fbpx

MOJE DZIECI BĘDĄ INNE – czyli o tym co nam, rodzicom się wydaje.

Autor: Basia Szmydt

Narodziny moich dzieci mocno zweryfikowały wszystko, co wcześniej myślałam o macierzyństwie i wychowywaniu maluchów. Ach! Jakaż ja byłam mądra w teorii! Ileż ja sobie w głowie scenariuszy poukładałam! Ileż wizji dotyczących tego mojego rodzicielstwa miałam!
Wydawało mi się, że skoro tak sobie to wszystko wymyśliłam to tak też to moje wychowywanie dzieci właśnie będzie wyglądało. Okazuje się, że tak mi się tylko niestety wydawało…
Rozbieżność pomiędzy wizją i scenariuszem, a rzeczywistością była dosyć spora. I to już w dniu porodu 🙂

Na poród Marcina przygotowywałam się skrupulatnie przez kilka miesięcy. Przeczytałam kilkanaście książek, napisałam plan porodu uwzględniający moje wszelkie prawa, kiedy będę w szpitalu, nauczyłam się prawidłowego oddychania, a moja torba na porodówkę była spakowana wzorowo.
Moje dziecko jednak postanowiło zaskoczyć rodzącą i moje misternie budowane plany i scenariusze na nic się zdały, a czas porodu, który mój syn ma wpisany do książeczki to 10 minut (od momentu mojego przyjazdu, jeszcze w ciąży do szpitala).

Potem z tym, co mnie się tylko wydawało, że tak właśnie będzie – poszło już z górki.

Wydawało mi się, że po porodzie to ja będę „normalnie” funkcjonować, a moje dziecko w tym moim życiu po prostu do mnie dołączy. Nasze życie wzbogaci się o kolejnego domownika i dalej będzie sobie płynęło swoim spokojnym rytmem. Oczywiście tak mi się tylko wydawało i pierwszy rok mojego macierzyństwa spędziłam w różnych kombinacjach dresowych outfitów.

Wydawało mi się, że moje dzieci będą w nocy spały, że miło im będzie, gdy „zapetłam” je w chustę odpowiednio utkaną, na którą lekką ręką wydałam dwie stówki i drugie tyle na kurs uczący jak tę chustę „petłać” właśnie. Wydawało mi się, że będzie im miło tak ze mną funkcjonować, niczym afrykańskie dzieci ze swoją mamą, i że nie będą się darły na całe miasto żądając, by je z tej chusty uwolnić.

Idźmy dalej.

Wydawało mi się, że moje dzieci oszaleją ze szczęścia, gdy na obiad zaserwuję im zupkę z warzyw, które nigdy w swoim życiu nie widziały oprysku i dojrzewały w pełnym słońcu. I z królika, co to go ciocia moja ze wsi specjalnie wiozła, ekologicznego! Zupkę, którą ja matka z uśmiechem na ustach gotowałam od rana. Naprawdę szczerze byłam zdziwiona, gdy to ja musiałam się tym „pysznym” kremem warzywnym zajadać, bo moje dzieci akceptowały przez dłuższy czas tylko jabłka i pieczone z kartofli frytki.

Wydawało mi się, że urządzanie pokoików dla moich chłopaków to będzie coś wspaniałego. W końcu będę mogła przenieść te wszystkie pinterestowe wizje do naszej domowej rzeczywistości. Wszystko w duchu Montessori, Bullerbym, z zachowaniem skandynawskiego wzornictwa, designu, kolorów i wzorów, ochów i achów. Nic z tego! Bo moje dzieci mają w nosie moje wizje, a w ich pokojach ma być przede wszystkim artystyczny nieład, pościel w tygrysi wzór i krzywo przyklejone plakaty z wojownikami Lego Ninjago.

Wydawało mi się, że moje dzieci będą do siebie podobne. W końcu wychowują ich ci sami rodzice. Że tak jak ja będą kochały podróże, wyjazdy małe i duże, bycie na świeżym powietrzu, wspinanie się po drzewach i robienie kotletów z błota. Jeden rysuje od rana do wieczora i lepi komety z plasteliny. Drugi czyta cały boży dzień, a gdy od ojca swojego dostanie nowe komiksy z Tytusem, Romkiem i Atomkiem to nie ma z nim kontaktu przez 3 dni. A na spacer mogę iść sama – jeśli mam ochotę oczywiście.

Albo takie zebranie w szkole tudzież przedszkolu. To jest dopiero prawdziwy przegląd wszystkiego, co nam rodzicom na temat naszych dzieci i nas samych się wydaje! 🙂

„Mój Marcinek NA PEWNO tak nie powiedział. Moja Asia tak się nie zachowuje! Przecież w domu to złote dziecko jest. Co też Pani opowiada?! Mój Michałek tak pięknie w domu wiersze recytuje, a Pani twierdzi, że przeszkadza na lekcjach! Czy jest Pani pewna, że chodzi o moje dziecko?”

Albo gdy do domu przychodzi mail:
„Szanowni Państwo, w naszym przedszkolu odnotowaliśmy kilka przypadków wszawicy. Proszę nie panikować. W załączniku instrukcja postępowania z włosami dziecka i członków rodziny. Jeśli będziemy działać wspólnie, sprawnie i szybko pozbędziemy się problemu”.

Oho!  No to teraz się zacznie.

„Wszy?! Chyba Pani żartuje! Nie po to wysyłałem dziecko do prywatnego, RENOMOWANEGO przedszkola, żeby teraz takie maile czytać. Żądam natychmiastowego usunięcia problemu, a najlepiej „zawszonych” dzieci w trybie natychmiastowym. Ja tego tak nie zostawię!”

Ale proszę Pana… problem dotyczy również Pana dziecka.

„Jak Pani śmie! My jesteśmy rodziną z tradycjami! Czy Pani wie z kim Pani rozmawia?! Ja jestem dyrektorem banku, a nie jakąś patologią!”

No i tu następuje największe zaskoczenie, bo wszy nie wybierają. Nie robią castingu, która główka jest tą najbardziej odpowiednią. Biorą je po kolei jak leci. Nieważne czy jesteś dyrektorem banku czy „tylko” pracownikiem działu obsługi tegoż banku. Nieważne czy Twoje dziecko ma dwa warkocze posypane brokatem i pachnące niczym Elsa z „Krainy Lodu”, czy też niesforne siano i najbardziej na świecie lubi kopać piłkę. To nie ma absolutnie żadnego znaczenia! Jeśli w grupie przedszkolaków czy w szkole pojawia się wszawica to trzeba wziąć to na tak zwaną klatę, nie panikować i działać. Zgłosić ZAWSZE problem wychowawcy, bo tylko w ten sposób uda się go pokonać.
To nie jest koniec świata, a dzisiejsze możliwości jakie mamy pozwalają łatwo i skutecznie pozbyć się niechcianych lokatorów z włosów naszych maluchów. I niech nam się błagam nie wydaje, że naszego dziecka to nie dotyczy.

Co należy zrobić?

WYKRYĆ PROBLEM

Pamiętam, że kiedy moja mama dostawała „cynk” ze szkoły, że zawitały do klasy wszy, czekało mnie długie siedzenia na stołku w przedpokoju i przeczesywanie głowy, włos po włosie w poszukiwaniu jajeczek wszy czyli gnid. Jak ja tego nie cierpiałam… Męka i łzy.
Pierwszym krokiem zawsze jednak jest przejrzenie głowy dziecka i stwierdzenie obecności wszy lub ich jajeczek.

LECZYĆ

Gdy okaże się, że nasz maluch te wszy już ma wystarczy umyć mu włosy specjalnym szamponem, który je skutecznie usunie, a później włosy wyczesać i po sprawie. Paranit Szampon Leczniczy jest szybki i wygodny w użyciu. Działa natychmiastowo i ma 100 % skuteczność.
Już nie trzeba ścinać włosów na zapałkę czy na brzydkiego pazia jak to miało miejsce w moim dzieciństwie.

CHRONIĆ

Na koniec profilaktyka. Możemy zastosować specjalny preparat – Spray Ochronny Paranit, który będzie chronił głowy naszych dzieciaków przed nawrotem wszy lub jeśli maluch tych wszy jeszcze nie miał, a w jego grupie już się rozgościły na głowach innych dzieciaków – zapobiegnie kolonizacji intruzów.

Najgorsze co możemy zrobić to nie zgłosić w placówce, że nasze dziecko te wszy ma, bo się wstydzimy, bo będziemy się bać co sobie o nas inni pomyślą, bo nam SIĘ WYDAJE, że inne dzieci tego nie mają, a wszy zarezerwowane są tylko dla dzieciaków, które są na bakier z higieną, pochodzą z patologicznych rodzin etc. Pudło, błąd! To mit! Tylko w tym tygodniu dwie moje bliskie koleżanki podczas rozmowy telefonicznej na moje pytanie „Co słychać” odpowiedziały: „Walczę z wszami, które moja córka przyniosła ze szkoły, przedszkola. To już drugi raz w tym miesiącu!”. To się dzieje. To jest normalne.

Wiele rzeczy nam się w tym rodzicielstwie wydaje. Jeszcze więcej nas zaskakuje, uczy pokory, zmienia światopogląd i zasady. Misternie układane plany, wizje i scenariusze często w konfrontacji z rodzicielstwem możemy po prostu wyrzucić do kosza. Takie jest życie – po prostu. Dzieci się brudzą, mają swoje charaktery, swój plan na wolny wieczór, swoje pasje inne niż te, które sobie dla nich wymyśliliśmy. Dzieci mają pasożyty, siniaki, wszy, gluty i gorączki czy nam się to podoba czy nie. Serio – takie jest życie. Zamiast „biadolić”, że przecież nie tak się umawialiśmy, to trzeba to zaakceptować, wypiąć pierś do przodu i pchać ten wózek rodzicielstwem zwany. I pamiętać, że KAŻDY absolutnie każdy rodzic tak ma, i każdemu rodzicowi się kiedyś wydawało coś, co później pokrycia w rzeczywistości nie miało.

Głowa do góry 🙂

—————————————————————————————————————————-
Partnerem wpisu jest łatwy w użyciu preparat na wszy Paranit. Więcej informacji o działaniu tego produktu znajdziesz na stronie dystrybutora. Zachęcam też do odwiedzenia strony http://problem-z-glowy.pl gdzie można poczytać o wszystkich zagadnieniach dotyczących wszawicy, tego jak ją diagnozować, walczyć i jej zapobiegać.

 

Spodobają Ci się także:

12 komentarzy

Namysłowska 3 30 października, 2018 - 2:57 pm

O kurczak. Pamietam te akcje z pierwszych lat szkoły podstawowej. Nie sądziłam, że wszy to nadal problem.

Reply
Basia Szmydt 12 listopada, 2018 - 6:37 pm

Wszy zawsze będą problemem. Nic się nie zmieniło 🙂 Ludzka rzecz.

Reply
Paulina z simplistic.pl 31 października, 2018 - 7:27 am

Jesteś jedną z nielicznych osób, które nawet o tak nieprzyjemnej kwestii, jak wszy, potrafią pisać ciekawie. 🙂

Sama niestety też przeszłam problem wszawicy – moje bratanice przyniosły to ze szkoły i do dzisiaj pamiętam płacz i wyczesywanie włosów. Na szczęście w miarę szybko można się ich pozbyć, jednak byłam mocno przerażona, że będę musiała ściąć włosy, żeby pozbyć się tego paskudztwa.

Reply
Basia Szmydt 12 listopada, 2018 - 6:37 pm

no bo ten temat trzeba oswoić zamiast zamiatać pod dywan 🙂 pamiętam, że mi mama też ścinała włosy, a teraz myjesz włosy szamponem i następnego dnia zapominasz.

Reply
Monika Kudryk 31 października, 2018 - 9:13 am

Ja zanim urodziłam dziecko, to jak patrzyłam na inne „niegrzeczne” dzieci myślałam – ja bym na to nie pozwoliła…itd HA HA HA. Ach jak ja kocham życie za to, że weryfikuje takie myślenie! Teraz mając 12- letnią zbuntowaną, mającą swoje zdanie córkę myślę inaczej. Może gdybym miała dziecko, które siedzi cicho i czy podoba mu się czy nie nic nie mówi (jak ja w dzieciństwie) to dalej bym patrzyła krzywym okiem na inne dzieci. A tak – nie oceniam, nie twierdzę, że na pewno z rodzicami coś jest nie tak czy inaczej. Moja córka zaskakuje mnie codziennie i często negatywnie, ale też ma przebłysk świadomego myślenia. Ostatnio padło pytanie „Mamo dlaczego w szkole nie uczą jak żyć, jak zarobić pieniądze, jak kupić dom”? No właśnie. Ja wiem dlaczego 🙂 Niestety życie to czasem walka, zderzenie różnych światów. Moja córka widzi jak nauczyciele faworyzują do granic możliwości „pupilków” i nie kryją się z tym. A ona już w drugiej klasie mówiła: „ja nie chcę być pupilkiem”. Nie musiała po prostu. Dużo mogłabym pisać i choć czasem jest nam ciężko, to głęboko wierzę, że wszystko jest po coś i cały czas zgłębiam tę tajemnicę 🙂

Reply
Basia Szmydt 12 listopada, 2018 - 6:36 pm

Jaką masz mądrą i świadomą córkę <3 !

Reply
Magda 31 października, 2018 - 10:15 am

Basiu moglabym sie odniesc do kazdego akapitu oddzielnie bo moje wyobrazenie o rodzicielstwie bylo podobne: bede siedziec w kafejce z dzieckiem przy piersi popijac kawe oczywiscie bezkofeinowa i czytac ksiazke napisana przez kogos waznego. Zonk!! Pierwsze 3 miesiace nie wiedzialam jak sie nazywam, przez kolejne trzy probowalam sie umalowac choc jeden raz. A pozniej zaczely wychodzic zeby ale do rzeczy. Moja coreczke tez ostatnio dopadł problem wszy. No i pierwsza mysl: jak to moje dziecko? Wychuchana, kapana codziennie, kremowana, czesana w warkocze jak Elsa… i bach!! Siedze sobie na fotelu i widze jak jedna lazi po jej slicznych wlosach. Zamrozilo mnie. Natychmiast wydlubalam co moglam PALCAMI pod wplywem adrenaliny. Pozniej internet, zdjecia i juz wiedzialam o co chodzi. Kupilam szampon, nasmarowalam jej wlosy i poczekalam godzine. W tym czasie przeczytalam chyba caly internet i sie uspokoilam. To tak jak piszesz dotyka wszystkich nie zalezni jakie to przedszkole czy szkola.
Uwazam ze Twoj post powinni przeczytac absolutnie wszyscy ktorzy jeszcze nie spotkali sie z tym problemem bo o tym trzeba mowic glosno. Zglosilam problem do wychowawcy z prosba o zawieszenie kartki na tablicy. A sama rozmawiajac z innymi rodzicami mowilam o problemie. Jesli kazdy bedzie postepowal profilaktycznie to napewno takich przypadkow bedzie mniej. A w niektorych placowkach to prawdziwa epidemia.

Reply
Basia Szmydt 12 listopada, 2018 - 6:33 pm

To problem, który był zawsze, jest i bęzie. Wszy, pasożyty to wpisane w rodzicielstwo po prostu. I atakują niezależnie od statusu 🙂

Reply
Edyta 31 października, 2018 - 11:35 am

Bardzo fajny post i jakże na czasie. Tydzień temu tez mieliśmy ten problem. Nieproszeni goście z przedszkola. Na początku szok i niedowierzanie i przerażenie. Potem Internet i szybkie działanie. Przed odkryciem intruzów córka spała razem ze mną, gdyż była chora i chciała się przytulać. Efekt? Mając 37 lat pierwszy raz w życiu miałam wszy. Tak, trzeba było wziąć to na klatę. Tak jak Basiu pisałaś, nic co ludzkie nie jest nam obce
Sprawę zgłosiliśmy od razu do przedszkola, jakoś nie myślałam o wstydzie tylko o tym, by zareagowano i zadbano także o inne dzieci i o wspólną przestrzeń.
I tylko to pranie, gotowanie, prasowanie, sprzątanie, szorowanie… Męczę się na samą myśl jak sobie przypomnę, ile kosztowało nas to pracy.
Basiu, mam pytanie- co robiliście z drobnymi zabawkami, klockami, książkami czy innymi tego typu rzeczami po odrobaczaniu? Czyli z rzeczami, których używają dzieci a nie zawsze się je wygotować czy w inny sposób wyczyścić? Ja przyznam szczerze w pewnym momencie wpadłam w paranoję, gdyż wszędzie oczami wyobraźni widziałam pasożyty lub ich jaja i chciałam szorować wszystko, a było to też potęgowane tym,że już po kuracji nadal wydawalo mi się, że swędzi mnie głowa i coś po niej chodzi

Reply
Basia Szmydt 12 listopada, 2018 - 6:31 pm

myślę, że nie wolno właśnie wpadać w tę paranoję. Ja piorę wszystko, co mogę. Żelazkiem prasuję materace dzieci. Myję octem łózko, klamki, podłogi, meble,piorę maskotki, większe zabawki czyszczę, ale klocków lego już nie dotykam. drobiazgów też nie. Po przedszkolu dzieci zazwyczaj przebierają się w ciuchy po domu, a te przedszkolne rzucam do pralni. Myją dokładnie ręce, musztruję je, żeby w przeedszkolu robiły to samo.

Reply
Ania 1 listopada, 2018 - 6:46 am

My walczymy z robalami, które przywędrowały pewnie ze żłobka. I to nie pierwszy raz, po problem wraca. Wkurza mnie tylko to, że w naszej publicznej placówce gdy zgłaszam ten problem nic się z tym nie robi – zero informacji dla innych rodziców, zero ogłoszeń, nie mówiąc o akcji sprzątania, prania czy dezynfekcji zabawek

Reply
Basia Szmydt 12 listopada, 2018 - 6:26 pm

to jest po prostu karygodne 🙁 wściekam się, gdy słyszę takie „niusy:. Przecież to w placówce powinno być natychmiastowe działanie i reakcja, żeby się to cholerstwo nie rozprzestrzeniło…

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem