fbpx

ISLANDIA 7 DNI, PLAN PODRÓŻY, KOSZTY, ATRAKCJE CZ. 2

Autor: Basia Szmydt

Zapraszam na kolejną część relacji z tygodniowej wyprawy na Islandię, którą miałam przyjemność zwiedzać w kwietniu tego roku. I gorąco zachęcam do rozpoczęcia lektury o Islandii od części pierwszej, czyli tego wpisu:

ISLANDIA 7 DNI, PLAN PODRÓŻY, KOSZTY, ATRAKCJE CZ.1

To właśnie w pierwszej części zawarłam najważniejsze informacje, z którymi warto się zapoznać zanim przylecimy na tę przepiękną wyspę. Jest też sporo o Klubie Podróżników Soliści, którzy zorganizowali tę wyprawę.

TUTAJ PRZECZYTASZ WIĘCEJ O KLUBIE PODRÓŻNIKÓW SOLIŚCI

Dzisiejsza relacja dotyczy 2 i 3 dnia z tygodniowej wyprawy i jest to drugi z trzech zaplanowanych wpisów.

MIASTECZKO BORGARNES – COŚ DLA FANÓW FILMU „SEKRETNE ŻYCIE WALTERA MITTY”

Przed wyjazdem na Islandię, dostaliśmy od naszego lidera Józka maila z listą filmów, które warto obejrzeć, by się odpowiednio nastroić, i by później móc odnajdywać te wszystkie filmowe kadry w islandzkiej rzeczywistości. Jednym z filmów, które pięknie pokazują Islandię jest „Sekretne życie Waltera Mitty”.

Drugi dzień naszej islandzkiej wyprawy miał być nieco spokojniejszy. Wszyscy czuliśmy się lekko przeforsowaniu po pierwszym dniu. Dlatego też zaczęliśmy od czegoś, co większość lubi najbardziej o poranku: od kawy i czegoś słodkiego. A jeśli to słodkie i kawę można zjeść i wypić w kawiarni, do której chadzał bohater filmu, to jest to po prostu dobry plan 🙂

Przykładowe ceny tego, co możesz zobaczyć na zdjęciu poniżej:

  • kawa latte 18 zł
  • kawa americano 16 zł
  • ciasta od 5 do 20 zł

Jak widzisz te ceny są niemal identyczne jak te w warszawskich knajpkach. Ta kawiarnia pachniało bardzo skandynawsko: kawą, kardamonem i cynamonem.

Z odpowiednim poziomem cukru, kawy i cynamonu ruszyliśmy dalej. Pogoda tego dnia była wspaniała! Wsiedliśmy do busa, podkręciliśmy muzykę w radiu i pojechaliśmy dalej. Tym razem w poszukiwaniu najprawdziwszych fok.

YTRI TUNGA BEACH

Czyli plaża, na której najłatwiej spotkać wypoczywające i wygrzewające się na skałach foki. Nam też udało się dostrzec z daleka kilka osobników. Do fok nie wolno podchodzić zbyt blisko i należy zachować ciszę. W końcu to my jesteśmy tutaj gośćmi, a nie odwrotnie. Zwłaszcza, że w czasie, gdy dotarliśmy na plażę, czyli w kwietniu, samice były jeszcze w ciąży. Młode szczenięta fok przychodzą na świat w maju i czerwcu. Absolutnie nie wolno zaczepiać, karmić czy dotykać zwierząt.

Moja dobra rada jeśli znajdziesz się na Ytri Tunga – uważaj na kamienie. Po pierwsze są śliskie i można na nich spektakularnie upaść tak jak ja. Po drugie może przyjść fala i kamienie, po których jeszcze przed chwilą chodziłaś, mogą znaleźć się pod wodą. I to jest zawsze bardzo zimna woda.

Nie miałam niestety obiektywu z zoomem, ale może uda Ci się dostrzec na zdjęciu powyżej fokę wygrzewającą się na kamieniu? 🙂

Cisza, spokój, woda oceanu, która skrzyła się jakby posypano ją brokatem, świeże, rześkie powietrze i ośnieżone szczyty gór. Zdjęcia robią się tutaj same.

I nawet tutaj woda wyrzuca na brzeg śmiecie :/

Ale nie tylko śmiecie. Zobacz tylko co odkryliśmy! Fragment olbrzymiego kręgosłupa. Na moje oko to był jakiś młody wieloryb. Pojedynczy krąg, który leżał na piasku miał z metr średnicy. Wyglądało to jak kadr z „Jurrasic Park”. Niesamowite przeżycie.

Zostawiliśmy foki w spokoju i ruszyliśmy dalej.

WĄWÓZ RAUDFELDSGJA

Na pierwszy rzut oka to kolejne, ośnieżone pasmo gór. Jednak gdy podejdzie się bliżej, naszym oczom ukazuje się skalna szczelina na tyle szeroka, że można dosłownie wejść do wnętrza góry. Żeby to zrobić potrzebujemy dobrych butów, bo w środku po kamieniach może płynąć strumień i łatwo się poślizgnąć.

Porośnięte zielonym mchem, wilgotne skały wewnątrz wąwozu. Setki ptaków, które na skalnych półkach postanowiły zrobić sobie gniazda. I kawałeczek błękitnego nieba, który widać nad głową. Widok z góry też jest niesamowity. Bardzo klimatyczne, tajemnicze miejsce.

Jako że ten dzień miał być nieco bardziej spokojny niż poprzedni, postanowiliśmy wspólnie z grupą zatrzymać się na coś dobrego do jedzenia. Kolejny przystanek to

ARNARSTAPI

Malownicza osada położona nad brzegiem oceanu, słynąca z niesamowitych klifów i skalnych formacji. Znajdziemy tu wygodny parking i kilka restauracji. Miejsce wprost idealne na obiad i dłuższy spacer. Zjedliśmy smaczne fish&chips w jednej z knajpek. Do tego zimne, lokalne piwo i cudne słońce! Pogoda i moment wprost wymarzony!

W Arnarstapi jest też port, gdzie możemy kupić świeże ryby na kolację. Ceny ryb prosto z Oceanu Atlantyckiego bywają tańsze niż w Polsce. Nam się niestety nie udało, bo kutry wypłynęły w morze i miały wrócić dopiero za kilka dni.

Cena tego zestawu razem z lokalnym piwem to ok. 80 zł. Choć na zdjęciu tego nie widać, to dorsza było dużo więcej 🙂

W Arnarstapi oprócz wspomnianego portu znajdziemy rzeźbę półczłowieka- półgiganta. Według jednej z islandzkich sag to Bardur, duch opiekujący się tym miejscem.

Mnie urzekły zarówno porośnięte trawą dachy starych domków, jak i nowoczesna forma letnich domków.

Ostatnim przystankiem drugiego dnia naszej wyprawy było miasteczko

AKRANES I LATARNIE MORSKIE

Ten ostatni przystanek był ważny szczególnie dla męskiej części naszej grupy. To właśnie tutaj możemy podziwiać dwie latarnie morskie i wrak statku, który tych z wybujałą wyobraźnią przyprawia o ciarki. Choć ja nie jestem jakąś ogromną fanką takich atrakcji, to i tutaj moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Sceneria portowego brzegu w Akranes przypomniała mi tę z serialu „W pułapce”, który oglądałam na Netflixie. Surowa, tajemnicza, czasem brzydka, taka w której cisza niepokoi. Ale to tylko moja wyobraźnia 🙂

Z tego miejsca zapamiętam też ojca z dwoma kilkuletnimi synami, którzy na chłodzie przepierali się w stroje do nurkowania, by chwile potem zanurzyć się w lodowatej wodzie. Ot, takie tam rozrywki po szkole.

Drugiego dnia naszej wycieczki zatrzymaliśmy się jeszcze w supermarkecie, żeby zrobić większe zakupy. Tak jak pisałam w moim poprzednim poście, zdecydowaliśmy z grupą, że gotujemy wspólne kolacje. Zwłaszcza, że w domku, w którym zamieszkaliśmy, mieliśmy do dyspozycji dobrze wyposażoną kuchnię. Każdy z nas marzył o tym, żeby dotrzeć już na miejsce, wziąć prysznic, zjeść jakieś węglowodany na ciepło, a na zakończenie dnia wskoczyć do gorącej bani na świeżym powietrzu.

DZIEŃ 3

Trzeci dzień na Islandii zaczęliśmy od wodospadu, których tutaj pod dostatkiem. Tym razem był to jednak król wśród wodospadów – Gullfoss.

GULLFOSS

To chyba najpopularniejszy wodospad na Islandii, a na pewno najczęściej odwiedzany przez turystów. Nic dziwnego – jest po prostu onieśmielająco piękny. Potężny, głośny, silny, zachwycający! Składa się z dwóch kaskad, z których jedna ma 11 metrów, a druga 21. W każdej sekundzie przepływa przez nie ok. 110 m3 wody. Jego siła jest wręcz nie do opisania. Ten wodospad jest częścią popularnej trasy wycieczkowej zwanej Golden Circle. Wodospad wygląda inaczej w zależności od pogody i pory roku. W słoneczne dni niemal zawsze jest tutaj tęcza i to prawdopodobnie od niej wodospad wziął swoją nazwę. Choć są też oczywiście legendy o zatopionym na dnie kufrze ze złotem, jak to w islandzkich sagach bywa.

Bryza wodospadu jest bardzo silna. Mimo, że znajdujemy się od niego w dosyć sporej odległości, to i tak możemy wrócić całkowicie przemoczeni. Zimą, gdy szlaki są oblodzone należy zachować szczególną ostrożność.

Właściwie to na całej Islandii tę ostrożność należy zachowywać non stop, bo w tym kraju na próżno szukać barierek, bram, zakazów i nakazów. Islandia jest naprawdę liberalna jeśli chodzi o styl zwiedzania danych miejsc. W wielkim skrócie – większość rzeczy robimy na własną odpowiedzialność i z taką myślą, że wobec tej natury naprawdę przyda nam się ogrom pokory.

PAMIĄTKI

Nad wodospadem znajdziemy wygodny, duży parking, kawiarnie i restaurację, ale i sklepy z pamiątkami. Według mnie to właśnie tutaj można znaleźć najładniejsze pamiątki. Zrobiłam kilka zdjęć, żeby pokazać Ci co i za ile można spotkać w islandzkim sklepie z pamiątkami.

Wełniany, ciepły koc. Cena ok. 700 zł. / To moja pamiątka – kamień w kształcie serca, znaleziony na plaży.

Przepiękna akwarela islandzkiej artystki, a na obrazku koń, śnieg i zorza polarna, czyli typowe elementy islandzkiego krajobrazu. Cena ok. 30 zł / kubki z Muminkami, które wprawdzie są z Finlandii, ale nie mogłam się powstrzymać, by ich tutaj nie pokazać. Cena ok. 60-70 zł.

Islandzki konik na breloku. Cena ok. 40 zł. / Akwarele na materiałowych magnesach. Piękne! Cena ok. 50 zł

Herbata prawdziwego wikinga. Cena ok. 40 zł / Rożne rodzaje soli. Dla siebie wzięłam tę z wulkanicznym pyłem. Cena ok. 50 zł

Urocze drobiazgi. Magnesy owce i breloki sweterki. Podziwiam, nie kupuję 😀

Poniżej wełniane, ręcznie robione swetry. Myślę, że to pamiątka, którą warto sobie z Islandii przywieźć. Ceny swetrów zaczynają się od 500 zł. Można znaleźć też wszelkie, wełniane dodatki, takie jak te piękne rękawice z maskonurami. Wszystko jest bardzo ciepłe.

Kolejny przystanek na naszej trasie tego dnia będzie pachniał siarką lub zgniłym jajkiem – jak kto woli 🙂

GEJZERY

Na Islandii przez cały czas miałam wrażenie, że pode mną, pod moimi stopami, wciąż zachodzą skomplikowane procesy.
Że wszystko się kotłuje, oddycha, za chwilę wybuchnie albo wybuchło niedawno, o czym świadczy czarna jak smoła, żużlowa gleba. Gdy przyjechaliśmy obejrzeć wciąż aktywne gejzery, zrozumiałam, że moje odczucia były trafne.

Kosmiczny krajobraz, dymiące szczeliny w ziemi, zapach siarki i bulgoczące źródełka, w których woda dosłownie wrze. Podobało mi się to bardzo!

