PODRÓŻE

PRAWDZIWA DŻUNGLA I WODOSPAD SAUT DE LA LEZARDE NA GWADELUPIE

Listopad 16, 2017
IMG_6463 (Copy)

Wyruszyliśmy na zwiedzanie wyspy. I to od razu z przytupem. Dnia poprzedzającego wycieczkę, popijając drinki sowicie wypełnione karaibskim rumem, uznaliśmy, że dzień następny to idealny dzień na odkrycie jakiegoś wodospadu. Najlepiej takiego z dobrym dojazdem, dojściem, ścieżką, no bo w końcu są z nami dzieci i to w dodatku małe.

Wpisaliśmy w nawigację Saut De La Lezarde, czyli nazwę wodospadu, który się w internecie pięknie prezentował. Zapakowaliśmy zapas wody i pojechaliśmy. Jednym słowem nie przygotowaliśmy się do tej wycieczki w ogóle, ale o tym za chwilę.
Na wstępie musisz wiedzieć, że to nie jest post poradnikowy. Jestem w tym przypadku ostatnią osobą, którą powinnaś się inspirować, jeśli kiedyś przyjdzie ci do głowy jechać na wycieczkę nad wodospad Saut De La Lezarde. I mówię to całkiem serio. Prawie wszystko zrobiliśmy nie tak jak trzeba i mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Jednocześnie jednak był to do tej pory najpiękniejszy dzień pobytu na Gwadelupie. Daliśmy radę, żyjemy, a ja teraz mam ogromną ochotę podzielić się z tobą naszą wyprawą i wciąż gorącymi emocjami.

Mapy pokazywały, że trzeba dojechać do pewnego punktu, a później przejść się „kawałek” pieszo. Zaparkowaliśmy zatem naszą super furę przy drodze i weszliśmy w dżunglę. Byliśmy przekonani, że będzie tam wyznaczona ścieżka. Po drodze spotkaliśmy jakiś Francuzów, którzy wprawdzie popatrzyli na nas dziwnie, ale powiedzieli, że to 20 minut „spacerkiem”. Dodam, że były z nami dzieci, a ja i mój mąż mieliśmy na sobie klapki. Reszta naszego składu, czyli czwórka naszych znajomych – również. Wspólnie stwierdziliśmy, że przecież pora jest wczesna, i że schodzimy. Sklepu z piwem widocznego na mapce nie znaleźliśmy.

Bez tytułu

Tu jeszcze zastanawiałam się dłuższą chwilę czy ta trasa to na pewno dobry pomysł dla prawie 8-latka i prawie 4-latka. Decyzja została podjęta – idziemy!

20171115_111350 (Copy)

Na początku ścieżka wydawała się naprawdę spoko. Udeptana, w miarę pozioma – damy radę!

IMG_6305 (Copy)

„Schody” zaczęły się nagle i były coraz bardziej strome…
Jesteśmy w dżungli!

IMG_6314 (Copy) IMG_6316 (Copy) IMG_6328 (Copy) IMG_6504 (Copy)

Podłoże zweryfikowało mój dobór obuwia bardzo szybko. Klapki poszły w odstawkę, a ja resztę trasy pokonałam boso, co okazało się być zbawienne. Nawet nie wiesz jaką człowiek ma wtedy przyczepność! A te wystające korzenie służyły do przytrzymawania się i zaczepiania, kiedy ścieżka w dół była nachylona pod kątem prawie 90 stopni. Wyobraź sobie, że Tomek został w tyle i wspólnie z naszymi kolegami znosił Marcina na rękach, bo mały inaczej nie dałby rady. Ja z Michałem prowadziliśmy wycieczkę, a Michał był w swoim żywiole. Najlepiej się skubany wspinał po drzewach, przytrzymywał się lian. Robinson Cruzoe!

IMG_6524 (Copy)

Po 30 minutach walki z roślinami, błotem i sprytnym omijaniem mrówek (tych, co to noszą kawałki zielonych liści w szczypcach), naszym oczom ukazał się taki widok.

IMG_6334 (Copy) IMG_6341 (Copy)

Ubrania przykeliły nam się do ciał. Błoto mieliśmy wszędzie! Ale dotarliśmy na dół i to było taaaakie mega uczucie. Tuż po nim doświadczyliśmy jeszcze lepszego. Zrzuciliśmy brudne i mokre ubrania i zanurzyliśmy się w mega zimnej i słodkiej wodzie z wodospadu. To było niewiarygodne przeżycie. Kilka chwil później dołączyła reszta ekipy. Nasi znajomi i ledwo żywy Tomek z Marcinem na rękach.
Widok na wodospad i kąpiel w zimnej wodzie wynagrodziły wszystko. Dla takich chwil warto żyć i mówię to bez przesadnego patosu. Serio. Żadne skarby świata nie dadzą tego, co możesz poczuć w takich momentach jak ten. Kiedy jesteś z rodziną, z dzieciakami, które według wszelkich przewodników nie powinny tu nigdy dotrzeć, na bosaka, brudna i szczęśliwa jak jasna cholera. Z resztą sama zobacz. Tych min i usmiechów nie da się podrobić.

20171115_124514 (Copy) 20171115_124515 (Copy) 20171115_124618 (Copy) 20171115_124715 (Copy) 20171115_130911 (Copy) 20171115_130954 (Copy) 20171115_131100 (Copy) 20171115_131101 (Copy) 20171115_131155 (Copy) IMG_6415 (Copy) IMG_6421 (Copy) IMG_6445 (Copy) IMG_6446 (Copy)

To był jeden z najpiękniejszych dni.
Najlepsze jest to, że zrobiliśmy to bez żadnego przewodnika, bez przetartych ścieżek i planu.
Najlepsze rzeczy w życiu są za darmo.

IMG_6460 (Copy) IMG_6463 (Copy)
IMG_6440 (Copy)

Radość nasza miała jednak termin końcowy, bo w pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, że przed nami droga powrotna i wspinanie się 🙂 Z powrotem było jednak lepiej, mimo że zgubiliśmy ścieżkę w zaroślach i przecięliśmy dżunglę „na dziko”. To są emocje.

IMG_6476 (Copy)
IMG_6490 (Copy) IMG_6491 (Copy) IMG_6497 (Copy) IMG_6503 (Copy) IMG_6507 (Copy) IMG_6510 (Copy) IMG_6518 (Copy) IMG_6527 (Copy) IMG_6540 (Copy) IMG_6551 (Copy) IMG_6560 (Copy)

A teraz podsumuję:

TO NIE JEST ODPOWIEDNIA TRASA DLA DZIECKA W WIEKU PONIŻEJ 7 LAT.
MUSISZ MIEĆ NA SOBIE BUTY TREKINGOWE.
MUSISZ MIEĆ ZE SOBĄ W PLECAKU COS DO JEDZENIA.
NIE IDŹ TĄ TRASĄ W POJEDYNKĘ.
NIE MA TU ZASIĘGU KOMÓRKOWEGO.

Nasza wyprawa była piękna, ale fakt, że byliśmy w klapkach był zwyczajnie głupi. Nie naśladuj mnie.
Wybierz się tam, bo jest naprawdę zachwycająco, ale przygotuj się lepiej.

Odpowiadając jeszcze na najczęściej zadawane pytanie : CZY SIĘ NIE BAŁAM?
Nie, bo nie bardzo było czego. Jeśli chodzi o dzikie zwierzęta, to jest ich tutaj jak na lekarstwo. Jesteśmy na wyspie.
Z doświadczenia wiem, że zwierzęta atakują tylko wtedy, kiedy czują się zagrożone. Duży krab na przykład uszczypnął mnie w piętę dopiero kiedy na niego nadepnęłam w wodzie, a on nie zdążył uciec. Najgroźniejsza na Gwadelupie jest zdaje się skolopendra. Widzieliśmy jedną rozjechaną przez samochód. Na Gwadelupie nie uświadczysz niebezpiecznych zwierząt. Wciąż najbardziej uciązliwe są komary i te rzeczywiście mogą przenieść jakąś chorobę, ale jej objawy porównywalne są do grypy. Jedynymi owadami, jakie spotkaliśmy w dżungli były ogromne mrówki, które pracowicie nosiły pocięte kawałki zielonych liści. Omijaliśmy je szerokim łukiem, by nie przeszkadzać im w pracy. Cała reszta zwierząt w dżungli koło wodospadu to wściekle śpiewające rajskie ptaki 🙂

INNE WPISY Z GWADELUPY:

Lecimy na Karaiby – na pół roku!
Dotarliśmy na Karaiby. Nasze pierwsze wrażenia.
Gwadelupa – rozpakowałam się. Zostanę tu na dłużej.

Może Ci się również podobać

7 Komentarze

  • Odpowiedz Ula Listopad 16, 2017 at 8:40 pm

    Niesamowita wyprawa 🙂 Przypomniał mi się nasz (mój i mojego męża) „spacer” we Włoszech, w okolicy Bolzano. Wprawdzie mieliśmy odpowiednie buty, jakieś batony i 2 butelki wody ze sobą, ale szlak był tak „świetnie” oznaczony, że po drodze zachodziliśmy do jakiegoś gospodarstwa żeby nas poratowali wodą, bo nam się skończyła. A gdy w końcu około 19 wyszliśmy do głównej drogi to okazało się, że Bolzano (do którego mieliśmy wrócić) jest w dole a domy wyglądają jakby były za małe nawet dla mrówek 😀 wracaliśmy autostopem i tylko to nas uratowało przed nocowaniem w lesie 😉

  • Odpowiedz Ola Listopad 16, 2017 at 10:15 pm

    Basiu, cudowny wpis. Przygoda niesamowita. Czytając aż się bałam właśnie tych dzikich zwierząt, ale na szczęście na koniec mnie uspokoiłaś, że ich tam po prostu nie ma. Swoją drogą to jak Cejrowski boso w dżungli …

  • Odpowiedz Ania Pogoda Listopad 17, 2017 at 2:38 am

    Basix, ociekasz seksem, Chryste, zawsze byłaś dla mnie piekna, ale teraz, na Gwadelupie jesteś po prostu zjawiskowa. Taka czysta, prawdziwa, prosta, naturalna, sauté. Za medalik kocham Cię jeszcze mocniej, niż dotąd. Inspirujesz, radujesz, ratujesz.

  • Odpowiedz M Listopad 17, 2017 at 6:53 am

    Najlepszy wpis z Waszej wyprawy! A każdy śledzę, a wręcz czekam i sprawdzam czy coś się nie pojawiło. Bardzo miło się czyta, od kiedy tam jesteście to mój najlepszy blog 🙂

  • Odpowiedz Anu Listopad 17, 2017 at 8:24 am

    O kurde, ale wyprawa! ale zdjęcia! 🙂 Już macie gości z Polski? 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 17, 2017 at 8:38 am

      mamy 🙂 !

  • Odpowiedz Cooking Van pl - Podróże Kulinarne Listopad 26, 2017 at 4:24 pm

    Czyli wniosek, że boso przez świat się nie nadaje 😉

  • Napisz odpowiedź