CO U NAS?

PRZEGAPIŁAM NOWY ROK

Luty 9, 2016
9

Myślałam, że przejdzie nizauważony tym razem. Serio. W zasadzie to nie miałam żadnych postanowień, ale wiecie – ja naprawdę zawsze lubiłam Nowy Rok. Nowy notes, nowy kalendarz, nowy długopis i nowy zestaw kolorowych karteczek.
Tym razem miało być jednak inaczej. Miał być Sylwester w gronie przyjaciół i meliśmy się dobrze bawić. Mieliśmy dużo jeść tego jedzenia, co to już ostatni raz w tym roku, bo później to już koktajle z jarmużu i treningi 8 x w tygodniu. Zgodnie z postanowieniami. No-wo-ro-czny-mi.

Bo Nowy Rok mili moi, choćbym nie wiem jak się starała przed nim bronić – ma w sobie magię. Magię nowego. Zapełniają się me kalendarze drobnym maczkiem, a od dziś to już podróżuję, chudnę, uczę się języków i poznaję nowych ludzi. Uczęszczam na kursy i się organizuję. Maseczkę z islandzkiego gejzeru jakiegoś nakładam raz w tygodniu. Wszystko, bo tak postanowiłam oczywiście.

Jest luty, a ja łapię się na tym, że nie bardzo mam co realizować. Przeoczyłam moment, w którym się coś postanawiało, lub po prostu wcale postanawiać niczego nie chciałam. Z premedytacją nie wzięłam udziału w pospolitym, noworocznym ruszeniu.
Bo coś mi się zdaje, coś czuję podskórnie tak jakoś, że się zmęczyłam. Zmęczyłam się, by być najlepszą na śniadanie, obiad i kolację. Najlepszą dla męza, dla dzieci i dla pani Zeni sąsiadki. Zawsze na propsie.
Już mi się nie chce, serio. Jestem zmęczona sama sobą. Swoim postanawianiem lub też nie. Swoim perfekcjonizmem i brakiem miłości do siebie samej. Jestem zmęczona ilością poradników na mojej półce, z których tytuł każdego zaczyna się od „Jak być lepszym…”. Znacie to uczucie? Jestem zmęczona stresem, który sama sobie serwuję, bo UPS, znowu nie spełniam swoich oczekiwań. Zapomniałam, że było ich jakieś milion pięcset, i że były tak jakby wygórowane.

Na jedną małą chwilę zapomniałam kim jestem, co lubię i co czuję.

Ale żeby ten Nowy 2016 nie pozostał takim nie postanowionym – postanowiłam postanowić, że będę cholernie szczęśliwa. Tak zwyczajnie. Bez regulaminu. Choćbym sobie miała to szczęście namalować. Wiecie to wcale nie wydaje się być trudne/ Wystarczy wrócić do początku. Do prostych przyjemności.
Pomyślałam na przykład, że w tym roku zrobię sobie ogródek. Zamienię to klepisko-ściernisko w bajeczny ogród. Posieję marchewki i posadzę dynie. Naprawię ukochane słuchawki, w których tak pięknie brzmi Childish Gambino, Paktofonika i FLorence and The Machine. Założe swoje różowe rolki i może kupię jakiegoś orbitreka. Polecę do Nowego Jorku, albo wyjadę do Sandomierza na kilka dni. Przeczytam wszystkie książki MAstertona raz jeszcze i przestanę spotykać się z ludźmi, którzy wciąz lepiej wiedzą jak mam przeżyć swoje życie. Zajęte, biorę kąpiel. Zwolnię albo przyspieszę – zobaczę na co będę miała ochotę. Pewnie pojadę do Moniki – podobno wiosną jest u niej najpiękniej. Pójdę pobiegać w swoich różowych (również!) adidasach, albo kupię sobie pączka na Ząbkowskiej i popiję go mlekiem, co to szkodzi, bo przecież laktoza (3,2 %). Zobaczę na co będę miała ochotę. Poczytam dzieciom zaległe książeczki, albo włączę im 5 odcinków Gumisiów pod rząd. Zobaczę jak się będziemy czuli. Każda z tych czynności wydaje się mieć dla mnie wspólny mianownik – szczęście. Bo jak już wspominałam w 2016 zamierzam być właśnie głównie szczęśliwa. Uczę się normalności. Oddycham głębiej, z miłością patrzę na najstarszy, dostępny na rynku model nokii w mojej torebce, którego najfajniejszą funkcją jest mówiący zegar. Odkurzam stare płyty, odtwarzam znajome smaki i wracam do początku. Do normalności. Bez kolejnych wyzwań, postanowień i oczekiwań. Czas znowu wsłuchać się w siebie. To wydaje się być nad wyraz odkrywcze i przyjemne. W każdym bądź razie normalne.

9

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Hej! Podoba Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi i kliknij, w któryś z tych dwóch niebieskich guzików :).

Może Ci się również podobać

4 Komentarze

  • Odpowiedz Żelikowska Luty 9, 2016 at 10:33 pm

    High five Bejbe!
    W tym roku postanowiłam dokładnie to samo, acz w kontekście bardziej bycia dla siebie łaskawą. Ot, po prostu. Bo też mam dość tej ciągle przesuwanej przez siebie samej poprzeczki. Chrzanić ją. Zamiast skakać wzwyż idę w końcu biec w życiowym maratonie 😉

  • Odpowiedz sept Luty 10, 2016 at 7:34 am

    Basia rewelacyjne zdjęcie i tekst powala na kolana jak zwykle:) taki prosty ale jakże prawdziwy:) bierę z Ciebie przykład:D

  • Odpowiedz Agnes Luty 10, 2016 at 6:35 pm

    Też jestem szczęśliwa! Ale mleko niestety nie mogę pić z powodu różnych chorób.
    Ostatnio ciągle sprawiam sobie przyjemności 🙂

  • Odpowiedz Bilib World Luty 24, 2016 at 4:44 pm

    Ja nie stawiam przed sobą noworocznych postanowień, ale za to lubię określać sobie cele jakie chcę osiągnąć w danym roku. Są one związane z różnymi dziedzinami mojego życia, pracą, nauką, podróżami, sportem. W tym ciągłym rozwoju nie zapominam jednak o tym, by cieszyć się z tego co mam i nie warunkować sobie szczęścia. Nie mówię sobie „Gdy kupię to i tamto/ znajdę lepszą pracę/pojadę gdzień/ zrobię to, czy tamto będę szczęśliwa”. Wolę być szczęśliwa tu i teraz.

  • Napisz odpowiedź