fbpx

JAK DOBRZE ZACZĄĆ DZIEŃ?

Autor: Basia Szmydt

Jestem przekonana, że to jak wyglądają nasze poranki ma wpływ na to jaki będzie cały nasz dzień. To jak się będziemy czuć, w jakim będziemy nastroju, jakie myśli będą dominować w naszej głowie. Ba! Nawet to jak będzie wyglądać nasza skóra i jaką postawę będzie miało nasze ciało. Dobrze jest dobrze zacząć dzień 🙂 Oto kilka sposobów na to jak to zrobić.

Partnerem mojego dzisiejszego wpisu jest OralB

Zacznijmy od tego gorszego scenariusza naszego poranka, który również ja znam z autopsji. Budzik dzwoni, a my włączamy czwartą już drzemkę, odkładając wstanie z łóżka na ostatnią chwilę. Otwieramy jedno oko. Jedno wystarczy, by od razu chwycić w dłoń telefon, włączyć instagrama, wiadomości i zobaczyć czym od rana żyje świat. Nie wiemy jeszcze jaka jest pogoda za oknem, ale wiemy już co złego się wydarzyło w naszym kraju, co słychać u celebrytek i co śmiesznego zrobiły kotki w internecie. Tracimy co najmniej 20 cennych minut na bezsensowne głaskanie naszego telefonu. Wreszcie wstajemy w pośpiechu, wypijamy szybko mocną kawę, bierzemy szybki prysznic, szybko się ubieramy, a pod nosem od samego rana przeklinamy dzień. Bo znowu się spóźnimy, znowu musimy odstać swoje w korku, znowu o czymś zapomnieliśmy i tak dalej i tak dalej. Od samego rana w pośpiechu. Bez uważności, bez kontaktu ze sobą, bez wdzięczności za to, że ten dzień się w ogóle rozpoczął.

Ale można też inaczej 🙂 Zanim jednak napiszę Ci jakie są moje sposoby na to, żeby dobrze zacząć dzień i pozytywnie się nastroić – krótkie sprostowanie. 
Nasze życie realne bardzo często odbiega od tego przedstawianego w internecie, w reklamach telewizyjnych czy wszelkich poradnikach. Wpisując w wyszukiwarkę hasło „miracle morning” odkryjemy dziesiątki rzeczy, które można zrobić pomiędzy 5, a 8 rano. 
Często ilość tych wyzwań i aktywności to dla normalnego człowieka coś niemożliwego do wykonania w ciągu całego dnia, a my tu rozmawiamy tylko o poranku! 
Umówmy się, trudno o półgodzinną medytację, kiedy za nami nieprzespana noc, bo nasze dziecko budziło się co godzinę. Nie wiem jak ty, ale ja po takich nocach marzyłam tylko o tym, by móc przespać się tak do 16, by wskoczyć w najwygodniejsze dresy na świecie i by ktoś podłączył mi kroplówkę wypełnioną kawą.
Ale dzieci rosną, nasze życie też się zmienia. W pewnym momencie zyskujemy całkiem sporo przestrzeni i czasu, by móc zadbać o siebie, a nie tylko o nasze maluchy.  Jednocześnie, jako pokolenie 35-45 latków jesteśmy najbardziej narażeni na stres i przebodźcowanie. Dlatego też jestem absolutną fanką wdrażania do naszego życia wszelkich rozwiązań, które ten stres pomogą nam zniwelować. Już od samego rana. 
Aha! Jeszcze jedno. Pamiętajmy, by nie robić wszystkiego w myśl zasady wszystko albo nic. Porzućmy perfekcjonizm i rozwiązania, które u nas się nie sprawdzą w danym momencie życia. Liczą się małe kroki, bo to one ostatecznie składają się na całość.

No dobrze, to jak w takim razie dobrze zacząć dzień?

Wstań wcześniej.

Ja nie jestem typem skowronka i wstawanie o 4 czy 5 rano jest dla mnie po prostu niemożliwe. Kompromisem jest dla mnie 7:30. Dlaczego warto wstawać wcześniej? Żeby mieć więcej czasu – po prostu. Żeby móc wdrożyć w swoje życie tak potrzebną nam wszystkim uważność. Żeby na spokojnie przemyśleć jak ten nasz dzień ma wyglądać. Albo żeby wygospodarować czas na pracę, na którą nie mamy szansy w ciągu dnia. Powodów jest wiele, a każdy można dopasować indywidualnie do siebie. Tutaj gdzie teraz jestem, w Norwegii, słońce wstaje dopiero ok. 8:30. Wtedy też budzą się moje dzieci. Lubię wstać przed nimi i mieć tę chwilę totalnej ciszy w domu, kiedy panuje jeszcze półmrok. Pobyć sobie sam na sam ze swoimi myślami, kubkiem aromatycznej kawy czy notesem, w którym zapiszę sobie kilka pozytywnych myśli. Bardzo często też to właśnie podczas takich poranków jestem najbardziej kreatywna, produktywna i … spokojna.
Moja rada – żeby wstać wcześniej, trzeba się wcześniej kłaść spać. Nie oczekujmy, że będziemy rannymi ptaszkami jednocześnie zarywając noce. To tak nie działa. W naszym domu cisza nocna jest o 22:00.

Wyłącz ten cholerny telefon!

Zmora XXI wieku – jesteśmy podłączeni do tych małych, czarnych skrzynek niemal nieustannie. Przyznaj, czy Tobie też zdarza się łapać ostrość jednym okiem, byleby tylko przeczytać co takiego wydarzyło się przez noc w internecie? No właśnie…
Zacznij dzień bez telefonu. Zainwestuj w klasyczny budzik, a telefon zostaw w przedpokoju. Skorzystaj z blokady w telefonie (niektóre modele mają taką opcję) i ustaw ją tak, żeby możliwość skorzystania z sieci była dostępna od określonej godziny (to samo zrób wieczorem). Dlaczego to takie ważne, by nie zaczynać dnia od przeglądania internetu? Bo od razu bombardujemy się setkami informacji, które i tak do nas dotrą w ciągu dnia. Bo od razu stajemy się przebodźcowani. Bo nie dajemy sobie chwili na zastanowienie się jak nam się spało, jak się czujemy, czego oczekujemy od dzisiejszego dnia itd. Bo patrząc od samego rana w ekran telefonu nieświadomie zaczynamy się stresować, porównywać i martwić. Od razu wprowadzamy nasz mózg na wysokie obroty. Spróbuj przez tydzień nie korzystać z telefonu przynajmniej przez pierwszą godzinę dnia. Poczuj ten spokój.

Powiedz (najlepiej na głos) kilka miłych i dobrych słów.

Czy wiesz, że kiedy mówimy dobre i miłe rzeczy nasza twarz się rozluźnia? A kiedy mówimy je sobie samym to już w ogóle mistrzostwo świata 🙂 Obudź się wcześniej i jeszcze w łóżku powiedz sobie kilka dobrych słów. Możesz się pomodlić, możesz powiedzieć sobie jakieś budujące afirmacje, możesz każdego ranka powtarzać sobie najprostsze zdania: „dziękuję za kolejny nowy dzień, wszystko jest dobrze, jestem w dobrym miejscu, dziś zrealizuję swoje plany”. Tyle wystarczy, by zupełnie zmienić nastawienie.

Weź głęboki oddech.

A najlepiej kilka głębokich oddechów. Wdech nosem, wydech ustami. Dotleń każdą komórkę swojego ciała. Ja lubię w tym celu otworzyć okno lub balkon na oścież niezależnie od pory roku. Wiosną czy latem to dla nas naturalne, ale zimą? Spróbuj. Haust zimnego powietrza jest lepszy niż kawa.

Poruszaj się.

W moim idealnym świecie codziennie rano chodziłabym pobiegać. W deszczu, w słońcu i w śniegu. W świecie realnym bieganie to aktywność, której nie lubię. Dlatego wybieram jogę. Rano robię tylko 9 minutowe rozciąganie. To wystarczy bym rozruszała swoje zaspane ciało i dosłownie poczuła jak krew płynie mi w żyłach. Wracają rumieńce na buzię, a ja czuję się jak po zastrzyku dobrej energii. Polecam bardzo! Najtrudniej się zmobilizować i zacząć, ale już po pierwszej, króciutkiej sesji jogi odczujesz jej zbawienny wpływ na ciało.

6. Dodaj sobie energii w łazience.

Pora na łazienkę. Tutaj działam odruchowo. Każdego dnia taka sama sekwencja czynności. Biorę prysznic, myję zęby, myję twarz lodowatą wodą (to szkoła mojej babci Teresy), nakładam na buzię krem z efektem „glow”, a gdy mam trochę więcej odwagi zamieniam zwykły prysznic na naprzemienny gorący – zimny. Jednak nawet w łazience, podczas tak prozaicznej czynności jaką jest np. mycie zębów można postawić na najlepsze rozwiązania. Na jakość i … elegancję.

Jakiś czas temu zamieniłam zwykłą szczoteczkę na szczoteczkę elektryczną, soniczno-rotacyjną. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Bo jest nieporównywalnie lepsza i pozwala mi dużo lepiej zadbać o zęby. 

Czym różni się szczoteczka Oral-B Genius X od zwykłej szczoteczki? Szczoteczka soniczno-rotacyjna Oral-B Geniux X wykonuje ruch w trzech wymiarach: oscylacyjno-rotacyjnym i pulsacyjnym, co oznacza, że nawet jeśli nie przykładam się za bardzo do mycia zębów, to ona i tak dotrze do najdalszych zakamarków, pozbawiając je zanieczyszczeń i osadu. Szczoteczka z siłą wodospadu wymiata z zębów wszystkie zanieczyszczenia – generuje dodatkowo fale dźwiękowe, które przy pomocy pasty do zębów i wody tworzą pęcherzyki powietrza jeszcze skuteczniej czyszcząc zęby. – takie są moje odczucia. Jednocześnie dokładne ruchy szczoteczki nie podrażniają moich wrażliwych dziąseł. Między innymi ten ruch 3D odróżnia szczoteczkę Oral-B od tradycyjnej sonicznej. Ta druga rusza swoją główką tylko na boki. Należy jednak pamiętać, że soniczność to jedynie zdolnością wytwarzania słyszalnych fal dźwiękowych. To co ogrywa kluczową rolę to kształt główki i jej sposób działania.  

Główka Oral-B Genius X została zaprojektowana tak, by przypominała narzędzia stomatologiczne używane np. do zdejmowania kamienia nazębnego. Dla mnie, która codziennie pije czarną jak smoła kawę i od czasu do czasu czerwone wino to jest sprzęt idealny.  

Mnie dodatkowo podoba się wygląd szczoteczki. Jestem fanką prostoty, a ona właśnie jest prosta, minimalistyczna i ma tylko dwa przyciski: jeden do uruchomiania mechanizmu, a drugi do zmieniania trybu. Do wyboru mam tryby: Codzienna pielęgnacja, proClean, tryb delikatnego czyszczenia, tryb wybielania, tryb masażu i tryb czyszczenia języka. 

Szczoteczka jest zapakowana w mega eleganckie etui, które ma swoje wejście na ładowarkę. Żeby ją naładować po prostu zamykam ją w tym biało złotym pudełku i podłączam kabelek do kontaktu. Szczoteczkę testuję od kilku miesięcy i już wiem, że nie wrócę do zwykłego szczotkowania zębów. Poczułam różnicę i lubię właśnie w ten sposób dbać o swój uśmiech – według mnie najważniejszy element mojego wyglądu. Niezależnie od wieku 🙂 Spróbuj się uśmiechnąć nawet wtedy, gdy nie jesteś umalowana. Widać różnicę prawda? 

7. Zmień paliwo.

Śniadanie – najważniejszy posiłek dnia. Trudno się z tym nie zgodzić. Jedzenie jest dla mnie bardzo ważne i przykładam dużą wagę do tego, co znajduje się na moim talerzu. Dlatego dziś będę cię gorąco namawiać: zmień paliwo. Zamień bułkę z serem zjedzoną w pośpiechu albo całkowity brak śniadania na pożywną owsiankę, którą możesz zalać roślinnym mlekiem wieczorem poprzedniego dnia. 

Jeśli nie lubisz słodkich śniadań zrób sobie tosty z pełnoziarnistego pieczywa z awokado, jajkiem sadzonym i kropelką sosu sriratcha. Takie śniadania to prawdziwa bomba witaminowa i energetyczna. Sprawią, że będziesz lepiej skoncentrowana i będziesz mieć więcej siły. Ty też potrafisz to zrobić. To tylko z pozoru wygląda na trudne 🙂 Dobrze zbilansowane śniadanie sprawia, że przestajemy podjadać w ciągu dnia. Zaplanuj więc tak swój poranek, żeby mieć czas na przygotowanie i niespieszne zjedzenie tego najważniejszego według mnie posiłku. Celebruj go.

8. Czas na działanie z kawą w ręku.

Kiedy jesteś już odświeżona i ubrana (ubranie się nawet wtedy, gdy masz home office to bardzo ważny element – nie pomijaj go) pora na pyszną, aromatyczną kawę. Ja lubię ją sobie zostawić na sam koniec. Kocham smak kawy, ale staram się nie zaczynać od niej dnia. Zapach kawy pobudza mnie do działania. Uwielbiam robić listy. Pisałam o tym nie raz. Dlatego z kubkiem kawy siadam do stołu na dosłownie kilka minut i przeglądam listę rzeczy do zrobienia. Wybieram tę najtrudniejszą i od niej zaczynam. Jak mawiał klasyk – zjadam tę żabę, bo to właśnie rano mam najwięcej energii, żeby zmierzyć się z takimi żabami. Za każdym razem, gdy uporam się z najważniejszymi i wiszącymi nad moją głową projektami z samego rana mój dzień jest lepszy. Nie jest to łatwe, ale wchodzi w nawyk.

Wiem, bo sprawdziłam na sobie 🙂

Czy aby wypracować nowe nawyki rzeczywiście potrzebujemy 21 dni? Nie wiem czy jest to prawdą. Wiem jednak, że mnie najtrudniej było po prostu zacząć. Postanowić, że od teraz wprowadzam zmiany. Że nie chcę, by poranki i dzień za dniem przeciekały mi przez palce. Że nie chcę marnować pierwszych minut dnia na internet, frustrację i zmęczenie. To nie moja bajka. Ja pragnęłam zmiany, a ta zmiana była i zawsze będzie przede wszystkim we mnie.

Te wszystkie rzeczy, które wymieniłam w dzisiejszym poście mnie zajmują jakąś godzinę. Spróbuj. Zacznij od maleńkich kroków. Od budzika nastawionego 15 minut wcześniej niż zazwyczaj. Od zaplanowania wieczorem co będziesz jadła na śniadanie i w co się ubierzesz. Od zapisania sobie na pięknych kartkach swoich afirmacji, których nauczysz się na pamięć i będziesz powtarzać każdego dnia. Zrób to i zobacz co się stanie 🙂
Najwyżej Ci się nie spodoba 🙂

Wpis powstał we współpracy z Oral-B.

Spodobają Ci się także:

4 komentarze

Aga 3 grudnia, 2020 - 10:57 pm

Praca w systemie zmianowy uczy jak późno chodzić spać i jak wcześnie wstawać.

Reply
Anka 4 grudnia, 2020 - 6:26 am

Ja jestem rannym ptaszkiem i w czasach studenckich najlepiej uczyło mi się bladym świtem. Teraz przeniosłam to do dorosłego życia i może jestem wariatka ale w soboty uwielbiam wstawać wcześnie, nastawić pranie, 2-3 godzinki i mam ogarnięty cały dom i świadomość tego że jest weekend i mogę spędzić go z mężem i rodzina a nie mopowac podłogi… Niestety poranne „glaskanie” telefonu to plaga naszych czasów, ale budująca jest narastajaca świadomość że nie tędy droga.
Pozdrawiam!

Reply
Basia Szmydt 4 grudnia, 2020 - 9:53 am

Tak ❤️ Mam tak samo z ograbianiem domu na weekend. Coraz częściej wolę to zrobić w piątek wieczorem, żeby weekend mieć tylko na przyjemności

Reply
JMC 8 grudnia, 2020 - 4:15 pm

Ja zawsze stosuje trzy sposoby. Przede wszystkim nie wyobrażam sobie dnia bez porannej kawy. To ona dodaje mi energii. Poza tym chłodny prysznic. Nic tak dobrze nie rozbudza. Ostatnim sposobem jest śniadanie. Dla mnie to jeden z podstawowych posiłków. Zawsze dbam o to, by było pełnowartościowe i zdrowe. To taka moja recepta na dobry dzień 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem