JEDZENIE RODZINA

SZKOŁA NA WIDELCU.

Wrzesień 14, 2017
4

Pamiętasz mój wpis o grubych dzieciach? Przeczytało go ponad 200 tysięcy osób, a ponad 500 udostępniło. Ostatnim powodem, dla którego wspominam tutaj o tych liczbach jest chęć chwalenia się statystykami, jak wiele osób mi zarzuciło. Po tej publikacji wylało się na mnie wiadro hejtu wszelkiego. Żaden z tych hejtujących komentarzy nie dotknął mnie personalnie nawet przez ułamek sekundy. Wiesz dlaczego? Bo to naprawdę nie chodziło o mnie. Bo przez cały czas wiedziałam, że działam w słusznej sprawie. Że napisałam to nie po to, by się cieszyć ze statystyk albo przejmować niepochlebnym komentarzem, ale by dotrzeć chociaż do garstki osób, które mają problem w kwestii odżywiania swoich dzieci, i które zapragną zmiany.
Jeden komentarz poruszył mnie szczególnie. Pewna czytelniczka napisała mi, że nie sztuką jest wykrzyczeć, że jestem zła, bo w Polsce dzieci tyją, ale sztuką jest dać narzędzia pomagające to zmienić, dać drogowskazy, pokazać sposoby. Ta dziewczyna oczywiście miała rację! To, co mogę zrobić, by wykorzystać mojego bloga, którego miesięcznie czyta kilkadziesiąt tysięcy osób to pokazać, że się da, że można inaczej, że można dobrze jeść, że można zwolnić, z czegoś zrezygnować, żeby o dzieciaka zadbać dając mu dobre, domowe jedzenie. Że to naprawdę procentuje, że jesteśmy im to winni.
Mogę szukać tych sposobów, ale mogę też skorzystać z wiedzy innych, mądrzejszych i robiących genialne rzeczy po to, by nasze dzieciaki miały szansę zdrowo się rozwijać i rosnąć.

W ostatni weekend byliśmy z chłopakami w przepięknym Ogrodzie Botanicznym na Warszawskim Festiwalu Kulinarnym. To właśnie w tym miejscu odbywały się warsztaty, podczas których dzieci pod okiem ekipy z Fundacji Szkoła na Widelcu uczyły się zdrowego gotowania. Warsztaty składały się z dwóch części – teoretycznej, czyli wycieczki po ogrodzie, gdzie maluchy uczyły się poszczególnych warzyw i ziół, ich uprawy i pochodzenia. Była też część praktyczna czyli gotowanie! I wiesz co? Nieważne, że gotowali tabouleh, czyli sałatkę na bazie kaszy i warzyw, której moi chłopcy oczywiście nie tknęli, bo to nie ich smaki absolutnie. To nieważne! Bo radochę jaką mieli podczas krojenia, siekania, mieszania, smażenia była ogromna! Dzieci naprawdę to uwielbiają. Mają w sobie wielką, naturalną ciekawość świata. Trzeba im tylko pozwolić. To tylko nam się wydaje, że oni są nie skupieni, bo ciągle się ruszają i rozglądają się na wszystkie strony świata zamiast słuchać. Tak naprawdę to właśnie wtedy poznają wszystko wszelkimi zmysłami. Próbują soku z cytryny, skubną listek mięty, ukradną kilka orzechów laskowych albo włożą palca do sosu. Ty myślisz, że są niegrzeczne, a one właśnie tak uczą się świata.

