fbpx

24.10.2015

Autor: Basia Szmydt

Pamiętam, że byłam strasznie wściekła. Na wszystko i wszystkich.
Na rodziców, bo realizowali swoją wizję wielkiej imprezy pierworodnej córki.
Na pogodę. Bo zamiast ciepłego, planowanego czerwca, pełnego ulubionych chabrów bławatków, dostałam deszczowy i zimny październik, a moja sukienka miała cały dół w błocie już po minucie.
Na Tomka, bo zapomniał zabrać dowody do kościoła.
Na to paskudne futro, w którym wyglądałam jak caryca Katarzyna, a którego nie mogłam zdjąć, żeby się nie przeziębić – w końcu nie mogłam wziąć później żadnych pigułek na przeziębienie.
Na grzywkę, która układała się jak jakiś hełm tego dnia.
Na tę remizę strażacką, całą w boazerii, której nijak nie mogliśmy doprowadzić do wymarzonej bieli.
Na to, że nie mogłam się napić wódki.
Na to, że byłam tak duża, a hormony buzowały jak szalone.
Pamiętam też, że to była jedna z lepszych imprez, na jakich byliśmy w życiu.
Pamiętam, że nie stosowałam się do zaleceń lekarza i zamiast jednej wolnej piosenki przetańczyłam całą noc.
Pamiętam, że wszystko za szybko się skończyło.
Że było absolutnie przepyszne jedzenie od kucharki Pani Basi, a ta szynka…! Zjadałam ją ze wszystkich półmisków, przechadzając się od stolika do stolika, rozmawiając z gośćmi. Było mi to rzecz jasna wybaczone. W końcu pod tą finezyjnie upiętą sukienką spało sobie miękko nowe życie, pod moim serduchem. Dziś to życie ma prawie 6 lat, a my jesteśmy 6 lat po ślubie.
I dziś to wszystko o czym piszę wyżej wydaje się być tak błahe.

BD2_6259-Edit BD2_6266BD2_6485 BD2_6518 BD2_6540BD2_6561 BD2_6558 BD2_7112

Spodobają Ci się także:

11 komentarzy

Agnieszka 24 października, 2015 - 10:06 am

Super zdjęcia, no i ten dekolt! Ślub w ciąży ma w sobie coś magicznego… ja powiedziałam sobie, że nie chcę brać ślubu w ciąży, a wyszło tak, że totalnie niespodziewanie zobaczyłam dwie kreski na teście na 6 dni przed ślubem! Cieszyłam się jak głupia, że jednak nie wybrałam tej bardzo obcisłej sukienki i nie musiałam wciągać brzucha 😉 Świadomość nowego życia pod sercem zmienia wszystko.

Reply
Ania 24 października, 2015 - 10:20 am

Jak Ty pieknie wyglądalaś! I ten biust 😀 teraz jestem w drugiej ciąży i też bym sobie taką suknię z dekoltem zapodała gdybym miała okazję. Wygladalas cudownie kobieco. Widzę, ze bralismy slub zaledwie 3 tygodnie przed Wami 😉 niechaj się Wam szczęści, Basiu i Tomku. Piękna z Was para 🙂

Reply
Monika Gabas 24 października, 2015 - 10:27 am

Dla uwiecznienia takiego dekoltu było warto! 😀

Reply
Dorota 24 października, 2015 - 11:16 pm

Pięknie wyglądałas! Z ubłoconą suknią, futerkiem carycy, grzywką nie taką -jest cudnie☺a Twój mąż zmężniał przez te lata bardzo ale to bardzo

Reply
BogusiaM 25 października, 2015 - 10:04 am

Wyglądałaś pięknie! I najważniejsze, że dobrze się bawiłaś i że dalej jesteście razem w tak wielkiej miłości;) Życzę Wam by to szczęście i miłość trwała i trwała wiecznie;)

Reply
aga 25 października, 2015 - 6:40 pm

cycki! oł yeeesss. cycki to był mój pseudonim na początku ciąży. też tęsknię za moimi. nam stuknęło 5lat tydzień temu. piąteczka! i gratulacje! dużo szczęścia Wam życzę! to ostatnie zdjęcie mnie urzekło.

Reply
Basia 26 października, 2015 - 9:19 am

Ja tez zamiast sierpniowego słońca i sesji na soczyście zielonej trawce i w morskich falach, miałam okrutnie zimny styczeń (ale słoneczny), i kilka zdjęć na szybko wykonanych pod kościołem:). Mój mąż w kościele miał ręce fioletowe z zimna (co widać na zdjęciach), mama przezywała, że jak on tak mógł przed ołtarzem w płaszczu stać i takie tam. A ja tego dnia byłam wyluzowana, nic mnie nie obchodziło. Nie przejmowałam się pierdołami.Choć orkiestra mogła być lepsza, sala lepiej wyglądać ale wszystko szykowaliśmy na szybko, i postanowiłam, że skoro plany uległy „przyśpieszeniu” to nie będę zadręczała się tym czego nie dam rady zmienić.
A impreza była wspaniała, wokół Ci bliżsi i trochę dalsi, ale wszyscy bawili się razem i to było fajne. A sesję na plaży może zrobimy sobie w 10 rocznicę ślubu!
Sto lat dla Was! My też jesteśmy 6 lat po ślubie!

Reply
Marta 30 października, 2015 - 11:53 am

Też jestem wściekła.
Jestem wściekła, że wciąż brakuje mi odwagi do podejmowania radykalnych decyzji, odległych od tych uznawanych powszechnie za słuszne.
Jestem wściekła, że zabrakło nam odwagi, by powiedzieć nie, zdecydowanie nie chcemy wesela. Że pragniemy powiedzieć sobie Tak! skromnie i z radością w sercach. Nie starczyło odwagi…
Ale to mało istotne. Najważniejsze to, że obok będzie stał człowiek, który trwać będzie przy mnie aż do końca życia 🙂

Reply
Matka Niedźwiedzich 1 grudnia, 2015 - 5:07 pm

I Waldi udzielał Wam ślubu 😀
super cycki <3

Reply
Gonia 26 maja, 2018 - 8:06 pm

Rany, brałaś ślub 24 października! My też 😀 (tylko w tym 2015). Najgłupszy komentarz, ale musiałam to napisać 😉 Tylko ja sobie tak właśnie wymarzyłam, bo kocham październik i smętek jesienny przyjęłabym bez problemu (tymczasem pogoda była wspaniała).

Reply
Alicja w swoim świecie 13 marca, 2019 - 7:30 pm

Wiele (i wielu) z nas ma jakąś wizję idealnego ślubu. To ma być TEN dzień, kulminacyjny moment naszej prywatnej komedii romantycznej. Planujemy, inspirujemy się, wydajemy kupę kasy, tracimy nerwy… I chyba nikt w historii nie miał jeszcze ślubu i wesela, o których można byłoby powiedzieć, że wszystko się w nich udało. Zawsze coś jest nie tak, jak miało być. Nie tak jak w wyobrażeniach.

Ja miałam piękną pogodę, cudowną suknię i wspaniałą zabawę. Ale miałam też salę weselną, którą przemalowano na 3 miesiące przed ślubem, przez co kompletnie już nie przypominała tego, co sobie wymarzyliśmy. Bukiet i kwiaty we włosach były zupełnie inne, niż zamawiałam – koszmarne, popsuły mi połowę zdjęć. Film został nagrany beznadziejnie i nieprofesjonalnie, wciąż nie mogę na niego patrzeć bez złości. Buty, które miały być super wygodne, poraniły mi stopy tak, że przez większość wesela miałam je poobklejane plastrami i wściekle bolały (ale i tak nie schodziłam z parkietu). Nie udało mi się spróbować większości potraw, które podobno były pyszne. Napsuło mi to wszystko krwi, bo przecież zarzynałam się, żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik, żeby ten dzień był perfekcyjny… Nie był. Ale i tak był jednym z najszczęśliwszych w moim życiu. Kwiaciarkę i kamerzystę wybrałam źle, ale najważniejszą osobę, czyli Pana Młodego – perfekcyjnie 🙂 I to jest najważniejsze. Żałuję tylko, że tak się tym wszystkim spinałam i miałam takie wygórowane oczekiwania co do samego ślubu. To przecież tylko jeden dzień, znacznie ważniejsze są te dni, miesiące i lata, które następują później.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem