JEDZENIE

RYNECZEK

Maj 16, 2016
13 (Kopiowanie)

Wymyśliłam sobie to mieszkanie na wsi. Wyklejałam zeszyty pięknymi zdjęciami na długo przed wbiciem w ziemię przez ekipy pierwszej łopaty. Nakreśliłam sobie w mojej głowie każdy szczegół. Wymyśliłam sobie dom pachnący jedzeniem, dom, w którym w każdym możliwym kącie stoją kwiaty w doniczkach, a przez otwarte okna ptaki dają swoje popisowe koncerty. Wymyśliłam sobie to wszystko, ale jeszcze niedawno, kiedy zima trwała w najlepsze, a my siedzieliśmy zabarykadowani w czterech ścianach nie bardzo mogąc się odnaleźć w nowej rzeczywistości, nie potrafiłam za bardzo wyobrazić sobie, że na tej nieprzyjaznej kupie błota kiedyś wyrośnie choć jeden zielony badyl, i że będę gotować zupy z pachnących, wiejskich warzyw, albo nie daj Boże swoich! I że będę mogła porzucić zakupy papierowej włoszczyzny, zapakowanej szczelnie w foliowe ubranka. Uwierz mi na słowo, że moja głowa tego nie ogarniała. Nic, a nic! Ale wiesz, ostatnio przypomniałam sobie swój tekst o możliwościach i zamiast wciąż biadolić i zastanawiać się co ja robię tuuuu. Zamiast kombinować wciąż jak ogarnąć te 500 metrów kwadratowych gołej ziemi – zmieniłam nastawienie i powiedziałam sobie” Baśka spójrz dziewczyno ile ty masz możliwości!”. Możesz nawet, jeśli zechcesz stać się małym lokalnym dostawcą borówki. Na przykład 🙂
Czas się zakorzenić. W końcu nie jesteśmy tu tylko na chwilę. Czas stać się mieszkańcem tej wsi, a nie tylko nieporadnym przejezdnym, co to kursuje tylko z samochodu do domu i z powrotem, co życia na wsi nie zna mieszczuch jeden 🙂 Czas wziąć w ręce łopatę i grabie i stać się Panią swej ziemi, a w zasadzie swego błota 🙂
Jak pomyślałam, tak też uczyniłam i skoro świt, w sobotę, wyruszyłam tam, gdzie zmierza większość mieszkańców pobliskich wsi i okolic.
NA RYNECZEK! Absolutne centrum wiedzy wszelakiej i wiejskiego wszechświata, do którego zawsze było mi nie po drodze, choć to guzik prawda. Przełamałam się i odważnym krokiem ruszyłam między stragany. Trochę nieporadnie, trochę zagubiona, trochę przepłacałam, bo wiedzy jeszcze brak jak się targować i gdzie najlepiej i najtaniej, ale szczęśliwa jak cholera. Bo oto właśnie na mojej nowej życiowej mapie dorysowałam kolejny punkt. Bo mam szansę, by kupić warzywa, które mają smak, a jeśli mnie najdzie o-ochota! to i kurę sobie kupić mogę, i zagrodę jej zrobić, i mieć jajka swoje też. Serio to rozważam! No pomyśl tylko…mieć swoją kurkę, karmić ją tym, co najlepsze i zbierać jajka do jajecznicy porannej..Ha! Piękna wizja! Niestety tylko dla mnie, bo Tomek puka się w czoło, a nasz syn Marcin w myślach już kombinuje jak ją ganiać po podwórku i wyrywać po kilka piór na pamiątkę. No dobrze, z kurą dam sobie spokój. Narazie! Ale za kilka tygodni będę mieć swoje warzywa i nic, i nikt mnie nie zatrzyma! Pachnące, prawdziwe, brudne od ziemi, bez chemii – trzymaj kciuki, żeby się udały. W tym celu przygotowałam sobie pokażnych rozmiarów poletko (o czym napiszę więcej w ogródkowym poście) i udałam się na ryneczkowy szoping. Moja radość gdy pakowałam swoje zakupy do bagażnika samochodu, a potem przez całą drogę je wąchałam nie miała końca. Sadzonki dyni, papryki, chili, truskawek, pora, selera, oregano, bazylii, mięty, tymianku, cząbru, estragonu, szałwii i ukochanej kolendry – o Matulu jak to pachnie wszystko! Do tego siatka warzyw, z których ugotowałam najlepszą kalafiorową w tym roku i słoik miodu. Jestem w niebie.

1 (Kopiowanie)

2 (Kopiowanie)

3 (Kopiowanie)

4 (Kopiowanie)

5 (Kopiowanie)

6 (Kopiowanie)

7 (Kopiowanie)

8 (Kopiowanie)

9 (Kopiowanie)

10 (Kopiowanie)

11 (Kopiowanie)

12 (Kopiowanie)

13 (Kopiowanie)

14 (Kopiowanie)

15 (Kopiowanie)

16 (Kopiowanie)

17 (Kopiowanie)

18 (Kopiowanie)

19 (Kopiowanie)

20 (Kopiowanie)

A Ty? Masz rynek w swojej okolicy? Lubisz się tam wybrać i tak ja masz świra na punkcie zapachu włoszczyzny? 😀

Może Ci się również podobać

10 Komentarze

  • Odpowiedz Marta Maj 17, 2016 at 7:30 am

    Odpowiadając na Twoje pytanie, zdecydowanie tak! Zawsze lubiłam „zielone” zaczynając od kwiatów w domu, po bazylię w kuchni ale od pewnego czasu, doceniam te lokalne, mniejsze i większe stragany i ryneczki, na których wiem co kupuję i za co płacę i wiem, że nic mi ani moim bliskim nie zaszkodzi. Na małym straganie, obok którego przejeżdżam codziennie w drodze do pracy, pojawiły się polskie truskawki, młoda kapusta i botwinka. W tym tygodniu planuję zrobić zupę z botwinki z młodymi ziemniakami i koperkiem. MNIAM!

  • Odpowiedz Natalijka Maj 17, 2016 at 7:45 am

    no ba 🙂 rynek rządzi! 🙂
    kura może nie, ale te króliczki… 🙂

  • Odpowiedz Sylwia. Maj 17, 2016 at 7:47 am

    Mam swira! Mam swira na punkcie włoszczyzny. Dlatego założyłam swoj ogrodek. Na ziemi na ktorej w tym roku ma powstac nasz dom. Nie ogladalam ogrodka od piatku i az drżę 😉

  • Odpowiedz ewa Maj 17, 2016 at 8:45 am

    ojej aż zgłodniałam na widok, piękne warzywa i nawet pieczywo!
    u mnie w mieście jest taki ryneczek ale już dawno tam nie byłam, czasami teściowie przywożą mi stamtąd jaja

  • Odpowiedz Ange76 Maj 17, 2016 at 9:37 am

    Ja mam rynek koło pracy, prawie w centrum Katowic 🙂 Tez tam kupuję sadzonki do swojego ogródka i na balkon. I warzywa. Tylko kur nie ma. O kurach myślimy także poważnie, ale to dopiero jak dzieci podrosną. Na razie nie miałby się kto ptakami zając (nie licząc lisów), gdy wyjeżdżamy. Przewiduje że 5 kur to liczba optymalna 😀

    Powodzenia z uprawą warzyw! Mnie to tak średnio idzie, ale rzodkiewkę mam własną, sałatę, cebulę i czosnek. Pomidory w małych ilościach, bo w gruncie załatwia je zaraza, więc sadzę na balkonie, a to ogranicza wielkość upraw.

  • Odpowiedz Ania Maj 17, 2016 at 12:17 pm

    Czytając Twój wpis widzę w nim trochę siebie. Od sierpnia mieszkam na wsi, pod samym lasem i też uczę się bycia ogrodnikiem. Póki co nasze warzywa są mizerne, bo ziemia nie była uprawiana od lat, a my nie stosujemy żadnych nawozów sztucznych, ale walczymy i widzimy postępy. W tym roku zapowiada się piękna rzodkiewka 🙂
    I rozumiem Cię doskonale, bo też czerpię dużą przyjemność z grzebania w ziemi, choć przez całe życie mówiłam, że tego nie lubię 😉
    Ach, i mamy też kury. Poprzedni właściciele domu mieli 4 kury i 1 perliczkę. My dokupiliśmy jeszcze kilka, nadaliśmy im imiona (Halinka, Klara, Wanda itd. a perliczka ma na imię Rozamunda), zbudowaliśmy wybieg i cieszymy się własnymi, najlepszymi na świecie jajkami. Z kurami nie ma wiele zachodu, wystarczy pamiętać o nasypaniu ziarna (nasze kury nie jedzą paszy, tylko naturalne ziarna, otręby itp.) i świeżej wodzie (nasze piją dużo). Poza tym co całkiem fajne ptaki, choć brudaski 😉
    Pozdrawiam serdecznie !!

  • Odpowiedz Bilib World Maj 17, 2016 at 3:31 pm

    Uwielbiam takie miejsca. W dodatku czasem można pogawędzić ze sprzedawcą 🙂

  • Odpowiedz Iri Sunshine Maj 19, 2016 at 2:44 pm

    Nie ma to jak udane zakupy:) I to jeszcze takie aromatyczne:)

  • Odpowiedz Pani_B Maj 19, 2016 at 6:56 pm

    Moje soboty to tez ryneczek, ale taki pobliski – tarchomiński choć wielu moich sąsiadów jeździ do Legionowa. Zawsze myślę – pojadę i ja ale wiecznie mi się nie chce. Chyba muszę się w końcu przełamać:)

  • Odpowiedz Karolina Maj 20, 2016 at 6:08 pm

    Byłam dzisiaj na ryneczku 🙂 Kupiłam truskawki, kalarepę i rabarbar <3
    Co do kury to kup! Naprawdę! Moja sąsiadka mieszczuch ma kury – każda ma imię 🙂 Ma też kozę i dwa psy 🙂 Kiedyś nawet czekajac na kurczaki malowała jajkom buźki 😀 Nie zjada swoich kur, zbiera tylko jajka i traktuje je jak rodzinę 😉 Pozytywnie zakręcona jest ale widać, że to wiejskie życie daje jej mnóstwo radości 🙂

  • Napisz odpowiedź