NIETYPOWA LEKCJA PRZYRODY

Autor: Basia Szmydt

Wiesz czego mi brakuje na co dzień? Tego, żeby móc wyjść na spacer z dzieciakami. Pójść do parku, na łąkę, do lasu. Żeby pooddychać, wystawić się do słońca, żeby było jasno. Ale mamy listopad, a ja widzę jak moim dzieciakom tego 15-20 minutowego spaceru brakuje, choć oczywiście zawsze twierdzą, że im się na dwór nie chce iść. Czasami, gdy wracamy ze szkoły i przedszkola jest już ciemno.
Dlatego też jeśli mogę to odbieram ich wcześniej. Chociaż pół godziny. To nie są duże rzeczy ani duże wyprawy. Czasem łazimy tuż koło domu, byleby pobyć chwilę na zewnątrz. No i weekend. Zostaje jeszcze weekend. Wtedy można, a nawet trzeba wykorzystać ten wolny czas i pojechać gdzieś na łono natury. Może do lasu?

Las działa jak balsam. Do lasu jeździmy o każdej porze roku. Lasu nauczył mnie mój tata, który bladym świtem budził mnie i mimo moich protestów kazał zakładać flanelową koszulę i jeansy wpuszczone w kalosze, pakować w plecak termos i kanapki i mały ostry nożyk. Jechaliśmy na grzyby. Wizyta w lesie to było nie tylko grzybobranie. Mój tata ma hopla na punkcie przyrody i zwracał mi na nią uwagę na każdym kroku. Dziś ja jestem dokładnie taka jak on pod tym względem. Kiedy tylko mogę przemycam moim synom coś o podróżach, o przyrodzie i dzikich miejscach na świecie, o roślinach i zwierzętach. Czuję się w tym dobra, to moja pasja.
Problem w tym, że moi synowie są w takim wieku, że aktualnie na tapecie jest Luke Skywalker, Darth Vader i szturmowce Gwiezdnej Galaktyki czyli witaj w świecie Star Wars. Ja się nie poddaję. Ja wiem jak do tych dzieci moich dotrzeć. Jak ich zainteresować, wyjaśnić różne rzeczy, jak sprawić, by nie zajmował ich tylko jeden temat, ale by otworzyły swoje małe główki na dużo, dużo więcej. Wszak na Star Wars świat się nie kończy, a ja jako ich mama dbam o to, by zachować zdrowy balans pomiędzy Gwiezdnymi Wojnami i przyrodą, która czeka na nas na zewnątrz.

Moją tajną bronią zawsze były, są i będą książki. Najpierw ich szukam. Siadam w księgarni na dywanie i przeglądam długo różne tytuły, czytam fragmenty. Albo buszuję po internetowych księgarniach. Potem wybieram tytuły, do domu przychodzą nowe książki, a ja pokazuję je chłopcom i obserwuję ich reakcję. W większości przypadków trafiam idealnie. W końcu znam moje dzieci. Wiem, co im się podoba, co ich zachwyci i zainteresuje. Wiem jak wstrzelić się w dany etap ich rozwoju, pasji.
Michał to 8 latek. Czyta pasjami, czyta bardzo, bardzo dużo. Ostatnio ulubione są komiksy. 8-latki mają specyficzne poczucie humoru 🙂 Zamyka się w pokoju i czyta Tytusa, Romka i Atomka albo Kaczora Donalda zaśmiewając się na cały głos.

Marcin, 5 letni przedszkolak ma teraz taki etap, że chłonie wiedzę jak gąbka. Najlepiej wszystkimi zmysłami. Rysuje, gra na instrumentach, śpiewa, konstruuje, lepi, słucha, gdy mu się czyta – najlepiej wszystko naraz. To taki wdzięczny wiek na doświadczanie świata!

Dziś będzie o jednej z takich książek, które okazały się być strzałem w dziesiątkę. Dziś będzie o książce, o spacerze i o tym jak fajnie jest przemycać wiedzę w nieoczywisty sposób.


Zew padliny” Adama Wajraka i Tomasza Samojlika to komiks o lesie. Tak o lesie. „Mamoooo komiks o lesie? Nuuuuda” – powiedziało moje starsze dziecko. Ale kilka chwil później Michał przeczytał w tytule słowo „padlina” i za chwilę porwał książkę do swojego pokoju. No, bo przecież słowo „padlina” oznaczać może tyle, że nudy nie ma. Będzie o czymś obrzydliwym i śmierdzącym! Ciekawość moich dzieci nagle wzrosła, a nudny temat lasu zaczął być na maksa interesujący.


„W Umarłym Lesie poruszenie – w sąsiedztwie pojawiła się padlina! Kto żyw, pędzi na darmowy obiad: sikory, sójki, kruki… A ile przy tym zamieszania i hałasu! Szeryf Triko postanawia zaprowadzić porządek. Kto to widział, żeby tak uprzykrzać życie innym ptakom z powodu jakiegoś truchła. Niestety dzięcioł szybko odkrywa, że to o wiele trudniejsze, niż mógłby przypuszczać. Potrzebny jest sprytny plan. Hmhhh a gdyby tak skrzyknąć siedmiu wspaniałych i dużych padlinożerców?”

Okazuje się, że padlina owszem jest cuchnąca i dosyć nieprzyjemna, ale w lesie staje się centrum towarzyskiego życia i powodem do rozpoczęcia biesiady. Problem w tym, że zwierzęta nie mogą dojść do porozumienia. Każde uważa, że padlina jest jego i tylko jemu się należy. Robią okropnie dużo hałasu w całym lesie, biją się i wyzywają. Padlina zamiast stać się atrakcją – jest ogromnym powodem do kłótni. Tutaj może pomóc tylko dzielny szeryf dzięcioł.

Komiks przypomina trochę western (siedmiu wspaniałych padlinożerców!) i jest napisany z ogromnym humorem (wprawne oko dostrzeże również te słowa, które są przeznaczone tylko dla dorosłych 🙂 ). To co jednak najważniejsze to ogrom wiedzy, który w te komiksowe obrazki został wpleciony. Jestem pod wrażeniem jak umiejętnie autorzy poprowadzili tę lekcję przyrody. Co kilka stron pojawiają się prawdziwe zdjęcia padlinożerców i …objedzonej padliny! Przyznaję, że nawet ja przeczytałam komiks od deski do deski. No i nikt mi wcześniej nie powiedział, że nasza poczciwa sikorka jest padlinożercą! To jest dopiero news.

Albo taki: „Czy padlina padlinie równa? Ależ skąd. Każda padlina jest inna. Przede wszystkim różni się ze względu na gatunek martwego zwierzęcia. I tak dziki cieszą się mniejszym powodzeniem po śmierci niż sarny lub jelenie, gdyż mogą być nosicielami wielu chorób i pasożytów (np. włośnia) groźnych dla mięsożernych ssaków. Z tego właśnie względu najchętniej zjadane są te zwierzaki, które padły ofiarą drapieżników. Jest to gwarancja, że zwierzę nie umarło na jakąś chorobę. Poza tym do takich zabitych przez drapieżniki łatwiej się dobrać, bo mają już przerwaną skórę. Prościej je też zlokalizować, oczywiście poza skrzętnie ukrywanymi ofiarami rysiów lub niedźwiedzi.”

