Basia bloguje CO U NAS? JEDZENIE

O TYM DLACZEGO PEWNEGO DNIA POSTANOWIŁAM ZMIENIĆ CAŁE SWOJE ŻYCIE.

Grudzień 4, 2016
11-1

Ten wpis miał nigdy nie powstać. Opowiadanie o swoich wynikach badań i wizytach lekarskich, o terapii, którą przeszłam to najdelikatniej rzecz ujmując przekroczenie mojej granicy intymności. Podjęłam jednak decyzję, że opiszę swoją historię. Wiesz dlaczego? Bo skoro dziennie trafia tu setki osób, które wpisują w wyszukiwarkę „przepis na tartę ze szpinakiem”, to mam ogromną nadzieję, że mój przykład tego, jaką drogę przeszłam, by wyzdrowieć pomoże choć jednej kobiecie.
Żeby jednak móc opowiedzieć Ci o początkach mojej diety, detoksu czy może po prostu zmianie nawyków żywieniowych, muszę wrócić do początku. Powiedzmy, że czas cofnąć się w czasie o jakieś kilkanaście miesięcy. I musisz wiedzieć, że to nie będzie historia o jedzeniu.

Półtora roku temu budowa naszego domu trwała w najlepsze. Żadne z nas nie wiedziało, co nas czeka. Liczył się czas, którego było mało i pieniądze, których było jeszcze mniej. Kolejne ekipy budowlane, mąż za granicą, dwójka małych dzieci i kursowanie na trasie Lublin – Warszawa niczym do sklepu po bułki. Tuż po tym przeprowadzka. Nowy dom, nowe miejsce, nowe kąty, nowi ludzie, nowe drogi, nowe przedszkole, nowy sklep spożywczy. Cieszyliśmy się. Bardzo!
Wtedy poczułam jak wiele się wydarzyło, jak bardzo jestem zmęczona i … samotna w nowym domu. Jednocześnie byłam przepełniona szczęściem i wciąż powtarzałam, że ze wszystkim damy sobie radę, że jest super. Zamiast siąść wtedy na tyłku, ja wyszukiwałam sobie kolejne projekty, siłownię i inne wyzwania. Wszystko jest ok, kto da radę jak nie ja ?
Moje ciało dawało mi znaki. Miałam migrenę (to wina hormonów), bolało mnie serce (na pewno mi się wydaje), byłam non stop poddenerwowana (taki charakter). Do czasu, aż moje ciało przestało mi dawać znaki, tylko najzwyczajniej w świecie odmówiło mi posłuszeństwa. Pierwszy raz w życiu poczułam się pokonana przez swoje własne ciało, które już dłużej nie chciało dawać rady. Położyłam się do łóżka i nie miałam siły z niego wstać. Potworna migrena, zapalenie oskrzeli, gorączka, biegunka, wymioty i dół. Niewyobrażalny dół. Tak jakby wszystkie smutki mojego życia skumulowały się  w tych kilku dniach. To właśnie wtedy zdałam sobie sprawę w jak fatalnej sytuacji się znalazłam. To wtedy zrezygnowałam z projektu Zrób To.no! Jak mogłam motywować inne kobiety do czegokolwiek, skoro sama nie potrafiłam się zmotywować do wyjścia na spacer.
To był bardzo bolesny dla mnie czas. Czas, podczas którego zdajesz sobie sprawę jak bardzo młoda jesteś, jak bardzo chcesz być szczęśliwa, ale nie masz bladego pojęcia jak tego dokonać, jak wrócić do normalności i jak nie czuć się jak staruszka. To był mój osobisty dramat. Stres sprawił, że zgasłam. Być może nie było mnie wtedy tutaj, być może zauważyłaś, że jestem „jakaś inna”, być może brakowało ci moich postów… Uwierz, że mi brakowało wtedy wszystkiego.

IMG_9046

To wtedy postawiłam wszystko na jedną kartę i zdecydowałam się na terapię. Nie pytaj mnie skąd wiedziałam, że właśnie wtedy trzeba mi tego było. Nie wiem. Wiesz, ja słynę z tego, że jestem doskonałym psychologiem, słuchaczem i zawsze służe dobrą radą. Może resztkami sił oceniłam sytuację na tyle trafnie, by wykręcić numer do jednego z najmądrzejszych ludzi, jakiech spotkalam w moim życiu. Miałam szczęście. Trafiłam na doskonałego terapeutę. Moja terapia to zupełnie odrębny temat, być może kiedyś ci o niej opowiem. Przez rok przepracowywałam wszystkie swoje „demony”. Relacje z ludzmi, bliskimi i jak się okazało totalnie dla mnie nieistotonymi, swój perfekcjonizm. Terapeuta pomógł mi poznać siebie, zrozumieć to, co się ze mną dzieje, pomógł mi dorosnąć, postawić siebie na pierwszym miejscu, poczuć się stuprocentową matką i żoną, pomógł mi pozbyć się kompleksów. Czasem wychodziłam z gabinetu w hurraoptymistcznym nastroju, a czasem tak poturbowana, że znowu kładłam się do łóżka. Ani przez chwilę jednak nie zwątpiłam w sens tych spotkań. Czułam, że to najlepiej spożytkowane pieniądze, najlepiej wykorzystany czas w moim życiu. Czułam, że sama siebie ratuję. Ten czas to jednak taki ogrom emocji, tak wielki stres, że nawet teraz pisząc do ciebie mam wielką gulę w żołądku. Wciąż walczę o spokój.
Problem pojawił się, kiedy wiedziałam, że w głowie i duszy poukładałam już prawie wszystko, ale ciało dalej nie chce współpracować. Moje ciało było tak długo bombardowane stresem, że nie wyzdrowiało. Wyobraź sobie sytuację, w której doskonale wiesz, że wszystko jest dobrze, masz wszystko: cudne dzieci, boskiego męża, dom marzeń, ale nie masz fizycznie siły, by normalnie funkcjonować. Wstajesz rano, po 8 godzinach snu i pierwsze co mówisz to zdanie :jestem zmęczona. Nie wychodziłam z domu, bo byłam zmęczona, nie chodziłam na siłownię, bo nie miałam siły. Myślałam, że to przesilenie jesienne, PMS, albo po prostu słabszy dzień. Tylko, że z dnia na dzień było ze mną coraz gorzej. Bolało mnie serce, tak nagle i tak gwałtownie, że bałam się wziąć głębszy oddech. Bolały mnie stawy i stare złamania. Zaczęłam kuleć, bo odezwał się stary uraz biodra sprzed 8 lat. Czułam jak się sypię i wciąż obwniałam siebie samą o to, że nie mogę się wziąć w garść. Mój miesiąc dzielił się na pół. Przez 2 tygodnie funkcjonowałam w miarę ok, w domu spokój, w duszy względny. Przez kolejne 2 tygodnie miałam naprzemiennie stany depresyjne ze stanami totalnej agresji. Co robisz, kiedy masz zły nastrój? Poprawiasz go sobie. Ja swój poprawiałam wspólnym winem z mężem, czasem 3 razy w tygodniu, pyszną  bagietką z masłem, słodyczami, blachą brownie. Mówiłam sobie wtedy, że koniec z perfekcjonizmem, z dietami. Pomijam już fakt, że przytyłam parę kilogramów. To było najmniej istotne. Ja czułam się po prostu chora. A najgorsze jest to, że nikt mnie nie rozumiał. Nikt poza moim terapeutą, który pewnego dnia poprosił mnie bym zrobiła sobie badania, bym poszła do lekarza. Do dziś nie wiem, czy miał na myśli ginekologa, czy psychiatrę. Dla pewności zapisałam się do jednego i drugiego. Na moje szczeście ten drugi miał bardzo odległe terminy i tym sposobem trafiłam do kolejnego genialnego lekarza. Ginekologa, który mnie wysłuchał, zrozumiał, zlecił dziesiątki badań, by na sam koniec powiedzieć, że mi pomoże. To nie skierowanie z badaniami było najważniejszą rzeczą, jaką wyniosłam z wizyty. Ten lekarz zasugerował mi, bym na początek zrobiła sobie testy na obecność grzybów Candida w organizmie i test na nietolerancje pokarmowe. Zrobiłam oczy jak 5 złotych, ale byłam zdesperowana, by znów funkcjonować normalnie.

IMG_9454 (Kopiowanie)

Jeśli myślisz, że po powrocie do domu rzuciłam się w wir badań i z uśmiechem na twarzy weszłam w nowy etap życia to jesteś w błędzie. Siadłam tak jak stałam i walczyłam, żeby się nie rozpłakać. Wciąż zastanawiałam się od czego zacząć. Od badań hormonów, od badań na Candidę, a może jednak rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady. Wtedy znowu trafiłam na mądrą kobietę (Diana dziękuję!), która mi pomogła. Dała namiary na lekarzy, na kliniki, na strony internetowe, rozpisała wszystko po kolei i była ze mną podczas najtrudniejszego etapu, zwanym POCZĄTKIEM NOWEGO.

Badania, które zrobiłam nie wykazały w moim organizmie żadnych pasożytów (co przy dzieciakach w przedszkolu nie jest rzeczą zupełnie normalną jeśli je masz). Pokazały jednak, że mam bardzo duuuuuużo grzybów Candida albicans, a mój organizm na dzień dzisiejszy totalnie nie toleruje laktozy i glutenu. Zalecenia? 6 tygodniowa dieta, która tego grzyba ma zmniejszyć do takiej ilości, by przestał mi szkodzić, a dobra flora bakteryjna mogła się odbudować. Dieta restrykcyjna jak jasna cholera, zahaczająca swym czasem trwania o Święta i Sylwestra.
Oprócz tego, że zaczęłam kombinować co by tu zjeść, szukać przepisów i na każdym kroku zderzać się ze ścianą, zaczęłam też szukać odpowiedzi dlaczego to przytrafiło się akurat mnie. Mam taką naturę, że szukam naukowego wyjaśnienia różnych rzeczy, które się dzieją z ciałem człowieka. Tak miałam podczas ciąży, porodu, tak mam również teraz. Czytałam ogromne ilości publikacji, artykułów, rozmawiałam z ludźmi mądrzejszymi ode mnie. Pytałam dlaczego tak się stało, dlaczego nagle jedzenie, które spożywałam latami zaczęło mi szkodzić. Dlaczego teraz? Czy to oznacza, że już nigdy nie powitam piątku z ciepłym chlebem drwala z masłem? Czy już nigdy nie zjem carbonary?
Wiedziałam, że dopóki tego nie zrozumiem, nie zacznę diety. Muszę to pojąć.
Połączyłam kropki.
Stres. Główny winowajca. To on sprawił, że odporność mojego organizmu spadła do zera. Do tego słaby tryb życia, zerowa ilość ruchu, alkohol, tona cukru, również tego w nabiale, które stanowiły doskonałą pożywkę dla Candidy sprawiły, że grzyb zaczął się namnażać wywołując autoagresję. Organizm stał się agresywny wobec samego siebie, a jedzenie, które miało mi poprawić nastrój w rzeczywistości mnie zatruwało. Do tego nieustanne zamartwianie się o wszystko. Hormony szalały. Tarczyca szalała. PMS zatruwał mi życie. Chroniczne zmęczenie. Trądzik. Bóle stawów. Błędne koło.

