fbpx

ŻEGNAJ PRZYJACIELU

Autor: Basia Szmydt

To był wypadek. Na spacerze z psem moja mama upadła i poważnie złamała rękę. Krzyknęła z bólu.

Wystraszony pies zerwał się ze smyczy, wbiegł prosto pod nadjeżdżający samochód. Zginął na miejscu.

Po cichu.

Dziś piszę o tym na chłodno, bo wiadomość o jego śmierci zmiotła mnie na długi czas. Wtedy nie umiałam ubrać tego w słowa. Nie umiałam zbudować zdania, bo łzy zalewały mi ekran i klawiaturę. Uciekłam w pracę, w szukanie drobiazgów, które cieszą mimo wszystko, w szukanie jakiegokolwiek wytłumaczenia tej sytuacji, która do dziś jest dla mnie tak bardzo niesprawiedliwa.

Ten pies był moim szczęściem, był moim uśmiechem na początku i na koniec dnia. Chciałam stworzyć mu najcieplejszy psi dom, o jakim może marzyć zwierzę. Dziś mam wyrzuty sumienia, że zrobiłam za mało. Zdążyłam nauczyć go reagowania na imię, tego że jesteśmy jego rodziną, przy której może czuć się bezpiecznie. Zdążyłam mu pokazać, że świat jest dobry, a to że rok spędził na łańcuchu to jest przeszłość, o której może zapomnieć. Zdążyłam udowodnić mu, że kocham go bezwarunkowo. Tak jak tylko człowiek może pokochać swojego czworonożnego przyjaciela. Ale nie zdążyłam go nauczyć, że rozpędzony samochód = śmierć.

Zostały po nim miski, reszta ulubionej karmy, wielki dół, który wykopał w ogrodzie, mnóstwo zdjęć i ślady zębów na moich nowych butach.

I ta pustka, która boli najbardziej wtedy, gdy wracam do domu. Nikt nigdy nie cieszył się na mój widok tak jak on.

Przepraszam piesku. Mam nadzieję, że tam gdzie teraz jesteś możesz biegać bez tej cholernej smyczy i obroży.

Spodobają Ci się także:

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem