    Basiu, to była mega motywująca historia! Jesteś piękną, elegancką kobietą i dajesz przykład dziesiątkom innych matek (i nie tylko), że można:) Gratulacje!

  • Odpowiedz Magda - dobrze zorganizowana Sierpień 1, 2014 at 7:02 am

    Gratuluję!!! i zazdroszczę samozaparcia, bo trochę ćwiczeń by mi nie zaszkodziło 😉

  • Odpowiedz Ewa Sierpień 1, 2014 at 10:46 am

    Ale masz nogi !!! :):):)

  • Odpowiedz marta. Sierpień 1, 2014 at 12:45 pm

    Brawo! Wystarczy zacząć! Ech ile ja znam dziewczyn które boją się wziąć w garść… Bo tak na prawdę trzeba chcieć.
    Teraz czekam na post o diecie! 🙂 Ja sama ćwiczę już bardzo długo chcąc ciągle więcej i więcej.. bo to wciąga, uzależnia… a jak już człowiek stanie przed lustrem i widzi to zdrowe ciałko nie może przestać.. i chociaż fałdy i rozstępy nadal mam to samo poczucie tego że coś robię jest dla mnie chyba najważniejsze! 🙂 pozdrawiam

  • Odpowiedz Natblue Sierpień 1, 2014 at 5:48 pm

    Pięknie! Oby tak dalej! 🙂 Ja natomiast dążę do nabrania masy mięśniowej, wbrew pozorom nie jest to proste. Ale dam radę 🙂

  • Odpowiedz Ania Sierpień 1, 2014 at 8:54 pm

    Bomba! Wyglądasz REWELACYJNIE!!!

  • Odpowiedz Stella Sierpień 1, 2014 at 9:06 pm

    WOW ! Dzięki za posta. Jest mega motywujący dla mnie. Jestem pod wrażeniem wytrwałości. Szukam w sobie pokładów determinacji aby zrealizować podobny cel. Organizacja to podstawa. Ale najważniejsze to właśnie odwaga aby swoje plany wprowadzić w życie. Tobie to wyszło. Gratuluję !!!! Pozdrawiam, SH.

  • Odpowiedz Ewelina Sierpień 1, 2014 at 9:22 pm

    Wyglądasz pięknie apetycznie i zdrowo – fajnie mimo 2 dzieci i dużej aktywności pracowo-życiowej Można- można:) szacun

  • Odpowiedz Ania Sierpień 2, 2014 at 8:31 pm

    Gratuluję! Wyglądasz olśniewająco. Wiem po sobie jakie to cudne uczucie (bo sama od października do marca schudłam 14 kg), więc tym bardziej cieszę się z Tobą 🙂

  • Odpowiedz Magda Sierpień 2, 2014 at 10:54 pm

    Basiu,

    w każdej wolnej chwili przeglądam lajfstajlowe blogi. Inspirują mnie, motywują… i tak zwyczajnie miło mi się patrzy na piękne obrazki i zdjęcia. Zachwycam się nieraz każdym szczegółem. Nigdy jednak nie komentuję postów, bo często po prostu nie mam nic do powiedzenia – z reguły jestem tylko biernym obserwatorem tych wszystkich publikowanych wspaniałości. I choć niekiedy zachwycam się i fascynuję blogami naprawdę profesjonalnymi, dopracowanymi w kazdym szczególe, choć podziwiam życie ich autorek, ktore wydaje się być bajką, to jednak Twój blog przyciągnął mnie tak, jak chyba jeszcze nigdy żaden. Moj Mezcyzna od kilku dni od rana do nocy tkwi przed laptopem dokanczajac zlecenie, a ja w tym samym czasie czytam Twojego bloga. I wlasnie skończyłam. Przeczytałam każdy post. Zachwyciła mnie Twoja autentyczność i szczerość, chęć bycia najwspanialszą matką, żoną i kobietą dla swoich facetów, chęć rozwoju, a przy tym zdrowy rozsądek; Twój gust, zamiłowanie do rzeczy pięknych, celebrowanie każdej chwili… Dziękuję Ci za tego bloga! Masz nową stałą czytelniczkę – Magda jestem, miło mi. 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Sierpień 3, 2014 at 5:58 am

      Magda!!!! sprawiłaś, że ta niedziela będzie cudowna! dziękuję :*

  • Odpowiedz Misako Sierpień 3, 2014 at 6:16 pm

    Trzymamy kciuki!!! My ćwiczymy w domu z P4p 🙂

  • Odpowiedz aleksandra Sierpień 4, 2014 at 2:42 pm

    Tylko nie rzucaj masła 🙂

  • Odpowiedz oj Maryna Sierpień 6, 2014 at 2:58 pm

    Baśka! Jesteś boska!