Marcinowi zrobiłam kilka kart, na których przykleiłam wycięte z gazety zdjęcia zwierząt. Miał za zadanie powiedzieć, które z nich są padlinożercami. Potem zapytałam go czy padlina tak naprawdę komuś do szczęścia jest potrzebna i komu najbardziej na niej zależy. Ze wszystkim sobie chłopak poradził, a rozmawialiśmy o tym stojąc w korku między sklepem, a domem. Wieczorem, poprzedniego dnia na dobranoc czytaliśmy właśnie „Zew padliny” 🙂

Podczas spaceru do małego zagajnika zebraliśmy różne „leśne rzeczy”. Mech, suche liście, gałązki z owocami głogu, kasztany. W domu dołożyliśmy sarenkę i szyszki przywiezione z włoskiego lasu. Wszystkiego trzeba było dotknąć, powąchać, a przy okazji można było pogadać o tym czym jest ściółka i komu jest potrzebna, dlaczego owoce na gałązkach zimą są tak ważne i co może się stać, jeśli sarna złamie nogę. To jest niesamowite jak dzieci są ciekawe świata jeśli tylko poda się im go w odpowiedni sposób.



———————————————————————————————————————————

Książkę „Zew padliny” Adama Wajraka i Tomasza Samojlika kupisz –> TUTAJ

A jeśli masz ochotę pobawić się z dzieckiem w duchu pedagogiki Montessori to zachęcam Cię do odwiedzenia bloga KUKUMAG. Zobacz jaką fajną, leśną girlandę możesz pobrać z tego bloga, wydrukować i zawiesić w pokoju malucha.


Polecam Ci też blog Wielki zachwyt. To historia opowiedziana przez mamę dwójki dzieci, której misja jest, by nie straciły one nigdy kontaktu z naturą.  O życiu blisko natury i blisko siebie. Wspaniały.

To jak? Wyjdziesz na spacer w weekend?

Spodobają Ci się także:

7 komentarzy

aga 16 listopada, 2018 - 8:26 pm

Dzięki Tobie wiem w jaki tytuł zainwestuję na święta dla moich dzieci. 🙂

Reply
Monika 16 listopada, 2018 - 9:11 pm

Dzisiaj miałam chęć na las, ale w natłoku codziennych obowiązków ani się obejrzałam i była już 17, ciemności egipskie i zmęczenie starszaka po przedszkolu. Planuję nadrobić to w niedzielę i choć nie jestem tym typem, co robi dla dziecka karty, żeby urozmaicić przygodę, to być może jednak zainspiruję się Twoim pomysłem.
Komiks fajny, zapamiętam go sobie na później 🙂

Reply
Julia 17 listopada, 2018 - 4:49 pm

świetny pomysł na naukę dla dziecka, czytaliśmy pierwsze dwie części komiksów Wajraka i Samojlika, i teraz czas na kolejną. Na pewno wykorzystam Twój pomysł na zabawę z dzieckiem. Antek uwielbia leśne zabawy, a poprzednie części komiksów sprawiły nam wiele radości i zabawy.

Reply
wtrybieoffline 18 listopada, 2018 - 12:18 pm

Dla mnie te ciemności są przerażające i również cholernie brakuje mi ŚWIATŁA! 🙂
Dobrze, że mamy wolne weekendy żeby choć na chwilę, choć na moment wyjść na spacer i złapać oddech, tak po prostu W TRYBIE OFFLINE.

Reply
Olga 19 listopada, 2018 - 7:42 am

Bardzo polecam takze wczesniejsze czesci..Nieumarly las,Umarly las.. Seria komiksowa o ryjowkach tego samego autora nalezy do naszych ulubionych..Moje dzieci czytaly kilkakrotnie.
Tylko komiks o Bartniku Ignasiu mniej sie podobal..

Reply
Bilscy 27 listopada, 2018 - 10:25 am

Nie ma to jak lekcja na zywo, a nie tylko z książkami na sucho. Już dużo rzeczy można zrobić w ogrodzie, jak macie jakoś fajnie zaaranżowany. Moje dzieci są zafascynowane roślinami w ogrodzie, staram się też jakieś ciekawe wybierać. W tym roku sadzonki języczka bardzo dobrze wyrosły, dzieciom także się spodobały

Reply
Dietetyk Na Walizkach 1 kwietnia, 2019 - 12:56 pm

Super sprawa 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem

Zgadzam się na newsletter