INSPIRACJE RODZINA

MOJE DZIECKO NIE CHODZI DO SZKOŁY – czyli słów kilka o edukacji domowej.

Listopad 17, 2017
5 (Copy)

Kiedy dowiedzieliśmy się o kontrakcie na Karaibach mojego męża Tomka, od razu padło pytanie: co ze szkołą Michała, który w tym roku rozpoczął naukę w pierwszej klasie?
Możliwości były dwie, z czego jedną od razu wykluczyliśmy. Pierwszą z nich było zapisanie Miśka do szkoły na Gwadelupie, drugą edukacja domowa. Lokalna szkoła odpadała. Michał nie rozumie ani słowa po francusku. Nie potrafi też się komunikować sprawnie po angielsku. Uznaliśmy, że  pół roku to za krótki okres czasu, by mógł swobodnie i bez stresu w takich lekcjach uczestniczyć. Pół roku to też dobry czas, byśmy mogli zmierzyć się z nauczaniem domowym.
O wyjeździe na Karaiby dowiedzieliśmy się w połowie sierpnia, a wyjazd zaplanowaliśmy na koniec października. Jak się okazało było to bardzo mało czasu, by móc dopełnić wszystkich formalności bezstresowo. Choć zważywszy na to jak wyglądały moje dialogi z pracownikami placówek pedagogicznych, żaden czas nie byłby odpowiedni.

EDUKACJA DOMOWA – JAK ZACZĄĆ?

1. Najpierw udaliśmy się do szkoły podstawowej, do której zapisany był  Michał i tam zgłosiliśmy dyrekcji chęć podjęcia nauki w systemie edukacji domowej.

2. Potem umówiliśmy się na badanie do poradni pedagogiczno – psychologicznej, żeby uzyskać opinię na temat dziecka. (my mieliśmy wymóg, aby była to poradnia, z którą szkoła ma podpisaną umowę).

3. W sekretariacie szkoły otrzymaliśmy potrzebne dokumenty do wypełnienia:

– wniosek o zapisanie dziecka do szkoły (ten wypełnialiśmy przy zapisywaniu Michała do podstawówki)
– wniosek o wyrażenie zgody na spełnienie obowiązku szkolnego poza szkołą
– zobowiązanie rodziców do przystępowania do egzaminów klasyfikacyjnych na koniec semestru
– oświadczenie o zapewnienie dziecku warunków umożliwiających realizację podstawy programowej

4. Komplet tych dokumentów wraz z opinią złożyliśmy w sekretariacie.

5. Otrzymaliśmy podręczniki i podstawę programową dla uczniów klas I-III

6. Pojechalismy na lotnisko 🙂

Tak to wygląda w teorii. W praktyce mieliśmy sporo problemów, a największy z poradnią, która kompletnie nie wiedziała jak podejść do tematu. Wiedząc, że dziecko ma przed sobą wyjazd z powodu pracy rodziców i edukacja domowa jest koniecznością, wystawiono nam opinię, w której pani psycholog zaleca zajęcia wyrównawcze zorganizowane przez szkołę w czasie, w którym Michaś byłby na Gwadelupie.
Dodatkowo zajęcia wyrównawcze pani psycholog zaleciła na podstawie badania pierwszoklasisty, który do szkoły pochodził raptem przez 2 tygodnie. Może się mylę, może jestem zwyczajnie niedoinformowaną matką. Z drugiej strony, gdyby poradnia zrobiła wszystko jak nalezy, dyrektorka szkoły podstawowej nie musiałaby się głowić nad tym czy może nam wydać zgodę czy też nie.
Jako, że mieliśmy kilkadziesiąt godzin do wyjazdu, stwierdziliśmy, że odpuszczamy i najwyżej Michał powtórzy pierwszą klasę. Ostatecznie jednak dzięki uprzejmości dyrekcji wyruszyliśmy na lotnisko z podbitą zgodą na rozpoczęcie edukacji domowej.

Tyle jeśli chodzi o formalności. Teraz przejdę do najprzyjemniejszej rzeczy czyli nauki i zabawy w jednym.

Jak tylko dowiedzieliśmy się, że Michał będzie miał przerwę w szkole zaczęliśmy z nim rozmawiać. Tłumaczyliśmy mu czym jest edukacja domowa, chcieliśmy, żeby wiedział, że mimo, iż to mama i tata będa go uczyć, to jest to obowiązek i musi być systematyczny. Jeszcze w domu szukaliśmy zabawek, które ze sobą zabierzemy. Zwracaliśmy uwagę na to czym Michał się interesuje, w czym ma braki, czego robić nie cierpi, a w czym jest naprawdę uzdolniony.

Bilans był mniej więcej taki, że nasz syn nie cierpi pisania ani wszelkich zajęć plastycznych.
Uwielbia matematykę (o zgrozo) i te zadania matematyczne rozwiązuje z niebywałą łatwością.
Ma problemy z dostrzeganiem różnic, na przykład pomiędzy kształtami (tu wszelkie działania z puzzlami, łamigłówki etc).
Wiedzieliśmy, że z tym będziemy musieli powalczyć. Jest mega inteligentym, wciąż gadającym i zadającym pytania chłopcem.
Aktualnie największą pasją jest ciało człowieka. Wciąż ogląda „Było sobie życie” i nas dorosłych zagina na każdym kroku swoją wiedzą. Tutaj na Karaibach ulubionym zajęciem jest oczywiście chodzenie na plażę, nurkowanie, pływanie i zabawy w piachu.
Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak te wszystkie aktywności przekładają się na jego postępy w nauce. Im więcej Michał pływa tym literki są ładniejsze. Taka zależność, a wszystko to nauka. Duża motoryka usprawnia małą motorykę. Żeby dziecko sprawnie posługiwało się rączką podczas pisania, malowania etc, najpierw musi poczuć swoje ciało. Ale ten temat wymaga bardziej obszernego potraktowania i napiszę ci o tym osobny post.

Z Polski zabraliśmy ze sobą wydrukowaną podstawę programową. Podstawa ta, jak pisałam wcześniej jest dla dzieciaków w klasach I-III. To ważna informacja. Hamuje zapędy rodziców, by nie wymagać od dziecka zbyt wiele 🙂
Wzięliśmy ze sobą podręczniki i ćwiczenia oraz całą masę materiałów plastycznych i pomysłów na zabawy.

Postanowiliśmy, że największy nacisk położymy na to, czego Michał nie lubi lub z czym sobie nie radzi, ale jednocześnie zrobimy to w formie zabawy, żeby Michała nie zniechęcić. Rączkę ćwiczymy rysując, lepiąc z plasteliny, malując farbami, budując zamki z piasku i tak dalej.

Zobacz jak wyglądały jedne z ostatnich naszych lekcji w naszej mini domowej szkole na tarasie wśród palm 🙂

Tu pracowaliśmy z zestawem kreatywnym „Mozaika” od Janod. W pudełku znajdziesz kilka kart ze sztywnego kartonu. Karty są w kształtach piratów, skrzyni skarbów, mieczy. Dobrze się kojarzy na Karaibach. Na każdej karcie są maleńkie kwadraciki z numerami, a dziecko ma za zadanie wykleić te kwadraciki odpowiednimi, wypukłymi naklejkami. Zabawa idealna dla Michała, na ćwiczenie małej motoryki. Poradził sobie doskonale. Dla Marcina było to trudne zadanie, nie ma jeszcze tak rozwiniętej rączki jak Michał. Chłopcy stwierdzili, że gotowe prace wykorzystają jako kartki z pozdrowieniami i wyślą je z Karaibów do dziadków 🙂
Chłopakom się podobało, a Michał nawet się nie zorientował, że właśnie trwa lekcja 🙂

3 (Copy) 4 (Copy) 5 (Copy) 9 (Copy) 11 (Copy) 12 (Copy)

Podczas innej lekcji, pozostając w temacie pirackim, zrobiliśmy pacynki. Skorzystaliśmy z zestawu kreatywnego Mudpuppy.
W pudełku są papierowe torebki, naklejki, arkusze filcu, ruchome oczy, piórka, kolorowe papiery, wąsy, opaski na oczy i wszystko, co piratowi do dobrego wizerunku jest potrzebne. I znowu zabawka idealnie dopasowana do Michała – miał przy tworzeniu tych pacynek prawdziwą radochę. Oczywiście dopowiedzieliśmy sobie do wszystkich tych pacynek odpowiednią, piracką historię, a gdy tata wrócił z pracy chłopaki zrobili małe przedstawienie. Marcin zdał się na własną inwencję twórczą i po prostu udekorował papierową torebkę w swoim stylu 🙂 Co kto lubi.

1 (Copy) 2 (Copy) 4 (Copy) 5 (Copy) 6 (Copy) 7 (Copy) 3 (Copy)

Chcę ci pokazać jeszcze kilka fajnych i sprawdzonych zabawek, które wprawdzie zostawiliśmy w Polsce, ale zanim wyjechaliśmy zdały egzamin u moich chłopaków.
Pierwsza to według mnie absolutny hit, czyli układanka magnetyczna w formie tablicy i puzzli z częściami ciała człowieka od Janod.
W zestawie jest drewniany kijek, który sprawia, że dziecko może zamienić się w prawdziwego nauczyciela. Oprócz tego karty w różnych językach pokazujące jak prawidłowo ułożyć puzzle i jak nazywają się poszczególne części ciała.
Solidnie wykonana zabawka, doskonałej jakości, rozwijająca wyobraźnię, idealna na prezent. Serio. Są takie zabawki, które polecać trzeba i ta układanka jest jedną z nich. Odpowiada na wiele pytań malucha dotyczących budowy ciała ludzkiego, a ten temat to aktualna fascynacja naszego dziecka.

10 (Copy) 11 (Copy) 12 (Copy) 13 (Copy) 14 (Copy)

By znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania dziecka na temat ludzkiego ciała i wszelkich procesów w nim zachodzących, niezmiennie polecam ci jeszcze filmy „Było sobie życie”. Od kilkudziesięciu lat nie powstała według mnie lepsza bajka obrazująca ten temat. Nawet my, rodzice oglądamy ją z autentycznym zaciekawieniem.

IMG_5926

Mamy też w naszej biblioteczce świetną książkę, którą też sprawdziliśmy i polecamy.

IMG_5923

W pokoju nad biurkiem u Michała przykleiliśmy tablicę magnetyczną od Mudpuppy, po której można pisać kredą i przyczepiać do niej magnesy w kształcie cyferek. Michał jest wzrokowcem. Dużo łatwiej przychodzi mu rozwiązać jakieś matematyczne, trudniejsze zadanie, jeśli ma możliwość policzenia sobie równania za pomocą klocków, patyczków, muszelek czy właśnie posługując się w domu taką tablicą.

1 (Copy) 2 (Copy)

Na koniec pokażę ci jeszcze jak wygląda Michał podczas standardowej lekcji w-fu.

20171109_125354

I Marcin z jednym z naszych najfajniejszych, żywych eksponatów podczas lekcji przyrody.

IMG_6410

Czy widziałaś już naszą wyprawę do dżungli? To dopiero była lekcja!

Prawdziwa dżungla i wodospad Saut De La Lezarde na Gwadelupie.

IMG_6341 (Copy)

Edukacja domowa to przygoda, a zabawki i wszelkie pomoce to tylko dodatek.
Ostatecznie i tak najważniejszy jest czas, cierpliwość i chęć pokazania dziecku świata.
Mam ogromną nadzieję, że to co teraz dajemy Michałowi, będąc na Karaibach zaprocentuje i da mu bagaż cudownych doświadczeń.
Będę się z tobą dzielić naszymi kolejnymi lekcjami w kolejnych postach.

Na koniec podaję ci listę zabawek i pomocy, które pojawiły się w dzisiejszym poście:

Układanka magnetyczna „Ciało człowieka” od Janod
Tablica magnetyczna do nauki liczenia od Mudpuppy
Zestaw kreatywny do robienia pacynek piratów od Mudpuppy
Zestaw kreatywny do robienia mozaik od Janod
bajka „Było sobie życie” od Hippocampus
książka „Ciało bez tajemnic”
maska „Full-face” od Decathlon
– iguana z plaży Caravelle

Może Ci się również podobać

39 Komentarze

  • Odpowiedz Justyna Listopad 17, 2017 at 3:04 pm

    zastanawialam sie kiedys dlaczego Michal nie chodzi do szkoly na Karaibach i mam juz odpowiedz 🙂 rozumiem, choc sama skladalabym sie do zapisania jednak dziecka do szkoly, nawet na 6 miesiecy. ze wzgl na jezyk, przede wszystkim. owszem, na poczatku byloby ciezko, ale dzieci zawsze sobie poradza 🙂

  • Odpowiedz Edyta Listopad 17, 2017 at 3:37 pm

    A przez te pół roku nie nauczyłby się języka w tamtejszej szkole?Myślę,że na pewno,a to dopiero kapitał.Z programem polskiej szkoły polecielibyscie w domu i tym samym Michał nauczyłby się francuskiego i zaliczyłby polską pierwszą klasę 🙂 Szkoda nie wykorzystać szansy.

    • Odpowiedz Ania Listopad 17, 2017 at 5:52 pm

      Hej dziewczyny, nie ma opcji żeby dziecko przez pół roku nauczyło się języka jeśli nie ma nawet podstaw. Pierwsze miesiące w nowym miejscu są dla dziecka stresem i trzeba się skupić na tym żeby dziecku ułatwić aklimatyzację w środowisku (szkolnym). Oczywiście dużo zależy od dziecka, ale wydaje mi się, ze Michał jest „wrażliwcem” (popraw mnie Basia jeśli sie mylę). Pisze z doświadczenia pobytu w zdecydowanie mniej egzotycznym miejscu, ale dla moich dzieci równie obcym. Wyjechaliśmy jak jedno miało 6,5 a drugie 3,5 roku. Starsza corka ZACZELA SIĘ ODZYWAĆ po 2 miesiącach, po roku mniej więcej komunikowała się sprawnie. Syn po roku w przedszkolu znał podstawowe zwroty, dopiero po kolejnym roku, spędzonym w szkole, mówił bez problemów. Teraz po 2 latach angielski jest dla nich zupełnie naturalnym językiem (mówią, piszą, czytają w obu językach). No, ale po pół roku nie mogłam powiedzieć, ze znają angielski.

      • Odpowiedz Edyta Listopad 18, 2017 at 8:56 am

        Cześć.Z tego co piszesz Twoje dzieci były jednak dużo młodsze niż synek Basi.Dla 3,5 latka wyzwaniem jest samo odnalezienie się w grupie,7 latek ma to już raczej opanowane i może skupić się na zdobywaniu nowych umiejętności.Każdy pisze ze swojej perspektywy – mi byłoby żal nie skorzystać z okazji.Dzieci tak szybko chloną wiedzę i tak szybko nawiązują nowe relacje,ze jestem pewna,że Michał świetnie by sobie poradził.Bez spiny,na luzie pochodziłby do tamtejszej szkoły właśnie na zasadzie fajnej przygody.Myślę,ze byłoby to naprawdę z korzyścią dla niego.Po powrocie tez będzie musiał odnaleźć się w klasie, gdzie dzieci będą już w miarę zintegrowane, a on „nowy”.Im więcej takich doświadczeń tym lepiej.Trzeba od małego uczyć się wychodzenia ze swojej strefy komfortu ;)Ja tam bym puściła syna do miejscowej szkoły.
        Pozdrawiam

        • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 21, 2017 at 2:45 pm

          Proszę nie pisz, że Michał świetnie by sobie poradził we francuskiej szkole, w nowej sytuacji i w wychodzeniu ze strefy komfortu, nie znając mojego dziecka.
          Każdy Maluch jest inny i gwarantuję Ci, że decyzję o tym, by jednak był w tym czasie z nami i nie skorzystał z tej szansy nauki języka francuskiego, jaką dałaby mu potencjalnie szkoła, podjęliśmy z jednej prostej przyczyny: nikt tak jak my nie zna naszego dziecka, ani tej szczególnej sytuacji, w której się znaleźliśmy. Tyle w kwestii prywaty. Druga równiez bardzo istotna kwestia jest taka, że nauka języka z niebywałą łatwością przychodzi dzieciom do 5, max 6 roku życia, później jest trudniej. Jeśli do tego dorzucisz mało przebojową osobowość Malucha – rachunek jest prosty.

          • Kasia Grudzień 6, 2017 at 3:15 pm

            Basiu bardzo Cię podziwiam za podjętą decyzję. Jako rodzice wiecie, co jest „skrojone na miarę” waszych dzieci. Uważam, że posłanie dziecka na pół roku do szkoły byłoby zbyt wielkim stresem. Dodatkowo czas, który spędzicie wspólnie, będzie bezcennym kapitałem. Jako dziecko uczyłam się w domu około 1,5 roku (ze względów zdrowotnych). Przychodziła do mnie pani nauczycielka i oczywiście lekcje nie były aż tak ciekawe, jak u Twoich dzieci, ale moja nauczycielka wykonywała mnóstwo pomocy naukowych (obrazkowych i innych). Jako dziecko tego nie doceniałam, ale jako osoba dorosła widzę, że to ma ogromne przełożenie (zarówno na szkołę i studia, a także na życie zawodowe). To, co w tej chwili dajesz swoim dzieciom to bezcenny kapitał 🙂

      • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 21, 2017 at 2:49 pm

        Aniu, gdyby to była przeprowadzka na kilka lat za granicę, nawet byśmy się nie zastanawiali tylko rozpoczęlibyśmy szkołę francuską. W tej sytuacji wybó był dla nas oczywisty.

  • Odpowiedz Ania Listopad 17, 2017 at 5:56 pm

    A wracając do myśli, która chciałam przekazać Popieram Wasza decyzje nauczania domowego w całej rozciągłości. Jako mama i jako psycholog. Michał zdecydowanie więcej „wyniesie” z tego pobytu z Wami niż gdyby miał spędzić pół dnia w szkole.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 21, 2017 at 2:48 pm

      Dziękuję, jestem tego samego zdania.

  • Odpowiedz Kasia Listopad 17, 2017 at 7:38 pm

    Basiu, czy bierzecie pod uwagę edukację domową także po powrocie ? Mi od czasu kołacze taka myśl po głowie odnośnie mojego dziecka, stąd pytanie 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 21, 2017 at 2:47 pm

      Edukację domową traktujemy jako pięciomiesięczną przygodę. Planujemy powrót do szkoły po powrocie, pod warunkiem, że znowu nasze życie nie zmieni się o 180 stopni 🙂

  • Odpowiedz Anita Listopad 17, 2017 at 7:47 pm

    Edukacja domowa <3 Czytam o Waszej radości tego wyboru i też tak o tym myślę. Cudowny czas przed Michałem, uczenia się z pasją, a nie stresu bycia nowym, z nowym językiem. Jestem bardzo ciekawa Waszych kolejnych lekcji.

  • Odpowiedz Ania Listopad 17, 2017 at 9:40 pm

    Dzięki za ten post. Chociażby ze względu na to, że u nas, chociaz jeszcze przedszkole, ogromna niechęć do rysowania i są sygnały z przedszkola, żeby ćwiczyć więcej rękę przez zabawę, bo będą problemy z pisaniem. Fajne te mozaiki i zestaw kreatywny. Było sobie życie też polecamy. U nas hitem jest komiks z płytą. Niedługo ma się ukazać drugi tom

  • Odpowiedz Ania Listopad 17, 2017 at 10:05 pm

    Zdecydowanie poradzilby sobie, dzieci chlona wiedze jak gabka.Moje dziecko uczeszcza do angielskiej szkoly a przy tym rowniez prowadzimy polska szkole with domu.

  • Odpowiedz Jo Listopad 17, 2017 at 10:06 pm

    Ja też zapisałabym dziecko do miejscowej szkoły. Dzieci chłoną drugi język jak gąbka. Moja córka po 3 miesiącach w Anglii komunikowała się po angielsku, a miała 4 lata.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 21, 2017 at 2:46 pm

      bo miała 4 lata.

      • Odpowiedz Jo Listopad 22, 2017 at 6:44 am

        No właśnie twój syn miałby łatwiej, bo moja dopiero co zaczęła sprawnie komunikować się po polsku i angielski poszedł naturalnie, mimo, że był drugim językiem. Pracuję z dziećmi w szkole z około 20 krajów i ta wielokulturowość przynosi tylko same korzyści. Dzieci mają wrodzoną ciekawość świata i wszystko chłoną szybko, a szczególnie język. Oczywiście jeśli to wszystko odbywa się w przyjaznej atmosferze.

  • Odpowiedz Olga W Listopad 18, 2017 at 7:51 am

    O to,to..ruch,rozwoj psychoruchowy jest niezwykle wazny.Niestety w polskich szkolach czesciej wiekszy nacisk kladzie sie na wystepy,wszelkie przedstawienia.A wf..to taka czarna dziura.,ktora mozna wszystkim zapchac..bo to tylko wf.
    Szkoda.

  • Odpowiedz Babcia Gawędziarka Listopad 18, 2017 at 12:07 pm

    Ojejku, jesteście wspaniali! ❤ To na pewno zaprocentuje! W dodatku buduje się więź między rodzicem a dzieckiem – tyle korzyści naraz!

  • Odpowiedz Paulina - Odpoczywalnia Listopad 19, 2017 at 12:45 pm

    Super! Ja im więcej wiem o polskim szkolnictwie tym większa mam ochotę na edukację domową, taką troche jak w filmie „capitain fantastic” (swoją drogą, świetny film). Ale raczej sie na to nie zdobęde;)
    Tymi magnesami z ciałem chyba mi podsunelas pomysł na prezent, dzięki:)

    • Odpowiedz su Listopad 21, 2017 at 2:00 pm

      Captain Fantastic – rzeczywiscie swietny film! I mam podobne spostrzezenia jesli chodzi o edukacje w szkolach a ED, ale… ale mimo wszystko temu co pokazuje Basia to daleko do ed… granie w planszowki i czas spedzany wspolnie, w ciekawy sposob ale tak o poprostu korzystanie z tego co daje okolica to nie ed. Tak spedzam popoludnia z dzieckiem (poza podobna jak tu okolica). Albo bardzo okrojony ten opis albo to zadna edukacja. Warunki swietne ale z np obserwacji gada nie dowie sie zbyt wielu informacji. Co innego polaczyc to z konkretna wiedza, rozmawiac, poznac podzial na gatunki zwierzat itp itd.. bo inaczej to mimp ze mozr to ciekawe to takie plytkie ta edukacja.

      • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 21, 2017 at 2:41 pm

        Wybacz, ale na jakiej podstawie stwierdzasz, że to nie ed. Na podstawie jednego wpisu i mojego 3 tygodniowego pobytu tutaj? Blog to nie jest pamiętnik z każdej minuty mojego życia, ale inspiracja do tego, by móc skorzystać z szansy jaką jest wyjazd i pokazanie możliwości i rozwiązań jakie wówczas istnieją. A jedną z takich możliwości jest właśnie rezygnacja ze szkoły na ten czas i nauka w domu.

  • Odpowiedz Eboum Listopad 21, 2017 at 7:38 am

    Oczywiscie kazdy zapisalby dziecko do lokalnej szkoly! Tylko po co? Aby zestresowac malucha? W edukacji francuskiej dzieci ucza sie czytac w cp (cours préparatoire) czyli zerowce i jesli nie osiagna pewnego poziomu w pisaniu i czytaniu, nie przejda do nastepnej klasy (ce1). Musze przyznac, ze moja 1wszoklasistka (urodzona we francji, w domu, w szkole, wszedzie francuski) nadal ma problemy w pisaniu. A co dopiero chlopiec z polski?!
    Basiu, bardzo dobry pomysl z nauka w domu! Mozesz poswiecic dziecku wiecej czasu, pokazac wiecej, rozwinac horyzont nieznanego dotad swiata! Te kilka miesiecy na Guadeloupe beda dla niego i dla was niezapomniana lekcja zycia!
    Goraco pozdrawiam!

  • Odpowiedz Edyta Listopad 21, 2017 at 11:10 am

    Może to specyfika Twojego dziecka?A to jakiś kłopot posłać dziecko do zerówki z założeniem zeby pouczyło się języka, a program polskiej 1 klasy robić w domu?Do marca pewnie rówieśnicy nawet całego alfabetu nie przerobią jeszcze 😉

    • Odpowiedz Ania Listopad 21, 2017 at 12:19 pm

      Edyta, i ja i Eboum piszemy o bytności dzieci w szkole w obcym kraju z własnego doświadczenia. Moje dzieciaki to przeszły, podobnie córka Eboum. Ponadto Eboum zna dodatkowo specyfikę szkoły francuskiej. Ale Ty wiesz lepiej, ze da się nauczyć języka w pół roku od zera. I w ramach wyjaśnienia, siedmiolatkowi (prawie tyle miała moja córka jak zaczęła szkole w obcym kraju) jest dużo trudniej wejść w grupę rówieśnicza niż czterolatkowi (mój syn, który zaczął tutaj od przedszkola). I oboje przygodę przedszkolna w Polsce mieli już za sobą. Ponadto weź pod uwagę fakt, ze to nie jest tylko zabawa, nauczyciel realizuje program a dziecko czuje się zagubione, to już nie przedszkole. Teraz weź pod uwagę zestawienie zysków i strat, czyli bezstresowe poznawanie świata z rodzicami kontra codzienny stres pójścia do szkoły i odnalezienie się wśród ludzi, których nie rozumiesz. Oczywiście to kwestia tej konkretnej sytuacji, czyli przebywania na wyspie pół roku, bo jasne, ze sytuacja byłaby diametralnie inna gdybyśmy mówili o dłuższym okresie czasu.

  • Odpowiedz Edyta Listopad 21, 2017 at 4:10 pm

    Wciąż byłoby mi szkoda nie wykorzystać szansy.Przecież w szkole nauczyciel wiedziałby,ze dziecko będzie tam tylko przez pół roku i że cel jest taki żeby poduczylo się języka. Wszystko mozna przeciez dogadac i nie do wszystkiego podchodzić śmiertelnie poważnie…Wcale nie twierdzę,że w pół roku można się nauczyć obcego języka ale zdobyć solidne podstawy na pewno.Ja na pewno bym postąpiła inaczej.W razie totalnej klapy zawsze można się wycofać mając w odwodzie edukację domową.Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie trzymania dzieci w domu bez kontaktu z rówieśnikami przez 6 miesięcy. Szkoda czasu po prostu.Ale faktycznie wszystko zależy od dziecka.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 21, 2017 at 4:46 pm

      Ale o jakim trzymaniu w domu Ty mówisz? Przecież Michal jest non stop na zewnątrz i ma kontakt z rówieśnikami. Po prostu nie chodzi do szkoły.

  • Odpowiedz Edyta Listopad 21, 2017 at 6:00 pm

    Wydaje się,że dziecko,które nie chodzi do szkoły i jest w obcym kraju nie ma zbyt wielu możliwości głebszego kontaktu z innymi dziećmi. Oprócz sporadycznych i raczej przypadkowych kontaktów na placach zabaw czy w Waszym przypadku na plaży.Tak sobie to wyobrażam ale jeśli się mylę to popraw mnie proszę.

  • Odpowiedz Olga W Listopad 21, 2017 at 10:15 pm

    O rety,takie czepianie sie..A mnie drazni niesamowicie ten ciagly wyscig szczurow do ktorego zapedza sie juz male dzieci..Podstawy nowego obcego jezyka.Koniecznosc.Korepetycje z trzech przedmiotow.Szkola muzyczna.
    Dobrze,ze w mlodszych klasach sa oceny opisowe bo walka rodzicow o swiadectwa z paskiem przybiera forme walki,pelnej determinacji i szalenstwa..jak przy zdobywaniu swiezakow.,he,he..

  • Odpowiedz Olga W Listopad 21, 2017 at 10:25 pm

    Dzieci doskonale czytaja swiat ze zrozumieniem…
    A obcy jezyk tez mozna troche oswoic kiedy jest ciagle w tle.Chlopcy szybko znajda kolegow.To pewne.

  • Odpowiedz Agata Listopad 22, 2017 at 7:31 am

    Basiu, ja mam inne pytanie, bardziej konkretne: Czy musieliscie przedstawić jakiś dowód zatrudnienia męża w nowym miejscu? Żeby wskazać konieczność takiego wyjazdu? Z mężem mamy własną firmę, możemy pracować z dowolnego miejsca na świecie i tak się zastanawiam, czy w naszym przypadku też dałoby się to załatwić 😉 Z góry dziękuję za poświęcony czas i gratuluję wyjazdu! 😉

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 22, 2017 at 12:50 pm

      Nie, nikt nie ma takiego obowiązku. Edukację donowa możesz rozpocząć w kazdym momencie.

  • Odpowiedz Kala Listopad 22, 2017 at 7:57 am

    Popieram pomysł z edukacją domową i myślę że pani Basia najlepiej wie i zna swoje dziecko.Myślę że ja w takiej sytuacji postąpiłabym podobnie

  • Odpowiedz ewa Listopad 23, 2017 at 8:23 pm

    Basiu, bardzo polecam też (w ramach edukacji domowej, ale nie tylko)” Był sobie człowiek”. Moje maluchy (3 i 4 lata) bardzo chętnie oglądają (ja zresztą też!). Przy okazji (pierwszego mojego komentarza) napiszę, że jestem regularną czytelniczką Twojego bloga. Lubię bardzo tutaj zaglądać, a przygody z Gwadelupą bardzo zazdroszczę (ale tak pozytywnie), przewodnik po Gwadelupie kupiłam chyba 12 lat temu i ciągle czeka… Wspaniałej przygody!

  • Odpowiedz Palka Listopad 27, 2017 at 8:34 am

    Edukacja domowa jest bardzo ważna, ale również dziecko powinno się uczyć z rówieśnikami 🙂

  • Odpowiedz Kamila Grudzień 1, 2017 at 9:24 am

    Basia normalnie wysiadłam jak przeczytałam niektóre komentarze, a po co edukacja domowa a by sobie poradził w szkole, a to i tamto. I Ty musisz na to odpowiadać. Dziewczyny opanujcie się. 🙂 To nie ma sensu. Basia już podjęła decyzję. Basia to Twoje dziecko, podjęłaś najlepszą decyzję jaką mogłaś, robisz wszystko żeby Michał się nauczył jak najwięcej i cieszmy się z tego. Przecież ta edukacja domowa ma tyle zalet i patrzmy na to. A nie szukajmy czarnej dziury. Michał jeszcze zdąży się nauczyć języka.Nawet bawiąc się z dziećmi tamtejszymi uczy się i może się nauczy więcej niż gdyby siedział zestresowany w szkole. Basia masz moc 🙂

  • Odpowiedz Karolina Grudzień 1, 2017 at 9:31 am

    Jeśli Michałowi podoba się „Było sobie życie”, to polecam na przyszłość planszówkę o tym tytule. Jeszcze będzie dla nich za trudna, bo występują w niej karty z pytaniami o ludzki organizm. co prawda pytania są w wersji łatwiejszej i trudniejszej (zawodnik sam wybiera którą chce wersję), jednak dosyć trudne. Ale za rok? Kto wie 🙂 No i programy „Był sobie człowiek” i „Był sobie kosmos” – też są świetne 🙂

  • Odpowiedz osiannka Grudzień 4, 2017 at 10:00 pm

    Edukacja domowa w takiej sytuacji to najlepsze wyjście. Dziecko nie tylko ma zdobywać wiedzę, poznawać nowy język, ale i doświadczać świata, w tym wypadku zupełnie obcego, w towarzystwie osób przy których czuje się najbezpieczniej – rodziców.
    Wspaniałej przygody.

  • Odpowiedz Ola Grudzień 7, 2017 at 9:31 am

    Nie bardzo rozumiem jakim prawem komentujący oceniają co jest najlepszym wyjściem dla dziecka/dzieci Basi i jej męża. Decyzję podjęli rodzice i wcielają ją w życie. Jak widać na załączonym obrazku dziecko szczęśliwe. Nie wiem po co się nad tym rozwodzicie.
    Basiu przedstawiłaś bardzo fajne pomysły na lekcje w domowych warunkach. Ja osobiście bardzo lubię wykorzystanie ogólnodostępnych zabawek i przedmiotów z otaczającego nas świata do „nauki”. To tylko pokazuje, że zabawki to nie tylko zabawa ale wspaniała pomoc do czerpania przez dzieci wiedzy w różnym zakresie. Trzymam kciuki za wspaniałą przygodę z edukacją domową w tak cudnym miejscu.

  • Napisz odpowiedź