fbpx

MARCIN.

Autor: Basia Szmydt

Łapię się na tym, że nie wiem czy wciąż jesteś malutki, czy może już taaaki duży.
Kiedy zaśniesz przy wieczornej bajce, a ja muszę cię przenieść do łóżka – jesteś wtedy taki ciężki, taki duży…
Kiedy kilka sekund później obejmujesz mnie wciąż pulchnymi rączkami i mówisz „mamo, zostań” – rozpływam się i myślę sobie, że wciąż gdzieś w okolicy twojej szyi czuć niemowlę.
Jesteś taki duży, kiedy wstawiasz się za swoim starszym bratem, na placu zabaw. Zaciskasz wtedy swoje rączki w piąstki i jesteś gotowy komuś przyłożyć. Nikt nie będzie dokuczał twojemu bratu!
I taki malutki, kiedy płaczesz na całą wieś, bo stłukłeś sobie kolano podczas kolejnego dzikiego biegu. Łzy spływają jak grochy po twoich brudnych policzkach, a ty wystawiasz ranę do całowania. Wciąż jeszcze wierzysz, że mój całus zniweluje ból.
Wciąż mówię, że nie mam do ciebie cierpliwości, że jesteś łobuzem potwornym. Prawda jest jednak taka, że bajerę, uśmiech i spojrzenie odziedziczyłeś po swoim ojcu, a ja wiem już dziś, że w życiu wybaczę ci wszystko.

Jesteś uroczy. W każdej sekundzie swojego życia jesteś tak bardzo uroczy. Nikogo nie pozostawiasz obojętnym, choć i tak dla ciebie liczy się tylko brat. Rozpływam się jak głupia nad błękitem twoich oczu codziennie, nawet gdy o tym nie wiesz. I wciąż obiecuję sobie, że od jutra będę bardziej konsekwentna, że spróbuję się nie roześmiać podczas ochrzaniania cię.

Dziś są twoje urodziny. Dałeś mi konkretne wytyczne dotyczące przyjęcia. To nic, że tego dnia mamy ruszać kamperem w świat. Zrobimy przyjęcie! Jak mogłabym ci odmówić?
Prasuję twoją wciąż mikroskopijną koszulę, którą za chwilę wysmarujesz czekoladą i zastanawiam się czy jesteś jeszcze malutki czy może już duży.

Marcin. Mój synek. 4 latek z białymi włosami i oczami koloru majowego nieba. Z bliznami od upadków i szelmowskim uśmiechem. Odważny łobuz, który nie uznaje limitów i ograniczeń, który nie mówi całej prawdy, i który kocha rodzinne imprezy. Wstaje rano z uśmiechem na ustach pod warunkiem, że obiecam mu drożdżówkę z makiem po drodze do przedszkola. Wie czego chce i nie uznaje półśrodków. I choć gotuję się, kiedy z niewzruszoną miną w Ikei podąża do kasy, dzierżąc w dłoniach najbrzydszą pościel (pomarańczową w czarne trójkąty), to w głębi duszy duma wypełnia moje serce. Że się nie zgadza, że ma swoje zdanie, że ma być taka albo żadna.

Świętuj synku! To w końcu 4 lata.
Tańcz i nie przejmuj się, że nie do rytmu.
Rysuj to nic, że wychodzisz za linię, to nic, że po ścianach.
Śmiej się zbyt głośno i przekręcaj słowa.
Biegnij wciąż tak szybko i nie zatrzymuj się, jeśli nie masz na to ochoty.
Bądź sobą. Mój cudowny, niebieskooki Clay’u Moorington’ie, Skałomruku z Nexo Kgnights, mój bąblu kochany, łobuzie potworny.
Sto lat!
Mama.

1 2 3 4 6 7 8 9 10 11 12 13  15 16 17

Spodobają Ci się także:

3 komentarze

bezcookru.pl 9 maja, 2017 - 6:30 pm

sto lat, Marcinek!

Reply
Katinka 10 maja, 2017 - 7:58 am

<3

Reply
Marta 10 maja, 2017 - 9:07 am

Wszystkiego najlepszego Marcinku.
Pani Basiu,mam synka w Pani wieku I az sie poplakalam ze wzruszenia czytajac ten wpis.
Dziekuje I pozdrawiam.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem