fbpx

CZERWIEC W MOIM OBIEKTYWIE

Autor: Basia Szmydt

„Sezonowość” – znaczenie tego słowa dźwięczało mi w uszach z całą mocą przez cały czerwiec. No bo wszystko w tym czerwcu zdaje się być tylko na chwilę, na moment, na sezon. I jeśli się ten moment przegapi, to jakaś taka tęsknota człowieka ogarnia.

Z jednej strony tyle się mówi, żeby nie gonić tak za wszystkim, żeby zwolnić, żeby odpuszczać. Ale jak tu odpuścić i nie gonić za soczystymi truskawkami, kwaśnym rabarbarem, delikatnymi kwiatami bzu czarnego, piekącymi w język rzodkiewkami czy wściekle różową botwinką?
Jak tu zrezygnować z zanurzenia się w ciepłym jeziorze, z pikników w parku i z jazdy na rowerze późnym wieczorem, gdy już upał trochę odpuści?

Nie umiem i nie chcę. Rzucam się na wszystko, co sezonowe, co krótko i tylko na chwilę. I od pierwszych dni czerwca gdzieś głęboko tli się we mnie taka myśl, że to lato już niedługo będzie tylko wspomnieniem. I tęsknić zaczynam niemal od razu.

Potrzeba sporej uważności i zatrzymania się, żeby to wszystko w porę dostrzec, złapać, nie przegapić.

Czerwiec 2022 zapamiętam już na zawsze. Powód jest oczywisty. To właśnie w czerwcu dołączył do nas nasz kundel Lucky! Historię Lucky’ego poznasz klikając –> TUTAJ

Cóż mogę rzec… Ten pies to czyste szczęście i miłość, a fakt, że w czerwcu na moim blogu ukazały się tylko 3 wpisy, mogę skomentować słowami: „Nie pracuję, bo głaszczę psa”. Szczerze powiedziawszy to najchętniej utrzymałabym ten stan do końca wakacji. Lucky totalnie skradł nasze serca.

W czerwcu zdobyłam nagrodę w kategorii Bloger Roku na konferencji See Bloggers. Wow! Co to były za emocje! Wychodząc na scenę modliłam się tylko o to, żeby nie przewrócić się w wysokich szpilkach i powiedzieć z sensem choć kilka zdań. Moja wypowiedź trzęsącym się głosem, brzmiała mniej więcej tak:

Jestem bardzo zestresowana. Ale chciałam powiedzieć, że mam tak cudownych czytelników, czytelniczki, i to jest najprzyjemniejsze uczucie móc gromadzić wokół tego bloga, który przecież jest mega zwyczajny, a ja piszę o tak prostych rzeczach, tak wspaniałą społeczność. I cieszę się, że w dzisiejszych czasach ludzie wciąż chcą czytać dłuższe treści, a nie tylko krótkie, instagramowe posty. Dziękuję.

Dostałam jakieś milion wiadomości z gratulacjami. Za wszystkie bardzo serdecznie dziękuję, ale jedna rozbawiła mnie i wzruszyła szczególnie.

Jestem mega wdzięczna za tę nagrodę, za społeczność, którą udało mi się tu stworzyć, za docenienie mnie, moich treści i zdjęć, które tak bardzo kocham robić.
Wiem, że zbyt często dopuszczam do głosu mojego wewnętrznego krytyka, a za rzadko siebie samą doceniam, więc może to jest dobry moment, żeby się poprawić. Zatem gratuluję samej sobie. Z całego serca i bardzo serdecznie 🙂

W czerwcu w Lublinie odbyła się Noc Kultury. To wyjątkowe, magiczne wydarzenie, podczas którego całe lubelskie Stare Miasto zamienia się w artystyczną scenę. Place, bramy stareńkich kamienic, okna, latarnie, mury, chodniki, a nawet drzewa – wszystko staje się doskonałym miejscem do zaprezentowania sztuki. Byłam tam z moim aparatem.
Uwielbiam to miasto i wszystkie imprezy, które tu się odbywają.

Może wpadniesz na Carnaval Sztukmistrzów, który startuje już 28 lipca?

Pozostając w temacie Lublina i Lubelszczyzny, uwielbiam te zdjęcia, które zrobiła mi Ania Traczyk, super zdolna fotografka. Zamarzyła mi się taka sesja z moim miastem w tle i Ania to marzenie spełniła. Jeżeli Ty również masz ochotę, żeby ktoś zrobił Ci piękne zdjęcia, to zostawiam link do strony Ani. Ania będzie też obecna na naszym lipcowym, kobiecym spotkaniu „W zgodzie ze sobą” i obiecała zrobić każdej uczestniczce pamiątkową, klimatyczną fotkę.

ANNA TRACZYK FOTOGRAFIA

W czerwcu byłam na moim prawie pierwszym meczu żużlowym Motor Lublin (a musisz wiedzieć, że nasza lubelska drużyna Motor Lublin jest jedną z najlepszych w Polsce). Prawie, bo gdzieś tam tli się w mojej głowie wspomnienie z dzieciństwa. Zapach żużlu i dźwięk motorów. Podobno kiedy miałam kilka lat, tata zabierał mnie na mecze. Tak czy siak, byłam, kibicowałam, poczułam klimat, podobało mi się. Fajnie jest robić różne rzeczy w życiu po raz pierwszy. No prawie po raz pierwszy.

Trochę dalej od Starego Miasta, a konkretnie nad Zalewem Zemborzyckim w Lublinie, oprócz tego, że jest miło i że są tutaj fantastyczne ścieżki rowerowe, to jeszcze od niedawna jest tu też super knajpka Może Lublin. I piszę o tym dlatego, że przez większość mojego życia zalew i jego okolice były zapomniane, zaniedbane i nic się tutaj nie działo. A teraz proszę: fajna restauracja z pięknym wystrojem, dobre jedzenie, kojący widok na wodę i nawet lampeczki rozpięte pomiędzy lipami.

No i to tyle jeśli chodzi o Lublin i jego zwiedzanie w czerwcu, bo przez resztę czasu byliśmy z moim mężem domatorami. Zdecydowanie. Rzuciliśmy się w wir roboty okołodomowej. Czerwiec to był miesiąc, w którym wyrabialiśmy 200 % normy, a wieczorami padaliśmy do łóżka, zastanawiając się które części ciała bolą nas najbardziej.

Do zrobienia w tym sezonie mamy ogród, co cieszy mnie ogromnie. Czekałam aż panowie wyrównają nam teren, zainstalują system nawadniania i posieją trawę. Potem przejechałam się kilka razy do szkółek ogrodniczych i zrobiłam porządne zakupy. No a teraz czekam aż to wszystko urośnie 🙂 Ależ ja bym chciała, żeby te malutkie sadzonki były już takim magicznym ogrodem! Marzenie…

Cały zeszły rok to był remont domu. O tym pisałam najczęściej. Co niektórzy mieli już serdecznie dość tej tematyki. Byli też tacy, którzy odeszli jak tylko remont i jego relacja się skończyła 🙂 U nas roboty ciągle mnóstwo. Tylko już nie takiej brudnej i pełnej remontowego pyłu. Na każdym kroku jest coś, co można by wykończyć, wyszlifować, dokupić, zaaranżować. Ale cały czas powtarzamy sobie „powoli, pomału, krok po kroku”. To robota, która z jednej strony mega nas wykańcza fizycznie, a z drugiej również na maksa cieszy. W końcu to nasze, własne gniazdko, które wijemy.

W czerwcu oprócz ogrodu, największym projektem do ogarnięcia okazała się piwnica. Mamy ogromną piwnicę i gdyby miała większe okna, to spokojnie można byłoby tam zrobić mieszkanie na wynajem 🙂 Ogromna piwnica to ogromne możliwości do zrobienia w niej bałaganu, co też przez ostatnie miesiące wykorzystywaliśmy. To takie miejsce wstydu, do którego wrzuca się wszystko, czym zajmiemy się „kiedyśtam”. No i to „kiedyśtam” w końcu nadeszło, a ja zarządziłam porządki. A że lubię, gdy wszystkie rzeczy w domu mają swoje miejsce i niczego nie trzeba w nieskończoność szukać, to w ruch poszły regały, przezroczyste pudełka, naklejki i wielodniowe segregowanie, organizowanie i wyrzucanie. No ale spójrz tylko na ten zorganizowany warsztat mojego męża. Moim zdaniem – coś pięknego 😀

A skoro mamy już posprzątaną piwnicę, to przecież można wziąć się za przetwory. Tym sposobem stwierdziliśmy z moim mężem, że zrobimy sobie nasze pierwsze w życiu przetwory. No cóż, chyba się starzejemy.
Kto by pomyślał, że ten chłopak i ta dziewczyna, którzy poznali się na dyskotece prawie 20 lat temu, będą wspólnie smażyć i pasteryzować truskawki 🙂

Złapaliśmy bakcyla! 🙂 Zrobiliśmy sok z kwiatów czarnego bzu i zaczynamy suszyć różne zioła. Podoba nam się to zajęcie.

Kręci mnie produkcja jedzenia. Własne przetwory, umiejętność zrobienia zakwasu na chleb, suszenie ziół, robienie własnych serów. Mam poczucie, że w dzisiejszych czasach te umiejętności mogą się nam bardzo przydać. No i daje to ogromnie dużo jakiejś takiej sprawczości i satysfakcji. Świadomość, że człowiek sobie poradzi w wielu sytuacjach, bo potrafi tyle zrobić.

A skoro o jedzeniu mowa…

Najlepsze mielone są u mojej teściowej. Bezapelacyjnie.

W czerwcu wyspecjalizowałam się w drożdżówkach z kruszonką. Niebo w gębie. Gdy inni ludzie latem jedzą lżej i zrzucają parę kilogramów, ja wręcz odwrotnie. W nic się nie mieszczę.

Muffinki „ukręcone” z resztek zazwyczaj są tymi najsmaczniejszymi. Minusem jest zawsze brak przepisu, bo nikt nie wie, co i ile było do nich dodawane. Najważniejsze, że wyszły.

Murzynek. Ukochane ciasto moich dzieci i moje z dzieciństwa też!

No i beza! Która zawsze powstaje, gdy zostaną mi jakieś białka. Trudno. Najwyżej kupię większe jeansy.

Na koniec jeziora! Mało osób wie, że na Lubelszczyźnie mamy Pojezierze Łęczyńsko Włodawskie, czyli ponad 60 jezior. Nie ma nic lepszego niż krótka wycieczka nad jezioro, po całym dniu pracy i zanurzenie się w ciepłej wodzie. Kocham to!

A klimat nad naszymi jeziorami zatrzymał się tak gdzieś w latach 90. Serio. Wystarczy ręcznik, kanapka, herbata w termosie i 500 krzyżówek panoramicznych. Kąpiel, suszenie na słońcu, potem znowu kąpiel, znowu suszenie i można wracać do domu. Praktykuję co sezon, od lat. Polecam bardzo.

Spodobają Ci się także:

10 komentarzy

Kasia 12 lipca, 2022 - 8:42 pm

Aaa, ta sezonowość!! Też ją poczułam w tym roku, i chyba pierwszy raz zdałam sobie sprawę co to tak naprawdę jest! Właśnie przez te krótkie chwile z najlepszymi ze smaków (rabarbar, truskawki, botwinka…). Gratuluję wygranej:)! A białka można mrozić, jak się nazbiera robię duużą bezę, albo z mniejszych porcji beziki:)

Reply
Basia Szmydt 12 lipca, 2022 - 9:04 pm

Super 🙂 dzięki ❤️

Reply
Paulina z simplistic.pl 13 lipca, 2022 - 6:23 am

Basiu, czytam Twojego bloga od lat, ale mam wrażenie, że dopiero po zamieszkaniu w Lublinie rozkwitłaś i nabrałaś wiatru w żagle! Baaardzo mnie to cieszy!

PS Mam podobnie – uwielbiam, gdy każda rzecz ma swoje miejsce 😉

Reply
Basia Szmydt 13 lipca, 2022 - 3:07 pm

Och dziękuję ❤️❤️❤️ W Lublinie tak jakby wracam do początku. Też mnie to cieszy

Reply
Agata 13 lipca, 2022 - 7:33 am

Basiu cudownie się ciebie czyta, nagroda ci się należała jak nikomu innemu. Też mam już w głowie że wakacje zaraz się skończą i codziennie trzeba korzystać zz tego co mamy. Twoj przepis na kruche ciasto z truskawkami jest obłędny!

Reply
Basia Szmydt 13 lipca, 2022 - 3:07 pm

Dziękuję ❤️❤️❤️ I na zdrowie

Reply
Małgorzata 13 lipca, 2022 - 6:56 pm

O rety, jakbym czytała swoje myśli o sezonowości i szybkim przemijaniu lata, piękne to ubrałaś w słowa ❤

Reply
Kawa Robusta 15 lipca, 2022 - 8:07 am

Piękne zdjęcia! Najbardziej podobają mi się te znad jeziora. Gdzie masz takie ładne jezioro? Wydaje mi się, jakbym je znał, chociaż dużo jezior wygląda bardzo podobnie, więc pewnie mi się tylko zdaje

Reply
Basia Szmydt 15 lipca, 2022 - 8:15 am

Jezior Ci u nas pod dostatkiem 🙂
To ze zdjęcia to Łukcze.

Reply
fashion-land 24 sierpnia, 2022 - 10:00 am

Piękne zdjęcia, lubię czytać twoi wpisy)

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem