OSTATNIE DNI WAKACJI. DZIEŃ DOBRY BABCIU.

Autor: Basia Szmydt

Zawsze stoi na drodze, kiedy mamy przyjechać. Od samego rana, choć mówiliśmy jej, że będziemy raczej w południe. Żeby nie czekała. Będziemy kiedy będziemy, bo milion spraw jeszcze załatwić musimy. Ale ona czeka uparcie. Kiedyś wychodziła na drogę. Ciągnie się ta droga aż po horyzont i dobrze na niej widać nadjeżdżający samochód. To znaczy kiedyś dobrze go widziała, bo teraz jakby słabiej. Teraz też ta droga trochę dla niej za daleko, więc wychodzi na podwórko. Zbyt wiele tych kroków dla niej, męczące to wszystko.
Moja Babcia. Jedyna już jaka mi została. Najchętniej zamknęłabym ją w jakiejś szkatułce razem z moim dzieciństwem i zatrzymała czas. Mam 35 lat, a gdy wysiadam z samochodu wtulam się w nią jak dziecko, którym jestem dopóki ona żyje. Jej ubranie pachnie tak samo przez te wszystkie lata. Pachnie słońcem, jedzeniem i miłością, a ja jestem dzieckiem. Dzieckiem, którego guzik obchodzą sprawy dorosłych. Będę mieć swoje, gdy za chwilę wrócę do domu. Ale teraz idę umyć ręce tak jak każe i siadam do obiadu. W końcu obiad gorący, trzeba jeść póki nie wystygnie! Siadam w maleńkiej kuchni, przy stole przykrytym ceratą i jem biały barszcz z kiełbasą i kluski „dziadoskie”. Choć to jedzenie jest tak banalne, tak proste bardzo to przysięgam – nie ma tego dnia nic lepszego na świecie.

Gdy już się wszyscy najedliśmy, gdy już babcia i ciocia i wujek ocenili jak bardzo nasze dzieci urosły, siadamy wszyscy przed domem, w cieniu, z herbatą w szklankach i wielkim słonecznikiem na kolanach i zaczynamy snuć opowieści. Moja babcia całe dzieciństwo opowiadała mi najróżniejsze historie: o wojnie, o sąsiadach, o nieszczęśliwych wypadkach we wsi, o jej miłości z dziadkiem i o tym jak to było, gdy jako młodziutka nauczycielka została wysłana do tej wsi, która wtedy została doszczętnie spalona przez Ukraińców, by uczyć dzieci. Nic się nie zmieniło – dalej słucham jej godzinami, choć ona czasem zapomina i czasem powtarza mi tę samą rzecz kilka razy. Te opowieści są lepsze niż Netflix, mówię Ci. I tak słuchamy wszyscy: ja, Tomek, nasze dzieci, dzieci moich braci ciotecznych, a za chwilę dołączają moja siostra i kolejny brat i ich dzieci maleńkie też. Dużo nas. Coraz więcej. Wszyscy z poczuciem, że to dobrze jednak się zebrać z tej Warszawy, Gdańska, Lublina i przyjechać tutaj. By pobyć razem, bo nie wiadomo kiedy będzie następny taki dzień. I czy w ogóle jeszcze będzie…

W tym roku śmierć do naszej rodziny przyszła dwa razy. Najpierw odebrała moją ukochaną ciocię, potem babcię Teresę.
Nigdy tak jak teraz nie miałam poczucia kruchości i ulotności życia. I gdy dostaję pytanie: jak Ty to robisz, że tak po prostu sobie jedziesz do rodziny, na wieś, i się dobrze bawisz, i tak trzymasz wszystkich razem, w kupie. Tu nie ma większej filozofii. Po prostu jadę. Chociaż raz w roku. A potem dzwonię do siostry ciotecznej i brata i mówię, że może byśmy się spotkali, może byśmy pobyli ze sobą, z babcią, z wujkiem i ciocią. Bo dlaczego nie? Skoro na wszystko w życiu powinniśmy mieć czas to na pobycie z rodziną, której przecież jestem częścią powinnam go mieć tym bardziej. Plus – każdy z nas chciałby wychować dzieci podobnie i dać im choć namiastkę tego, co my mieliśmy w dzieciństwie. Możliwość pobycia na przykład na wsi, razem, możliwość łażenia po drzewach, picia mleka od krowy, jedzenia malin prosto z krzaka i obijania papierówek o drewnianą ławeczkę, by lepiej smakowały. Okazuje się, że to wszystko bywa na wyciagnięcie ręki. Trzeba sobie o tym tylko przypomnieć. I jeśli jest możliwość to jechać. Bo może być za późno, bo to wszystko ulotne jest jak cholera.


Idziemy na spacer. Ja i moje cioteczne rodzeństwo. Kiedyś sami byliśmy takimi maluchami. Dziś patrzymy na nasze dzieci i zastanawiamy się kiedy ten czas tak minął szybko? Kiedy ta dorosłość przyszła i dlaczego tak niespodziewanie? 🙂 Idziemy wydeptanymi ścieżkami, znamy tu każde drzewo, wiemy gdzie rosną najlepsze śliwki, gdzie jest nasz mostek na rzece i któremu sąsiadowi można podwędzić słoneczniki. Uśmiecham się, gdy mijam dom mojego wakacyjnego chłopaka, do którego wymykałam się wieczorami i dom sąsiadki, która jako jedyna miała we wsi telefon, z którego raz na tydzień mogłam dzwonić do rodziców. Wszystko prawie takie samo. Tylko my jakby inni. Dorośli. Z nadzieją, że te dzieci nasze będą pamiętać te sierpniowe pachnące ostatnimi dniami wakacji momenty.
Przykładamy babkę do stłuczonych kolan, asekurujemy niewidzialni, gdy wspinają się na drzewa, pomagamy znaleźć najlepszego kija, z którego można zrobić wędkę i nieustannie pytamy czy są głodni. My, wnuki swojej babci 🙂


Dziś moi synowie przynieśli ze szkoły rysunki. Mieli za zadanie narysować najlepsze wspomnienie z wakacji. Zapełnili kartkę ludzikami różnego wzrostu. Było też słońce, czarny pies, rzeka i pistolety. Czuję, że misja wykonana 🙂

Spodobają Ci się także:

17 komentarzy

puch ze słów 11 września, 2019 - 9:57 am

Wspaniała wieś… takiej szukam do takiej tęsknię w takiej pokładam nadzieje… pozdrawiam 🙂

Reply
Joanna 11 września, 2019 - 9:57 am

Misja wykonana na pewno,Basiu.Tyle razy przekonalam się,ze tego co najwazniejsze nie można odkładać.Mądrze wychowujesz swoich chłopców.Dobrze jest pokazać dzieciom wielki świat,ale tej rzeki ,lasu i czarnego psa,a przede wszystkim ciepła i poczucia bezlpieczenstwa nic nie zastąpi.Gratulacje.

Reply
Marta 11 września, 2019 - 11:08 am

Oj Basiu, Basiu… Zwykle czytam Twoje wpisy wieczorem, ale dzisiaj zajrzałam niecierpliwie w pracy i łzy zakręciły mi się w oczach… Bo na każdym zdjęciu, w każdym słowie widziałam swoje babcie, których nie ma już od tylu lat, moje dzieciństwo, szczęście, przyrodę, Lubelszczyznę z moich wspomnień… Dziś oprócz tego, że nie ma babć ani dziadków to nie ma też tamtej wsi, tamtych miejsc.
Mam nadzieję, że moje dzieci z dzieciństwa zapamiętają wakacje spędzane u moich rodziców. I że długo jeszcze będziemy tam jeździć 🙂

Reply
Martyna 11 września, 2019 - 12:18 pm

To zdjęcie Twojej babci, gdzie stoi sama „na obejściu”.. no rozwaliło mnie…
Wspaniały post <3

Reply
Szyciownik 11 września, 2019 - 4:25 pm

Cześć,
Och, takie miałam dzieciństwo i moja babcia ciągle jest tą samą, jaką była lata temu 🙂 i mam nadzieję, że kiedyś sama będę taką babcie. Mam duży stary dom na wsi i spory ogródek, więc może się któregoś dnia uda 🙂
Pozdrawiam
Kasia

Reply
z-dusza.pl 11 września, 2019 - 4:34 pm

Och, jaki piękny opis! I fotki magiczne. Aż zapragnęłam rzucić wszystko i odwiedzić moją babcię ukochaną. Na szczęście nie mieszka daleko, więc widujemy się około raz w miesiącu. I rozmawiamy codziennie więc kontakt jest, ale to nie to samo co na co dzień, jak się było dzieckiem, wiadomo…

Reply
Patka 11 września, 2019 - 6:41 pm

W ciągu ostatniego roku odeszły moje obie babcie, dziadków nie ma już od dawna z nami. Mam 40 lat ale dla babć byłam niunia, ich wnusia. Brakuje ich bardzo, szczególnie tej , z którä wychowałam się w jednym domu i latami darłam koty.

Reply
Małgorzata Żak 11 września, 2019 - 9:21 pm

Tak właśnie dokładnie pamietam wakacje u Babci.Łza sie kręci w oku,i żal i tęsknota

Reply
Ola 12 września, 2019 - 5:08 am

Achhh Basiu, wzruszyłam się… I to jest prawda, kiedy przytulasz się do swojej ukochanej babci, czujesz sie po prostu dzieckiem. Pięknie to ujęłaś.

Reply
ija 12 września, 2019 - 9:05 am

Lubię cię czytać. Wszytsko takie prawdziwe, poste i trudne zarazem.

Reply
Ola 12 września, 2019 - 8:16 pm

Poryczalam się <3 Piękne

Reply
Iwona 14 września, 2019 - 7:26 pm

ja też, a jestem babcią

Reply
Magdalena 16 września, 2019 - 1:03 pm

moja babcia to takie serduszko, jak się uśmiecha-uśmiecha się dla mnie cały świat, od półtora roku jest sama, teraz każdy stara się jak mozee żeby nie była samotna więc spędy rodzinne u babci są na porządku dziennym:) I też powtarza 15 razy te same historie, i też częstuje najprostszymi a najpyszniejszymi na świecie smakami, chyba nie ma złych babci:) są tylko takie cudowne jak nasze i wspaniale że pamiętacie o Waszej babuni:)

Reply
Myszamysza 16 września, 2019 - 9:14 pm

Piekny tekst 🙂
***
Moja babcia nie zyje od 26 lat. Az trudno uwierzyc…. wydaje sie, jakby dopiero co – bylam przy jej smierci, spalam z jej cialem w pokoju obok w noc po jej udarze/zawale (ja 13 lat, babcia niezywa – czy to tylko letarg i ozyje, jak u Poego??? Bylam mokra ze strachu, chyba oka ni zmruzylam, sam na sam z zimna babcia w domu….). Im jestem starsza, tym czesciej wspominam te dwa miesiace wakacji u babci i wujka (brat mojej Mamy, odszedl 4 lata po smierci babci) jako RAJ. Szescioletnie dziecko hasajace caly Bozy dzien na 10 hektarach. Lasy, laki, bagna, jablonie, zrujnowany mlyn pod ktorym podobno rzeka bez dna… Najpierw po smierci babci przez wiele lat mialam koszmary ze sie tam gubie, tone, zapadam. Teraz, kiedy opowiadam moim dzieciom wakacje, czuje, ze to byl najlepszy i najbardziej wolny czas mojego zycia. Ze tyle mnie nauczyl – samodzielnosci, jak cudownie sie nudzic, jak zrobic cos z niczego.
A babcia jest z nami. Co roku na cmentarzu mowie: szkoda, ze nie widzisz moich dzieci… ale przeciez Ty je widzisz babciu 🙂 i czuje, ze sie radujesz. i ze Cie wreszcie nie boli…
***
Piekny tekst Basiu!!!!

Reply
Kama 18 września, 2019 - 12:12 pm

Małe dzieci, małe kaczuszki i tylko piesek ma już posiwiały pyszczek …
Wszystko takie kruche, takie ulotne. Tak bardzo daje do zrozumienia co jest najważniejsze w życiu.

Reply
Melodia 22 września, 2019 - 3:11 pm

Pięknie to wszystko odpisałaś. Serducho dla Ciebie. 🙂

Reply
Magdalena 22 października, 2019 - 5:40 pm

Jejku…łzy płyną strumieniami, nie mogę ich opanować…Zazdroszczę Basiu, że miałaś możliwość już jako dorosła osoba pobyć jeszcze z Babcią, pokazać swoje Dzieci,a im ukazać swoje miejsca najdroższe sercu 🙂

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem

Zgadzam się na newsletter