  • Odpowiedz Robert Sierpień 8, 2014 at 7:41 am

    Wow, zmieniłaś się praktycznie nie do poznania. Sam chcę przejść podobną metamorfozę, tylko nie wiem czy wystarczy mi sił i odwagi. Próbowałem już dwa razy, ale zawsze wracałem do posiłków z przed diety i wszystko na marne.

  • Odpowiedz Matka. Sierpień 8, 2014 at 9:30 pm

    Bomba samozaparcia. Mistrzyni / Twoj opis o slodzonej kaszy ałaaaa 😛

  • Odpowiedz Katinka Sierpień 13, 2014 at 8:10 am

    WOW! WOW! WOW! Ogrrrrrromne GRATULACJE! Czytanie Twoich słów i ‚czytanie’ Twojej RADOŚCI jest niesamowite!
    Należą Ci się ogromne OKLASKI, za to, że zrobiłaś to co zrobiłaś i to mając 2 Maluchów w domu!!!!

    Ostatnie zdjęcia są boskie! Moje ulubione: Ty w pomarańczowej sukience i ostatnie ze słuchawkami! Wyglądasz ślicznie!;-)

    Wyciągam buty sportowe i … idę biegać!

  • Odpowiedz Anita Sierpień 18, 2014 at 7:16 pm

    Basiu, czytam ten post kolejny raz. Dzięki Tobie biegam, kupiłam karnet na siłownię, a jutro mam pierwszy trening personalny. W kryzysach powtarzam sobie Twoje zdanie o byciu początkującym. To nie wazelina, ani frazesy. Możesz mieć na sumieniu moj tluszczyk 😉

    Dziękuję!

  • Odpowiedz Travelling Milady Sierpień 28, 2014 at 10:49 am

    Gratuluję samozaparcia i siły. Wiem, że wielu najtrudniej zacząć. Wyglądasz tak pięknie, że potrzebujesz większej pamięci telefonu na sweet focie:)

  • Odpowiedz Justyna Wrzesień 4, 2014 at 8:06 am

    Wow!
    Niesteś niesamowita:)
    Ja też biorę się za siebie i biorę, ale ostatecznie wychodzi na minus.
    Czas zabrać się na poważnie.
    Dziękuję za motywację:)

  • Odpowiedz Anna Wrzesień 5, 2014 at 8:46 am

    Na Twojego bloga trafiłam kilka dni temu, ten post był pierwszy jaki przeczytałam. Niesamowicie mnie motywujesz, mimo, że jestem trochę młodsza i na innym etapie życiowym, ale pokazałaś mi, że to właśnie teraz jest najlepszy czas do zmian, i nigdy nie będzie lepszego. Dziękuję! Zachwyciły mnie też Twoje włosy, są fantastyczne:) Czy dbasz o niego jakoś szczególnie?:) Pozdrawiam serdecznie, Ania.

  • Odpowiedz mil Wrzesień 10, 2014 at 3:20 pm

    z przyjemnością trafiłam na Twojego bloga.
    to bardzo motywujące zobaczyć efekty cieżkiej pracy.
    Jestem młodsza,drobna,niska, mam dwojke dzieci,niewiele przytyłam w czasie ciąży. a po urodzeniu pierwszego i drugiego dziecka nie mialam problemu z odzyskaniem wagi…ale tylko wagi! moje ciało sie zdeformowało! ubranie jakos to maskuje, ale czuje sie z tym fatalnie. dosknale zdaje sobie sprawę, ze tylko cwiczenia tu pomogą. To trudne, ale jakos trzeba wziąść sie w garść, przestać wymyslać sobie wymowki, usprawiedliwiać,ze brak czasu,ze zmeczenie itp. Trzeba powaznie pomyśleć o sobie.

  • Odpowiedz mil Wrzesień 11, 2014 at 1:52 pm

    chce tylko jeszcze dodać,że nie wiele jestem młodsza:P,juz za dwa lata stuknie mi 30tka :/ może to własnie to powinno mi dać do myślenia i zmotywować do pracy…obiecywalam sobie,ze po urodzeniu drugiego dziecka zrobie sobie kaloryfer… A teraz TEŻ CHCE MIEĆ TAKIE NOWE NOGI!!! Pozdrawiam serecznie autorke bloga!!! I DZIEKUJĘ ZA MOTYWACJE. Twoje zdjęcia sprawiają,ze zżera mnie zazdrość, a nic bardziej nie motywuje do pracy nad sobą, jak inna zgrabniejsza :)Dziekujęza tego bloga,bedę tu wpadać :)))

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 15, 2014 at 7:52 pm

      super słyszeć takie słowa 🙂 działaj Dziewczyno 🙂

  • Odpowiedz ugotowani.tv Grudzień 27, 2014 at 1:00 pm

    Kolejny skutek uboczny oprócz słit foci :)to przepiękny uśmiech, w którym ci do twarzy 🙂

  • Napisz odpowiedź