fbpx

JAK ZNALEŹĆ CZAS DLA SIEBIE?

Autor: Basia Szmydt

Hej to znowu ja! I dziś ponownie przychodzę do Ciebie, by pogadać trochę o organizacji.
Bez obaw, nie napiszę Ci jak w cudowny sposób znalazłam w końcu czas NA WSZYSTKO. To po prostu niemożliwe, a ja nie jestem organizacyjnym wymiataczem. Nie da się mieć czasu na wszystko, ale da się znaleźć codziennie czas tylko dla siebie. W dzisiejszym wpisie opowiem Ci jak ja się tego nauczyłam, a w zasadzie jak uczę się tego każdego dnia. Dlaczego to by mieć swój czas, od zawsze jest dla mnie tak bardzo ważne? I czym tak właściwie jest ta asertywność, o której każda z nas słyszała, ale nie bardzo wiemy jak ją bezboleśnie wdrożyć w życie?

KAŻDY NA TYM ŚWIECIE MA RÓWNE PRAWA

Posiadanie każdego dnia choć godziny tylko dla siebie to jest moje wyzwanie odkąd pamiętam. Wyzwanie, któremu teraz zazwyczaj potrafię sprostać. Ale nie od razu Rzym zbudowano i ja również musiałam się tego nauczyć. Wiesz kiedy ta nauka tak naprawdę przyniosła mi efekty? Kiedy zupełnie zmieniłam taktykę. Kiedy zastąpiłam książki różnych amerykańskich guru od zarządzania czasem tymi dedykowanymi tylko kobietom. Autorek, które wiedzą jak to jest być kobietą i z czym kobiety zmagają się w swojej codzienności. Kiedy hasła typu „bądź najlepszą wersją siebie, ogranicza cię tylko twoja wyobraźnia, sky is the limit” zastąpiłam słowami „odpuść to co możesz, odpuść sobie, porzuć ciągłą kontrolę, zrób coś po prostu dobrze zamiast doskonale i bądź dla siebie dobra”. Wtedy dopiero w mojej głowie i w sposobie postrzegania siebie i otaczającego mnie świata zaczęły zachodzić zmiany.
Było coś jeszcze: przyjrzałam się relacjom z bliskimi mi ludźmi. Otóż pewnego dnia odkryłam, że i ja, i mój mąż, i moje dzieci, i moi rodzice – wszyscy jesteśmy równi. A co za tym idzie wszyscy mamy równe prawa. Prawa do pracy, do odpoczynku, do zabawy, do czasu tylko dla siebie. Gdy sobie to uświadomiłam dopiero wtedy zrozumiałam czym tak naprawdę jest ASERTYWNOŚĆ. Choć wcześniej myślałam i czułam zupełnie inaczej. Inaczej też traktowałam swoich bliskich.

Utwierdziła mnie w tym przekonaniu kursoksiążka „Asertywność i pewność siebie” napisana przez Olę Budzyńską. Pracowałam z tą książką przez ostatni miesiąc i to właśnie ta publikacja zainspirowała mnie do stworzenia mojego dzisiejszego wpisu w ramach współpracy jako Ambasadorka Pani Swojego Czasu. 

Chciałabym zacytować ci na początek jeden fragment, który znalazłam w książce Oli. 

„Anne Dickson stworzyła kiedyś Kartę Osobistych Praw Podstawowych”, która dla osób asertywnych jest czymś zupełnie normalnym, ale dla tych, którzy dopiero uczą się asertywności, jest niemal objawieniem – nikt wcześniej nie powiedział im wprost, że mają prawo.

1. Mam prawo wyrażać własne uczucia.
2. Mam prawo być sobą.
3. Mam prawo odmówić.
4. Mam prawo do błędów.
5. Mam prawo zmienić zdanie.
6. Mam prawo powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.
7. Mam prawo nie czuć się odpowiedzialna za problemy innych dorosłych.
8. Mam prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu.
9. Mam prawo nie być zależną od aprobaty innych osób.

(…) Trudno Ci je przyjąć? W takim razie zastanów się, czy przyznałabyś je swoim dzieciom albo osobom, które kochasz najbardziej na świecie, czy jednak stwierdziłabyś, że to przesada i takich praw nie powinny mieć.”

No właśnie. Porozmawiajmy zatem o tej asertywności.

ASERTYWNOŚĆ – CO TO WŁAŚCIWIE JEST?

Mnie asertywność od zawsze kojarzyła się z byciem stanowczym, bezkompromisowym, często niemiłym. Asertywność według moich przekonań była zarezerwowana dla kobiet typu „girl boss”. Pewnych siebie bizneswomen, które w ciągu dnia najczęściej używają słowa „nie”.  Wydawało mi się, że żeby być asertywnym należy w pewien sposób nauczyć się ludźmi manipulować, wpływać na nich, komunikować się tak, żeby zawsze osiągać swój cel – w końcu o tym były te wszystkie „mądre” poradniki prosto z Ameryki. Dziś wiem, że moje przekonanie jak z resztą wiele innych, było błędne, że to nieprawda. Że być asertywnym oznacza szanować prawa i wybory drugiego człowieka w takim samym stopniu jak swoje. Że paradoksalnie od tego właśnie należy zacząć planowanie swojego czasu i pracę nad swoją organizacją.

My kobiety lubimy sobie utrudniać życie. Lubimy nieustannie wszystko analizować, rozkładać na czynniki pierwsze, zastanawiać się dlaczego on tak zrobił, dlaczego się nie domyślił. Lubimy robić z siebie cierpiętnice, na głowach których jest absolutnie wszystko. Nikt nas nie docenia, nikt nie wpadnie na pomysł, by nam w czymś pomóc, a przecież ktoś to zrobić musi (i to na bank w naszym przekonaniu musimy być my). 

My kobiety lubimy odkładać swoje plany, marzenia, pomysły na biznes, przeczytanie stosu książek, obejrzenie polecanych filmów, podróże czy zrobienie sobie maseczki na twarz – na wieczne KIEDYŚ. Jak tylko posprzątamy, ugotujemy obiad z 5 dań, pojedziemy z mamą do cioci Krysi, zrobimy z dziećmi węża z rolek po papierze toaletowym i wysłuchamy 30 minutowego monologu koleżanki przez telefon. Musi być doskonale, perfekcyjnie, inaczej się przecież nie da. Dzień za dniem mija. Ba! Rok za rokiem mija, a nasze KIEDYŚ jakoś samo nie nadchodzi. Jesteśmy sfrustrowane, mamy w sobie sporo pretensji do całego świata, a już nie daj Boże, gdy w tym czasie mąż powie, że wychodzi z kolegami na piwo to bardziej niż pewne, że wybuchniemy jak bomba z opóźnionym zapłonem i awantura murowana. Tylko, że po tej awanturze ani nie będziemy bardziej zadowolone, ani tym bardziej nie będziemy mieć czasu dla siebie. Ostatecznie i tak wrócimy do marudzenia i wrzucania z hukiem talerzy do zmywarki. 

Czy jest z tej sytuacji jakieś wyjście? Jest! Po prostu trzeba sobie uświadomić, że jako ludzie jesteśmy równi. I zarówno nasi mężowie mają zakichane prawo do tych meczy z kolegami, jak i my mamy prawo do czasu na co tylko nam się podoba. Oczywiście wszystko według potrzeb i naszych możliwości. Inaczej będą dysponować wolnym czasem rodzice 3 miesięcznego dziecka, a inaczej single. To zrozumiałe. Jednak to nie chodzi o licytowanie się kto ma tych możliwości więcej. Tu chodzi o zmianę nastawienia i walkę ze swoimi zakurzonymi, przestarzałymi i przede wszystkim nieprawdziwymi przekonaniami, które między innymi każą nam myśleć, że my kobiety mamy siedzieć w domu i się poświęcać.

CZEGO CI BRAKUJE? 

Pewnego dnia sprzedałam dom, przeprowadziłam się do Lublina, rozpoczęłam edukację domową z dzieciakami, w której początkowo czułam się jak na kursie języka chińskiego, a na koniec przeniosłam się do Norwegii. Jednocześnie coraz bardziej bolały mnie plecy, bo tak reaguje moje ciało na stres i brak ruchu, na który oczywiście nie miałam czasu. Byłam niemiła dla dzieci, miałam pretensje do męża, non stop zawalałam terminy i współprace i byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów. Uff! 

Zapytałam więc samą siebie: Czego ci brakuje Basiu? Na co nie masz czasu? Do czego tego czasu potrzebujesz, żeby odzyskać równowagę, żeby nie oszaleć i nie spędzać każdego dnia jak chomik w kołowrotku? Co poszło ostatnio nie tak?

Czasu! Brakuje mi czasu dla siebie. Czasu na „nicnierobienie”, na przeczytanie kryminału, na obejrzenie serialu na Netflixie, na poćwiczenie w spokoju jogi. Czasu na pracę w skupieniu bez ciągłego „mamooo” albo „gdzie jest?”. Czasu na kreatywne tworzenie treści, na radość z robienia filmów i zdjęć dla klientów, na uczenie się i rozwijanie. Czasu na rozmowę z przyjaciółką z lampką wina w ręce. Czasu na pójście gdzieś samej z muzyką w uszach. Czasu na randkę. 
Dużo tych pragnień. Ale wiesz co? Ja tego wszystkiego naprawdę potrzebuję. To wszystko jest dla mnie tak samo ważne. I wiem, że wszystkie te moje pragnienia są do spełnienia. Bo można mieć niemal wszystko, tylko nie w tym samym czasie 🙂

Każda z nas jest inna. Każda z nas ma inne potrzeby. Jednym z nas będzie brakować czasu na gry planszowe z rodziną, bo w pracy wyrabiamy nadgodziny i zwyczajnie tęsknimy za czasem z bliskimi. Jeszcze innym tego czasu będzie brakować na realizowanie swoich zawodowych marzeń i rozwijanie skrzydeł, bo większość dnia spędzamy w domu z dziećmi. To na co poświęcimy odzyskany czas jest zupełnie bez znaczenia. Najważniejsze jest to, że każda i każdy z nas ma do tego czasu niepodlegające dyskusji prawo.

Pozostaje tylko kwestia takiego się zorganizowania, byśmy ten czas dla siebie znalazły.

CZYJA TO WINA, ŻE NIE MASZ DLA SIEBIE CZASU?

Czy rzeczywiście obwinianie męża, partnera o to, że wszystko jest na naszej głowie jest słuszne? Czy to rzeczywiście jest tak, że on się nie domyślił, a my czekałyśmy na to aż to zrobi jakieś 3 lata? Oczywiście koloryzuję. Bo może rzeczywiście wszystko jest na naszej głowie? Może wyszłyśmy z rodzinnego domu, w którym podział ról, gdy kobieta robi wszystko w domu, a mężczyzna realizuje się w pracy był naturalną rzeczą? Może urodziłyśmy dzieci i podjęłyśmy się tego, by być przy nich dopóki nie podrosną? Tylko że nieco przegapiłyśmy ten moment i dziś dzieci są już nastolatkami? Może nie mamy odwagi, by się tym schematom postawić? By głośno podkreślić swoje prawa? A może wcale tak nie jest? Może mamy wspierających partnerów, duże dzieci i wszelkie możliwości, by się realizować, ale dziwnym trafem tracimy po 5-6 godzin dziennie na głaskanie telefonu? Ile kobiet tyle odpowiedzi.

Jedno jest pewne. Są takie rzeczy w życiu, których nikt za nas nie zrobi. I jedną z takich rzeczy jest bycie asertywnym i zorganizowanie sobie czasu dla siebie. 
Dla niektórych możliwe będzie „wysupłanie” tylko 30 minut dziennie na ciepłą kawę i rozdział książki przeczytany w spokoju. Dla innych takie ustawienie swojego dnia i życia, że znajdzie się tego czasu dużo, dużo więcej. Trzeba być wobec siebie uczciwym i przestać szukać winy w innych. Trzeba przestać tupać nóżką i się fochować, bo to do niczego nas nie zaprowadzi. Wiem, co mówię. Kiedyś byłam mistrzynią fochów 🙂 Postanowiłam jednak dorosnąć, wziąć odpowiedzialność za siebie i za każdy kwadrans mojego dnia. Również ten zupełnie bezproduktywny. Bo takie wbrew pozorom też są nam potrzebne.

JAK ZNALEŹĆ CZAS DLA SIEBIE – MOJE SPOSOBY

Moje i tylko moje sposoby. Twoje mogą być zupełnie inne, bo możesz też być w zupełnie innym punkcie swojego życia. Zainspiruj się i pomyśl co możesz wdrożyć u siebie.
Ja mam dzisiaj duże dzieci, ale zmagam się z innymi problemami niż wtedy, gdy były całkiem malutkie. Kiedyś moją zmorą były nieprzespane noce i raczkujące za mną krok w krok ząbkujące maleństwo. Dzisiaj to próba pogodzenia roli mamy, nauczycielki swoich dzieci uczących się w systemie edukacji domowej, żony, której mąż pracuje w lotnictwie i przez to dosyć często rzuca nas po świecie i blogerki, która ma wielki apetyt na rozwijanie swojego biznesu. Wciąż szukam swojego czasu. Wciąż uczę się nim żonglować.

Oto kilka moich sposobów na to jak znaleźć czas dla siebie:

  • traktuję siebie jako pełnowartościowego super ważnego człowieka. Od tego zaczynam. Moje potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby mojego męża, dzieci, mamy czy przyjaciółki. Nie stawiam siebie na szarym końcu kolejki po dobre rzeczy. Nieustannie myślę co zrobić, żeby każdy w naszym domu znalazł czas i przestrzeń dla siebie. 
  • komunikuję się w prosty sposób. I tu znowu wracam do wspomnianych fochów i niewypowiedzianych pretensji. Nie ma dla nich w moim domu miejsca. W naszej rodzinie się rozmawia. Długo, aż dojdziemy do kompromisów. Mój mąż słyszy ode mnie komunikaty: jestem zmęczona, chcę w czwartek pobyć sama przez 3 godziny, jadę na weekend z dziewczynami naładować baterie, mam bardzo ważną współpracę do zrealizowania i potrzebuję na nią czasu. I mój mąż i moje dzieci komunikują się w dokładnie ten sam sposób. Uważam, że na tym właśnie polegają zdrowe relacje. Nie czekamy aż to drugie się domyśli. To bardzo ułatwia nam życie i życie w rodzinie.
  • planuję. To nigdy nie było moją mocną stroną, ale naprawdę jestem w tym coraz lepsza i widzę efekty tej nauki.  Uczę się tego od Oli Budzyńskiej. Z jej książek, webinarów, kursów. Obserwuję jak to robią inne dziewczyny i szukam swoich sposobów. I dbam o to, by w moim planowaniu znaleźć miejsce na wpisanie odpoczynku i przyjemności. To naprawdę ważne i to dla mnie coś zupełnie nowego i odkrywczego.

    PRZECZYTAJ JAK PLANUJĘ I ORGANIZUJĘ CODZIENNOŚĆ.
  • rozsądnie gospodaruję swoją energią. Kiedy czuję, że jadę na oparach to nie porywam się na plany opanowania obcego języka, przeczytanie całej serii książek Mroza, rozplanowanie strategii bloga na najbliższe 3 lata i pomoc koleżance w przeprowadzce. Mój czas dla siebie wtedy poświęcam na swoją regenerację i przyjemności. Bez wyrzutów sumienia. Bo kiedy ja wypstrykam się z całej energii to nie będę w stanie być ani dobrą żoną, ani mamą, ani córką, ani przyjaciółką, ani blogerką. Za to jak się tą energią naładuję to mogę góry przenosić dla innych. Dobry argument, żeby znaleźć czas dla siebie prawda?
  • uczę się mówić „nie”. Ja to jestem dobra dziewczyna. Zazwyczaj najpierw mówię „jasne!”, a dopiero później w panice stwierdzam, że się z czymś nie wyrabiam na zakrętach. Mam ograniczoną ilość czasu dla innych ludzi. Niestety. Brutalne, ale prawdziwe. Mam swoją rodzinę, dzieci, które wymagają mojej uwagi, męża, z którym najbardziej chcę spędzać swój czas wolny. Nie mogę zatem być dla wszystkich i o każdej porze. Nie mogę każdemu pomagać, każdego wysłuchać i z każdym gdzieś pojechać. Uczę się mówić „nie”.
  • nie jestem odpowiedzialna za wszystko. Pisałam o tym we wpisie o organizacji w kryzysowym czasie. W naszym domu oprócz mnie jest jeszcze kilku innych domowników. I nigdzie, absolutnie nigdzie nie jest napisane, że tylko ja potrafię ten dom ogarnąć, ugotować obiad czy wyszorować toaletę. 
  • wykopuję za drzwi mojego wewnętrznego krytyka, który mówi mi, że coś jest niedostatecznie dobrze zrobione. Albo rybki albo pipki. Doba ma 24 h. Albo będę mieć wypucowany dom jak z okładki magazynu, albo będę siadać do biurka i częściej pisać teksty na bloga. Tylko ja wybieram to, co przybliża mnie do wybranego celu.
  • porzucam zbyt ambitne cele na rzecz małych kroków. Kiedyś funkcjonowałam tak, że albo robię coś na 100 % albo wcale. Gdy ma się dzieci albo jest się perfekcjonistką to efekt jest taki, że ostatecznie nie robi się nic. To pewnie dlatego, że miałam w sobie kolejne głupie przekonanie, które mówiło „albo zrób coś dobrze, albo nie rób tego w ogóle”. Uczę się wykorzystywać tak zwane kwadranse. Kwadrans pod gorącym prysznicem, kwadrans z jogą, kwadrans z książką, kwadrans z moim kontem na Instagramie, kwadrans z obrabianiem zdjęć. Każdy ten kwadrans przybliża mnie do celu, a pamiętaj, że celem może być zarówno chęć, by częściej drzemać jak i to, by zdać egzamin z angielskiego.
  • daję sobie bana na social media. To jest mój naprawdę spory problem, a raczej był, bo od kilku tygodni na poważnie z nim walczę. W dniu, w którym aplikacja do mierzenia czasu spędzonego na Instagramie pokazała mi 4 godziny zamarłam. Oczywiście, że mogłabym się głupio tłumaczyć, że to część mojej pracy, ale prawda jest taka, że ja ten czas kompletnie traciłam. I kogo mam wtedy winić za to, że nie mam czasu na czytanie, naukę języka etc? No kogo? Oczywiście, że siebie. Zatem mam nałożoną blokadę na IG, a w ekstremalnych warunkach wyciszam absolutnie wszystkie konta, jakie obserwuję. Jestem słabym człowiekiem, daję sobie prawo do popełniania błędów. Siedzenie przez kilka godzin na IG również do tych błędów zaliczam. To samo dotyczy oglądania wiadomości. Odkąd tego nie robię zyskałam mnóstwo czasu.
  • nie bawię się w multitasking. Kolejne błędne przekonanie: że my kobiety możemy i musimy robić kilka rzeczy naraz, żeby ze wszystkim zdążyć. Guzik prawda. Ja zajmuję się jedną rzeczą naraz i moja wydajność wzrosła. Kiedy bawię się z dziećmi to się z nimi bawię przez te pół godziny i nie gotuję w tym czasie obiadu i nie odpowiadam na maile. Kiedy gotuję obiad to ewentualnie w tym samym czasie włączę sobie podcast do słuchania. Kiedy pracuję to włączam sobie w telefonie tryb samolotowy i pracuję przez te 15 minut albo 2 godziny. I uwaga – kiedy robię sobie SPA w łazience to jej do cholery nie sprzątam w tym samym czasie wacikami! Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi.

A propos czegoś do słuchania. Polecam ci bardzo w temacie webinary Pani Swojego Czasu:

Zrobione jest lepsze od doskonałego. Jak sobie radzić z perfekcjonizmem?
Asertywność w zarządzaniu czasem. Jak budować i rozwijać pewność siebie?

  • korzystam z pomocy. Jeśli moja mama chce wziąć wnuki na weekend – z przyjemnością korzystam i robię sobie w tym czasie randkę z mężem (czasem ją o to proszę pierwsza 🙂 ). W ramach odwdzięczania się zaproszę rodziców na obiad albo zrobię im zakupy. Jeśli nie mam obiadu dla dzieci to go zamawiam z garmażerki. Przykłady można mnożyć.
  • robię listy, a ostatnio bawię się bullet journalingiem, czyli kreatywnym planowaniem w plannerze za pomocą flamastrów, cienkopisów, naklejek etc. To też jest mój czas, bo kreatywna praca mnie totalnie relaksuje. Tak więc robię sobie listy rzeczy, które chcę zrobić, książek które chcę przeczytać, filmów które chcę obejrzeć, miejsc które chcę odwiedzić i tak dalej, i tak dalej. Dzięki temu mam jeszcze większą motywację do tego, by się zorganizować i wygospodarować czas na przyjemności.

    ZOBACZ JAKĄ PIĘKNĄ KSIĄŻKĘ O BULLET JOURNALLINGU NAPISAŁA KASIA MISTACOGLU.

Na tym właśnie ja opieram całe planowanie, ale i swoje relacje w rodzinie. Od tego zaczynam, to jest moja baza, która wypracowałam przez kilka ostatnich lat mojego dorosłego życia. Krok po kroczku.

Na koniec jeszcze jeden cytat z książki Oli:

Asertywność to alternatywa dla ciebie w sytuacjach, w których albo jesteś bezsilna (albo tak ci się wydaje) i sfrustrowana, albo sięgasz po agresję i manipulację, bo wydaje ci się, że to jedyne wyjście. Tak nie jest!”.

Pamiętaj o tym. Jesteś ważna, równie ważna jak każdy inny. 
Twoje potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby innych.
Twoje marzenia i plany są tak samo ważne jak plany i marzenia innych. 
To co czujesz jest tak samo ważne jak to co czują inni.
Masz prawo być sobą. 
Masz prawo planować swój czas. 
Masz prawo popełniać błędy w tym planowaniu. 
Masz prawo pracować i się realizować.
Masz prawo nic nie robić i się nie rozwijać. 
Masz prawo do czasu na przyjemności i „nicnierobienia”.
Masz prawo być niedoskonała jak każda z nas.
Masz prawo czegoś nie wiedzieć i być na początku każdej drogi.
Zapisz to sobie, wydrukuj, powieś na lodówce i powtarzaj aż zapamiętasz.

Loading

Spodobają Ci się także:

8 komentarzy

Katarzyna Katisha Winters 29 listopada, 2020 - 5:42 pm

Bardzo potrzebny wpis, Basiu, pełen świetnych porad! Ja osobiście z racji obecnie prowadzonego trybu życia nie narzekam na brak czasu, ale znam osoby, które notorycznie czasu dla siebie nie mają. Podeślę link do Twojego tekstu kilku moim znajomym, bo jestem pewna, że rady w nim zawarte im się przydadzą. Pozdrawiam ciepło!

Reply
Basia Szmydt 29 listopada, 2020 - 5:48 pm

Dzięki Kasiu! Super, że przesyłasz mój tekst dalej ❤️

Reply
Mimi 29 listopada, 2020 - 10:05 pm

Kurczę ale ten wpis otworzył mi oczy .
Mam na pokładzie dwóch synów 7 letniego i 6 miesięcznego . I nie umiem być dla.siebie ważna, nie umiem nic nie robić:( tak właśnie pochodzę z takiego domu gdzie kobieta robiła wszystko.
Nawet przykład z dzisiaj mąż zabrał chłopaków na spacer i zapowiedział odpocznij sobie przez te 2 h. I co Ja głupia robiłam tańcowałam z odkurzacze i kołem A w piekarniku piekły się 2 ciasta ‍♀️‍♀️‍♀️‍♀️jestem zła na siebie

Reply
Anna 30 listopada, 2020 - 7:42 am

Zawsze gdy na mojej poczcie pojawia sie nowy wpis, czytam o czym piszesz i mimo, że nie zawsze mam czas przeczytac go za jednym razem (jestem mamą 3 synow od 3 do 13 lat) , wracam, wracam, wracam i staram się chociaż odrobinę wykorzystać i przemyśleć o czym piszesz. Cenię Twój blog za autentycznosc, za to, że dzielisz się swoim doswiadczeniem, przemyśleniami i tym czymś, co każda (kazdy) z nas odnajduje dla siebie. Od dluzszego czasu podtrzymuje, że w tym morzu różnych informacji i pożeraczy czasu w sieci, twoj blog i wpisy są motywujące do dzialania, do refleksji, do zmiany, do Bycia. Pozdrawiam A. S.

Reply
ANIA 30 listopada, 2020 - 7:43 am

BASIU,
Dzięki za ten wpis, rady w nim zawarte są super i na pewno skłaniają do przemyśleń w tym zwariowanym świecie, gdzie nieustannie się porównujemy do innych i nie dajemy sobie prawa do „nicnierobienia”, takiego bez wyrzutów sumienia.
Zwłaszcza, że za rogiem już grudzień i czas jakoś łaskawie podsumować 2020

Reply
Aga 30 listopada, 2020 - 5:18 pm

W zasadzie potrafię znaleźć czas dla siebie. Trochę sobie to tłumaczę tak: nikt na stare lata nie żałuje, że nie ukisił więcej ogórków, nie upiekł więcej ciasta czy nie umył więcej garnków. Życie jest jedno, więc myślmy o sobie choć trochę, bo nikt tego za nas nie zrobi.

Reply
Lidka 3 grudnia, 2020 - 6:00 pm

Bardzo ciekawy wpis. Aż sama zaczęłam zastanawiać się jak to wygląda u mnie i co jest moim największym problemem. Zauważyłam, że gdy mam sporo do zrobienia to próbuję wszystko robić naraz. Drugą przyczyną jest często brak organizacji. Zamiast czasem coś zaplanować i działać zgodnie z planem, wkrada się u mnie chaos. Muszę nad tym popracować, bo ostatnio mam bardzo mało czasu na czytanie książek… Może uda mi się wprowadzić jakieś pozytywne zmiany 🙂

Reply
Basia Szmydt 3 grudnia, 2020 - 6:40 pm

Trzymam kciuki

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem