MOIM ZDANIEM RODZINA

NAJLEPSZE WAKACJE ŻYCIA są wtedy, kiedy jesteś dzieckiem

Sierpień 30, 2016
19

Czuć je było już w ostatnich dniach roku szkolnego, pamiętasz? Kiedy bezkarnie mogliśmy opuszczać lekcje, a cały szkolny dzień zamieniał się w wychowanie fizyczne. Najlepiej na świeżym powietrzu. Pamiętasz tę piosenkę, którą śpiewaliśmy zawsze na zakończenie roku ?

Lato, lato, lato czeka
Razem z latem czeka rzeka
Razem z rzeką czeka las
A tu ciągle nie ma nas

i moja ulubiona zwrotka:

Już za parę dni, za dni parę
Weźmiesz plecak swój i gitarę
Pożegnania kilka słów
Pitagoras bądźcie zdrów
Do widzenia wam canto, cantare

Te przedstawienia dłużyły się niemiłosiernie, ale zawsze miały uroczysty charakter. Staliśmy w rzędach, w białych, wyprasowanych bluzkach, ze świadectwami w dłoniach. Staliśmy na auli, przy otwartych oknach, za którymi już pachniało lato, rozgrzany asfalt, skoszona trawa i lody bambino. Za oknami pachniały wakacje!
Pamiętasz ten luz, który czuło się po powrocie do domu, pierwszego dnia wakacji? To uczucie, że teraz to już można wszystko. Można bawić się całymi dniami, grać w dwa ognie do nocy, wstawać późno i godzinami szwędać się po osiedlu. Albo jechać do babci, na ukochaną wieś. Mogłam tam spędzić 2 caluśkie miesiące wakacji i wiesz, doprawdy nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek się nudziła. No może wtedy, kiedy mój dziadek „kręcił” miód. Wtedy, ze względu na latające po podwórku pszczoły musiałam siedzieć w domu. Katorga! Ratowałam się powtórkami „Strażnika Teksasu”, „Mc Gyver’a” i „Żaru Tropików”, które oglądałam z wypiekami na twarzy. To była jednak marna rozrywka w porównaniu do tego, co czekało na mnie na podwórku. Tysiące przygód i zabaw, które organizowaliśmy sobie razem z dzieciakami na wsi zupełnie sami. Nikt się raczej nami nie przejmował. Mieliśmy nie łazić po garażach z maszynami, nie wspinać się na stogi siana, nie chodzić bez pytania nad rzekę, mówić gdzie będziemy (orientacyjnie) i wracać do domu na obiad. Nikt nie wyszukiwał nam edukacyjnych zabawek z ekologicznych materiałów. Szukaliśmy ich sami. Moim absolutnym hitem była zabawa w dom. Znosiłam z podwórka stare fotele i stołki, pustaki, z których robiłam zabudowę kuchenną z fajerkami z dawnego pieca prababci. Zbierałam opakowania po śmietanie, by mieć zastawę, w której podawałam zupę. Zupę oczywiście robiłam z prawdziwych warzyw, które przynosiłam z ogrodu. Najlepsze były buraki, bo barwiły wodę i miałam całkiem extra barszcz. Do tego kotlety mielone z błota w ilościach hurtowych. Najlepsze na świeżo. Nikt się wtedy nie przejmował czy byłam czysta. Babcia zaplatała mi rano grubego warkocza i miał mi się trzymać do wieczora.
Nikt się wtedy nie zastanawiał czy zwiedzam wystarczającą ilość miejsc i czy te podróże będą miały korzystny wpływ na mój rozwój emocjonalny. Grałam w nogę, w badmintona i jeździłam na za dużym rowerze dziadka do sklepu po bułki i po gazowaną, zimną wodę, którą dziadek uwielbiał. Sklep był oddalony o jakieś 4 kilometry od domu, a mnie nie trzeba było dwa razy prosić. Droga powrotna zajmowała mi dwa razy dłużej, zwłaszcza jeśli zatrzymałam się przy oblepionym czereśniami drzewie. Nikt się wtedy nie przejmował czy to dobrze, że ich nie umyłam.
Kąpaliśmy się w rzece, dźwigając ciężkie kamienie, z których budowaliśmy tamy. Wszystko po to, żeby z tego małego strumyka zrobić zbiornik głęboki choć do pasa i móc popływać na dętkach z traktora. Do dziś mam cienką, długą bliznę na nodze, pamiątkę po jakiejś gałęzi.
Rozbite kolana nie były wystarczającym powodem do tego, by wrócić do domu przed obiadem. Babka lancetowata i okłady z niej musiały wystarczyć. Trzeba było być twardym, zwłaszcza, że koledzy z wiejskiej paczki patrzyli. Do wesela się miało zagoić i już.
Godzinami gadaliśmy. Skazani tylko na swoje towarzystwo, patrzyliśmy sobie w oczy i zawiązywaliśmy przyjaźnie na całe dzieciństwo. Takie, które nas ukształtowały, takie, które zrodziły wspomnienia, których nie sposób zapomnieć.
Łowiliśmy ryby na wędkę z patyka i choć nigdy żadnej nie złowiliśmy to było to naszą prawdziwą pasją. Wierzyliśmy, że w końcu się uda.
Pamiętasz zabawę w podchody i strzałki malowane kredą na asfalcie? Pamiętasz sklepy, w których sprzedawaliśmy kamienie? Sprzedaż nie zawsze szła tak jak sobie tego życzyliśmy, ale czyż nie była to jedyna słuszna lekcja przedsiębiorczości, jaką mogliśmy mieć w dzieciństwie?
Dzień zawsze kończył się zbyt szybko. Zawsze odczuwaliśmy rozczarowanie, kiedy kazano nam wracać na kolację, kąpiel, na sen.

Wakacje moich dzieci się kończą. Zastanawiam się jak bardzo wszystko jest teraz inne. Ile pracy muszę włożyć, by wygonić moich synów na dwór. Jak bardzo gry na smartfonie i bajki w telewizji wygrywają z tym, co czeka na nich poza domem. I dlaczego wciąż mam takie przekonanie, że powinnam może im zorganizować czas? Że jeśli im nie pokażę jak, co i z czym to nie załapią. Dlaczego tak często mówię do nich „nie rób tego”, „uważaj”, „zwolnij”, „umyj to” ?
Wciąż myślę, że my mieliśmy lepiej, że mieliśmy tyle szczęścia móc wychowywać się bez takiej ilości możliwości, zabawek, bodzców.
Jako rodzic czuję się jak na scenie rodzicielskiego programu „Mam talent. Zdenerwowana, oceniana przez jury. Ocena zostanie wystawiona na podstawie tego ile czasu w ciągu dnia zabawiam swoje dzieci zabawką, książką, rozmową. Jak bardzo jestem zaangażowana w projektowanie im idealnego dnia, pokoiku i humoru.  Wreszcie czy oby na pewno ja sama jestem zawsze w doskonałym nastroju do spędzenia uroczego dnia z pociechami. Niestety odpadłabym już w fazie wstępnych przesłuchań.  Bo widzisz ja moim dzieciom pozwalam, a nawet każę się nudzić. Zabieram pilota, zabieram smartfona i wyganiam do pokoju. Uodparniam się na jęki, płacze i zgrzytanie zębów z nudów. W nosie mam opinię, że jestem fatalną mamą, że im czasu nie poświęcam, bo w głębi duszy jestem w 100 % pewna, że to zaowocuje. że nawet jeśli będą wyć tydzień, to na zakończenie tygodnia stworzą coś genialnego. Bo kreatywność i wielki geniusz rodzą się z wielkiej nudy właśnie, czego przykładem są moje nudzące się jak mopsy dzieci 🙂

Na dzisiejszych zdjęciach nudzą się na wsi, którą Ci dzisiaj opisałam. Chodzą dokładnie tymi samymi ścieżkami co ja 20 lat temu. Ta sama babcia obiera im ziemniaki na ukochane frytki. Psy wciąż nazywają się Pimpek albo Kropka w zależności od płci. Dzieci dziś też łowią ryby na wędki z patyków jeśli się im pozwoli. One też jeszcze nic nie złowiły.

26
127 28 29 30 31 24 23 22 21 20  18 17 16 13 12 11 10 8 7 5 3 2

 

Może Ci się również podobać

17 Komentarze

  • Odpowiedz Do more of what makes you happy. Sierpień 30, 2016 at 10:27 am

    Wakacje na wsi u mojej babci do dziś wspominam z sentymentem. Bardzo żałuję, że moje dziecko w sumie nigdy takich wakacji nie doświadczyło. Nie ta wieś, nie te babcie, nie ten klimat. Teraz dopiero doceniam moje dzieciństwo.

  • Odpowiedz Mary Sierpień 30, 2016 at 12:39 pm

    Jak pięknie napisane! Zgadzam się ze wszystkim. Sama ostatnio myślałam nad tym, jak bardzo różnią się wakacje z dzieciństwa od tych, które mamy teraz. Wydaje się, że kwiaty nie pachną tak mocno jak kiedyś, lody nie sa tak intensywnie czekoladowe jak je pamiętamy. Wszystko jakoś wyblakło. A może my nie potrafimy już na to patrzeć w ten sam sposób co kiedyś?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 5, 2016 at 7:50 pm

      chyba i to i to. My nie jesteśmy już dziećmi i inaczej postrzegamy świat, ale i świat jakiś taki oblepiony nadmiarem.

  • Odpowiedz Rene Sierpień 30, 2016 at 1:30 pm

    Najpiekniesze zdjecia jakie ostatnio widzialam. Tak subiektywnie, bo za tym teskni mi sie. Najlepsze wakacje.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 5, 2016 at 7:49 pm

      dziękuję, miód na moje serce 🙂

  • Odpowiedz Ania Sierpień 30, 2016 at 2:35 pm

    Opisałaś kropka w kropkę moje wakacje u cioci na wsi, aż się łezka w oku kręci 🙂 http://codziennik-kobiety.blogspot.com/

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 5, 2016 at 7:49 pm

      🙂

  • Odpowiedz Agata Sierpień 30, 2016 at 7:36 pm

    Basiu, dziękuję za ten wpis i za przywołanie tyle wspomnień :-*

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 5, 2016 at 7:43 pm

      :*

  • Odpowiedz Czytajaca Sierpień 30, 2016 at 10:07 pm

    Super, ze napisalas o czyms przeciez tak banalnym. Wydaje mi sie, ze za czesto wymagamy od siebie perfekcyjnosci. Jestesmy tylko ludzmi!
    Tez mam dwoch takich urwisow i robie dokladnie to samo! Zabieram wszystko co z dzialu elektroniki i wyganiam na podworko! I basta! Rycz! Bo kolejny odcinek, bo jeszcze kolejny poziom….
    My mielismy gume do skakania i dawala rade, a teraz to juz na glowe upadli niektorzy, zeby „dzieciom robic atrakcje”. Brawo! Ciesze sie, ze jestem w gronie myslacych tak samo! Ufff:))

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 5, 2016 at 7:42 pm

      🙂

  • Odpowiedz Jagoda Sierpień 31, 2016 at 4:46 am

    Prawie opisałaś moje idealne wakacje! 🙂 Zawsze wyjeżdżaliśmy na wieś już w piątek po rozdaniu świadectw i wracaliśmy w ostatnią niedzielę przed 1 września. I nikt nam nie wmówił, że kolonie czy obozy są lepsze niż wieś. To chyba nie przypadek, że stamtąd pochodzi mój mąż 😉 Przynajmniej mam pewność, że w przyszłości moje dzieci też będą mogły mieć wakacje na wsi, choć pewnie już nie tak swobodne, jak nasze.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 5, 2016 at 7:42 pm

      ale Wam się świetnie ułożyło!

  • Odpowiedz Karina Wrzesień 13, 2016 at 8:36 am

    Basiu,
    odkryłam Twojego bloga parę dni temu. Jestem zachwycona i mogłabym czytać Twoje wpisy cały dzień. Łezka zakręciła mi się w oku jak czytałam o Twoich/moich wakacjach. Te same zupy z burakiem (ja podkradałam jeszcze mleko w proszku dla cielaków, żeby zupa miała jasnoróżowy kolor), kotlety z piachu, liście orzecha laskowego jako pieniądze i ukochane lalki z kolby kukurydzy. Ostatnio będąc na wsi u babci pokazałam mojej córeczce takie lalki. Na szczęście była zachwycona. Szkoda tylko, że na krótko. Musimy trochę popuścić tym naszym dzieciakom tą smycz bo robimy im krzywdę. Pozwólmy im się pobrudzić w piaskownicy i ganiać na bosaka. Toż to sama radość.
    Ściskam
    Karina

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 13, 2016 at 8:46 am

      witaj na moim blogu 🙂

  • Odpowiedz Kasia Wrzesień 17, 2017 at 6:40 pm

    chyba najpiękniejsze zdjęcia na całym blogu 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Wrzesień 17, 2017 at 7:36 pm

      też je uwielbiam 🙂

    Napisz odpowiedź