MOIM ZDANIEM RODZINA

NIE KUPUJMY DZIECIOM TYLU ZABAWEK.

Grudzień 13, 2017

Jakiś czas temu przeczytałam w gazecie artykuł. Był w nim między innymi opisany pewien eksperyment. Rzecz się działa w austriackim, państwowym przedszkolu. Do pokoju z lustrem weneckim, w którym nie było absolutnie żadnych zabawek, wpuszczono grupę 3-4 letnich dzieci. Na początku maluchy błąkały się od ściany do ściany i nie bardzo wiedziały co mają ze sobą począć. Po kilku minutach zaczęły się wzajemnie dostrzegać. Po kolejnych rozpoczęły wspólna zabawę.

Coś podobnego zrobiliśmy z naszymi dziećmi (7,5 i 4,5 roku). Pewnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę w zupełnie nowe miesjce, na plażę. Zjawiskowa plaża, powalone palmy kokosowe, wielkie kamienie wystające z wody i ogromne fale, czyli plac zabaw rodem z „Piratów z Karaibów”. Nasi synowie nie zabrali ze sobą żadnych zabawek. Kiedy już pobiegali po plaży, pokrzyczeli i zaspokoili pierwszą ciekawość związaną z nowym miejscem, zaczęło się standardowe:
– Mamoooo, a wzięłaś mi… (tu wstaw nazwę dowolnej zabawki)?
– Tatoooo nudzi mi się!
– Mamoooo kiedy jedziemy?
Kiedy poinformowaliśmy ich, że w zasadzie to zamierzamy spędzić na tej plaży czas aż do zachodu słońca, kontynuuowali marudzenie i zaczęli odbijać się od siebie jak piłki. Tego dnia nie mieliśmy tez najmniejszej ochoty się z nimi bawić. Trafili im się zatem beznadziejni rodzice, byli zdani tylko na siebie.
Dosyć szybko zaczęli kombinować i dostrzegać zabawę i zabawki w tym, co tylko na pierwszy rzut oka tym w istocie nie jest. My rodzice byliśmy obserwatorami. Wszak dzieciom nie wolno przeszkadzać w zabawie!
Chłopcy bawili się ze sobą jakieś 4 godziny nieustannie. Marcin z kawałka bambusa zrobił sobie miecz ninjago, potem szablę piracką, a finalnie maczetę, która była mu niezbędna, by przedzierać się przez dżunglę na wyspie, którą właśnie odkrył. Michal zabrał się za ścinanie drzew, a później pnączy, z których zrobił coś na kształt huśtawki lub liana dla Tarzana – nie jestem pewna. Chłopcy znaleźli w wodzie kokosa i sami wpadli na pomysł, że może byśmy tak posadzili palmę kokosową (tu musiał pomóc tata). Większość popołudnia spędzili na drzewie opowiadając sobie historie o piratach, Star Wars i Minecrafcie, czyli w nie zawsze dla nas zrozumiałym języku.

Patrzeć na nich, kiedy byli w stanie takiej dziecięcej euforii i totalnej kreatywności to było bardzo cenne doświadczenie, które skłoniło mnie do napisania tego posta. To pokazuje, że dzieci doskonale wiedzą jak mają się bawić, nie potrzebują do tego tony zabawek, świecących, jeżdżących i grających.

Ok, ja ci tu pokazuję zdjęcia z pięknej, karaibskiej plaży, środek lata – łatwizna. U ciebie pewnie zima, ciemno o 15, praca na etacie, korki i tak dalej. Pewnie trochę się wkurzasz. Powiem ci jednak, że musimy się wzajemnie zrozumieć, i że mój medal też ma dwie strony.
Jestem z moimi dziećmi od 2 miesięcy non stop, 24 h/ dobę, 7 dni w tygodniu. Z Marcinem nawet dłużej, bo od maja nie chodzi do przedszkola. Nie mamy ani tu, ani w domu w Polsce babci, dziadka, siostry, cioci, opiekunki. Tutaj nie mamy równiez szkoły i przedszkola. Proszę wyobraź sobie przez chwilę siebie w takiej sytuacji. Jak zapewne się domyślasz nastroje i emocje bywają różne. Nie tylko te dobre. Są chwile, kiedy wszyscy siebie mamy serdecznie dosyć, kiedy każdy chce mieć po prostu święty spokój. Tak samo jak ty możesz chcieć tego świętego spokoju po spędzeniu całego popołudnia w korkach. Uwierz mi, że jestem chwilami pierwszą chętną osobą do tego, by pozwolić dzieciom oglądać bajki przez cały dzień albo grać na komórkach. I są dni, że właśnie to robię.
Jest jeszcze coś – nie lubię się z moimi synami bawić. Nie wiem, może z dziewczynkami i wszystkim co „dziewczyńskie” jest łatwiej, ale ja na hasło „mamo pobaw się ze mną” reaguję trochę alergicznie. Wojny ludzików, wyścigi aut, Star Wars – to nie dla mnie, serio. I nie będę udawać, że jest inaczej.

No dobra, ale jakoś z tej sytuacji trzeba wybrnąć. To w końcu dzieci, w dodatku moje 🙂
Po pierwsze i według mnie najważniejsze. Coś od czego zaczać wszelkie rozważania na temat rodzicielstwa i własnych dzieci:

WYLECZYŁAM SIĘ Z WYRZUTÓW SUMIENIA I ODPIĘŁAM SOBIE ŁATKĘ WYRODNEJ MATKI.

„Nie Kochanie, nie kupię ci dziś nowej zabawki”
„Nie Skarbie, nie mogę się teraz z tobą pobawić”
„Nie Synku nie pozwalam ci teraz pograć”

To jest najtrudniejsze, bo cięzko jest poczuć, że robisz dla dziecka coś dobrego odmawiając mu czegoś. Czyż nie?

Po drugie – rozmawiamy z naszymi dziećmi, naprawdę bardzo dużo z nimi rozmawiamy i tłumaczymy dlaczego podjęliśmy taką decyzję, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Dzieci to sa przeciez ludzie tylko mali i naprawdę wszystko rozumieją. Jeśli tylko ty zechcesz im wytłumaczyć świat w przystępny sposób, jeśli znajdziesz w dziecku rozmówcę – dziecko zrozumie.
Michał mój starszy syn często ogląda ze mną wieczorami filmy dokumentalne. Ostatnio  „True cost” o sieciówkach i związanym z nimi przemysłem włókienniczym w Indiach czy Chinach. Uważasz, że jest na to za mały? Ależ skąd! Taki film połączony z moim komentarzem, różnymi historiami rodzinnymi, które w trakcie jego trwania mogę przytoczyć to jest doskonała okazja do rozmowy między rodzicem i dzieckiem. To pozwoliło mi wytłumaczyć mojemu synowi dlaczego uważam, że należy szanować ubrania, kupować tyle ile się potrzebuje, dlaczego to żaden wstyd kupować w lumpeksach.
Kiedy w gazecie znalazłam fotoreportaż przedstawiający dzieci z różnych zakątków świata ze swoimi zabawkami, zgadnij komu go wieczorem pokazałam, przy okazji robiąc edukacyjną pogawędkę? Na zdjęciach była zarówno dziewczynka, którą ledwo było widać wśród setek lal Barbie i chłopiec z Afryki z kilkoma brudnymi maskotkami, które stanowiły cały jego zabawkowy świat.
Dla moich dzieci to była naprawdę cenna lekcja.

Wspominałam, że nie lubię chłopięcych zabaw. Lubię za to spędzać czas z moimi dziećmi, dlatego bawię się z nimi w to, w co potrafię się bawić i w to, co wszystkim nam sprawia przyjemność. U mnie to wszelkie prace plastyczne, gry planszowe, wspólne gotowanie. Jednak nade wszystko kocham z nimi podróżować i czytać im książki. To jest mój świat. Wszystko, co dla mnie w życiu najpiękniejsze pokazuję im właśnie za pomocą książek i wspólnego podróżowania. Dla ciebie to może być zupełnie coś innego. Możesz uwielbiac chodzić na basen, grać w nogę czy słuchać muzyki i tańczyć. Ostatecznie i tak chodzi o to, by po prostu spędzić razem czas, który dziecko zapamięta na całe życie. Bo dzisiaj wszystkiego jest za dużo oprócz czasu.

A propos pamięci. Jak to jest według ciebie? Czy mając pokój wypełniony po brzegi zabawkami i każda spełnianą zachciankę, dzieciak będzie w stanie za kilkanaście lat opowiedzieć o ulubionej zabawce? Czy ty, zakładając, że masz dziś 30-40 lat, umiesz o takiej zabawce opowiedzieć? Myślę, że tak, bo nie miałaś ich zbyt wiele, jak większość z nas. Bawiliśmy się tym, co było, a było niewiele. Z rozrzewnieniem wspominamy nasze słodkie dzieciństwo lat 80-tych, 90-tych. Wiszenie na trzepaku, grę w gumę, w klasy, w Eurobiznes. Kolekcjonowanie historyjek z gum Turbo i Kaczora Donalda. Wieczorynkę o 19:00 i nagrane odcinki „Smerfów” na kasetę wideo. Temperówki w różnych kształtach i grę Super Mario Bros. Sami jednak bombardujemy nasze dzieci toną niebiesko – różowego plastiku i nowymi aplikacjami na smartfony.
„Bolą nas oczy i uszy, bo często te zabawki piszczą, brzęczą i wyją, tak, że nie wiemy na czym się skupić. Ta kakofonia demoluje dziecku psychikę. Z własnego lenistwa kupujemy dziecku mnóstwo zabawek” [Robert Rutkowski, psychoterapeuta].

Daleka jestem od tego, by być w tym temacie skrajną i codziennie dawać dziecku kija i kamienie do zabawy. Uwielbiam dziecięce pokoje i zabawki, które w dzisiejszych czasach mogą być prawdziwymi dziełami sztuki. Gdy przychodzi kurier z zabawkami dla chłopaków zamykam się w pokoju i sama najpierw je oglądam z wypiekami na twarzy. Zabawki mogą być piękne, mogą uczyć, ćwiczyć rączki – to niepodważalny fakt! Sama przecież piszę ci często o zabawkach moich chłopaków i będę pisać o tym jeszcze nie raz. Jednak mam poczucie, że w tym temacie robię dobrze zachowując umiar. Że to zaprocentuje. Że nauczę moich synów szacunku do przedmiotów. Że w dzisisjeszych czasach nadmiaru uda mi się sprawić, że będą czekać z wypiekami na twarzy na Gwiazdkę czy urodziny. Że nie będą musieli poprawiac sobie nastroju przedmiotami, gdy dorosną.

Jednak przede wszystkim robię tak, bo nie jestem w stanie odmówić sobie przyjemności patrzenia na dziecięcą magię tworzenia tak jak tego dnia na plaży.

18 19 24 (Copy) 25 (Copy) 26 (Copy) 27 (Copy) 28 (Copy) 29 (Copy) 30 (Copy)
Znalazłam, a propos dziesiejszego posta, kilka zdjęć z ostatnich wakacji w Lublinie. Byliśmy pewnej niedzieli w Rezerwacie Dzikich Dzieci. Zupełnie o tym zapomniałam, a to własnie świetny przykład hasła „zabawa, nie zabawki”. Założenia Rezerwatu były takie, żeby dać dzieciom narzędzia. Młodszym stare garnki, kuchenki, błoto, wodę itd. Starszym młotek, gwożdzie, śruby, deski, stary autobus itd. A później absolutnie niczego im nie podpowiadać i nie przeszkadzać w zabawie. To co działo się później było festiwalem dziecięcej kreatywności, która każdy z nas jak najdłużej powinien w sobie pielęgnować 🙂 Mam nadzieję, że ty też kiedyś robiłaś kotlety mielone z błota?

IMG_3643 (Copy) IMG_3648 (Copy)

21 (Copy) 22 (Copy) 23 (Copy) IMG_3664 (Copy)

Jestem ciekawa jakie jest twoje zdanie. Zostaw swoją opinię w komentarzu.
Uściski.
Basia

Może Ci się również podobać

23 komentarze

  • Odpowiedz Gosia Grudzień 13, 2017 at 7:21 pm

    Dzięki Basiu za fajny post, ja mam rownież podobne przemyślenia i szaleńczo podobają mi sie prezenty w których bliskim możemy podarować swoj czas i uwagę a nie rzeczy. Jasne ze nasze dzieci maja za dużo zabawek i przez to nie szanują ich ale z drugiej strony jak tu sie oprzeć tym blagajacym spojrzeniom i jeczeniu mamo kup mi, proooosze…. czasem sie uginam i kupuje a czasem jestem twarda, w każdym razie walczę 🙂 pozdrawiam i trzymam kciuki za wasza krótka emigracje, trzymka

  • Odpowiedz Iwona Grudzień 13, 2017 at 7:59 pm

    Bardzo zaluje ze moj maz obcokrajowiec nie moze przeczytac Twojego posta-akurat dzisiaj ten sam temat stal sie przyczyna naszej klotni. (bo kolejny raz kupil zabawke chlopakom).Ty mnie tylko utwierdzilas w przekonaniu ze mam racje! Calkowicie sie z Toba zgadzam! Bardzo mnie cieszy ze tak otwarcie mowisz o swoim macierzynstwie. Duzo z Twoich wpisow czerpie! Dzieki!!!
    P.S. Robilam kotlety z blota, a liscie z drzewa sluzyly za pieniadze 🙂

  • Odpowiedz Kasia Grudzień 13, 2017 at 8:15 pm

    Gumy Turbo, Donald, kalkomanie, widokówki – wspomnienia z dzieciństwa. 🙂 my ostatnio zrobilismy z dziecmi własną planszowke z duzego kartonu. Ja malowalam pola, syn robil pionki personalizowane dla kazdego, córka kolorowala planszę, wspólnie wymyslalismy zadania i przeszkody, no a potem gra i kupa śmiechu kiedy tuz przed metą musisz wrocić do polowy trasy. Minimum godzina z głowy. Pozdrawiam.

  • Odpowiedz Magda Grudzień 13, 2017 at 9:39 pm

    Cześć,
    Dzięki „Mamo Basiu” 🙂 za świetny wpis w trakcie przedświątecznej gorączki zakupowej!
    Nie jestem mamą, ale jestem ciocią. Mamy w rodzinie wielki skarb w postaci mojej bratanicy i jak tylko rodzice dziecka pozwalają to bardzo chętnie kupuję temu naszemu skarbowi prezenty. Czasem jest to książka, czy planszówka, ale nie żałuję też na wakacje czy np zestawu lego za 300 zł. Nie dalej jak DZIŚ po pracy zadzwoniłam do mojej bratowej, powiedziałam, że jestem na zakupach i chętnie kupię świąteczny prezent bratanicy i dzwonię z prośbą o konsultację 🙂 Moja bratowa jakoś dziś nie miała ani koncepcji ani głowy do tego. Poza tym powiedziała, że zachowanie dziecka nie do końca było ostatnio właściwe (bunt 8,5 latki :p) i bratowa zwyczajnie zastanawia się jeszcze czy dziecko zasłużyło na spełnienie kolejnej zachcianki z listu do Świętego Mikołaja.
    Zapytałam, co było wypisane w liście? A bratowa na to, że lista była bardzo długa, wypisany zestaw po zestawie, nawet z numerami katalogowymi z gazetki, że list był przesadzwony i na jej oko zwyczajnie nie był przemyślany, a prezenty za słoną kasę cieszyłyby pewnie tylko chwilkę. Ja z kolei powiedziałam, że przecież nie organizuję świąt więc chociaż prezentem dla dziecka się zrewanżuję i w ogóle jakoś nie dotarły do mnie argumenty mamy dziecka. Dopiero po przeczytaniu Twojego postu dotarły do mnie słowa i Twoje i bratowej 🙂
    Jestem wierną czytelniczką Twojej obecnej domowej lokatorki Kasi, już się od niej troszkę nauczyłam o minimalizmie dotyczącym osoby dorosłej, Wiem, że faktycznie nie warto kupować dziesiątek ubrań, tylko odłożyć na fajniejszą jakościowo rzecz i widzę już pozytywne efekty użytkowania tych lepszych gatunkowo ciuchów. Moja mama z kolei mieszka w miasteczku, które jest rajem dla lumpeksomaniaczek 🙂 i w tym wypadku również oduczyłam się kupowania kolejnej bluzki za 5 zł, do której nie do końca jestem przekonana. W życiu bym jednak nie wpadła na Twój argument, że podobnie jak z ubraniami dla siebie, może być z zabawkami dla naszego rodzinnego skarbu! Ja również jestem z pokolenia, które grało w gumy i zbierało historyjki z Kaczorem Donaldem. I jakoś nie pomyślałam o tym, że faktycznie, pamiętamy to wszystko i miło wspominamy, bo nie mieliśmy wiele. Bardzo to do mnie dotarło! Pewnie gdybym dziś nie trafiła na Twój tekst to jutro znów zadzwoniłabym do bratowej z pytaniem, czy już coś wymyśliła? Ale trafiłam 🙂 przeczytałam 🙂 dam jej spokój 🙂 i zdam się na słowo Mamusiek 🙂
    Pozdrawiam ciepło z Katowic 🙂

  • Odpowiedz Ulla Grudzień 13, 2017 at 10:37 pm

    Pewnego razu wchodzących do pokoju Antosi popatrzeć jak spi nadepnelam na przewrocony plastikowy sklep….bol byl okropny…przeklenstw tysiace…i wielka złość ze tyle plastikowego badziewia jest w pokoju i ze ja ten badziew kupilam aby skrzętnie wypelnic pokoj dziecka z obawy aby nic przypadkiem nie brakowalo….na drugi dzień wyrzucilismy wszystko z postanowieniem kupowania rozsądnych, konstruktywnych i drewnianych zabawek! Jednak jak sie z czasem okazalo moje dziecko poszlo calkiem w minimalizm i najlepiej bawi sie tubkami po foli aluminiowej i roznymi kartonami konstruujac rakiety kosmiczne….Co do filmów dokumentalnych, to moja Antonina ma 5 lat a jej ulubiona „bajka” jest cykl filmow „jak to jest zrobione”…Pozdrawiam

  • Odpowiedz Ela - themomentsbyela.pl Grudzień 14, 2017 at 7:31 am

    W czasach mojego dzieciństwa nie miałam dużych ilości zabawek, bo w czasach PRLu ich zwyczajnie nie było. Druga sprawa, że wolałam się bawić z psem albo robić coś zupełnie innego, lepiłam kozy z ciasta ( tak babcia nazywała moje dziwolągi), malowałam i robiłam mnóstwo rzeczy praktycznie z niczego. Mieszkając w ulicy za miastem miałam praktycznie nieograniczony dostęp do łąki, sadu i grządek. We wakacje przychodziliśmy do domu praktycznie tylko na posiłki, siedzieliśmy na drzewie, gadaliśmy godzinami albo bawiliśmy się w dom. Fajnie nam było. Zupełnie nie potrzebowaliśmy tony plastiku z wrzeszczącymi przyciskami. Nie jestem przeciwnikiem zabawek, ale fajnie jak są w jakiejś kontrolowanej ilości. Myślę, że dziecku potrzeba pozwolić na kreatywność, pomysły i wszechstronny rozwój. Nuda też jest potrzebna, bo bez niej dziecku nie chce się wymyślać.

  • Odpowiedz anka Grudzień 14, 2017 at 11:06 am

    Basia, czytam i obserwuję Was na Insta… 🙂 Bardzo Ci zazdroszczę ciepłego klimatu ale rozumiem codzienny ból związany z kochanymi pociechami (sama mam trójkę)… Ja moim chłopakom pod choinkę tj, mężowi i synowi postanowiłam zakupić koszyczek wiklinowy do którego będą odkładać smartfony po przyjściu do domu :):) Mam nadzieję że zda to egzamin, co do moich cudownych czterolatek – widzą już że mama woli mniej :):) zarówno w kwestii ubrań i zabawek i im to pasuje. Ostatnio zaskoczyły teściową – że pod choinkę chcą nowy komplet do rysowania, kredki farby flamastry i klej bo to im „wyszło” . NA pytanie o zabawki powiedziały – Babciu a gdzie my to wszystko będziemy potem trzymać ? 🙂

  • Odpowiedz BogusiaM Grudzień 14, 2017 at 1:59 pm

    Nie mam dzieci, ale zgadzam się z tym co piszesz. Przez pryzmat swojego dzieciństwa i wakacji w górach u dziadków. Gdzie całe dnie robiliśmy co chcieliśmy w różny kreatywny sposób. Krzaki porzeczek były naszymi domkami, biurami i innymi miejscami, które sobie wymarzyliśmy. Przesadzałam z siostrą i kuzynkami chwasty w inne miejsce (cały czas się zastanawiam jak moi dziadkowie znosili nasze pomysły), po deszczu z pojemniczka po lodach (takiego jakby kubeczka) z błota i trocin lepiliśmy kulki i uwaga, rzucaliśmy w stodołę kto wyżej! Robiło się domki ze starych desek opierając o płot, przykrywając kocem. Nad rzeką budowało wspólnie tamę, by zatrzymać wodę i basen był głębszy. Nie jestem w stanie nawet przytoczyć tu ilości zabaw i pomysłów, które wcieliliśmy w życie:) Praktycznie bez żadnych typowych zabawek.

  • Odpowiedz ewa Grudzień 14, 2017 at 3:47 pm

    Serio nie wiem skąd w rodzicach problem z odmawianiem dziecku. Przecież dziecku nie wolno wszystkiego, jest elementem układanki zwanej rodziną, szerzej społeczeństwem. Moim zdaniem od małego należy pokazywać zależności obu kontekstach, a nie zgadzać się na „wszystko”. Ustalanie granic wg. mnie jest bardzo ważne. Kształtujemy ludzi, którzy dorastają i to, co zasiejemy wzrasta. Dawajmy przede wszystkim przykład. Dobry przykład! Też jestem fanką książek i czytania (jako zabawy, tak ZABAWY). Ponoć z badań wynika, że czynnikiem nr 1, dla którego dzieci sięgają po książki jest to, że widzą książki w swoim otoczeniu i rodziców z książką w ręku! Bo my, rodzice dajemy przykład (powtarzam się). I dlatego zostawiam mój telefon w przedpokoju, a siadam na kanapie z książką. Wyłączam telewizor (w sumie nigdy nie jest włączony) i jestem z moimi dziećmi. Też nie jestem fanką zabaw, zwłaszcza tych wyimaginowanych, dlatego daję maluchom jakiś pomysł, a oni sami świetnie go rozwijają i zabawa jest na całego. Zdarza się „nudzi mi się”, „pobaw się ze mną”, ale wtedy wystarczy zasiać ziarenko, dzieci wiedzą, co zrobić, są bardzo kreatywne. Wielu rodziców tę kreatywność zabija włączając jakąkolwiek bajkę lub ogłupiającą grę (nośniki elektroniczne). Niestety. Niech dzieci będą dziećmi!

  • Odpowiedz ida Grudzień 14, 2017 at 9:46 pm

    Tak sie nie sadzi palmy kokosowej!
    Na „nasionko” nalezy wybrac kokos, ktory jest „w skorce” i juz wypuscil ped. Wykopujemy dziure, wkladamy kokos tak, by ped nie byl centralnie na srodku a raczej z boku, i przysypujemy ziemia do 2/3 (sporo wystaje).
    Uff. Nastepnym razem bedziecie jak pro.
    😀
    Nigdy nie sadzilam, ze ta wiedza przyda mi sie w polskich internetach.
    (mam nadzieje, ze zartobliwy ton czytelny ;))

    A post super. Szkoda, ze nie da sie w magiczny sposob uchrnic dziewczynek przed zetknieciem sie z calym tym rozowo-ksiezniczkowo-rozseksualizowanym szajsem 🙁

    • Odpowiedz Basia Szmydt Grudzień 15, 2017 at 9:11 am

      O widzisz i ja była studentka ogrodnictwa taką gafę popelniłam. No to znajdziemy jeszcze jednego dzięęęki!

  • Odpowiedz marucia Grudzień 15, 2017 at 10:12 am

    Dzięki za ten post i szczerość. Ja też nigdy nie lubiłam bawić się z moim synkiem, za to bardzo dużo czytaliśmy przed snem, bo czytać to ja uwielbiam 🙂 I też często mówiłam, żeby się sam pobawił. Jak nasz syn był mniejszy to nawet głupio mi było na plaży, że synek ma tylko łopatkę i wiaderko a inni to przynosili torby zabawek. Syn najlepiej bawił się kamieniami i jakimiś kijami znalezionymi po drodze.
    Teraz, gdy syn jest już większy uwielbiamy grać w Eurobiznes, UNO, domino czy Chińczyka. Bajki puszczaliśmy tylko te z naszego dzieciństwa na płytach( sąsiedzi, Miś Uszatek, Krecik itd). Razem dużo jeździmy rowerami, bierzemy udział w rajdach rowerowych. Spędzamy wspólnie czas robiąc to co lubimy.
    aha a ostatnio nawet wysłałam syna do pokoju (bez komórki i komputera). Marudził, że mu się nudzi, że nie ma co robić itd ale po godzinie zszedł z piękną pracą – ozdobą świąteczną. można? można.

  • Odpowiedz Marinka Grudzień 15, 2017 at 12:29 pm

    Również jestem tego zdania, że nie powinniśmy kupować dzieciom tyle zabawek 🙂

  • Odpowiedz Monika_K Grudzień 15, 2017 at 6:39 pm

    Fajnie Basiu, że nie koloryzujesz jak to super być stale z dziećmi. Jakie to wspaniałe. Prawda jest taka, że każdy potrzebuje czasu dla siebie, odpoczynku. Też się zgadzam co do tych zabawek. Miałam kiedyś znajomą, której córka miała dwa pokoje pełne zabawek. Oniemiałam jak to zobaczyłam. Moja córka też Ta znajomość szybko się skończyła z różnych powodów. Ja także wspominam grę w gumę, trzepak, kotlety z błota. I moją jedyną lalkę Barbie kupioną w Pewexie.

  • Odpowiedz Aga Grudzień 15, 2017 at 9:35 pm

    A czy ktoś zbierał kolorowe karteczki z takich małych notesików i się nimi wymieniał? I wpisywał się do „Złotych myśli”? 🙂
    Tak, gra w gumę, podchody i gumy Turbo, to też moje dzieciństwo:) i szał, spódnica „lambada”, która tu kiedyś była wspomniana na blogu, jako komunijny prezent. Pozdrawiam

  • Odpowiedz Ola Grudzień 16, 2017 at 8:48 pm

    jest dokładnie tak jak piszesz. W okresie letnim moje dzieci nie bawią sie w ogóle zabawkami. Wystarczy im ogród i wyobraźnia. W zimie rysujemy( bo ja tez nienawidze chłopiecych zabaw) albo czytamy albo oni sami bawią się w Star Wars, ale głównie króluje LEGO. I tak właśnie jest dobrze! Mało zabawek duzo relacji.
    Pieknie macie!

  • Odpowiedz Renata Grudzień 17, 2017 at 6:19 pm

    Troszke sie poczulam winna po przeczytaniu tytulu, bo akurat w listopadzie wydalismy w sklepie zabawkami sumke, do ktotej nie jestesmy przyzwyczajeni, by pomoc sw. Mokolajowi. Ale po przeczytaniu posta, uzmyslowilam sobie, ze robie wszystko, co postulejsz, a kupowanie zabawek to wlasnie tylko na swieta. Moje dzieci to juz mnie nawet nigdy w sklepach nie pytaja, czy kupimy zabawke, tak sa przyzwyczajeni do mojego „nie”. Na plaze w okresie wiosenno-letnio-jesiennym jezdzimy czesto na kilka godzin i zawsze jest to raj wspinania sie po skalach, grzebania w piachu. Poza tym trzymam w naszym „playroomie” jest tylko troche zabawek a czesc na strychu, ktore co kilka miesiecy wymieniam. Teraz mam 9-latka, ktory z tych „nudzi mi sie” czyta ksiazke (powiesc) w 2 dwa dni, sam pisze i ilustruje kolejne tomy ksiazek, a mlodsza siostre trenuje w pilke 🙂

  • Odpowiedz osiannka Grudzień 18, 2017 at 8:55 am

    Ha! U nas tak samo. Dzieciaki najlepiej bawią się tym, co same znajdą: stara chusta, rękawiczka bez pary, kamienie, muszelki ślimaków (bez ślimaków off course ;-)), sznurowadło, itp.
    Ostatnio Tosia z pudełka po lampkach choinkowych zrobiła domek, coś wycięła, coś dokleiła, pomalowała i jest. Wyszło pięknie. A kiedyś do szkoły miała zabrać swoją ulubioną zabawkę. Młoda przyniosła wiewiórkę, którą uszyłam (nie umiem szyć, na prawdę!) jak była w ciąży z Igim i nie mogłam nigdzie chodzić, a chciała sprawić jej super prezent na urodziny. Wzruszenie mieszało się z mega wstydem, ten pluszak jest taki bardzo, bardzo oryginalny, a zobaczy go cała klasa!!! – ale przeżyłam.

  • Odpowiedz marta Grudzień 19, 2017 at 6:07 am

    Rozumiem o czym piszesz bardzo dobrze. Przez prawie 3 lata mieszkaliśmy w UK i omijały nas święta i inne okazje, gdzie wszyscy mają poczucie, że dziecku należy się prezent. Od sierpnia jestem w Polsce i grudzień to dla mnie katastrofa. Jestem zwolenniczką, żeby ciocie wujkowie, babcie, dziadkowie spędzili z wnukami czas, a nie dawali tony zabawek przy okazji święta lasu, pluszowego misia i 12 czerwca. Ale to trudna praca.
    Zauważyłam też, że moi synowie 5 i 3 lata już potrafią dokonać wyboru. Kochali plastik, grający świecący i robiący wszystko za dziecko. Dziś interesują się tym w sklepie, a do domu nie chcą już zabierać.

  • Odpowiedz Marta Grudzień 28, 2017 at 11:40 am

    W dzieciństwie robiłam widoczki: w dołku w ziemi układałam kwiatuszki, listki, zakrywałam to kawałkiem szkła i ta-dam, widoczek gotowy. Grałam w gumę, malowałam usta szminką z pączków róży i byłam błotną kucharką. Z zabawek pamiętam puzzle z Kajko i Kokoszem, jedyne, jakie mieliśmy w domu, ale bardzo je lubiłam. Lalkę Barbie, którą tata przywiózł mi z saksów.
    Moim dzieciom staram się nie kupować zbyt wiele, a jeśli zbyt wiele jednak się nagromadzi to chowam, segreguję. I działa.
    Mój starszy syn przynajmniej od roku marzył o transformersie a my celowo go nie kupowaliśmy od razu. Marzył, budował go sobie z klocków, rysował, ba! Sam był transformersem, który się składa i rozkłada. Przed świętami zrobiliśmy zrzutkę i kupiliśmy jednego porządniejszego transformersa i co? i nie cieszy go tak, jak myśleliśmy!
    Drugi przykład: starszak w przedszkolu ma zajęcia z szachów. Bardzo mu się podobają a ponieważ szachów w domu nie mamy to sobie je narysował i powycinał. Gra w nie bez przerwy. Mój brat w święta przywiózł mu swoje szachy, prawdziwe. A on wolał te swoje papierowe!
    Uwielbiam dzieci za ich wyobraźnię.
    I tak jak ty zamiast bawić się w wyścigi aut na dywanie wolę dzieciom czytać i pokazywać świat 🙂 Pozdrawiam

  • Odpowiedz Rykoszetka, blog o życiu w mieście Styczeń 1, 2018 at 3:54 pm

    Genialny w swej prostocie eksperyment!

  • Odpowiedz Emilia Styczeń 9, 2018 at 2:54 am

    Ja jestem ogromną zwolenniczką zabaw bez zabawek i też wykorzystania do zabaw czy tworzenia zabawek różnych rzeczy, które zazwyczaj się wyrzuca. Wiesz, że patyk zyskał kiedyś tytuł zabawki wszechczasów? 😉
    Byliśmy 3 tygodnie w Tajlandii ze znajomymi i dzieciakami, czyli naszą 2,5-latka i 4-latką. Prawie nie miały ze sobą zabawek, a to co miały to się najwyraniej im znudziło, bo w ogóle ich nie wyjmowały, tylko wymyślały jakieś niestworzone rzeczy i hstorie z tego, co było pod ręką albo po prostu uruchamiając wyboraźnię. Np urządziły szpital, a za gips służyły kawałki papieru toaletowego przyniesionego z łazienki, ew. paczka chsteczek higienicznych. W restauracjach regularnie podbierały chusteczki, które miały przeróżne funkcje w ich zabawach. Małe butelki z wodą, to były lalki albo ich dzieci. zymały je na kolanach itd. A jak lecielismy samolotem i dostawało się jakieś jedzene w papierowej torebce z uchwytem, to od razu powstało z tego nosidełko dla dziecka z butelki. A najcudowniejsze było to, że my dorośli moglismy po prostu siedzieć i rozmawiać, podczas gdy dziewczyny zajmowały się sobą. Jeśli chodzi o zabawki do piasku to w tym roku też ich prawie nie nosiłam. Kilka razy zapomniałam zabrać, a potem okazał sie, że nie ma potrzeby, bo zawsze coś dało się znaleźć – jakieś patyki, kamyki czy zabrać swoją maleńką łyżeczkę do lodów. Na wakacjach we Włoszech córka uwewnętrzniła sobie, że zabawki do piasku mogą być z wszystkiego (braliśmy różne puste opakowania, łyżeczki od lodów, kubek po jogurcie, nawet raz plastikowe opakowanie od jajek, z których była śniadaniowa jajecznica). A potem sama mówiła: oo przyda nam się do piasku! 😉
    A w Warszawe w temacie błotnych zabaw, zup z błota i wszystkiego, co się znajdzie pod ręką itd polecam ogród Sto Pociech na Freta. Nie tylko na corocznym dniu błota. Klimat nieco podobne to tego Rezerwatu Dzikich Dzieci, chociaż pewnie mniejsza przestrzeń.
    Solidaryzuję się w temacie nie lubienia zabaw dziecięcych, chociaż mam dziewczynkę. Miewa etapy, że ciągle pyta „pobawimy się”, a bawić się chciała w Muminki wg swojego scenariusza. A też nie chodzi aktualnie do przedszkola i jestem z nią każdego dnia do 18 (wtedy przychodzi mąż). I mam podobnie, również niedawno nauczyłam się odmawiać, mówić że teraz nie mam czasu ani ochoty sie z nią bawić. Również moim światem jest pokazywanie świata przez podróżowanie, doświadczanie i książki. Dlatego lubię letnie dni, kiedy wychodzilyśmy rano, a wracalyśmy wieczorem, lubię wyjeżdżać, lubię chodzić z nią w różne miejsca. Jesienią trochę zasiedziałyśmy się w domu i zrobiło mi się trudniej. Ale w domu za to lubię jej czytać (chyba że to po raz 10 ta sama książka, jednak ogólnie mam świra na punkcie dziecięcych książek) i robimy różne plastyczno-sensoryczne szaleństwa.

    Pozdrowienia, pięknie tam macie 🙂

  • Odpowiedz Monika Luty 25, 2018 at 3:15 pm

    Ja często mojemu dziecku (3,5 roku) opowiadam o czasach mojego dzieciństwa, czyli o trzepaku, grze w gumę, łażeniu po drzewach. Patrzy na mnie zdziwiony, gdy słyszy, że oglądałam w telewizji tylko wieczorynkę – jedną bajkę wieczorem, że nie było komputerów, komórek, a mimo tego byłam szczęśliwym dzieckiem. Pokazałam mu kasety magnetofonowe, ciężko było wytłumaczyć co to magnetofon; widokówki, które zbierałam przez większość życia … 🙂

  • Napisz odpowiedź