PODRÓŻE POLSKA

WEEKEND W KRAKOWIE W RYTMIE SLOW

Czerwiec 20, 2016
12

„Hallo? Kochanie! W sobotę rano mogę być albo o 10 w Krakowie, albo o 20 w Warszawie – co wybierasz? Wybierz opcję numer jeden, spakuj chłopaków w auto i spędźmy ten weekend w Krakowie”. No cóż mówisz i masz. Spontaniczne wyjazdy to coś, co tygryski lubią najbardziej. Nie przerażają mnie. Nie panikuję. Strategię pakowania i organizacji podróży opanowałam do perfekcji. Życie z mężem w rozjazdach zweryfikowało ten stan.

W sobotni poranek budzik zadzwonił o chorej godzinie. Zaparzyłam kawę, otworzyłam taras na ościerz i pozwoliłam tym szalonym ptakom na koncert. Musisz wiedzieć, że przed 5 rano drą się wniebogłosy. Chłopcy spali, a ja odhaczałam zadania z listy. Dolać olej i płyn do spryskiwaczy do auta. Zapakować niewielką torbę z ubraniami. Jest naprawdę niewielka odkąd Kasia z Simplicite opowiedziała mi o tym, co pakuje na swój weekend poza domem. Podjęłam wyzwanie i przyznaję jej rację. Podróżowanie stało się lekkie i przyjemne.  Chłopcy mają swoje małe plecaki. Mogą zabrać tylko tyle rzeczy ile się w nich zmieści. Zabawki zazwyczaj znjadują na miejscu.

Auto ogarnięte, ubrania i kosmetyki spakowane. Aparat, ładowarki i przekąski dla maluchów na drogę. Chłopcy w fotelikach, „Kraków” wpisany w nawigację. Ruszamy w prawie 400 kilometrową podróż na spotkanie z tatą. To będzie krótki weekend, ale Kraków rozkochał mnie w sobie na tyle mocno, by z dwójką dzieci spędzić 5 godzin za kółkiem bez słowa narzekania. Spotykamy się z tatą, zostawiamy samochód i rozpoczynamy weekend w rytmie slow. Slow w najlepszym wydaniu. Spacerowaliśmy bocznymi uliczkami Starego Miasta, a ja nie mogłam odmówić sobie wchodzenia do kamieniczek. Coś, co dla mieszkańców jest normalką, dla mnie jest czymś fascynującym. Stare, drewniane schody, przedwojenne domofony, kolorowa terakota, freski (!) na sufitach, maleńkie witraże w oknach na klatce schodowej, kręte schody na podwórku prowadzące do kolejnych, maleńkich mieszkanek – to wszystko, to tylko część wystroju krakowskich kamienic. Dla mnie zjawiskowego. Nie bez przyczyny to miasto przyciąga takie tłumy turystów.

1 2 3 18 19 20

Dochodząc do Rynku Głównego, zgodnie stwierdzamy, że czas na obiad. Postanowiliśmy zjeść w jakiejść knajpce na uboczu, z niewielką ilością turystów i koniecznie z polską kuchnią. Gdy Tomek po tygodniu wraca z Norwegii, marzy o polskich zupach i obiadach jak u mamy. Znaleźliśmy takie miejsce! Na ulicy Straszewskiego, niedaleko Rynku są Smakołyki, a w swoim menu mają mają najlepsze dania polskiej kuchni. Od mielonych po najlepsze pierogi. Wystrój to coś pomiędzy barem mlecznym, a bistro. Ogromne okno robi wrażenie. Wiadomo – duże okna zawsze spoko. Tomek wybrał gulasz mięsny z kaszą gryczaną iogórkiem kiszonym za 16 złotych, do tego jasne, czeskie piwo. Ja zajadałam się za prawdziwymi plackami zeimniaczanymi ze śmietaną, jak u babci. Złotych 9. Nasze dzieci jak zwykle wybrały połączenie kuchni fusion z molekularną czyli frytki z keczupem.
Smacznie, domowo, spokojnie i tanio. Polecamy.

4 27 28 29 30

Z pełnymi brzuchami wyruszyliśmy w kierunku największej atrakcji miasta według naszych dzieci, czyli smoka wawelskiego. Chociaż nie  – największą atrakcją były radiowozy policyjne i śmieciarki. Jak to w Krakowie. I sklep Lego przy Barbakanie, z zaporowymi cenami – swoją drogą wiedzieli gdzie go umieścić.

21 23 24 37

Dzieci czekały na ogień smoka wawelskiego, słuchały opowieści taty o Szewczyku Dratewce, a ja, jak to mam w zwyczaju gapiłam się na ludzi. Jak tu się nie gapić na chłopaka, który przebrany za sarnę gra na prowizorycznej perkusji melodię Zenka Martyniuka.

8 9 32

Chillout pod drzewem z książką i różowym rowerem. Zdjęcie idealnie oddające chwilę. Słońce tuż nad horyzontem, mleczne światło, zapac lata, Wisła, lody cieknące po paluszkach maluchów, karabinyz patyków i bańki mydlane za 1,50.

6 7 10 26 31

Dobrą kawę piliśmy w Kawiarni Bankowej przy Rynku Głównym, z pięknym widokiem. Dzieci dostały kolejną porcję truskawkowych lodów, by rodzice mogli cieszyć się chwilą 🙂 Michaś robił zdjęcia. Całkiem niezłe z resztą.
Niedziela. Godzina 12:00. Idealne popołudnie. Zupełnie niepodziewane.

11 12 13 14 15 16 17

Kiedy zapytasz mnie czy warto jechać 5 godzin, by przez 1,5 dnia łazić po mieście, odpowiem, że warto. Bo najtrudniej zacząć. Jak ze wszystkim. Podjąć decyzję. Otworzyć się na doświadczenia. Obudzić w sobie ciekawość świata. Pokonać zmęczenie, bo jego tydzień nie było w domu. Cieszyć się na to, co nadchodzi. I jechać. Przed siebie. Bez listy zabytków do zwiedzania. Napić się dobrej kawy. Nie przywieźć sobie żadnej pamiątki. Być obywatelem świata. W rytmie slow 🙂
Tomek tak bardzo wczuł się w rytm slow, że podczas drogi powrotnej, na nawigacji uruchomił tryb „wieź mnie przez wieś”. W związku z tym zamiast zapewne zakorkowanej krajówki, drogę do Warszawy przebyliśmy przejeżdżająć przez zapomniane wioski i wioseczki o wdzięcznie brzmiących nazwach. Slow life pełną gębą. Na drogę kupiliśmy sobie pyszne burgery od MOA Burger (też są przy Rynku). Za dwa burgery zapłaciliśmy 36 zł. Były pyszne!

34 35
Z tą samą jedną torbą i walizką Tomka wróciliśmy do domu. Pamiątek brak. Mamy za to przepiękne zdjęcia i jeszcze piękniejsze wspomnienia. Apetyt na więcej też mamy!

5 22

A wiecie, że w Krakowie pierwszy raz spotkałam się z Tekstualną Moniką i zapałałam do niej miłością. Tak jak nasze dzieci. To właśnie tam Inulka i Marcinek, raczkujące berbecie, zaliczyli swoją pierwszą randkę 🙂

Chcesz poczytać inne posty z moich dotychczasowych wycieczek do Kakowa?
Moja miłość Kraków, część I
Kraków z Moniką, część II
Weekend w obiektywie – Kraków
Potrzebuję wolnego – film z Krakowa!

A Ty gdzie lubisz spędzać wolne weekendy? Czy Kraków urzekł Cię tak samo jak mnie? Masz tam swoje ulubione miejsca?

Uściski
Basia

Może Ci się również podobać

24 Komentarze

  • Odpowiedz Sisters92 Czerwiec 20, 2016 at 6:33 pm

    W Krakowie byłyśmy we wrześniu zeszłego roku i sobie zrobiłyśmy taką gonitwę od Kopca Kościuszki, do rynku, na Wawel. Następnym razem na listę miejsc do zobaczenia wpisujemy zdecydowanie mniej zabytków. Z chęcią ponownie byśmy poczuły klimat tego miasta <3

  • Odpowiedz Sławka Czerwiec 20, 2016 at 7:20 pm

    Zazdrość! 🙂
    małe rendez-vous w Krakowie w tym miesiącu zaliczone, niemniej jednak tego miejsca i klimatu nigdy dość! 🙂

  • Odpowiedz Joanna Czerwiec 20, 2016 at 7:50 pm

    To miasto kocham najbardziej latem, zimą ta miłość boli, ale absolutnie od 12 lat nie potrafię się stąd wyprowadzić…taka karma chyba 🙂 Cudowne zdjęcia i ten tekst totalnie oddają weekendowy czar Krakowa 🙂 Lubię to odkrywać cały czas na nowo kiedy przyjeżdżają goście.
    Wpadajcie częściej koniecznie! I następnym razem na Kazimierz i kładką na Podgórze obowiązkowo marsz! Tam są najpyszniejsze lody śmietankowe świata 😉

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 20, 2016 at 8:09 pm

      Byliśmy kiedyś na tych lodach 🙂

  • Odpowiedz Ewa Czerwiec 20, 2016 at 8:01 pm

    Ja lubię wypady do Jasła. Tam moi rodzice mieszkają, tam jest mój drugi dom. Między moim miastem na Śląsku a Jasłem na Podkarpaciu jest 320 km ale zawsze planuję podróż z ogromną radością.

  • Odpowiedz Sylwia Czerwiec 20, 2016 at 10:04 pm

    Mój kochany Kraków. Smakołyki mają średnie jedzenie, następnym razem polecam Papryczki i Cyklop, obydwa miejsca na Mikołajskiej 😉
    ps. Piękne zdjęcia!

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 21, 2016 at 8:05 am

      dzięki za polecenie kolejnego miejsca 🙂

  • Odpowiedz Kasia Czerwiec 21, 2016 at 7:40 am

    Przeprowadzamy się do Krakowa w sierpniu, także tekst bardzo miły…

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 21, 2016 at 8:04 am

      Niech Was Krakó cudnie przyjmie 🙂

      • Odpowiedz Kasia Czerwiec 30, 2016 at 8:03 am

        Basiu, jak udaje się Tobie jeździć samej jako kierowcy z dwójką dzieci takie długie trasy?
        Moje dzieci (3 lata i 10 miesięcy), jak jedziemy za dłuższą trasę. to już po półgodzinie lub godzinie się niecierpliwią. Muszę przesiadać się na tył auta. Dobrze, że jest drugi kierowca w rodzinie.
        Podziwiam Ciebie…

  • Odpowiedz Katinka Czerwiec 21, 2016 at 7:52 am

    Masz rację! Z nadchodzącej wypłaty odkładam troszkę PLNów i organizują małą wyprawę nad morze! Pakuję koc, herbatę w termosie na drogę, czerwone od letniego słońca pomidory i ogórki małosolne jako przekąski na trasie – JEDZIEMY! W końcu z Poznania nad morze nie jest tak daleko! 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 21, 2016 at 8:04 am

      brzmi świetnie! 🙂

  • Odpowiedz Mika Czerwiec 21, 2016 at 12:27 pm

    Basiu
    Czy możesz zdradzić gdzie nocujecie? Macie jakieś sprawdzone miejsce? W najbliższym czasie też planujemy rodzinny wypad do Krakowa. Już się cieszę…

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 21, 2016 at 12:29 pm

      Nocowalismy u przyjaciół 🙂

  • Odpowiedz Paulina Czerwiec 21, 2016 at 2:45 pm

    Cudowny weekend! Piękni Wy, piękne zdjęcia 🙂

  • Odpowiedz Marta Czerwiec 21, 2016 at 7:29 pm

    Krakow budzi we mnie sprzeczne uczucia. Chcialabym go poznac w dzien powszedni poza sezonem. Bez dzieci… Sa jeszcze za male na takie slow weekendy. We wrzesniu przejazdem z Zakopanego wysiedliśmy przywitać sie ze smokiem-nieciekawe wspomnienia. W niedziele wybralismy sie do Gdanska, bo urlopujemy nad morzem-niestety podobnie… Dlatego imponuja mi Wasze wyprawy:)

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 21, 2016 at 7:47 pm

      My po prostu wrzucamy na chill. Jak chcemy być częścią tłumu to jesteśmy, jak mamy dosyć to zmykamy w boczną uliczkę. Nie wkręcamy się też w bycie w mieście przez cały dzień i jak Maluchy mają dosyć to się po prostu zwijamy 🙂

  • Odpowiedz Sylvia Wrzesień 26, 2016 at 9:37 am

    Też kocham Kraków ale jest tak daleko, pociągiem do od 10 do 12 godzin…

  • Odpowiedz viola Styczeń 15, 2017 at 11:55 pm

    Adam Ziemianin „Barcelona” (ten wiersz na murze) Mam szczęście żyć i mieszkać w Krakowie 🙂 tu naprawdę chodzi się z księżycem w butonierce, nie wierzycie? Mało tego, tu nocą kwitnie drugie życie, nieistniejące za dnia. Spacerujemy latem plantami, do późnego wieczora, mamy stałe miejsca – tu lody, tu westchnienie, tam widok, a to o! nasz platan! A kawałek za miastem klasztor tyniecki. To dopiero uczta, starodrzew mruczy swoje legendy, Wisła się wije leniwie, na widokręgu lasy i domy i zachodzące słońce! Matko – prawdziwa magia, aż radość ściska w sercu! Zapraszam do Krakowa 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Styczeń 19, 2017 at 10:55 am

      piękny komentarz – dziękuję 🙂

  • Odpowiedz Ola Czerwiec 15, 2017 at 1:29 pm

    Basiu, czym te piękne zdjęcia zostały zrobione? 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Czerwiec 15, 2017 at 2:38 pm

      10 letnia lustrzanka Canona. obiektyw 50 mm

  • Odpowiedz KrzyWo Czerwiec 16, 2017 at 10:17 am

    Bardzo lubię Kraków. Częste wizyty w tym mieście (służbowe i nie tylko) pozwoliły mi poczuć jego wspaniały klimat 🙂 Nie mogę się doczekać kiedy tam pojadę 🙂 Śmieszne, bo Kraków kojarzy mi się jeszcze z moim pierwszym i najlepszym kebabem jaki jadłam w życiu (wycieczka na początku liceum).

  • Odpowiedz polianna Wrzesień 25, 2017 at 12:00 pm

    Bardzo fajne zdjęcia Krakowa, Uwielbiam też tak spacerować po rynku. Chłopakom najbardziej smakowały lody I frytki – czyli wycieczka udana 🙂

  • Napisz odpowiedź