Wyróżnione

WIELKI ŚWIAT MAŁEGO CZŁOWIEKA – czyli jak czuje, słyszy, widzi i doświadcza dziecko.

Październik 25, 2016
2

Doskonale pamiętam pierwsze dni swojego macierzyństwa. Byłam taka przestraszona i szczęśliwa jednocześnie, że ta mała istotka już jest koło mnie. że oto właśnie zaczyna się największa przygoda mojego życia. Pamiętam dobrze wszystkie cudowne chwile, kiedy moje maleństwo leżało sobie spokojnie i bezpiecznie, a ja czułam się tak bardzo pewnie jako mama. Pamiętam też momenty, które dziś wyglądałyby zupełnie inaczej. Bo jestem mądrzejsza, bardziej doświadczona i pewniejsza siebie. Wtedy nie wiedziałam wiele. Działałam instynktownie, albo według rad wszystkich najmądrzejszych cioć, babć, teściowych i mam. Każda oczywiście miała inną dla mnie wskazówkę, a ja gubiłam się w ich ogromie, zamiast po prostu posłuchać siebie i swojego dziecka. Nie wszystko zrobiłam dobrze. To przecież oczywiste. Nie ma ludzi idealnych, a zwłaszcza rodziców 🙂 Myślę, że to wspaniałe w końcu sobie to uświadomić. Myślę też, że gdybym miała możliwość uczestniczyć w warsztatach takich jak te, na których byłam kilka tygodni temu – moje ostatnie 7 lat macierzyństwa byłoby dużo spokojniejsze, a ja nie byłabym niekończącym się, chodzącym wyrzutem sumienia.

10

Dlatego jeśli jesteś mamą, albo dopiero nią zostaniesz, proszę posłuchaj mojej rady i przy najbliższej okazji weź udział w warsztatach z multisensorycznego rozwoju dzieci So Much More, organizowanych przez markę JOHNSON’S ®
Opowiem ci czego nauczyli mnie 4 niezależni eksperci podczas tych kilku godzin warsztatowych. Opowiem ci jak w ciągu jednego popołudnia pozbyłam się tony kompleksów, uwierzyłam w siebie – mamę i złapałam cały ogrom motywacji. I choć na początku wydawało mi się, że te warsztaty nie sa dla mnie, bo przecież mam już duże dzieci, bo nie cofnę czasu, nie naprawię błędów, to w ostatecznym rozrachunku przekonałam się o tym, że po pierwsze będąc mamą zawsze mam na to czas, szansę i możliwość, a po drugie, że patrząc wstecz byłam i jestem naprawdę fajnym rodzicem i ogrom rzeczy, o których opowiadali eksperci, ja już dawno wprowadziłam w życie swoje i swoich dzieci.

johnsons-so-much-more-fotograf-maciej-bakalarz_dsc8548 johnsons-so-much-more-fotograf-maciej-bakalarz_dsc8626

#1 Agnieszka Machnio ekspert marki Johnson’s, położna z wieloletnim doświadczeniem

Agnieszka poprowadziła wykład o pielęgnacji skóry malucha. Opowiedziała o składzie kosmetyków i o działaniu poszczególnych substancji na skórę malucha. Skórę, która różni się od skóry dorosłych, i która rozwija się i adaptuje do nowych warunków nawet rok po urodzeniu dziecka. Co to oznacza dla nas rodziców? By dać dziecięcej skórze święty spokój 🙂 By użyć minimalnej ilości kosmetyków, bo to wystarczy by zapewnić jej odpowiednie nawilżenie. Słuchałam Agnieszki z przyjemnością, bo myślę podobnie. Na półce moich dzieci w łazience znajdują się dwa kosmetyki : oliwka i płyn do kąpieli, który służy również jako szampon. Uwierz – starczają nam na długo. Bo umiar w pielęgnacji skóry malucha to priorytet. Bo trzeba pozwolić tej skórze na naturalne mechanizmy obronne, adaptacyjne, na regenerację i na rozwój w odpowiednim dla wieku tempie.

Pamiętam, że używałam tylko kilku kropli oliwki na mokre ciało mojego dziecka. To w zupełności wystarczyło. Używam jej w ten sam sposób do dziś. Do tego płyn do kąpieli, którym myję również ich włosy. Płyn, który ma przyjemny zapach i kojarzy im się z wieczornym rytuałem.
Moje dzieci nigdy nie miały żadnych problemów ze skórą. Może dlatego, że „dzień brudaska” nie paraliżuje mnie tak bardzo, a do ich pielęgnacji używam odpowiedniej dla nich ilości komsetyków, czyli niewiele 🙂

