fbpx

#21 ULUBIONE W SOBOTĘ

Autor: Basia Szmydt

Plakaty z inspiracjami powstały pewnego popołudnia, kiedy to rwałam sobie włosy z głowy, bo tak bardzo, bardzo chciałam wtedy umieć tworzyć graficzne kolaże, za pomocą których mogłabym podzielić się ze swoimi czytelniczkami fajnymi rzeczami, filmami, piosenkami, kosmetykami, ludźmi, cytatami, smakami, które odkryłam, i które chciałabym polecić.
W ruch poszły programy dostępne w sieci, ale na nic mi się zdały. Jestem totalnie analogowa i coś, co dla jednej osoby było banałem, dla mnie było fizyką kwantową. Później od Moniki dostałam tablet graficzny. Kupiła mi go, żeby mnie pocieszyć, poklepać po ramieniu, powiedzieć, że dam radę. Niestety – tablet również nie był moją bajką. Ależ ja płakałam i się dołowałam tym faktem, że nie umiem zrobić pięknych grafik. W głowie miałam wizję, a nie potrafiłam jej przenieść do pliku. W końcu zaczęłam się zastanawiać czy jakaś moja umiejętność jest w stanie pomóc mi wyrazić te wszystkie zbierane inspiracje i tak oto za pomocą dużego białego kartonu lub też szarego papieru, markerów, farb akwarelowych, żywych kwiatów i liści zaczęły powstawać moje plakaty z inspiracjami. Morał tej historii jest taki, żeby jak najczęściej w swoim życiu przypominać sobie takie zdanie „ZACZNIJ TU GDZIE JESTEŚ, UŻYJ TEGO CO MASZ, ZRÓB TO CO POTRAFISZ”. To zdanie idealnie sprawdza się przy zaczynaniu nowych projektów, biznesów, a nawet domowych porządków czy treningów. Polecam. Skutecznie leczy z kompulsywnych zakupów, szukaniu kolejnych powodów, by jeszcze czegoś nie zaczynać. Pozwala podejść do danego tematu ze spokojem i hmmmm… normalnością 🙂


A teraz do rzeczy, czyli słów kilka o dzisiejszym plakacie, który już prawdziwie jesienny się zrobił, mimo że jeszcze w zeszłym tygodniu „śmigałam” w sukience na ramiączkach i sandałach. Dzisiaj rano wszyscy poczuliśmy przejmujący chłód, termometr wskazywał 5 stopni, dzieci się kuliły w kapturach i zasłaniały od zimnego wiatru, a ja dwa razy szybciej „czmychnęłam” z garażu do samochodu. Nie ma lekko. Musimy się zacząć chyba powoli przyzwyczajać do tego, że rok dzieli się na lato i zimę, a o przedwiośniu czy wczesnej jesieni trzeba zapomnieć. Póki co nie narzekam tylko rozglądam się za ciepłym płaszczem. W końcu czekałam na tę naszą polską sezonowość i różne niż lato pory roku. Ostatnią jesień i zimę spędziliśmy przecież na Karaibach, z których wróciliśmy już ciepłą wiosną, więc jesienne zupy krem i zimowe rozpalanie w kominku to coś, za czym się serio stęskniliśmy. Podejrzewam, że gdzieś w połowie listopada zmienię zdanie i wtedy głośno powiem do mojego męża „dlaczego do cholery nie ma nas teraz na Gwadelupie”, ale widocznie taka już nasza polska natura, narzekać na pogodę, niezależnie od tego jaka ona jest 🙂

To może zacznę dziś od czegoś dobrego do obejrzenia. W sam raz w chłodne wieczory, pod kocem, z kubkiem herbaty. Dziś polecam Ci kanał na Youtube – 7 metrów pod ziemią. To seria wywiadów przeprowadzanych 7 metrów pod ziemią, na pustym parkingu podziemnym. Z kim? Z ludźmi, którzy często chcą pozostać anonimowi, czegoś się wstydzą, boją.
Polecam obejrzeć wywiad z mężczyzną, który przez ponad 20 lat był osobą bezdomną. Nie wywodził się z żadnej patologicznej rodziny, nic z tych rzeczy. Po prostu splot różnych wydarzeń sprawił, że pewnego dnia wylądował na ulicy, a później każdego dnia powtarzał sobie „jutro to zmienię”. Ta rozmowa zrobiła na mnie piorunujące wrażenie, dała potężną lekcję pokory i pokazała jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych. Zbyt łatwo.
Na kanale znajdziecie wiele takich rozmów. Między innymi z chłopakiem, którego rodzice wysłali na leczenie homoseksualizmu do organizacji kościelnej. Z dziewczyną, która straciła swoje dziecko. Z ratownikiem medycznym pracującym za najniższą krajową. Z nurkiem poszukującym zwłok. Z gangsterem. Z chłopcem chorującym na schizofrenię.
Warto.


Jesienią można też włączyć ulubioną muzykę. Odchylić głowę do tyłu, nalać sobie lampkę wina, zapalić lampkę, uspokoić się, otulić się w koc i wsłuchać się w muzykę. Dla mnie numerem jeden mijającego miesiąca jest piosenka Korteza „Pierwsza”. I choć ta piosenka ma już jakiś czas, to do mnie Kortez jakoś nie docierał. Stwierdzałam, że to nie mój klimat, nie moja muzyka. Do czasu, aż któregoś wieczoru „jutub” sam wybrał mi ten utwór. O matulu, jakże on mi zrobił. Jak bardzo poruszył wszystkie czułe struny. Połączenie głosu tego chłopaka, instrumentów i przede wszystkim tekst. Tekst taki, że tak sobie myślę, że nie da się użyć tak umiejętnie słów, w tak prosty, a jednocześnie dosadny sposób nie przeżywszy wcześniej tego, o czym tak pięknie się śpiewa. Każde zdanie to szerzej otwierane przeze mnie oczy.
O miłości ta piosenka. Oczywiście. Ale takiej bez happy endu. Posłuchaj koniecznie.


Poczytać można też bloga. Na przykład takiego, który pokazuje tak zwane #kadrynieulozone czyli życie samo w sobie. Kadry te pokazuje Ola z bloga Jak lubimy. Ola ma 5 (słownie: pięcioro) synów. Małych synów. Ola wygląda jak nastolatka i hoduje kury. Kocham podglądać jej nieidealne życie i spokój z jakim przemawia do mnie w swoich instastories, mimo że przecież jej dom wypełnia ponad dwa razy więcej dzieci niż u mnie. Normalna do szpiku kości dziewczyna, która ma do siebie ogromny dystans. Takie miejsca jak jej blog w dzisiejszych czasach, w których głównie się udaje kogoś kim się nie jest – są na wagę złota.


Jak jesień to i gotowanie. Teraz już trochę inne niż latem. Już więcej trzeba mieszać, więcej węglowodanów na talerz dołożyć, więcej przypraw aromatycznych dorzucić. Ostatnio w sklepie, w którym zazwyczaj zaopatruję się w drobiazgi dla maluchów, notesy i kokosowe batony odkryłam przyprawy. I to jakie ładne! Nie dość, że ładne, to jest ich dużo i są fajnie skomponowane. No i skład oczywisty. W Tigerze znajdziesz ich ogromny wybór. Mieszankę ze zdjęcia polecam szczególnie, jeśli będziesz robić cevapcici. To takie małe kotlety z mięsa mielonego. Zajadaliśmy się nimi w Chorwacji. Doprawione mieszanką „Spicy Grill mix” smakują extra!


Dobrze, a teraz coś dla dzieci. I to tych maluchów najmniejszych. Ten gadżet zrewolucjonizowałby moje wczesne macierzyństwo – jestem tego pewna. Chodzi o to, że moje dziecko najlepiej usypiało przy dźwięku suszarki lub odkurzacza. Zwłaszcza wtedy, gdy wniebogłosy darło się z powodu kolek. Wówczas suszarka była prawdziwym wybawieniem. Trochę to było dziwne włączać ją przy niemowlaku i do dzisiaj, kiedy spotykam rodziców, którzy stosowali podobne praktyki to mi jakoś lżej. Dzisiaj jednak wiem, że te dźwięki uspokajały dziecko, bo przypominały mu to, co słyszał w brzuchu mamy. Jeśli Ty jesteś mamą maluszka lub znasz kogoś, komu maluch się urodził, a Ty potrzebujesz prezentu – biegnij po Szumisia. To mięciutki miś, który wewnątrz brzucha ma mechanizm wydający delikatny dźwięk bezpieczny dla Maluszka i pomagający mu zasnąć. To dopiero wynalazek i zastępstwo dla tej nieszczęsnej suszarki. Kiedy dziecko podrośnie wystarczy wyjąć misiowi ze środka serduszko z mechanizmem, a miś może być dalej ulubioną przytulanką.


Czy wspominałam, że kocham lumpeksy, second handy, sklepy z używanymi rzeczami i wszelkie punkty, w których można znaleźć stare przedmioty, i którym ja mam szansę nadać nowe życie. Kocham! Zakupy w takich miejscach dostarczają mi niepowtarzalnych emocji. Na próżno szukać podobnych w centrum handlowych. Ta filiżanka z cieniuteńkiego szkła to moja ulubiona rzecz ostatnich miesięcy. Mieści się w niej idealnie moja czarna kawa z domowego ekspresu. Jest tak delikatna i filigranowa, że ciężko poczuć się inaczej niż dama o poranku 🙂 Do tego jest po prostu piękna. Zachęcam bardzo mocno, żebyś choć raz wybrała się do sklepu z używanymi rzeczami. Skąd wiesz czy Ci się nie spodoba ? 🙂


Nigdy nie lubiłam matematyki. Na myśl o klasówce dostawałam bólu brzucha :/ I odkąd sięgam pamięcią zawsze mówiłam, że nie mam absolutnie żadnych matematycznych zdolności. Z klasy do klasy prześlizgiwałam się z marną „trójczyną”. Dziś niewiele się zmieniło. Wszelkie kwestie liczb, procentów, podatków zostawiam księgowej i nawet nie próbuję tego sama ogarnąć, bo słabo mi na samą myśl o tych wszystkich ulgach, tabelkach w excelu i innych hieroglifach. Kto wie czy dziś myślałabym inaczej (matematycznie) gdyby już od najmłodszych lat mój podręcznik do matematyki był taki jak ten? „Matematyka jest wszędzie” to książka o matematyce, ale nie podręcznik do matematyki. Powstała przy współpracy Mai Kramer i fundacji mBanku. Nie znajdziesz w niej nudnych zajęć, wzorów wymaganych przez podstawę programową. Szczerze powiedziawszy ta książka może nie spodobać się pedagogom uczącym w szkołach zgodnie z ta podstawą właśnie. Pisana językiem potocznym, który nawet przez chwilę nie przypominał mi tego poważnego, podręcznikowego. Książka nie ma na celu zachęcić dziecka do tak zwanego „wkuwania”, ale do myślenia matematycznego już od najmłodszych lat, bo jak mówi sam tytuł – matematyka jest wszędzie. I tak – brył można uczyć się robiąc inwentaryzację w kuchennych szufladach. Przechylając talerz z zupą można zadać dziecku pytanie pod jakim kątem ten talerz właśnie się znajduje. Cyfr możemy się nauczyć robiąc ich autorską galerię rysunkową sprawiając by dwójka zamieniła się na przykład w groźnego smoka. Przykładów i inspiracji znajdziemy w książce setki. Bardzo mi się to podoba. Zwłaszcza, że edukacja oparta na odkrywaniu świata przez malucha zgodnie z jego aktualnymi zainteresowaniami, a nie sztywnymi regułami ustalonymi przez kuratorium jest mi bardzo bliska. Tak samo jak nauka poprzez zabawę.
„Sposoby dziecięcego myślenia są czasem tak inteligentne, że my dorośli mamy duże trudności w rozpoznaniu ich oryginalności i kreatywności” – Hartmut Spiegiel
No właśnie. I może byśmy tak pozwolili tym dzieciom naszym myśleć po prostu? Hmhhh? Bo dzieci nigdy nie są za małe, by się uczyć, by doświadczać. Zwłaszcza, że im są mniejsze tym więcej rzeczy uczą się intuicyjnie.
Dobrą wiadomością jest to, że do końca września książkę można zamówić zupełnie za darmo klikając TUTAJ.


Na koniec, jeśli jesteś rodzicem, polecam Ci coś, co wszyscy pamiętamy z dzieciństwa – magazyn „Świerszczyk”! Jakiś rok temu zobaczyłam go u synka mojej przyjaciółki. Powiedziałam wtedy „Wow! To 'Świerszczyk’ jeszcze istnieje”?! Ano istnieje i można go zaprenumerować lub kupić w kiosku. Dla dzieciaków jest po prostu świetny! W dobie komiksów, w których jest masa agresji, plastikowych i „badziewnych” dodatków, z mikroskopijną ilością treści jakiejkolwiek – „Świerszczyk” jest perełką. Wierszyki polskich autorów, piękne grafiki robione różnymi technikami, gry, łamigłówki, czytanki z morałem, krzyżówki. Polecam kupić choć jeden numer. Moje dzieci na początku patrzyły na tę gazetkę sceptycznie. Teraz Marcin sam wybiera „Świerszczyk” do czytania na dobranoc.