W moim domu rozmowy o jedzeniu są długie, pasjonujące i wychowawcze. Wciąż kładę moim dzieciom do głowy o tym co jest zdrowe, a co można jeść tylko czaami. Daję przykład – to procentuje. Pozwalam im gotować. Zwłaszcza młodszemu, bo ten starszy rączek brudzić nie lubi. Typ intelektualisty. Uwielbia natomiast wykładać swoją zdobytą wiedzę i głosić np. referaty na temat wyższości czipsów z jabłek nad tymi ze sklepu.
Gotuję z dziećmi, pozwalam im się ubrudzić, pozwalam zrobić bałagan w kuchni. Jestem szczęściarą, bo pracuję w domu. Mogę sprawić, by dom pachniał dobrą zupą, by na podwieczorek były puchate racuchy z jagodami, a na śniadanie koktajle. Wiem, ze to przywilej. Wiem, że dla większości mam to jest poza zasięgiem. Bo etat, bo powroty z pracy do domu, bo zmęczenie okrutne, bo brak godzin w dobie. Wiem też, że nie jest to sytuacja bez wyjścia.
Po pierwsze błagam pozbądź się dwóch rzeczy: wyrzutów sumienia i potrzeby bycia perfekcyjną. Zrób to co możesz i ile możesz. Czasem będzie to gar pomidorowej, który wystarczy na 4 dni i makaron z pesto. Czasem znajdziesz czas, by w weekend z czegoś zrezygnować i wspólnie z dzieciakami upichcić coś dobrego. Czasem zrobisz po prostu dzbanek wody z miodem i cytryną, a czasem pokroisz arbuza na kawałki. Życie dziś zapieprza jak szalone, nie mamy czasu – wiem. Ale jesteśmy za te maluchy po prostu odpowiedzialni i nikt za nas tego nie zrobi.
Perfekcjonizm? Porzuć go proszę natychmiast! Ja też mam dni, w których zamawiam pizzę albo obieram kartofle na frytki z keczupem. Tak jest po prostu.
Dom to wspomnienia, to ciepło, to pamięć o wspólnych posiłkach przy jednym stole, nawet jeśli czasem są to frytki. To chociaż pół godziny dziennie razem, bez smartfonów, bez wiadomości w TV. Pół godziny wystarczy, by zmiksować owoce na koktajl, by odgrzać ugotowaną w weekend zupę, by upiec kurczaka. Cholera da się!

Co jeszcze? Szkoła! To tam nasze dzieciaki spędzają nawet 8 godzin dziennie. To tutaj wychowują ich po części  nauczyciele, to tu tworzą się pierwsze relacje, tutaj toczą się dyskusje na wszelkie tematy. To w szkole możemy dzieciaki i rodziców edukować i pokazywać, że zdrowe jedzenie to po prostu jedzenie normalne, proste, nasze, polskie.
Fundacja Grzegorza Łapanowskiego Szkoła na Widelcu 1 września ruszyła z bezpłatnym programem edukacyjnym #dobrzejemy, dedykowanym uczniom klas I-III szkół podstawowych. Szkoły, które zgłoszą się do programu do jutra, to jest do 15 września, otrzymają bezpłatnie komplet materiałów edukacyjnych dla nauczycieli, m.in scenariusze zajęć i płyty z filmami. Później materiały będzie można ze strony pobrać i wydrukować samodzielnie.
Więcej o projekcie przeczytasz klikając w ten link –> KLIK

Program Dobrzejemy ze Szkola na Widelcu_grafika

Zachęcam cię byś przedstawiła idęę Szkoły na Widelcu dyrekcji w placówce Twojego dziacka. Edukacja kulinarna ma ogromną moc!
Wczoraj zaniosłam program do naszej szkoły. Szkoły, w której w ciągu ostatniego tygodnia widziałam już kilkanaście maluchów ze sporą nadwagą…
W plecakach królują „pleje” i „waterrry”, albo inne „wody” truskawkowe, no bo gdzież to tak samą wodę pić! Szeleszczą paczki z chipsami i rogalikami z półroczną datą przydatności do spożycia. Wciąż wierzę, że można to zmienić.

1 2 3 5 6 7 8

Przypominam ci post o niejadkach. Kilka rad ode mnie – mamy niejadka + przepis na magiczną pomidorową, którą moje dzieci wsuwają co tydzień.

Ratunku moje dziecko nie chce jeść!

6-9

Spróbuj też zrobić pyszną zupę warzywną z kurczakiem. Banalnie prosta.