9

#2 Marta Siembab – pierwsza w Polsce senselierka

Cóż za genialny zawód – pani od zapachów! 🙂

johnsons-so-much-more-fotograf-maciej-bakalarz_dsc8588

To był bardzo zmysłowy panel warsztatowy. Zadaniem moim było opisanie słowami zapachu, który dostałam od Marty na papierku. I choć opisanie go słowami przyszło mi z łatwością, to odgadnięcie czym konkretnie pachnie papierek już nie bardzo. Być może dlatego, że jestem wybitnym wzrokowcem, może dlatego, że dziś jako dorosła mam tych bodźców za dużo. Było to jednak bardzo ciekawe doświadczenie. Na przykład – choć nie rozpoznałam zapachu waniliny, to opisałam ją jako ciepły, słodki, kojący. Tak samo kardamon. Nie potrafiłam sobie przypomnieć co tak pachnie, ale wiedziałam, że to zapach otulający, zmysłowy i pikantny.
Zapachy są nieodłączną częścią naszego życia. Jesień kojarzy nam się z zapachem cynamonu, goździków, wilgotnej ziemi, a lato zapachem skoszonej trawy, rozgrzanego asfaltu i morza. Kiedy rodzi się dziecko pierwszym zapachem, który czuje jest zapach skóry mamy i jej mleka. To jest dla niego synonim bezpieczeństwa, ten zapach zawsze ukoi jego płacz. Nawet gdy maleństwo nie widzi jeszcze dobrze, wystarczy mu zapach mamy i dźwięk jej głosu.
Na wykładzie Marty zdobyłam cenną informację, którą wykorzystałam w naszym codziennym życiu. Otóż przed zaśnięciem spryskuję pokój chłopaków i naszą sypialnię roztworem wody i olejku lawendowego. Pomaga zasnąć – serio, serio! Zapachy mają moc 🙂

Pamiętam jak po narodzinach Marcina nie pozwoliłam go sobie zabrać przez godzinę. Leżał sobie na mnie całkiem bezbronny, wtulił się we mnie gdzieś między obojczykiem, a szyją i zasnął oddychając zapachem mojej skóry. Dziś Marcin, choć ma już 4 lata non stop powtarza ten zabieg i wtula się w to samo miejsce. Czy wiesz, że głównie dlatego zrezygnowałam po porodzie z używania perfum i mega pachnących balsamów? Starałam się używać tylko tych kosmetyków, które używa moje dziecko 🙂
Michał za to, mój rezolutny 7 latek od pierwszego dnia swojego życia ma swój ulubiony kocyk. Według niego nie ma takiego drugiego na świecie. Ten jest odpowiednio wymiętolony, jest jedyny taki w dotyku i oczywiście ma swój tylko charakterystyczny zapach. Rozumiesz chyba, że jego upranie raz na jakiś czas to dla mojego dziecka mała tragedia?
Oprócz wspomnianej lawendy w naszym domu mamy swój kod zapachów, które tylko z tym domem moim dzieciom się kojarzą. To zapach zupy pomidorowej (zazwyczaj!), kiedy wracają ze szkoły i przedszkola, albo zapach popcornu w piatkowy wieczór. To zapach płynu do kąpieli i wywietrzonej na wietrze pościeli.

3

#3 Julita Wojciechowska psycholog dziecięca

Opowiedziała o tym, że ogromną rolę w doświadczaniu świata wszystkimi zmysłami przez dziecko, odgrywają rodzice. To poważna i odpowiedzialna rola, ale też szansa na świetną zabawę. Wszystko, co dziecko czuje, słyszy, widzi i doświadcza całym swoim ciałem  w kontakcie z drugim człowiekiem, determinuje to jaką będzie osobą.

Mnie od razu nasuwa się przykład talerza pełnego ciepłej zupy. Ten już na zawsze będzie mi się kojarzył z moją babcią, mamą i rodzinnym domem. Ta zupa czekała na mnie zawsze po szkole i kiedy otwierałam drzwi do domu uderzał mnie właśnie jej zapach i ta myśl, że teraz już jest bezpiecznie, swojsko, że mogę się zrelaksować. To skojarzenie sprawia, że kiedy wiem, że mają mnie odwiedzić przyjaciele nastawiam zupę. Niech pachnie na cały dom, a potem rozgrzeje brzuchy. Niech kojarzy z ciepłem domowego ogniska.

5 6

#4 Paweł Zawitkowski – fizjoterapeuta

Paweł to moja osobista gwiazda tych warsztatów, ale o tym za chwilę.

johnsons-so-much-more-fotograf-maciej-bakalarzdsc_9210
johnsons-so-much-more-fotograf-maciej-bakalarz_dsc8558

Opowiedział o potędze kąpieli. O tym jak niewiele trzeba, by kąpiel z przykrego obowiązku stała się przyjemnym i relaksującym obie strony rytuałem. To kąpiel właśnie pozwala na to, by stymulować wszystkie zmysły malucha. Przytłumione światło, dźwięk wody, kojący głos mamy lub taty, ciepło wody, zapach płynu i wieczorne karmienie – i dzieje się magia. Oh gdybym tylko trafiła na warsztat Pawła 7 lat temu. Jak wielu kolek u mojego dziecka bym uniknęła, jak wiele nerwów. Wiedziałabym, żeby nie wkładać mojego synka do wody pleckami, że należy najpierw zanurzyć mu jedną stópkę, potem drugą, a dopiero później ułożyć go bokiem w ciepłej wodzie. Wtedy czułby się bezpiecznie, nie darłby się wniebogłosy, a ja nie ocierałabym kropli potu z czoła.
Paweł Zawitkowski to zaklinacz niemowląt. Byłam tego świadkiem! 🙂 nie wiem jak, ale potrafi wziąć na ręce każde maleństwo, przytulić, sprawić, że się nie rozpłacze mimo, że przecież jest panem z brodą, który w dodatku nie pachnie jak mama!
Ten wykład był dla mnie szczególny i bardzo wzruszający. Bo przekonałam się, że nawet jeśli zdążyłam popełnić już setki błędów, nawet jeśli moje dziecko jest potwornym niejadkiem, jest super wrażliwe, emocjonalne, to ja w każdej chwili mogę to naprawić.

1 7

Pierwsze kąpiele mojego starszego syna to zapalone światło, sztab ludzi z aparatami stojącymi nad wanienką, by uwiecznić ten moment i my, młodzi rodzice zdziwieni, że on nie lubi kąpieli. Polubił, ale kilka ładnych lat później 🙂
Kąpiel drugiego syna, ta w szpitalu – szybki „prysznic” wykonany przez pielęgniarkę, pod kranem. Masakra. Całe szczęście, że ten oddział był wyedukowany choć połowicznie w kwestii opieki nad noworodkami. Dzięki temu po tym ekspresowym minutowym prysznicu musieliśmy z Marcinem odbyć obowiązkowe „kangurowanie”. Mama na golasa, dziecko na golasa, relaksująca muzyczka i godzinne przytulasy.
Pamiętam, że odkryłam doskonały patent, który złagodził traumę kąpielową u chłopców. Otóż na maleńkie ciałko w kąpieli kładłam rozłożoną, założoną w wodzie pieluszkę tetrową. Pomogło! 🙂 

Więź między mamą, tatą i dzieckiem uratuje każdą sytuację. Więź buduję się za pomocą zmysłów, wszystkich zmysłów.
To przytulanie, głaskanie i szeptanie o tym, że to małe jest największym cudem świata.
To zapach jabłek pod kruszonką, chłód śniegu, z którego wspólnie budujemy bałwana.
To ulubiona kołysanka śpiewana przez mamę, mimo, że ta przecież podobno ma najgorszy głos na świecie.
To tata, który udaje, że potrafi mówić wszystkimi językami świata.
To ogrom przyrody, który pokazujemy dziecku podczas wspólnych wycieczek.
To dotyk dłoni mamy i masaż po kąpieli połączony z nawilżaniem.
To „karaluchy pod poduchy” i „szczypawki do nogawki” mówione dotąd, aż nie usłyszysz „Mamooo jestem już duży!”.
To zapach lawendy kojarzący się ze snem i ukochany stary kocyk.

4 8

Pozwólmy dziecku być dzieckiem. Pozwólmy mu na bycie małym odkrywcą.
Niech się tapla w kałuży, by później docenić zapach zupy, która na niego czeka. Niech się w ciebie wtula ile tylko potrzebuje, bo nic nie zastąpi twojego zapachu. Niech tarmosi tę swoją maskotkę, której już oczy dawno poodpadały, i której stan błaga o pralkę. Niech smakuje, wącha, doświadcza całym ciałem, niech słucha, tańczy, bryka, brudzi ściany i kąpie się w pianie. Niech gra na trąbce i bębenku, niech buduje babki z piasku i łapie ślimaki do słoika. Bo właśnie teraz dla niego jest najlepszy czas, by doświadczyć świat wszystkimi zmysłami.
Im intensywniej, tym bogatszy będzie w doświadczenia. Odważniejszy i ciekawy świata.

Mam 32 lata. Moja mama wciąż pachnie tak samo.

Może Ci się również podobać

6 Komentarze

  • Odpowiedz Sławka Październik 25, 2016 at 8:23 pm

    Tak, znam to i jakie to cudowne 🙂 bo przecież nie ma nic piękniejszego od takich wspomnień 🙂
    U nas rosół to codzienność, tak samo jak sprana, wytarmoszona na sto sposobów owieczka, która jest już oficjalnie czwartym członkiem rodziny 😉

  • Odpowiedz Gosia Październik 25, 2016 at 9:36 pm

    Piękny wpis 🙂
    moja mama również wciąż pachnie tak samo. Dla mnie to zawsze będzie zapach bezpieczeństwa

  • Odpowiedz Dagmara Październik 26, 2016 at 11:37 am

    Ja też popełniam masę błędów, a moja czterolatka jest super wrażliwa i emocjonalna. Pewnie mogę wiele poprawić, tylko w tej chwili nie wiem jak. Może mogłabyś napisać coś więcej w ramach wlania otuchy w wiele matczynych serc?

    • Odpowiedz Basia Szmydt Październik 26, 2016 at 12:16 pm

      napiszę, już niedługo napiszę. Narazie proszę pomyśl o sobie, że jesteś dla swojej małej najlepszą mamą jaką mogła mieć 🙂

  • Odpowiedz Kasia Październik 26, 2016 at 5:28 pm

    Basia, idę spryskać pokoje lawendą ! świetny wpis!!!

  • Napisz odpowiedź