To wszystko na dziś. Mam nadzieję, że znajdziesz coś dla siebie.
Dobrego dnia

Spodobają Ci się także:

14 komentarzy

Magda 26 września, 2018 - 12:58 pm

przepiękna ta filiżanka.Naprawde udał Ci się zakup

Reply
Pan Poeta 26 września, 2018 - 1:33 pm

Pamiętam te plakaty. Jeden szczególnie /-))

Reply
Karolina 26 września, 2018 - 5:20 pm

Śliczne masz Basiu pismo. Niczym z Worda. Kortez i „Pierwsza” to tez moje odkrycie (dzieki Tobie) do tego stopnia, że już wszystkie Jego kawałki znam na pamięć
Jak ja uwielbiam starocie. Mieszkając niegdyś w Norwegii zakochałam się, kiedy pierwszy raz tam poszłam. Pchli targ. Coś niesamowitego. Wszystkie przedmioty jakby z duszą ❤

Reply
Monika 26 września, 2018 - 6:33 pm

Kortez u mnie też teraz jest na okrągło, uwielbiam. Ostatnio namiętnie słucham „z imbirem” , piękna.. , albo „od dawna już wiem”
A z ciuchlandami zaprzyjaźniłam się dzięki Tobie 🙂 Zawsze myślałam, że tam nic nie będę umiała znaleźć. Ale byłam po prostu na to zamknięta, wpadałam i wypadałam tak samo szybko. Ale podeszłam do tego tematu inaczej, tak z zaciekawieniem, i wyszłam z pierwszej wycieczki z czterema super letnimi sukienkami na lato, w których już zdążyłam pochodzić. Pozdrawiam cieplutko

Reply
Magda 26 września, 2018 - 7:03 pm

Dzięki!!!! Uwielbiam Twoje plakaty!!!!

Reply
katarzyna606 26 września, 2018 - 7:07 pm

Basiu dziękuję za polecenie książki „Matematyka jest wszędzie”. Po Twojej rekomendacji zamówiłam ją tak dla siebie i własnego rozwoju, bo bardzo mnie zaciekawiłaś (a nie mam dzieci)

Reply
Ania 26 września, 2018 - 7:41 pm

Świerszczyk – moja gazeta z dzieciństwa. pamiętam, że zawsze jak jechałam gdzieś pociągiem, np. na wakacje, to mama mi kupowała gazetkę na podróż.
a książka z matematyki już zamówiona 🙂

Reply
Monika 26 września, 2018 - 8:14 pm

Z „siedem metrów pod ziemią ” polecam wywiad z byłym księdzem. A Korteza kocham od zawsze 🙂

Reply
just 26 września, 2018 - 8:50 pm

Ja też już zamówiłam książkę 🙂 Jutro odbiorę 😉 A Kortez… wszyscy tak uwielbiali, a ja myślałam, że to jednak nie moja bajka. I wskoczyło jakoś tak samo… z imbirem… z imbirem…

Reply
Natalia 27 września, 2018 - 7:39 am

To samo miałam z Kortezem, ale zaczęłam od piosenki Z IMBIREM moja ulubiona aktualnie.
A jeśli chodzi o plakaty to są genialne. Kiedyś myślałam, żeby spróbować, ale chyba mnie to przerosło, więc podwójnie podziwiam 😀

Reply
Asia 27 września, 2018 - 2:07 pm

Gdy widzę ciasto w którym trzeba ubijać białka uciekam gdzie pieprz rośnie bo po prostu nigdy nie umiem ubić jak należy Pani Basiu gdy zobaczyłam murzynka na IG postanowiłam spróbować (zachęciła mnie Pani tym,ze Pani piana tez nie zawsze wychodzi sztywna).Wzielam się do pracy dziś zaraz po obiedzie,trwało to kilka chwil a jakiii pyszny!!!!Dziekuje za przepis-piana po raz pierwszy wyszła sztywnaPozdrawiam ze Slaska

Reply
Ewa 28 września, 2018 - 4:32 am

Uwielbiam lumpeksy i świerszczyka. Ulubioną filiżankę właśnie, z porcelany, zrobioną w Krakowie ileś tam dziesiąt lat temu, ja kupiłam 8 lat temu w lumpeksie w Północnej Irlandii. I mam jeszcze kilka takich perełek.

Reply
Ania 29 września, 2018 - 6:15 am

Uwielbiam te plakaty, a do makowo-zbożowego mam sentyment szczególny. Świerszczyka zaczęłam prenumerować dla mojego 5,5letniego Jaśka i chociaż pierwszy numer spotkał się z małym zainteresowaniem, to już kolejne z ekscytacją. I jaka robotę robi koperta z jego nazwiskiem! Skacze chłopak że szczęścia, że to tylko dla niego. Od razu zagląda do Irenki, a kolejne 3 wieczory Świerszczyk rządzi przed snem.
Też mamy książkę matematyczną z banku – muszę do niej w końcu przysiąść, ja uwielbiałam matme jako dziecko, miałam genialną nauczycielkę w podstawówce. Za to ta ze średniej szkoły skutecznie mi radość z zadań matematycznych obrzydziła.
Idę sprzątać i włączam Korteza – nie znam go w ogóle jeszcze.
Dzięki!

Reply
GosiaSkrajna 1 października, 2018 - 5:37 pm

Basiu, zrobiłaś mi dobrze…dzieki za muzykę Korteza :)))

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem