fbpx

2022 ROK I MOMENTY, KTÓRE CHCĘ ZAPAMIĘTAĆ

Autor: Basia Szmydt

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Niech będzie dobry, pełen odważnych, spełnianych przez Ciebie marzeń i niech będzie to rok przeżyty w zdrowiu. Ono jest najważniejsze. Całą resztę zawsze sobie jakoś wykombinujemy.

Kolejny rok z rzędu, w styczniu właśnie, dotrzymuję złożonej samej sobie obietnicy. Otóż obiecałam sobie, że jeśli tylko okoliczności mi na to pozwolą, to styczeń, najchętniej cały, będzie miesiącem, w którym maksymalnie zwalniam. Wyłączam się, wylogowuję i doładowuję baterie. Dzisiejszy post będzie jedynym, który pojawi się na blogu w tym miesiącu. Gdy tylko go opublikuję, pojadę z niewielką walizką na lotnisko, by udać się na zaplanowane wiele miesięcy temu wakacje. Na przekór kolejnym goniącym terminom, sprawom do załatwienia na wczoraj, wszelkim wyzwaniom i postanowieniom, ja postanawiam wcisnąć przycisk „stop”. Świadomie i z premedytacją wypisuję się z tego pędu, godzę się z tymi wszystkimi propozycjami współpracy, które mi przepadną, ze statystykami, które spadną na łeb i szyję, a ja później będę się zastanawiać (albo i nie), jak pokonać te trudne algorytmy i z powrotem wrócić do gry. Po prostu wiem, że jest mi to cholernie potrzebne, żeby się nie wypalić, nie zatracić i utrzymać kontakt ze sobą samą. Styczeń to dobry moment, żeby zwolnić, niezależnie od tego czy mamy swoją firmę, czy pracujemy na etacie, czy też zajmujemy się domem. Zawsze powtarzam, że skoro przyroda teraz drzemie, to i mamy wręcz obowiązek, by te drzemki sobie ucinać.

W styczniu lubię spojrzeć wstecz. Zanim zabiorę się do kreślenia nowych planów i marzeń, najpierw wracam do tego co było. To jak czytanie kolejnego rozdziału książki pt. „Moje życie” i jest to książka, od której nie mogę się oderwać. Pod warunkiem, że dam sobie ten uważny czas, na to by właśnie spojrzeć wstecz i powoli ją przeczytać. Jest co doceniać, co wspominać, nad czym się wzruszać i śmiać do łez. Czytam ją zachłannie. Nie zawsze fabuła jest spektakularna, czasem do bólu zwyczajna, ale wiem, że ta książka jest w 100 % moja i jestem z niej bardzo dumna.

Bardzo polecam wywołać sobie choć kilka, kilkanaście zdjęć z mijającego roku. Ja tak robię. Wywołuję, wklejam do albumu, podpisuję. To moje zamknięte wspomnienia. Styczeń do doskonały moment na to, by usiąść sobie przy stole z kubkiem aromatycznej herbaty, włączyć w tle audiobooka lub ulubioną muzykę i zająć się swoimi zdjęciami.

2022 rok to był dla mnie dobry rok. Mimo kilku bardzo trudnych i bolesnych momentów, uśmiecham się na myśl o nim i o tylu marzeniach, które spełniłam. Oto wszystkie momenty, które chcę zapamiętać.

STYCZEŃ

W styczniu rok temu zrobiłam to samo co w tym – wyluzowałam maksymalnie. Ograniczyłam do minimum pracę, social media, wyzwania, obowiązki i znacznie zmniejszyłam tempo życia. Zrobiłam to trochę dlatego, że po prostu organizm mnie zmusił, a gdy odkryłam, że tak można, że świat nie przestanie się kręcić, gdy ja sobie trochę odpuszczę, to obiecałam sobie, że za rok to powtórzę. Tym razem świadomie.

Można czuć się w styczniu bez sił i energii. Można nie startować z wyzwaniami wszelkimi, można minimalizować straty, robić to, co konieczne, a przez resztę czasu, z dobrocią dla siebie – ODPOCZYWAĆ.

Na początku 2022 wybrałam sobie słowo roku – ODWAGI! Celowo w trybie rozkazującym. Byłam naprawdę ciekawa na co się odważę w ciągu najbliższych miesięcy.

Ze stycznia 2022 zapamiętam moment, w którym kupiłam dla mojej rodziny bilety flex do Meksyku. Flex, czyli takie, których datę powrotu można modyfikować. Coś, co kiedyś było dla mnie nieosiągalnym marzeniem, dalekie podróże, za chwilę miało stać się kolejnym, pięknym doświadczeniem. Coś niesamowitego i uzależniającego. Bo mnie każda kolejna podróż nakręca na kolejną. Jestem głodna tych wszystkich dalekich, fascynujących miejsc i nieustannie kombinuję jak zarobić, potem odłożyć pieniądze, by móc gdzieś wyjechać. Tak właśnie było z Meksykiem.

Na moim blogu publikuję artykuł : 10 LEKCJI, KTÓRE DAŁ MI 2021 ROK i są to dla mnie wciąż aktualne lekcje. Zachęcam do lektury.

LUTY I MARZEC

W lutym lądujemy w Meksyku. Spędzamy tu cudowne 7 tygodni. Swój czas tutaj dzielimy na odpoczynek i na szalone zwiedzanie, tak by każdy był zadowolony. Oglądamy starożytne ruiny Majów, głębokie cenoty, lazurowe laguny, lokalne knajpki z jedną z najlepszych kuchni świata, porty, w których leniwie pływają płaszczki i żółwie, miasta i miasteczka i zachwycające plaże z piaskiem przypominającym mąkę. Naszym dzieciom usprawiedliwiamy w szkole miesiąc nieobecności, ale jesteśmy spokojni, bo w Meksyku chłopcy chłoną wszystko jak gąbka, a my jesteśmy przekonani, że to dla nich najlepsza nauka.

Dla mnie pobyt w Meksyku był także czasem, podczas którego pracowałam. To właśnie w tej tropikalnej scenerii zrealizowałam kilka kampanii reklamowych, do których zdjęcia robiłam na rajskich plażach, a teksty pisałam w klimatycznych knajpkach jedząc tacos i patrząc na ocean. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że tego doświadczę, nie uwierzyłabym. To mi dosłownie dodało skrzydeł i ogromnej ODWAGI do wpisywania kolejnych marzeń na swoją listę.

W lutym, w połowie naszych wakacji, wybucha wojna w Ukrainie. My w tropikach, a w Polsce trwa akcja pomocowa na szeroką skalę. Obiecujemy sobie, że jak tylko wrócimy do kraju zaangażujemy się maksymalnie. Zwłaszcza że od działań wojennych nasz rodzinny Lublin dzieli zaledwie 200 kilometrów. Zapamiętam to na zawsze. Ale niestety nie tylko to. Na przełomie lutego i marca wylało się na mnie wiadro hejtu, którego się naprawdę nie spodziewałam, i na który sobie przede wszystkim nie zasłużyłam. Powodem było to, że śmiałam pokazywać swoją obecność w słonecznym Meksyku, podczas gdy trwała wojna. Och jakże trudno było mi to zrozumieć! Jak bardzo zderzyłam się z tą ciemną stroną internetu. To było tak potwornie przykre, niezrozumiałe, bezsensowne i głupie. Pomyślałam sobie wtedy: co musiało się stać po drodze, skoro na podstawie kilku, instagramowych kadrów jesteśmy w stanie wydać o człowieku osąd, ocenę i uznać, że wiemy na jego temat wszystko. Co czuje, co myśli, jak reaguje na stres, czego się boi i wreszcie ile robi dla drugiego człowieka, gdy nie pokazuje tego w Internecie. To był czas pełen zarówno ludzkiej bezinteresowności jak i ogromnej ilości jadu, który sączył się zewsząd. Wzajemne skakanie sobie do gardeł strażników moralności z Instagrama, tych którzy jednocześnie są w stanie miłować bliźniego swego jak siebie samego i wykrzykiwać pod jego adresem tak złe słowa. Oczywiście anonimowo, bo wtedy jest się odważniejszym.

Ja ostatecznie uznałam, że będę działała na swoich zasadach, a jedną z moich zasad w Internecie jest to, by pokazywać swoim odbiorcom piękne i dobre momenty, których każdy ma szansę doświadczyć, a nie dokładanie im strachu i smutku.

Kilka miesięcy później, gdy zainteresowanie wojną tych, którzy krzyczeli najgłośniej znacznie opadło, ja z moimi czytelnikami uzbieraliśmy prawie 16 tysięcy złotych, za które opłaciłam ciepłe obiady na pół roku dla uciekających przed wojną ukraińskich dzieci, które zatrzymały się w Lublinie. W Internecie o tym była tylko wzmianka.

„Stary człowiek uczył swojego wnuka o życiu. Powiedział do chłopca:
– w moim wnętrzu toczy się walka pomiędzy dwoma wilkami. Starzec zrobił pauzę, by zaczerpnąć tchu, lecz po chwili kontynuował z poważną miną: – Jeden z wilków jest zły. On jest gniewem, zazdrością, smutkiem, żalem, chciwością, pychą, użalaniem się nad sobą, poczuciem winy i niższości, kłamstwem, fałszywą dumą, pragnieniem dominacji i ego. Drugi wilk jest dobry. – Starzec rozpromienił się. – On jest radością, pokojem, miłością, nadzieją, pokorą, uprzejmością, dobrocią, hojnością, prawdą, współczuciem i wiarą. Taka sama walka toczy się w tobie – podsumował starzec. – I wewnątrz każdego innego człowieka. Wnuk zastanowił się przez chwilę, a potem zapytał dziadka: – Który wilk wygra? – Ten, którego nakarmisz – padłą odpowiedź.”

W marcu napisałam na blogu ważny dla mnie tekst:

JAK ODNALEŹĆ SPOKÓJ W NIESPOKOJNYCH CZASACH?

KWIECIEŃ

W kwietniu przytrafiła mi się Islandia. Piszę przytrafiła, bo nie miałam jej absolutnie w planach. Wszystkie oszczędności zostały w Meksyku 🙂

Wyjazd na Islandię był propozycją współpracy barterowej, nad którą nie zastanawiałam się dłużej niż 3 sekundy. Moim zadaniem było zareklamowanie Klubu Podróżników Soliści i pokazanie za pomocą moich zdjęć, filmów i tekstów na jak fajną wyprawę można się z nimi wybrać. Islandia przebiła Meksyk, przysięgam. To miejsce zrobiło na mnie tak piorunujące wrażenie, że stojąc na jednej z uliczek Reykjaviku uznałam, że mogłabym tu zamieszkać. Zdziwiło to nawet mnie, bo jestem zdecydowanie ciepłolubna, ale Islandia jest magiczna, dzika, nieprzewidywalna, zapierająca dech w piersi, ucząca pokory.

„Podróżowanie uczy skromności. Widzisz jak niewiele miejsca zajmujesz w świecie”

Gustave Flaubert

W kwietniu podziękowałam Wszechświatowi za pracę, którą dla siebie wybrałam, którą on postawił na mojej drodze. Pracę marzeń. I coś Ci powiem, jeśli ciągnie Cię gdzieś, w stronę Twojej pasji, idź za tym. Skąd wiesz do czego Cię to zaprowadzi? Ja nie wiedziałam 🙂

Na blogu ukazały się 3 posty z Islandii, pełne praktycznych wskazówek i pięknych zdjęć:

POSTY O ISLANDII – KLIKNIJ I CZYTAJ

MAJ I CZERWIEC

Lubię łączyć te miesiące razem i nazywać tę porę roku MAJOCZERWCEM. To dla mnie najpiękniejszy czas w roku, a ten w 2022 był wyjątkowy pod tyloma względami! Dobry, spokojny, domowy i zaskakujący!

W maju jeździliśmy po Lublinie rowerami, co chwilę zatrzymując się, by przysiąść na ławce albo w restauracyjnym ogródku na kawę. Nasze miasto w maju rozkwitło i zachwyciło pogodą.

W czerwcu skończyliśmy remont naszego domu, robiliśmy nasze pierwsze przetwory z truskawek, ja piekłam non stop drożdżówki, czytałam książki na tarasie, kąpałam się z koleżankami w ciepłych, podlubelskich jeziorach i dosłownie ćpałam przyrodę!

W czerwcu odebrałam nagrodę dla Blogerki Roku na gali See Bloggers i gdy wchodziłam na scenę po jej odbiór, potrzebowałam naprawdę sporej ilości ODWAGI! Zdołałam wykrztusić z siebie coś w stylu: „cieszę się, że wciąż tyle osób ma ochotę czytać dłuższe treści, takie jak moje blogowe posty, a nie tylko krótkie, instagramowe posty.

Oj, byłam tego dnia z siebie naprawdę dumna 🙂

W czerwcu dołączył do nas nasz przepiękny, wyjątkowy kundelek Lucky, którego wzięliśmy ze schroniska, i który swój pierwszy rok życia spędził na łańcuchu. Pokochałam tę psinkę od pierwszej sekundy, a on odwzajemnił tę miłość razy milion. Nie chciało mi się przebywać poza domem, jeśli w domu miał zostawać Lucky. Wracałam do niego jak na skrzydłach, a potem zabierałam go na długie, kilometrowe spacery. Gdy spacerowaliśmy, co chwilę ktoś na zaczepiał, pytając czy Lucky nie ma czasem rodzeństwa. Był naprawdę wyjątkowym kundlem. Nikogo nie pozostawiał obojętnym.

OTO LUCKY – NASZ PIES.

LIPIEC

W lipcu kończę 38 lat, a w książce, którą wówczas czytam, natrafiam na taki cytat:

„Nie martw się umieraniem Elso. Martw się, żeby nie przegapić życia. Odwagi!”

Kristin Hannah „Gdzie poniesie wiatr”

Lipiec to kontynuacja pięknego maja i czerwca. Jedziemy na krótkie wakacje w składzie ja, mąż i pies. Kierunek Mazury i spanie na dziko, w samochodzie. Ależ to była fantastyczna przygoda! O tym jak to sobie wszystko zorganizowaliśmy, napisałam post na blogu:

POJECHALIŚMY NA KILKA DNI NA MAZURY, SPALIŚMY W AUCIE I BYŁO CUDOWNIE!

W lipcu wspólnie z moimi koleżankami z Lublina: Agą, Kasią i Sylwią, organizujemy w stodole w jednej z podlubelskich, malowniczych wsi, krąg, spotkanie dla 30 wspaniałych kobiet. Było magicznie, było cudownie, było lepiej, niż mogłam to sobie wymarzyć. Udekorowałyśmy stodołę tym, co każda miała w domu, otworzyłyśmy jej drzwi na oścież, tak by do środka wpuścić zapach okolicznych pól i łąk, a każda z uczestniczek przyniosła coś do jedzenia. To był czas pełen mądrych rozmów, wzruszeń, nawiązywania wzajemnych kontaktów. Już wtedy wiedziałam, że to dopiero początek takich spotkań.

PIERWSZY KOBIECY KRĄG POD LUBLINEM – RELACJA ZE SPOTKANIA

SIERPIEŃ

W sierpniu zorganizowałyśmy, tym razem tylko z Agą, drugi kobiecy krąg, również w stodole. Spotkanie miało temat przewodni i była nim OBFITOŚĆ.

RELACJA Z NASZYCH KOBIECYCH WARSZTATÓW „OBFITOŚĆ”

W sierpniu pojechałam na kilka dni do mojej przyjaciółki Moniki, którą w sieci możesz obserwować jako Tekstualną. Pojechałam do niej, by pomóc jej odzyskać sprawczość, a należą do tych osób, które ten proces zaczynają od bardzo generalnych porządków w okół siebie i w domu. Przez kilka dni dokończyłyśmy remont kuchni i zrobiłyśmy jej totalną metamorfozę. Zrobiłyśmy rzeczy, o które się nie podejrzewałyśmy! Na przykład położyłyśmy fugi między płytkami 🙂 Wyrzuciłyśmy tonę śmieci, gratów, a na lokalnej, śmieciarkowej grupie oddałyśmy drugą tonę tego, co już niepotrzebne, a zalegało i przytłaczało.

Efekty tej metamorfozy możesz zobaczyć na blogu Moniki:

METAMORFOZA KUCHNI I PRZEDPOKOJU – ODZYSKUJĘ PORZĄDEK W GŁOWIE.

WRZESIEŃ

We wrześniu lecę z moją przyjaciółką Magdą na weekend do Paryża. O tym jak piękny to był wyjazd, napisałam jeden z moich ulubionych tekstów 2022:

GDYBYŚMY TYLKO POLECIAŁY NA WEEKEND DO PARYŻA

Gdy jestem w Paryżu, gdzieś w windzie, która wiezie mnie na szczyt Wieży Eiffle’a, odbieram telefon z nieznanego numeru. Dzwoni do mnie obca kobieta, która mój numer telefonu znajduje na tabliczce przy obroży mojego psa. Lucky nie żyje. Zginął na miejscu pod kołami auta, pod które wbiegł. Nie zdążyliśmy go nauczyć, że auto równa się śmierć. Nie zdążył tego pojąć, bo większość życia był na łańcuchu. To był wypadek, w wyniku którego moja mama złamała w dwóch miejscach rękę, a przestraszony pies zerwał się ze smyczy. Mój świat rozpadł się na kawałki na długie tygodnie. Przepłakałam wiele dni, czując ogromną niesprawiedliwość i żal do świata. To był i jest dla mnie ogromny cios, którego wciąż nie umiem przepracować. Kochałam tego psa ogromnie. Spędziłam z nim tylko cztery, krótkie miesiące.

PAŹDZIERNIK

W październiku, jak co roku, wyruszamy razem z moimi rodzicami na grzybobranie. Czekam na to cały rok!

W październiku spotyka mnie coś, o czym marzyłam przez ostatnie lata, ale kompletnie nie byłam na to przygotowana. Otóż wynajmuję przepiękne mieszkanie w kamienicy przy ulicy Ogrodowej w Lublinie. I choć jest kompletnie puste, a pierwszy rachunek za prąd mnie po prostu zwala z nóg, to stwierdzam, że się nie dam i stworzę w tym miejscu po pierwsze moje biuro do pracy, a po drugie cudowną przestrzeń na kobiece warsztaty, spotkania i kulturalne wydarzenia. Do tej pory na Ogrodowej odbyły się trzy spotkania, w tym warsztaty z fantastyczną fizjoterapuetką Aldoną Gumienniak, ale intuicja mi podpowiada, że to miejsce rozkwitnie dopiero w 2023.

W październiku rozpoczynam kurs na przewodniczkę miejską po Lublinie w Klubie PTTK. Ta decyzja była całkowicie spontaniczna, ale podoba mi się od pierwszych chwil.

A na sam koniec października zabieram moich synów na mikrowyprawę do Sandomierza i uświadamiam sobie jak to dobrze być tak zachłannym na to życie, nawet w październikowy, deszczowy dzień 🙂

LISTOPAD I GRUDZIEŃ

W listopadzie zakładam na Facebooku grupę dla kobiet, do której w ciągu kilku dni dołącza ponad tysiąc kobiet. Grupa ma być wirtualną przestrzenią do rozmów na tematy wszelakie. Tutaj możesz do niej dołączyć, serdecznie zapraszam

–> MOJA GRUPA NA FACEBOOKU

W listopadzie zakładam również mój Klub Książki. Zawsze o takim marzyłam, a teraz mam Ogrodową i przestrzeń do takich spotkań. Narazie odbyło się jedno spotkanie, a omawianą lekturą była przepiękna książka Valerie Perrin „Życie Violette”.

W listopadzie mam jakąś zwyżkę energii i podejmuję decyzję, że w grudniu wydam e-booka z najlepszymi, świątecznymi przepisami, jakie tylko znam. I choć zewsząd słyszę głosy, że to za mało czasu, że przecież każdy teraz pisze e-booki i trudno się przebić, że to się raczej nie uda, ja uparcie zabieram się do roboty i zamykam się w swojej kuchni z przepisami, laptopem i aparatem fotograficznym na cały listopad. Pod koniec miesiąca, gdy e-book jest juz prawie gotowy, ja myślę już tylko o wolnym, które zrobię sobie w styczniu.

W grudniu e-book „Pyszne święta” trafia do sprzedaży, a ja skupiam się już tylko na jego kampanii, promocji, na live’ach, podczas których gotuję na żywo. To jest dla mnie zupełnie nowe, zawodowe doświadczenie, wszystkiego się uczę, wszystko robię tylko słuchając swojej intuicji i odbiorców, ale opłaca się. Słupki sprzedażowe szaleją i zaskakują mnie bardzo, a ja myślę sobie wtedy: jaka to by była szkoda, gdybym się na to nie odważyła! Ten e-book to mój sukces i duma. Włożyłam w niego maksimum serca i pracy.

W grudniu, w Wigilię zaczynam urlop, taki z prawdziwego zdarzenia. Wyjeżdżamy na kilka dni do Norwegii, a ja zatapiam się w sofę, zwinięta w koc niczym burrito. Czytam, oglądam Netflixa, spaceruję i jem kilogramy norweskiej czekolady. Jeździmy na wycieczki, a ta, którą zapamiętam na długo to wycieczka do Muzeum Historii Naturalnej w Oslo.

2022 rok kończę z uczuciem, że dostałam więcej, niż sobie wymarzyłam. Że umiem wykorzystać swoje talenty, których istnienie uświadomił mi zrobiony Test Gallupa i praca nad jego wynikami z Olą Burdyńską – bardzo polecam. O tym będę jeszcze pisała, na pewno. Wiem jedno, czuję że choć częściowo projektuję swoje życie. Że ta odwaga połączona z pracą, czasem przyjemną, a czasem naprawdę bardzo ciężką, sprawia, że mogę zapisywać kolejny rozdział mojej życiowej książki, tak by móc ją później czytać z wypiekami na twarzy. Każde kolejne spełnione marzenie, to malutkie, jak wycieczka z dziećmi do Sandomierza, i to ogromne, jak spacer po lodowcu na Islandii, sprawia, że mam jeszcze większy apetyt na życie.

O północy w Norwegii wzniosłam toast za to życie, za bliskich mi ludzi, za zdrowie i za siebie. Czuję się silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, czuję się sprawcza, odważna, dorosła i dojrzała. Czuję, że podążam właściwą, moją ścieżką. Taką, w której ważne jest zarówno słuchanie własnej intuicji, jak i otwartość na drugiego człowieka i na to, co Wszechświat dla mnie przygotował.

Piszę tego posta (długiego, a jakże!) i wracam myślami do czasów, gdy miałam 20, 25 lat. Do czasów, w których marzyłam o tym, by wyjechać za granicę, by mieć białą kuchnię, taką jak w gazetach, które namiętnie przeglądałam, by mieć własny biznes i samej sobie szefować. Nawet nie śniłam, że tak to wszystko się ułoży.

Mam ogromną nadzieję, że czytając te słowa znajdziesz w nich choć po części siebie, że okażą się dla Ciebie inspiracją. Że uwierzysz w to, że to się naprawdę może udać, to marzenie, które gdzieś głęboko w Tobie drzemie.

Życzę Ci wspaniałego roku. Takiego, w którym bardzo wyraźnie będziesz słyszała głos swojej intuicji i będziesz odważnie sięgała po te małe i wielkie marzenia. Takiego, w którym Ty również będziesz ważna. Życzę Ci uważności, żebyś mogła to wszystko dostrzec i niczego nie przegapiła. I ogromnej wdzięczności, którą trzeba w sobie pielęgnować każdego dnia również Ci życzę.

Moje słowo na 2023 rok to PALIWO. Jedzenie, relacje, ludzie, emocje, książki, filmy, czas wolny – chcę znaleźć odpowiedź na to co jest moim paliwem, co dodaje mi skrzydeł. Na tym właśnie chcę się skupić.

Jakie jest Twoje słowo na 2023 rok?

Spodobają Ci się także:

8 komentarzy

Dominika 14 stycznia, 2023 - 6:54 am

Basiu, jaki piękny post! Mam ostatnio love/hate relationship z mediami społecznościowymi, nie śledzę Cię regularnie i umknęło mi, że Lucky nie żyje :(. Przykro mi :(… I to mnie wiedzie do kolejnej myśli, czytając Twój post, że nasze życie właśnie takie jest. Również moje życie. Pełne momentów pięknych oraz bardzo trudnych i bolesnych. Nie uniknę tego. Ale takie jest życie. Ten ból też jest w jakimś sensie… piękny- bo z tego składa się życie. Dziękuję Ci za ten tekst. Miłego dnia!

Reply
Zuzanna 14 stycznia, 2023 - 11:43 am

Jak miło się to czytało! Wierzę, że wszyscy życzymy Ci miłego odpoczynku, a na pewno wszyscy powinniśmy Ci podziękować za jego normalizację. Że to normalne, że zimą nam się nie chce i że styczeń wcale nie jest idealnym miesiącem na ekstremalne noworoczne postanowienia. Czekam z radością na kolejne posty! 🙂

Reply
Klaudia 16 stycznia, 2023 - 4:01 pm

Przeczytałam całość z uśmiechem na ustach 🙂 I tak, znalazłam tutaj siebie. 🙂
Nie przegapić zycia- podoba mi się, biorę. 🙂

Reply
Ania 17 stycznia, 2023 - 9:50 am

Najważniejsze dla mnie przesłanie-słuchać intuicji, poza tym końcówka tekstu bardzo od serca za co bardzo dziękuję

Reply
Ania 17 stycznia, 2023 - 2:28 pm

Jeśli pierwsze słowo jakie nasuwa mi się na ten rok to „przetrwać” to chyba niezbyt dobrze, prawda?

Reply
Basia Szmydt 17 stycznia, 2023 - 7:04 pm

Aż tak źle ? ❤️

Reply
M. 19 stycznia, 2023 - 8:15 pm

Basiu – pragnę odnieść się tylko do jednej rzeczy. Bardzo dobrze, ze pokazywałaś nam ten piękny Meksyk bo to koiło zszargane nerwy i ataki paniki. Lubię to co tworzysz, uważam to za wartościowe i życzę Ci znalezienia PALIWA na dalszą twórczość.

Reply
Basia Szmydt 20 stycznia, 2023 - 11:31 am

Dziękuję ❤️

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem