WCIĄŻ SIĘ O NICH MARTWIĘ!

Autor: Basia Szmydt

Mówili, że jak podrosną to będzie z głowy. Będzie lekko, miło i przyjemnie.
Że to ząbkowanie, te kolki i noce nieprzespane to „niezły Meksyk” jest, ale później będzie już z górki.
Nie pamiętam kim byli sprawcy, którzy zaserwowali mi takie rewelacyjne newsy, ale racji to oni nie mieli. Przecież ja się o te moje dzieci non stop martwię! Wprawdzie robię to po cichu, tak żeby nie widzieli i nie słyszeli, wieczorami tylko zwierzając się mężowi mojemu osobistemu z tych trosk moich mniejszych i większych. I wstyd mi trochę, i poprawę sobie obiecuję swojego zachowania, ale to martwienie się to jednak wpisane w życiorys matek jest.

Martwię się o to czy zęby mają zdrowe i czy brzuchy w porządku.
Czy rozwijają się dobrze, bo przecież dziurkę w pasku muszę robić, bo chude to i długie, o głowę wyższe od rówieśników swoich (ciekawe po kim?).
Czy słuch mają w porządku, bo przecież wołam ich po imieniu, a oni nie słyszą.
Martwię się czy witamin mają ilość odpowiednią i czy kleszcza czasem nie złapią.
O kolana pozdzierane też się martwię, a jakże!
O to czy sobie poradzą, czy będą potrafili powiedzieć „nie” i „tak” w odpowiednich sytuacjach.
Czy wystarczająco głośno pokreślą swoje zdanie, czy będą się bać jeśli będzie inne, niż wszystkich?
Czy dadzą radę, by pozostać sobą w świecie, w którym wszyscy chcą być do siebie podobni?
Czy kiedy pobije ich silniejszy w szkole będą potrafili oddać?
Czy będą chcieli się uczyć? Czy to, że ja pokazuję im, że warto wystarczy?
Czy będą umieli powiedzieć czego chcą?
Czy będą w siebie wierzyć?
Czy nie zgubią drogi do domu i czy nikt nie zrobi im krzywdy?
Martwię się. Czy mamą jestem dobrą dla nich i czy czasu mam dla nich wystarczająco dużo?
Czy mi cierpliwości wystarczy na ich dzieciństwo całe i czy nie mówię zbyt często „zaraz, za chwilę, nie teraz”?

Matką wyluzowaną jestem tylko pozornie. I myślę sobie, że muszę te troski moje wziąć na klatę.
Bo nie przeżyję życia za moje dzieci. Nie uchronię ich przed całym złem tego świata i przed błędami, które mogą popełnić. Oni je muszą popełnić! Muszą upaść, zmarznąć, pobić się w szkole i dostać pałę. Tylko w ten sposób ukształtują swój charakter.
Ja tymczasem postoję sobie z boku i postaram się być gotowa.
By zupę ugotować ulubioną, pomidorową.
By bluzę dać ciepłą i pudełko z plasterkami na rany z wysokiej szafki zdjąć.
I  kopniaka na szczęście przed klasówką ważną.

Powiedz czy ty też tak jak ja martwisz się o swoje maluchy?
Czy przybijasz mi pionę choć trochę? Czy to mija z czasem czy zostaje już zawsze?

1 4F Junior 1 4F Junior 2 4F Junior 3 4F Junior 5 8 10 15 16

————————————————————————————————————————————

W poniedziałek zaczynamy szkołę i przedszkole. Zgadnij czy się martwię? 🙂
Łapiemy ostatnie promienie wakacyjnego słońca, na rowerach, na naszej wsi. Uwielbiam, gdy zmęczeni wracają do domu, gdy po przejechaniu kilku kilometrów na swoich małych rowerkach zasypiają w minutę. Gdy jesteśmy wszyscy razem, w komplecie. To coś, co możemy im dać zawsze – wspólny czas.
Powoli kompletujemy wyprawkę dla Michała – Pierwszaka i Marcina – Przedszkolaka.
Mamy świetne ubrania polskiej firmy 4F Junior. Ciepłe, wygodne, z mięciutkiej bawełny. Idealne dla M&M’sów, którzy w ruchu być uwielbiają. Sprawdzą się w szkole, w przedszkolu i naszych rodzinnych, rowerowych wyprawach. Dla Michała – miłośnika sztuk walki i nowicjusza w jeździe na rowerze bez dodatkowych dwóch kółek i dla Marcina – fana sportów ekstremalnych, póki co śmigającego na rowerze biegowym, na którym może rozwijać zawrotne prędkości – tak jak lubi.
I nie martwię się chociaż czy im ciepło i wygodnie 🙂

Chłopaki na zdjęciach w dzisiejszym poście mają na sobie ubrania z kolekcji 4F Junior.

9 13