RODZINA

WEEKEND W MOIM OBIEKTYWIE

Kwiecień 12, 2018

Karaiby to był jakiś sen. O fakcie, że spędziłam tam pięć miesięcy przypomina mi opalenizna, jasne włosy moich dzieci i zdjęcia, na które co chwilę wpadam. Ale nie zatrzymuję się nad nimi. Nie mam kiedy! Wsiąkłam w tę Polskę od pierwszej chwili. Ależ tęskniłam. Nie wiedziałam nawet jak bardzo.
Zawsze myślałam, ba! byłam pewna, że lepiej mi będzie gdzieś za granicą, że gdzieś tam czeka lepszy, bardziej kolorowy świat.
Widocznie musiałam wyjechać daleko i na długo, by móc przekonać się, że ten kolorowy świat tworzę sama tu, na miejscu.
I nigdy dotąd nie było mi w nim tak dobrze jak teraz.
Na wywoływanie zdjęć z Gwadelupy, na zmontowanie filmu, który będziemy mogli pokazać rodzinie – jeszcze przyjdzie czas.
Bo teraz jest dom. Są znajomi, przyjaciele. Są dzieciaki sąsiadów, które całą gromadą biegają po podwórku i robią wojnę pistoletami na wodę (tak u nas Dyngus się nieco przeciągnął). Jest wiosna, która eksploduje w każdej minucie dnia. I pierwsze grille, i spacery po Warszawie, i znoszone do domu kwitnące gałązki, i koledzy ze szkoły, i nowe przedszkole, i energii moc i ta wdzięczność, że jesteśmy tutaj i nigdzie indziej.
W naszym domu.

Weekend w moim obiektywie.
Intensywny towarzysko. Spragnieni przyjaciół i znajomych, wychodzimy z domu bez zastanowienia, byle się zobaczyć, byle się wyściskać, byle powiedzieć do ich dzieci jak bardzo wyrosły.
Był czas dla moich dziewczyn oczywiście – Joki i Moniki, które wpadły do mojego domu i zaczęły szczebiotać, jak byśmy widziały się ostatni raz wczoraj, a nie pół roku temu. Od razu weszłyśmy w tryb żenujących żartów i sucharów, z których nikt oprócz nas się nie śmieje, a Tomek co chwilę unosi do góry brwi. Czekałam na nie z utęsknieniem. Czekałam z moim ostatnio ulubionym makaronem i owocami pod kruszonką, bo wyglądały, jakby za miało miały w życiu węglowodanów, gdy mnie nie było.
W piątek było piżamowo i domowe, a w sobotę elegancko, po warszawsku. W pięknym miejscu, które Ci polecam: Wars i Sawa w Nowym, na Madalińskiego w Warszawie. Piękne, klimatyczne miejsce, w którym możesz zjeść dobre ciacho, wypić kawę (jeśli masz swój kubek – za piątaka!), w którym dzieciaki mogą pojeździć na rowerach i hulajnogach, w którym możesz wziąć książkę lub zostawić swoją, by poszła dalej w świat. Bardzo, bardzo mi się tam podobało.

Dużo jadłyśmy, mało piłyśmy, godzinami się śmiałyśmy. Ale tutaj nie ma większego zaskoczenia. Te dziewczyny to mój skarb. Dobrze do nich wracać.

W sobotę znowu wróciliśmy do Warsa i Sawy w Nowym, by spotkać się z tymi pięknymi dziewczynami – Justyną i Moniką.
Dzieciaki biegały z buziami umorusanymi od serników, słońce grzało aż miło, a prosecco było idealnie schłodzone. Wiosenna sobota idealna. W ogóle jaka Gwadelupa? Jakie plaże ja się pytam? Skoro nigdzie wiosna nie smakuje i nie pachnie tak jak w Polsce!


Na zakończenie, na deser – nasza wieś. A jak wieś to najlepsi pod słońcem sąsiedzi. I grill! Pierwszy w tym sezonie. O mamo jak ta kiełbasa z grilla smakuje po 5 miesiącach poza domem! Raj 🙂
To na zdjęciu to kiszka ziemniaczana. Ani to się ładnie nie nazywa, ani ładnie nie wygląda, ale jak to smakuje! Zrobione w domu u taty mojego sąsiada. Tyle wygrać!

I po weekendzie. Wracamy do naszego rytmu, do porannych śniadań, budzenia dzieci do szkoły i przedszkola, prób skompletowania dwóch takich samych skarpetek, do wspólnej kawy i pachnącego wiatrem prania.
Ale o tym już innym razem 🙂

Może Ci się również podobać

11 komentarzy

  • Odpowiedz Marta Kwiecień 12, 2018 at 9:21 am

    Byłam tak kiedyś i też bardzo mi się podobało. Ale nie wiedziałam, że mają też taki fajny ogród 🙂

  • Odpowiedz Ela - themomentsbyela.pl Kwiecień 12, 2018 at 9:49 am

    Fajny ten twój weekend, ale tak naprawdę liczą się ludzie. Cudownie mieć takie przyjaciółki.

  • Odpowiedz Justyna Kwiecień 12, 2018 at 1:08 pm

    belgian fries! jak smakuja i z czym ten ktos je je?
    zdecydowanie Polska lepiej do Ciebie pasuje :)))

    • Odpowiedz Basia Szmydt Kwiecień 24, 2018 at 5:36 pm

      te fryty są z Okienka na Chmielnej w Warszawie, były spoko, ale ciut za słone jak dla mnie. Sosy to ostre mango i cytrynowy majonez 🙂

  • Odpowiedz Annuszka Kwiecień 12, 2018 at 8:29 pm

    Fantastyczny czas, dobrze do Ciebie móc wpaść, poczytać… 🙂

  • Odpowiedz Bea Kwiecień 13, 2018 at 8:12 am

    Piękna przyjaźń 🙂
    A w ogóle to nie spodziewałam się, że będąc na Karaibach można takim stęsknionym wrócić do Polski 😉

    • Odpowiedz Basia Szmydt Kwiecień 13, 2018 at 11:56 am

      ja też nie 😀

  • Odpowiedz Paulina Górska | simplistic.pl Kwiecień 13, 2018 at 8:36 am

    Ten post jest tak pozytywny, że aż trudno się nie uśmiechnąć pod nosem podczas czytania. 🙂

    I bardzo podoba mi się to, jak pokazujesz radość z wykonywania takich prostych, codziennych czynności lub spotkania ze znajomymi, to naprawdę motywuje do tego, żeby spojrzeć na swoje życie z nieco innej perspektywy i zwrócić uwagę na to, że mamy tak wiele. 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Kwiecień 24, 2018 at 5:37 pm

      Taką mam misję <3

  • Odpowiedz Karolina Kwiecień 13, 2018 at 3:24 pm

    Basiu, a opowiesz coś więcej o pójściu starszaka do 1 klasy po takim wyjeździe? Czy dużo zachodu z tym jest i czy nie ma problemu z klimatyzacją w grupie? Świetny weekend, bo i ludzie cudowni 🙂 Patrząc na te karaibskie klimaty aż dziw, że można tak tęsknić za Polską 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Kwiecień 13, 2018 at 5:51 pm

      Opowiem, niedługo napiszę o tym tekst 😉

    Napisz odpowiedź