Zupa z kurczakiem – przysmak moich dzieci.

9

Pamiętaj o mojej zakładce JEDZENIE na blogu. Znajdziesz tam dużo naszych domowych przepisów. Ah i zrób koniecznie te owsiane ciastka. Są najlepsze jako przekąska do szkoły!

Zdrowe ciastka do szkoły.

3-5

Dasz radę Matko! 🙂

*powyższy post nie jest postem sponsorowanym. Powstał, bo całym sercem zależy mi, by idea dobrego jedzenia dla dzieci i całych rodzin, wspólnego siadania do stołu, dotarła do jak największej liczby osób. Proszę wyślij go dalej, udostępnij na Facebook’u. Razem możemy więcej <3

Może Ci się również podobać

6 Komentarze

  • Odpowiedz kasia Wrzesień 15, 2017 at 6:36 am

    hej! popieram w 1000000%%% 🙂 Cały czas kładę mojej Małej 3,5 letniej do głowy jak ważne jest mądre odżywiania i ruch! Uwielbia ze mną stać w kuchni na swoim małym różowym stołeczku, który tacha ze swojego pokoju:) Wszystkiego chce próbować, kroić, blendować. dzielnie pomaga w robieniu zdjęć. Oczywiście czasami mam gorsze chwile, np.: chcę po prostu czasem postać w kuchni sama i poczarować, albo zwyczajnie zamawiam jedzenie na wynos. Ale te chwile, kiedy robimy coś razem, wąchamy, próbujemy, patrzymy jak rośnie w piekarniku… I to naprawdę procentuje 🙂 Tak dla Niej, jak i dla mnie. A wpis o „grubych dzieciach” był bardzo bardzo dla mnie ważny, poruszający i odważny! Dzięki Basiu!

  • Odpowiedz kornik Wrzesień 15, 2017 at 8:30 am

    Super, super, super. Spadasz mi z nieba Basiu. Prowadze w jednej z zagraniczny szkol polskich program profilaktyczny. Do szkoly uczeszcza ponad 1000 dzieci – wiele otylych. Bedziemy edukowac, wykorzystamy filmiki, scenariusze i karty pracy. Bomba. Dzieki

  • Odpowiedz Ola Wrzesień 16, 2017 at 3:08 pm

    Uważam,że takich tekstów jak Twój potrzeba o wiele więcej. Z tego co obserwuję na palcach zabaw to jestem przerażona. Jestem mamą 3,5 latki. Jednocześnie uważam, że powodem jest brak świadodomości rodziców i z drugiej strony brak chęci poczytania, zainteresowania się co jest dobre, a co nie. Trzeba poświęcić trochę czasu. Oboje z mężem pracujemy na etacie i też nie mam wiele czasu na eksperymenty w kuchni. Czasami mam wyrzuty sumienia,ale itak odżywiamy sie zdrowo. Nie jemy gotowych dań , a naszym daniem awaryjnym jest makaron pełnoziarnisty z oliwą i czosnkiem. Córka je to razem z nami. Czasami też robię eksperyment i gotuję coś nowego co nie jestem pewna czy zje, ale inaczej nie poznawałaby nowych smaków. Uwielbia dopaść się do pojemnika z przyprawami i próbować wszystko. Uważam, że ważny jest przykład rodzica i rozmowy o tym co zdrowe nawet z tak małym dzieckiem. W naszym przypadku to procentuje. Rozbroiła mnie ostatnio sytuacja na placu zabaw jak (na moje oko) 4 latek mówił drugiemu, który jadł watę cukrową, że przecież to niezdrowe, bo to sam cukier. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieci i ich edukację odnośnie żywienia traktuję jako moj obowiązek. Popieram Cię w 100% i uważam Twój tekst za słuszny ☺

  • Odpowiedz Zuzanna Wrzesień 17, 2017 at 6:16 pm

    Nareszcie ktoś o tym mówi! Świetny post.

  • Napisz odpowiedź