fbpx

NIEDZIELA W BIAŁEJ KOSZULI.

Autor: Basia Szmydt

Moi rodzice nauczyli mnie, że niedziela jest dniem, który trzeba świętować. Na stole mojej mamy zawsze był pyszny rosół z wiejskiej kury, biały obrus, a na deser domowe ciasto. Ot normalna wtedy dla mnie rzecz.
Kiedyś strasznie denerwowało mnie to bycie w niedzielnym szyku.
Kościół, po kościele wspólny obiad, domowy kompot zamiast upragnionej oranżady i oglądanie programów przyrodniczych. Nuda. Wściekałam się.
Dziś patrzę na to nieco inaczej, a odkąd jestem mamą widzę ile moja mama wkładała pracy, żeby wzbogacić nas we wspomnienia dające ciepło i poczucie bezpieczeństwa.
Dziś to ja goszczę moją mamę na obiedzie starając się, żeby poczuła spełnioną misję 🙂

Odnajduję małe i proste przyjemności w marchewce wyhodowanej własnymi rękami, serniku upieczonym według przepisu babci Zosi, popołudniowej kawie i tym filmie przyrodniczym oglądanym zawsze w niedzielę. Buduję własne wspomnienia, które przekazuję swoim synom, choć tak naprawdę niewiele różnią się od tych, które sama posiadam ze swojego dzieciństwa.

Mam szczerą nadzieję, że zdjęcia, które mam dziś dla Was choć odrobinę oddadzą klimat, o którym piszę.
Jestem bardzo ciekawa jakie są Wasze najmilsze, niedzielna wspomnienia z dzieciństwa.

Dobrego tygodnia.

1 IMG_0015 IMG_0016 IMG_0017 IMG_0020 IMG_0022 IMG_0024 IMG_0026 IMG_0029 IMG_0031 IMG_0032 IMG_0037 IMG_0038 IMG_0057 IMG_0081 IMG_0084 IMG_0085

Spodobają Ci się także:

13 komentarzy

Monika Sobota 27 października, 2014 - 5:01 pm

pozwolisz, ze zostane tu dluzej i popatrze na Was z ukrycia :)Sei Favolosa!

Reply
Magda 27 października, 2014 - 5:14 pm

My już nie celebrujemy niedziel, gdyż mamy dość mocno poprzestawiane dni tygodnia, ale za dzieciaka pamiętam niedzielną jajecznicę, kościół, spacer, rosół, schabowy i seans z K.Czubówną na dwójce w jakiejś dżungli 😉

Podoba mi się Wasza niedziela!
P.S. Skąd takie piękne marfefki? 🙂

Reply
Basia Szmydt 27 października, 2014 - 5:35 pm

Marchewki? Wyhodowalam ja Basia Szmydt!

Reply
Paulina 18 października, 2017 - 12:49 pm

Moje niedziele też były takie odświętne. Rano biała kiełbasa na wesołe śniadanie, jak je z siostrą nazywałyśmy, potem kościół, do cukierni, na obiad, potem spacer, niekiedy na cmentarz i oglądanie TV wspólnie. Czasem Szpital na peryferiach, czasem Korzenie. Te niedziele to były takie skrawki nieba, raju w codziennym życiu. Coś, na co się czekało cały tydzień.
Pierwszy raz czytam dziś Twojego bloga, a także bloga tekstualnej Moniki. Jesteście wspaniałe. Moja bajka. Aż by się chciało z Wami napić tej herbaty z lukrecji.
Pozdrawiam z Poznania
Paulina

Reply
Joanna S 27 października, 2014 - 6:27 pm

O rany , wrocily wspomnienia 🙂 . Chociaz jak u ciebie Basiu moje dni dzisiaj niewiele roznia sie od tych z dziecinstwa. Dla mnie i dla moich rodzicow niedziela byla bardzo wyczekiwana i taka niezywkle swiateczna. Piekne ubtanie do kosciola, obiad niezywkle smaczny przy pieknie nakrytym stole, spacer i gofry z bita smietana w moich ukochanych Lazienkach. Dzisiaj wracam tam z moimi dziecmi i mezem, cieszac sie jak 6 latka , ze znowu zjem moje ukochane gofry !!!:) Mniaaaaaaaam !! Co prawda nie zdarza sie to czesto ze wzgledu na odleglosc jaka mnie dzis dzieli , ale wciaz uwielbiam ten niedzilny czas w mojej ukochanej Warszawie. Buduje dzis podobne wspomnienia moim dzieciom , choc to inny czas i inne miejsce i inny kraj. Nadal jednak gosci w naszym zyciu odswietny obiad, cudowny spacer, piekne ubranie i cudowne chwile jakie spedzamy jako rodzina !!!!!!

Reply
Monika 27 października, 2014 - 6:57 pm

Jesteś taka podobna do mamy! 🙂
Od miesiąca mieszkam w Lublinie bo zaczęłam tutaj studia. Po Twoich postach o niedzielnych spacerach w jak tylko jestem w Saskim to patrzę czy może gdzieś Was nie spotkam. 😀

Pozdrawiam serdecznie 😉

Reply
Ewa 27 października, 2014 - 7:40 pm

W moim domu rosół też gości co tydzień w niedzielę. Poza tym wszystko inne toczy się swoim życiem, bywa, że trzeba wyjść do pracy albo mąż wyjeżdża. Ot, życie.

Reply
Basia 27 października, 2014 - 8:33 pm

Oj tak, zdecydowanie dobre wspomnienia to skarb do zatrzymania w sercu. Przydają się zwłaszcza kiedy życie daje czasem w kość.

Reply
Al 27 października, 2014 - 9:33 pm

My po kościele jeździliśmy do cukierni po ciastka (jakie kto chciał), a latem na lody- pamiętam to jakby to było wczoraj a tyle lat minęło…. 🙂

Reply
kajuchnowa 28 października, 2014 - 6:20 am

Jak zwykle u Ciebie niezwykle inspirująco i pięknie. Codzienność zaklęta w cudowność. Już czekam na kolejny wpis z niecierpliwością.

Reply
Ania 28 października, 2014 - 6:42 am

I znowu zaserwowałaś mi solidną dawkę wzruszenia:)

Reply
Jagoda 28 października, 2014 - 12:15 pm

U mnie w domu wyglądało to podobnie. Lubię takie celebrowanie niedzieli. U Nas był zawsze obowiązkowy niedzielny spacer nad rzekę. Do dziś mi to zostało i często wychodzę razem z mamą. Z mężem też staramy się aby niedziela była wolna od pracy, komputera, by była czasem dla nas.

Reply
makate 29 października, 2014 - 10:26 am

Piękne zdjęcia!
Moje wspomnienie to spacer całą rodziną po obiedzie – na którym my z siostrą gadamy we dwie, a rodzice ze sobą, albo każda z nas z którymś rodziców, a młodszy brat biega wokół nas – spacerowanie zawsze było dla niego za wolne 😉

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem