CZAROWANIE CODZIENNOŚCI

Autor: Basia Szmydt

Dostałam ostatnio od mojej koleżanki mema. A jestem z tych, którzy z memów śmieją się do rozpuku. Oczywiście tylko z niektórych memów. Ten był szczególny. Siedział mi w głowie tak długo, że tuż po tym , kiedy rozesłałam go do wszystkich moich znajomych usiadłam i postanowiłam napisać parę słów. Bo ten mem zasługuje na posta, niewątpliwie. Dziś będzie o czarowaniu rzeczywistości.



– Z czego się cieszysz?!
– Profilaktycznie.

I te kilka słów to jest dla mnie mistrzostwo świata. Serio. To o mnie jest.
I o kilku moich przyjaciółkach też.
Cieszymy się życiem profilaktycznie. Choć naprawdę czasem nie ma z czego.

Czasami to wręcz bylejak jest.

Mimo wszystko i z pełnym przekonaniem jestem pewna, że dobrze jest wybrać w życiu tak zwaną jasną stronę mocy. Czyli ogólnie rzecz biorąc po prostu MYŚLEĆ POZYTYWNIE. Ja tak zrobiłam kilka ładnych lat temu i stwierdzam, że od tamtej pory w moim życiu dzieje się prawdziwa magia. Serio. Dobra energia przyciąga dwa razy więcej dobrej energii. Ale o tym za chwilę. Bo najpierw będzie o tym, co według niektórych robię nie tak. A trochę się tego nazbierało.

Boże Mój Jedyny! Ile ja się przez ostatnie lata nasłuchałam. Ale ostatnio to szczególnie.
Że życia prawdziwego nie znam. Że od rzeczywistości oderwana jestem. Że co ja tam wiem, skoro jestem jak pączek w maśle. Że inni mają gorzej. Że świat jest zły, niebezpieczny a ja się zachowuję jakbym tego nie widziała.
I że przede wszystkiem to z czego ja się tak cieszę?!

A no cieszę się. Bo świat jest dokładnie taki jakim my chcemy go widzieć.

A ja swój widzę w najpiękniejszych barwach. Serio. I codziennie Bogu dziękuję za to co widzę tuż po przebudzeniu się. Nieważne czy budzę się na tapczanie u znajomych, w rozbitym namiocie na działce u przyjaciółki, w swojej pięknej sypialni, czy też w moim starym pokoju w rodzinnym domu. To wciąż cholernie piękny świat, bo ja tak zdecydowałam.
Owszem, koloryzuję rzeczywistość i mam „odchył” w drugą stronę. Po milion razy cieszę się z tych samych rzeczy, wciąż powtarzam, że wszystko będzie dobrze i jakoś się ułoży, a zamiast w nieskończoność dramatyzować i narzekać – wstawiam do piekarnika jagodzianki i podaję je na najpiękniejszych talerzykach, a w zeszycie drobnym maczkiem zapisuję skrupulatnie wszystkie marzenia do spełnienia. Wiesz dlaczego? Bo dobrze na tym wychodzę, bo lepiej mi się z takim podejściem żyje. Bo tak wybrałam. Co doprawdy nie oznacza, że życia nie znam, i że ono mnie nie doświadcza.

Moje życie jest zupełnie normalne. I musisz uwierzyć mi na słowo, bo tutaj pokazuję tylko jego jeden maleńki wycinek.
Ja też mam problemy do rozwiązania, wielogodzinne rozmowy z przyjaciółkami o trudach macierzyństwa, o rachunkach do zapłacenia i pracy, którą albo trzeba utrzymać albo wymyślić jakąś na nowo, żeby zarobić na chleb. Też mam wieczne troski związane z dziećmi, też martwię się o rodziców i ich zdrowie. Też chodzę na chrzciny, śluby i pogrzeby. Mnie też przytłacza koronawirus, ZUS, polityka, wybory korespondencyjne, pieprzone maseczki, w których nie da się oddychać, fake newsy i podwyżki cen produktów w sklepach. Przecież moje życie składa się też z tego wszystkiego. Nie jestem obok. Cała sztuka, którą uprawiam polega jednak na tym, że ja nie skupiam swojej uwagi zbyt długo na tym wszystkim co złe, czego trzeba się bać i czym martwić.

Dbam o swoją wewnętrzną życiową energię i gospodaruję nią rozsądnie.

Sporo się nauczyłam przez ostatnie lata. Najwięcej dała mi terapia u psychoterapeuty. Pisałam o niej kilka razy na blogu i bardzo zachęcam do przeczytania tych postów. Myślę, że warto.

POROZMAWIAJMY O TERAPII.

Spotkałam wiele osób, które rozpoczęły swoją terapię po lekturze moich postów. Jedną z najważniejszych rzeczy, których nauczył mnie mój terapeuta było dbanie o swoją wewnętrzną energię. Od tego w zasadzie zaczęliśmy. Pamiętam jak pierwszy raz usłyszałam: jeśli nie zadbasz o to, żeby siebie samą naładować, żeby napełnić siebie po brzegi energią to nic, absolutnie nic ci w życiu nie wyjdzie i nie przyniesie satysfakcji. Pozbawiona energii będziesz słabą żoną, przyjaciółką, matką, pracownicą, szefową itd, itd. Wypełni cię niekończąca się frustracja, lęk, wyrzuty sumienia, niezadowolenie z życia i nieustanne przejmowanie się opinią innych. Mocne. Tylko skąd zatem wziąć tę energię? Mnie wydawało się, że ładuję się nią idąc do wanny pełnej piany albo oglądając ulubiony serial. To tylko połowicznie było słusznym wnioskiem. Finalnie do tego, by stwierdzić czy jestem wyczerpana czy przeciwnie – naładowana energią, doszłam dopiero wtedy, kiedy sama przed sobą odpowiedziałam sobie na pytanie NA CO JA TEJ ENERGII TRACIĆ NIE CHCĘ. I tu doszłam na przestrzeni kilku ostatnich lat do bardzo ciekawych i niesamowicie prawdziwych wniosków. Oto na co nie tracę swojej energii lub przynajmniej bardzo się staram, by tego nie robić.

Strach

W ostatnim numerze The Mother Mag przeczytałam takie zdanie: „Jeśli myślimy, że świat jest jednym wielkim zagrożeniem, to będziemy żyć w lęku, a to będzie nas blokować przed planowaniem przyszłości. Jeśli myślimy o sobie, że nie damy rady, to jej nie damy.” Proste i logiczne. Idąc dalej. Jeśli będziemy 24h/dobę oglądać wiadomości w telewizji (podkreślam – w większości złe wiadomości), to będziemy żyć w przeświadczeniu, że świat jest zły, wszyscy umierają i w zasadzie to już nic tylko położyć się i czekać na tę śmierć. Te katastroficzne wizje przysłaniają nam dobry świat, w którym żyjemy, i który sami możemy sobie stworzyć.
Ja nie chcę się bać. Strach nic mi nie daje. Wręcz przeciwnie. Oglądając złe wiadomości i skupiając na nich całą swoją energię staję się smutna i przerażona. To naturalna kolej rzeczy. Nie chcę myśleć o tym z czym na pewno sobie nie poradzę, co mi się nie uda, w czym zawiodę. Nie chcę myśleć o tym ile niebezpieczeństwa czeka na moje dzieci, na nas, jakie zagrożenia serwuje nam codzienność. Po co? Wolę skupić się na tym co dobre i na to ile jeszcze pięknych chwil przed nami. Choćby dzisiaj.

Toksycznych ludzi

Temat, który poruszałam już na moim blogu w poście pt. „TOKSYCZNI LUDZIE – JAK POZBYŁAM SIE ICH ZE SWOJEGO ŻYCIA„.
Większość z nas potrzebuje funkcjonować w grupie, należeć do jakiejś społeczności – ja też. To zupełnie normalne. Nienormalne jest jednak nieustanne życie życiem innych ludzi, ocenianie, krytykowanie, osądzanie, wtrącanie się, bycie niemiłym, cynicznym. To dotyczy dwóch stron. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele energii kosztuje nas wieczne analizowanie co ktoś o nas myśli, czy dobrze się zachowaliśmy, czy oby na pewno wszyscy nas lubią. Nie tracę energii na ludzi w towarzystwie których nie czuję się ze sobą dobrze, muszę udawać kogoś kim nie jestem. Rozstania w tym aspekcie bywają bolesne i potrzeba na nie czasu, ale warto. Bo kiedy w życiu rezygnujemy z czegoś negatywnego robimy miejsce na coś dobrego, na coś co nas uskrzydla. Na przykład na nowe, piękne i budujące znajomości, które niewątpliwie dodają nam energii. Albo na pobycie sam na sam ze sobą, bo to też przecież piękne towarzystwo.

Wewnętrznego krytyka

Przyznam, że z tym punktem mam największy problem. Wykonałam juz ogromną pracę nad sobą i kiedy patrzę wstecz na siebie dwudziestoparoletnią to sama sobie dzisiaj przybijam piątkę i mówię „dobra robota dziewczyno!”. Ale krytyk jest. Siedzi sobie w ukryciu, umościł sobie wygodnie gniazdko gdzieś na moim prawym ramieniu i odzywa się nieproszony. A kiedy tylko dopuszczę go do głosu to on tak może gadać bez ustanku nawet kilka dni. I po tych kilku dniach to ja już kompletnie nie wiem co ja dobrze robię i czy w ogóle jestem wystarczająco dobra skoro on mi tak „ględził” nad uchem. Kosztuje mnie to mnóstwo energii! Z resztą co ja ci będę opowiadać o wewnętrznym krytyku. Wszystkie znamy go doskonale. Cała sztuka u mnie polega na tym, żeby wybadać moment, kiedy jestem w słabszej formie. Żeby to zauważyć w ogóle, a do tego potrzebne jest świadome przeżywanie codzienności. Kiedy jestem przemęczona, przed okresem albo po prostu mam zły dzień to dla wewnętrznego krytyka idealne poletko do działań. On tylko czeka na ten mój słabszy moment. Nauczyłam się z nim konfrontować. I powtarzam sobie, że „oho! Moja droga właśnie twój krytyk przemawia, daj mu się chwilę wygadać, a potem albo odpocznij albo zajmij się czymś i bądź dla siebie dobra, bo robisz kawał dobrej roboty, bo dzieci są ogarnięte, kwiatki podlane, wszystko jest na swoim miejscu i jest ok”. Opanowanie tego dziada wymaga regularnych ćwiczeń, ale zaręczam że jest to jak najbardziej możliwe. I oszczędza tony drogocennej energii.

Rzeczy, na które nie mam wpływu

Jest całe mnóstwo rzeczy, którymi się martwimy, a na które nie mamy realnego wpływu. Albo martwimy się nimi od rana do wieczora, a nie robimy niczego, żeby tę sytuacje zmienić. Przykład? Ekologia, polityka, edukacja dzieci no i może jeśli mam być całkowicie szczera moja waga – to są cztery obszary, którymi ja zazwyczaj martwię się w największym stopniu. Zamiast jednak oglądać debaty polityczne i załamywać ręce, zamiast „psioczyć” na kulawy system edukacji i płakać nad topniejącymi biegunami, ja całą swoją energię kieruję w stronę zmiany. Zmiany siebie, swojej rodziny, naszych zachowań, nawyków i stylu życia. Bo na to mam wpływ. Mniejszy albo większy ale mam. I zamiast stać z założonymi rękami – zaczynam od siebie. Nie pasuje mi to co się dzieje ze światem w kontekście ekologii – staję się więc bardziej ekologiczna, wprowadzam eko nawyki do naszego życia i edukuję, namawiam do tego moich znajomych i rodzinę, sprzątam rowy koło domu i plaże na wakacjach – robię co mogę, ale robię. Nie pasuje mi system edukacji moich dzieci – zastanawiam się jak mogę go obejść, co mogę zrobić dla moich synów, żeby wyrośli na przyzwoitych i wykształconych chłopaków i działam. A realne i namacalne efekty tych zmian dają mi prawdziwego powera i motywację. Jest takie ładne powiedzenia (ja znalazłam je dawno temu na blogu Edyty Zając) – PRACUJ NAD SUKCESEM W CISZY, NIECH KRZYCZĄ ZA CIEBIE TWOJE OSIĄGNIĘCIA. Pracuję zatem nad wszystkim na co mam wpływ. A jest tego sporo. Całą resztę po prostu puszczam wolno. A zaczynam od odpowiedzi na pytanie „na co mam wpływ dzisiaj?”.

Życie przeszłością

Mam prawie 36 lat. To naprawdę najwyższy czas, by zostawić wszystkie niepowodzenia, pretensje i zdarzenia przeszłości. Szkoda czasu, by o tym wciąż myśleć, rozmawiać przy winie i nieustannie analizować co mogłam zrobić inaczej. Stop. Wolę swoją energię poświęcić na to co dzieje się teraz i ewentualnie na zapisywanie wszystkich tych marzeń drobnym maczkiem, w złotym zeszycie 🙂 Marzenie i kombinowanie jakby te marzenia wcielić w życie totalnie mnie uskrzydla!

Narzekanie

Dochodzimy do sedna. Narzekanie. Ileż można narzekać…? I czy rzeczywiście mam powody do tego, by robić to niemal codziennie? A gdyby tak przeprowadzić eksperyment i spróbować NIE NARZEKAĆ przez tydzień. Za każdym razem gdy zacznę wypowiadać słowa na temat złej pogody, niemiłego maila, korków, pryszcza na nosie czy beznadziejnego kraju, w którym przyszło nam żyć, ugryzę się w język i spróbuję zmienić perspektywę?
Może zamiast mówić o tym na jakie wakacje nie pojechałam przez koronawirusa, jak fatalne decyzje podjął rząd w sprawie zamknięcia lasów, jak bardzo doskwiera nam izolacja, po prostu załaduję się z rodziną do samochodu albo na rower, spakujemy do plecaka kanapki i termos z herbatą i po prostu pójdziemy do tego lasu?
I docenię to, że mogę go czuć, oglądać, słuchać i czuć miękki mech pod nogami i to, że mam z kim to wszystko podziwiać? Naprawdę mało mam powodów do tego, by narzekać. Częściej za to powinnam puknąć się w czoło gdy tryb narzekania mi się załącza. Ja naprawdę wolę patrzeć na świat przez różowe okulary.

I choć sytuacja nie jest sprzyjająca, by mieć te okulary różowe na nosie, to mimo wszystko myślę że warto. Bo wtedy nam się lepiej po prostu żyje. Wtedy świat staje się bardziej przyjaznym miejscem, a energia (dobra!), którą wysyłamy wraca do nas podwójnie. Dostrzegamy to, czego nie dostrzeglibyśmy wlepiając wzrok w ekran TV albo analizując zachowanie koleżanki z pracy. Poświęcamy swój czas na rzeczy, na które nie mielibyśmy czasu zajęci zamartwianiem się.

Świat w obliczu kryzysu potrzebuje odważnych marzycieli.
Zgłaszam się na ochotnika 🙂
Dołączysz?

A na koniec garść zdjęć z majówki. Takiej zwykłej dosyć. Był grill, który dostaliśmy kiedyś od mojego taty, gdy zaczynaliśmy budowę domu. Ma juz ze 30 lat i to naprawdę doskonały sprzęt jest. A na grillu chorwackie cevapcici, czyli mięso mielone z przyprawami. Do tego surówka z pieczonego buraka, którą uwielbiam (TUTAJ PRZEPIS) i kasza bulgur z masłem, parmezanem i prażonym słonecznikiem – pyszna! I sos z jogurtu i kiszonego ogórka, i chleb przypalany na grillu czyli pełnia szczęścia choć to jedzenie to nic innego jak zapasy znalezione w czeluściach lodówki i zamrażarki.

Spodobają Ci się także:

34 komentarze

Magda 7 maja, 2020 - 3:50 pm

Zgadzam się z tym, że pozytywne myślenie i nastawienie popłaca. Przekonuję się o tym każdego dnia 🙂 Oczywiście również łapie się na błędach, kiedy np. włącza się strach czy wewnętrzny krytyk 😉 Trzeba nauczyć się temu przeciwstawiać, a Ty znakomicie pokazujesz, jak należy do tego podejść. Dzięki za ten wpis!

Reply
Marta 7 maja, 2020 - 8:06 pm

O rety. Jak tu cudownie. Czytam Cię od dawna, z wielką przyjemnością. Ale czuję się tu jak u siebie! Z wieloma aspektami się zgadzam. Jesteśmy zdominowani, zbombardowani grozą, cierpieniem i złem. A dobra tak wiele! Też się zgłaszam do tych ‚niepoprawnych’ marzycielek! Po kilku latach pracy na etacie przeszłam na swoje, zajmuje się muzyka więc robię to co kocham. Mam wspaniałą rodzinę. I milion innych powodów do wdzięczności. I będę tym wariatem co na przekór wszystkiemu się uśmiecha… 🙂 dziękuję za ten tekst!

Reply
Basia Szmydt 7 maja, 2020 - 9:31 pm

Wspaniale!

Reply
Jusca 7 maja, 2020 - 9:10 pm

Basiu – zgadzam się że wszystkim… Jedno mnie osobiście męczy… Staram się i pracuje nad sobą, nad pozytywnym myśleniem. Ile to ja ludzi omijam, bo oni z tych „narzekających/negatywnych”, ale nie jest mi łatwo spotkać pokrewne duszę. A myślałam, że dibro/optymizm przyciągają to samo. I smutno mi.

Reply
Basia Szmydt 7 maja, 2020 - 9:34 pm

Bo przyciąga jestem tego pewna. Może warto nie zaprzątać sobie głowy tymi, którzy marudzą i podcinają skrzydła? 🙂

Reply
Jola 7 maja, 2020 - 9:38 pm

Bardzo madry post. Twoje posty Basiu sa tez zrodlem dobrej energii

Reply
Basia Szmydt 7 maja, 2020 - 9:39 pm

Dziękuję

Reply
Wika 8 maja, 2020 - 6:09 am

Basiu, dziękuję za ten post. Tego nam trzeba w takich czasach 🙂 Zdecydowanie się zgadzam, że dobre myśli i dobre czyny przyciągają dobrych ludzi 🙂 Bardzo bym chciała pojąć na terapię, żeby zawalczyć z moim wewnętrznym krytykiem, ale mimo prób nie znalazłam odpowiedniej osoby. Czy możesz podać do kogo chodziłaś? Te słowa brzmią bardzo mądrze.

Reply
Anna 8 maja, 2020 - 7:12 am

Lubię Twój blog, dobrze, że Jesteś.

Reply
Ania 8 maja, 2020 - 3:34 pm

Zgadzam się i chcialabym mieć wokół siebie takich ludzi jak ty. Niestety czasami „marudy” potrafią wyssać ze mnie pozytywną energię i niestety mam z nimi styczność na co dzień. Motywujesz mnie jednak żeby nie dawać za wygraną! 🙂 Dziekuję i pozdrawiam!

Reply
iwona 8 maja, 2020 - 9:09 pm

Cudowny post! Dziekuje! Sciskam mocno x

Reply
Inka 9 maja, 2020 - 6:26 am

Po przeczytaniu tego wspaniałego tekstu też sobie coś postanowiłam. Jak to zrobię to będzie mi lepiej i mój świat będzie lepszy. Super tekst! Inspirujący. Pozdrawiam i czekam na więcej

Reply
Megi 9 maja, 2020 - 7:44 am

Czy możesz powiedzieć skąd kurteczka?

Reply
Basia Szmydt 9 maja, 2020 - 7:47 am

Kurtka ma 14 lat ☺️

Reply
Dmaww 9 maja, 2020 - 8:01 pm

Gdybym pisała bloga napisałabym to samo. Mam trochę więcej lat. Ba trochę to mało powiedziane. Dołączę chętnie do marzycieli i pozytywnie zakreconych. Pozdrawiam.

Reply
Justyna 10 maja, 2020 - 5:57 pm

Brakuje mi jeszcze jednego czynnika, jakim jest (bez wzgl. na sytuację związaną z koronawirusem) chodzenie do PRACY stacjonarnej lub wykonywanie pracy, w której odpowiedzilanośc za kasę lub zgodnośc z prawem spoczywa na Tobie. Oraz sytuacje typu: masz dedlajn, ważny projekt się sypie, a dziecko ma szkarlatynę drugą, choć to ponoc niemożliwe. Albo: unieważnili Ci przetarg na 2 mln. i jak nie zrobisz sensownego wytłumaczenia ( a nic nie zalezy od Ciebie, po prostu koszty budowlanki wzrosły) to wylatujesz z pracy. Albo inne tego sytuacje. Basiu, twoj wpis jest fajny i pozytywny, ale mimo zapewnień o znajomości prawdziwego życia, nieco oderwany od realiów.
Nie wiem czy pisałabys tak samo, gdybyś miała perpsektywę pracy inną niż obecnie wykonujesz. Bo umówmy się, to mega zmienia perpsektywne i obniża poziom stresu -być w domu i blogować z domu, i móc zajmowac się dziećmi, a praca i projekty dotyczą np. promocji plakatów czy serka Almette jak u innych blogerek/wlogerek. Nie obniżam znaczenia niczyjej pracy, boże broń, i chciałabym być dobrze zrozumiana, pokazuję tylko stopień/poziom odpowiedzialności i poziom nerwów, strachu i paniki jeśli coś nie wyjdzie – w obu pracach/projektach jest on diametralnie różny. Projekt za 30 mln, za który odpowiadasz i reklama serka Almette (abstrachując kogo dotyczy), łączy tylko nazwa – „projekt „i ” praca”. Całe tło zawodowe, poziom odpowiedzialności, konsekwencje np. prawne (przy przetargu) zmieniają sytuację i pozwalają być marzycielem lub nie.
Ja zawsze mówię, że trzeba widzieć rzeczy takimi, jakimi są naparwdę. To jest dużo większa sztuka, niż bycie marzycielem. Oczywiście moim zdaniem.

Reply
Basia Szmydt 11 maja, 2020 - 4:45 am

Albo na przykład pracujesz 15 lat w liniach lotniczych, masz stałą pensję, z której utrzymujesz rodzinę, bo żona jest blogerką i raz są z tego pieniądze, a raz nie ma, masz w Norwegii wynajmowane mieszkanie, w którym masz pół życia i nagle z dnia na dzień zamykają granice, a Ty tracisz robotę, bo samoloty stoją na ziemi i wtedy musisz w 24 godziny dopasować się do sytuacji, zamienić z żoną rolami, żeby jednak było z czego rachunki zapłacić.
Nie jestem poradnikiem, wikipedią i nie będę pisać nigdy dla każdego to po pierwsze.
Po drugie wiele lat pracowałam na to, żeby w chwilach takich jak ta zarabiać na blogu i móc utrzymać rodzinę.
Po trzecie każdy z nas sam decyduje czym się zajmuje, jak żyje, a ja dodatkowo – o czym tutaj piszę, bo jakby nie było to mój blog.
Blog, który nie jest receptą na życie, niczego nie nakazuje, ale jest tylko albo aż inspiracją i opowieścią o moim życiu.

Reply
Gosia 10 maja, 2020 - 7:25 pm

Basiu, bardzo lubię Twojego bloga. Bardzo jest mi bliskie Twoje podejście do życia. Chciałabym Ci polecić – jeśli jeszcze nie znasz – książkę Factfullness, to właśnie jest książka (oparta – suprise, surprise 😀 – na konkretnych danych) pokazująca, że na świecie jest coraz lepiej, a nie coraz gorzej. Mi się bardzo podobała. Pozdrawiam Cię serdecznie!

Reply
Basia Szmydt 11 maja, 2020 - 4:46 am

Dziękuję!! Mam ją zapisaną ❤️

Reply
Ania 11 maja, 2020 - 8:01 am

Lub z drugiej strony, poziom odpowiedzialności, gdy od pozyskania współpracy tego „serka Almette” zależy to, czy będziesz miała za co utrzymać siebie, rodzinę i bloga, bo dziś współpraca jest, a jutro jej może nie być. Do tego dochodzi pisanie bloga i zbieranie społeczności kilka lat za darmo, czego przecież nie widać, bo dziś są współprace na blogu. Każda praca ma swoje plusy i minusy, swoje stresy, swoją odpowiedzialność. Łatwo ocenić łatwość, gdy nie siedzi się w kulisach. Każdy ma swoją drogę i swoje wybory. To od nas zależy czy w danej sytuacji pozwolimy sobie na bycie marzycielem czy nie. Niezależnie od tego w jakiej sytuacji życiowej czy zawodowej się znajdujemy.

Reply
Basia Szmydt 11 maja, 2020 - 8:18 am

Tak ❤️❤️❤️

Reply
Michał 11 maja, 2020 - 11:17 am

Długi, ale kompletny wpis. Z tym narzekaniem wydaje się najprostsze do wprowadzenia – podejmuję wyzwanie. Sam mam problem z byciem marudą i mało zadowlonym z życia. Może takie poudawanie szczęśliwego wejdzie w nawyk i faktycznie będę się lepiej czuć – też podejmuję wyzwanie !

Reply
Kasia 11 maja, 2020 - 12:30 pm

Odnośnie komentarza Justyny: uważam, że ludzie zbyt często wszelkie wpisy odnoszą bezpośrednio (i co gorsza 1:1) do swojego życia, zwłaszcza do swojej sytuacji materialnej, rodzinnej, zawodowej. Życie każdego z nas jest inne nawet jeśli wykonujemy ten sam zawód, jesteśmy w tym samym wieku, z dziećmi lub bez nich. Zawsze znajdziemy czynnik, który będzie nas różnił. Jesteśmy różni, nie znaczy gorsi, nie porównujmy się, nie wypominajmy ludziom, że mają ‚lepiej’, bo ‚lepiej’ jest względne: to co według nas ‚lepsze’ w oczach innych będzie błahe, normalne, głupie. Często wypominamy innym ludziom to, co boli nas w naszym życiu. Zgadzam się: nie mamy wpływu na wszystko, są rzeczy niezależne od nas, ale też często nie mamy po prostu odwagi, żeby coś zmienić, czasem pieniędzy, a czasem nam się nie chce. Nie mamy pracy marzeń? Większość z nas nie ma, zarabiamy pieniądze na życie i tyle! Nie każdą pracę musimy kochać, nie musi być ona nasza pasją. Żyjmy swoim życiem! Wpisy Basi ‚przekształcajmy’ na SWOJE życie, na SWOJĄ sytuację. Nie z każdą radą, wpisem musimy się zgadzać. Weźmy te rady, która pasują nam. A tych u Basi nie brakuje i przede wszystkim te rady często nie wymagają nakładu finansowego, ale zmiany nastawienia, inicjatywy, chęci. A czasem trudniej o nie niż o pieniądze na super wyjazd czy ekstra gadżet. Pozdrawiam

Reply
Marta 11 maja, 2020 - 7:34 pm

Jestem na tak:) Próbowałam policzyć , ile lat Cię czytam, ale nie pamiętam. Szmat czasu:) jeszcze scrapkowalas wtedy 😉 Uściski.
Niech się spełni marzenie o agro, będę mogła Cię poznać i podladowac bateryjki dobrym nastawieniem Podobne mają Borejkowie w Jezycjadzie, którą uwielbiałam ale Ty jestes bądź co bądź realna 😉

Reply
CookUp 21 maja, 2020 - 7:17 pm

Nawet jak byle jak jest, a często przecież jest, albo nawet jeśli jest zupełnie zwyczajnie, to warto zachować dobre nastawienie do świata. I wcale nie oznacza to ucieczki przed problemami, a raczej akceptację tego, na co nie mamy wpływu. Wtedy rodzi się więcej przestrzeni na to, aby doceniać nawet proste, zwykłe momenty, które przecież mogą sprawiać mnóstwo radości. Świetny post, który bardzo, ale to bardzo inspiruje, a właśnie takiego dobrego podejścia wszyscy dzisiaj potrzebujemy. A chorwackie cevapcici to mistrzostwo świata. 😉

Reply
Basia Szmydt 21 maja, 2020 - 9:01 pm

Dziękuję ❤️ Uściski ❤️

Reply
Tynka 27 maja, 2020 - 12:14 pm

Dokładnie tak! Świat jest taki jak chcemy go widzieć. Nienawidzę narzekających ludzi, którzy nic nie robią, żeby ich życie wyglądało lepiej. Tak trzymaj!
Buziaki! 🙂

Reply
Marta 1 czerwca, 2020 - 9:25 am

Basiu, kiedy czytam Twoje teksty, to tę dobrą energię czuję niemal namacalnie! Dzięki!

Reply
Iwona 10 czerwca, 2020 - 1:15 pm

Bardzo mądre słowa. Bardzo podobnie staram się patrzeć na świat i to paradoksalnie od momentu kiedy ten świat wywrocil mi się do góry nogami . Los zabrał mi męża nagle i niespodziewanie i wtedy zdałam sobie sprawę że martwiłam się do tej pory o różne rzeczy nie biorąc zupełnie pod uwagę takiego scenariusza. Teraz staram cieszyć się drobnymi rzeczami i doceniać to co mam bo nie jest to nam dane raz na zawsze. Pozdrawiam Cię ciepło

Reply
Basia Szmydt 10 czerwca, 2020 - 1:16 pm

Ogromne wyrazy współczucia z powodu straty męża ❤️ Pozdrawiam Cię ciepło❤️

Reply
Daryjkowa 17 czerwca, 2020 - 7:03 pm

Zdecydowanie jestem za tym, aby żyć teraźniejszością i najbliższą przyszłością aniżeli non stop oglądać się za siebie i rozmyślać czego się nie zrobiło lub mogło zrobić. Bierzmy d… W troki i do dzieła. Uwielbiam tekst Moni Tekstualnej Bój się i działaj! Żyjmy najpiękniej jak potrafimy. Po swojemu. Spełniajmy się!

Reply
Basia Szmydt 17 czerwca, 2020 - 8:19 pm

Tak jest!

Reply
Kaira 17 sierpnia, 2020 - 9:07 pm

W całości zgadzam się z komentarzem Justyny. Jest naprawdę wyważony i mądry. I nie chodzi tutaj o lubienie czy nielubienie swojej pracy, o możliwości lub chęci jej zmiany. Naprawdę nie o to chodzi w jej wypowiedzi.

Reply
Magdalena 21 listopada, 2020 - 9:43 am

Pięknie piszesz. Po Twoim blogu oceniam, że robisz dużo dobrego dla świata taką pozytywną aurą.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem

Zgadzam się na newsletter