Aktualnie aktywny jest gejzer Strokkur, który wyrzuca z siebie wodę na kilkanaście metrów do góry, co ok. 7 minut. Ten większy – Geysir, od jakiegoś czasu sobie śpi, ale to właśnie od niego wzięła się nazwa „gejzer” używana na całym świecie.

Polecam wspiąć się na samą górę. W nagrodę zobaczymy przepiękny widok na okolicę. Na zwiedzanie doliny geotermalnej Haukadalur zarezerwujmy sobie godzinę. Tradycyjnie już znajdziemy tutaj parking, restaurację, toaletę, sklepy z pamiątkami, a nawet hotel i spa.

DOLINA ÞINGVELLIR

To kolejny po wodospadzie Gulfoss i gejzerach punkt trasy Golden Circle. Dolina Þingvellir to miejsce, w którym stykają się dwie płyty tektoniczne. Zjawiskowe miejsce jeśli chodzi o walory przyrodnicze, ale i najważniejsze jeśli chodzi o historię Islandii. Nazwa Þingvellir powstała ze zlepku słów Þing – parlament i vellir – równina. To właśnie tutaj, w 930 roku zebrał się po raz pierwszy parlament, który decydował o losach Islandii. Zgromadzenia parlamentu trwały tutaj aż do XVIII wieku. Do dziś świętuje się tutaj Dzień Niepodległości Islandii.

Dolina Þingvellir ma również swoją krwawą historię. To tutaj jeszcze kilkaset lat temu wykonywano wyroki śmierci między innymi na kobietach posądzanych o czary.

To również tutaj kręcono niektóre sceny serialu „Gra o tron”. Ja serialu jeszcze nie widziałam i nie wiem czy w ogóle go obejrzę, ale moi współtowarzysze byli jego ogromnymi fanami i widziałam ich wypieki na twarzy, za każdym razem, gdy odkrywali jakieś miejsce z filmu.

Mnie dużo bardziej od „Gry o tron” interesowała fauna i ten ptaszek, chyba droździk, który latał za nami i dosłownie nam pozował, jakby miał tutaj etat 🙂

W tej chatce ze zdjęcia poniżej, mogłabym spędzać weekendy.

Ostatnim przystankiem tego dnia był krater nieaktywnego wulkanu.

KRATER KERID

Celem zwiedzania jest krater nieaktywnego wulkanu, a konkretnie malownicze jezioro, które powstało na jego dnie. Gdy dotarliśmy na miejsce, pierwszy i ostatni raz podczas tego pobytu, złapał nas deszcz, więc nie zwiedzaliśmy tej okolicy zbyt długo. Uwaga – wejście jest biletowane, a cena biletu to ok. 12 zł.

Latem, ze względu na wyjątkową akustykę odbywają się tutaj koncerty. Na przykład takie jak ten — > KLIK

Przemoczeni, zmęczeni, ale totalnie zachwyceni kolejnym dniem na Islandii, wsiedliśmy do naszego busa i pojechaliśmy gotować do domku. To wspaniałe, że przez cały pobyt spaliśmy w jednym miejscu, w którym swobodnie mogliśmy odpoczywać po całym, intensywnym dniu.

Przede mną jeszcze jeden, ostatni już post pokazujący tygodniową wyprawę na Islandię z Klubem Solistów. Tym razem zabiorę Cię między innymi na kolejny lodowiec, plażę z lodowymi diamentami, na klify z uroczymi maskonurami, na kawę do Rejkjaviku i w rejs statkiem na spotkanie z humbakami.

KLIKNIJ TUTAJ I ZOBACZ CAŁY PROGRAM WYCIECZKI ISLANDIA CLASSIC

Spodobają Ci się także:

2 komentarze

Sara 17 maja, 2022 - 1:35 pm

Mam tam brata. Nie mogę się doczekac kiedy go odwiedzę.

Reply
Ola 18 maja, 2022 - 8:58 am

Basiu, nie wiem kiedy znajde czas na przeczytanie Twojej relacji z wyprawy. Na razie ogladam zdjecia i jestem zakochana, cos pieknego.

Reply

Zostaw komentarz

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, rozumiem