CHORWACJA PODRÓŻE

CHORWACJA, PAG – księżycowa wyspa, okropna wichura i zamknięty most

Lipiec 27, 2016
_MG_3802

Wakacje! W końcu! Upragnione, wyczekane! Jesteśmy w Chorwacji. Jedziemy autem po spiralnych drogach, nad samymymi urwiskami, a w moich oczach odbija się lazurowa woda. Niech no tylko rozbijemy namiot. Wtedy w sekundę przebiorę się w bikini i pobiegnę niczym sarna po kempingu. Wprost do Adriatyku! A potem nie wyjdę z niego przez najbliższy tydzień. Będę się smażyć jak skwarek na słońcu i sprawdzać czy oby na pewno równo mnie to słońce opala. W końcu, pierwszy raz w życiu będę pięknie opalona. Do tego szum fal, morska bryza, drink z palemką i stos książek. Ah!
Tak więc jedziemy, a ja piszczę z zachwytu nad kolejnym wyłaniającym się krajobrazem. I każdy jest piękniejszy od poprzedniego. Dojeżdżamy do promu, który ma nas zabrać na wyspę Pag. Wybraliśmy właśnie ją na nasze wakacje, czytając, że jest pełna urokliwych zatoczek z krystaliczną wodą, ma świetne plaże i jest w miarę blisko, jeśli będziemy jechać od granicy. Po drodze zaklepujemy kemping i jesteśmy tacy dumni z siebie, bo wychodzi na to, że nasz organizowany w kilka godzin wyjazd do Chorwacji będzie po prostu bajeczny.

Pozwól, że w wielkim skrócie przedstawię Ci co było dalej. Rozłożyliśmy nasz nowy, piękny, dwupokojowy namiot. Zorganizowaliśy nasz biwak na tip-top. Nakarmiliśmy młodzież pomidorówką zapewniając sobie względny spokój i około 18:00 udaliśmy się na piękną plażę, by już o 20:00 wrócić z powrotem do namiotu przegrywając ze zmęczeniem po podróży. Ale to przecież nic nie szkodzi! W ogóle nic-a-nic! Bo przecież przed nami tydzień cały. Odpoczywania i lenistwa błogiego. Nadrobimy!
Zasypiamy jak dzieci, a w nocy budzi nas… TORNADO. Tak tornado! Albo bura, jak nazywają tutejsze, podobno bardzo tutaj popularne wiatry. Suche i silne jak cholera. Zazwyczaj występują w zimie, bardzo rzadko w lecie. Mogą trwać jeden dzień, albo w najgorszym wypadku trzy dni. Zgadnij, która opcja nam się trafiła… Że też nie przeczytaliśmy tego podczas krótkich postojów na stacjach z wifi.
Nie wyrwało nam namiotu z ziemi tylko dlatego, że przywiązaliśmy go wcześniej do drzew.
O poranku postanawiamy zwinąć nasz dobytek i ruszyć na południe, bliżej Splitu. Wszystko za słońce! Trzeba się nie poddawać! Nigdy w życiu! Zwłaszcza jeśli chodzi o opalenizne 🙂
Jest tylko jeden mały problemik. Zakmnięto jedyny most na wyspie, dzięki któremu można się z niej wydostać. Prom też nie kursuje. Wszystko dlatego, że wiatr mogłby zepchnąć do wody przejeżdżające samochody – dasz wiarę? Porzucamy smutki, lament i szlochanie. Chowamy swe białe jak mąka, wciąz nie opalone ciała w bluzy. Poklepujemy się po plecach, mówiąc, że to przecież tylko na chwilę i postanawiamy spędzić ten czas produktywnie, czyli zwiedzając.

Jedziemy do miasteczka PAG!

1 droga

Po drodze zatrzymujemy się kilka razy podziwiając księżycowy krajobraz wyspy, która sprawia wrażenie całkowicie pozbawionej roślinności. W rzeczywistości porośnięta jest małymi krzaczkami ziół: szałwii, tymianku i rozmarynu. Za każdym razem kiedy wysiadam z auta, walczę z wiatrem i wdycham silny zapach ziół. Wiejące tu wiatry powodują, że tylko te rośliny chcą i moga tutaj rosnąć. Cała reszta nie dała rady, pozostawiając rozległe, puste wzgórza. Druga strona wyspy, tam gdzie był nasz kemping, wyglądała zupełnie inaczej – pełna kwitnących rododendronów i bugenwilii, wysokich palm. Spójrz jak tam pięknie.

5 skały 3 ksiezyc 6 miasto

Wieje! Wszystko jest w soli: auto, posklejane włosy, usta i okulary.

2 wiatr
Stylówka w butach plażowych do chodzenia po kamienistej plaży. Wciąż mam przecież nadzieję, że to tylko na chwilkę i zaraz wskoczę do morza 🙂
1
Miasto Pag w dole. Kolejny, zapierający dech w piersiach widok.
7 pag
Spójrz jak silne fale podrywają wodę z morza. To było coś niesamowitego. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś podobnego. Zaczynam rozumieć dlaczego zamknęli most.
9 pag
Co powiesz na zamieszkanie na takiej wyspece? To się nazywa minimalizm i prostota.
4 wyspa
Docieramy do miasteczka Pag i chronimy się między wąskimi, pięknymi uliczkami. Odrobinę spokoju. Tu wiatr nie wieje już tak mocno.
8 pag
9 7 23
Turystów jest niewielu, co nas nie dziwi wcale. Przy takiej pogodzie nawet okiennice mieszkańców miasta są zamknięte na 4 spusty.
Czas na obiad! Szukamy jakiejś miłej knajpki. Na wyspie jest sporo restauracji. My postanawiamy się schować w jakiejś bocznej uliczce, gdzie znajdujemy pizzerię, w której bosko pachnie. Zamawiamy pizzę, zupę pomidorową dla dzieciaków (a jakże), zimne chorwackie piwo i butelkę wody z przesłaniem 🙂 Całość bardzo smaczna.
12 14 15 13 5
Idziemy dalej, w stronę portu, w poszukiwaniu deseru. I tu niestety spotyka nas ogromny zawód. Po pierwsze polecany, chorwacki specjał – burek z jabłkiem w środku, okazuje się być dla nas niewypałem. Nie smakuje nam połączenie smażonego w głębokim tłuszczu ciasta, przypominającego trochę francuskie, trochę zakalec, ze słodkim środkiem. Gryzą się te smaki, które obiecują słodką drożdżówkę, a dają wytrawno – deserowy misz masz. Nie dla nas. Po drugie lody, które zwabiły nas piękną witryną, perfekcyjnym zaprezentowaniem smaków, a w rzeczywistości okazały się lodami z proszku, naładowanymi chemią, słodkimi okropnie i tak niesmacznymi, że nawet nasze dzieci wyrzuciły je do kosza.  Rezygnujemy z deseru, choć Tomasz tęsknym wzrokiem spogląda albo w kierunku naleśników, albo w kierunku dwóch ślicznych Chorwatek te naleśniki sprzedających. Uznaję, że da sobie doskonale radę bez deseru.
10
17 lody 16 17 18
Chcemy zobaczyć więcej tego pięknego miasteczka, zagłębić się w jego historię, wejść do kilku świątyń, ale wiatr zaczyna wiać coraz bardziej, most zamknięty do jutra, a my nie mamy gdzie spać. Z oczywistych względów rezygnujemy z rozbijania namiotu i choć w mieście jest sporo hoteli w klimatyczych kamienicach, to my, jak zwykle na opak postanawiamy jechać dalej. Gdzie nas tylko auto zawiezie.
22 21 19 20
Żegnamy się miastem Pag, spacerując po nim po raz ostatni. Tym razem przyspieszając nieco kroku, tak by jak najszybciej znaleźć się w samochodzie. To była całkiem przyjemna alternatywa do stania w kolejce do otwartego mostu. I choć ten dzień nie dał nam nawet minimalnej, upragnionej opalenizny to przyznasz chyba, że nie warto narzekać. Bo warto zobaczyć, nawet jeśli okiennice pozamykane, a wiatr sypie solą w oczy. Warto smakować, nawet jeśli lokalny specjał nie jest deserem Twoich marzeń. Wreszcie warto zmienić plan, byle by tylko zobaczyć co czeka cię za rogiem. Warto, bo to zawsze pozwala nabrać dystansu, zmienić perspektywę, ale przede wszystkim doświadczać i chłonąć świat wszystkimi zmysłami.
6 24

Może Ci się również podobać

12 Komentarze

  • Odpowiedz Do more of what makes you happy. Lipiec 27, 2016 at 12:47 pm

    piękne miejsce

  • Odpowiedz Marta Lipiec 27, 2016 at 1:01 pm

    Przeżyłam burzę w Czarnogórze, ba nawet przeżyłam trąbę powietrzną i też napiszę, że warto było! 🙂

  • Odpowiedz Tekstualna Lipiec 27, 2016 at 3:22 pm

    Jezu jak pieknie! <3

  • Odpowiedz Ola Lipiec 28, 2016 at 5:45 am

    „Uznaję, że da sobie doskonale radę bez deseru” => LOVE 🙂
    Piękne miejsce, a twój post tylko ponownie utwierdza mnie w przekonaniu, że najważniejsze jest nastawienie.

  • Odpowiedz eboum Lipiec 28, 2016 at 6:42 am

    Coz za przygody! Ale takie wakacje sa najlepsze – nic nie wychodzi zgodnie z planem A, ale zawsze jest plan B i C. Jestem pewna, ze zapamietacie te dni na zawsze! Bo co to za wyjazd jesli wszystko jest piekne, gladkie, idealne I nie ma okazji na improwizacje?!
    Zazdroszcze wakacji z dziecmi pod namiotem. Gdyby nie moj mega wygodnicki maz, to chetnie zamienilabym all inclusive na biwakowanie z moimi dziewczynkami!
    Pozdrawiam goraco!

    PS Chlopcy zaliczyli nawet zupe pomidorowa! Czyja lepsza? Mamy czy w restauracji?

  • Odpowiedz Stefaa Lipiec 28, 2016 at 7:01 am

    Burek to tylko z miesem, albo serem na słono 🙂 nigdy na słodko! Polecam milk shake na deser oraz wodę jamnica do picia 🙂

  • Odpowiedz Małgorzata Lipiec 28, 2016 at 7:50 am

    Ależ szkoda, że pobyt w namiocie nie wypalił. Spróbujcie go rozbić jeszcze raz. Jak kiedyś napisałam, na kempingu twoim domem staje się samo tylko towarzystwo najbliższych, a nie powierzchnia zamknięta czterema ścianami.
    http://stalove.eu/gdzie-jest-moj-dom-wakacje-w-chorwacji-2015/ – tutaj wspominam o pobycie pod namiotem, o mrówkach w garnku, a i jest też opis gradobicia przy wodospadach KRKA 🙂

  • Odpowiedz Ange76 Lipiec 28, 2016 at 8:41 am

    Chociaż po zeszłorocznej wyprawie do Chorwacji nie podzielam zachwytu nad tą destynacją, to muszę przyznać, że chorwackie miasteczka maja ogromny urok 🙂

  • Odpowiedz Monika Lipiec 28, 2016 at 11:57 am

    A ja nie mogę się doczekać dalszego ciągu. Monika

  • Odpowiedz Ola Lipiec 29, 2016 at 9:39 pm

    Dla mnie Chorwacja najcudniejsza od 20 lat. Nie chcę, nie mam potrzeby jechać w inne miejsce.Tu znalazłam wszystko. Jak dla mnie jest środkowa część Dalmacji jest najpiękniejsza. Kocham Szybenik, Primosten, Rogoznicę, Marinę Trogir, Split… Jestem co rok, a czasem i dwa razy w roku. Mieliście niezapomniane przygody.

  • Odpowiedz Iri Sunshine Sierpień 2, 2016 at 7:42 am

    Przesłanie na butelce idealnie pasuje do Waszej podróży, haha:)

  • Odpowiedz Michalina Sierpień 5, 2016 at 7:50 pm

    Basia! Burek z jabłkiem? Kochana! Wróciłam z Chorwacji wczoraj i przez cały czas zajadalismy sie burkiem na słono- z mięsem, krompirem ( ziemniakiem) szpinakiem, serem! Następnym razem próbuj!

  • Napisz odpowiedź