18-1
Pozwól, że przytoczę ci jeden cytat:

” Lista chorób, w których istotną rolę odgrywa układ immunologiczny z dnia na dzień się powiększa. I tak: zawał serce, niektóre choroby psychiczne, złamania kości i proces ich naprawy, niepłodność czy poronienia mają z nim związek. Bo to, że przeziębienie, niedobory odporności czy nowotwory są związane z zakłóceniami w układzie immunologicznym jest już dla nas oczywiste. (…) Organizm ludzki nie jest tworem stałym tylko dynamicznym. W ciągu całego życia człowieka przez jego przewód pokarmowy przechodzi od 60 do 80 ton różnych substancji. Gdybyśmy tak potężną ilość pożywienia, a w nim kwasów, pokarmów słonych, gorzkich, gorących, zimnych chcieli przepuścić przez układ najzwyklejszych rur i uszczelek, niewiele by z nich zostało. A jednak żyjemy. Dlaczego? Ponieważ nasze komóki się „odradzają”. Układ immunologiczny dba o to, żeby zachowała się równowaga między tym, co się w nas odradza, a co obumiera, a jednocześnie, żeby własnych zdrowych komórek organizm nie zaczął traktować jak obcych.” Dr Paweł Różanowki „Uroda Życia” gudzień 2016

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego kiedyś było inaczej? Czy to kolejne dziwactwa? Moda?
Bo teraz żyjemy inaczej. Bo tempo życia nas zjada. Tak samo jak ciągły pęd za tym, by być doskonałym, by sprostać wszystkim poradnikom, które mówią nam jak być perfekcyjnym, które opisują ci krok po kroku co jeszcze możesz zrobić, by być lepszą wersją siebie. Pędzimy, a w tym pędzie nie słuchamy siebie i swojego ciała. Nie wiemy co nam służy, a co jest dla nas kompletnie do niczego. Jemy za szybko, żyjemy za szybko, nie myślimy wcale, bo myślą za nas smartfony. Być może gdyby nie to, że mam za sobą rok terapii ja tez bym nie wiedziała. Nie potrafiłabym stwierdzić, że czas podjąć działanie. Przeczekałabym ten okres. Wiosną bym się ogarnęła, a potem koło cztredziestki najdelikatniej rzecz ujmując pierdolnęłabym na zawał.
Dlatego dopóki tu jestem będę pisać o tym jak zwolnić, o tym jak się cieszyć każdą pojedynczą sarenką przy drodze, każdym kubkiem herbaty z cynamonem i każdą podróża. Dopóki mi sił starczy, by blogować będę ci mówić, że czas się zatrzymać. Musisz jednak wiedzieć jedno: czasami powiedzenie „głowa do góry” nie wystarcza. Czasami trzeba pozwolić sobie pomóc, posłuchać kogoś mądrzejszego od siebie, poświęcić czas i pieniądze na to, by znów trafić na prostą. Nie perfekcyjną, nie zgodną z aktualnymi trendami, ale prostą. Twoją własną drogę.

_MG_8314

Przede mną 4 tygodnie diety, za mną 2. W następnym poście opiszę ci co jadłam, a czego nie, jak się czułam i jakie to mi przyniosło efekty. Dziś powiem ci tylko, że to była doskonała decyzja, że wcale nie było łatwo, ale to, co ze mną się stało było warte wyrzeczeń.

Mam nadzieję, że mój post choć dla garstki osób okaże się pomocny. Pamiętaj, że nie jestem lekarzem, że to tylko moja historia.

Uściski
B.

ps. Mężu, kocham Cię. Bez Ciebie nie byłabym tu gdzie jestem.

Hej! Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi i kliknij, w któryś z tych dwóch niebieskich guzików :).

Może Ci się również podobać

46 Komentarze

  • Odpowiedz Ania Grudzień 4, 2016 at 8:52 pm

    10 minut temu skończyłam czytać książkę prof Ozimka, tego od robali. Jesteśmy po odrobaczaniu syna (oj, się działo) i właśnie uświadomiłam sobie, że pewnie to nie pierwszy i ostatni raz, a dieta naszej rodziny ma na to ogromny wpływ. Jeszcze nie wiem jak odstawić go od słodkich płatków z mlekiem i zwykłych bułek, ale jakoś to muszę zrobić, bo mleko i pszenica też nam nie służą (swoją drogą, Ozimek o Candida też pisze). Czekam więc bardzo na garść kulinarnych inspiracji. A co do reszty – trzymam kciuki, żeby w Twoim życiu panowała równowaga o jakiej marzysz.

  • Odpowiedz monika Grudzień 4, 2016 at 8:58 pm

    Basiu! Swietny artykul , tego mi bylo potrzeba. Pisze to lezac juz 2 tygodnie w lozku z zapalleniem oskrzeli, krtani, tchawicy i Bog wie czym jeszcze. Do tego Borelioza, wieczne zmeczeni i stres praca w korporacji i wlasnym biznesem. Rozsypuje sie ..czuje to codziennie.

  • Odpowiedz Anna Grudzień 4, 2016 at 9:13 pm

    A mnie pierwszy raz poruszył tak post blogowy, musisz tez sobie zdawać sprawę, że nie jesteś sama w podobnej sytuacji, podejrzewam , że jest nas setki, tysiące?..3 maj się Baśka, ja czekam na wpisy, zwalniając łączę się z Tobą!

  • Odpowiedz Agnieszka Grudzień 4, 2016 at 9:58 pm

    Dziękuję za ten post. Czytam cie juz od wielu lat i bardzo cie lubię. Czytałam tego posta jakbym czytała o sobie. Bardzo mi pomaga suplementacja aminokwasów o której czytałam w książce The Mood Cure. Jestesmy w tym samym wieku i ja tez jestem z Lublina, ale teraz jestem na zeslaniu ( przepraszam, na emigracji ) twoj blog pomaga mi w tesknocie za domem. pozdrawiam serdecznie.

  • Odpowiedz Anna Grudzień 4, 2016 at 10:03 pm

    Basiu, poczytuję Cię i oglądam wszystko co zamieszczasz na blogu, od jakiegoś już czasu. Jesteś dla mnie inspiracją moja droga, bardzo.. Jestem aktualnie w kajdanach depresji, która nie odpuszcza, nie wiem co dalej…ale to z zupełnie innego powodu niż Ty. Chcę Ci tylko powiedzieć, nie przestawaj nigdy pisać bo otwierasz oczy…. przynajmniej moje, wielokrotnie! Uwielbiam Cię kobieto 🙂 zazdroszczę Twoim przyjaciółkom 🙂 i korzystając z okazji życzę Ci samych pięknych dni … tak imieninowo Basiu 🙂

  • Odpowiedz Róża Grudzień 4, 2016 at 10:13 pm

    Basiu dziękuję Ci za ten wpis, sama ostatnio przechodzę ciężki okres i chyba czas też się zbadać. Skoro już napisałaś o tym to pozwolę sobie spytać – te badania na obecność grzybów Candida to polecasz zrobić z kału? Co do testów na niewydolność pokarmową – na ile alergenów miałaś robione? Pytam bo znalazłam trzy opcje badań: 45, 88 i 276 badanych produktów spożywczych.
    Będę wdzięczna.

    Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Odpowiedz Olga Grudzień 5, 2016 at 7:09 am

    Też musiałabym zabrać się za siebie, ale ciągle myślę, że nie jest aż tak bardzo źle i że może poczekam jeszcze. Tak na prawdę to zupełnie nie wiem od czego zacząć i boję się, że wiedząc co powinnam zmienić nie będę potrafiła. No i wtedy to już w ogóle dół, że wiem czego nie powinnam, a mimo tego nie będę umiała tego zmienić 🙁
    Nie wiem jak się za to zabrać. Już kiedyś próbowałam ograniczyć, np. cukier, ale okazało się, że nie mam innego pomysłu na szybkie śniadanie jak tylko mleko z płatkami albo kasza manna z kakao…
    Masakra.
    Będę Cię czytać.
    Powodzenia Barbaro!

  • Odpowiedz Ania Grudzień 5, 2016 at 7:23 am

    Poniedziałek, 5 grudnia, jest 6:00 rano kiedy czytam Twój post. Zwlekam się z łóżka. Odprawiam 3 dzieci do szkoły i przedszkola plus męża do pracy. 8:11 jestem już sama. Wracam do łóżka. Pranie spokojnie się pierze, zmywarka robi porządek z wczorajszą kolacją. Patrzę w okno na szare niebo, szary i ponury sad. Wszystko ostatnio jest takie szare i smutne, nie!!!! przygnębiające!!! to dobre określenie. Mam nowy (wyremontowany) dom. Piękną wymarzoną kuchnię, wszystko to o czym marzyłam i śniłam przez wiele lat, mam cudowne, ZDROWE, mądre dzieci, wspaniałego , zakochanego we mnie do granic obłędu męża a jest mi tak źle, szaro i ponuro. Otworzyłaś mi swoim wpisem oczy, że być może nie jestem sama. Że to co biorę za zmęczenie, przepracowanie, że wiek już nie ten, że ciało odmawia posłuszeństwa to nie jest to o czym myślę…… jeszcze raz dziękuję za to co napisałaś, muszę się zebrać w garść i zacząć robić coś ze sobą

    Pozdrawiam Cię gorąco!!!

  • Odpowiedz Mary Grudzień 5, 2016 at 7:50 am

    Bardzo pomocny post. dziękuję. Myślę, że da on do myślenia każdemu z nas, bo przecież prawdą jest to, iż teraz mało kto przywiązuje uwagę do tempa życia i zdrowego odżywiania. Moja mama jest już po dwóch zawałach, a główną przyczyną był właśnie stres. Budziła się już wczesnym rankiem i nie mogła zasnąć, bo przytłaczały ją wszystkie codzienne sprawy. Mam nadzieję, że ze mną będzie inaczej…

  • Odpowiedz karolina Grudzień 5, 2016 at 7:51 am

    Cześć Basia ! Poznałam Ciebie bo szukałam jakiegoś przepisu z brokułem, skąd wiedziałaś ? To było ładnych pare lat temu i szybko uzależniłam się od Twojego bloga. Co śmieszniejsze wydaje mi się ze się znamy, a kiedy wchodzę na bloga i nie widzę nowych wieści od Ciebie to się wkurzam 🙂 trzymaj się dziewczyno, to co robisz ma sens: inspirujesz, pocieszasz, radzisz, otwierasz oczy na różne sprawy.. dbaj o siebie !

  • Odpowiedz Kamilla Grudzień 5, 2016 at 7:57 am

    Kochana jak ten tekst trafia w punkt ! Podziwiam za odwagę napisania o tym i DZIĘKUJĘ że podzieliłaś się takim istotnym aspektem życia. Twój tekst bardziej otwiera oczy i wyczula na sprawy które bagatelizuje się . Też sobie tłumaczę różne swoje dolegliwości i przesuwam w czasie zrobienie z tym czegoś konkretnego.. A to tylko do czasu niestety ..
    Dziękuję bardzo :*

  • Odpowiedz Cat Grudzień 5, 2016 at 8:06 am

    Ale z Ciebie fantastyczna dziewczyna.

  • Odpowiedz Martyna Grudzień 5, 2016 at 8:19 am

    Basiu, poruszasz bardzo ważny temat, dziękuję! Od jakiegoś czasu jest lepiej (nie jest doskonale, jest lepiej). Wcześniej przeglądałam internet pod kątem takich wpisów, powiem tyle, jest ich jak na lekarstwo… A szkoda, lubię uczyć się na przykładach i wiedzieć, że to „normalne”, że to nic strasznego się rozsypać, bo można się potem podnieść i ułożyć wszystko tak żeby było przytulnie i komfortowo.
    Trzymam mocno kciuki, żebyś doszła do punktu spokoju i poczucia poukładania! 🙂 Trzymaj się ciepło!

  • Odpowiedz Anul Grudzień 5, 2016 at 8:54 am

    Trzymam Basiu kciuki za dietę i powrót do pełnego zdrowia i sił. Wielkie dzięki za ten poruszający post. Miałaś dużo szczęścia, że o przyczynach swoich kłopotów ze zdrowiem dowiedziałaś się teraz, mając – przecież dopiero – 30 lat i masz czas zadziałać. Pozdrowienia!

  • Odpowiedz Letty Grudzień 5, 2016 at 9:03 am

    dzień dobry Basiu, tak po prostu pragnę Ci podziękować za odwagę i szczerość by podzielić się jednak intymną sprawą. Duży buziak. Fajnie, że jesteś.

  • Odpowiedz asia Grudzień 5, 2016 at 10:34 am

    Basia, działasz, jak grupa wsparcia! 🙂 Trzymam kciuki za Ciebie, będzie dobrze, najtrudniejsze już za Tobą. My jesteśmy na diecie bezglutenowej i bezmlecznej już prawie rok, plus w zasadzie zero przetworzonego żarcia, czujemy się wszyscy o wiele lepiej. Da się to ogarnąć, trzeba tylko wierzyć, że ma to sens. Buziak dla Ciebie wielki!

  • Odpowiedz Magda Grudzień 5, 2016 at 11:25 am

    Dobrze, że o tym piszesz dlatego, że ludzie zobaczą, że życie nie jest idealne, słodkie i super pozytywne jak to się przedstawia na blogach. Łatwo jest uwierzyć, że piękne zdjęcia i piękne słowa to czyjaś prawdziwa codzienność i że u kogoś naprawdę słońce świeci jaśniej,a każda chwila jest niby z poradnika zen. Dzięki temu, że napisałaś tego posta, może ktoś doceni swoje życie i zrozumie, że nikt z nas nie jest ideałem i to w porządku czasem być do bani i nie mieć siły wstać z łóżka. Niewielu mu na to odwagę, ale to jest bardzo potrzebne, tak więc dziękuję i życzę wszystkiego co najlepsze, to banał, ale słońce naprawdę znów wyjdzie, pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Paulina Grudzień 5, 2016 at 1:02 pm

    Końcówka o Mężu <3 Basia, akurat takiego tekstu teraz potrzebowałam. Muszę absolutnie wzmocnić odporność, unikać wielu produktów etc. – wszystko w imię zdrowia. Po Twojej historii i reakcji na to widzę, że można 🙂 Dzięki!

  • Odpowiedz Ciekawska Grudzień 5, 2016 at 1:06 pm

    Czy mogę zapytać jakie badania potwierdziły w Pani przypadku Candide (krew/wymaz) oraz czy testy na nietolerancje pokarmową były testami z krwi?

  • Odpowiedz Pantofelwpodrozy Grudzień 5, 2016 at 1:08 pm

    Życzę powodzenia z dietą! Niesamowita historia…

  • Odpowiedz kajuchnowa Grudzień 5, 2016 at 5:15 pm

    Basiu dziękujemy za zaufanie jakim obdarzasz swoje czytelniczki czyli nas. Czekam na wpis o diecie ponieważ sama mam wielkie problemy z wyłączeniem grzybicy.

  • Odpowiedz Aleksandra Grudzień 5, 2016 at 9:59 pm

    Pani Basiu, świetny post! Ma Pani niezwykły dar „lekkiego pióra”
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia 😉

  • Odpowiedz Anka Grudzień 6, 2016 at 9:34 am

    Basiu czekam strasznie na kolejny wpis cierpię na to samo candida

  • Odpowiedz ell cocolocco Grudzień 6, 2016 at 12:52 pm

    Dziękuję…
    Myśl…intuicja…chwila…kierunek?
    Akurat dziś zmoglo mnie po raz kolejny:(
    Pokonana przez własne ciało,przez siebie…
    Trafiam na wpis u Ciebie!
    Znak!
    Dziękuję!muszę zacząć walczyć!
    Pozdrawiam ciepło 😉

  • Odpowiedz ell Grudzień 6, 2016 at 12:53 pm

    Dziękuję…
    Myśl…intuicja…chwila…kierunek?
    Akurat dziś zmoglo mnie po raz kolejny:(
    Pokonana przez własne ciało,przez siebie…
    Trafiam na wpis u Ciebie!
    Znak!
    Dziękuję!muszę zacząć walczyć!
    Pozdrawiam ciepło 😉

  • Odpowiedz Gosia Grudzień 6, 2016 at 1:52 pm

    Nic dodać, nic ująć…. miałam dokładnie to samo. No, poza budową domu;-). Po badaniach, przypadkiem zrobionych, na nietolerancje pokarmowe – wyszło wszystko- gluten, drożdże nabiał i mnóstwo innych o mniejszym nasileniu. Od kwietnia jestem na diecie ( zdrowym, dostosowanym do mnie żywieniu), żyję, mam się nieźle. Trafiłam na super dietetyczkę i wspólnymi siłami wychodzę z chorób i złego samopoczucia. Życzę wytrwałości – opłaca się. Dużo zdrowia. I dziękuję za ten tekst, czasem to myślałam, że nienormalna jestem….miło, że nie tylko ja;-) Pozdrawiam. Gosia

  • Odpowiedz Jancia Grudzień 6, 2016 at 6:21 pm

    ;*

    P.S. Też dotarłam do muru i do tego, że muszę zwolnić, bo będzie źle.

  • Odpowiedz Marta Grudzień 6, 2016 at 8:59 pm

    Basiu, brak mi słów. Jakbym czytałam o sobie. Tylko ja jestem na etapie szukania przyczyny tego wszystkiego złego, co się ze mną dzieje. Ale czytając Twój post mogę podpisać się pod wszystkim, dosłownie pod wszystkim o czym napisałaś. Rozpoczęłam walkę o siebie. Badania w trakcie. Nietolerancja glutenu z krwi potwierdzona, jednak wynik gastroskopii – nietolerancja nieznaczna- nie wiem komu wierzyć. Hormony tarczycy w porządku. Pozostało sprawdzić candidę.

  • Odpowiedz Gonia Grudzień 6, 2016 at 9:08 pm

    Czytam dzisiejszy wpis po sesji z moją Terapeutką, to mój powrót do terapii, zwrócenie się po pomoc to dbanie o siebie, dziś to wiem, cieszę się , że piszesz o tym tak otwarcie i szczerze.
    Badania na obecność grzybów – zrobię i ja bo zmęczona jestem uczuciem zmęczenia … Dziękuję i ściskam!

  • Odpowiedz nu Grudzień 8, 2016 at 2:09 pm

    Polecam „Leczenie dietą. Wygaj z Candidia” Marka Zaremby oraz „Dobre bakterie” Chutman. To dla niewtajemniczonych jeszcze… U mnie troche podobnie było, zly nastroj mimo ze nie ma na co narzekac no i nawracajace dolegliwosci kobiecie. Ginekolog przepisywala by antybiotyki a ja bralam bo tylko to pomagalo.. na czas brania antybiotyku i jakis tydzien po nim, potem od nowa wszytsko… W koncu sama na podtsaiw eobserwacji zauwazylam ile zlego robi u mnie cukier, slodycze (cukier takze w chlebie itd) Diete zmeinilam dawno temu ale to proces ciagly. Na szybko, na odgrzybianie polecam: kiszonki (nie ze sklepu tylko z beczki), olej oregano i kefiry. Efekty niemal natychmiastowe ale oczywiscie nie o to chodzi ale ta widoczna poprawa moze zachęcic do zmiany nawyków.

    ps polecam poczytac tez o Totalnej Biologii…

  • Odpowiedz Annuszka Grudzień 13, 2016 at 11:52 am

    Hej Basiu!
    Czy ktoś mną kierował, że tu trafiłam? Mnie traktuje się, jako osobę zarażającą optymizmem i dającą dobre rady, zawsze mającą czas, gdy ktoś jest w potrzebie… Jak ja to robię, nie wiem…. Sama rozpadam się wewnętrznie i to nie depresja, (te miewam raczej krótkie, a potem walczę dalej i co ciekawe uśmiecham się wciąż na widok drugiego człowieka, ale co w mojej głowie, to moje!) Zastanawiam się co ze mną nie tak…stara nie jestem ..(grubiej ponad 40), ale wysiada mi wszystko, sygnały mam od dawna, ale udaję ze nic mi nie jest, nie mam czasu, nic tylko pracuję, jedna praca, druga praca, i… MATKA POLKA I ZONA 48/24h!!! Muszę w końcu zrobić badania… ginekolog powiedział, że muszę, a potem będzie już tylko dobrze, ale czemu ja je robię już ponad pół roku i nie zrobiłam? Bo wszyscy są ważniejsi ode mnie?! Tak, to chyba to! Pozdrawiam! Pisz dalej, bo robisz to dobrze.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Grudzień 16, 2016 at 7:26 pm

      powodzenia, trzymam kciuki <3

  • Odpowiedz AsiaMi Grudzień 20, 2016 at 9:33 pm

    Basiu! Dziękuję Ci za Twoje serce Otwarte by się dzielić !!!!

  • Odpowiedz Kate Grudzień 30, 2016 at 11:31 am

    Basiu gratuluję odwagi i siły do napisania tego tekstu, jestem pewna, że zmotywuje i pomoże nie jednej z nas. Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu, ale jeszcze nie komentowałam, tym razem jednak musiałam napisać! Trzymam mocno za Ciebie kciuki i jestem przekonana, że wydobrzejesz, co zresztą widać już teraz po Twoich kolejnych wpisach!

  • Odpowiedz Monika Pawelec Gkontidi Styczeń 7, 2017 at 6:58 am

    Droga Basiu…przezylam cos podobnego….zmeczenie,brak odpornosci,smutek,wieczne poczcie kwasnosci w gardle….bole serca…nie wiem,jak to wszytko by sie skonczylo ,gdyby nie to ze przeszlam na diete weganska….ktora powoli leczy mnie z wszytkiego….nigdy nie bylam z miesem za pan brat…jadlam je bardziej dlatego,ze jadla rodzina….teraz,gdy smaze im schabowe,sobie smaze schabowe z selera…marze o tym by przekonac do tego sposobu odzywiania moje dzieci i meza….jedzenie naprawde potrafi dac nam sile I zdrowie….poza tym woda I swieze powietrze….w naturze jest odpowiedz na wszystko….sciskam mocno…

  • Odpowiedz GosiaSkrajna Styczeń 11, 2017 at 2:12 pm

    No dobra Basiu, ja w tym roku kończę 42lata i potwierdzam bóle w sercu, wieczna frustracja, stres, poczucie bezsensu, stany depresyjne, zmęczenie, totalny brak chęci na ruch.
    Mimo ogromnej wiedzy, wizyt u dietetyczki, dużej świadomości że jesteśmy tym co jemy…szłam na skróty. Zamiast stawić czoła rzeczywistości, zajadałam ją. A ostatnio też dużą ilością słodyczy. I nagle mój mąż, jadający po 5 drożdżówek dziennie, 4 wafelki po kolacji z dnia na dzień przestał jeść słodycze i chleb. Zaczął ćwiczyć w domu. Generalnie zawsze o siebie dbał, ale teraz wziął się ostro za siebie.
    Na początku zamiast się zmobilizować ja zaczęłam przy nim gasnąć…moja wyobraźnia poszła dalej. Na pewno ma kogoś.
    Bo przecież moje samopoczucie miało ogromny wpływ na nasze relacje. To co nazywałam temperamentem było zwykłą agresją i wieczną frustracją. I kiedy na Sylwestra zdałam sobie sprawę , gdy tańczył z innymi kobietami, że to tylko kwestia czasu gdy znajdzie sobie odskocznie poczułam pięść w brzuchu. Że mogę go stracić. Oczywiście nie ma patentu na wierność do grobowej deski, ale co stoi na przeszkodzie, abym zdając sobie sprawę jak wiele mogę stracić wziąć się w końcu za siebie? Z tą różnicą, że robię to dla siebie, a efektem ubocznym jest lepsza komunikacja z mężem, moja otwartość i przyznanie się do słabości.
    pzdr Basiu

    • Odpowiedz Basia Szmydt Styczeń 19, 2017 at 10:59 am

      trzymam kciuki za Ciebie, dziękuję za komentarz 🙂

  • Odpowiedz Just Styczeń 18, 2017 at 4:44 pm

    Basiu. Dziękuję za to, co napisalas. Mimo, że od mojego udaru minęły już dwa lata, nadal żaden lekarz nie potrafi wzkazac, co było przyczyną. Ja chyba sama domyślam się, że składowych było kilka. Jedna z przyczyn z pewnością był stres. Poza nim kiepska dieta, zmęczenie bycia wszystkim dla szesciomiesiecznego bobasa i ogarnianie rzeczywistości przy trójce, domu, mężu i pracy, która nadganialam nocami…. Teraz mam dobrego ginekologa, endokrynologa. Mam też Hashimoto. I jeszcze nie stwierdzone nietolerancje pokarmowe. Staram się działać. Ale zima to jest trudniejsze. Pozdrawiam ciepło.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Styczeń 19, 2017 at 10:50 am

      trzymam kciuki za Ciebie, zdrówka!

  • Odpowiedz Magdalena Luty 1, 2017 at 4:45 pm

    Dopiero dziś trafiłam na ten post. Czytając go odniosłam wrażenie, że czytam o sobie, zwłaszcza fragment o tłumaczeniu migreny, agresji względem innych. Ja jestem na początku tej drogi, bo dopiero umówiłam się na wizytę u ginekologa, poza tym o czym Ty piszesz, my z Mężem nie możemy zajść w ciążę, kilka osób sugeruje mi, że mogę mieć niedoczynność tarczycy. Jednak cieszę się i powoli staję na nogi, bo pojawiła się nadzieja i wiem, że będę w rękach wspaniałego człowieka i lekarza.

    Życzę Ci powodzenia i bardzo dziękuję za ten post. Na pewno będę czytać Twoje przepisy.
    Pozdrawiam.

  • Odpowiedz Monia Luty 12, 2017 at 3:45 pm

    Wiele z nas przeżywa podobne kłopoty, wiele marzy o innym życiu, ale często blokują nas emocje, szczególnie strach, że coś się może nie udać. Mnie w zmianie podejeścia pomógł „Mój Motywacyjny Pomocnik, czyli jak rozsupłać emocje… żeby ich nie zjeść na deser” odważyłam się i zrobiłam ten krok do zmian.

  • Odpowiedz Za górami za lasami Luty 15, 2017 at 5:47 pm

    Miło mi natrafić na Twojego bloga…Gratuluję! Wszystkiego!
    Przeczytałam od ręki kilka wpisów! Jesteście nam bliscy, podobne wartości i priorytety!
    Temat Candida przerobiłam na sobie ponad rok temu, a slow time praktykuję od siedmiu lat też wynosząc się na wieś! A intensywne slow life stosuję od blisko trzech lat – rzucając pracę w korporacji…

    Będę zaglądać.
    PS: od tygodni słyszę od ludzi, że powinnam założyć bloga o tym co robię 😉 łamie się…. może się przełamię….

    Pozdrawiam i życzę pięknej codzienności i zdrowia!

  • Odpowiedz Marta Luty 17, 2017 at 8:41 am

    Droga Basiu! Trafiłam na ten post zupełnie przypadkiem. Ciesze się, ze wyszłaś z tego błędnego koła i czujesz się lepiej Nie mniej jednak musze zareagować , bo widzę w błąd/ choroba z autoagresji, tzn taka, w wyniku której organizm akatkuje swoje włąsne narządu (traktując je jako wroga). Takimi chorobami są np. toczeń, stwardnine rozsiane, choroba Leśniowskiego-Crohna.
    Cięzkie, wyniszczające, nieuleczalne – trwające całe życie, przebiegające z okresami remisji i zaostrzeń. Leki i terapie do końća życia, znacznie obniżające jego jakość, nie mówiąc już o spadku odporności całego organizmu na skutek brania leków immunosupersyjnych (tych, które bierze się po przeszczepie – celowe osłabienie odproności organizmu, aby nie atakował się sam). Chorób autoimunologicznych nie można wyleczyć dietą, snem, aktywnością ruchową, oganiczeniem cukru itd. Nie można wyleczyć ich niczym….
    Proszę nie nadużywajmy określenia autoimunologiczne choroby, w sytuacjach gdy takie schorzenie nas nie dotyczy! Nie każdy spadek odporności i szwankowanie organizmu to od razu atak organizmu an swoje komórki i narządy!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Luty 20, 2017 at 2:41 pm

      Marta być może masz rację, ja też nie jestem nieomylna. Powtarzam to, co usłyszałam od swojego ginekologa – endokrynologa, który na pewno jest większym autorytetem niż ja. Dziękuję Ci za komentarz.

  • Odpowiedz mamabumma Kwiecień 6, 2017 at 10:48 am

    Baśka! Mam taką ochotę rzucić Ci się w ramiona i po prostu mocno Cię przytulić. Dobrze ze piszesz i dobrze ze jesteś. Otwierasz ludziom porządnie oczy.
    Ja moje ‚złe’ samopoczucie tłumacze przesileniem wiosennym. O psychologu myślę od ponad roku bo wiem ze jest mi potrzebny.. ale zamiast cos zrobic mowie sobie ‚jestem młoda i głupia, przejdzie mi’.

  • Odpowiedz Aga Maj 3, 2017 at 12:05 pm

    Basiu,

    Zaglądam do Ciebie już od jakiegoś czasu, zachwycam się pięknym domem i przestrzenią, ale też Twoim spokojem.
    Nigdy nie komentowałam, teraz pewne przyszła odpowiednia pora. Dziękuję za ten wpis. Pod wieloma zdaniami mogę się śmiało podpisać. Cieszę się, że znalazłaś siebie w czas i życzę powodzenia dalej!

    Uściski z jesiennego RPA 🙂

  • Napisz odpowiedź