BUDOWA MÓJ DOM

WYPROWADZAMY SIĘ Z NASZEGO DOMU. MAM DOŚĆ.

Listopad 2, 2017
2

Inaczej sobie to wszystko wyobrażałam wiesz? Miał być dom na wsi, z dala od zgiełku, z pięknym ogrodem, warzywniakiem, z psem i dwoma kotami biegającymi za dziećmi. Miały być słoneczniki przy płocie i skandynawski minimalizm. Drewno, szkło, światło. Wydzierałam zdjęcia z norweskich gazet i wklejałam je do notesu. Miałam sprecyzowaną wizję tego jak mój dom będzie wyglądał, jak się będę w nim czuła, co będę robiła. Wszystko oczywiście miało wydarzyć się od razu. Przez myśl mi nie przeszło ile czasu zajmie mi skrystalizowanie moich wizji z magicznego notesu.
Oczywiście, że mnie ostrzegali! Że dom to mnóstwo pracy, że wszystko kosztuje majątek, że wizję swoją zrealizuję owszem, ale za jakieś 10 lat. W ogóle nie przyjmując tego do wiadomości dalej wydzierałam zdjęcia z gazet i dalej wizualizowałam podwarszawską, skandynawską „chatkę”.
Rzeczywistość nieco mnie zaskoczyła. Najdelikatniej rzecz ujmując. Pewnie gdybym miała podjąć taką decyzję jeszcze raz – dom czy mieszkanie, wybrałabym to drugie i uciekała przed budową, gdzie pieprz rośnie. To nie na moje siły, nie na mój portfel.
I choć i ja, i Tomek żadnej pracy się nie boimy, to jednak przychodzi taki moment, że najzwyczajniej w świecie zamiast kosić trawę, wzywać gościa od przydomowej oczyszczalni czy walczyć z powiększającą się rodziną polnych myszy w garażu, mamy ochotę wsiąść w taksówkę i powiedzieć panu taksówkarzowi „bulwary nad Wisłą poproszę, a po drodze jakiś monopolowy. I muzykę głośniej też bardzo proszę”.
Takich momentów kryzysowych było mnóstwo. Każdy gorszy od poprzedniego. Po każdym układaliśmy sobie wszystko w głowie i zaczynaliśmy od nowa. Ciułanie, naprawianie, wykańczanie, remontowanie, aż do następnego razu, bo jak wiadomo zawsze coś, mówię ci zawsze coś. Tobie wydaje się, że w miarę opanowałaś sytaucję, że teraz spokój, że możesz zbierać hajs na następne piętro domu, a tu psikus.
Na przykład w postaci elewacji do poprawki. Ta drewniana elewacja, oprócz białej żywicznej podłogi i wielkich okien, to było nasze marzenie. Jedna z trzech rzeczy, których wtedy byliśmy pewni. Naoglądaliśmy się pięknych norweskich domów i chcieliśmy choć trochę z ich stylu wprowadzić u siebie. Udało się! Znaleźliśmy ekipę, która za zainkasowanie reszty naszych życiowych oszczędności obłożyła nam dwie ściany domu pięknym, pachnącym drewnem. Ależ było pięknie! Było, bo po dwóch latach od momentu jej położenia elewacja wyglądała, jakby miała z 50 lat i nigdy w życiu nie była impregnowana. Diagnoza specjalisty od środków impregnujących, z oferty których chcieliśmy skorzystać była miażdżąca. Okazało się, że 2 lata temu źle zabezpieczono nasze drewno przed warunkami atmosferycznymi i promieniami UV i gdybyśmy nie zadzwonili w porę to drewno nadawałoby się tylko do ogniska. To była dobra wiadomość, ale wiązała się również z tym, że na dwa tygodnie przed wyjazdem na Karaiby czekał nas ogrom pracy! Nas i ekipę, która podjęła wyzwanie, by ją poprawić.
Tak wyglądała nasza drewniana elewacja po dwóch latach od wprowadzenia się. Dramat. Drewno zaczynało pęcznieć, gdzieniegdzie zaczęły pojawiać się plamy czarnej pleśni, która wniknęła w deski. Lakier częściowo poodchodził z drewna. Rozpacz.

2 3 4 6

Wspólnie z ekipą Pana Piotra, którego ci serdecznie polecam (napisz do mnie wiadomość jeśli marzysz o podobnym drewnie na swoim domu), z materiałami od Tikkurila i z moimi najlepszymi obiadkami, gotowanymi dzień w dzień panom robotnikom – elewacja w ciągu kilku dni odzyskała dawny blask, a panowie kuszeni nowymi smakami z mojej kuchni zobowiązali się do tego, że wykonają robotę najlepiej jak potrafią.
Tikkurila stanęła na wysokości zadania. Krok po kroku poinstruowali nas co zrobić, żeby drewno było chronione przez kilka najbliższych lat. Najpierw panowie musieli cierpliwie zdjąć resztki starego lakieru grubym papierem ściernym. Gdy odsłonili drewno potraktowali je szczotką mosiężną, by je trochę „otworzyć”, i by impregnat lepiej się wchłonął. Następnie wszystko należało dokładnie odpylić.
Potem był czas na impregnację. Kluczowa przy produktach impregnujących jest technika ich aplikacji. Impregnat nakładamy, wcierając jego warstwę w drewno, pozostawiamy na kilkadziesiąt minut i nadmiar, który się nie wchłonął zbieramyprzy użyciu miękkiej szmatki. Tak postępujemy z każdą kolejną warstwą. My użyliśmy dwóch preparatów – gruntującego Tikkurila Valtti Super Guard, a następnie dwie warstwy nawierzchniowego Tikkurila Valtti Complete w kolorze Pihka 5051.

5
1
13 15

11

Wystarczyło dwie warstwy, by nasza drewniana elewacja pokazała swój prawdziwy blask. Kilka dni roboty, tydzień mojego „biadolenia”, tydzień gróźb, że się wyprowadzam do małego mieszkanka gdzieś na Ochocie, tona cierpliwości mojego męża, dobra robota ekipy remontowej i naprawdę najlepsze jakościowo produkty do impregnacji naszego drewna i kolejny kryzys zażegnany. Daliśmy radę. Dom na wsi stoi. Nerwy utrzymane na wodzy. Zostajemy.

14

16

_MG_5381 _MG_5383

Wiesz jaka będzie puenta? Znasz mnie już odrobinę?
Puenta jest taka, że przyjechała Monika z drugiego końca Polski. Przyjeżdża, żeby zaparzyć mi earl greya i zrobić grzanki z serem. Takie drobne życiowe przyjemności. W tej chwili najważniejsze. Tuż po niej Justyna z maleńkim Romkiem w chuście i bagietkami z Charlotte, z Placu Zbawiciela. Przywozi mi ten kawałek Warszawy ilekroć przyjeżdża do mnie na wieś. Wie, że je lubię.
Przyjeżdżają tez inni. Ci najbliżsi, ci, których dopiero poznaję, ci, których chcę ze sobą połączyć. Wpadają sąsiedzi z gromadką dzieci, które czują się u nas jak u siebie. Wszyscy w mojej kuchni. Ja gotuję w starych garnkach od Babci Zosi, oni jedzą i po prostu są, a elewacja na zewnątrz moknie – zaimpregnowana 🙂 I priorytety nagle się zmieniają.

1 3 6 7 14

I nawet jeśli po raz kolejny pomyślę, że coś jest nieskończone, że coś wymaga natychmiastowej poprawki, na którą rzecz jasna nie mamy ani czasu, ani pieniędzy, jak na przykład ten taras, który zbudowaliśmy ze starych desek, co to pozostały po budowie, na którym deski już przegniły i wiadomo, że nie wytrzymają kolejnego sezonu. Zatem jeśli tylko zaczynam włączać to myślenie, które każe mi uciekać stąd gdzie pieprz rośnie, wówczas ktoś z moich przyjaciół ciągnie mnie za rękę i mówi: „Zobacz! Na tym tarasie trwa teraz wymiana cukierków, a pod tymi zgniłymi deskami zamieszkały małe wiejskie kotki, których doglądają dzieci. I to jest teraz absolutnie najważniejsze”.
Trudno się z tym nie zgodzić.

Czy ty też budowałaś dom?
Czy też miałaś momenty, jak ja, żeby to wszystko rzucić w cholerę i uciec do miasta?
Czy tylko ja mam wrażenie, że budowa domu to niekończąca się historia?

9 13 15 16

Wpis powstał przy współpracy z marką Tikkurila Polska.

Może Ci się również podobać

16 Komentarze

  • Odpowiedz Ola Listopad 2, 2017 at 5:28 pm

    hej może napiszesz post: co byś poradziła swojej 20 letniej wersji siebie? Chętnie posłuchamy ;p. Pozdrawiam

  • Odpowiedz malowane dni Listopad 2, 2017 at 6:57 pm

    Chciałabym mieć kiedyś taki otwarty dom, pełen miłości, przyjaciół, pysznego jedzenia i herbaty z cytryną.

  • Odpowiedz debbs Listopad 2, 2017 at 8:06 pm

    nie uwierzyłam ani przez chwilę w tytuł tego posta 🙂 wszędzie i zawsze w Twoich wpisach przebija miłość do tego miejsca, które razem stworzyliście, do Waszego DOMU (nie domu w sensie budynku). Dwa lata temu, chwilę po 40-tych urodzinach, ja, całożyciowa mieszkanka dużego miasta, zawsze w bloku, z dwiema dorastającymi córkami pod bokiem, dałam się namówić Osobnikowi Niezakontraktowanemu na kupno domu pod miastem. Nie budowaliśmy (bo nie umiemy, nie znamy się, wszystko nam miga, zarobieni jesteśmy), kupiliśmy gotowy, 15-to letni ogromny dom (tak mi się wydaje, 270 mkw w porównaniu z 53 które miałam wcześniej, to pałac). Do remontu trochę. Do poprawy zawsze. Z 1 piętrem do dziś surowym. Z nieocieplonym dachem. Z dizajnem po 75-cio letnim właścicielu. Z szambem (ło matko, co to za stres był!). Z ogrodem do uporządkowania. Ja bez prawa jazdy, 1 autobus do miasta. Mogłabym mnożyć, ale nie chcę. Ja tak kocham to wszystko, co tu mamy, że nigdy, przenigdy, za żadne skarby bym nie wróciła do miasta. Kocham moje świerki, sroki krzyczące w krzakach, kocham poranną kawę w spokoju, którego nigdy nie zaznałam w mieście, kocham głęboki oddech, który biorę zaraz po wjeździe do wsi po pracy… Kocham moich sąsiadów, mega życzliwych, dobrych ludzi… Tu jestem u siebie, z pełnym wkurwem na brak kasy na wymianę drzwi, na położenie podłogi, na wymianę lamp, na czekanie na kominiarza, ale U SIEBIE. W pełni świadoma, że braków jest bez liku, ale życie w tym wszystkim liczy się najbardziej. Coś mi się zdaje, że masz podobnie 🙂

    • Odpowiedz Karolina Listopad 2, 2017 at 8:42 pm

      ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

  • Odpowiedz Ania Listopad 3, 2017 at 12:47 am

    Świetny wpis… 🙂

  • Odpowiedz Ania Listopad 3, 2017 at 7:31 am

    Pięknie napisane!

  • Odpowiedz g. Listopad 3, 2017 at 8:12 am

    Budowa przede mną teraz ale mimo iż wiem że to ciężka praca to z mężem cieszymy się jak wariaci że córka prawie 5 miesięczna będzie miała swój pokój my swoją sypialnie i tą przestrzeń której teraz w małym mieszkaniu nam brakuje. Wierzę że się uda i zapał nas nie opuści jak i Was. Pozdrawiam serdecznie, Małgosia

  • Odpowiedz Ania Listopad 3, 2017 at 6:33 pm

    Witaj, jako urodzony blokers nigdy nie marzyłam o domu. Na szczęście mój mąż w swej mądrości wiedział, że to jest: kawa na tarasie, boso po trawie itd. Jestem szczęśliwą posiadaczką domu od 8 lat i dopiero w tym roku doczekałam się kominka. Od 8 lat stałe trzeba coś skończyć, dokupić, naprawić i tak wkoło. Ale cieszę się codziennie i choć to ode mnie nie zależy dawkuję sobie szczęście. Pozdrawiam Cię serdecznie:)

  • Odpowiedz Riverina Listopad 4, 2017 at 4:26 pm

    Od zawsze mieszkałam w domu i mam swój – stary dom, który przez większą część życia remontuję. Aczkolwiek jest dla mnie naturalne, ze mając małe dzieci mieszka się w domu. Ogród, taras, zwierzęta, wspaniałe wiosny i lata, trudne i drogie jesienie i zimy. W końcu dzieci idą na swoje i zostajemy z wielkim domem, którego utrzymanie przekracza mozliwości finansowe i siły życiowe- odśnieżanie, koszenie, pielęgnacja roślin, w końcu sprzątanie. Dom żyje i ma sens, dopóki są w nim dzieci i dopóki stać nas na jego utrzymanie.

  • Odpowiedz mmena Listopad 5, 2017 at 9:23 am

    Budowałam. Budowa była bardzo trudna. I to mimo tego, że jestem „z branży”, mam kontakty i do ekip, i towaru. Ale po budowie jest bardzo dobrze. Dom jest dopasowany do potrzeb, nie doklejałam kolejnych pokoi dla gości, dla rodziców, na biuro, bo może kiedyś się przyda. Nie chciałam wykańczać go przez lata. Jest przemyślany pod względem funkcji. Nie mam drewnianego blatu w kuchni mimo tego że jest piękny, bo priorytetem była funkcjonalność. Czy to drewno na tarasie, czy ogród wszystko było tworzone z założeniem „będę tam pracować dla przyjemności, nie chcę się zarobić”. I tak mam. Od kilku lat.
    Dom, z którego się wyprowadzę gdy będę starsza. Do domu mniejszego i parterowego. Dopasowanego do moich przyszłych potrzeb.

  • Odpowiedz Pola - Odpoczywalnia Listopad 9, 2017 at 8:46 am

    Moi rodzice budowali dom na wsi i skutecznie mnie z takiego marzenia wyleczyli 😉
    Jest pięknie, uwielbiam tam jeździć, biegać z dzieciakami na bosaka po trawie, jeść owoce prosto z krzaka i piec chleb w prawdziwym piecu chlebowym, ale nie chcę domu na wsi dla siebie, na co dzień wolę moje lubelskie mieszkanie, które nie ma ambicji, żeby nam organizować weekendy i jest do bólu przewidywalne;)

  • Odpowiedz Bookero Listopad 9, 2017 at 1:23 pm

    Wpis świetny – wiele ciekawych rzeczy można się dowiedzieć i też złapać chwilową refleksję 😛 Ja jednak pozostanę – mimo wszystko – przy mieszkaniu 🙂 Pozdrawiam!

  • Odpowiedz kasia Listopad 10, 2017 at 10:50 pm

    Strasznie musieliście ciułać każdy grosz na ten dom, skoro stać was na podróż i pół roku pobytu na Karaibach z całą rodziną… to chyba za reklamę Tikkurila i artykuł powyższy sponsorowany. Znam ludzi co budują, w ich przypadku żadne wyjazdy ani wakacje nie wchodzą w grę, budowa zżera czas i całą kasę.

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 10, 2017 at 11:34 pm

      Widzę, że jesteś wierną czytelniczką mojego bloga i dokładnie znasz historię mojej budowy i wyjazdu na Karaiby. Taka czytelniczka to prawdziwy Skarb.

  • Odpowiedz Anna Listopad 17, 2017 at 10:05 am

    Moja budowa domu trwała dwa lata, wszystko z mężem robiliśmy sami i tego dzisiaj bardzo żałuję… oddałam się temu domowi całkowicie i bez żadnego namysłu, oddałam swój czas, pieniądze, zdrowie… a dziś. Dzisiaj żałuję, że zgodziłam się na mieszkanie na wsi z jedną drogą, bez sklepu, z 8 domami…. dziś żałuję, że oddałam moje serce w miejsce, które chodź w 1% nie dało mi spokoju, piękna, miłości. Dla mnie są to tylko ściany, w których brakuje wszystkiego, a przede wszystkim szczęśliwej rodziny. Zaufałam mężowi w 100%, a on wykorzystał mnie na 200%, co dzisiaj kończy się wiecznymi kłótniami, niedomówieniami itp. a ja wciąż czekam na wspólny akt notarialny. To wszystko miało być piękne, ot co sobie postawimy domek na wsi, bo ziemia za darmo, szybko się zgodziłam bo naiwna ze mnie kobieta. Dziś gdybym miała jedno życzenie, to cofnęłabym czas i zawróciła się na pięcie. Lecz czasu nie cofnę, żyję dziś, waląc się w głowę i robiąc wszystko by mój syn był szczęśliwy.
    Niestety dom zniszczył mnie i moje relacje z mężem.
    Dziś żyję z chęcią ucieczki.
    Chociaż super, że Ty jesteś szczęśliwa i pięknie odnowiliście domek 🙂

    • Odpowiedz Basia Szmydt Listopad 17, 2017 at 10:07 am

      to smutna historia, życzę wytrwałości i mimo wszystko odważnych decyzji <3

    Napisz odpowiedź