WEEKEND W MOIM OBIEKTYWIE

Autor: Basia Szmydt

Czasem pamiętam o tym, by wyjąć z szuflady aparat. By go używać i kolekcjonować chwile. Te niepozowane, te nie na potrzeby czegoś tam określonego, ale by zapamiętać – po prostu. Zapamiętać leniwe weekendy. Zimowe i trudne na tej naszej wsi. Takie, podczas których w myślach sprzedajemy dom i przenosimy się do miasta. Ot zima.

Dzieci w piżamach, śpiące łaskawie do 9, zakopane w kocach i poduchach, schowane w swoim tipi. Wpatrzone w kolejny odcinek Scooby Doo, zajadające górę domowych frytek.
Sobota.
Dziesiątki kłótni.
Trzy pralki.
Kilkanaście fochów.
Sześć wybuchów zmęczonej matki.
Dwa kubki kawy.
Trzydzieści stron przeczytanej książki.
I ja rozmawiająca przez telefon z moim mężem. Tacy młodzi przecież, a siedzą i gadają, że mogłyby te dzieci zjeść coś pozywniejszego niż te frytki sobotnie, że tylko bajki i bajki, że nas kiedyś do domu nie można było z dworu zaciagnąć, a te dzieci teraz to nie potrafią się bawić. że my nie mieliśmy prawie w ogóle zabawek,a  dziś mają wszystko i dalej źle i nudno.
A potem nagle uświadamiamy sobie, że właśnie staliśmy się naszymi własnymi rodzicami, i że już to gdzieś słyszeliśmy. Jakieś 20 lat temu.
No cóż. Można by rzec – KRĄG ŻYCIA. W rzeczy samej.

1 2 58 9 13 12 15 16

Zatem weekend. Udało mi się wyciagnąć młodzież na dwór, ale po śnieg pojechaliśmy aż do Puław. To tam u naszych przyjaciół znaleźliśmy go całe mnóstwo. Wystarczyło pokazać dzieciom jak fajnie może być, by potem patrzeć na te buzie czerwone od mrozu, ubrania przemoczone i rękawiczki ciężkie od śniegowych kulek. I wtedy rzeczywiście jest tak, jak za naszych czasów.

IMG_0921 89 10 7 4

Co u nas poza tym? Jak to się mówi na wsi „I tak o koło chałupy” 🙂
Oliwka z Chorwacji nie przetrwała pierwszej zimy w naszym domu.
Nad ekspresem wisi plakat z gazety wydarty, adekwatny do sytaucji, tak jakby.
Nad ekspresem stoję robiąc kawę i rozmawiam przez telefon z Panią z gazety. Widziała mnie w telewizji i postanowiła przeprowadzić ze mną wywiad. Pyta mnie jak żyć, kiedy męża w domu nie ma.
A no tak droga Pani. Zasięg mam tylko przy ekspresie. Dzieciom frytki dziś zrobiłam, sobie kawę, książki trochę przeczytałam. Mam smutno niski poziom cierpliwości i wybucham przy byle okazji. Za dużo też przekleństw w sobie noszę jak na 32 letnią dziewczynę, Wciąż tak samo tęsknię i życie płynie. Po prostu.
Po cichu czekam na wiosnę, choć dzieciom mówię, że śnieg to najlepsza rzecz pod słońcem jest. Inaczej przecież nie wygoniłabym ich na dwór…

67